piątek, 30 września 2016

Rozdział 36

      W ciągu nocy dwa razy ganiałam do toalety. Połączenie ślub plus ciąża nie jest dobre. Ostatnią noc mojej wolności chciałam spędzić sama. Spałam dość dobrze, bo stres się mnie nie trzymał.
   Stałam przed lustrem i delikatnie gładziłam leciutko zarysowany brzuszek. Bardzo się cieszę, że będziemy mieć dziecko. Jak na razie wiedzą o tym tylko rodzice i Weronika z Michałem. Nie chcemy rozpowiadać o tym każdemu. Czekałam na przyjazd fryzjerki i kosmetyczki. Nie chciałam się pałętać po salonach i dodatkowo męczyć. Dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i opuściłam łazienkę.
- Dzień dobry. Zapraszam. - w oddali słyszałam głos mamy.
Do salonu weszły dwie młode kobiety.
- Dzień dobry. - przywitałam się przyjaznym uśmiechem.
Fryzjerka bawiła się moimi włosami, kiedy przyszedł mi sms. Wzięłam telefon i przeczytałam ,,piłaś już kawę? ;)" od Piotrek. Piotrek to fotograf. 22latek, wiecznie uśmiechnięty lubiący żartować. Raz zobaczyłam jego zdjęcie i się zakochałam i od razu powiedziałam, że to musi być on. To był idealny wybór. ,,nie miałam kiedy xd" uśmiechnęłam się i wysłałam.
10 minut nie minęło a on już był u mnie.
- Proszę. - wręczył mi kubek z kawą
- Dziękuję. - szeroko się uśmiechnęłam
Po godzinie siedzenia byłam wolna. Jeszcze mama z Weroniką kończyły procesy upiększania się. Wzięłam telefon i włączyłam messengera. Mój narzeczony był dostępny.
- Mam nadzieję, że się nie rozmyśliłeś :P - napisałam do niego
- Nie :D - przysłał - A ty ?
- Oczywiście, że nie :) Co tam porabiasz ?

Przysłał mi to zdjęcie. 
- Czyli na trzeźwo nie dasz rady ? :( - zasmuciłam się 
- Żartuję :* 
- Przystojniak *.* Dobrze, że przystrzygłeś zarost :* 
- Wszystko dla Ciebie ;) Zobaczysz, będzie pięknie :)
- Taa, ale Filipa nie będzie ;(
- Wojsko :/ Też jest mi smutno :(
- Dobra, idę się szykować ;) Do zobaczenia niedługo :* <3 Kocham Cię. 
- Ja też <3
Odłożyłam telefon i opadłam na krześle. Przyglądałam się mamie, jak gładzi na sobie sukienkę, żeby dobrze się ułożyła. Jasnozielony kolor świetnie do niej pasował. Jej świetna figura idealnie pasowała do rozkloszowanej kreacji. Natomiast moja siostra postawiła na zwiewną ciemnozieloną sukienkę. Na weselu mam zielone dodatki, więc moje kobietki chciały się podpiąć do wystroju. 
- Śliczne jesteście. - uśmiechnęłam się i przytuliłam je. 
- To teraz ty. - mama przyniosła moją suknię. 
Kamerzysta nagrywał moje przygotowania. Byłam sobą, w ogóle się nie spinałam. Starałam się ciągle śmiać i wygłupiać. Moim zdaniem nie ma czym tu się stresować. 
      Czekałam na przyjazd Alka oglądając telewizję. Leciał akurat krecik, którego uwielbiam. 
- Już są. - oznajmiła mama, a ja się podniosłam i poszłam do okna. Z pierwszego, ślicznie udekorowanego Passata wysiadł mój wybranek, a z miejsca kierowcy wynurzył się Michał, który był świadkiem. Z drugiego wysiedli moi już prawie teściowie. Ślicznie się razem prezentowali. 
Stanęłam na środku salonu i czekałam na wybranka mojego życia. Słyszałam powitania rodziców i po chwili pojawił się on. Wysoki, szczupły mężczyzna w czarnym garniturze i zielonej muszce . Czarne Convers'y świetnie pasowały do jego wyluzowanego charakteru. Poszliśmy w luźny styl i ja też mam na stopach trampki. Jego źrenice rozszerzyły się i w oczach pojawił się blask. 
- Łał. - szepnął i szeroko się uśmiechnął 
Podszedł do mnie i dał buziaka w policzek. 
- Proszę. - wręczył mi biało-zielony bukiet. 
- Ślicznie wyglądasz. - wyszczerzyłam się do niego. 
- Oj tam. Ty ładniej. - splótł nasze dłonie. - No to co, działamy. 
- Kochani rodzice, chcielibyśmy prosić was o błogosławieństwo. - rzekłam i uklękliśmy. 
Mamy ze łzami w oczach podeszły do nas i uczyniły znak krzyża na naszych czołach i zrobiły miejsce dla ojców. 
- To jedziemy. - pogładził mnie po plecach ukochany 
- Czekaj, jeszcze muszę do toalety. - szepnęłam i szybko pobiegłam. 
          Wyszliśmy z samochodu i udaliśmy się przed kościół. Już prawie wszyscy goście byli w środku. stanęliśmy przed wejściem i czekaliśmy na księdza. 
- Alek, a jak zachce mi się wymiotować w kościele. - szepnęłam lekko się denerwując 
- Spokojnie, nie zachce Ci się. - przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego 
Nagle usłyszeliśmy chrząknięcie. Szybko oderwałam się od Olka i popatrzyłam w stronę mężczyzny. Stał przed nami ksiądz. Nawet nie słyszałam, że już zaczęli grać coś. Szeroko się uśmiechnęłam na widok duchownego. 
- Gotowi ? - uśmiechnął się 
- Tak. - powiedzieliśmy równo i ustawiliśmy się. Chłopak wziął mnie pod rękę i ruszyliśmy przed siebie. Szeroko uśmiechnięci podążaliśmy do ołtarza za duchownym. 
Wzięłam głęboki oddech i wszystko się zaczęło. 
Doszło do kazania. 
- Przyszliśmy tutaj by zobaczyć jak Monika i Aleksander. - tutaj wzrok księdza powędrował na Gawlińskiego, który się skrzywił - Przepraszam, Alek. - uśmiechnął się - Przypieczętują swoją miłość przed Panem Bogiem. Wiem, że będą świetnym małżeństwem, bo znam ich oboje, chociaż Monikę lepiej. Świetnie razem wyglądają. Oboje są pogodnymi, pełnymi energii osobami. Zawsze jak widzę ich razem są nierozłączni. Jednak widziałem także ich sprzeczki. Monika obrażona, Alek smutny. Nie minęła nawet godzina, a oni już byli pogodzeni, pełni radości. Kiedyś pewien narzeczony powiedział do swojej wybranki, że miłość to coś wspaniałego, ale także kłótnie, których będzie pełno. To również poświęcenia i cierpienie. Jednak ów młodzieniec przyznał, że każde cierpienie ma sens i Bóg zsyła nam później za to wynagrodzenie. Dla niego tą nagrodą jest dziewczyna i będzie do końca jego życia. Te słowa padły po takiej większej kłótni. Nic piękniejszego nie mógł jej dać jak swoją miłość. Nic szczególnego w tym by nie było, gdyby nie fakt, że chłopak niedawno był abstynentem wiary. Nienawidził Boga. A tu proszę ! Jedna kobieta zmieniła jego życie i wiarę. Darowana miłość na pewno kiedyś do nas wróci. Może to być jeszcze na tym świecie, ale już na pewno w Domu Ojca. 
Mam nadzieję, że Młody się nie obrazi, że jakiś małolat mówi o jego życiu. No bo pewnie tego nie widać, ale Alek jest starszy ode mnie o rok. Chodziliśmy do tego samego liceum. On był na biol-chemie, a ja na mat-biolu. Olek zawsze był spokojnym nastolatkiem. Nigdy nie robił problemów i raczej zawsze stał z boku. Ale raz, jak byłem w drugiej klasie, a on już w trzeciej miałem problem z pewną panią od matematyki. Bardzo się na mnie uwzięła i robiła wszystko, żebym miał jak najgorzej. Pewnego dnia ktoś dorysował jej wąsy na zdjęciu, które wisiało na szkolnym korytarzu. Oczywiście wszelkie oskarżenia spadły na mnie, bo przecież według niej to ja chciałem się zemścić. Od razu wam mówię, że to nie byłem ja. No i dorwała mnie na korytarzu i zaczęła na mnie krzyczeć. Mówiła, że zadba o to, abym wyleciał ze szkoły. Nie dawała mi szansy coś powiedzieć. Wtedy podszedł do nas Alek i powiedział: Pani profesor, on tego nie zrobił. Ona mało co go wzrokiem nie zabiła. "A widziałeś?" Zapytała, a Alek z wielką pewnością powiedział "widziałem. Całą przerwę był z bratem w bibliotece i coś tam robili." Nauczycielka pełna zdziwienia tylko burknęła przepraszam i odeszła. Podziękowałem mojemu wybawcy, a on tylko się uśmiechnął i minął mnie. Nie dość, że obronił mnie przed nauczycielką, to jeszcze nie wydał mnie, że to ja z bratem dolaliśmy bibliotekarce do herbaty płynu do naczyń. To jest idealny dowód miłości bliźniego. Równie dobrze mógł dalej czytać książki, bo to nie jego sprawa. Ale jednak pomógł mi. A Monika ? To jest taka mała pchła. Niby milutka, grzeczniutka, taka niepozorna. Ale potrafi też kogoś porządnie "zjechać" jak to mówi młodzież i postawić na swoje. Chodziła do klasy z moją siostrą i stąd się znamy. Jednak jej dobroć też jest wielka. Udzielała korepetycji z fizyki mojej siostrzyczce, mimo iż nie miała wiele czasu wolnego. Widziałem często po niej, że już nie może wytrzymać, bo Daria czegoś nie rozumie po długim czasie tłumaczenia. Ale nic nie mówiła, cierpliwie pracowała z nią dalej. Robiła to bezinteresownie, nie chciała żadnych pieniędzy, albo czegoś materialnego. Zawsze mówiła, że uśmiech wystarczy. Dzięki niej moja siostra zdała maturę z fizyki na 95 % i dostała się na wymarzone studia. 
Nie chcę przedłużać i przynudzać. Mam nadzieję, że dobrze mi poszło, bo to mój pierwszy ślub w roli księdza. Życzę wam kochani, abyście zawsze obdarowywali się nawzajem swoją miłością. Abyście dalej byli tak wspaniałymi osobami i wiecznie uśmiechnięci. Wiem, że nie podjęliście tej decyzji pod wpływem impulsu. Niech wam Bóg błogosławi. A ten młodzieniec, o którym mówiłem, to był oczywiście Alek. Amen. - uśmiechnął się i kontynuował mszę.
W końcu przyszedł czas na najważniejsze. Złączyliśmy nasze prawe dłonie, a Kuba związał je stułą. Zaczęłam wpatrywać się w oczy mojego ukochanego, tak jak nakazywał ksiądz  i kamerzysta. Były roześmiane. Strasznie chciało mi się śmiać, dlatego ciągle szczerzyłam zęby. 
Gdy wychodziliśmy z kościoła nad naszymi głowami pojawiły się białe i zielone płatki, które wystrzeliły z tub. 
Przenieśliśmy się na sale, gdzie przywitano nas chlebem i solą, a później goście składali nam życzenia. Później wszyscy dostali szampana i odśpiewali nam sto lat. 
- Doszły mnie słuchy, że na Parę Młodą czeka w ogrodzie niespodzianka. - usłyszałam głos DJ'a w głośnikach. Popatrzyłam się na Alka i też wydawał się zaskoczony. Wziął mnie pod rękę i spokojnie udaliśmy się na dwór. Pod ogrodzeniem stworzonego z tui stał mężczyzna w mundurze. 
- Filip ! - pisnęłam i rzuciłam się biegiem w jego stronę 
Wpadłam w jego ramiona i mocno się przytuliłam. 
- Tęskniłam braciszku, bardzo tęskniłam. - szepnęłam 
- Ja też siostrzyczko. Ślicznie wyglądasz. 
- Kocham Cię. - dałam mu buziaka 
- No Aleczku ! 
- Filip ! - wpadli sobie w ramiona 
- Wszystkiego najlepszego misiaczki. - zaczął brat - Dużo zdrówka, szczęścia. Mnóstwo pięknych bobasków, bo chcę być wujkiem. I żebyście zawsze byli tacy walnięci. 
- Dziękujemy bardzo. - zaczęliśmy się śmiać. - A teraz zapraszamy na obiadek. Masz miejsce koło nas. 
Po obiedzie przyszedł czas na pierwszy taniec. Poszliśmy na środek i usłyszałam pierwsze dźwięki naszego utworu jakim był Freefall. Na zwrotkach tańczyliśmy walca, a na refrenie, tak jak to tańczyć się powinno. Większość była zachwycona. 
- Zatańczysz ? - podszedł do mnie Filip przebrany w elegancki garnitur. 
Zaczęła lecieć piosenka, którą z Filipem ustanowiliśmy naszą. W oczach stanęły mi łzy. 
- Jasne. - rozpromieniłam się i zaczęliśmy tańczyć. 
Ludzie naprawdę bardzo dobrze się bawili. Piotrek co chwilę robił nam zdjęcia. Bardzo polubiłam tego człowieka. Z resztą chyba wszyscy. A Weronika, to już w ogóle ! Często ze sobą gawędzili. 
Podeszli do nas rodzice. 
- Kochani, tutaj prezencik dla was. W sumie, to dla Ciebie Moniczko, bo Alek o wszystkim już wie. - wręczyli mi kartonowy malutki domek - Budowa już ruszyła. 
Zrobiłam wielkie oczy. 
- Dziękuję !! - wyściskałam ich - To strasznie kosztowny prezent...
- Przestań. - puścił mi oczko teściu 
      Może to rzadkie, ale zdecydowaliśmy się na podziękowania. Zaczął Alek. Dziękował rodzicom i rodzinie i coś tam opowiadał. Przyszedł czas na mnie. 
- Ja bardzo chciałabym podziękować moim wspaniałym rodzicom. Za to, że tyle ze mną wytrzymują, wspierają i kochają. Wiecie, że bardzo was kocham. Dziękuję mojej siostrzyce Weronice oraz braciszkowi Filipowi. Zawsze mogę liczyć na waszą pomoc i wsparcie. Dziękuję rodzince i znajomym za wszystko. Dziękuję także wam moi teściowe za wychowanie tak wspaniałego mężczyzny jakim jest Alek. Wiem, że łatwo wam nie było i wielki szacun dla was. Przecież to on był moją pierwszą miłością i od zawsze za nim szalałam.  I na koniec chciałabym bardzo podziękować mojemu pierwszemu chłopakowi. Dzięki tobie nauczyłam się kochać ludzi i to dzięki tobie zobaczyłam co to znaczy być kochanym przez drugiego człowieka, który nie jest twoją rodziną. Jesteś tu z nami, ale nie będę zdradzała kim jesteś. Chyba że sam chcesz się ujawnić. 
Nastała cisza. Stałam i przelatywałam wzrokiem po gościach, aby nie patrzeć się w jedno miejsce. Usłyszałam jak ktoś szurnął krzesłem i popatrzyłam się w tamtą stronę. W moją stronę szedł mężczyzna z koloratką. Szeroko się uśmiechnęłam a on zawtórował. Rozłożył ramiona i przytuliłam się za niego. 
- Dziękuję. - zwrócił się do mnie - Zatańczysz ? - wyciągnął do mnie dłoń. 
- Jasne. - położyłam dłoń na niego i wyszliśmy na środek sali. 
Większość osób była zdziwiona, że to ksiądz. DJ puścił jakąś wolną piosenkę. Dalej staliśmy w miejscu. 
- Można coś szybszego ? - zwróciłam się do muzyka 
Kiwnął głową i puścił Sex on fire. Zaczęliśmy się śmiać, bo do tego kiedyś często tańczyliśmy. Kuba zaczął mną wywijać. Bardzo lubiłam z nim tańczyć. Nic się nie ograniczał, mimo iż jest duchownym. Cała sala nam klaskała. To było coś pięknego. 
   Podczas tańca z moim ukochanym zrobiło mi się nie dobrze. 
- Muszę do toalety. - szepnęłam 
Mąż złapał mnie za rękę i uśmiechnięci opuściliśmy salę i pobiegliśmy do pokoju. Przykucnęłam przy toalecie i zwróciłam. 
- Moja biedna. - podszedł do mnie Alek i pogładził po plecach. 
Nagle usiadł na podłodze i pociągnął mnie na swoje nogi. 
- Nie będziesz brudziła sukni. - dał mi buziaka w szyję.
- Kochany jesteś. - westchnęłam
- Monika ? - do pokoju weszła siostra 
- W łazience. - odparłam
Drzwi się otworzyły i ujrzałam Werkę. 
 Na nasz widok zaczęła się śmiać. 
- Czekajcie, muszę zrobić wam fotę. 
Wyszczerzyliśmy się do telefonu.
 - Zaraz przyjdziemy. - puściłam jej oczko i wyszła. 
Podeszłam do umywalki i szybko umyłam zęby. 
- Możemy iść. - podeszłam do Alka stojącego przy łóżku. 
Złapał moją twarz i złączył nasze wargi w namiętnych pocałunkach. 
- Kocham Cię. - szepnął i przytulił mnie
- Ja Ciebie też. 
Byłam bardzo zadowolona, gdy widziałam tak wiele osób na parkiecie. W końcu udało nam się usiąść przy stole. Popatrzyłam się na Gawlińskiego, a on na mnie. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy z delikatnym uśmiechem. Ja pierwsza nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Oczywiście kamerzysta musiał to uchwycić.
- A właśnie. - mój ukochany wyciągnął telefon i podał mi go - Zmieniaj nazwisko na fejsie.
- Żeś wymyślił. - zaśmiałam się
- No dawaj.
- Dobra.
Weszłam na fb i odnalazłam ustawienia. Dziwnie mi się wpisywało Gawlińska. Zmieniłam. Odwróciłam się, a za nami stał kamerzysta i fotograf. 
- Wy jesteście wszędzie ! 
   Na oczepinach welon złapała Werka, a muszkę Filip. To było komiczne jak tańczyli. 
W pewnym momencie Weronika siedziała smutna przy stole. Podeszłam do niej. 
- Co jest ? - zapytałam
- Nic. - burknęła
- No mów. - naciskałam
- Piotrek nie chce ze mną zatańczyć. 
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wyprostowałam się na krześle i przyglądałam bawiącym się. Podszedł do siostry Piotrek.
- Zmęczona ? - zapytał
- Nie. - ucięła 
- To co się stało ?
- Nie mam z kim tańczyć. 
- Mam Ci kogoś znaleźć ? 
- Nie.
- No nie fochaj się. 
Nic nie odpowiedziała, a on odpuścił i odszedł. 
Po 5 minutach widziałam jak jej przeszło i poruszała brwiami w jego kierunku, a on zrobił zeza. Jej uśmiech był podsumowaniem wszystkiego.
     Do pokoju hotelowego dotarliśmy dopiero po 4. 
- Idę się myć. - oznajmiłam i poszłam do łazienki.
Umyłam się i uświadomiłam sobie, że nie wzięłam z torby piżamy. Zawinęłam na sobie ręcznik i wyszłam do pokoju. Alek siedział na łóżku.
- Zapomniałam piżamy. - uśmiechnęłam się i podeszłam do torby. 
- No pokaż brzusio. - złapał za ręcznik i delikatnie pociągnął
Ręcznik spadł na ziemię, a ja stałam przed nim naga. Delikatnie położył dłoń na mój brzuch i pogładził go. 
- Cześć maleństwo. - pocałował - Nie widać, że jesteś w ciąży. - popatrzył na mnie
Schyliłam się do niego i szepnęłam na ucho: 
- Chyba Ci stanął.
Jego polika oblały się rumieńcem.
- Idę się myć. - oznajmił i poszedł do łazienki. 
Mył się i mył. Po kilku minutach już nie miałam siły na niego czekać. 
- Idę spać. - powiedziałam, ale nie było żadnego odzewu. 
- Alek.  - dalej nic. 
Zsunęłam się z łóżka i delikatnie otworzyłam drzwi. Brał prysznic. Podeszłam do kabiny. 
- Alek. - powiedziałam głośniej
Wyłączył wodę i odwrócił się do mnie. Rozsunął drzwiczki.
- Idę spać. Dobranoc. 
- Dobranoc. - dał mi buziaka i szeroko uśmiechnął się 
Położyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Jednak nie mogłam zasnąć. Słyszałam jak Alek wychodzi i kładzie się koło mnie. Po chwili leżenia przytulił mnie od tyłu. Tulił mnie tak jakoś inaczej jak zawsze. Tak jakoś bardziej z miłością. Nie wytrzymałam i odwróciłam się do niego. 
- Kocham Cię mężu mój. - wtuliłam się w jego tors.
- Oh żono, a ja Ciebie. - zamknął mnie w uścisku .

sobota, 3 września 2016

Rozdział 35

DWA TYGODNIE PRZED ŚLUBEM

     Obudziłam się koło Olka. Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 8.09. Przeciągnęłam się i wtuliłam się w chłopaka.
- Wstawaj. - szepnęłam - Bo spóźnisz się do pracy i będziesz na mnie zły.
- Wcale bym nie był. - rozciągnął się
- No tak, oczywiście. Zaraz by było, czemu mnie nie obudziłaś ?
- Oj tam. - schował twarz w moich włosach
- Rodzice są w domu, mają wolne. - oznajmiłam
- Jakoś się wymknę. - zachichotał - Życie na krawędzi.
- Musisz iść do tej pracy ?
- Tak. - podniósł się
I takie z nim gadanie. Mimo mojego beztroskiego życia, przez ostatnie dni bardzo się stresowałam. Alek ciągle chodzi do pracy, prawie w niczym mi nie pomaga. Nie mogę spać i ciągle jestem zmęczona. Naprawdę przygotowania do ślubu, to ciężka robota. Wyszedł do łazienki. Korzystając z okazji, wrzuciłam mu do torby kinder bueno z karteczką Miłej pracy :) . Chciałabym, żeby trochę przystopował, pomógł w czymś, a szczególnie był przy mnie. Wyglądało to tak, jakby ślub nie był dla niego ważny, tylko zwyczajny dzień. Z dnia na dzień mam większe wątpliwości czy chcę tego. Jeżeli w przyszłości będę potrzebowała jego pomocy, a on sobie będzie dalej pracował, to ja nie chcę takiego męża. Kocham go bardzo, no ale jednak... Nie mówiłam mu o tym i nie powiem. Nie chcę, żeby wybuchła z tego jakaś niepotrzebna kłótnia.
- Jak dzisiaj pracujesz ? - zapytałam chłopaka, gdy wrócił z toalety
- Od 10 do 13 i później od 17 do 19. - oznajmił
- Super. - westchnęłam
- Oj Monika. - podszedł do mnie - Przecież przyjadę do Ciebie po 13. - przytulił mnie
- Wow. - szepnęłam i odsunęłam się od niego.
- Co jest ?
- Nic. Po prostu jestem zmęczona już tym wszystkim.
- To odpocznij. - uśmiechnął się
- Ciekawe kiedy. Wszystkim muszę zajmować się ja. Każdy najdrobniejszy szczegół muszę ja dopracować, bo oczywiście ty ciągle jesteś w pracy i to cię zwalnia od wszystkiego. - lekko zdenerwowana wyszłam z pokoju
Poszłam do łazienki i tam załatwiłam swoje potrzeby. Nie chciałam z nim rozmawiać. Trochę się tego bałam, ale też byłam na niego zła. Po przemyśleniach postanowiłam wrócić. Zastałam go stojącego przy oknie. Jak zwykle wyglądał przystojnie. Do tego elegancko ubrany do pracy. Cudo. Musiałam zrobić mu zdjęcie.
- Kocham Cię. - pocałował mnie i wyszedł
Jak widać on też nie chciał rozmawiać. Położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Jak ja bym chciała zasnąć. Wyspać się i znowu poczuć się normalnie, a nie ciągle zmęczona. Moje oczy robiły się coraz cięższe, a świadomość po chwili uciekała. I wtedy stało się to, co od tygodnia przychodziło mi z trudnością. Zasnęłam.
         Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Niechętnie otworzyłam oczy i przeciągnęłam się. Odnalazłam telefon i wzięłam go do ręki. Dziękuję kochanie :) :* Uśmiechnęłam się. Wiem, że się uśmiechał pisząc tę wiadomość. Z miarę dobrym humorem wyszłam z pokoju.
- Cześć mamo. - przywitałam się
- Cześć. - posłała mi uśmiech - W końcu zasnęłaś.
- Jakoś mi się udało.
- Siadaj i jedz. - na stół położyła kanapki z serem białym i sok pomarańczowy.
Chętnie zajęłam miejsce i wzięłam się do jedzenia. Kanapki były pyszne, za to sok mi nie smakował, bo był jakiś kwaśny. Chyba się zepsuł.
- Gdzie tato? - zapytałam
- Pojechał na zakupy. Mieli coś tam z Olkiem załatwić. - oznajmiła
Dochodzi godzina 13, a ja nadal byłam w piżamie. Wybrałam sobie luźne ciuchy i poszłam do łazienki. Uświadomiłam sobie który właśnie był. Zrobiłam szerokie oczy i szybko pobiegłam do pokoju. Odnalazłam prezent urodzinowy od Gabryśki, który miał być tylko żartem. Wróciłam do toalety bardzo zestresowana.
Po kilku minutach wydobyłam z siebie Cholera. Ubrałam się cała roztrzęsiona, ale zaraz to przemieniło się w radość. Poszłam do salonu gdzie była mama. Uśmiechnięta stanęłam przed kanapą. Popatrzyła się na mnie, a mi z twarzy zszedł uśmiech i wybuchnęłam płaczem.
- Co się stało ? - wyciągnęła do mnie ręce
Przytuliłam się do niej i szlochałam. Zaczęła gładzić mnie po włosach.
- Jestem w ciąży. - szepnęłam
- To świetnie. - uśmiechnęła się - Powinnaś się cieszyć
- Cieszę się. - oderwałam się od niej
- To czemu płaczesz ?
- Nie wiem. - przetarłam oczy
Usłyszałam jak drzwi się zamykają, a w środku rozległy się głosy mężczyzn. Pierwszy do salonu wszedł tato.
- Witam moje kobietki. - radośnie się przywitał. - Co się stało ? - mina mu zrzedła
Ja nic nie mogłam powiedzieć. Wpatrywałam się w swoje kolana.
- No nic. - zabrała głos mama - Tylko wnuka nam wymodzili.
Zapadła cisza. To było przerażające. Alek nagle znieruchomiał i patrzył na mnie.
- To super. Ha ha. - ożywił się tato i podszedł do mnie - Córa, to wspaniale. - dał mi buziaka w czoło.
- Będę tatą ? - szepnął Alek
- Nie, mamą. - rzekłam sarkastycznie
Zaczął się śmiać i mocno mnie przytulił.
- Byłaś u lekarza ? - zapytał
- No ciekawe kiedy ?! Zrobiłam tylko test.
- To ja zadzwonię do Kacpra.
- Gawliński ! Czy ty nie możesz choć na chwilę usiąść koło mnie i porozmawiać, czy coś? - powiedziałam ostro
- Tylko chcę Ci załatwić wizytę. - westchnął i odszedł na kilka metrów.
Przyglądałam mu się uważnie. To właśnie ten mężczyzna skradł moje serce. Za dwa tygodnie będę jego żoną. Z nim będę wychowywała dziecko, które noszę pod swoim sercem. Będzie bardzo dobrym ojcem. To jak opiekował się Mają było dla mnie szokiem, bo nie zdawałam sobie sprawy, że ma tak świetne podejście do dzieci. Jest opiekuńczy, ale i stanowczy. Jednak jest też szalony, więc głupie pomysły są u niego codziennością. Ale czy dorósł do roli męża ?
- Dziękuję. - tymi słowami zakończył rozmowę - Masz być dzisiaj przed 18. Wyrwę się na chwilę i przyjdę do Ciebie. - zwrócił się do mnie
- Dzięki. - pociągnęłam nosem.
- Będzie dziewczynka, jak nic. - mamy ręka opadła na moim brzuchu
- A gdzie tam. Będzie chłop. - zaśmiał się tato
- To wy sobie tu porozmawiajcie, a my z ojcem idziemy na ogród. - poderwała się mama.
- Tylko proszę was, nikomu nie mówice. - jęknęłam
Kiwnęli głowami i wyszli. Alek usiadł koło mnie i objął ramieniem.
- Przepraszam Monika. - szepnął - Jeszcze tylko jutro idę do pracy i mam wolne. Cieszę się, że będziemy mieć dziecko.
Popatrzyłam na niego i spotkał się z jego ciepłym uśmiechem. Powoli zbliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze wargi. Kiedy odsunęłam się od niego zaczęłam się śmiać. Nie wiem dlaczego, ale śmiałam się. Oparłam głowę o jego pierś i wtuliłam się w niego.
- Oj Gawliński, Gawliński. - westchnęłam - Dlaczego ja cię tak kocham ? W ogóle patrz co mi wysłał Dawid. - weszłam w galerię telefonu i pokazałam to zdjęcie.
- O niee. - jęknął
- Przystojny tu byłeś. - oznajmiłam
- Teraz już nie jestem ?
- Mniej. - uśmiechnęłam się
- Co te dwa lata potrafią zrobić z człowiekiem...
- I tak Cię kocham. - dałam mu buziaka.
      Alek został i u nas do 16.30 i pojechał do pracy. Mogłam chociaż trochę z nim porozmawiać.
Do kliniki pojechałam z mamą. Poszła ze mną na korytarz. Wysłałam tylko sms do Alka, że wchodzę i zapukałam do gabinetu.
- Proszę! - usłyszałam i weszłam do środka
- Cześć. - powiedziałam nieśmiało
- O, cześć ! -  szeroko uśmiechnął się doktor - Co Cię do mnie sprowadza?
- Chyba jestem w ciąży. - cały czas byłam zestresowana
- Test robiłaś ?
- Tak, był pozytywny.
- To zapraszam. - pokazał na leżak - Zaraz się przekonamy.
Położyłam się i obserwowałam co poczynia ginekolog.
- A gdzie Alek ? - zapytał
- W pracy.- westchnęłam
- Zaczynamy bez niego ? - popatrzył na mnie
- Tak.
Nałożył żel i rozległo się pukanie do drzwi, które się otworzyły.
- Jestem. - podszedł do mnie chłopak
- Już mieliśmy zaczynać bez Ciebie. - zaśmiał się Kacper i zaczął mnie badać.
Skupiony wpatrywał się w monitorek.
- Więc... -westchnął - Wygląda na to, że to 4 tydzień. - stwierdził - O tutaj. - wskazał plamkę na ekranie - Gratuluję
Olek złapał mnie za rękę i pocałował
- Wszystko jest dobrze. - ginekolog zabrał głos.
       Wyszliśmy na korytarz, gdzie zastaliśmy mamę z moim przyszłym teściem.
-Będziesz dziadkiem. - poklepał go po ramieniu Alek
- No gratuluję ! - przytulił mnie
- Muszę wracać do pracy. - chłopak dał mi buziaka i poszedł do swojego gabinetu.
     W drodze powrotnej kazałam mamie zawieść mnie na plebanię.
- No hej. - przywitał się ze mną duchowny
- Hej. -uśmiechnęłam się i przytuliłam go
- Co tam ?
- Muszę porozmawiać. - westchnęłam
- Słucham. - usiedliśmy na ławce
- Jestem w ciąży. - walnęłam prosto z mostu
Patrzył się przed siebie. Z jego twarzy nie mogłam wyczytać żadnych emocji. Jednak wydawało mi się, że był zły.
- To był tylko raz. - schowałam twarz w dłoniach - Tylko raz i od razu dziecko.
- Ej, ej, ej. - położył dłoń na moich plecach - Przecież nic nie powiedziałem. Ale gratuluję, to wspaniała wiadomość. - uśmiechał się - Wspaniale, że wam się udało.
- To nie było planowane. - zachichotałam
- Na spontanie zawsze jest najlepiej.
- Jesteś najlepszym księdzem na świecie! - zaczęliśmy się śmiać - Muszę o tym powiedzieć księdzu, nie ?
- No raczej.
Zaczął dzwonić mi telefon. Odebrałam, bo to mama. Oznajmiła, że nasz ksiądz złamał nogę i przez ponad miesiąc nie może odprawiać mszy. Nie zadowliła mnie ta wiadomość. Ale ponoć już załatwił zastępce, więc spoko.
- Jak będzie chłopiec, nazwę go Kuba. - uśmiechnęłam się
- Niech wam Bóg błogosławi. - pocałował mnie w czoło.


Proszę o komentarze :)