poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 54


      Jak na początek kwietnia, to pogoda jest bardzo piękna. Promienie słońca wdzierały się do mieszkanie i delikatnie muskały moją twarz. Siedziałam przed walizką, która jest już prawie kompletna i zastanawiałam się, czy na pewno wszystko wzięłam. Nie wiem dokładnie co trzeba wziąć ze sobą, bo przecież to mój pierwszy poród. Powiem wam, że oprócz tego, że Alka więcej nie ma w domu niż jest, nic się nie zmieniło od stycznia. Oczywiście nie powiem mu co czuję i udaję, że nic mi nie jest. Coraz częściej się zastanawiam, czy jeszcze długo tak pociągniemy. Rozumiem, że praca dla niego wiele znaczy, no ale jednak teraz potrzebuję trochę pomocy, bo jednak dziewiąty miesiąc zawitał, a brzuch przeszkadza mi we wszystkim. Czasami zdarza się się tak, że nie widzę go w ogóle, bo wychodzi gdzieś o 8,a ja jeszcze wtedy śpię, a wraca koło 21, a ja wtedy już śpię, bo ciąża wysysa ze mnie całą energię i padam bardzo szybko. Najgorsze jest to, że wszyscy dookoła nam mówią, jakim my jesteśmy wspaniałym małżeństwem i w ogóle, a tak naprawdę ja tego nie czuję, nie wiem czy cokolwiek jeszcze czuję...
Zamknęłam walizkę i poderwałam się do wstania. Poczułam nagle mocny ból. Mój oddech się przyspieszył i szybko sięgnęłam telefon. Wybrałam odpowiedni numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Gdy usłyszałam głos kobiety powiedziałam tylko - Dzień dobry, rodzę.
   Wydawało mi się, że na karetkę czekam całe wieczności, a oni przyjechali po niecałych 10 minutach.
W karetce poczułam się jakoś lepiej, tak jakoś bezpiecznie. Może dlatego że sama jestem ratownikiem medycznym i wiem, że mogę im zaufać.
- Przepraszam. - zwróciłam się do młodego ratownika - Czy mógłby pan podać mi telefon ? Jest tu w kieszonce. - wskazałam na torbę
Kiwnął głową i po chwili szukania podał mi komórkę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się pomimo bólu i wybrałam numer.
Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Halo ?
- Hej. Jesteś w szpitalu ? - zapytałam
- Właśnie jadę. A coś się stało ?
- Rodzę.
- Okej, zajmę się tobą jak tylko będę mógł. - powiedział szybko - Dobra, muszę kończyć, bo prowadzę.
- Dzięki. - szepnęłam i rozłączyłam się
Jak tylko znalazłam się w szpitalu, przekazali mnie jakiemuś lekarzowi.
- No dobrze, więc zacznijmy od... - zaczął mężczyzna gdzieś koło 50
- Przepraszam. - przerwałam mu - Ale czy mogłabym poczekać na mojego lekarza?
- Yyy. - zobaczyłam na jego twarzy zmieszanie - A czy Pani doktor tu jest?
- Właśnie jedzie, dzwoniłam do niego.
- Ja nie wiem czy... - zaczął mówić, ale przerwały mu otwierające się drzwi
Do środka wleciał młody mężczyzna.
- Jak się czujemy ? - podszedł do mnie
- Jak w siódmym niebie. - powiedziałam sarkastycznie - Kacper, proszę cię zrób coś, bo to cholernie boli.
- Spokojnie. - uśmiechnął się - Zaraz zobaczę co i jak i coś poradzimy. Alek wie ?
Wzruszyłam tylko ramionami i przymknęłam oczy.
- Mam go powiadomić ? - zapytał
- A czy to coś zmieni ? - zapytałam ze łzami w oczach
- Siostro ! - zawołał ginekolog - Proszę powiadomić doktora Gawlińskiego, że przywieziono jego żonę, bo zaczęła rodzić, dziękuję.- powiedział to jak w drzwiach pokazała się młoda kobieta - A teraz sprawdźmy jak się sprawy mają.


OCZAMI ALKA

    Siedziałem w pokoju lekarskim i kończyłem jeść kanapkę. Przy okazji przeglądałem gazety o medycynie. Usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziałem to równocześnie z kolegą neurochirurgiem, który leżał na kanapie.
- Dzień dobry. - weszła pielęgniarka i lustrowała pokój, po czym zatrzymała się na mnie. - Kazano mi przekazać, że przywieziono pańską żonę, bo zaczęła rodzić.
Siedziałem jeszcze chwile tępo wpatrując się w kobietę i przetwarzałem jej słowa.
- Dziękuję. - wstałem - Już idę - szybko udałem się do drzwi, w których wpadłem na inną pielęgniarkę
- Jest pan pilnie proszony na salę operacyjną. - powiedziała
- Ale - zacząłem, jednak zdałem sobie sprawę, że praca czeka - Proszę przekazać żonie, że wypadła mi operacja i nie mogę przyjść, ale odwiedzę ją później.


OCZAMI MONIKI

- Doktor Gawliński nie może przyjść, bo ma pilną operację, ale kazał przekazać, że odwiedzi panią później.
- Czemu mnie to nie dziwi ?- zaśmiałam się, po czym spłynęła mi po policzku łza.
Skurcze robiły się coraz częstsze i wiedziałam, że poród zaraz nastąpi.
Po kilku godzinach męczarni, przed godziną 17 na świat przyszedł nowy członek rodziny.
- Gratuluję Monika ślicznej córeczki. - usłyszałam radosny głos Kacpra i ujrzałam go z dzieckiem na rękach
Podszedł do mnie o delikatnie położył mi małą na klatce piersiowej. Nagle zapomniałam o całym bólu, o wszystkim co mnie otacza. Objęłam ją i delikatnie głaskałam po główce.
- Cześć maluszku. - szepnęłam ze łzami w oczach - Jaka jesteś śliczna. Kocham Cię. - delikatnie pocałowałam ją w główkę
- Teraz ją zabierzemy na pozostałe badania i przyniesiemy ci po wszystkim. - wziął ją ode mnie Kacper, ja tylko kiwnęłam głowę i zamknęłam oczy.
    Przewieźli mnie na salę, a ja byłam wykończona. Chciałam zobaczyć moją córeczkę, ale sen był silniejszy ode mnie.

OCZAMI ALKA

    Właśnie opuściłem salę operacyjną i szedłem korytarzem z papierami do gabinetu, gdzie miałem przyjąć pacjentów. Wyjąłem klucze i włożyłem je do zamka. Wdziałem po twarzach pacjentów zniecierpliwienie. Podbiegła do mnie pielęgniarka.
- Panie doktorze, pańska żona urodziła. - uśmiechnęła się i odeszła
Odprowadziłem ją wzrokiem i szeroko się uśmiechnąłem. W moją stronę zmierzał tato. Podszedłem do niego radosny.
- Zostałeś dziadkiem ! - powiedziałem podekscytowany, a on przytulił mnie i poklepał po plecach
- Gratuluję. - uśmiechnął się - To mam wnuczkę czy wnuka ?
- A wiesz, że nie wiem. - zaśmiałem się - Teraz mi powiedzieli.
- No to leć do Moniki !
- Mam pacjentów. - szepnąłem
- Ja się nimi zajmę. Leć. - poklepał mnie po ramieniu
- Dzięki tato. - uśmiechnąłem się i ruszyłem przez korytarz.
      Wszedłem do sali, gdzie leży Monika, ale zobaczyłem, że śpi. Nie chciałem jej budzić, bo na pewno jest zmęczona po porodzie.
Podszedłem do sal, gdzie leżą noworodki. Wiem, że nikt tam obcy nie może wchodzić. Podszedłem do pielęgniarki, która tam stacjonuje.
- Miałem przyjść na konsultację do dziecka państwa Gawlińskich. - powiedziałem spokojnie
- To proszę wejść. - uśmiechnęła się i zaczęła robić coś na komputerze.
W sali było sporo małych dzieci, ale od samego początku jedno zwróciło moją uwagę i wiedziałem, że to musi być moje dziecko. Podszedłem tam jak najszybciej i zobaczyłem na bransoletce Aleksandra Gawlińska. A więc Ola. Uśmiechnąłem się i delikatnie dotknąłem jej maluśkiej piąsteczki. Była taka mała, bezbronna.
- Cześć maluszku. - szepnąłem radosny - Ale jesteś cudowna.
Usłyszałem jak ktoś wchodzi do środka.
- Przepraszam, a co pan tu robi ? - podeszła do mnie starsza pielęgniarka
- Miałem mieć konsultacje. - powiedziałem bez zastanowienia
- Jakoś sobie nie przypominam. - piorunowała mnie wzrokiem - Proszę się odsunąć od tego dziecka. Jakim prawem pan tu wszedł ?
- Jestem lekarzem. - powiedziałem, ale ona szybko mnie zamknęła
- No i co z tego ? A teraz przepraszam, muszę ją zabrać.
Patrzyłem jak zabiera gdzieś moją córkę. Zacząłem iść za nią. Widziałem, że jest mega wkurzona. Celem podróży była sala, gdzie leżała Monika. Wszedłem za nią bez wahania. Monika z zadowoleniem patrzyła na kobietę, która wiozła jej dziecko. Podszedłem od jej łóżka i dopiero teraz zauważyła, że jestem. Uśmiechnęła się do mnie.
- A pan tu czego ? - zapytała pielęgniara
- Jak się czujesz ? - zapytałem żonę
- Bywało lepiej. - zaśmiała się
Pochyliłem się nad nią i dałem jej buziaka.


OCZAMI MONIKI

  Trzymałam małą w ramionach i czułam się wspaniale. Alek siedział koło mnie i delikatnie jeździł palcem po główce małej.
- Przepraszam, że nie przyszedłem jak cię przywieźli, ale akurat wezwali mnie na pilną operację. - zaczął, a ja odłożyłam małą do wózeczka.
- Rozumiem. - odwróciłam się w jego stronę i poczułam lekki ból, co wywołało syknięcie
- Przepraszam, naprawdę przepraszam. - wpatrywał się w moje oczy
Czułam się tak jakoś dziwnie. Z jednej strony nienawidziłam go, a z drugiej strasznie mnie do niego ciągnęło. Zbliżyłam się do niego i złączyłam nasze wargi i krótkim pocałunku. Myślałam, że po tym poczuję się jakoś lepiej, ale niestety nic takiego nie nastąpiło. Popatrzyłam się na niego przestraszona i szybko przeniosłam wzrok na córeczkę.
- Kocham cię. - szepnął i objął mnie ramieniem - Przepraszam, ale muszę wracać do pracy. Tato mnie zastępuje.
- Yhym. - mruknęłam i zaczęłam głaskać moją kruszynkę.
- Zrobię wam zdjęcia i wyślę rodzicom i znajomym.
Wzięłam małą na ręce i szeroko uśmiechnęłam się do aparatu.
- Śliczne jesteście. - posłał mi uśmiech i dał buziaka. - Przyjdę po zmianie.
Dlaczego nie czuję tej radości, gdy jest przy mnie Alek ? Kiedyś jak tylko go zobaczyłam, to cała byłam rozpromieniona, a teraz ? Nic nie czułam...
Zaczęły do mnie przychodzić wiadomości z gratulacjami. Pierwsi oczywiście byli rodzice. Cieszyli się bardzo. W pewnym momencie do sali wszedł Kuba. Uśmiechnięty od ucha do ucha podszedł do mnie i popatrzył na małą.
- Jak się czujesz ? - zapytał
- Może być. - uśmiechnęłam się
- No i jest Olcia. - uśmiechnął się - Coś nerwowa jest.
Popatrzyłam na małą jak wierci się.
- Trochę. - westchnęłam - Chcesz potrzymać ?
- Ja nie wiem czy - zanim dokończył dałam mu na ręce malutką. - Ej, coś ty taka nerwowa ? - rozmawiał z małą
Po chwili zaczął jej śpiewać The One - The Chainsmokers, a ja tylko się uśmiechnęłam i rozkoszowałam jego pięknym głosem.
      Przed 19 w końcu przyszedł mój mąż.
- Wiesz co? - zaczął - Ola urodziła się dokładnie rok po tym, jak po raz pierwszy cię zobaczyłem.
W oczach stanęły mi łzy. Ja nawet o tym nie pamiętałam.
- Zawsze będę o tym pamiętał. - szepnął i pocałował moją dłoń, którą trzymał przez cały czas.
- Nie jesteś zmęczony ? - położyłam dłoń na jego policzku
- Nie. - uśmiechnął się - Jestem szczęśliwy, że was mam. Tak bardzo szczęśliwy.