wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdział 58

      Jak tylko wstałam zaczęłam wszystko szykować Alkowi, żeby mógł spokojnie sam zostać z Olą. Mała spała jak zabita, co mnie bardzo zadowoliło, bo przez ostatni czas była bardzo nerwowa. Nachyliłam się nad mężem i delikatnie pocałowałam go w czubek nosa. Natychmiast na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Zostawiam cię z małą. - szepnęłam i usiadłam koło niego.- Mleko masz ściągnięte i wszystko przygotowane. Jak coś to dzwoń.
- A gdzie ty się wybierasz ? - jeździł palcem po mojej ręce.
- Do Kuby. - oznajmiałam - Dawno z nim nie rozmawiałam. A jak wczoraj się mu przyjrzałam, trochę się przestraszyłam. Jego twarz pokazuje mega zmęczenie. A ja przecież jestem jego przyjaciółką i muszę mu jakoś pomóc.
Widziałam po mężu, że nie był do końca zadowolony.
- Oj kochanie, nie bądź zazdrosny. - zaśmiałam się i złapałam jego dłoń
- Jak mogę nie być ?
- Normalnie. - dałam mu buziaka - Nie szalejcie za dużo. - wstałam i puściłam mu oczko
- Wy też. - westchnął i opadł na poduszkę.
      Stałam przed plebanią i czekałam, aż ktoś mnie wpuści. Po chwili usłyszałam dźwięk zwolnienia blokady z drzwi, więc pchnęłam je i znalazłam się w środku. Dookoła panowała cisza i czułam się jakoś dziwnie. Usłyszałam jakąś krzątaninę w kuchni, która znajdowała się po prawej stronie. Dyskretnie zajrzałam tam i dostrzegłam proboszcza przygotowującego herbatę.
- Szczęść Boże. - powiedziałam radośnie
Po moich słowach lekko podskoczył i odwrócił się zdezorientowany w moją stronę.
- A szczęść Boże. - uśmiechnął się po chwili - Przestraszyła mnie pani.
- Przepraszam. - westchnęłam
- Kuba u siebie. - oznajmił - Napije się pani czegoś ?
- Nie, dziękuję. Jak zdrowie ?
- Jakieś tam jest. - zaczął chichotać - Czasami chciałbym oddać trochę tego mojego młodemu. - westchnął
Po tych słowach duchowny posmutniał. Czułam się niezręcznie. Nigdy tak jeszcze nie rozmawiałam z tym człowiekiem. Jednak widać, że martwi się o Kubę, co pokazuje o ich relacji.
- Jest silny. - wymusiłam uśmiech
- Oj jest. - pokiwał głową - Nie będę cię zatrzymywał młoda damo.
 Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Szybko się odwróciłam i ruszyłam w stronę schodów. Pokonywałam kolejne stopnie i czułam coraz większy niepokój, jakby zaraz miało coś się zdarzyć. Wdrapałam się na sam szczyt i przystanęłam. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam pod jego drzwi. Zapukałam niepewnie i zaraz usłyszałam: proszę. Pchnęłam drzwi i ogarnął mnie mrok. Mimo iż jest ciepło i słońce świeci, tutaj był totalny mrok. Zaczęłam rozglądać się po pokoju. Okna zasłonięte, a duchowny leżał wyciągnięty na łóżku.
- Hej. - powiedział wesoło i natychmiast wstał
- Hej. - uśmiechnęłam się i przytuliłam do przyjaciela
Coś w nim było nie tak. Miał na sobie zwykłe spodenki i koszulkę, a włosy były w kompletnym nieładzie. Patrząc na jego twarz, czegoś szczególnego nie widziałam, ale w tym mroku to ciężko powiedzieć. Bez jego zgody podeszłam do okna i podciągnęłam rolety. Głęboki wdech i odwróciłam się do Kuby. Zamarłam. Jego blada twarz, jakby wysmarował się kredą była pozbawiona życia. Wielkie sińce pod oczami szpeciły jego wizerunek. Wiecznie roześmiane, wesołe oczy teraz wygasły. Wydawało się, ze każde kolejne spojrzenie wiązało się z jeszcze większym cierpieniem. Co się dzieje z moim przyjacielem? Poczułam jak pojedyncza łza spływa powolnie po moim policzku.
- To chyba nie był najlepszy pomysł, żebyś przychodziła do mnie rano. - westchnął
Podeszłam do niego, splotłam nasze dłonie i stanęłam naprzeciwko.
- Teraz mów wszystko. powiedziałam twardo
Słyszałam jak przełyka ślinę i jego spojrzenie zatrzymuje się na czymś za mną.
- Moje ostatnie wyniki. - zaczął - Są jakby to powiedzieć, słabe.
- Co to znaczy słabe ? - ściągnęłam brwi i wpatrywałam się w jego twarz.
Poczułam jak mocniej ściska moją dłoń.
- Są złe i to bardzo. - szepnął
Minęła chwila, aż zrozumiałam, co mi powiedział.
- To znaczy. - zawahałam się - Że jest nawrót ?
- Na 90%.
Czułam się jakby ktoś wymierzył mi najmocniejszy cios w brzuch. Nie wiedziałam co mam myśleć, co robić.
- Jutro idę do szpitala. - oznajmił po chwili ciszy
- Kuba. - położyłam dłoń na jego policzku - Tak mi przykro.
Przybliżyłam jego głowę i oparłam moje czoło o jego. Czułam jego ciepły oddech na moich wargach. Delikatnie przejechałam kciukiem po jego bladych wargach, a później dałam buziaka w policzek.
- Wyjdziesz z tego, rozumiesz? Pójdziesz do szpitala i wyleczymy cię. Wszystko będzie dobrze. Zrobię wszystko, żeby Ci pomóc. Wszystko, rozumiesz ? - szlochałam - Bo przecież nie mogę Cię stracić. Nie mogę pozwolić Ci odejść.
- Jesteś egoistką. - te słowa były dla mnie wielkim ciosem
- Słucham ? - patrzyłam na niego z niedowierzaniem
- Czy kiedykolwiek zapytałaś mnie czego ja chcę ? - popatrzył na mnie ze łzami w oczach - Czy przyszło Ci do głowy, że ja może nie chcę ? Że mam tego dosyć i chcę w spokoju odejść. I wtedy będę najszczęśliwszy na świecie, bo znajdę się w Domu Ojca.
- Co ty do cholery gadasz ?! - byłam na niego wkurzona
- Monika, proszę cię.
- Jesteś tchórzem. - rzekłam - Ja się na to nie zgadzam.
- Ty nie masz tu nic do gadania. - odwrócił się ode mnie i podszedł do biurka
- Ah tak ? No to ci już nie będę przeszkadzała. - szepnęłam i udałam się do wyjścia - Jak już będziesz miał zamiar umierać, to daj mi znać, to może przyjdę się pożegnać. Chyba że nie chcesz. - nie czekając na odpowiedz popędziłam na dół.
       Roztrzęsiona weszłam do domu i ściągnęłam buty. Z salonu wyłonił się uśmiechnięty mąż z córką na rękach.
- Popatrz, kto już wrócił. Mamusia. - mówił radośnie
Uśmiechnęłam się na ich widok, lecz zaraz moją twarz pokrył grymas rozpaczy. Alek natychmiast spoważniał i zniknął w salonie, a ja buchnęłam płaczem.
- Kochanie. - usłyszałam głos męża i poczułam jego ramiona.
Mocno się w niego wtuliłam i płakałam.
- Ciii. - głaskał mnie i co chwile całował czubek mojej głowy.
- Jego wyniki są złe, prawdopodobnie to nawrót. - szlochałam
- Spokojnie. - mówił spokojnie - Wyjdzie z tego, to silny chłopak.
- Ale on nie chce. Alek proszę zrób coś ze mną.
- Popatrz się na mnie. - złapał moją twarz
Posłusznie wykonałam jego polecenie i ujrzałam jego najcudowniejszy uśmiech.
- No uśmiechnij się proszę. - mówił radośnie - Jesteś najcudowniejszą dziewczyną na świecie. Kobietą, która skradła moje serce. Kocham cię moje słoneczko. - po tych słowach pocałował mnie
Czułam jak się uspokajam i popatrzyłam na męża.
- Alek ?
- Taak? - uśmiech mu nie schodził z twarzy
- Przytulisz mnie ?
- Oj kochanie.- zaśmiał się i zamknął mnie w swoich ramionach



        Po pysznym obiedzie Monika wzięła małą, żeby ją uśpić, a ja wyciągnąłem się wygodnie na kanapie i przymknąłem oczy. Do moich uszu doszedł cichy dźwięk mojego dzwonka. Odnalazłem go na stole i po upewnieniu się kto dzwoni odebrałem.
- Siemka. - przywitałem się
- Cześć. - usłyszałem - Dzwonię, żeby upewnić się, że pamiętacie o dzisiejszym spotkaniu młodych.
- Szczerze mówiąc, to zapomniałem. - zaśmiałem się - Ale dobrze, że dzwonisz księciunio. To za godzinę tak ?
- Tak, tak. - potwierdził
- No to zgarnę rodzinkę i się pojawimy.
- Mega. Alek ?
- No.
- Przepraszam za Monikę. - szepnął i zaraz się rozłączył
Teraz się zastanawiam, czy Monika chce tam iść i go zobaczyć. Niby mają być występy młodzieży, no ale on tam gdzieś będzie. Ale z drugiej sprawy, to ciekawe przeżycie, bo jest wymiana z dzieciakami z różnych krajów i to są jakby mini ŚDM.
- Kochanie, pamiętasz o dzisiejszym spotkaniu ? - powiedziałem to cicho wchodząc do salonu
- Kompletnie wypadło mi z głowy. - westchnęła - Ale to za godzinę, nie ?
- Tak. - usiadłem koło niej
- No to się zbierzemy. Zabierzemy Maćka i Filipa i będzie super.
- Kochanie, jak nie chcesz iść, to nie musimy. - objąłem ją
- Ale chcę. - uśmiechnęła się i dała mi buziaka.




    Na miejscu było pełno młodzieży i czuć było młodego ducha. Pełno radości i życia. Maciek nie wyglądał na zadowolonego, ale to mnie nie obchodziło. No bo przecież jestem egoistką. Były koncerty młodych ludzi i jak tylko była jakaś szybsza muzyka, to brałam Alka i tańczyliśmy zadowoleni. Czułam się wolna i szczęśliwa. W pewnym momencie podeszła do nas Emilka, kuzynka Alka.
- Hej. - powiedziała radośnie
- O hej ! - przywitałam się - Nie wiedziałam, że tu jesteś. Trzeba było mówić, byśmy przyjechali po ciebie.
- Eee tam, przeszłam się. A Ola gdzie ?
- Tam, chłopaki z nią stoją. - pokazałam ręką za siebie
Młoda popatrzyła w tamtą stronę i zamurowało ją.
- Czy to Maciek ? - wydusiła z siebie po chwili
- Tak. - uśmiechnęłam się - taka niespodzianka miała być dzisiaj.
- Maciek ! - krzyknęła i biegła w jego stronę
Chłopak się na nią popatrzył i zaraz uśmiechnął. Rozłożył ręce i podniósł ją, gdy wpadła w jego ramiona.
- Nie wierzę. - mówiła ze łzami w oczach - Dzięki Bogu żyjesz.
- Jak ty wyrosłaś. - potarmosił ją po włosach
- Taaa. - zaśmiała się - O matko ! Ale ona jest słodka ! - pisnęła, kiedy zobaczyła Olę. - A wiecie, że Kuba zaraz ma występować ? - powiedziała podekscytowana.
Nie wiedząc co mam zrobić, podeszłam do małej i wzięłam ją na ręce.
- Chcesz ją potrzymać ? - zapytałam
Nastolatka się ożywiła i pokiwała głową na znak zgody. Podałam ją ostrożnie i podeszłam do Alka.
- A teraz na scenę zapraszamy naszego księdza Kubę ! - te słowa dobiegły z głośników
Popatrzyłam się na scenę i dostrzegłam uśmiechniętego Kubę.
- Dobrze udaje. - westchnęłam
- No przecież nie wyjdzie na scenę ze smutną miną. - zaśmiał się mąż - Monika, czy wy się pokłóciliście ?
- Można tak powiedzieć. - szepnęłam i patrzyłam się na scenę
- Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Wiem, że myślicie, że będzie jakieś OneRepublic. - zaśmiał się - Ale nie. Będzie to najpiękniejsza piosenka jaką kiedykolwiek słyszałem. Zaśpiewam ją w języku angielskim, aby dla większości była zrozumiała.
Po jego słowach zaczęły lecieć dźwięki 10,000 reasons Matta Redmana.
- To jest piękne. - splotłam dłoń z dłonią Alka.
Wsłuchiwałam się w genialne wykonanie mojego przyjaciela. Jednak gdy doszedł do 3 zwrotki i słów  And on that day when my strenght is failing The end draws near and my time has come. zaczęły mi lecieć łzy. Popatrzyłam na męża, który nagrywał cały występ. Zerknął w moją stronę i zwielkim uśmiechem zaczął śpiwać refren. Rozweseliło mnie to i poszłam w jego ślady.
- Kolejną piosenkę chciałbym zadedykować pewnej osobie, która bardzo kocha tą piosenkę, a ja nigdy nie chiałem jej dla niej zaśpiewać. Więc teraz jest idealna okazja. - obwieścił to Jakub i rozbrzmiały się dźwięki Heaven OneRepublic.
Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się pięknym utworem. Wiedziałam, że to dla mnie. Zawsze mówił, że nie potrafi i nie zaśpiewa. A jednak. Wychodzi mu to znakomicie.
- Czy to nie ten wasz znajomy co wczoraj był? - zapytał Maciek
- No on. - odparł Alek
- On jest księdzem?!
- Nie widać?- zaśmiał się ortopeda
- Cholera.
   Po kilku minutach smętów, jakaś dziewczyna w końcu zaserwowała skoczną piosenkę.
- Mogę prosić do tańca?- usłyszałam za sobą i ujrzałam uśmiechniętego Kubę.
Rozpromieniłam się i położyłam dłoń na jego, która była do mnie wyciągnięta. Na nic nie czekając zaczął mną kręcić. Dostrzegłam, że ma trampki. Ciągle się uśmiechał, co sprawiało, że ja miałam tak samo. Ludzi się patrzyli na nas z wielkimi uśmiechami. Nie wiem jak on jest w stanie tak wywijać w sutannie.
Po genialnym tańcu duchowny mnie mocno przytulił.
- Przepraszam Cię bardzo. - szepnął - Jutro jadę do szpitala o 9.
- Odwiedzę cię. - puściłam mu oczko
- A jakby inaczej? - zaczął się śmiać
- Dawajcie, fota leci. - oznajmił Alek
Kuba objął mnie ramieniem i uśmiechnęliśmy się.
- A teraz, raz, dwa, trzy dab. - krzyknął Kuba i równocześnie wykonaliśmy gest.
      Dotarliśmy do rodziców Alka. Maciek był cały podenerwowany. No nie dziwię mu się. Weszliśmy do przedpokoju i ściągnęliśmy buty.
- To najpierw my, a później ty, ok?-popatrzyłam na rudego
Potwierdził kiwnięciem głowy.
- Hej wszystkim. - wjechałam wózkiem i ujrzałam rodzinkę
- O jesteście. - zadowoliła się teściowa
- Przyprowadziliśmy wam gościa. - uśmiechnęłam się
- Może to wujek Maciek?! - pisnęła Majka
- Sorki, młoda wczoraj dorwała się do albumów i opowiadałem jej o Maćku.- szybko wytłumaczył Michał
Mała biegła by zobaczyć kto stoi tuż za nami.
- Wujek!- krzyknęła rzuciła się w jego ramiona
Wszyscy z ciekawością wpatrywali się kto wyłoni się zza ściany. Po chwili z Majką na rękach wszedł uśmiechnięty Maciek. Wszyscy zamarli.
- Mamo. - szepnął rudy i postawił małą na ziemię, żeby móc przytulić swoją rodzicielkę
- Synku kochanie - głaskała go - Co się z tobą działo?
- Wiedziałem, że wrócisz. - przytulił go tato - Nigdy nie przestałem wierzyć.