poniedziałek, 16 lipca 2018

Rozdział 59

     Mała była niespokojna w nocy. Prawie nie spała i płakała. Nic jej nie pomagało.  Na zmianę z Alkiem ją nosiliśmy na rękach. Byłam wyczerpana totalnie. Zasnęła dopiero o 6 nad ranem.
Obudziłam się koło męża. Leżał na plecach i wpatrywał się w sufit. Odnalazłam jego dłoń i złapałam ją. Odwrócił się w moją stronę i lekko uśmiechnął.
- Dzień dobry. - szepnął
- Dzień dobry. - przeciągnęłam się i zanurzyłam dłoń w jego czuprynie. Patrzyłam się w jego zmęczone oczy.
- Spałeś coś trochę? - zapytałam z troską i położyłam się na nim.
- Coś tam udało mi się przysnąć. - uśmiechnął się
- Oj misiu. - pocałowałam go - Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też.
Nasze twarze dzieliły centymetry. Jego ciepły oddech delikatnie muskał moją twarz. Serce zaczęło mocniej walić, a oddech znacznie przyśpieszył. Poczułam jak motyle w brzuchu latają jak szalone. Czułam się znowu jak zakochana dziewczyna w swoim lekarzu i pragnie go pocałować. Jakby miał to być ich pierwszy pocałunek. Po chwili jego ciepłe, miękkie wargi były już przy jej. Ręce same powędrowały jej do bokserek męża i zsunęła je.
- Monia. - szepnął
Ona nawet nie zwróciła uwagi na te słowa. Wpijała się w jego wargi, a on wydawał się być obonętny. Jednak po chwili złapał ją za biodra i przerzucił ją pod siebie. Teraz jego celem była jej szyja.
Gdy się kochali, mała dała o sobie znać.
- Nic jej nie będzie. - szepnęła i wbiła w niego paznokcie
Kolejna minuta minęła, a ona dalej płacze.
- Co wy tam robicie? - doszedł do nich głos zza ściany
Udało im się do końca i opadli na łóżko. Złapała oddech i podeszła do łóżeczka.
- Już ciiiii. - wzięła na ręce maleństwo - Chodź, damy jeść.
Usiadła na łóżku i zaczęła karmić. Alek przytulił się do niej i pocałował jej ramię.
- Aleeek... - zaczęła
- Noom.
- Dużo pacjentek cię podrywa?
Zaczął się śmiać i położył się.
- No coś tam się zdarza.
- I co wtedy robisz?
- Nic. - śmiał się - Jesteś zazdrosna?
- Nie. - ucięła - A miałeś tak, że spodobała ci się jakaś? Tylko sczerze, zła nie będę.
Leżał i wpatrywał się w sufit.
- Tak. - westchnął i niepewnie na nią zerknął
- I co z nią? Jak sprawy się potoczyły?
- No było dość poważnie, bo się w niej zakochałem. - zawiesił się - Jak przypomnę sobie jej uśmiech podczas wizyty, blask jej oczu, ciarki po mnie przechodzą.
Było jej smutno, a z drugiej strony była zazdrosna. Mówi o niej z takim zachwytem.
- No ale mam z nią teraz dziecko, jest moją piękną żoną i jest wspaniale.
Uśmiechnęłam się szeroko i wpatrywałam w jego brązowe oczy. Tak go kocham. Popatrzyłam na zegarek i dostrzegłam, że jest 8.32.
- Cholera. - szepnęłam i oderwałam Olę od cycka
- Co się stało? - popatrzył na mnie zdezorientowany
- Mam zawieźć Kubę do szpitala. I zaraz będę spóźniona.
Szybko wstałam i oddałam córkę ojcu. Wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy i pognałam do łazienki. Tam długo nie zabawiłam, nawet makijaż szybko mi poszedł. Bez tego by się nie obyło. Po tej nocy wyglądam koszmarnie. W szpitalu mogliby pomyśleć, że to ja przyjechałam na wizytę. Szybko jeszcze podbiegłam do męża i dałam buziaka.
- Monika. - zawołał kiedy byłam przy drzwiach
Nerwowo cofnęłam się do sypialni, bo wiedziałam że już jestem spóźniona.
Popatrzyłam na niego pytająco.
- Nie może zawieźć go kto inny? - zapytał
- A co to za pytanie?
- Monika, zostawiasz mnie samego, żeby pojechać sobie z jakimś innym chłopem i nie wiadomo ile cię nie będzie. A przecież ma swoją rodzinę!
- Ty też masz swoją rodzinę. - powiedziałam twardo - A jednak jakoś zostawiasz mnie samą i to na całe dnie.
- Ale to jest co innego! Ty się umawiasz z innym facetem! I to w dodatku z kiędzem.
- Nie bądź głupi.
- Monika, jestem cholernie o ciebie zazdrosny. - w jego oczach pojawiły się łzy. - Chciałem z wami spędzić więcej czasu.
- Alek. - podeszłam do niego i pocałowałam w czoło - Wrócę najszybciej jak to możliwe. Obiecuję. Kocham cię. Pa.
- Uważaj na siebie. - westchnął, a ja wyszłam z pokoju
- Cześć Maciek. - przywitałam się z rudzielcem
- O hej. Deszcz pada. - oznajmił i podał mi kurtkę przeciwdeszczową.
- Dzięki. - puściłam buziaka i już zbiegałam po schodach.
Faktycznie, lało prosto z nieba. Szybko dopadłam samochód i skryłam się w jego środku. Nie nawidzę jeździć w taką pogodę. Trzeba być mega skupionym.
   Podjechałam pod plebanię, gdzie czekał już na mnie Kuba.
- Hej. - rzucił wsiadając do samochodu
- Hejo. - uśmiechnęłam się
- Ale pogoda. - westchnął
- Nooo. Nieprzyjemna, a szczególnie do jazdy.
- Przepraszam cię, że przeze mnie musisz jeździć w taką pogodę.
- Daj spokój.
- Chciałbym Cię jeszcze przeprosić. - zawahał się - To jak Cię wczoraj potraktowałem. Przepraszam.
Popatrzyłam na niego z uśmiechem. Widziałam w jego oczach, że naprawdę jest mu przykro. Przypomniało mi się jak siedzieliśmy przy ognisku. Nie mogłam się skupić na niczym innym, jak na nim. Cholernie mi się podobał, ale wiedziałam, że razem nie będziemy. On starszy, co by inni o tym powiedzieli. No i oczywiście on nie zwraca na mnie uwagi, bo kto normalny zawracałby sobie głowę taką gówniarą? Potem jakoś to się potoczyło, że usiadł koło mnie. Popatrzyłam na niego, on w tym samym czasie na mnie. Przyłapał mnie na tym, że patrzę na niego, jak na kogod kto ci się podoba. Zarumieniłam się, a on się uśmiechnął i objął mnie ramieniem.
- Moja siostra ma przepiękną koleżankę. - szepnął i oparł swoją głowę o moją
- Monika? Halo? - z przemyśleń wyrwał mnie jego głos
Szybko mrugnęłam i powróciłam do rzeczywistości.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Coś mówiłeś?
- Pytałem jak mała. - zaśmiał się
- A, dobrze. - odpowiedziałam automatycznie - Znaczy, nie. Masakra wielka. Całą noc płakała. Nie wiedziałam co jej jest. Z resztą rano też wyła. - westchnęłam
- Jest Ci ciężko?
- Cholernie. - odparłam - Ja już nie mam na nic siły. Czasami się zastanawiam, czy nie za szybko się pojawiła. Nawet nie wiesz jaki to ciężki obowiązek. Mam czasami dość. Kuba, ja nie wytrzymuję. - łza poleciała mi po policzku
- Ejjj.
Akurat zaparkowałam, a on szybko odpiął pasy i mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. - szepnął i pocałował mnie w głowę - Jesteś silna i dzielna. Dasz radę, wiem to.
- Dzięki Kuba. Możemy iść.
Przetarłam oczy i opuściłam samochód. Szliśmy chwilę w milczeniu. Ale on postanowił je przerwać.
- Jeszcze do tego ja Ci się na głowę zwaliłem. Przepraszam. Wiesz, że nie musisz sobie mną głowy zawracać? Poradzę sobie. Serio.
- Wymyślasz. - skwitowałam
Weszliśmy na oddział, a jemu uśmiech z buzi nie schodził. To jest dopiero silny człowiek.
- O, jest i nasz ulubiony pacjent. I jak zwykle uśmiechnięty. - zadowoliła się pielęgniarka przy recepcji
- Dzień dobry. - rzekł wesoło - Jestem, jestem.
- Ja już będę szła. - zwróciłam się do niego
- Pewnie, leć. Ucałuj ode mnie Olę. No i Alka też, za to że zabrałem cię.
- Okej. - zaśmiałam się - Trzymaj się mocno. - przytuliłam się do niego - Nie spierdol tego.
Wyprostował się i popatrzył na mnie z wielkimi oczam, poczym zaczął się śmiać.
- Jasne, jasne.
- Nie spierdol, rozumiesz? - wymierzyłam w niego palcem
- Rozumiem.
- No nie wiem, bo księżs takich słów nie używają..
- Skąd wiesz, że nie? - puścił jej oczko - Jak ty dziecko jeszcze mało wiesz.
- Dobra. Idę. Pa.
- Trzymaj się. Z Bogiem!
Pomachałam mu na odchodne i wyszłam na korytarz. Fajny z niego człowiek. Też chciałabym umiemieć być cały czas radosna i zarażać tym innych jak on. Przy automacie ze słodyczami stał mężczyzna w kitlu.
- Dzień dobry. - podeszłam do niego
Wzdrygnął się lekko i popatrzył na mnie.
- Monika, cześć! - uśmiechnął się - Co tam dziecko słychać?
- A wszystko okej. Przywiozłam Kubę.
- Coś nie tak? - wyciągnął zakupione cukierki i wpatrywał się we mnie
- Miał kiepskie wyniki. Podejrzewają, że to nawrót. - westchnęłam
- Boże. - szepnął - Oby tak nie było. Jesteście dzisiaj w domu?
- Tak, raczej tak. Przynajmniej ja żadnych planów nie mam.
- Możemy wpaść z mamą na odwiedziny? Kończę o 17, więc gdzieś tak przed 18?
- Pewnie! - uśmiechnęłam się - Wpadajcie śmiało.
- To super. Ja muszę lecieć. Trzymaj się Monika. - uśmiechnął się i odszedł
- Tato? - krzyknęłam gdy jego plecy się oddalały.
Odwrócił się i zdezorientowany wpatrywał we mnie.
- Miłej pracy. - uśmiechnęłam się i ruszyłam do wyjścia.
   Po drodze wstąpiłam jeszcze do sklepu, bo trzeba coś mieć, jak goście przyjadą. Obiad też trzeba z czegoś zrobić. Popatrzyłam na telefon i nie zobaczyłam żadnej wiadomości. Dają sobie radę. Ale i tak to jest silniejsze ode mnie. Wybrałam numer męża i przyłożyłam telefon do ucha. Po kilku sygnałach usłyszałam, delikatny głos.
- No hej kochanie. Co tam?
- Jak tam, wszysto w porządku? - zapytałam
- Tak, tak. Mała właśnie śpi, a ja robię sobie śniadanko. A ty gdzie jesteś?
- Właśnie biorę ostatnią rzecz i idę do kasy. Wpadłam do sklepu, żeby coś na obiad kupić i na wieczór. Chcesz coś?
- Yyyy. - chwila ciszy - Nie, raczej nie. Wracaj szybko. Stęskniłem się.
- Dobrze. - zaśmiałam się
- Tylko ostrożnie, dalej tak leje.
- Jasne.
- Dobra, to szybko tam. Pa.
- Pa. Alek? - zdążyłam zanim się rozłączył
- Tak?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
 
Jakoś udało mi się wdrapać z pełnymi reklamówkami do mieszkania. Weszłam do środka, gdzie unosił się zapach tostów. Zaniosłam siatki do kuchni nie rozbierając się. I zobaczyałam jakie ślady narobiłam.
- Monika. - jęknął Maciek, który wyłonił się z salonu - Dopiero co tu myłem.
- Przepraszam. - pisnęłam - Zaraz posprzątam.
- Spoko. - zaśmiał się - Idź sobie odsapnij, a nie.
Rozebrałam się i udałam się do salonu. Alek siedział na kanapi, jadł tosty i oglądał telewizor. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Uśmiechnął się szeroko i dał mi buziaka.
- Dla ciebie nawet też zrobiłem.
- Jaki kochany. - złączyłam nasze wargi w delikatnym pocałunku
- Co tam z Kubą? - zapytał
- Nie wiem. Tylko go zawiozłam. Ale jak zwykle był wesoły. A właśnie, mam cię od niego ucałować, za to że zabrał mnie tobie.
- Ojj, to musi być taki porządny całus.
Położył mnie na kanapie i zaczął namiętnie całować.
- Ale proszę was. - wszedł Maciek - Może zróbcie to gdzie inndziej i nie przy innych.
Oderwaliśmy się od siebie i zaczęłiśmy się śmiać.
- Spotkałam waszego tatę. Wpadną do nas wieczorem.
    Resztę dnia spędziliśmy w domu, bo ciągle lało. Przynajmniej pograliśmy sobie w gry planszowe i było wiele śmiechu. Mała się uspokoiła i nie było takiej jazdy jak w nocy.
Rodzice byli przed 18. Oczywiście nie mogli się zdecydować komu poświęcić więcej uwagi Oli czy Maćkowi. Jednak udał o im się jakoś to połączyć. Miło patrzeć, jak z miłością rozmawiają z synem i nadal nie wierzą w to, że on tu jest. Z resztą on też jest za nimi stęskniony. Nie mogą się naopowiadać o wszystkim co ich spotkało. Kocham tą rodzinę. Jest ze sobą barszo zżyta.
Zaczął dzwonić mój telefon. Emilka.
- Halo? - odebrałam
- Hej. Kuba jest w szpitalu?!
- Hej. Tak. Ale nie panikuj. Poszedł tylko na jakieś wyniki. To nic poważnego. - okłamałam ją
- A, to dobrze. Myślałam, że coś gorszego.
- Nie, nie. Taka rutynowa kontrola.
- Aa, okej. Dzięki i sory.
- Nic się nie stało.
- Pa.
- No pa. - rozłączyłam się
Alek patrzył na mnie z ciekawością.
- Tak,okłamałam ją. Ale to dla jej dobra. Nie chcę, żeby się zamartwiała.
- Przecież nic nie mówię. - uśmiechnął się
- Przytul mnie. - szepnęłam