wtorek, 27 grudnia 2016

Rozdział 42

     Mimo słonecznej pogody zza oknem obudziłam się z jakimś złym przeczuciem. Czułam jakby miało coś niedobrego się zdarzyć... Dodatkowo nie czułam się najlepiej. Ale watro przecierpieć te kilka miesięcy, aby potem mieć pociechę na całe życie.
Zaraz po śniadaniu zadzwonił mi telefon. Odebrałam go z radością, gdy zobaczyłam, że dzwoni numer  prywatny.
- Hej. - przywitałam się
- Hej. - usłyszałam radosny głos.- Jak się czujesz ?
- No ekstra nie jest. - uśmiechnęłam się - A co tam u Ciebie ?
- Spoko.
- Alek ?
- Tak ?
- Muszę ci coś powiedzieć. - szepnęłam
- Słucham.
- Bo. - zawahałam się - Pocałowałam Kubę. - wyrzuciłam z siebie
Cisza.
- To nie jego wina. Byłam zdołowana i zasnęłam. Oczywiście nie zamknęłam drzwi i on wszedł. No i chciał mnie przykryć kocem, ale się obudziłam. I nie wiem dlaczego, ale pocałowałam go. Przepraszam kochanie. Wiesz, że kocham tylko Ciebie i to bardzo. - szlochałam.
- Nie płacz. - powiedział bez żadnych emocji. - To nie jest dobre dla dziecka. Monika, muszę kończyć. Pa. - rozłączył się
No ładnie. Właśnie w taki oto sposób rozwaliłam nasz związek. Załamana ubrałam się w pośpiechu i wybiegłam do auta, aby zdążyć na mszę.
     Czekałam przed kościołem na duchownego, gdy usłyszałam rozmowę grupki kobiet. No a ksiądz Kuba dziewczynę ma. Ponoć już od dłuższego czasu. Widziałyście coś takiego? Ale ja wiedziałam, że on nie może być dobrym księdzem, za bardzo przystojny. Wiadomo, że będzie kusił młode.
Zrobiło mi się słabo. Jak one mogą go oskarżać o coś takiego ? Zobaczyłam go jak idzie w moją stronę bardzo wesoły. Poczułam jak tracę panowanie nas sobą i przechylam się w prawo. Nie upadłam jednak na ziemię, tylko znalazłam się w czyiś ramionach. Delikatnie podniosłam powieki i ujrzałam mojego przyjaciela.
- Monika, słyszysz mnie ? - wziął mnie na ręce i gdzieś niósł
- Yhym. - mruknęłam
Przystanął i delikatnie opadłam na ławkę.
- Co się stało ? - wpatrywał się we mnie tymi swoimi niebieskimi oczami
- Już rano źle się czułam. Nie powinnam była tu przychodzić. - usiadłam i spuściłam głowę. - Powiedziałam dzisiaj Alkowi, że cię pocałowałam. Później usłyszałam jak baby gadają, że masz dziewczynę...
- Też tak słyszałem. - zaśmiał się - Nie przejmuj się nimi. Lepiej się czujesz?
- Tak. - uśmiechnęłam się - Chyba muszę już jechać. Trzymaj się Kubuś. I dziękuję za pomoc.
- Nie ma o czym mówić. - posłał mi ciepły uśmiech.
- Mogę się przytulić ?
Wyciągnął do mnie ręce i zamknął w uścisku.
- Tylko nie smutaj Monia. - poklepał mnie po plecach.
  Obiad zjadłam u rodziców, ale nie miałam jakoś ochoty u nich siedzieć, więc zabrałam się stamtąd zabierając najlepszą lustrzankę Filipa.
Postanowiłam odwiedzić moich teściów, bo dawno u nich nie byłam. Wchodząc na ich posesję, dostrzegłam rozpędzonego czarnego labradora, który zmierza w moją stronę. Stanęłam. Sama byłam zdziwiona swoim poczynaniem, bo zawsze biegiem uciekam do domu przed psami. Podbiegł do mnie i oczywiście skoczył na mnie na powitanie.
- Bartosz słuchaj, jeśli chcesz, żebym cię szanowała, to nie możesz na mnie skakać. Zrozumiano ? - popatrzyłam na niego
Wpatrywał się we mnie machając energicznie ogonem.
- Widzisz, Pan nas zostawił. - westchnęłam i położyłam dłoń na jego głowie. - Musimy trzymać się razem. Dobra psiaku. - poklepałam go po brzuchu - Idę. Trzymaj się.
Nacisnęłam dzwonek i czekałam na kogoś. Po chwili w drzwiach pojawiła się mama Alka.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się
- O dzień dobry ! - posłała mi ciepły uśmiech i wpuściła do środka. - Jak miło cię widzieć.
- Nudziłam się trochę, a że dawno mnie tu nie było, więc przyjechałam.
- I bardzo dobrze. Ojca nie ma, bo pracuje, ale my sobie poradzimy. A coś ty taka brudna? - popatrzyła na mój bok.
- A, Bartosz na mnie wskoczył. - westchnęłam
- Następnym razem wyjdę po ciebie.
      Bardzo miło spędziłam czas z teściową. Bardzo kochana kobieta. Nie dziwię się, że Alek jest takim dobrym człowiekiem. Miał z kogo brać przykład.
       Godzina 2 w nocy, a jak zwykle nie mogę zasnąć. Wzięłam telefon i weszłam na Fb. Zobaczyłam, że mój mąż jest dostępny. Kliknęłam na jego zdjęcie i zaczęło się łączyć. Ciągle tylko ten wkurzający dźwięk łączenia. A z jego strony brak reakcji. Na pewno nie odbierze. Za bardzo go zraniłam. Schowałam twarz w poduszki.
- Hallo ? - usłyszałam cichy głos
Szybko się podniosłam i wzięłam telefon do ręki.
- Alek ?
- A do kogo dzwoniłaś ? - lekko się zaśmiał
- No do Ciebie, ale myślałam, że nie odbierzesz.
- Coś się stało ? Powinnaś spać.
- Nie mogę spać. Alek, kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Monika ?
- Nooo
- Zawiodłem się na tobie. - powiedział poważnie - Księdza ? Serio ? Księdza ?  Przecież stać cię na więcej - śmiał się
- Głupek. Wracaj szybko, bo tęsknimy za tatusiem. - pogładziłam sobie brzuch.
- A tatuś tęskni za wami. - szepnął
- Chciałabym zobaczyć twój uśmiech. - westchnęłam
- Monia, przepraszam, ale muszę kończyć. Kocham Cię bardzo. Śpij spokojnie, jestem przy tobie.
- Ja też cię kocham.
- Dobranoc.
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się i rozłączyłam
Opadłam zadowolona na poduszki i wspominałam naszą rozmowę. Rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Odblokowałam telefon i ujrzałam zdjęcie. Zdjęcie Alka. Uśmiechnął się bardzo szeroko i przymrużył oczy. Zaczęłam się śmiać. Wysłałam mu serduszko. Po tym wszystkim zasnęłam bardzo szybko.


NASTĘPNY DZIEŃ

      Obudziłam się w bardzo dobrym humorze. Pierwsze co zrobiłam, to odblokowałam telefon i włączyłam to zdjęcie, co mąż wczoraj mi wysłał.
- Mój kochany. - szepnęłam i szeroko się uśmiechnęłam
Po pokoju rozległ się dźwięk mojego telefonu i na ekranie pojawiło się zdjęcie Kuby.
- Tak padre ? - odebrałam
- Witam siostrę. Z kolegą jedziemy na takiego tripa i za pół godziny będziemy po ciebie.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Do zoba. - rozłączył się
- No super. - westchnęłam i popędziłam do łazienki.
Ubieranie się poszło mi szybko jak nigdy. Śniadanie też szybko wpałaszowałam. Wygrzebałam z szafy Alka czapkę z daszkiem Cubsów, wzięłam lustrzankę i opuściłam mieszkanie. Jeszcze szybko musiałam przestawić Passata, bo wczoraj nie było miejsca blisko naszej klatki. Akurat jak wysiadłam, podjechał czarny samochód z dwoma duchownymi. Pośpiesznie wskoczyłam na tylne siedzenia.
- Hej. - przywitałam się
- Hej.
- Cześć. - wyciągnął do mnie rękę pasażer. - Adrian.
- Monika. Miło mi.
- Jeździłaś gdzieś ? - zapytał przyjaciel
- Niee, musiałam go przestawić, bo wczoraj miejsca nie było. A muszę mieć go blisko, bo jak nie to Gawliński mnie zabije.
- Gawliński, skądś znam to nazwisko. - odezwał się Adrian.
- Jest ortopedą. - oznajmiam
- Aaa, no tak.
- Staruch jeden, znany jest.  - westchnęłam
- Starszego znaleźć nie mogłaś. - rzucił Jakub
- Nie wiek się liczy, nie ?
- Ale on dobrym lekarzem jest. - włączył się drugi duchowny - Mam nadzieję, że na emeryturę jeszcze się nie wybiera ?
- Nieee. Do emerytury to mu jeszcze trochę daleko. - zaśmiałam się. - Czekaj. Ty mówisz o Mariuszu ?
- Noo.
- Aaaa. To mój teściu. - zaśmiałam się - Alek to mój mąż.
- Aaaa, tak mi coś nie pasowało. - zaczerwienił się
- Spoko, luz.
- O, cicho. - Kuba podkręcił radio, gdzie rozbrzmiewały się pierwsze dźwięki Me too - Meghan Trainor.
Duchowny zaczął śpiewać i ruszać się w rytm muzyki. Wygłupiał się, a ja robiłam Snapy.
Dojechaliśmy na przełęcz.
- Mała górka. Szybko nam pójdzie. - oznajmił Kuba i ruszyliśmy
Po drodze było dużo śmiechu. Adrian okazał się być też śmieszkiem, więc było wesoło. Na szczycie dróżki było pełno błota, że trzeba było zrobić wielki krok, ale nie ukrywam, że w ciąży gorzej się poruszam. Kuba podał mi dłoń i przeskoczyłam.
Podeszliśmy do krawędzi góry i zakochałam się w widoku.
Zaczęła się sesja fotograficzna. Dałam aparat Adrianowi i robił zdjęcia mi i Kubie. Najpierw powiesił mi rękę na szyi, a lewą wyciągnął w bok, a ja prawą. Staliśmy tyłem do fotografa. Później podskakiwaliśmy tak, aby było widać nam skarpetki, bo okazało się, że mamy takie same i Conversy, bo też mamy takie same. Później Kuba przebrał sutannę na koszulę i spodnie i ja przejęłam aparat. Zrobiłam mu zdjęcie na wzór tego, tylko że łapie koloratkę i jest tylko w koszuli.

Później jakieś wygłupy i w taki oto sposób powstało kilkaset zdjęć. 
      Po podróży pełnej wygłupów Kuba zabrał nas do kawiarenki. 
- Kawa mrożona dla wszystkich. - uśmiechnął się Kuba i podał nam napoje. 
Dodatkowo była jeszcze bita śmietana. 
- W ciąży nie mogę dużo pić kawy, ale teraz mogę sobie pozwolić. - uśmiechnęłam się i wzięłam duży łyk. - Ile kosztuje?
- Ja stawiam. 
- No mów Kuba. 
- Nie. 
Wyciągnęłam telefon i oparłam go na stole. Włączyłam snapa i aparat ustawiłam na przyjaciela. Akurat zrobił minę, jakby tak kawa była czymś niesamowitym. Zdjęcie było wspaniałe. Pobrałam je od razu i dodałam na mystory z podpisem ,,Ksiądz na kawie". 
     Kuba podrzucił mnie do teściów, bo tak chciałam. Tylko uchyliłam bramkę, a tu już w moją stronę biegnie Bartosz. Ale tym razem zatrzymał się przy mnie i wystawił jęzor. 
- No hej. - pogłaskałam go. - Grzeczny jesteś. 
Wpatrywałam się w niego i zrobiło mi się go szkoda. Usiadłam na trawie i objęłam go ramieniem. 
- Ale nas pan załatwił nie? Oboje za nim tęsknimy. On cię kocha i to bardzo. A wiesz co ? Tuta - pokazałam na mój brzuch - Tutaj jest dzidziuś. I trzeba o tego dzidziusia dbać, chronić. Przepraszam, że cię oddałam. Ale bałam się o dzidziusia. Ale jak mi obiecasz, że będziesz grzeczny i mi pomożesz, to wezmę cię ze sobą. Okej ?
Zwierzak wpatrywał się w buch i polizał mnie.
- Czyli umowa stoi. 
Odwróciłam się w stronę domu i ujrzałam teścia. 
- Wezmę go do siebie. - uśmiechnęłam się 
Wstałam powoli i podeszłam do taty. Przytuliłam się do niego. Uśmiechnął się i delikatnie dotknął mojego brzucha. 
- Jak mój wnuk ? 
Bartosz zaczął warczeć na mężczyznę. 
- Bartek. - zrobił duże oczy - Co ci ?
- Kazałam mu bronić dzidziusia. - zaśmiałam się - Mądry piesek. - pogłaskałam go. 
     Wróciłam do domu i weszłam na Fb. Wyskoczyło mi powiadomienie, że Kuba zmienił zdjęcie profilowe, na to, co mu zrobiłam. Od razu je polubiłam i skomentowałam huhuhu jaki książe xD <3
Następne które dodał, to to co mamy powyciągane ręce i Kuba mnie obejmuje. Ja postanowiłam, że dodam to, na którym skaczemy i widać nasze skarpety i trampki oraz mamy wesołe miny. Dodałam opis ,, Na debili nie ma rady, a zwłaszcza gdy są przyjaciółmi xD "

niedziela, 4 grudnia 2016

Rozdział 41

10 DNI PÓŹNIEJ

      Te dziesięć dni nie zleciały mi najlepiej. Cały czas byłam zdołowana. Alek na misji, dzwoni do mnie prawie codziennie, jednak jest to dla mnie bardzo ciężkie. Dziewczyny też już wyjechały, więc zostałam sama z rodzicami i Werką. Ale siostra też często nie ma czasu, bo zaczyna studia dzienne. Ale dzięki temu, że mam tyle wolnego czasu, to przeczytałam już kilkanaście książek, które dostaliśmy w prezencie. Pokochałam czytać. Często oglądam też mecze baseball'a, bardzo spodobała mi się ta gra. Wyobrażam sobie, że tam na stadionie jestem razem z mężem i zadowoleni kibicujemy Cabs'om. 
Moi rodzice wyprawili imprezę dla znajomych. Przestronna sala, z dużym parkietem do tańca. Do tego bardzo dobry DJ. Wszyscy dookoła się bawili, tańczyli w najlepsze, tylko nie ja. Nie miałam ochoty, wszystko mnie denerwowało. Nie zatańczę z nikim innym jak z Alkiem, Filipem, albo... No właśnie... Trudno mi samej się do tego przyznać, ale nie zatańczę bez Kuby. Właśnie, co do Kuby. Nie rozmawiałam z nim, ani go nie widziałam od tamtego dnia. Słyszałam, że wyjechał gdzieś na jakieś nauki. Na pewno wziął to bez zastanowienia. Nie będzie miał mnie na głowie, odpocznie w końcu. 
Siedziałam przy stoliku i męczyłam się już jakąś drugą godzinę. Już kilka razy rozważałam opcję, żeby wyjść, ale nie zrobiłam tego ze względu na rodziców. Smutno by im było i on by mogli się na mnie obrazić, a to by już było apogeum. 
- Chodź tańczyć. - podeszła do mnie rozbawiona Weronika
- Nie mam ochoty. - westchnęłam 
- No dawaj. - zaczęła mną kołysać
- Nie chcę. - powiedziałam stanowczo i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej 


OCZAMI MAMY 

         Martwię się o Monikę. Ciągle siedzi smutna, nawet nie zatańczy. A to jest bardzo dziwne, bo ona zawsze szaleje na imprezach. Nawet nie posłuchała Weroniki i nie poszła zatańczyć. 
- Córciu, chodź tu na chwilę. - zawołałam Weronikę - Co się dzieje z Moniką ?
- Nie wiem właśnie, - westchnęła 
- Nawet nie chce tańczyć. - martwiłam się 
- Mam pomysł. - rzekła córka i pośpiesznie opuściła salę.

OCZAMI MONIKI

       Weszłam na internet i przeglądała facebooka. Trzeba się dowiedzieć, co tam w świecie słychać. Siedzę tu i nudzę się kolejną godzinę. Chyba zaraz pójdę, wykręcę się tym, że jest mi niedobrze. Chyba zrozumieją, bo przecież jestem w ciąży.
- No i co ty wyprawiasz ? - dotarł do mnie głos
Powoli przeniosłam wzrok na osobę siedziącą obok mnie. Zaskoczył mnie ten widok.
- Wyjdziemy porozmawiać?
- Okej. - szepnęłam i zebrałam się do wyjścia.
Powędrowałam za budynek sali, aby nikt nas nie widział. Kiedy upewniłam się, że nikt nas nie usłyszy, przystanęłam i odwróciłam się do rozmówcy.
- To powiesz mi co się dzieje ? - zapytał
- No tak jakbyś nie wiedział. - prychnęłam i patrzyłam wszędzie, tylko nie na niego
- No właśnie nie wiem.
Staliśmy w ciszy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ty przepraszać? Czy zaatakować go?
- Chodzi Ci o ten pocałunek? - podniósł brew - No nie dziwię się, że tak zrobiłaś. Trudno jest oprzeć się mojemu urokowi. - zaśmiał się - Ale twojemu również.
Podszedł do mnie, złapał moją twarz i złożył pocałunek na moim czole. Długo się nie zastanawiając oplotłam jego talię rękami i wtuliłam się w jego tors.
- Tęskniłam. - szepnęłam - Przepraszam Cię.
- To ja Cię przepraszam. Miałem się tobą opiekować, a ja głupi uciekłem od Ciebie. Niby księża są tacy mądrzy i robią same dobre rzeczy... Jestem beznadziejny.
- Przestań Kuba. Jesteś wspaniały.
- ha ha ha. Zatańczysz ze mną ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się i wróciliśmy na salę.
Wkroczyliśmy na parkiet i od razu Kuba zaczął mną obracać. Miło widzieć go uśmiechniętego.
- A tak właściwie, co ty tu robisz ? - zapytałam
- Weronika po mnie przyjechała. - puścił mi oczko- Powiedziała, że mam ważną misję.
Tańczyliśmy tak kilka piosenek. Zmachani zeszliśmy z parkietu i wpadliśmy na mamę w towarzystwie koleżanki.
- O, szczęść Boże. - zwróciła się towarzyszka mamy
- Szczęść Boże. - odparł Kuba
- Dziękuję, że przyszedłeś. - posłała mu uśmiech mama
- Wie Pani, że mam słabość do Moniki. - zaśmiał się
- Bawcie się. -uśmiechnęła się mama i odeszły
- Moja parafianka. - westchnął - Nie lubi mnie. I nie wiem, czy nie przesadziłem, z tym, że mam do ciebie słabość. Czuję, że będę miał przerąbane.

czwartek, 1 grudnia 2016

Rozdział 40

        Obudziłam się w ramionach mojego męża. Jego delikatny oddech pieścił moje włosy. Uśmiechnęłam się pod nosem i złożyłam pocałunek na jego nagiej klatce piersiowej. Poczułam jak jego ramiona mocniej zaciskają się wokół mojego ciała. Szybko dopadły mnie myśli, że ostatni raz już się z nim tak tulę, że wieczorem nie będę czuła jego bliskości.
- Monika... - szepnął rozkosznie
- Mhm. - mruknęłam nie odrywając się od niego
- Byłaś niesamowita w nocy. - czułam jak się uśmiecha i dał mi buziaka w głowę
- Ty też. - zanurzyłam palce w jego brązowych włosach i popatrzyłam w jego lśniące oczy
Śmiały się. Dzięki temu dostałam otuchy. Poczułam się lepiej. Złączyłam nasze usta w dłuższym buziaku i szeroko się uśmiechnęłam.
- Wrócisz szybko ? - zapytałam
- Najszybciej jak tylko będę mógł. - pogładził moje plecy - Nie żeby coś, ale jest już prawie 12.
Zerwałam się i popatrzyłam na zegarek. Rzeczywiście, była 11.46.
- Stawaj stary. - podniosłam się z łóżka i mocno przeciągnęłam.
Alek dalej leżał i przyglądał się mojej osobie.
- No rusz się. - wzięłam poduszkę i cisnęłam nią w męża.
On tylko się zaśmiał i schował twarz w "pocisku". Zostawiłam to bez komentarza i udałam się do łazienki. Nawet nie czułam w łóżku, że mój pęcherz ledwo już wytrzymuje. Szybko się załatwiłam i wzięłam się za przemywanie twarzy. Na biodrach poczułam dłonie mojego ukochanego. Po zakończonym obmywaniu odwróciłam się w jego stronę. Stał rozpromieniony.
- Chciałabym się ubrać. - obwieściłam mu - Więc, może byłbyś tak miły i opuścił to pomieszczenie ?
- Pomogę Ci. - złapał za moją koszulkę
Zatrzymałam jego dłoń.
- Dam sobie radę. - puściłam mu oczko
Jego wargi przywarły do mojej szyi i ją delikatnie pieściły. Zarzuciłam ręce na jego kark i zamknęłam oczy. Po chwili na sobie nie miałam żadnego ubrania.
- Ale jesteś napalona. - oderwał się ode mnie i zlustrował moje ciało.
- Ty zresztą też. - spojrzałam w dół i zaśmiałam się
- To nie fair. - jęknął - Ubieraj się. Tylko szybko. - dał mi buziaka i wyszedł
         Po śniadaniu pojechaliśmy do rodziców, aby mąż mógł spokojnie się pożegnać. Mamy oczywiście miały łzy w oczach, ale się nie rozkleiły. Widziałam, że Alkowi nie jest łatwo się z nimi rozstać.
Wróciliśmy do domu i mieliśmy jeszcze godzinę do jego odlotu. Pomagałam pakować mu się do jego plecaka. Starałam się ciągle był wesołą, aby dać mu  otuchy i żeby nie miał wyrzutów, że musi mnie zostawić. Oczywiście bez wygłupów nie mogło się odbyć. Udało mi się zrobić tak wspaniałego Snapa, że przez kilka minut nie mogłam wyjść z podziwu. Widnieje na nim Alek jak się śmieje. Ale to jest tak wspaniałe ujęcie, że ujęło mnie. Zmieniłam je od razu na tapetę.
Gawliński przebrał się w mundur żołnierski. Wyglądał tak cudownie. Pasował mu.
Szykowaliśmy się do wyjścia. Mieliśmy już wychodzić, ale złapałam go za rękę. Popatrzył się na mnie ze zdziwieniem, a ja rzuciłam się na niego i zaczęłam namiętnie całować. Podniósł mnie i zaplotłam nogi wokół jego bioder.
- Musimy iść. - wymruczał między pocałunkami
- Kocham Cię - złączyłam nasze wargi ostatni raz i popatrzyłam się w jego oczy.
Uśmiechnął się i delikatnie złapał moją głowę i przyciągnął koło swojej.
- Ja Ciebie też. - szepnął tuląc mnie
        Weszliśmy do jakiegoś budynku, gdzie miał odprawę. Zatrzymaliśmy się przed wyjściem na płytę. Postawił na ziemi swoje plecaki i spojrzał na mnie.
- Dasz sobie radę. - uśmiechnął się - Będę tęsknił za wami.
Zrobiło mi się smutno i przytuliłam się do niego.
- Wiesz, że Cię kocham. Nie martw się o mnie. Nie myśl o mnie za często. Baw się, imprezuj jak tylko możesz. Nie czuj się, że jesteś zobowiązana ze względu na mnie. Po prostu wyobraź sobie, że jestem w pracy. Będę do Ciebie dzwonił i wysyłał listy.
- Alek... - szepnęłam prawie już płacząc.
- Ciii. - pogłaskał mnie po głowie - Obiecasz mi coś ? - popatrzył się na mnie
Kiwnęłam głową.
- Obiecaj mi, że nie będziesz w ogóle płakała, okej ? Nie chcę, żeby było ci smutno przeze mnie. Możesz tylko płakać ze śmiechu. Obiecasz mi?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się
- A teraz muszę już iść. - szepnął i dał mi buziaka - Uważaj na siebie i dzidziusia. - uśmiechnął się i odszedł
Zatrzymał się w drzwiach i odwrócił w moją stronę. Uśmiechnął się szeroko i pomachał. Odwzajemniłam mu tym samym. Przez chwilę wpatrywałam się w jego postać idącą w kierunku wielkiego samoloty wojskowego. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam.


OCZAMI KUBY

     Wróciłem z miasta i wszedłem na plebanię. Przywitałem się z proboszczem i miałem już iść do pokoju, kiedy mnie zatrzymał.
- Jakiś chłopak zostawił dla Ciebie list.- wręczył mi kopertę
- Dziękuję. - uśmiechnąłem się i szybko udałem się do sypialni.
Usiadłem na kanapie i popatrzyłem na biały papier w moich rękach. Nie miałem pojęcia od kogo może być. Szybko go otworzyłem i wyciągnąłem kartkę.

         Pewnie jak to czytasz, to mnie już tu nie ma. Zastanawiałem się czy mam w ogóle napisać ten list, ale dobro mojej żony jest najważniejsze.
Różnie jest w wojsku, jak wiadomo. I wystarczy jeden fałszywy ruch, chwila nieuwagi, czy znalezienie się w złym miejscu i wszystko może się skończyć. Nigdy nie można być w 100% pewnym, że wyjdziesz z tego cały. Musisz zostawić rodzinę samą, która musi sobie jakoś radzić. Dlatego chciałbym Cię prosić, abyś zaopiekował się Moniką. Nie pozwól jej się smucić. Bądź przy niej i dawaj wsparcie. Ufam Ci i wiem, że nikt inny nie jest jej w stanie dać tego wszystkiego, co ty jej możesz dać. Wiem jak na nią działasz. 

Obiecaj mi także, że jak zginę zaopiekujesz się nią i dzieckiem. Wiem, że tylko ty możesz ją uszczęśliwić. Ty jesteś dla niej ważny, a ona dla Ciebie. Tylko jak mi to obiecasz, będę mógł spać spokojnie, bo będę wiedział, że Monika ma wszystko, czego jej potrzeba. 
Proszę Cię o jeszcze jedno. O modlitwę. 
Ten czas dla Moniki jest bardzo ciężki. Filip na misji, jej przyjaciółki wyjeżdżają, jak i ja i zostajesz jej tylko TY. Proszę Cię Kuba, dbaj o nią. 
Alek



OCZAMI MONIKI 

       Wiozłam się Passtem przez Łódź do domu. Jednak dopiero po chwili zorientowałam się, że jadę złą drogą. Jednak wiem co się znajduje w miejscu docelowym i tam pojadę. 
Zaparkował samochód przy budynku i szybko wysiadłam. Przed kościołem zobaczyłam grupkę ludzi, a wśród nich tego, którego chciałam ujrzeć. Stał ze swoimi rodzicami i siostrą. Podeszłam jeszcze kawałek i przystanęłam przy ławeczce, bo nie chciałam im przeszkadzać w rozmowie. Jednak gdy przystanęłam on odwrócił głowę w moją stronę i zaraz powrócił do dalszej rozmowy. Ku mojemu zdziwieniu odwrócił się i zaczął iść w moją stronę. Delikatny uśmiech gościł na jego twarzy. Gdy był metr ode mnie, coś we mnie pękło.
- Wyjechał. - szepnęłam i wybuchnęłam płaczem.
Zamknął mnie w swoich ramionach i oparł swój policzek o moją głowę. 
- Ciii. - delikatnie gładził moje plecy
- Przepraszam. - pociągnęłam nosem i wytarłam oczy - Przerwałam Ci rozmowę z rodzicami. 
- Spokojnie. - uśmiechnął się - Oni chętnie z tobą porozmawiają. - objął mnie ramieniem i zaczął pchać w ich kierunku 
- A weź przestań. - westchnęłam - Wiesz jak ja teraz wyglądam ?!
- Wiem. - zaśmiał się - Jak zawsze ślicznie. 
- Ale masz dzisiaj humor na żarciki. - poddałam się i dałam mu się prowadzić do jego gości. 
- Hej Monika ! - zadowolona siostra księdza przytuliła mnie - Co tam u Ciebie słychać ?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - No w sumie, teraz trochę gorzej. Brat wyjechał na misję, a dzisiaj też to samo zrobił mój mąż. Ale spoko. 
- Masz męża ? - była zaskoczona - Jak długo ? 
- 4 dni. - podniosłam ramiona - Kuba nie mówił ? To jego pierwszy ślub był. 
- Nie rozgrzebuj ran. - szturchnął mnie duchowny - Zepsułem wszystko, zestresowałem się. Lepiej nie wracajmy do tego.
- Było super. 
- Monika przepraszam, ale my musimy iść. - zwrócił się do mnie Kuba - Zadzwonię do Ciebie, okej ? 
- Okej. - uśmiechnęłam się i pożegnałam się z nimi


OCZAMI ALKA 

      Czułem się dziwnie w samolocie. Siedziałem sam, bo nikogo nie znałem. Ciągle myślałem o Monice. Przed oczami miałem jej piękny uśmiech. 
Dolecieliśmy na miejsce i wsiedliśmy do wojskowych pojazdów, które zawiozły nas do bazy. 
Dowódca zaprowadził mnie pod odpowiedni hangar, przy czym tłumaczył mi wszystko.
- Masz tam wolne łóżko, rozpakuj się. - poklepał mnie po ramieniu i odszedł. 
Niepewnie wszedłem do środka i spotkałem się ze spojrzeniami wszystkich tam obecnych. Dostrzegłem dwa wolne miejsca. Jedno zaraz przy wejściu, a drugie po lewej stronie na samym końcu. Jakoś bardziej tam mi odpowiadało miejsce i podążałem w tamtą stronę. Położyłem plecak na łóżku. Na ścianie wisiały jakieś zdjęcia. Jedno było mi jakoś znajome. Oderwałem je i przyglądałem  mu się.
- Ej, nowy. Tam nie można mieć łóżka. - usłyszałem czyjś głos, ale nic z tego sobie nie robiłem.
Wpatrywałem się w zdjęcie jak zahipnotyzowany. 
- Ty gościu, to łóżko Rudasa. - kolejny się odezwał 
- Alek ? - usłyszałem 
Powoli się odwróciłem i spojrzałem na niego. 
- Co ty tutaj robisz ? - zapytał
- Rezerwa. - westchnąłem 
- Zostawiłeś Monikę ?! - zdenerwował się
- Nie miałem wyboru. Myślisz, że chciałem ?! Myślisz, że tak łatwo zostawić żonę w ciąży samą w domu ?
- Zara, Monika jest w ciąży ? - ściągnął brwi 
- Nooo. - zaśmiałem się - Nie mówiliśmy ci ?
- Nie,
- Sory. - poklepałem go po ramieniu - Maciek tutaj służył? - pokazałem na łóżku 
- Tak. - kiwnął głową 
Nie wiem dlaczego, ale w do oczu napłynęły mi łzy. 
- Maciek zawsze marzył o wojsku. - uśmiechnąłem się - I cholera, musiał w nim zginąć. No ale taki był już mój brat, nigdy nie odpuszczał. 
- Chyba macie to we krwi. - zaśmiał się
- Jesteś bratem Rudasa ? - podszedł do mnie jakiś mężczyzna 
- Tak. Jestem bratem Maćka.

OCZAMI MONIKI 

       Dostałam niezłego doła. Siedziałam na kanapie i myślałam tylko o Alku. Bardzo się o niego bałam. Nie mogłam znieść myśli, że coś mu się stanie. Mama dzwoniła, ale nie miałam zamiaru z nią rozmawiać. Położyłam się na kanapie i zaczęłam płakać, chociaż strasznie tego nie chciałam. Przecież obiecałam Alkowi. Nie chcę złamać przysięgi. Byłam tym wszystkim wykończona. Zamknęłam oczy i po chwili zasnęłam. 
Poczułam jak na moje ramiona opada koc. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Kubę. 
- Drzwi były otarte, to wszedłem. Wszyscy się o ciebie martwią. - przysiadł na kanapie.
Podniosłam się na ręce i wpatrywałam w niego. Rzuciłam się na jego szyję i wpiłam się w jego wargi. On nawet nie drgnął. Po chwili oderwałam się od niego i patrzyłam w jego oczy. 
- Przepraszam. - szepnęłam i pobiegłam do łazienki 
Co ja właściwie zrobiłam ? Dlaczego to zrobiłam? Przecież to mój przyjaciel, w dodatku ksiądz! Byłam za bardzo zdesperowana. Ale przecież to nie jest wytłumaczenie ! Teraz na pewno nie pokażę mu się na oczy. Zniszczyłam wszystko. Teraz nie będę miała tu nikogo. Ciągle przed oczami mam tę jego złość w oczach po pocałunku. Jestem totalną debilką. Sama wszystko sobie psuję. Nie zdziwię się, jak Alek nie wróci z misji. Jak ja mogłam pocałować księdza ?! On mi tego nie wybaczy, z resztą ja sobie też.

sobota, 26 listopada 2016

Rozdział 39

      Obudził mnie śpiew męża dochodzący zza ściany. Przeciągnęłam się mocno i otworzyłam oczy. Spostrzegłam się, że na sobie mam koszulkę Cubs'ów. Nie mogę pojąć jak to się stało, że spałam w niej. Zsunęłam się z łóżka i powędrowałam do kuchni. Zastałam tam Alka, który właśnie wkrajał owoce do owsianki.
- Hej. - przywitałam się i przytuliłam go
- Hej. - uśmiechnął się i dał mi buziaka. - Śniadanie dla Ciebie. - wskazał na owsiankę
- O, dziękuję.
- Ja muszę jechać załatwić sprawy w pracy. - pogładził moje plecy.
- Okej. - zrobiłam smutną minkę. - Dlaczego mam na sobie bluzkę Cubs'ów ?
- Zasnęłaś jak oglądaliśmy mecz. - zaśmiał się - Zabiorę też Bartosza. Zostawię go u rodziców.
- Nie będzie im przeszkadzał ? - zapytałam
- Nie, już nie raz go mieli. - puścił mi oczko. - Wrócę jak najszybciej. - dał mi buziaka w czoło - Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - uśmiechnęłam się i odprowadziłam go wzrokiem do drzwi.
Wzięłam talerz z moim śniadaniem i powędrowałam do salonu. Na telefonie wystukałam wiadomość Wpadniecie do mnie na chwile ? i wysłałam ją do przyjaciółek na messengerze. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Już jedziemy :* . Szybko skonsumowałam pyszną owsiankę i trochę ogarnęłam salon. Przebrałam się w wygodne ciuchy i czekałam na przyjaciółki. Jak zwykle nie kazały nie siebie długo czekać. Radosne wparowały do mieszkania i mnie wyściskały.
- Świetnie wyglądasz. - powiedziała Ania zajmując miejsce na kanapie.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się
- I jak się żyje w małżeństwie ? - szyderczo uśmiechnęła się Gabi
- Normalnie. A co tam u was ?
- Właśnie, muszę wam coś powiedzieć. - spoważniała Ania.
Wpatrywałam się w nią wyczekująco.
- Dostałam pracę, bardzo dobrze płatną, w dodatku  w moim zawodzie. - uśmiechnęła się - Tylko, że muszę wyjechać. Do Japonii.
Zszokowała mnie. Nie potrafiłam nic z siebie wydobyć, podobnie jak Gabryśka.
- Wiecie, że zawsze o tym marzyłam. - powiedziała z wyrzutem Masło.
- Rozumiem. - powiedziałam. - Cieszę się, że Ci się udało. - uśmiechnęłam się - Będziemy miały gdzie jeździć na wakacje. Co nie Gabi ? - przeniosłam na nią wzrok.
 Siedziała ze spuszczoną głową. Już wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Bo ja też wyjeżdżam. Dostałam pracę w Niemczech. - wydusiła z siebie. - Przepraszam.
Uśmiech zszedł mi z twarzy. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Zaczęło lekko kręcić mi się w głowie. Złapałam się za brzuch i wpatrywałam się w podłogę.
- Monia, wszystko w porządku ? - podeszła do mnie Masłot.
- Tak. - szepnęłam i wzięłam łyk wody
- Przynajmniej nie będziemy zawracały Ci głowy i będziesz mogła więcej być z mężem. - zaśmiała się Jarsaj.
- Raczej nie. - wymusiłam oddech
Zobaczyłam na ich twarzach zdziwienie.
- Alek jutro wyjeżdża na misje. - obwieściłam
- Kochana, tak mi przykro. - przytuliła mnie Ania
- Yhym, a ja jestem w ciąży. - łza spłynęła mi po policzku.
- To wspaniale ! - dołączyła do nas Gabi - Tak strasznie jest mi głupio. Może ja jednak zrezygnuję. Przecież ty zostaniesz tutaj sama.
- Nie, nawet tak nie myśl. - podniosłam na nią głos - Nie przejmujcie się mną. Macie takie wspaniałe szanse i wykorzystajcie je. Ja sobie jakoś dam radę.
- Nasza silna, kochana Monia. - uśmiechnęły się - Szybko zadziałaliście po ślubie
- To było miesiąc przed. - zaśmiałam się- Na wakacjach.
- No to Gawliński wiedział co robi. - roześmiałyśmy się - A właśnie, gdzie on teraz jest ?
- Załatwia sprawy w pracy. A kiedy wy wylatujecie ?
- Ja w sobotę. - westchnęła Ania
- Ja też. - zasmuciła się Gabi. - i zaczął dzwonić jej telefon.
Opuściła pomieszczenie.
- Jest mi naprawdę głupio. - złapała moją dłoń Ania.
- Daj spokój. - uśmiechnęłam się - Kto mógł to przewidzieć.
- A co tam u Filipa ? - zapytała lekko spięta
- U Filipa ? Chyba wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się - A czemu pytasz ?
- Tak o. - wzruszyła ramionami, ale widziałam, że coś ukrywa.
- Czy ty... - patrzyłam na nią podejrzliwie z uśmieszkiem
- Nie, nie. - zaśmiała się nerwowo - No może...
- Nie wierzę. - pokręciłam głową
- Nie wiesz, co on sądzi o mnie ?
- Na pewno cię lubi. - uśmiechnęłam się - Ale przecież ty masz...
Pokręciła tylko głową i się uśmiechnęła.
- Dziewczyny, przepraszam, ale muszę wracać. Zapomniałam, że miałam pomagać mamie.
- No to cię zawiozę. - poderwała się Masłot.
- Dziękuję kochane, że przyjechałyście. - przytuliłam się do nich. - Kocham was.
- My ciebie też. - puściły buziaki wychodząc.
Usiadałam załamana na kanapie. Wszystko dookoła mnie się sypie. Wszyscy wyjeżdżają, zostaję sama. Nie zdziwiłabym się, gdyby zadzwonił do mnie teraz Kuba i powiedział, że przenoszą go gdzieś na inną parafię, na drugim końcu Polski. Wzięłam telefon i wybrałam numer księdza. Po chwili usłyszałam jego głos.
- No hej.
- Hej. - przywitałam się - Kuba mam sprawę.
- Słucham.
- Macie może dzisiaj wolną mszę ? -zapytałam
- Chwila. - obwieścił i nastała cisza - Tak. - odezwał się po jakiejś minucie.
- To super. - zadowoliłam się - Mogę ją zamówić ?
- Pewnie.
- To za Alka, który jedzie na misje.
- Okej, zapisałem.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do siebie. - Wieczorne prowadzi proboszcz ?
- Tak. Monika, przepraszam, ale muszę kończyć.
- Okej. Kocham Cię. - rzuciłam, ale szybko się spostrzegłam, co powiedziałam. Biłam się za to w duchu.
- Ja Ciebie też. - zaśmiał się. - Pa. - rozłączył się
Chyba przyjął to dobrze.
       Po jakiejś godzinie do domu wrócił mój ukochany.
- Idziemy na spacer ? - zaproponował
- Jasne. - przystałam na jego propozycję.
Wędrowaliśmy po parku ze złączonymi dłońmi. Słońce delikatnie muskało nasze twarze. Cieszyłam się, że teraz mogę być przy nim.
- Konto bankowe mamy wspólne, więc pieniądze masz. Powinno ci wystarczyć na wszystko. No chyba, że postanowisz wybudować jakąś willę, albo kupić Ferrari prosto z salonu, to może być ciężko. -zaśmiał się - Nie krępuj się kupować czegoś dla siebie, to przecież też twoje pieniądze. Zawsze też możesz liczyć na rodziców i na Michała. Sprawami budowy zajmie się tato. Nie chcę cię tym obciążać, a on jest na bieżąco z tymi sprawami, więc myślę, że tak będzie najlepiej.
- Dobrze myślisz. - uśmiechnęłam się
- Jeżeli mogę jeszcze coś dla ciebie zrobić, to mów.
- Jest coś. - zatrzymałam się i wpatrywałam w jego oczy - Pójdziemy dzisiaj do kościoła.
- Nie ma sprawy. - dał mi buziaka - Kocham Cię. Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też. - wyszczerzyłam zęby - Może pojedziemy do twojej babci ?
- Już byłem uśmiechnął się.
- U jednej i drugiej ? - zapytałam
- Tak.
     Włóczyliśmy się po parku ponad godzinę. Przez cały ten czas nie puszczałam jego ręki. Chciałam jak najdłużej czuć jego dotyk obecność.
    Pojechaliśmy na msze. Na ołtarz nie wyszedł proboszcz, lecz Kuba. Byłam mu za to wdzięczna.
- Zgromadziliśmy się tutaj, aby modlić się za Aleksandra. - powiedział to, a mąż ściągnął brwi i popatrzył na mnie - Aby Pan Bóg dał mu siłę i wytrwałość podczas misji wojskowej.
    Gdy usiedliśmy ukochany złapał moją dłoń i delikatnie ją gładził.
-  Módlmy się za Aleksandra, aby Bóg dał mu siły i pozwolił szczęśliwie wrócić do domu.
- Módlmy się za żonę Aleksandra, aby dzielnie znosiła nieobecność męża.
- Módlmy się za rodzinę...
 Podczas przekazywania pokoju, Alek przytknął swoje wargi do mojego czoła. Uśmiechnęłam się do niego i przekazałam pokój innym.
   Po mszy podszedł do nas duchowny.
- Dzięki. - mąż podał dłoń księdzu
- To twoja żona załatwiła. - uśmiechnął się - Wspaniała jest.
- Oj jest. - objął mnie ramieniem Gawliński
          Moi rodzicie chcieli, abyśmy przyjechali do nich na kolację. Nie mogliśmy odmówić. Spędziliśmy miły czas. W ogóle nie dało się odczuć, że Olek ma jutro wyjechać.
Po pysznej kolacji rozłożyłam się na kanapie. Mama kazała posprzątać ze stołu Weronice.
- Może byś też ruszyła dupę ?- stanęła koło kanapy
- A może nie. - droczyłam się z nią.
- Myślisz, że jak jesteś w ciąży i Alek wyjeżdża, to już nic nie musisz robić ?! - wrzeszczała na mnie  - I co jak Alka nie będzie, to co ? Też będziesz leżała i wszystko dookoła zrobi się samo ?!
Wkurzyła mnie, ale i zszokowała.
- Było fajnie mamo. Ja już wychodzę. - rzuciłam i jak najszybciej opuściłam dom
Zabolały mnie te słowa i jej zachowanie. Przecież mogła powiedzieć normalnie, żebym jej pomogła.
- Monika, czekaj ! - wybiegł za mną Gawliński - Kochanie, no. - objął mnie ramieniem
- Jedźmy do domu. - szepnęłam
Kiwnął głową i otworzył mi drzwi do samochodu.
      Oglądaliśmy telewizor, gdy nagle coś we mnie drgnęło. Usiadłam okrakiem na kolanach i zaczęłam go namiętnie całować. Szybkim ruchem ściągnęłam jego koszulkę, a on moją.
         Niby kanapa nie jest taka duża, a jednak można coś na niej zrobić. Jednak po tych namiętnych chwilach udaliśmy się do łóżka. Wtulona w mojego ukochanego próbowałam zasnąć. Jednak nie mogłam. Ciągle myślałam o tym, że jutro będę leżała tu sama. Nie będę mogła się przytulić, porozmawiać kiedy chcę, usłyszeć jego głos. Najgorsze jest to, że nie wiem ile to będzie trwało. Wysunęłam się z łóżka i ubrałam. Powędrowałam do salonu i otworzyłam okno do balkonu. Usiadłam na przy ścianie i oglądałam śpiące ulice Łodzi. Od czasu do czasu przemknął gdzieś jakiś samochód. Chód wrześniowych nocy dawał mi się we znaki. Jednak nie miałam ochoty iść po jakiś koc. Nie mogę znieść myśli, że Alkowi coś może się stać. Że mogę zostać sama i nie zobaczy on naszego dziecka. Jak stawia pierwsze kroki, jak idzie do szkoły.
- Będziesz chora. - na moich plecach poczułam koc
- Już jestem. - wzruszyłam ramionami - Chora na tęsknotę.
- Kochanie. - szepnął
- Nawet nie wiem, gdzie będziesz. Być może na drugim końcu świata.
- Wiesz co? Zawsze patrz na księżyc. Ja też będę patrzył. On wszędzie jest ten sam i będziemy patrzyli się na to samo. - objął mnie ramieniem
- Kocham cię. - dałam mu buziaka w policzek

piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 38

       Śniło mi się, że spacerowałam po górach i nagle spadłam w przepaść. Kamienie stoczyły się i przygniotły mój bok. Pewnie dlatego tak się stało, bo jak się obudziłam to bok mnie bolał pod ciężarem ręki mojego ukochanego. Kąciki moich ust powędrowały ku górze. Złapałam jego rękę i mocno się wtuliłam. Splotłam jego palce z moimi i przeniosłam dłoń na mój brzuch. Jak ja się cieszę, że ja go mam. Będziemy mieć dzidziusia, który będzie jego częścią.
- Kocham cię. - szepnęłam i zamknęłam oczy
- Ja ciebie też. - radosny głos męża zabrzęczał mi w uszach. - W końcu spełniło się moje marzenie.
- Jakie. - odwróciłam się do niego zaciekawiona
- Ty. - musnął palcem po czubku mojego nosa. - A teraz proszę wybaczyć, muszę siusiu. - wstał szybko i poszedł do łazienki.
Przeciągnęłam się na łóżku i poczułam jak mój żołądek domaga się jedzenia. Delikatnie zsunęłam się z łóżka i wzięłam leżącą na podłodze bluzę Alka. Założyłam ją bo troszeczkę było mi chłodno.
- A ty gdzie ? - zatrzymał mnie wychodzący z łazienki chłopak.
Podszedł do mnie i przytulił od tyłu. Jego ciepłe wargi spoczęły na moim policzku. Zachichotałam i pogłaskałam jego policzek.
- Co dziś pysznego jemy ? - zapytał
- A co mi zrobisz ? - mruknęłam
- Yyyy z gotowania ja jestem słaby. - zaśmiał się - Także może ty coś nam wyczarujesz ? - poruszał brwiami
- Jestem w ciąży, nie mogę się przesilać. - puściłam mu oczko
- Dobra, zrobimy coś razem. - wyminął mnie - Na co macie ochotę ?
- Omleta. - oblizałam wargi
- No dobra. - uśmiechnął się
           Zjedliśmy śniadanie i leżeliśmy wygodnie na kanapie.
- Oglądamy prezenty ? - poklepałam go po brzuchu
- Yhym. - mruknął
Przyciągnęłam z pod ściany wszystkie torebki i wygodnie usiadłam na kanapie. Po kolei wyciągałam większość książek, bo tak chcieliśmy, aby przynieśli nam coś do czytania. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak różnorodne są tematy książek. Od bajek, po jakieś poradniki.
- Coś dla nas. - zaśmiałam się i podałam Olkowi książkę kucharską.
Ze ślicznej zielonej torebki wyciągnęłam dwie bluzki. Jedna męska a druga damska. Były z naszym nazwiskiem, ja miałam nr 15, a Alek 16. Nie wiem skąd, ale ktoś trafił z naszymi ulubionymi liczbami.
- Cubs ? - popatrzyłam na męża
- Nie znasz Chicago Cubs ? - wyprostował się - Najlepszy klub baseball'a na świecie ! Jak byłem w USA często oglądaliśmy ich mecze. Raz nawet byliśmy na meczu, to był czad. A te bluzki są mega. - wziął swoją i przymierzył ją.
- Nauczysz mnie baseball'a ? - rzuciłam
- Jasne. - uśmiechnął się szeroko. - Oczywiście, że cię nauczę. - objął mnie ramieniem i dał buziaka w głowę.
Kolejne koszulki dostaliśmy od Michała i Romana z wizerunkiem Wandzi, które już wczoraj przymierzaliśmy i zrobili sobie z nami zdjęcie. Od Weroniki dostaliśmy dwa duże zdjęcia w antyramach, takie długie. Na jednym był Maciek z karabinem na misji, a na drugim Filip , też z karabinem.
- Powieśmy je tam. - wskazałam na ścianę
- Będzie pięknie. - wpatrywał się w fotografię
- No to już, wieszamy. - klepnęłam go w nogę
       Kiedy zawisła druga fotografia po mieszkaniu rozległ się dzwonek. Popędziłam do drzwi i otworzyłam je.
- Hello ! - do środka wpadły radosne głosy
- Oo, hey ! - uśmiechnęłam się - Wejdźcie. - przepuściłam ich
- Ktoś tu boi się angielskiego. - podszedł do mnie Paweł i dał mi buziaka.
- Oj, zapomniałam. - dałam mu kuksańca - Zapraszam dalej.
Weszliśmy wszyscy, a na ich widok Gawliński bardzo się ucieszył.
     Amerykanie dotrzymali nam towarzystwa przez godzinę, bo musieli już jechać.  Z resztą my też mieliśmy jakieś tam sprawy. Jak już mieliśmy wychodzić, to wparował do mieszkania Filip.
- Hej. - dał mi buziaka - Dzisiaj wyjeżdżam. - obwieścił
- Nieeeeee. - przytuliłam się do niego i jęczałam - Za ile ?
- Trzy godziny.
- A my właśnie wychodzimy. - westchnął Alek
- Ale możesz jechać z nami. Plis. plis, plis.
- No dobra. - zaśmiał się
- Do twarzy ci w tym mundurze. - puściłam mu oczko i wyszliśmy - Mogę ja prowadzić ? - popatrzyłam błagalnie na męża
- Dobra. - dał mi kluczyki, a ja zadowolona podbiegłam do samochodu.
- Kiedy ostatni raz prowadziłaś ? - zapytał braciszek
- Przed wypadkiem. - uśmiechnęłam się i zaczęłam ustawiać sobie fotel.
Na początku jechałam nim ostrożnie, bo nie dość, że to moja pierwsza nim jazda, to jeszcze po takiej przerwie. Coś pięknego prowadzić tego passata.
Załatwiliśmy wszystko z domem i innymi sprawami, więc mogliśmy pojechać na budowę. Byłam bardzo podekscytowana i nie mogłam się doczekać. Jechaliśmy bocznymi drogami i lekko się denerwowałam, bo przed nami jechała kolumna sześciu samochodów.
- Ma przyśpieszenie ? - zapytałam Alka
Z tyłu samochodu rozległo się tylko prychnięcie Filipa.
- No ma. - odparł beznamiętnie Olek, niczego nieświadomy
Wychyliłam się tylko dla pewności i nacisnęłam na pedał gazu. Bez żadnego problemu mijaliśmy kolejne samochody, aż wreszcie wylądowaliśmy na początku kolumny.
- Ło kochana. - Alek był podekscytowany
- W końcu. - wypuściłam powietrze z płuc.
- Moja krew. - cieszył się Filip
      Dojechaliśmy na miejsce i od razu zakochałam się w okolicy. Tak spokojnie, cicho. Weszliśmy na posesję i ujrzałam wykopaliska i kilka osób krzątających się po terenie.
- Tu będzie nasz domek. - objął mnie ramieniem
- Nadal nie wierzę. - przytuliłam się do niego
       Pojechaliśmy na rynek, żeby pochodzić przed odjazdem  Filipa. W pewnym momencie podeszła do nas jakaś dziewczyna z mikrofonem, a za nią przyszedł pan z kamerą.
- Dzień dobry, czy możemy z państwem wywiad ? Przeprowadzamy ankietę dotyczącą zaufania.
- Monika się wypowie. - pchnął mnie Olek
- A więc - zwróciła się do mnie - Jaką służbę lubi pani najbardziej ?
- Yyy. Strażaków. Są bardzo odważni, poświęcają własnie życie dla kogoś innego. Ale także żołnierzy bardzo kocham. To są wariaty. O a nawet. - odsłoniłam brata.- Mój braciszek jest żołnierzem. Szanuję ich bardzo.
- A lekarze ? - zapytała
- Nie lubię lekarzy.
- A może im teraz jest smutno.
- No trudno. Z resztą, mój mąż jest lekarzem. - pokazałam na Alka - Nie lubię lekarzy, a jednak jednego kocham.
- Dziękuje bardzo. - uśmiechnęła się
- Dziękuję.
       Pożegnaliśmy brata i wróciliśmy do domu. Szłam akurat do kuchni, kiedy zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się żołnierz.
- Dzień dobry. Czy jest Aleksander Gawliński ? - zapytał
- Dzień dobry. Tak, proszę wejść. - zamknęłam za nim drzwi - Proszę. - poprowadziłam go do salonu.
- Dzień dobry Panie Aleksandrze.
- Dzień dobry. - podszedł do wojskowego mąż
Pan w mundurze przekazał ukochanemu kopertę. Nie wiedziałam kompletnie co się dzieje. Patrzyłam jak tymi swoimi chudymi palcami otwiera kartkę i uważnie czyta słowo po słowie. Wpatrywał się w tę kartkę i nawet się nie ruszał.
- Alek, o co chodzi ? - podeszłam do niego
- W środę jadę na misję. - szepnął - Jako lekarz.
- Słucham ? - nie dowierzałam
- Nie da się zrezygnować ? - mąż popatrzył na wojskowego
- Niestety.
- Olek ty nie możesz. Dopiero co mieliśmy ślub. - łzy napływały mi do oczu
- A myślisz, że ja chcę jechać ? - patrzył na mnie
- Kiedy ?
- W środę.
- Może pójdzie Pan teraz ze mną do samochodu ? Dam mundur. - odezwał się żołnierz.
Alek kiwną głową i poszedł do przedpokoju.
- Przykro mi i współczuję. Rodzina ? - wskazał zdjęcia
- Tak, ten po lewej to jego brat Maciek. Zaginął dwa lata temu i nie wiadomo co znim. Ten po prawej to mój brat Filip. Wyjechał właśnie godzinę temu.
- Dzisiaj ? - ściągnął brwi - Dzisiaj tylko Gromowcy lecieli.
- No właśnie. - szepnęłam
- Wszystko będzie dobrze,zobaczysz. - położył dłoń na moim ramieniu. - Bądź dla niego wsparciem. - po tych słowach wyszedł
Usiadłam zszokowana na kanapie. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje w rzeczywistości. Jak możliwe, że zabraknie go. Jak coś mu się stanie ? A może spotka go, to co Maćka. Wtedy zostanę sama z naszym dzieckiem. Po policzku spłynęła mi łza. Boję się o niego i to bardzo. Wszystko to wydarzyło się tak nagle. Słyszałam jak zamyka drzwi i ściąga buty. Jego kroki rozległy się w salonie. Szybko otarłam łzy.
- Monika, ja...  - zaczął
- Ciii. - przerwałam mu - Chodź tu. - wyciągnęłam do niego ręce.
Usiadł koło mnie i przytulił się. Głaskałam go delikatnie po głowie.
- Cztery lata temu zgłosiłem się do wojska na rezerwę. Wiesz, wizja bycia z Maćkiem w wojsku to coś wspaniałego. Młodzi, pełni energii. Miałem być tylko na nagłe zastępstwa. Czekałem z niecierpliwością na list, że jadę. Gdy poinformowano nas o Maćku wszystko się zmieniło. Z racji tego, że z wojskiem podpisałem umowę, nie mogłem tak o odejść. Musiałbym bardzo dużo załatwiać. Wolałem zmienić warunki i przeniosłem się na rezerwę rezerwy. To naprawdę musi być pech, że ciebie wezwą. Nic ci o tym nie mówiłem, bo umowę mam do końca roku i myślałem, że jak do tej pory mnie nie chcieli, to już raczej chcieć nie będą. No ale jak widać jestem przegrywem życia.
- Jesteś najwspanialszym facetem na świecie. - wtuliłam się w niego - Może pójdziemy na zakupy ? Trzeba coś na obiad kupić, no i zrobić zapas, bo mi samej nie będzie się chciało chodzić. - mruknęłam
- Jasne. - uśmiechnął się - Chodźmy misiaczku. - pomógł mi wstać.
     Alek zajmował się wyborem warzyw, a ja jeszcze pakowałam banany.
- A dzień dobry. - usłyszałam za plecami znajomy męski głos
- O, szczęść Boże. - uśmiechnęłam się i przytuliłam duchownego
- Co tam ? - przyglądał mi się uważnie
- A spoko. - zawiązałam woreczek - A u ciebie ?
- Z pewnością lepiej niż u ciebie. Mów co jest. - uśmiechał się
- Alek jedzie na misje. - wyrzuciłam z siebie
Ściągnął brwi, ale nadal się uśmiechał.
- Na misje wojskową. - dodałam
Mina mu zrzedła. Patrzył na mnie, jakby nie docierały do niego moje słowa.
- Ale jak to? Kiedy ?
- W środę. - westchnęłam i czułam, że zaraz się rozkleję.
- Tak mi przykro. - zamknął mnie w uścisku. - Monika przepraszam. Chętnie bym z tobą porozmawiał, ale niestety się spieszę.
- Nie no, spoko. - uniosłam lekko kąciki ust
- Spotkamy się kiedyś ?
- Z chęcią. - kiwnęłam głową

OCZAMI ALKA

     Wybierałem najładniejsze pomidory.
- O dzień dobry Panie doktorze. - usłyszałem radosny głos kobiety
- Dzień dobry. - uśmiechnąłem się.
Pani Czesia, stała pacjentka.
- Co tam u pana słychać ? Ostatnio pana nie było w klinice.
- A no nie było mnie. Urlop mam.
Do mojej rozmówczyni podeszła młoda dziewczyna. Na moje oko 20 lat, chociaż znając realia dzisiejszych czasów ma trochę mniej. Rzuciła mi ciągle zalotne spojrzenie, więc nie zwracałem na niej uwagi. Kątem oka dostrzegłem, że Monika rozmawia z Kubą.
- A no tak. Trzeba brać co dają. A pan jeszcze taki młody... - zarumieniła się
- Czy ja wiem czy taki młody. - zaśmiałem się
- No ale trzydziestki na pewno jeszcze pan nie ma.
- No nie mam.
- Młodziutki Pan taki, przystojny. Nie jedna pewnie się za panem ugania.
- Nie wiem. Mam żonę i tylko ona mnie interesuje.
 - Szczęść Boże, cześć. - podał mi rękę przechodzący obok Kuba
- Znowu ty ? - jęknąłem i zacząłem się śmiać
- Taka życia. - zaśmiał się i poszedł
Monika przyglądała się tamtej młodej.
- Dziękuję pani za rozmowę. - posłałem jej uśmiech - A teraz przepraszam, muszę iść. - splotłem palce Moniki z moimi i pociągnąłem za sobą.


OCZAMI MONIKI
       
        Zadzwoniła do mnie mama, żebyśmy przyjechali do nich na obiad, bo będą też rodzice Alka. Zgodziłam się, bo dzisiaj straciłam kompletną wenę w gotowaniu. Znowu mogłam prowadzić, więc nie szczędziłam samochodu. Zaparkowałam przed domem i szczęśliwa wyszłam z samochodu.
- Cześć wszystkim. - krzyknęłam wychylając się nad dachem pojazdu
- Monika, czy ty prowadziłaś ? - cieszył się tato
- Pozwolił mi w końcu. - zaśmiałam się i podeszłam do wszystkich
     Atmosfera przy stole była genialna. Wszyscy żartowali nie wiedząc nawet, co tak naprawdę u nas się dzieje.
- Słuchajcie. - odważyłam się w końcu - Alek musi wam coś powiedzieć.
Złapałam go za dłoń. Mąż odchrząknął i chwilę milczał.
- Jadę na misję. - mocno ścisnął moją dłoń
Pozostali patrzyli po sobie. Czułam, że Gawlińskiemu robi się bardzo głupio.
- Synku, poradził sobie. - podeszła do niego teściowa - Jestem z ciebie taka dumna. O Moniczkę się nie bój, zajmiemy się nią jak najlepiej, no i dzidziusiem oczywiście.
- Dziękuję. - przytulił się do niej
- Kiedy wyjeżdżasz ? - podszedł do niego teściu
- W środę.
- I jak długo będziesz ?
- Nie wiem. - westchnął
- Jesteśmy z tobą. - poklepał go po ramieniu.
           Wróciliśmy do domu przed 22. Ten dzień był dla mnie dość męczący. Wzięłam piżamę i powędrowałam do łazienki. Strumienie ciepłej wody z czasem zaczęły mnie odprężać.
- Ja też pójdę się już umyć. - dał mi buziaka w czoło.
Nalałam sobie soku pomarańczowego i wzięłam piwo w butelce. Rozłożyłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor. Dałam na amerykański kanał sportowy. Leciał baseball i jak mi się zdawało grało Chicago Cubs. Założyłam ich koszulkę i starałam się skupić. Na razie wiedziałam, że jeden rzuca piłeczkę, a drugi próbuje ją odbić.
- Co robisz ? - wszedł do salonu mój ukochany
- Wytłumaczysz mi ? - popatrzyłam na niego słodko
Popatrzył na telewizor i znowu na mnie.
- Jasne. - uśmiechnął się - Piękna koszulka.
- Ubieraj swoją i mi tłumacz. - podałam mu koszulkę i powróciłam do oglądania.
Oparłam się o mojego faceta i uważnie słuchałam, co mi mówi. Na początku wszystko wydawało się zagmatwane, ale z czasem wiedziałam co i jak.
- Czekaj, zrobię snapa. - wziął telefon
Zrobił zdjęcie moich pleców oraz ujął też telewizor. Dodał na my story.
- Monika, co robisz ? - zapytał po angielsku
- Go Cubs ! Go Cubs ! - odwróciłam się do kamery i śmiałam się
Wysłał to swoim znajomym i mocno mnie przytulił.
- Kocham cię. - szepnął - Tak bardzo.
- Ja ciebie też.

piątek, 28 października 2016

Rozdział 37

     Leżałam z nadzieją, że będzie mi dane zasnąć ponownie. Jednak wpadające przez szparkę między zasłonami słońce, dawało znać, że już nie pora na spanie. Dookoła panowała idealna cisza. Jedyne co docierało do moich uszu, to miarowy oddech mojego ukochanego. Skrawek mojego uda wydostał się z pod kołdry i przeszywał go teraz chłód. Przekręciłam się w stronę Alka i szczelnie zakryłam kołdrą swoje ciało. Był prawie cały odkryty. Dodatkowo koszulka podwinęła mu się na brzuchu i odsłaniała jego opaloną skórę, która chroniła jego kaloryferek. Moje palce powędrowały na gołe miejsce i delikatnie po nim jeździły. Jego długa ręka opadła na moje plecy i zatopił swoją twarz w moje włosy.
- Hej.- szepnął rozkosznie
- Hej. - pocałowałam jego szyję
- Dlaczego moje skarby już nie śpią ? - delikatnie przejechał po moim brzuchu, co wywołało u mnie gęsią skórkę.
- Wstałam przed chwilą. - splotłam nasze nogi
- A jak tam Andrzejek ?
- Jaki Andrzejek ? - zaśmiałam się - Nawet nie myśl, że się na to zgodzę. A poza tym nie wiadomo, czy to będzie chłopczyk.
- No dobra. - pochylił się nade mną. - Ale jak będzie chłopczyk, to jakie chcesz dla niego imię ?
Zmieszało mnie to pytanie totalnie. Nie byłam jeszcze gotowa na tą rozmowę. Nie chcę, żeby Alek miał z tym jakiś problem.
- A ty jakie chcesz ? - starałam się zmienić role
- Najpierw ty. - ciągle się uśmiechał
Nie mogłam popatrzeć się w jego oczy. Czułam się tak jakoś okropnie.
- Monika, przecież się nie obrażę. - westchnął
Wzięłam głęboki oddech i mocno zacisnęłam powieki.
- Kuba. - szybko powiedziałam i czekałam na odpowiedź.
- Kuba. - powtórzył i nastała cisza.
- Alek, ja nie chcę, żeby to było dla ciebie jakieś
- Spoko kochanie. - z jego twarzy nie schodził uśmiech
- Ja po prostu... No nie wiem. Może jednak jakieś inne imię? Może Maciek ? - nerwowo gadałam jak najęta
- Ale mi się podoba. Będzie Kuba.
Zrobiłam wielkie oczy i zaplotłam ręce na jego szyi.
- Kocham Cię Gawliński. - namiętnie go pocałowałam - Kocham Cię tak bardzo.
Jego oczy patrzyły na mnie z wielką miłością. Rozpromieniony powoli zbliżał się do mojej twarzy. Zamknęłam oczy i po chwili poczułam jego oddech na moich ustach. Zaraz po tym w miejsce oddechu pojawiło się ciepło. Ciepło jego miękkich, słodkich warg. Delikatnie muskał moje wargi. Zanurzyłam dłoń w jego włosach i modliłam się, żeby tak chwila wiecznie trwała.
- Już 20 po 10. - wpatrywał się w moje oczy. - Trzeba się zbierać na nagrania.
- Chyba musisz pomóc mi wstać, bo sama nie dam rady. - wyciągnęłam do niego ręce.
Jego dłonie wsunęły się pod moje pachy i wyciągnął mnie z łóżka. Zaczepiłam się nogami o jego biodra i objęłam jego szyję. Posyłał mi najpiękniejszy swój uśmiech.
-Aluś...
- Mhm ?
- Kocham twój uśmiech. -oznajmiłam
- Też go lubię. - zaśmiał się
 - Zróbmy takiego snapa. - ożywiłam się -Podaj mi telefon.
Posłusznie wykonał polecenie, a ja włączyłam aplikację. Nastawiłam na przednią kamerkę i wyciągnęłam rękę przed nami.
- Uśmiechnij się, proszę. - dałam mu buziaka
Idealnie widać, że trzyma mnie na rękach. Jeszcze nigdy tak ładnie nie wyszłam na zdjęciu. Zakochałam się w tej fotografii. Nasze roześmiane twarze.
- Idę się ubrać. - zmierzwiłam jego czuprynę i opadłam na ziemię.
             Nagrania robiliśmy na jakiejś łące i w lesie. Chodziliśmy, wygłupialiśmy się. Myślę, że to będą wspaniałe fotografie, jak i materiały filmowe. Najpierw byliśmy ubrani w ślubne stroje, a później normalnie, na luzie. Oczywiście to wszystko będzie pomieszane. Wspaniale współpracowało się kamerzystą i fotografem. Młodzi, na luzie ludzie, co chwilę z czegoś żartowali.
Na końcu przenieśliśmy się do kliniki, tam gdzie pracuje Alek. Zarzucił na siebie kitel, a ja przebrałam się w strój ratownika medycznego. Nagraliśmy kilka śmiesznych scenek. Byłam z nich bardzo zadowolona.
        Wyrobiliśmy się na czas, bo do hotelu przyjechaliśmy o 13.55, a poprawiny zaczynały się na 14. Szybko wyciągnęłam moją zieloną sukienkę i wsunęłam ją na siebie. Jednak zamek zatrzymał mi się w połowie drogi i ani drgnął.
- Pomogę. - podszedł do mnie Gawliński
Po chwili szarpaniny poradził sobie z zadaniem. Delikatnie zebrał moje włosy na jedną stronę i przerzucił mi je przez ramię. Jego wargi delikatnie dotknęły mojej szyi.
- Jesteś piękna. - szepnął i przytulił mnie od tyłu.
- A ty przystojny. - odwróciłam się do niego i mocno przytuliłam. - Trzeba iść.
- Najchętniej zostałbym z Tobą w łóżku. - objął mnie ramieniem. - No ale mus to mus.
- Nie marudź. - zaśmiałam się i pociągnęłam go za sobą do drzwi. - Mamy przed sobą całe życie.
- No dokładnie 8 miesięcy. - zaśmiał się - Bo później to tylko wrzaski, piski, wychowanie.- zaczął wyliczać
- Co doktorku, wymiękasz ? - podniosłam brew
- Nie. Po prostu chcę Ci powiedzieć, że strasznie Cię kocham. - splótł nasze dłonie i weszliśmy na salę, gdzie było już większość gości.
Uśmiechaliśmy się szeroko do każdego.
- Są i oni. - usłyszeliśmy roznoszący się  głos DJ'a po całej sali.
Wszyscy zaczęli bić brawo. Mi jedynie zależało tylko na jednej osobie. Przeczesywałam dokładnie całą sale, ale nigdzie go nie widziałam.
- Co jest ? - szepnął Olek
- Nie widzę Filipa.
- Spokojnie, na pewno nie wyjechał. Dałby znać.
- Bu. - ktoś krzyknął mi do ucha łapiąc mnie za boki
Westchnęłam tylko i odwróciłam się do napastnika.
- Filip ! - pisnęłam i rzuciłam mu się na szyję.
- Moja mała, śliczna siostrzyczka. - przytulił mnie - Jak tam po pierwszej nocce z mężem ?
- Spokojnie. - zaśmiałam się - A poza tym, ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Mhm, dlatego już tam wylądowałem. - westchnął
- Wojsko ? - Było mi go bardzo szkoda.
- No moje dzieci ! - podbiegła do nas mama Agata - Jak się czujecie ? - przytuliła mnie
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - Ślicznie Pani wygląda. Przepraszam, mama.
- Oj Moniczko, ty ładniej, o wiele.
          Usiedliśmy w końcu przy stole. Zjedliśmy pyszny obiad, a później zaczęła się imprezka. Poszliśmy pierwsi na parkiet, żeby pokazać ludziom jak się bawi. Alek nas nie oszczędzał i wywijał mną na każdą stronę.
Wyszłam na dwór, mój mózg potrzebował świeżego powietrza. Na huśtawce siedział mój braciszek pogrążony w rozmyślaniu. Uśmiechnięta podeszłam do niego i przycupnęłam koło niego.
- Jak ja za tobą tęskniłam. - szepnęłam i przytuliłam się do niego
- Ja za tobą też. - dał mi buziaka w głowę.
- Opowiadaj jak tam.
- Jakby to powiedzieć... Jest całkiem inaczej jakby się wydawało. Lubię tam być, ale czasami mam dosyć. Są takie chwile, że mam wrażenie, jakby moja psychika miała zaraz pęknąć. Mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wrócić do domu. Ale wtedy przypominam sobie o tobie. O mojej dzielnej, małej siostrzyce, która się nie poddała i wywalczyła swoje szczęście. No i wtedy myślę, że nie mogę być gorszy, bo ja facet jestem, nie baba, no i jakoś z tego wychodzę.
- A masz tam kogoś do pogadania, pomocy ? - na prawdę bardzo się o niego martwiłam, chcę żeby wiedział, że u mnie zawsze może szukać pomocy.
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Jest kapelan. Fajny gościu. Ale... - zawiesił się na chwilę. - Nie umiem z nim normalnie rozmawiać.
Ławkę obok nas zajął Kuba. Był jakiś zamyślony.
- Hmmm, a może spróbuj z psychologiem ?
- Nie.
- Ale Filip ty nie możesz...
- Monika przestań. To nie jest takie proste - podniósł głos. - To nie jest takie wspaniałe życie jak tu. Ja się boję. Rozumiesz ? Ja się boję ! Boję się, że będę musiał strzelić do człowieka. - stopniowo się od niego odsuwać, bo coraz bardziej się denerwował - Ja  nie potrafię kogoś zabić. Jak ja Cię kurwa nienawidzę. - w jego oczach stanęły łzy
Popatrzyłam na Kubę, który dyskretnie spoglądał na brata.
- Dlaczego mnie nie próbowałaś zatrzymać ?
- Sam tego chciałeś. - uśmiechnęłam się - Ale Filipku, kto nie da rady, jak nie ty ? Pamiętasz, co mi zawsze mówiłeś? ,,Wszystko mogę tym, który mnie umacnia." Więc bracie mój ogarnij się. Jesteś dzielny. - dałam mu buziaka w policzek
- Przepraszam Monia, naprawdę. - przytulił mnie - Nie chciałem tego powiedzieć. Lepiej już sobie pójdę.
- Kocham Cię. - krzyknęłam kiedy wchodził na salę
Popatrzyłam na Kubę. Trzymał w prawej dłoni różaniec.
- Koronka ? - zapytałam
- Mhm.
- Mogę się przyłączyć ? Potrzebuję tego. - chodziłam nerwowo
- Siadaj. - uśmiechnął się
          Odmawiając koronkę zupełnie się odprężyłam. Poczułam taki wewnętrzny spokój.
- Dziękuję. - przytuliłam się do duchownego
- Wiesz co? Chciałbym być tak wspaniałym bratem dla mojej siostry, jak jest dla Ciebie Filip.
- Kuba ? Możemy pogadać ? - zza moich pleców dobiegł nas głos brata
- Jasne. - uśmiechnął się ksiądz
- To ja nie przeszkadzam. - wróciłam na salę, gdzie impreza trwała na całego.
Mój ukochany siedział na swoim miejscu, więc podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek. Objął mnie w pasie i pociągnął mnie na swoje kolana. Objęłam lewą ręką jego szyję i oparłam czoło o jego.
- Chcesz coś zjeść ? Jakiś owoc ? - pogładził moją rękę.
- Banana wezmę. - uśmiechnęłam się i sięgnęłam po owoc.
Obrałam go ze skórki, oderwałam końcówkę i zaczęłam konsumować. Dałam także kęsa mężowi. Po kilku minutach do sali wszedł Kuba z Filipem. Obaj byli roześmiani, czyli wszystko już było dobrze. Przy wejściu zrobiło się jakieś poruszenie. Dostrzegłam kilka osób, których nie znałam. Jedna dziewczyna była czarnoskóra, więc pomyślałam, że to goście hotelu.
 - Nie wierzę. - szepnął Alek - Udało im się ! Monika, moi z USA przylecieli ! - był rozpromieniony - Chodźmy ich przywitać.
Splotłam nasze dłonie i pozwoliłam sobie iść za nim. Nie ukrywam, że się stresowałam, bo nowi ludzie, ale przede wszystkim angielski, który w moim wykonaniu jest okropny.
- Hello ! - podszedł do nich mąż
Zaczął każdego ściskać, zaczynając od
ciemnoskórej. Widziałam jak wszyscy byli w zadowoleni.
- Wow, ty jesteś prześliczna ! - rzuciła to po angielsku murzynka patrząc na mnie z niedowierzaniem, poczym rzuciła się na mnie i zamknęła w swoim uścisku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się - Monika. - podałam jej rękę.
- Cindy. Miło mi Cię poznać.
Powiedziała coś jeszcze, ale nie zrozumiałam co takiego.
- Przepraszam, ale nie rozumiem. - zrobiło mi się głupio
- Nie przejmuj się. - machnęła ręką i zaczęła się śmiać - To ja jestem w twoim kraju i powinnam mówić w twoim języku. Jednak polski jest bardzo trudny, ale ciekawy. Olek uczył nas kiedyś jakiś słówek.
Szarpnęłam męża za rękaw i pokazałam, żeby stanął obok mnie.
- Przetłumacz mi proszę, co mówi Cindy. - przytuliłam się do niego
- Jesteście piękni. - klasnęła w dłonie i zabrała się do składania życzeń.
Poznałam resztę znajomych i od razu ich polubiłam. Na koniec został Paweł kuzyn Alka z Amandą.
- To wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. - uścisnął dłoń chłopaka, a mi dał buziaka.
Gawliński wdał się w rozmowę z resztą przyjezdnych, a ja zostałam z Pawełem.
- Dziękuję, że pozwoliłaś przylecieć Alkowi na nasz ślub. - zaczął po chwili
- Ja nie miałam nic tu do gadania.
- Jak byś się nie zgodziła, to by nie przyjechał.
- Cieszy mnie to, że był tam. Ja naprawdę chciałam również przyjechać, no ale nie mogłam.
- Spoko. - rzucił i widziałam po jego twarzy, że mi nie wierzy.
- Paweł, przysięgam. Chciałam być, ale nie czułam się wtedy najlepiej. Myślałam, że jestem chora, ale nie byłam. - teraz tylko się zaśmiał - Przysięgnij, że nikomu nie powiesz o tym, co ci teraz powiem. Bo nawet mój brat nie jest tego świadom.
- Mhm.
- Wtedy to były początki ciąży. - szepnęłam
Chwilę przetwarzał informację. Nagle na jego twarzy pojawił się uśmiech i mocno mnie przytulił.
- Gratuluję. I przepraszam cię bardzo. Przepraszam za wszystko. Ja po prostu byłem zazdrosny o to, że Alek może być przy kimś szczęśliwszy niż przy mnie. - widziałam jego skruchę
- Spoko. - uśmiechnęłam się
- Nie rozmawiasz z nimi ? - pokazał na grupkę amerykanów
- Angielski nie jest moją mocną stroną. -westchnęłam
- Za to hiszpańskim wymiatasz.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- To prawda. - przyznałam mu rację
- A teraz specjalna dedykacja dla Moniki od męża. - usłyszałam w głośnikach
Odwróciłam się do sceny i na parkiecie zobaczyłam Alka. Po sali rozległy się pierwsze dźwięki Fragile - Kygo. Zaczęłam piszczeć i podbiegłam do mojego ukochanego. Złapał moją dłoń, a drugą położyłam na jego barku. Delikatnie przyłożyłam głowę do jego piersi i zaczęliśmy się kołysać w rytm mojej ulubionej piosenki. Olek śpiewał mi cicho, a ja czasami mu wtórowałam. Podczas drugiego refrenu śpiewaliśmy oboje, uśmiechając się do siebie. Była to dla mnie piękna chwila. Później zatańczyliśmy do jakiejś piosenki i Alek zaczął wyrywać panie do tańca, a ja wracałam do stołu.
- Czy mogę. - stanął przede mną Kuba z wyciągniętą ręką.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i udaliśmy się na parkiet.
Nie mam pojęcia, gdzie Jakub nauczył się tak tańczyć. W seminarium raczej tego nie uczą. Cały czas się uśmiechał. Następna piosenka jaką zapodał dj, to Mirrors Justin'a Timberlake'a. Przyjaciel położył dłoń na mojej talii, a drugą złapał moją. Kiwaliśmy się spokojnie w rytm muzyki. Nie wiedziałam jak mam się zachować, jaki dystans trzymać. Nie byłam na tyle odważna, żeby spojrzeć mu w oczy. Nagle jego ciche śpiewanie wdarło się do moich uszu.
- Cause I don't wanna lose you now
I'm lookin' right at the other half of me
The vacancy that set in my heart
Is a space that now you hold
Show me how to fight for now
And I'll tell you, baby, it was easy
Comin' back into you once I figured it out
You were right here all along.
Ścisnęłam jego dłoń mocniej i położyłam głowę na jego piersi. Chciało mi się płakać. Też nie chciałam go stracić. Kocham go. Kocham go jako mojego przyjaciela. Nie zwracałam uwagi na to, co inni powiedzą. Moim zdaniem przytulenie się do księdza, to nic strasznego. I pomyśleć, że to on mógł teraz być na miejscu Alka. Nie mogę sobie tego wyobrazić. Jestem przekonana, że życie przy jego boku byłoby cudowne, ale jednak kocham Alka i to z nim chcę być do końca życia. A Kuba jest świetnym księdzem. Ma dobry kontakt ze wszystkimi. Kazania też ma świetne.
- Mama chciała, żebyś do niej zadzwonił.- podszedł do nad Kamil
- Ehe, zaraz. - westchnął duchowny
- O, Piotrek ! - zwróciłam się do fotografa, który przechodził obok nas - Zrób mi zdjęcie z kochanymi klonami.
Stanęłam między nimi i objęliśmy się. Uśmiechnęłam się szeroko i czekałam na flesz. Zrobił kilka zdjęć i poszedł. W naszą stronę szedł uśmiechnięty Gawliński.
- Co się tak szczerzysz ? - zapytałam
- Bo wszystkie ciocie mają chrapkę na Kubę. - obwieścił, co spowodowało u nad falę śmiechu
- Nie żartuję. A teraz tak serio. Mógłbyś poprosić do tańca moją kuzynkę Emilkę ? O tamtą. - wskazał w danym kierunku - Wiem, że lubi księży i ciebie polubiła, więc na pewno się ucieszy.
- Spoko, tylko za chwilę, bo muszę wykonać telefon. - uśmiechnął się i odszedł
- Kocham cię. - powiedziałam słodko i wspięłam się na palce, aby dać mu buziaka.

OCZAMI KUBY

       Zadzwoniłem do mamy, tak jak chciała. Bawiąc się telefonem włączyłem internet i przyszły mi powiadomienia ze Snapchat'a. Kliknąłem na nie i uruchomiła się aplikacja. Zobaczyłem co dostałem oraz My story. Od razu w oczy rzuciła mi się nazwa Moniki. Kliknąłem na nią i ukazało mi się ich uśmiechnięte zdjęcie. Mimowolnie na mojej twarzy zakradł się uśmiech. Cieszę się, że jest szczęśliwa. Widać po nich, że bardzo mocno się kochają. Wsunąłem telefon do kieszeni i udałem się do stołu, gdzie siedziały dwie nastolatki z jakimś nastolatkiem i rozmawiali. Przystanąłem na przeciwko nich i się uśmiechnąłem. Wszyscy popatrzyli się na mnie.
- Mogę prosić do tańca ? - wyciągnąłem rękę do Emilki
Przez chwile siedziała zmieszana.
- Jasne. - uśmiechnęła się i wstała
Podeszła do mnie, ja wyciągnąłem do niej dłoń i położyła na nią swoją. Prowadziłem ją w rytm szybkiej piosenki, a ona nie miała z tym żadnego problemu. Widziałem, że nie przepada za dużą ilością obrotów, więc starałem się ograniczyć tę figurę. Na jej ręku dostrzegłem różaniec bransoletkę ze srebrnym krzyżykiem na końcu.
- Franciszkanie ? - odezwałem się po raz pierwszy odkąd zaczęliśmy tańczyć.
- Tak. - uśmiechnęła się nieśmiało
- Fajni ludzie. - stwierdziłem - Zastanawiałem się, czy nie pójść właśnie na franciszkanina, ale konwentualnego. Ale stwierdziłem, że zostanę księdzem.
- Najbardziej lubię konwentualnych. Dobrze ksiądz tańczy.
- Dziękuję. - posłałem jej najlepszy z moich uśmiechów
Polubiłem tę dziewczynę. Bardzo miła, skromna.
- Piękne kazanie ksiądz wygłosił. - popatrzyła na mnie
- Średnie. - zaśmiałem się - Miło to słyszeć od młodej osoby. Większość nastolatków nie słucha kazań.
- Mogę coś księdzu powiedzieć ?
- Wal śmiało !
- Ale nikomu ksiądz nie powie ? - widziałem, że była zestresowana
- Obowiązuje mnie tajemnica spowiedzi. - uśmiechnąłem się
- Jest ksiądz mega przystojny. - wydusiła z siebie
- Tego się nie spodziewałem. - przyznałem - Dziękuję. A ty jesteś śliczniutka i chyba wpadłaś w oko temu, co siedział koło Ciebie.
- Skąd ksiądz wie ?
- Trochę znam się na psychologii. - puściłem jej oczko. - I przestań z tym ksiądz ! Kuba jestem.
- Emilka. - cała promieniała
- Miło mi.
- A teraz specjalna dedykacja dla Kuby od Moniki. - usłyszeliśmy dj'a
- Chodź do kółeczka. - powiedziałem do partnerki i czekaliśmy na piosenkę.
 Zaczęła lecieć Wuchta wiary Arki Noego. Zacząłem się śmiać i zaczął się taniec. Skakałem jak na dyskotece śpiewając piosenkę. Lubię twórczość Arki. Może jestem stary, ale bardzo ich lubię.
Po piosence specjalnie dla mnie znów do tańca poprosiłem kuzynkę Alka. Pech chciał, że akurat dj puścił wolną piosenkę. No ale nie można tak po prostu zrezygnować. Widziałam, że zmieszała się tą sytuacją.

OCZAMI MONIKI

      Siedziałam z moimi przyjaciółkami i śmieszkowałyśmy w najlepsze. Przy nich zawsze się odprężę i znajdę wsparcie.
- Przepraszam. - po sali rozniósł się głos mojej siostry. - Chciałabym was zaprosić na niespodziankę, jaką przygotowałam dla pary młodej. Zapraszam nowożeńców tutaj. - wskazała na dwa krzesła ustawione na środku sceny. Zaskoczona poszłam tam gdzie prosiła i przysiadł się do mnie mąż. Na ścianie wyświetlił się slajd z napisem Dla Pary Młodej. I zaczął się filmik. Na początku było moje zdjęcie jak byłam bobaskiem, a podpisem była moja data. Później było zdjęcie małego Olka też z datą. Dalej były nasze zdjęcia jak rośliśmy. Aż w końcu doszło do tego wieku, jak się znaliśmy za dziecka i były nasze wspólne zdjęcia. Alek mnie przytula, to na kolejnym płaczę, a oni się śmieją, na następnym jesteśmy uśmiechnięci. Dodała także nagranie jak kłócę się z Alkiem o zabawkę, następne jak śpiewamy, jeszcze następne jak płaczę, Filip się na mnie wkurza, a Olek próbuje mnie uspokoić. Zakończeniem tego etapu było zdjęcie jak się żegnamy i jesteśmy przytuleni. Na nagraniu byłam tylko ja i mówię: Wiesz mamo... Alek będzie moim mężem. Ale on przecież wyjechał. Ale kiedyś po mnie wróci. Złapałam Gawlińskiego i oparłam głowę o jego ramię. Później były zdjęcia jak byliśmy nastolatkami, co wywołało sporo śmiechu. I doszło do okresu jak byłam w szpitalu. Jest zdjęcie jak Alek stoi nad moim łóżkiem i coś mówi. Nagranie jak coś tam mówi, a ja to kwituję słowami dobra, dobra a on wychodzi przedrzeźniając mnie. Jest jak się kłócimy i nazwałam go debilem. Ten okres kończy nasze zdjęcie, co poprosiłam go przed wyjściem. Później jest nasze pierwsze selfie, to jak zaczęliśmy chodzić ze sobą, nasz pierwszy pocałunek. Dodała nasze zdjęcia, które kochałam, ale też takie przypałowe. Jest nagranie jak się śmiejemy, jak biję Alka poduszką, a on powalił mnie do parteru jednym ruchem. Na następnym jest jak leżę spokojnie na łóżku grając na telefonie, a na środku pokoju Alek czai się z poduszką i po chwili ciska nią prosto w moją twarz. Dużo było śmiesznych, ale także jak się kłócimy. Końcowym był jak na moich urodzinach rzucam się na mojego ukochanego.
- Dziękujemy bardzo. - wstałam ze łzami w oczach i podeszłam do siostry zamykając ją w uścisku. -To było piękne. Dziękuję naprawdę.
- Proszę. - wręczyła mi płytę CD - Będziecie mogli sobie oglądać kiedy chcecie.
- Dzięki młoda. - przytulił ją Alek. - Będąc w nastroju niespodzianek - zwrócił się do wszystkich - Też coś mam dla mojej żony. Ale potrzebuję dwóch chętnych panów.
Na sali nie było widać żadnego chętnego.
- Trudno, sam wybiorę. - ruszył ramionami Alek - Filipa proszę.
Brat wstał i roześmiany podszedł do nas.
- Iiii - patrzył po sali - O! już wiem, kto będzie idealny. - klasnął w dłonie. - Kuba !
Duchowny ściągnął brwi i rozglądał się po sali.
- Tak, ty księciuniu. - zaśmiał się Alek.
Przyjaciel wstał i podszedł.
- To my wrócimy jak wszystko będzie gotowe. - obwieścił Gawliński i zabrał się ze swoją paczką.
     Cały czas zastanawiałam się, co on znowu wymyślił. I po co zabrał ze sobą Filipa i Kubę ? Po kilkunastu minutach wrócili na salę i wzięli mikrofony.
- To specjalnie dla ciebie kochanie. - puścił mi oczko Alek i zaczęła lecieć muzyka
Rozpoznałam ją już po pierwszych brzmieniach. OneRepublic - Counting Stars. Czekałam aż Ryan zacznie zwrotkę, ale zamiast głosu wokalisty usłyszałam Filipa ! Zrobiłam wielkie oczy i zaciekawiona słuchałam dalej. Od kwestii: Aaaaaaajjjj przejął pałeczkę mój mąż. Nie mogłam się nadziwić jaki oni mają talent. A refren to petarda w wykonaniu Kuby. Normalnie miał identyczny głos jak Ryan. Później zwrotkę śpiewał Olek, następnie Kuba, a refren Filip. Następnym razem refren śpiewał Olek, a na końcu znów Kuba. Byłam wniebowzięta.
- Dziękuję ! - pisnęłam i dałam wszystkim buziaki
- Proszę, ale największą robotę zrobił tu Kuba. On tu ciągnął wszystko. I w ogóle słyszeliście jego głos ?! Szacun gościu. - mąż przybił mu piątkę
- Bez przesady. - uśmiechnął się Jakub
         Reszta imprezy przebiegła bez żadnych niespodzianek, ale wszyscy się bawili. Kuba zrobił sobie ze mną snapa, a późnej ja z nim. Emilka zgadała się z nim i zostali znajomymi na żywo jak i na snapie, fb i ig. Nie chciałam kończyć tej imprezy. Wszystko było takie super.
     Rodzice odwieźli nas do mieszkania. Zmęczona opadłam na kanapę w salonie.
- Aleeeeeeeek. - jęknęłam
- Słucham ?
- Zanieś mnie do łóżeczka. Albo nie, najpierw mnie umyj.
- Chodź tu moja kruszynko. - wziął mnie na ręce
Postawił mnie przed prysznicem i zaczął rozpinać sukienkę.
- Dobra, dalej sama sobie poradzę. - złapałam jego dłoń
- Ale przecież mówiłaś...
- Oluś proszę.
- No dobra. - dał mi buziaka i wyszedł
        Umyta leżałam na łóżku. Wzięłam telefon do ręki i włączyłam snapa. Na historiach obejrzałam zjęcia Emilki i na jednym była z Kubą. Później otworzyłam jego. Selfie ze mną, a drugie z Kamilem, gdzie są identyczni. Zrobiłam czarne zdjęcie, podpisałam Kocham Twój głos :* I Ciebie też i wysłałam. Do pokoju wszedł mój mąż, a ja się szeroko uśmiechnęłam.
- Chodź tu mój misiaczku. - wyciągnęłam ręce w jego stronę
Wpasował się w nie i zatopił swoje wargi w moich.
- Dobranoc. - szepnęłam
- Dobranoc. - dał mi buziaka w czoło i objął ramieniem.

piątek, 30 września 2016

Rozdział 36

      W ciągu nocy dwa razy ganiałam do toalety. Połączenie ślub plus ciąża nie jest dobre. Ostatnią noc mojej wolności chciałam spędzić sama. Spałam dość dobrze, bo stres się mnie nie trzymał.
   Stałam przed lustrem i delikatnie gładziłam leciutko zarysowany brzuszek. Bardzo się cieszę, że będziemy mieć dziecko. Jak na razie wiedzą o tym tylko rodzice i Weronika z Michałem. Nie chcemy rozpowiadać o tym każdemu. Czekałam na przyjazd fryzjerki i kosmetyczki. Nie chciałam się pałętać po salonach i dodatkowo męczyć. Dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i opuściłam łazienkę.
- Dzień dobry. Zapraszam. - w oddali słyszałam głos mamy.
Do salonu weszły dwie młode kobiety.
- Dzień dobry. - przywitałam się przyjaznym uśmiechem.
Fryzjerka bawiła się moimi włosami, kiedy przyszedł mi sms. Wzięłam telefon i przeczytałam ,,piłaś już kawę? ;)" od Piotrek. Piotrek to fotograf. 22latek, wiecznie uśmiechnięty lubiący żartować. Raz zobaczyłam jego zdjęcie i się zakochałam i od razu powiedziałam, że to musi być on. To był idealny wybór. ,,nie miałam kiedy xd" uśmiechnęłam się i wysłałam.
10 minut nie minęło a on już był u mnie.
- Proszę. - wręczył mi kubek z kawą
- Dziękuję. - szeroko się uśmiechnęłam
Po godzinie siedzenia byłam wolna. Jeszcze mama z Weroniką kończyły procesy upiększania się. Wzięłam telefon i włączyłam messengera. Mój narzeczony był dostępny.
- Mam nadzieję, że się nie rozmyśliłeś :P - napisałam do niego
- Nie :D - przysłał - A ty ?
- Oczywiście, że nie :) Co tam porabiasz ?

Przysłał mi to zdjęcie. 
- Czyli na trzeźwo nie dasz rady ? :( - zasmuciłam się 
- Żartuję :* 
- Przystojniak *.* Dobrze, że przystrzygłeś zarost :* 
- Wszystko dla Ciebie ;) Zobaczysz, będzie pięknie :)
- Taa, ale Filipa nie będzie ;(
- Wojsko :/ Też jest mi smutno :(
- Dobra, idę się szykować ;) Do zobaczenia niedługo :* <3 Kocham Cię. 
- Ja też <3
Odłożyłam telefon i opadłam na krześle. Przyglądałam się mamie, jak gładzi na sobie sukienkę, żeby dobrze się ułożyła. Jasnozielony kolor świetnie do niej pasował. Jej świetna figura idealnie pasowała do rozkloszowanej kreacji. Natomiast moja siostra postawiła na zwiewną ciemnozieloną sukienkę. Na weselu mam zielone dodatki, więc moje kobietki chciały się podpiąć do wystroju. 
- Śliczne jesteście. - uśmiechnęłam się i przytuliłam je. 
- To teraz ty. - mama przyniosła moją suknię. 
Kamerzysta nagrywał moje przygotowania. Byłam sobą, w ogóle się nie spinałam. Starałam się ciągle śmiać i wygłupiać. Moim zdaniem nie ma czym tu się stresować. 
      Czekałam na przyjazd Alka oglądając telewizję. Leciał akurat krecik, którego uwielbiam. 
- Już są. - oznajmiła mama, a ja się podniosłam i poszłam do okna. Z pierwszego, ślicznie udekorowanego Passata wysiadł mój wybranek, a z miejsca kierowcy wynurzył się Michał, który był świadkiem. Z drugiego wysiedli moi już prawie teściowie. Ślicznie się razem prezentowali. 
Stanęłam na środku salonu i czekałam na wybranka mojego życia. Słyszałam powitania rodziców i po chwili pojawił się on. Wysoki, szczupły mężczyzna w czarnym garniturze i zielonej muszce . Czarne Convers'y świetnie pasowały do jego wyluzowanego charakteru. Poszliśmy w luźny styl i ja też mam na stopach trampki. Jego źrenice rozszerzyły się i w oczach pojawił się blask. 
- Łał. - szepnął i szeroko się uśmiechnął 
Podszedł do mnie i dał buziaka w policzek. 
- Proszę. - wręczył mi biało-zielony bukiet. 
- Ślicznie wyglądasz. - wyszczerzyłam się do niego. 
- Oj tam. Ty ładniej. - splótł nasze dłonie. - No to co, działamy. 
- Kochani rodzice, chcielibyśmy prosić was o błogosławieństwo. - rzekłam i uklękliśmy. 
Mamy ze łzami w oczach podeszły do nas i uczyniły znak krzyża na naszych czołach i zrobiły miejsce dla ojców. 
- To jedziemy. - pogładził mnie po plecach ukochany 
- Czekaj, jeszcze muszę do toalety. - szepnęłam i szybko pobiegłam. 
          Wyszliśmy z samochodu i udaliśmy się przed kościół. Już prawie wszyscy goście byli w środku. stanęliśmy przed wejściem i czekaliśmy na księdza. 
- Alek, a jak zachce mi się wymiotować w kościele. - szepnęłam lekko się denerwując 
- Spokojnie, nie zachce Ci się. - przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego 
Nagle usłyszeliśmy chrząknięcie. Szybko oderwałam się od Olka i popatrzyłam w stronę mężczyzny. Stał przed nami ksiądz. Nawet nie słyszałam, że już zaczęli grać coś. Szeroko się uśmiechnęłam na widok duchownego. 
- Gotowi ? - uśmiechnął się 
- Tak. - powiedzieliśmy równo i ustawiliśmy się. Chłopak wziął mnie pod rękę i ruszyliśmy przed siebie. Szeroko uśmiechnięci podążaliśmy do ołtarza za duchownym. 
Wzięłam głęboki oddech i wszystko się zaczęło. 
Doszło do kazania. 
- Przyszliśmy tutaj by zobaczyć jak Monika i Aleksander. - tutaj wzrok księdza powędrował na Gawlińskiego, który się skrzywił - Przepraszam, Alek. - uśmiechnął się - Przypieczętują swoją miłość przed Panem Bogiem. Wiem, że będą świetnym małżeństwem, bo znam ich oboje, chociaż Monikę lepiej. Świetnie razem wyglądają. Oboje są pogodnymi, pełnymi energii osobami. Zawsze jak widzę ich razem są nierozłączni. Jednak widziałem także ich sprzeczki. Monika obrażona, Alek smutny. Nie minęła nawet godzina, a oni już byli pogodzeni, pełni radości. Kiedyś pewien narzeczony powiedział do swojej wybranki, że miłość to coś wspaniałego, ale także kłótnie, których będzie pełno. To również poświęcenia i cierpienie. Jednak ów młodzieniec przyznał, że każde cierpienie ma sens i Bóg zsyła nam później za to wynagrodzenie. Dla niego tą nagrodą jest dziewczyna i będzie do końca jego życia. Te słowa padły po takiej większej kłótni. Nic piękniejszego nie mógł jej dać jak swoją miłość. Nic szczególnego w tym by nie było, gdyby nie fakt, że chłopak niedawno był abstynentem wiary. Nienawidził Boga. A tu proszę ! Jedna kobieta zmieniła jego życie i wiarę. Darowana miłość na pewno kiedyś do nas wróci. Może to być jeszcze na tym świecie, ale już na pewno w Domu Ojca. 
Mam nadzieję, że Młody się nie obrazi, że jakiś małolat mówi o jego życiu. No bo pewnie tego nie widać, ale Alek jest starszy ode mnie o rok. Chodziliśmy do tego samego liceum. On był na biol-chemie, a ja na mat-biolu. Olek zawsze był spokojnym nastolatkiem. Nigdy nie robił problemów i raczej zawsze stał z boku. Ale raz, jak byłem w drugiej klasie, a on już w trzeciej miałem problem z pewną panią od matematyki. Bardzo się na mnie uwzięła i robiła wszystko, żebym miał jak najgorzej. Pewnego dnia ktoś dorysował jej wąsy na zdjęciu, które wisiało na szkolnym korytarzu. Oczywiście wszelkie oskarżenia spadły na mnie, bo przecież według niej to ja chciałem się zemścić. Od razu wam mówię, że to nie byłem ja. No i dorwała mnie na korytarzu i zaczęła na mnie krzyczeć. Mówiła, że zadba o to, abym wyleciał ze szkoły. Nie dawała mi szansy coś powiedzieć. Wtedy podszedł do nas Alek i powiedział: Pani profesor, on tego nie zrobił. Ona mało co go wzrokiem nie zabiła. "A widziałeś?" Zapytała, a Alek z wielką pewnością powiedział "widziałem. Całą przerwę był z bratem w bibliotece i coś tam robili." Nauczycielka pełna zdziwienia tylko burknęła przepraszam i odeszła. Podziękowałem mojemu wybawcy, a on tylko się uśmiechnął i minął mnie. Nie dość, że obronił mnie przed nauczycielką, to jeszcze nie wydał mnie, że to ja z bratem dolaliśmy bibliotekarce do herbaty płynu do naczyń. To jest idealny dowód miłości bliźniego. Równie dobrze mógł dalej czytać książki, bo to nie jego sprawa. Ale jednak pomógł mi. A Monika ? To jest taka mała pchła. Niby milutka, grzeczniutka, taka niepozorna. Ale potrafi też kogoś porządnie "zjechać" jak to mówi młodzież i postawić na swoje. Chodziła do klasy z moją siostrą i stąd się znamy. Jednak jej dobroć też jest wielka. Udzielała korepetycji z fizyki mojej siostrzyczce, mimo iż nie miała wiele czasu wolnego. Widziałem często po niej, że już nie może wytrzymać, bo Daria czegoś nie rozumie po długim czasie tłumaczenia. Ale nic nie mówiła, cierpliwie pracowała z nią dalej. Robiła to bezinteresownie, nie chciała żadnych pieniędzy, albo czegoś materialnego. Zawsze mówiła, że uśmiech wystarczy. Dzięki niej moja siostra zdała maturę z fizyki na 95 % i dostała się na wymarzone studia. 
Nie chcę przedłużać i przynudzać. Mam nadzieję, że dobrze mi poszło, bo to mój pierwszy ślub w roli księdza. Życzę wam kochani, abyście zawsze obdarowywali się nawzajem swoją miłością. Abyście dalej byli tak wspaniałymi osobami i wiecznie uśmiechnięci. Wiem, że nie podjęliście tej decyzji pod wpływem impulsu. Niech wam Bóg błogosławi. A ten młodzieniec, o którym mówiłem, to był oczywiście Alek. Amen. - uśmiechnął się i kontynuował mszę.
W końcu przyszedł czas na najważniejsze. Złączyliśmy nasze prawe dłonie, a Kuba związał je stułą. Zaczęłam wpatrywać się w oczy mojego ukochanego, tak jak nakazywał ksiądz  i kamerzysta. Były roześmiane. Strasznie chciało mi się śmiać, dlatego ciągle szczerzyłam zęby. 
Gdy wychodziliśmy z kościoła nad naszymi głowami pojawiły się białe i zielone płatki, które wystrzeliły z tub. 
Przenieśliśmy się na sale, gdzie przywitano nas chlebem i solą, a później goście składali nam życzenia. Później wszyscy dostali szampana i odśpiewali nam sto lat. 
- Doszły mnie słuchy, że na Parę Młodą czeka w ogrodzie niespodzianka. - usłyszałam głos DJ'a w głośnikach. Popatrzyłam się na Alka i też wydawał się zaskoczony. Wziął mnie pod rękę i spokojnie udaliśmy się na dwór. Pod ogrodzeniem stworzonego z tui stał mężczyzna w mundurze. 
- Filip ! - pisnęłam i rzuciłam się biegiem w jego stronę 
Wpadłam w jego ramiona i mocno się przytuliłam. 
- Tęskniłam braciszku, bardzo tęskniłam. - szepnęłam 
- Ja też siostrzyczko. Ślicznie wyglądasz. 
- Kocham Cię. - dałam mu buziaka 
- No Aleczku ! 
- Filip ! - wpadli sobie w ramiona 
- Wszystkiego najlepszego misiaczki. - zaczął brat - Dużo zdrówka, szczęścia. Mnóstwo pięknych bobasków, bo chcę być wujkiem. I żebyście zawsze byli tacy walnięci. 
- Dziękujemy bardzo. - zaczęliśmy się śmiać. - A teraz zapraszamy na obiadek. Masz miejsce koło nas. 
Po obiedzie przyszedł czas na pierwszy taniec. Poszliśmy na środek i usłyszałam pierwsze dźwięki naszego utworu jakim był Freefall. Na zwrotkach tańczyliśmy walca, a na refrenie, tak jak to tańczyć się powinno. Większość była zachwycona. 
- Zatańczysz ? - podszedł do mnie Filip przebrany w elegancki garnitur. 
Zaczęła lecieć piosenka, którą z Filipem ustanowiliśmy naszą. W oczach stanęły mi łzy. 
- Jasne. - rozpromieniłam się i zaczęliśmy tańczyć. 
Ludzie naprawdę bardzo dobrze się bawili. Piotrek co chwilę robił nam zdjęcia. Bardzo polubiłam tego człowieka. Z resztą chyba wszyscy. A Weronika, to już w ogóle ! Często ze sobą gawędzili. 
Podeszli do nas rodzice. 
- Kochani, tutaj prezencik dla was. W sumie, to dla Ciebie Moniczko, bo Alek o wszystkim już wie. - wręczyli mi kartonowy malutki domek - Budowa już ruszyła. 
Zrobiłam wielkie oczy. 
- Dziękuję !! - wyściskałam ich - To strasznie kosztowny prezent...
- Przestań. - puścił mi oczko teściu 
      Może to rzadkie, ale zdecydowaliśmy się na podziękowania. Zaczął Alek. Dziękował rodzicom i rodzinie i coś tam opowiadał. Przyszedł czas na mnie. 
- Ja bardzo chciałabym podziękować moim wspaniałym rodzicom. Za to, że tyle ze mną wytrzymują, wspierają i kochają. Wiecie, że bardzo was kocham. Dziękuję mojej siostrzyce Weronice oraz braciszkowi Filipowi. Zawsze mogę liczyć na waszą pomoc i wsparcie. Dziękuję rodzince i znajomym za wszystko. Dziękuję także wam moi teściowe za wychowanie tak wspaniałego mężczyzny jakim jest Alek. Wiem, że łatwo wam nie było i wielki szacun dla was. Przecież to on był moją pierwszą miłością i od zawsze za nim szalałam.  I na koniec chciałabym bardzo podziękować mojemu pierwszemu chłopakowi. Dzięki tobie nauczyłam się kochać ludzi i to dzięki tobie zobaczyłam co to znaczy być kochanym przez drugiego człowieka, który nie jest twoją rodziną. Jesteś tu z nami, ale nie będę zdradzała kim jesteś. Chyba że sam chcesz się ujawnić. 
Nastała cisza. Stałam i przelatywałam wzrokiem po gościach, aby nie patrzeć się w jedno miejsce. Usłyszałam jak ktoś szurnął krzesłem i popatrzyłam się w tamtą stronę. W moją stronę szedł mężczyzna z koloratką. Szeroko się uśmiechnęłam a on zawtórował. Rozłożył ramiona i przytuliłam się za niego. 
- Dziękuję. - zwrócił się do mnie - Zatańczysz ? - wyciągnął do mnie dłoń. 
- Jasne. - położyłam dłoń na niego i wyszliśmy na środek sali. 
Większość osób była zdziwiona, że to ksiądz. DJ puścił jakąś wolną piosenkę. Dalej staliśmy w miejscu. 
- Można coś szybszego ? - zwróciłam się do muzyka 
Kiwnął głową i puścił Sex on fire. Zaczęliśmy się śmiać, bo do tego kiedyś często tańczyliśmy. Kuba zaczął mną wywijać. Bardzo lubiłam z nim tańczyć. Nic się nie ograniczał, mimo iż jest duchownym. Cała sala nam klaskała. To było coś pięknego. 
   Podczas tańca z moim ukochanym zrobiło mi się nie dobrze. 
- Muszę do toalety. - szepnęłam 
Mąż złapał mnie za rękę i uśmiechnięci opuściliśmy salę i pobiegliśmy do pokoju. Przykucnęłam przy toalecie i zwróciłam. 
- Moja biedna. - podszedł do mnie Alek i pogładził po plecach. 
Nagle usiadł na podłodze i pociągnął mnie na swoje nogi. 
- Nie będziesz brudziła sukni. - dał mi buziaka w szyję.
- Kochany jesteś. - westchnęłam
- Monika ? - do pokoju weszła siostra 
- W łazience. - odparłam
Drzwi się otworzyły i ujrzałam Werkę. 
 Na nasz widok zaczęła się śmiać. 
- Czekajcie, muszę zrobić wam fotę. 
Wyszczerzyliśmy się do telefonu.
 - Zaraz przyjdziemy. - puściłam jej oczko i wyszła. 
Podeszłam do umywalki i szybko umyłam zęby. 
- Możemy iść. - podeszłam do Alka stojącego przy łóżku. 
Złapał moją twarz i złączył nasze wargi w namiętnych pocałunkach. 
- Kocham Cię. - szepnął i przytulił mnie
- Ja Ciebie też. 
Byłam bardzo zadowolona, gdy widziałam tak wiele osób na parkiecie. W końcu udało nam się usiąść przy stole. Popatrzyłam się na Gawlińskiego, a on na mnie. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy z delikatnym uśmiechem. Ja pierwsza nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Oczywiście kamerzysta musiał to uchwycić.
- A właśnie. - mój ukochany wyciągnął telefon i podał mi go - Zmieniaj nazwisko na fejsie.
- Żeś wymyślił. - zaśmiałam się
- No dawaj.
- Dobra.
Weszłam na fb i odnalazłam ustawienia. Dziwnie mi się wpisywało Gawlińska. Zmieniłam. Odwróciłam się, a za nami stał kamerzysta i fotograf. 
- Wy jesteście wszędzie ! 
   Na oczepinach welon złapała Werka, a muszkę Filip. To było komiczne jak tańczyli. 
W pewnym momencie Weronika siedziała smutna przy stole. Podeszłam do niej. 
- Co jest ? - zapytałam
- Nic. - burknęła
- No mów. - naciskałam
- Piotrek nie chce ze mną zatańczyć. 
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wyprostowałam się na krześle i przyglądałam bawiącym się. Podszedł do siostry Piotrek.
- Zmęczona ? - zapytał
- Nie. - ucięła 
- To co się stało ?
- Nie mam z kim tańczyć. 
- Mam Ci kogoś znaleźć ? 
- Nie.
- No nie fochaj się. 
Nic nie odpowiedziała, a on odpuścił i odszedł. 
Po 5 minutach widziałam jak jej przeszło i poruszała brwiami w jego kierunku, a on zrobił zeza. Jej uśmiech był podsumowaniem wszystkiego.
     Do pokoju hotelowego dotarliśmy dopiero po 4. 
- Idę się myć. - oznajmiłam i poszłam do łazienki.
Umyłam się i uświadomiłam sobie, że nie wzięłam z torby piżamy. Zawinęłam na sobie ręcznik i wyszłam do pokoju. Alek siedział na łóżku.
- Zapomniałam piżamy. - uśmiechnęłam się i podeszłam do torby. 
- No pokaż brzusio. - złapał za ręcznik i delikatnie pociągnął
Ręcznik spadł na ziemię, a ja stałam przed nim naga. Delikatnie położył dłoń na mój brzuch i pogładził go. 
- Cześć maleństwo. - pocałował - Nie widać, że jesteś w ciąży. - popatrzył na mnie
Schyliłam się do niego i szepnęłam na ucho: 
- Chyba Ci stanął.
Jego polika oblały się rumieńcem.
- Idę się myć. - oznajmił i poszedł do łazienki. 
Mył się i mył. Po kilku minutach już nie miałam siły na niego czekać. 
- Idę spać. - powiedziałam, ale nie było żadnego odzewu. 
- Alek.  - dalej nic. 
Zsunęłam się z łóżka i delikatnie otworzyłam drzwi. Brał prysznic. Podeszłam do kabiny. 
- Alek. - powiedziałam głośniej
Wyłączył wodę i odwrócił się do mnie. Rozsunął drzwiczki.
- Idę spać. Dobranoc. 
- Dobranoc. - dał mi buziaka i szeroko uśmiechnął się 
Położyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Jednak nie mogłam zasnąć. Słyszałam jak Alek wychodzi i kładzie się koło mnie. Po chwili leżenia przytulił mnie od tyłu. Tulił mnie tak jakoś inaczej jak zawsze. Tak jakoś bardziej z miłością. Nie wytrzymałam i odwróciłam się do niego. 
- Kocham Cię mężu mój. - wtuliłam się w jego tors.
- Oh żono, a ja Ciebie. - zamknął mnie w uścisku .