sobota, 12 marca 2016

Rozdział 19

OCZAMI OLKA

      Przez całą noc miałem tylko jeden sen. Byłem w nim z Moniką na jakiejś plaży. Dziewczyna ciągle była uśmiechnięta, a w jej oczach ciągle widziałem miłość. Zasypywałem ją różami, całusami oraz miłymi słówkami. Jednak przyszedł taki moment, że przestałem ją uszczęśliwiać i siedziałem tylko wpatrując się w fale morskie. Ona wstała bardzo smutna i odeszła. Ale w jej oczach dalej widziałem jej miłość. Zostałem sam, pogrążony w smutku. Wszystko dookoła stało się szare, chłodne. Poczułem jak ten świat mnie pochłania. Kiedy zorientowałem się, że to dzięki niej świat jest piękny było już za późno.
Zacząłem się przebudzać. Byłem lekko wstrząśnięty tym snem. Dopiero teraz zrozumiałem, że tak jest naprawdę. Jeśli nie będę o nią dbał, to odejdzie i unieszczęśliwi mój świat. Poczułem jak w moje nogi są wplątane malutkie, chude stópki. Powoli podniosłem prawą powiekę i uśmiechnąłem się. Ujrzałem śpiącą koło mnie Monikę. To był najpiękniejszy widok na świecie. Z wygodnego łóżka przeniosła się na twardą podłogę. No kocham ją, no. Położyłem dłoń na jej policzku i delikatnie jeździłem kciukiem. Jej powieki lekko drgnęły i po chwili otworzyła oczy. Posłałem jej szeroki uśmiech i odpowiedziała mi tym samym.
- Dzień dobry kochanie. - szepnąłem
- Dzień dobry. - cała była rozpromieniona
Złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku. Czułem się cudownie.
- Mówiłem Ci, że cię kocham ? - wpatrywałem się w nią
- Hmmm... - mruknęła - Może, coś tam kiedyś. - zachichotała
- Kocham cię. - obwieściłem
- Ja ciebie też. - objęła moją szyję i wtuliła się we mnie.
Chciałem, żeby tak było zawsze. Miałem ją przy sobie i nie chciałem jej stracić.
- A ty co tu robisz ? - zapytałem mrucząc jej do ucha.
- Chciałam się do ciebie przytulić i być przy tobie.
- Mogłaś mnie zawołać, to bym przyszedł. - gładziłem ją po plecach
- Nie chciałam cię budzić.
- Jesteś cudowna. - przycisnąłem usta do jej czubka głowy.
- Która godzina ? - zapytała
Podniosłem wzrok i odnalazłem na ścianie zegarek.
- 5.10. - westchnąłem - Idziemy dalej spać ?
- No można. - uśmiechnęła się
Zacząłem powoli się podnosić.
- A ty gdzie ? - patrzyła na mnie z podłogi
- Do łóżka. - zaśmiałem się i schyliłem
Oplotła moją szyję i podniosłem ją. Niosłem w ramionach najukochańszą kobietę mojego życia. Delikatnie położyłem ją na łóżku. Widziałem blask w jej pięknych oczach, które się we mnie wpatrywały.
- Co ? - zapytałem z uśmiechem
- Masz mega ciało. Jesteś taki sexi. - lustrowała moją sylwetkę. - Mogę ci zrobić zdjęcie ? Bo tak w samych bokserkach jesteś boski. Ustawiłabym je sobie na tapetę. - przygryzła dolną wargę.
- Może jednak nie. - zbliżyłem się do niej i zacząłem namiętnie całować.
Nie mogłem się powstrzymać i wsunąłem dłoń pod jej podkoszulek. Czułem pod sobą drobne ciało mojej ukochanej. Monika przesuwała dłoń w stronę bokserek. Chciała je zsunąć ze mnie, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła.
- Przepraszam. - szepnęła i opuściła głowę.
Delikatnie przyłożyłem usta do jej.
- To ja przepraszam. - westchnąłem
Przypomniałem sobie, że jedną rękę dalej mam pod jej koszulką. Zrobiło mi się bardzo głupio. Na mojej twarzy pojawiły się czerwone wypieki i wysunąłem ją delikatnie. Położyłem się obok i bałem się spojrzeć jej w oczy.
- Ktoś tu się zawstydził. - wesoły chichot rozległ się w pokoju - Kotku, to było miłe.
Przytuliła się do mnie.
- Oluś, kocham cię.
- Ja ciebie też. - objąłem ją
Delikatnie jeździłem dłonią po jej plecach. Po krótkiej chwili zasnęła. Ja jednak nie mogłem spać. Ciągle dobijała mnie śmierć babci. Bardzo bym chciał, aby nadal była przy mnie. Nie chcę zawracać tym głowy Monice. Muszę pokazywać jej, że jestem twardy i już się pozbierałem. Chciałbym, żeby tak było. Nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać.
Po godzinnych rozmyślaniach postanowiłem pobiegać. Musiałem się odstresować i to porządnie. Lubię jak mam na sobie dresy, nic mnie wtedy nie krępuje, obciska. Z nałożonym kapturem na głowie biegłem chodnikami Łodzi. Poranek był ponury, słońce za chmurami. Nie dodawało to zbytnio pozytywnej energii. Na chodnikach plątali się szarzy ludzie. Totalnie wyssane z nich życie, zero uśmiechu, jakby szli na skazanie. Młodzież z zaspanymi oczami stała na przystanku czekając na autobus do szkoły. Współczuję im. Wstawać tak wcześnie. No ale cóż, każdy musi to przeżyć. Przystanąłem przy jednym z przystanków, żeby rozciągnąć mięśnie. Oparłem nogę o murek i delikatnie przenosiłem na nią ciężar ciała. Przeniosłem wzrok na czekającą młodzież i zatrzymałem się na jednej z dziewczyn. Wyróżniała się z tłumu tym, że była wesoła. Dostrzegła, że przyglądam się jej i posłała mi piękny uśmiech. Odwzajemniłem gest. Było to bardzo miłe. Na odchodne pomachałem jej, a ona zrobiła to samo. Z poprawionym humorem podbiegłem do sklepu i zrobiłem zakupy na śniadanie. Akurat były świeże bułeczki. Wziąłem jeszcze do tego ser biały, szczypiorek i rzodkiewkę. Do picia kupiłem nektar pomarańczowy i zadowolony opuściłem sklep. Koło mojego bloku przemiła pani właśnie otwierała swoją kwiaciarnię.
- Dzień dobry. - przywitałem się z uśmiechem
- A dzień dobry. - uśmiechnęła się
- Ma pani jakieś ładne tulipany ?
- Właśnie przywieźli mi świeżą dostawę. - pokazała na wiadra pełne kwiatów - Dla dziewczyny ?
- Tak, tak. To poproszę najpiękniejszego.
- Ymm, to może ten ? - wyciągnęła różowego tulipana
- Śliczny. - uśmiechnąłem się - To ile płacę ?
- Nic, na mój koszt.
- Nie, no, ile płacę.
- Naprawdę nic. Zapłacił mi pan swoim szczerym uśmiechem. - obwieściła
- Dziękuję bardzo. A czy mogłaby Pan zrobić bukiet z tulipanów, gdzieś tak na 15 ?
- Oczywiście. Tylko powiedzieć z których.
- Tu zostawiam pani pole do popisu. Dziękuję bardzo jeszcze raz. Do zobaczenia. - zadowolony opuściłem kwiaciarnię i wróciłem do domu.
Zostawiłem zakupy w kuchni, kwiatka wsadziłem do flakonika i poszedłem pod prysznic. Trzeba odświeżyć się po prawie dwugodzinnym wysiłku.
Przed dziewiątą wziąłem się za szykowanie śniadania. Rozkroiłem bułki i nałożyłem na nie ser biały,a na wierzchu pokrojony szczypiorek i rzodkiewkę. Przelałem sok do dzbanka i wszystko to dałem na tacę, a do tego postawiłem koło tego flakonik z tulipanem. Wziąłem tacę i zaniosłem ją do sypialni. Monika właśnie się przeciągała.
- Pora na śniadanko. - uśmiechnąłem się
Na jej twarzy malowało się zadowolenie. Położyłem tacę na jej kolana i usiadłem obok. W oczach mojej Mońki dostrzegłem łzy.
- Coś nie tak ? - zapytałem zaniepokojony
- Nie, nie. To ze wzruszenia. - popatrzyła na mnie uradowana - Kocham cię.
Objęła moją szyję i złączyła nasze wargi. Taki widok jest najwspanialszy.
- Smacznego. - położyłem się
- A ty co ? Nie będziesz jadł ? - zanurzyła palce w moich włosach
- To dla ciebie. - mruknąłem z twarzą schowaną w poduszkach.
- Sama tego nie zjem. - jęknęła - Musisz mi pomóc.
Powoli się podniosłem i usiadłem przy jej boku.
         Śniadanie zjedliśmy z wielką radością.

OCZAMI MONIKI

   Poszłam do łazienki, żeby się ubrać. Z trudnością wsunęłam na siebie spodnie. Noga dawała mi się we znaki. Kiedy byłam bez biustonosza, do pomieszczenia wszedł Olek.
- Oł przepraszam. - zdezorientowany wydusił z siebie, kiedy mnie zobaczył.
Jakoś za specjalnie mnie to nie ruszyło lekko się uśmiechnęłam i sięgnęłam po biustonosz. Chłopak dalej stał i przygaszony wpatrywał się we mnie.
- Co ? - zapytałam zapinając biustonosz
- Nic. - szepnął i wyślizgnął się z łazienki
Wzruszyłam ramionami i założyłam koszulkę.
- Już wolne - krzyknęłam wychodząc
Postać mojego chłopaka wyłoniła się z salonu.
- Jesteś piękna. - pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki.
Wzięło mnie na Snapa. Odpaliłam aplikację i zaczęłam nagrywać.
- Zobaczymy co Oluś ma w szafkach. - otworzyłam drzwiczki. I tak wyglądał mój pierwszy snap - O lustrzaneczka się tu ukryła. - wyciągnęłam aparat i dodałam nagranie. A teraz zrobimy selfie, bo jeszcze nie ma na niej moich zdjęć. - kolejne nagranie wysłane, a na  lustrzance było coraz więcej moich zdjęć. - Aluś nie zobaczy co robię z jego aparatem, bo jego telefonik leży tutaj.- zaśmiałam się - A poza tym on nie ogląda moich snapów.
Usłyszałam jak szumi woda w toalecie, wiec szybko schowałam lustrzankę. Usiadłam na kanapie jakby nigdy nic i zaczęłam nagrywać jak wchodzi.
- Co już kombinujesz ? - uśmiechnął się - Ej, nie nagrywaj mnie! - zasłaniał się ręką
Dodałam to nagranie i zaczęłam nowe.
- No Monika. - jęczał i usiadł plecami do mnie.

OCZAMI OLKA

Troszkę mnie to zdenerwowało i siedziałem do niej tyłem. Nagle przed moją twarzą pojawił się telefon.
- Selfie. - wesoło oznajmiła
Zobaczyłem w komórce jej roześmianą twarz. Nie chciałem sprawiać jej smutku, więc uśmiechnąłem się. Zrobiła nam zdjęcie i z ekscytacją dodała je do historii.
- Skąd ty masz ponad 100 wyświetleń ? - zapytałem widząc ilość wyświetleń.
- Filip na Insta dodaje swoje zdjęcia i na niektórych jestem. A że ma dużo obserwatorów, to niektórzy dodają nas na Snapie. - uśmiechnęłam się - A ty ile masz ?
- Też coś około tego. - zaśmiałem się - Kocham cię. - pocałowałem ją w policzek
- Zróbmy takiego snapa - ożywiła się - Ale twoim.
Wzięła mój telefon i uruchomiła aplikację. Przytknąłem usta do jej policzka i czekałem, aż to uchwyci.
- Super. - szepnęła po chwili i popatrzyłem na rezultaty.
Podobało mi się. Puściliśmy je w świat. Wziąłem mój telefon i zacząłem przeglądać Snapy. Dostrzegłem, że moja dziewczyna jakieś dodała. Zacząłem je przeglądać.
- Olek, co robisz ? - zapytała radośnie dziewczyna nagrywając mnie.
- Oglądam twoje Snapy. - uśmiechnąłem się i popatrzyłem w jej stronę - Ej ! Moja lustrzanka.
Zaczęła się śmiać. Bardzo kocham ją w takim stanie. Naprawdę, to jest najpiękniejszy widok na świecie. Będę robił wszystko, żeby widzieć ją w takim stanie. Położyłem się wygonie na kanapie, kładąc głowę na jej kolanach.
- Kotek, a może jednak pójdziemy na pogrzeb. - głaskała mnie po głowie
- Monika, proszę. - jęknął
- No dobra, dobra.- westchnęła i złączyła nasze wargi
Spędziliśmy tak kilka godzin. Rozmawialiśmy ze sobą szczerze na różne tematy. Nawet nie wiedzieliśmy, że tak się zagadaliśmy.
- To może się przejdziemy ? - zaproponowałem
- A chętnie. - uśmiechnęła się
- Czekaj. - gwałtownie się podniosłem i pobiegłem po jej buty
Podszedłem do niej i założyłem je jej.
- Ale ty słodki jesteś. - pocałowała mnie w czoło.
      Spacerowaliśmy po parku nieopodal osiedla. Dalej było tak ponuro, ale nie wpływało to na nasz dobry humor. Pod koniec naszego spaceru podeszliśmy do kwiaciarni. Sprzedawczyni podała mi piękny bukiet, a ja zapłaciłem. Wręczyłem go mojej ukochanej.
- Jaki śliczny. - przytknęła sobie do nosa.
- Dla ślicznej kobiety, śliczny bukiet. - dałem jej buziaka.
        Po obiedzie przeglądałem Facebooka. Wszedłem na spotted Łódź, bo czasami idzie tam się popłakać ze śmiechu. Czytałem na głos wszystkie posty. Pozdrawiam chłopaka, który biegał dzisiaj rano około 6.40 i zatrzymał się na rozciąganie koło przystanku. Patrzyłeś się na mnie i odwzajemniłeś uśmiech. Jak odbiegałeś to pomachałeś do mnie. To było bardzo miłe :) To przecież było o mnie. Uśmiechnąłem się do telefonu.
- To o mnie. - oznajmiłem
- Ej, mam być zazdrosna ? - patrzyła na mnie
- Nieeee.
Również pozdrawiam ;) dodałem komentarz. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Poszedłem je otworzyć. Oczom ukazała się moja sąsiadka wraz z jej córką (moją byłą).
- Dzień dobry. - przywitała się - My na comiesięczną herbatkę sąsiedzką.- przywitała się
- Dzień dobry. - byłem trochę zmieszany - A no tak, to dzisiaj. Zapraszam.
Obie weszły do środka i pokierowałem je do salonu. Monika na ich widok gwałtownie się wyprostowała.
- Dzień dobry. - wydukała
Kobiety przywitały się z nią. Wytłumaczyłem jej w jakim celu tu są i poszedłem przygotować herbatę.

OCZAMI MONIKI

 Czułam się niezręcznie w ich obecności. Wiem, że to była mojego Olka. Opowiadali o problemach w bloku i jak je rozwiązać i czułam się beznadziejnie, bo byłam niewtajemniczona. Widziałam, jak Nadia (ex) rozgląda się po salonie. Zatrzymała się na zdjęciu, gdzie Filip ujął nasz pierwszy pocałunek. Chyba ją zabolało. Mój telefon zaczął dzwonić. Wyświetlił się nieznajomy numer.
- Halo. - odebrałam niepewnie
- Hej siostra. - usłyszałam wesoły głos brata
- Filip ! - pisnęłam rozradowana - Co tam u ciebie ?
- A dobrze, dobrze. - zaśmiał się - Dają nam trochę popalić, ale spoko. A co tam u ciebie ?
- Spoczko. Właśnie jestem u Olka.
- Pozdrów go. - polecił
- Masz pozdrowienia. - popatrzyłam na Gawlińskiego
- Dzięki i pozdrów też.- puścił mi oczko
Rozmawialiśmy bardzo krótko, bo w wojsku mają ograniczony czas na rozmowy telefoniczne. Ale dobre i to. Bardzo stęskniłam się za Filipem i brakuje mi go.
Nagle rozległ się dzwonek i Olek wydarł jak oparzony. Usłyszałam wesołe głosy rodziców chłopaka. Wychyliłam się zza futrynę, aby upewnić się, że to na pewno oni.
- Monika ! - uradował się Pan Mariusz i pospiesznie podszedł do mnie.
Wziął mnie w swoje ramiona i pocałował w czoło.
- Co tam u ciebie ? - wypytywał
- A dobrze, dobrze. - uśmiechnęłam się
- Olek jest grzeczny?
- Oj bardzo. Taki słodki. Widać, kto jest jego tatą.
- Jaki lizus. - podszedł do nas chłopak
- O dzień dobry. - zwrócił się starszy Gawliński do kobiet siedzących na kanapie.
        Teraz widziałam jak one czują się głupio w naszej obecności. Ciągle siedziałam wtulona w mojego ukochanego. Zastanawiało mnie, dlaczego one jeszcze nie pójdą do domu. Ta młoda już mnie wkurzała. Ciągle gapiła się na mojego partnera. Miałam ochotę jej wygarnąć, ale nie potrzebna mi żadna afera. Teściu ciągle wypominał jaką jestem dobrą synową i mnie chwalił. Cieszyło mnie to. Bardzo lubiłam rodziców Alka, bardzo mili ludzie i bardzo dobrze mnie traktują. Chyba polubili mnie. Jednak nawiązali wspólny temat z sąsiadką i rozgadali się. Czyli długo jeszcze tu pobędą. I kolejny raz usłyszeliśmy dzwonek. Zdziwiony gospodarz domu poszedł otworzyć. Po chwili wrócił do pokoju.
- Monika, ktoś do ciebie. - za nim wyłonili się moi rodzice.
- Mieliśmy po ciebie przyjechać. - zaczęła mama
- Już ? - patrzyłam na nich zasmucona.
- A może zostaniecie ? - zaproponował chłopak
- Nie, nie będziemy przeszkadzać. - marudziła mama
- Mamo no. - jęknęłam
- No dobra, na chwilę. - westchnęła i zajęli miejsca.
 Ta chwilka przedłużyła się do godziny, która i tak zleciała szybko.
- To my będziemy się zbierać. - wstał tato - Jutro wyjeżdżamy w delegację i trzeba się wyspać.
Smutna popatrzyłam na Olka. Pogłaskał mnie po plecach i uśmiechnął się.
- A może zostaniesz u mnie ? - złapał mnie za dłoń, kiedy szłam do przedpokoju.
- Nie obraź się kochanie, ale wrócę do domu.
- Spoko. - uśmiechnął się. - Uważaj na siebie.
Położył dłoń na moim policzku i czule pocałował.
- Kocham cię. - szepnął
- Ja ciebie też.
- Kwiaty. - podał mi bukiet.
- Widzisz, już o nich zapomniałam. - uśmiechnęłam się. - Pa.
- Pa. Uważaj na siebie. Kocham cię i w ogóle.

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 18

POJUTRZE

    Obudziłam się bardzo zmartwiona. Nie spałam przez pół nocy. Ciągle myślałam o Olku. Przez cały wczorajszy dzień w ogóle się do mnie nie odezwał. Wielokrotnie dzwoniłam, pisałam sms'y i żadnego odzewu. Po 5 próbach nie było sygnału, co świadczyło, że wyłączył telefon. Nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi. Być może o Dawida... Tylko, że on przecież wie, że z nim skończyłam i nic do niego nie czuję. Czy to tak trudno napisać jedną głupią wiadomość ? Dałam mu czas do południa, ale nie doczekałam się jakiejś oznaki życia. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
  Pojechałam do szpitala z nadzieją, że tam czegoś się dowiem. Na korytarzu spotkałam Pana Mariusza.
- Dzień dobry. - podeszłam do niego zmachana
- O dzień dobry ! - uśmiechnął się
- Co się dzieje z Olkiem ? - popatrzyłam na niego przestraszona
Jego oczy nagle zgasły. Położył rękę na moim ramieniu.
- Jego ukochana babcia, z którą był mocno związany wczoraj umarła. - westchnął - Bardzo przeżył jej odejście. Nie miałem z nim żadnego kontaktu. A ty z nim rozmawiałaś ? - jego wzrok był pełen nadziei.
- Nie, nie odbierał. - zasmuciłam się - To ja do niego teraz pojadę.
- Dziękuję ci. - posłał mi lekki uśmiech.
- Do widzenia. - pożegnałam się
     Wzięłam głęboki oddech na korytarzu jego bloku. Nacisnęłam klamkę i drzwi się otworzyły. Dlaczego się nie zamknął ? Weszłam po cichu i ściągnęłam buty. Przemknęłam do salonu i ujrzałam go tam siedzącego na krześle przy oknie balkonowym. Siedział patrząc daleko przed siebie. Był tylko w krótkich spodenkach. Jego twarz była pokryta bólem, cierpieniem, a oczy lekko przekrwione. Wzdrygnęłam się na ten widok.
- Hej kochanie. - szepnęłam i lekko się uśmiechnęłam
Nie doczekałam się żadnej reakcji z jego strony. Podeszłam do niego i delikatnie usiadłam na jego kolanach wtulając się w jego nagi tors. Wsłuchiwałam się w rytmiczne bicie serca mojego ukochanego.
Spędziłam w takiej pozycji kilka minut, a on ani drgnął.
- Olek, kochanie. - przerwałam ciszę - Zrobię ci coś do jedzenia, a ty się ubierz.
Powoli udałam się do kuchni. Szperałam po szafkach, które zawieszone są na sporej wysokości, co nie ułatwiało mi poszukiwanie jakiegoś jedzenia. Pomimo wszelkich starań nie znalazłam nic, co nadawałoby się na obiad.
- Musimy iść do sklepu. - obwieściłam wchodząc do salonu.
Zazwyczaj jestem spokojnym człowiekiem, ale wtedy coś we mnie wybuchło. Alek dalej nie ruszył się z miejsca.
- Ja idę. Nie mam zamiaru tu sterczeć i ciągle być olewana. - zdenerwowana zwróciłam się do niego podniesionym głosem.
Czym prędzej ubrałam buty i złapałam za klamkę. Jednak drzwi nie otwierały się, chociaż zamek nie był zasunięty. Kątem oka dostrzegłam rękę chłopaka, która mocno przypiera drzwi, uniemożliwiając mi wyjście. Po chwili zdecydowałam się odpuścić i odwróciłam się w jego stronę. Stał ze spuszczoną głową pogrążony w smutku.
- Przepraszam cię. - szepnął - Zostań, proszę. Bardzo bym chciał, żebyś została, ale jak pójdziesz, zrozumiem. Ale wiedz, że bardzo cię kocham i jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie chcę cię stracić, tak bardzo cię kocham. A ja cię tak krzywdzę, bo jestem kompletnym debilem. - po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
Poruszyło mnie to bardzo. Podeszłam do niego i otarłam słoną kroplę z jego policzka.
- Nigdzie się nie wybieram. - uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam.
Jego ramiona mocno zamknęły mnie w jego objęciu, a usta przytknął do czubka mojej głowy.
- Ale wyszedłem na mięczaka. - stwierdził
- Nie prawda. - oderwałam się od niego i wpatrywałam w jego oczy. - Prawdziwy mężczyzna nie boi okazać się swoich uczuć czy słabości. Przy mnie nie musisz udawać twardziela, możesz się rozkleić na całego, a ja zawsze będę przy tobie.
Na jego twarzy pojawił się grymas i zaczął szlochać. Przyciągnęłam go do siebie i oparł głowę na moim ramieniu. Delikatnie jeździłam dłonią po jego plecach, a drugą miałam zanurzoną w jego czuprynie. Z czasem jako szlochanie ustawało i uspokajał się.
- Jak ja cię kocham. - rzekł i złączył nasze wargi. - To ja pójdę się ogarnąć i zaraz idziemy na zakupy.
- Okej. - uśmiechnęłam się - Chcesz kawy ?
Przytaknął i udał się do łazienki.
Przynajmniej miał kawę i to mogłam spokojnie zrobić. Niecierpliwie czekałam aż zagotuje się woda. Słyszałam szum wody dochodzącej z prysznica. Czajnik dał znać, że woda już jest gorąca, więc wyłączyłam kuchenkę i zalałam naszykowaną w kubku kawę. Wzięłam kubek z gorącą cieczą i podążałam do salonu. W połowie drogi poczułam straszny ból w nodze i gwałtownie zatrzymałam się. Spowodowało to, że cała kawa wylała się na moją bluzę i poparzyła moją dłoń. Odruchowo chciałam pozbyć się tego co mam w dłoni i puściłam kubek. Z hukiem spadł na podłogę i roztrzaskał się na kawałki. Dłoń zaczęła piec coraz bardziej, a ból w nodze nie przechodził. Natychmiast drzwi do łazienki otworzyły się i wybiegł mój chłopak.
- Monika, nic ci nie jest ? - popatrzył na moją dłoń, a potem na podłogę.
- Nie, trochę ręka mnie piecze. - jęknęłam
Zaczął ją oglądać.
- Chodź pod zimną wodę. - wziął mnie pod ramię i zaprowadził do łazienki i puścił zimną wodę. - Schładzaj. - nakazał i opuścił pomieszczenie.
Jednak zaraz pojawił się z krzesłem i podstawił mi je.
- Siadaj kochanie.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przyklapnęłam - Coś nagle zabolało mnie w nodze no i się oblałam. Przepraszam za kubek.
- Daj spokój z kubkiem. - cmoknął mnie w czoło
Przyglądałam się jak chłopak nalewa do wiadra wody i bierze ze sobą ścierkę.
- Ja posprzątam. - oznajmiłam podrywając się z krzesła
- Siedź tam. - powiedział stanowczo - Posprzątać jeszcze potrafię.
Przypatrywałam się jego pracy. Bardzo zwinnie usunął kawałki niegdyś pięknego, szarego kubka i dokładnie wycierał szare kafelki. Normalnie perfekcyjna pani domu. Moja dłoń już zamarzała, to wyciągnęłam ją spod strumienia zimnej wody i zakręciłam kurek.
- Daj bluzę, to rzucę do prania. - popatrzył na mój ubiór.
Dopiero teraz zauważyłam wielką kawową plamę na moim brzuchu i rękawie. Posłusznie podałam mu ją, a on wrzucił ją do pralki wraz jakimiś swoimi ciuchami.
- Teraz nie mam w czym pójść do sklepu. - westchnęłam
- Coś znajdziemy. - złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu przed szafę.
Wszystkie bluzy były jego, więc były troszeczkę za duże na mnie. W końcu wybrałam jakąś ciemnoszarą typu kangurek. Przełożyłam ją przez głowę i popatrzyłam na mojego partnera.
- I jak ? - zrobiłam pozę na rapera
- Cudnie. - jego kąciki ust lekko się uniosły.
Na korytarzu Olek naciągnął kaptur na głowę i zaczął zamykać drzwi.
- O, dzień dobry panie Olku. - z mieszkania obok wyszła kobieta
- Dzień dobry. - mruknął
- Jak ja Pana dawno nie widziałam. Może wpadnie pan na herbatkę ?
- Nie dziękuję. - burknął i podszedł do mnie - Może kiedy indziej.
Zza pleców kobiety wyłoniła się jakaś młoda dziewczyna, gdzieś w naszym wieku. Olek jakoś spiął się kiedy ona wyszła.
- Chodź. - przerzucił mnie sobie przez ramię. - Do widzenia. - rzucił zbiegając po schodach.
Postawił mnie dopiero na podwórku.
- Moja była. - szybko powiedział i złapał mnie za rękę.
Szliśmy cały czas w milczeniu. Olek dalej był przygnębiony i zamyślony. Funkcjonował na najniższych obrotach.
Weszliśmy do biedronki i wzięliśmy mały koszyk. Przystanęłam przy pułkach i czekałam, aż zacznie coś wybierać. Ale on dalej był nieobecny.
- Co chcesz na obiad ? - szturchnęłam go
- Nie wiem. - mruknął
- A ja mam wiedzieć ? - westchnęłam - Ściągnij ten kaptur.
Szybkim ruchem ręki zsunął materiał z głowy i mocniej zacisnął moją dłoń.
- Nie chcę cię stracić. - popatrzył na mnie
- Nie stracisz. - posłałam mu uśmiech
         Po udanych zakupach wracaliśmy również w milczeniu. W pewnym momencie chłopak przystanął i położył zakupy na ławce.
- Poczekaj tu. - oznajmił i szybkim krokiem udał się w uliczkę.
Ciekawe co on znowu wymyślił...
Po chwili podszedł do mnie z czerwoną różą.
- Przepraszam. - wyciągnął ją do mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko, wzięłam ją i przytknęłam do nosa.
- Dziękuję. - podniosłam głowę, żeby dać mu buziaka
Nachylił się i połączyła nasze wargi w krótkim buziaku.
      Po pysznym obiedzie złożonego z frytek, ryby i sałatki z warzyw, oglądaliśmy telewizję. Chłopak wrócił już do świata żywych i humor po części powrócił.
- Kiedy pogrzeb ? - zapytałam
- Sobotę. - odparł
- O której ? - dopytywałam
- 13.
- Mam iść z tobą ?
- Nigdzie nie idę. - odparł stanowczo - I proszę, nie rozmawiajmy na ten temat.
Oparłam głowę o jego ramię i wciągnęłam się w film.
Dzień powoli się kończył i nastała pora na powrót do domu.
- Będę szła. - podniosłam się
- Zostań dzisiaj u mnie, proszę. - patrzył na mnie błagalnymi oczkami
- Nie mam ciuchów. - jęknęłam
- Załatwi się.
- No dobra. - westchnęłam.
Usiadłam koło niego i połączyłam się z Weroniką.
- Hej młoda. Przywieziesz mi do Olka ciuchy i szczoteczkę ? - rozpoczęłam rozmowę
- Teraz nie mogę. Jadę zaraz na imprezę. - obwieściła
- Weronika no. Ja zawsze wszystko dla ciebie robię.
- Dobra. - westchnęła - Podaj adres i zaraz będę.
- Dziękuję. - rozłączyłam się i przesłałam jej smsem adres.
 Rzeczywiście długo na nią nie musiałam czekać. Bardzo się spieszyła, bo nawet nie miała czasu porozmawiać.

      Świeżo wykąpana przytuliłam się do Olka. Trochę byłam zmęczona, bo zegarek wskazywał 23.
- Spać mi się chce. - westchnęłam
- Masz wolne całe moje łóżko. - pogładził mnie po plecach - Ja się prześpię na kanapie
- Ja pójdę na kanapę. Ty będziesz się tam męczył.
- Nie ma mowy. Ja sobie dam radę. - uśmiechnął się
- A położysz się koło mnie, żebym zasnęła ? - zrobiłam oczy jak kot ze shreka
- Jasne. - objął mnie ramieniem - Chodź.
Doczłapałam do jego łóżka i delikatnie na nie opadłam. Chłopak zajął miejsce koło mnie, a ja do niego się przytuliłam.
- Dobranoc. - szepnęłam
- Dobranoc. - pocałował mnie w czoło.
Powieki robiły mi się coraz cięższe. Olek jeździł delikatnie dłonią po moich plecach. Było tak przyjemnie. W pewnym momencie Gawliński powoli wyswobodził się z mojego uścisku i wstał z łóżka. Poczułam jeszcze jego wargi na mojej głowie i wyszedł. Widocznie myślał, że już zasnęłam. Chciałabym, żeby tak było... Ale nieważne jak bardzo się starałam, sen nie chciał złapać mnie w swoje sidła. Myślami krążyłam wokół Olka i tych przykrych wydarzeń, które go spotkały. Szkoda mi go jest bardzo, bo widzę jak strasznie cierpi. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie mogę, nie ma na to sposobu.
Minęły dwie godzinny, a ja dalej nie spałam. Wierciłam się, przewracałam z boku na bok, ale to nic nie dawało. Podniosłam się powoli wzięłam poduszkę i kołdrę i poszłam do salonu. Aluś smacznie sobie spał na podłodze. Po cichu położyłam się koło niego i przytuliłam. Wtedy poczułam się o wiele lepiej, tak spokojnie, bezpiecznie. Sen nawiedził mnie w mgnieniu oka.