piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 8

- Monika !  - obudziło mnie szturchnięcie i głośnie wypowiedzenie mojego imienia. 
Zaspana naciągnęłam na siebie kołdrę. 
- Co ? - burknęłam 
- Gawliński do Ciebie dzwonił. - rzekła siostra 
- Co ? - mruknęłam 
- No ten lekarz dzwonił do Ciebie. 
- Po co ? 
- Nie wiem. Ale się dobijał. 
- yhym. Dobra, czego chcesz ? - westchnęłam 
- Gdzie masz swoją prostownicę ? - zapytała 
- Po co Ci ? 
- No a do czego może być potrzebna prostownica ? - zapytała sarkastycznie 
- I tylko po to mnie budzisz ? - odwróciłam się w jej stronę
- No. Nie chciałam grzebać w twoich rzeczach. 
- Taaa, bo to by był pierwszy raz. - skwitowałam - Tam w szafce. - Kiwnęłam głową
- Dzięki. 
Podeszła do szafki i znalazła ją. 
- Werka, która godzina ?- zapytałam
- 6.50 
- Zabiję cię gnojku jeden. Ale to później, bo teraz mi się nie chce. Miłej nauki. - powiedziałam i przykryłam się kołdrą. 
- Dzięki, kochana jesteś. 
I wyszła. Było mi cieplutko i cichutko co przyczyniło się do mojego szybkiego zaśnięcia. 
          Ponowienie obudziłam się po 11. Wreszcie się wyspałam. Ból mi nie doskwierał, dzięki tym nowym tabletką. Są naprawdę dobre. Nie wiem dlaczego, ale od razu po obudzeniu miałam dobry humor. Przeciągnęłam się mocno, co  było trochę nieprzemyślane, bo przyniosło to efekt bólu w miejscu złamania. Jednak to nie popsuło mojego samopoczucia. Wzięłam telefon do ręki i odblokowałam go. Młoda oszukała mnie z tym telefonem. 
- Filip ! - krzyknęłam 
Jednak nikt nie odpowiadał. Uderzyłam się w czoło, kiedy przypomniałam sobie, że Filip z nami nie mieszka. Ciężko mi się przyzwyczaić do tego, bo brat bardzo często jest u nas i często zostaje na noc. Czyli zostałam sama. Nie lubię tego. Wystarczy mi te 2 tygodnie izolowania się od wszystkich. Zaczęłam zbierać się z łóżka. Nagle do pokoju wpadł brat. 
- Co się stało ? - zapytał przestraszony. 
Jak go zobaczyłam buchnęłam śmiechem. Każdy jego włos sterczał w inną stronę, koszulka podwinięta do połowy brzucha, i na policzku miał chyba odciśniętą poduszkę. 
- Co ty tu robisz ? - wydusiłam po chwili z siebie
- Yyy jestem ? 
- Nie jesteś w pracy ? 
- Nie, mam dzisiaj wolne. - westchnął - To skąd wiedziałaś, że tu jestem ?
- Nie wiedziałam, ale tak z przyzwyczajenia krzyknęłam. Jadłeś już śniadanie ?
- A wyglądam ? - powiedział zmarnowany
Wyciągnęłam do niego ręce. Podszedł do mnie i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego tors. 
- Brakowało mi tego. - szepnęłam 
- Mi też. 
W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. Jak ja mogłam tak postępować wobec niego ? Najbliższa osoba mojego serca, a ja byłam dla niego taka podła. 
- Przepraszam. - szlochnęłam
- Oj przestań. Nic się nie stało. - przycisnął mnie do siebie. - Nie płacz, proszę. 
- Ale ja byłam taką jędzą dla ciebie, chociaż nic mi nie zrobiłeś. Jestem zwykłą egoistką.  
- Skończyłaś ? - westchnął - Idziemy na śniadanie ?
Kiwnęłam głową wyswobodziłam się z jego uścisku. 
- Tylko jeszcze pójdę do toalety. - oznajmiłam 
         Naszym pierwszym posiłkiem była jajecznica. Oczywiście cała kuchnia była ubabrana w składnikach idących do jajecznicy. Oczywiście Filip musiał to sprzątać, bo zawsze potrafię go tak sobie "urobić". W tym czasie jak on sprzątał, poszłam się ubrać. 
       Postanowiliśmy pooglądać jakiś fajny film. Oczywiście najpierw szukaliśmy jakiegoś odpowiedniego. Po żmudnych poszukiwaniach postawiliśmy na ,,Snajper". Nie byłam przekonana co do tego filmu, jednak widziałam, że Filipowi bardzo na tym zależy. 
Snajper naprawdę mnie wciągnął. Bardzo dobra reżyseria, scenariusz, charakteryzacja i scenografia. Główną postać Chrisa  grał jeden z moich ulubionych aktorów - Bradley Cooper. Kocham tego faceta, a szczególnie jego oczyska. Bardzo polecam ten film, przyznam się, że popłakałam się na nim. 
Później włączyliśmy PS3 i zaczęliśmy grać w Tekken'a. Oczywiście była zażarta walka. Udawało mi się z nim wygrać. W tedy cieszyłam się jak głupia. 
- Cześć dzieciaki. - do domu weszli rodzice 
- Cześć. - krzyknęliśmy z Filipem równocześnie, nie przerywając gry.
- A co wy tu robicie ? - do pokoju weszła mama - O ładnie. Pewnie cały dzień się obijaliście ? 
- A gdzie tam. - zaśmiał się brat
- Filip, chodź mi pomóż przynieść zakupy z samochodu. - oznajmił tato. 
- No już, już. - odparł i skończył ze mną grę wygraną. 
- Frajer. - westchnęłam i poszłam do swojego pokoju. 
Położyłam się wygonie na łóżku i puściłam muzykę z telefonu. W pokoju roznosiły się dźwięki Borgeous - Invincible. Kocham tę piosenkę. Rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju. 

OCZAMI MAMY 
 
     Rozpakowywałam zakupy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam dzisiaj nikogo. Zaciekawiona poszłam otworzyć. Przede mną pojawiła się sylwetka lekarza. 
- Dzień dobry. Przywiozłem zdjęcia pani córki, których zapomniała ode mnie odebrać. Jest może w domu ?
- O dzień dobry. Tak, tak , zapraszam. Jest u siebie w pokoju. - oznajmiłam mu i zapukałam do drzwi córki.
- No. - krzyknęła 
- Ktoś do ciebie. 
- Okej! 
- Proszę wejść. - uchyliłam drzwi mężczyźnie. 


OCZAMI MONIKI 

      Po słowach mamy wiedziałam już kto to. Podniosłam się szybko z łóżka i stanęłam koło drzwi. Kiedy wszedł do pokoju trochę się zdziwił, bo nie widział mnie na łóżku przy biurku. Odwrócił się w moją stronę, a ja bez zastanowienia rzuciłam mu się na szyję. Nawet nie wiem dlaczego tak postąpiłam. Ale szybko tego pożałowałam. On tego nie odwzajemnił, dalej ręce miał spuszczone wzdłuż ciała. Odsunęłam się od niego. 
- Przepraszam. - szepnęłam i poszłam na łóżko. 
- Przywiozłem twoje zdjęcia, które zostawiłaś. - podał mi długą kopertę. 
- Dzięki. - mruknęłam 
- Jak się czujesz ? - zapytał 
- Dobrze. 
- Widzę, że chłopak był.- powiedział wskazując na koszulkę, która leżała na łóżku.
- Poczekaj tu chwile. - wzięłam koszulkę i wyszłam z pokoju. - Filip ! Co twoja koszulka robi u mnie w pokoju ?!
- Pewnie leży. - zaśmiał się 
- Zabawne. - mruknęłam i cisnęłam ją w brata. 
Wróciłam do pokoju. 
- Kocham tą piosenkę. - zagadałam 
- E tam. Zwykła nuta, dla dziewczyn w dołku, zdesperowanych. - rzekł
Zszokowało mnie to  co powiedział. Bardzo mnie to zabolało. Dotyczyło to też mnie, bo przecież jej słucham. 
- Wyjdź stąd ! - syknęłam 
- Przepraszam, to nie tak miało być. 
- Wyjdź ! 
- Jak chcesz. Ale ja naprawdę przepraszam. - oznajmił i opuścił mój pokój. 
Zabolało mnie jego zachowanie. Był dzisiaj dla mnie jakiś taki oschły. A z resztą, czego ja się spodziewałam po facecie, który robił wszystko, żeby mi dowalić ? Co ja sobie w ogóle wyobrażałam ? Położyłam się na łóżku i  wróciły mi wspomnienia wczorajszego wieczora. Tyle snapów sobie wysyłaliśmy, było wszystko na luzie. Ten jego uśmiech, jego oczy. Wszystko sprawiało, że jego osoba w jakimś pewnym sensie mnie pociągała. Przyznaję to, że jest naprawdę przystojny. Ta dziewczyna, która skradła jego sercem, ma czym się chwalić. Jednak jest wielkim dupkiem. Żałuję, że go poznałam. Wszystkie piosenki, które teraz leciały, były spokojne, co jeszcze bardziej mnie dołowało. Dobra, koniec tej muzyki. Wzięłam telefon i odblokowałam go. Zatkało mnie jak zobaczyłam tapetę. Na niej było selfie Gawlińskiego, na którym robił dzióbek. Rzuciłam telefonem o łóżko i wyszłam z pokoju. Nie mogłam pokazać po sobie, że coś się stało.
- Jest już obiad ? - zapytałam
- Tak, już możesz brać. - uśmiechnęła się mama. 
- Siema wszystkim. - do domu weszła Weronika. 
- O Weroniczka. Właśnie obiad już jest. - krzyknęła mama. - Nakładaj sobie.
Z nalaną zupą usadowiłam się wygodnie przy stole. 
- A gdzie Filip ? - zapytałam 
- Poszedł do domu. Coś tam miał do załatwienia. 
- Aha. -westchnęłam


niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 7

        Czas się kręci, czas płynie, a pamięć wciąż żywa... Już dwa tygodnie minęły od mojego wyjścia ze szpitala. Przez ten czas praktycznie z nikim nie rozmawiałam i nie opuszczałam pokoju, no za wyjątkiem jak musiałam się udać do toalety. Moja psychika nie nadawała już się do niczego. Popadłam w totalną depresję. Co chwile miałam jakieś myśli samobójcze, ale jednak coś mnie odciągało.
Przeglądałam Facebook'a kiedy natrafiłam na zdjęcie Dawida. Zaczęłam płakać. Twarz schowałam w poduszkę, która po minucie była cała mokra. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.

OCZAMI MAMY

     Nie mogłam już wytrzymać z tym zachowaniem Moniki. Zaszyła się w tym pokoju na dobre. Wszystkich odtrąca, nikogo nie słucha, nawet Filipa. Syn bardzo cierpi z tego powodu, bo do tej pory byli z sobą bardzo zżyci. A ona nawet teraz się do niego nie odzywa.
- Słuchaj Mietek, coś z tym musimy zrobić. - powiedziałam przy obiedzie. - Myślałam, żeby zadzwonić do tego lekarza, żeby przyszedł ją zbadać i porozmawiać. Może on jej przegada do tej głowy. Nie mogę patrzeć na to jak ona się męczy.
- Świetny pomysł. Masz tutaj numer do niego. - wręczył mi wizytówkę.
Szybko wystukałam numer na ekranie i zaraz przyłożyłam go do ucha. Po kilku sygnałach odezwał się głos:
- Doktor Aleksander Gawliński, słucham.
- Dzień dobry Panie doktorze. Z tej strony Lucyna Żurek. Jestem mamą Moniki Żurek, nie wiem czy Pan pamięta.
- yyy tak pamiętam. Coś się stało ??
- Tak. Ona od przyjazdu do domu w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju, z nikim nie rozmawia. Wczoraj tylko kazała mi sobie przynieść mocne tabletki przeciwbólowe, bo nie może wytrzymać z nogą. Mam taką prośbę... Czy mógłby Pan przyjechać i ją zbadać ? I tak przy okazji porozmawiać ? Może Panu się coś uda zdziałać...
- No dobrze. Mam czas za pół godziny. Może być ?
- Tak, oczywiście. To do widzenia.
- Do widzenia.
- I co powiedział ? - mąż był zaciekawiony.
- Będzie za pół godziny. - uśmiechnęłam się.
- Kto tu przyjdzie ? - do jadalni weszła Weronika
- Doktor. Może przegada twojej siostrze do tego łba. - rzekł lekko zdenerwowany mąż.
- Wiecie, że Filip też przez to jest w dołku ? Udaje twardego, ale ja widzę co się z nim dzieje. Macie jakiś pomysł, co go pocieszy ? - córka usiadła koło nas.
- Porozmawiajmy z nim tak szczerze. - zaproponowałam
Przez kilkanaście minut ustalaliśmy co począć z synem. Jednak naszą burzę mózgu przerwał dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się młody, wysoki, przystojny mężczyzna.
- Dzień dobry Panie doktorze, zapraszam. - przepuściłam go
Wszedł do środka i był trochę zmieszany.
- My już naprawdę nie wiemy co mamy robić. - westchnęłam. - Tutaj proszę. - wskazałam drzwi do jej pokoju.


OCZAMI MONIKI

- Ktoś do ciebie. - rzekła mama
Nic nie odpowiedziałam, leżałam tak dalej. Drzwi się zamknęły i nastała cisza. Nagle na mojej ręce poczułam czyjeś palce. To był ten sam dotyk, który jak i teraz wywołał ciarki na moim ciele, a w brzuchu zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Niepewnie się obróciłam i ujrzałam mojego ortopedę.
- Dzień dobry. - powiedział
Jak zwykle poważny, zero uśmiechu. Tylko czekałam na jego jakąś docinkę.
- Pani mama prosiła, abym Panią zbadał. - wytłumaczył się.
- Nie potrzebuję badania. - slochnęłam
- Nalegam. - był nieugięty.
- Dobrze. - westchnęłam
Powoli zsunęłam spodnie. Zaczął dotykać miejsce złamania. Robił to tak delikatnie. Uważnie przyglądałam się jego poczynaniom. jego chude, długie palce energicznie jeździły po moim udzie. Jego twarz była skupiona. Seksownie tak wyglądał. Pochyliłam się do przodu bardziej, żeby zobaczyć co teraz robi. On w tej samej chwili odwrócił głowę w moją stronę. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Moje serce waliło tak mocno, że mało nie wypadło mi z klatki piersiowej. Oddech coraz bardziej przyspieszał, a mimo to wpatrywałam się w jego oczy. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wpatrywaliśmy się w tak siebie, kiedy on zaczął powoli się do mnie przybliżać. Kiedy nasze wargi były już prawie złączone, zadzwonił jego telefon. Szybko się wyprostował i odebrał. Ja nie wiedziałam co się stało. Co ja w ogóle robiłam? Patrzyłam na niego, jak on się po tym zachowuje. Jednak stał do mnie placami i nie widziałam jego emocji. Nawet nie słuchałam co mówi, byłam zbyt zajęta wpatrywania się w niego i analizowania całego zajścia.
- Jak się czujesz ? - dopiero po jakiejś chwili dotarło do mnie, że siedzi koło mnie.
- Przepraszam, słucham ? - zwróciłam się do niego
- Jak się czujesz ? - powtórzył
- Dobrze. - kiwnęłam głową
- Na pewno ? Twoja mama mówiła co innego.
- Przesadza.
- No zastając cię w takim stanie, w jakim się zastałem, to chyba bardziej wierzę twojej mamie.
- Ma rację. Ja sobie z tym nie radzę, rozumiesz ? Przerasta mnie to ! Nie chce mi się już żyć ! Po co mnie ratowałeś ?! Co ?! Nie  musiałbyś tu teraz siedzieć. Ty miałbyś lżej i ja bym nie musiała się tak cholernie męczyć.
- Myślisz, że ja mam takie lekkie, miłe życie ? Myślisz, że co ? Że jestem ortopedą to mam kasę i wszystko co chcę ? Że żyję jak w siódmym niebie ? Tutaj się mylisz. Tyle co ja codziennie widzę cierpienia, to jest dołujące. Czasami mam ochotę rzucić wszystko, wylecieć z tego cholernego szpitala i wydrzeć się z całego gardła. Ale  nie mogę. Muszę być silny. I ty też musisz. Przemyśl to, naprawdę.
- Poczekasz chwilę ? Muszę do toalety.
Kiwną głową, a ja z sykiem zeszłam z łóżka. Ta toaleta była dla mnie czasem do przemyśleń.  Polubiłam go, nie wiem dlaczego. Jest całkiem inny niż w szpitalu. Taki otwarty dla mnie, pomaga mi. Kiedy weszłam do pokoju, robił coś na telefonie. Kiedy usłyszał, że stawiam kule koło niego podniósł na mnie wzrok i przeniósł go na mój telefon, który właśnie wydał dźwięk powiadomienia. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam co mi przyszło. Zaproszenie do grona znajomych od użytkownika... i tylko tyle zobaczyłam na pasku powiadomień. Kliknęłam na to i wyświetliła mi się osoba, która mnie zaprasza. Był to niejaki Aleksander Gawliński. Zerknęłam na niego. Była zapatrzony w telefon. Jednak wiedziałam, że czeka na odpowiedź. Po chwili wahania wcisnęłam akceptuj. Jego telefon wydał wibrację, a doktorek się ożywił. Zaczął energicznie przesuwać palcem po ekranie. Po chwili wiedziałam co robi, bo co chwile przychodziło mi, że lajknął moje zdjęcie.
- Możesz przestać ? - rzekłam po chwili
- Ale co ?
- Nie udawaj. Mów, co z moją nogą.
- Wszystko dobrze. Ja muszę już lecieć. - wsunął telefon do kieszeni i wstał.
Kierował się w stronę drzwi, kiedy nagle odwrócił się, podszedł do mnie, dał mi buziaka w policzek i znowu szedł do drzwi.
- Olek ? - zatrzymałam go.
Odwrócił się.
- Uśmiechniesz się chociaż raz do mnie ? - zapytałam
Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki, piękny uśmiech.
- Przyjdziesz jutro ? - moje kąciki ust powędrowały lekko w górę.
Kiwnął głową i wyszedł. Uśmiechnęłam opadłam na łóżku i zanurzyłam się we wspomnieniach jego uśmiechu.

OCZAMI MAMY

- I co z nią Panie doktorze ? - zapytałam
- Dałbym jej jeszcze parę dni. Jak się nie poprawi, to proszę udać się do psychologa.
- A co z nogą??
- Wszystko idzie w dobrym kierunku. Oczywiście naturalne jest to, że mocno boli. Najgorsze jakie może być złamanie. Proszę jej dawać te tabletki 2 razy dziennie. - wręczył mi tabletki.
 - Dziękuję. - posłałam mu uśmiech.
- Do widzenia. - uśmiechnął się i wyszedł,

OCZAMI MONIKI

Weszłam na Fb gdzie czekały na mnie powiadomienia, że Olek polubił wszystkie moje zdjęcia. Dodatkowo zaczął obserwować mnie na instagramie i mam zaproszenie na Snapchacie. Użytkownik o nazwie ortoAlek. No trudno się domyśleć któż to taki. Oczywiście na ig też zaczęłam go obserwować. Miał aż jedno zdjęcie, które polubiłam. Na Snapie też przyjęłam jego zaproszenie i zaraz po tym wysłałam zdjęcie z dopiskiem do jutra ! 
Normalnie byłam rozpromieniona. Przeglądałam jego facebook'owy profil. Dowiedziałam się tylko, że mieszka w Łodzi. Miał tylko dwa zdjęcia. Na profilowym wyszedł seksownie. Tym jego uśmiechem. Na internecie szukałam informacji o nim. Jednak było ich mało. Była jedna opinia i to pozytywna. Przyszło powiadomienie, że dostałam snapa. Szybko go włączyła, ale szybko moja radość prysnęła, bo to nie było on... Masło wysłała snapa z Marcinem. Ja zrobiłam zdj moich nóg i dopisałam: szczęściara xD :P i wysłałam. Jednak po chwili przyszło coś od niego. Nie wahając się otworzyłam go. Na zdjęciu były jego nogi, a on leżał. Dooomek :3 miał takie chude, długie stopy, które mnie urzekły. Tak same jego palce u dłoni są takie, które mnie pociągają. Zasłoniłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Ahh te stopy *.* Nie wiem dlaczego wysłałam mu to. Dopiero po chwili wkurzyłam się na siebie. Podenerwowana wpatrywałam się w czerwony trójkącik, który oznacza wysłane zdjęcie. Nagle zrobił się pusty. Moje serce waliło jak młot. Ciekawe czy coś odpisze. A jak odpisze to pewnie będzie wkurzony i będzie mnie cisnął. Po co ja głupia to zrobiłam ?! I przy jego nazwie pokazał  się kwadracik... Wysłał coś. Otworzyć to czy nie ? Ręce mi drżały. Jednak po chwili się przełamałam i nacisnęłam. Twoje też niezłe ;) Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Odwróciłam aparat na kamerkę przednią i zrobiłam dziubek. Dziękuję. i wysłałam. Czy na pewno dobrze zrobiłam ? Znowu obawy powróciły i ten stres. Jednak odpowiedź znowu była pozytywna. On też wysłał selfie z dziubkiem nie ma za co ;* Zrobiłam screena, bo nie mogłam się mu oprzeć. Zaraz przyszło czarne zdj  i ejjjjjj !! Usuń to !  Zaczęłam się z nim droczyć, a on ze mną i tak spędziłam cały wieczór na Snapie. W międzyczasie snapowałam też z Anią i Gabryśką. Były zadowolone, że wychodzę z dołka. Jednak nie powiedziałam im o Olku. Nikomu o nim nie powiedziałam.
Jednak tego dnia z pokoju jeszcze nie wyszłam. Nie chciałam, żeby wyszło na jaw to, że to dzięki niemu polepszyło mi się. Jutro zacznę wszystko na nowo.

Rozdział 6

W nocy prawie w ogóle nie spałam. To było  niewygodnie, to noga bolała... Dopiero zasnęłam koło 5 i pospałam do 11. Jednak myślę, że to i tak za mało, jak na takie męczarnie.
Od rana pilnie studiuje wszystkie materiały, bo przecież jutro mam egzamin. Nauka wchodziłam mi dzisiaj gładko. Myślałam, że będzie trochę gorzej po takiej przerwie, na szczęście się myliłam.
Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi.
- Proszę. - oderwałam się od czytania
Drzwi się uchyliły i pojawiła się uśmiechnięta twarz taty.
- Nie przeszkadzam ? - zapytał
- Nie, nie. Wchodź. - uśmiechnęłam się i poklepałam miejsce koło siebie.
Wygodnie się usadowił i zaczął:
- Co chcesz na śniadanko ?
- Ymmmm. A co mi zrobisz ? - zaśmiałam się
- Co zechcesz.
- To może... yyyy... omleta.
- Okej. Uczysz się na egzamin ? - westchnął
- Taa. Trochę tego jest, ale myślę, że dam radę. Muszę jeszcze załatwić wszystko z poprzednim egzaminem, bo oczywiście ten palant mnie nie wypuścił.
- Monisia, a może on się w tobie zakochał ?
- No jasne. A ja jestem świętym Mikołajem. - buchnęłam śmiechem.
- Ehh. Jestem bardziej doświadczony. Dobra. - wstał. - Przyjdziesz zaraz czy mam czy przynieść tutaj ?
- Przyjdę. Tato ? - zatrzymał się i popatrzył w moją stronę. - Masz dzisiaj wolne ?
- Tak.
- Fajnie.
Znowu zaczęłam pochłaniać wiedzę. ,,Autorem tych słów był Aleksander...." i tu się zatrzymałam. To imię kojarzy mi się teraz tylko z jedną osobą. Chciałabym go teraz spotkać i zakopać ten topór wojenny. Na myśl o nim uśmiech pojawia mi się na twarzy, a jak przypominam sobie jego dotyk, to po całym ciele przechodzą mi ciarki, a w brzuchu robi się ciepło. Tato wymyśla, że we mnie zakochany. Śmieszne. Takiej wredoty i wrogości nie okazuje się upatrzonej wybrance. W ogóle po co ja o tym myślę ? Nic do niego nie czuje, nie podoba mi się, nie wpadł mi w oko. Przesadzam już, bo przyzwyczaiłam się do szpitalnej rzeczywistości. Te docinki stały się elementem każdego dnia, w sumie to każdej godziny. Zaczęłam się powoli zwlekać z łóżka, co spowodowało falę ogromnego bólu, ale z tym jednak muszę się mierzyć za każdym razem jak wykonuję jakiś większy ruch. Powoli doszłam do kuchni, gdzie na stole czekały już na mnie pyszne omlety. Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam "pałaszować" najpyszniejsze omlety na świecie. Stęskniłam się za tym domowym jedzeniem. Bo to szpitalne, to dla psa nawet się nie nadaje...
- Smakuje ? - wyrwał mnie z zamyślenia tato
- Tak, tak, bardzo. Twoje są najlepsze na świecie. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję za pyszne śniadanko. - wstałam od stołu. - Idę do pokoju, muszę się uczyć do egzaminu.
           Godzina 20. Przez cały ten czas siedziałam zamknięta w swoim pokoju i się uczyłam. Nie mam ochoty na nic innego. Nie chcę nikogo widzieć. Jednie tato przyniósł mi obiad. Poza tym z nikim nie gadałam, ani się nie widziałam. Filip kilkukrotnie próbował jakoś mnie do tego przekonać, ale ja nie dałam się. Wszystko mnie dobija. Ciągle boląca noga i to jest efektem tego, że straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. To zawsze w nim miałam podparcie, wsparcie. On wiedział jak mnie rozweselić... Zdawało mi się, że to jest idealny związek. Jednak widać, że tylko ZDAWAŁO. Dlaczego akurat mi się takie coś przytrafiło ?! Wolałabym umrzeć tam na miejscu, niż żyć tak jak teraz ! Głupi ortopeda uratował mnie. A potem był dla mnie zimnym debilem.
Byłam totalnie padnięta. Jednak uzbierałam na tyle sił, aby prześlizgnąć się do łazienki i wziąć szybki prysznic.
Po 21 już smacznie spałam.

KOLEJNY DZIEŃ

       Musiałam wcześnie wstać, żeby zdążyć na egzamin. Byłam mega zestresowana. Do tego wielkim wyzwaniem było założenie stroju ratownika medycznego. Męczyłam się chyba z pół godziny... Jednak udało się! Żołądek miałam tak ściśnięty, że nie byłam nic w stanie zjeść na śniadanie.
- Filip, jedziemy ? - zapytałam brata, który uważnie oglądał jakiś mecz.
- Tak, tak. - zerwał się z kanapy i wyłączył telewizor.
- Jedziemy moim. - rzekłam i rzuciłam mu kluczyki.
Nawet nie protestował. Wiem, że lubi jeździć moim samochodem. Podobnie jak ja ma słabość do audi. Dlatego na urodziny rodzice dorzucili mi się do kupna przepięknego Audi A6.
         Przed wejściem na salę, myślałam, że zemdleję. Okropnie się stresowałam. Jednak gdy stanęłam przed profesorem, całe to uczucie minęło. Zadawał mi pytania, a ja bez zastanowienia mówiłam mu płynnie o wszystkim, co miałam powiedzieć. Widziałam, że profesor był zadziwniony. W sumie nie tylko on, bo ja też.
- No jestem pod wrażeniem. - przyznał profesor biorąc mój indeks. - Bardzo dobrze sobie Pani poradziła po takich przejściach. 5 wystarczy ? - zapytał
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się.
No i do mojego indeksu wpadła pierwsza piąteczka.
- Dziękuję. Do widzenia.
Podekscytowana wyszłam o kulach z sali i podeszłam do brata, który na mnie czekał.
- I ? - zapytał
- 5. - przytuliłam się do niego.
- No to gratuluję. - pogłaskał mnie po plecach. - To co, jedziemy to opić ?
- Nie. Lepiej wracajmy do domu. Nie najlepiej się czuję. - westchnęłam
- Monika, nie możesz cały czas się kisić w tym domu.
- A właśnie, że mogę. - warknęłam i zaczęłam schodzić po schodach, które prowadzą na dwór.
- Dobra, już dobra. Zawożę Cię do domu i wracam do pracy.
- Spoko.
Całą drogę milczeliśmy. Jak już mówiłam, nie mam ochoty na rozmowy.
Kolejny dzień przeleżany. Dzisiaj nawet nic nie jadłam. Jedynie tylko jabłko, które stało u mnie w pokoju. Nienawidzę tego świata i nigdy go nie polubię. Wolałabym być już tam na górze. Bez żadnych trosk, cierpień. I tak mnie już tu nic nie trzyma. Zawsze tym czymś był Dawid, a teraz... ? Teraz najchętniej wzięłabym nóż i podcięła sobie żyły w rękach i nogach, żeby nie mieli szans na moje uratowanie. Przynajmniej rodzice mieliby mniej kłopotów z głowy. Po wczorajszym obiedzie naczynia nadal stały na stoliku. Dobrze się składa, że wczoraj był kotlet na drugie danie. Sięgnęłam po nożyk. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.

piątek, 9 października 2015

Rozdział 5

       Kolejne 3 dni zleciały w tym cholernym szpitalu. Zamknięta w czterech ścianach, które tak bardzo dobijają. Na zewnątrz nie wyjdę, bo noga daje mi nieźle w kość. Sala jest dla mnie samotnym więzieniem, przez te wszystkie dni nie miałam żadnego "sąsiada"... Rodzina i przyjaciele odwiedzają mnie to fakt, ale przecież ciągle nie mogą tu być, mają swoje zajęcia. Jeszcze ten lekarz... Dalej prowadzę z nim wojnę. Nie lubię go, młody, arogancki, egoistyczny plecak. W pojęciu plecach chodzi mi o to, że do tej pracy dostał się dzięki znajomością, dzięki tatusiowi czy mamusi. Z resztą on też okazuje mi swoją wrogość do mnie. Przynajmniej z tym mam jakąś zabawę. Jeden egzamin na studiach już mi przepadł, a następny jest pojutrze. Z nim też mogę się pożegnać, bo ten palant wszystko zrobi, aby mi dokopać.
     Ta cała sytuacja już mnie przerasta. Jedno złamanie, a tak potrafi uprzykrzyć życie... Jestem z tym sama, tak naprawdę. Mi nic nie dają te słowa pociechy od innych. Z tą nogą to jeszcze, ale najgorsze to chyba to, że chłopak mnie zostawił dla innej. To zawsze u niego miałam wsparcie, on potrafił poprawić mi humor. A teraz go nie ma. Dlaczego ja się tam na miejscu nie wykrwawiłam ? Dlaczego ta krew tak wolno wytryskiwała z mojej tętnicy ?? W tedy było by wszystko okej. Przeniosłabym się na tamten świat, gdzie nie ma cierpienia, zmartwień. Czuwałabym nad moimi bliskimi z góry  i czekała na nich. A gdyby tak samemu sobie pomóc w przeniesieniu się na tamten świat ?
       Z założonymi słuchawkami na uszach, leżałam na boku i popłakując. Wyciągnęłam rękę i przyłożyłam do niej nożyk. Niestety tylko to miałam pod ręką. Najtrudniejsza decyzja w życiu... Przycisnęłam nożyk i ... Poczułam na moim ramieniu czyjeś palce. Moje słuchawki zjechały z moich uszu z czyjąś pomocą.
- Nie rób tego. - usłyszałam spokojny, męski głos. - Chcesz pokazać, że jesteś słabeuszem ? Naprawdę to nie jest ucieczka. Chłopak będzie niezadowolony.
- Nie mam chłopaka. - szlochałam
- Przepraszam, myślałem, że taka dziewczyna jak ty skradła czyjeś serce.
- Romantyk się znalazł. - warknęłam
- Dobra, mam tu twój wypis. Jesteś wolna i możesz już sobie iść. Nie będę już cię dręczył. W końcu się ciebie pozbyłem. - po tych słowach opuścił salę.
I taki o to właśnie jest mój lekarz. Cudowny prawda ?
          Pakowanie poszło mi szybko, bo chciałam być jak najkrócej w tym przeklętym miejscu. Jednak jeszcze trochę musiałam poczekać na transport do domu, który zapewniał mi Filip. Miał mi też przywieść kule, bo bez nich to nigdzie się nie przemieszczę. Wybrałam numer do Ani i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po krótkim czasie odebrała.
- Hallo ?
- Hej Masełko. A kto dzisiaj wychodzi ze szpitala ?
- O jak super ! To co opijamy to ? - zaśmiała się
- Jasne ! Ja gdzieś z Filipem będę w galerii za jakieś pół godziny, bo muszę dresy kupić. - oznajmiłam
- A to spoko. Właśnie jestem na zakupach, więc poczekam na was i się spotkamy. A jak tam z tym Gawlińskim ?
- A weź przestań... - westchnęłam. - Jak dał mi wypis to powiedział, że w końcu się mnie pozbył. No co za typ.Jak tak w ogóle można powiedzieć do swojego pacjenta ?
- No dokładnie. I to jeszcze do ciebie... On powinien się kleić do ciebie, nosić na rękach, a nie..
- Ha ha ha. On pewnie ma jakąś piękność nad pięknościami. Na takie zwykłe jak ja nie popatrzy.
- Ej ale szczerze, to on mega ciacho jest. Fajnie razem wyglądacie.
- Masło...
- Wiem, wiem. Ty a weź do niego pójdź i zapytaj się o co mu chodzi. - rzekła
- E tam. Nie chce mi się.
- Wiesz co, ja kończę, bo spotkałam koleżankę. Zobaczymy się za chwilę. Paaaa
- Pa. - rozłączyłam się
Siedzenie i czekanie na krzesełku na korytarzu nie było fajną czynnością. Nie dość, że niewygodnie to jeszcze nudno. Po kilku minutach moja ciekawość jednak zaprowadziła mnie pod gabinet doktorka. Niepewnie zapukałam i usłyszałam proszę. Zawahałam się, ale w ostateczności uchyliłam drzwi. Kiedy uniósł swój wzrok znad papierów, trochę się zdziwił jak mnie zobaczył.
- Co cię tu sprowadza ?
- Bo ja chciałam... Albo nieważne... - odwróciłam się.
- Nie, nie, nie, zostań. Pytaj, wal śmiało. - stanął przede mną. - Nie gryzę.
- No tu bym się spierała.
- Dobra, gadaj o co chodzi.
- O co tak panu naprawdę chodzi ? Czemu pan ciągle utrudnia, robi nazłość. Dlaczego nie wypuścił mnie pan wcześniej, żebym mogła normalnie zaliczyć egzamin ?
- Robiłem to dla cieb, przepraszam pani dobra. Nie chciałem, żeby coś się pani poważniejszego stało. Coś jeszcze ?
- Nie, nie dziękuję.  - zaskoczona szepnęłam i złapałam za klamkę.- A mogę z panem zdjęcie ?
- Żeby dzieci straszyć ? Spoko.
- To zawyłam brata, żeby zrobił.
Uchyliłam drzwi i zawołałam brata, który właśnie przyszedł.
           W drodze do galerii byłam nieobecna. Ciągle myślałam o doktorze. On to wszystko robił dla mnie ? Chciał dla mnie dobrze ? Czy to tylko jego wymówka.
      Chodzenie po tych sklepach stwarzało mi wiele bólu. No ale muszę mieć luźnie spodnie, bo z tą nogą wystarczy jeden lekki ruch i ryczysz z bólu.
Zgłodniało nam się trochę, więc poszliśmy do KFC. Przed nami w kolejce stał wysoooooki mężczyzna. Tak od tyłu wydawała mi się jakaś znajoma sylwetka. Ale może coś mi się wydaje. Filip niechcący kopnął moją kulę, a ja się zachwiałam i lekko uderzyłam tamtego mężczyznę. On oczywiście się odwrócił, a ja myślałam, że mnie coś trafi.
- O proszę, pani Monika. Już się pani za mną stęskniła ?
- Nie.
- Radziłbym nauczyć się chodzić o kulach, bo kogoś pani zabije. - westchnął i odwrócił się.
- Dobra Filip już nie jestem głodna, wracajmy do domu.
- No ok.
W domu od razu zamknęłam się w pokoju. Wygodnie położyłam się w łóżku i zaczęłam odpoczywać. Jest dopiero 19 a ja jestem już padnięta. Wzięłam piżamę i poszłam pod prysznic. Trochę było tam męczenia się, ale w miarę szybko mi to poszło. Rodzice jeszcze nawet nie wrócili, Weronika jest u koleżanki, a Filip coś ogląda.
- Filip idę spać. - oznajmiłam mu.
- Już ? - popatrzył na zegarek.
- Tak, jestem padnięta po tym dniu.
- No dobra. - podszedł do mnie i dał buziaka w czoło. - Miłych snów.
- Dzięki.
Taki mi jakoś dziwnie tutaj w domu... Jakoś czegoś mi brak. O nie... Ten brak to Gawliński. Dotknęłam miejsce, gdzie mnie dzisiaj dotknął. W moim brzuchu zrobiło się tak jakoś dziwnie.. Taka jakby motylki. Wzięłam telefon i otworzyłam zdjęcie z nim. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Nie wiedziałam dokładnie jakie. Brakuje mi go, brakuje tych docinek... Ale trzeba o nim zapomnieć. Po co w ogóle o nim myślę ?

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 4

     Obudziłam się i pierwsze o czym pomyślałam to był strach przed śmiercią. Nie wiedziałam dlaczego wzięli mnie na stół... Postanowiłam poczekać na lekarza i zapytać go. Popatrzyłam na moje udo i spostrzegłam na nim nowe ślady operacji... Na zabicie czasu wzięłam z szafki notatki ze studiów i czytałam je. Jednak coś nie dawało mi się skupić. Zamknęłam oczy, a moja wyobraźnia przedstawiła mi obraz lekarza. Z lekka się zdziwiłam... dlaczego on ?
- Dzień dobry. - usłyszałam jego głos. -Jak się Pani czuje ?
- Dobrze. - westchnęłam - A co się właściwie stało ?
- Zrobił się zakrzep. Chwilę później mogło dojść do martwicy... A chyba wie Pani do czego prowadzi martwica ?
Kiwnęłam potwierdzająco.
- Ale wszystko się udało. Za 2 - 3 dni będziemy próbować chodzić. Znaczy bez obciążenia nogi. Trzeba stawiać Panią w pozycji pionowej, aby nie było żadnych odleżyn...
- I będę mogła już wyjść z tego cholernego szpitala ?
- Za jakieś 4 dni dopiero. - oznajmił. - Mogę zobaczyć nogę ?
- Jeśli pan musi. - westchnęłam i odsłoniłam ją.
Zaczął oglądać udo, potem dotykał i skończył na przyciśnięciu kolana.
- Wszystko ok. Jak coś się będzie działo, to proszę wołać. - rzekł na odchodne.
Matko, przecież ja jutro mam zaliczenie na studiach ! Zawołałam pielęgniarkę.
- Może mi Pani przynieść papier o zwolnienie na żądanie ? - poprosiłam
Po chwili wróciła z odpowiednim dokumentem. Zaczęłam go wypełniać. Oczywiście wszystkie moje dane, typ urazu, itp. Jeszcze tylko podpis lekarza prowadzącego i finito.
- No siemanko ! - w sali rozniosło się wesołe powitanie Gabryśki
- Hej. - przytuliłam się do niej. - Hej Masło.
- Co tam ? - zapytała
- Szkoda gadać. - westchnęłam - W nocy znowu byłam na stole...
- Matko, co się stało ?! - zerwała się Gabi
- Jakiś tam zakrzep był. Ale już niby wszystko jest dobrze.
- A to co ? - wzięła Ania do ręki papiery.
- Muszę do jutra wyjść, bo jutro mam zaliczenia. Właśnie, możesz zawołać tu doktora Gawlińskiego ?
Przyjaciółka zniknęła za drzwiami.
- Monika.... Muszę coś ci powiedzieć... - zaczęła Gabi - Bo ja... Mam chłopaka.
- To super ! - przytuliłam się do niej. - Jaki jest ?
- Super. Znasz go.
- Znam ? Czyli kto ?
- Słuchaj...
- Chciała mnie Pani widzieć ? - do sali wszedł doktor a za nim Ania.
- Tak. Proszę. - wręczyłam mu papiery. -Mam nadzieję, że podpisze Pan.
- Jak się Pani czuje ?
- Dobrze.
Popatrzył na przyjaciółki i wyszedł.
- Mmm przystojniak. - poruszała brwiami Ania.
- Uważaj, bo Marcin się dowie.- puściłam jej oczko.
Zaczęłyśmy się śmiać. I tak zleciało nam kilka godzin.
  Potem przyszedł czas na badania, a potem czytałam sobie materiały. Odwidzili mnie też rodzice z Filipem i tak dzień leciał.
Kiedy rozmawiałam z rodziną, przerwał nam lekarz. Wręczył mi papier.
NIE WYRAŻAM ZGODY i jego podpis.
- Co za debil ! - wkurzyłam się - No frajer, no !
- Nie zgodził się ? - zapytał brat
- Nie. - do oczy naszły mi łzy
- Spokojnie, zaliczysz w drugim terminie. - przytulił mnie. - Sorki,ale musimy już lecieć.
Pożegnałam się z nimi.
      Cały czas byłam wkurzona na tego ćwoka. Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę dla niego miła.

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 3

           Kiedy się przebudziłam, byłam taka nieprzytomna. Nie rozpoznawałam miejsca w którym jestem. Po jakiejś minucie, spostrzegłam się, że leżę w szpitalu. No i wszystko wróciło. Wspomnienia z wczorajszego dnia, słowa Dawida i ... no właśnie, co było dalej ? Nic nie pamiętam. Poczułam ból w udzie. Podniosłam kołdrę i ujrzałam tam ślady operacji. Na rękach miałam liczne obtarcia, to samo było z brzuchem. Ciekawe co z twarzą. Odnalazłam na stoliku telefon i przyjrzałam się jak do lusterka. Tak samo była oszpecona. Jak ja wyglądam ?! W dodatku Dawid... Byłam w kompletnym dołku. Zaczęłam płakać. Dlaczego tam się nie wykrwawiłam?! Tak by było lepiej. Drzwi do sali się otworzyły, a ja jak patrzyłam w sufit tak patrzyłam.
- Widzę, że obudziła się Pani. -usłyszałam męski głos - Nazywam się Aleksander Gawliński i jestem Pani lekarzem ortopedą prowadzącym. Jak się Pani czuje ?
- A jak mam się do cholery czuć ?! A tak w ogóle co się stało ?
- Potrącił Panią samochód. Zdiagnozowano wieloodłamowe złamanie wewnątrzstawowe obwodowej nasady kości udowej. Oczywiście byliśmi zmuszeni przeprowadzić operację. Zastosowaliśmy u pani zespolenie dzięki płytą LISS. Jest to taka płyta...
- Wiem co to jest. - przerwałam mu. Studiuję na Unierku medycznym.
- W takim razie nie będę przeszkadzał. - rzekł i wyszedł.
No super... Najgorsze złamanie jakie może być ! Nie ma gorszego...
- Córciu. - usłyszałam głos mamy.
Popatrzyłam w jej stronę. Towarzyszył jej jeszcze tato i Weronika.
- Jak się czujesz ?
- Boli trochę. - uśmiechnęłam się lekko. - Ile trwała operacja ?
- 5 godzin... Ale masz dobrego lekarza. Tylko zastanawia mnie dlaczego jako lekarz prowadzący jest ortopeda... - westchnęła
- Bo to jest jak każdy inny lekarz, tylko że ze specjalizacją ortopedii. - obwieściłam.
- Przeraża mnie to medyczne gadanie. - zaśmiała się
Dobrze, że siedzieli ze mną dość długo, nie myślałam tyle o bólu i tamtych wydarzeniach. Jednak po 3 godzinach musieli wracać do pracy, a Weronika musiała się uczyć. I tak zostałam sama. Lecz nie na długo. Do dali wszedł lekarz. Zobaczyłam na plakietce Alelsander Gawliński. Dopiero teraz zobaczyłam jak on wygląda. Mlody chłopak. Brązowe włosy oraz oczy w takim samym kolorze. W dodatku wysoki ok. 190 cm, w dodatku chudy. Jednym słowem: przystojniak.

Jednak w ogóle się nie uśmiechał. Był taki sztywny... 
- Jak się Pani czuje ? 
- Dobrze, ale boli.
- No musi boleć. Proszę patrzeć na mojego palca i go śledzić. Yhym dobrze. Wszystko jest w pożądku. - oznajmił. - Jakby coś się działo, to proszę wołać. 
Matko, wiecznie naburmuszony. Ale przyznać trzeba, że urody Bozia mu nie żałowała. Jak go zobaczyłam poczułam się tak dziwnie... Czułam takie motylki w brzuchu. Ale pewnie mi się zdaje, bo to raczej zaskoczenie. 
- Hej malutka. - usłyszałam radosny głos brata.
- Filip ! - ucieszyłam się na jego widok,  a on przytulił mnie. - Co ty tu robisz ?
- Odwiedzam moją siostrę.
- Ale przecież masz badania w Poznaniu.
- Już nie. Zrezygnowałem z nich.
- Co ?! Oszalałeś ?! 
- Spokojnie. Będą jeszcze nie raz. Ty jesteś ważniejsza. - pocałował mnie w czoło.
W tym samym momencie wszedł lekarz.
- Przepraszam. - powiedział i wyszedł
- Mój prowadzący. - westchnęłam
- Uuu. - zaśmiał się brat.
Nasza pogawędka trwała jakieś 2 godz. 
     Chciał zasnąć, ale to miejsce mi w tym nie pomagało... Lerzałam już tak z godzinę... Nagle zaczęła strasznie boleć mnie noga. Nie mogłam wytrzymać. 
- Siostro ! - krzyknęłam 
Po chwili przyszła jakaś kobieta.
- Proszę zawołać doktora Gawlińskiego. Szybko ! 
Cała zwijałam sie z bólu. Do sali wadł ortopeda.
- Boli, bardzo boli. - płakałam.
Zajrzał pod kołdrę i dotchnął nogi. 
- Siostro, proszę szykować salę operacyjną. - oznajmił i wyszedł.
Jak to usłyszałam, mało co nie zemdlałam. Zaraz po tym zabrali moje łóżko i wieźli mnie przez korytarz. Koło mnie znalazł się Pan Aleksander. Pokazałam mu, żeby się nachylił. Zrobił to. 
- Panie doktorze, złapie mnie pan za rękę ? Strasznie się boję. 
Ten nic... Dalej szedł z kamienną miną. Chwile po tym leżałam już na stole opracyjnym, nie wiedząc co się dzieje...

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 2

      7 godzina a budzik dzwoni niemiłosiernie. Dzisiaj szkoła od 9 do 16... Zaspana przeciągam się przy czym głośno ziewam. Niechętnie oczywiście zwlekam się z łóżka i podchodzę do szafki. Wyciągam z niej strój ratownika medycznego i biorę go do łazienki. Tam prysznic, mycie zębów, ubieranie się i czesanie. Po porannej toalecie udałam się do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam mleko, a z szafki mussli. Zmieszałam to w talerzu i usiadłam przy stole. Do kuchni wszedł tato.
- Smacznego. - rzekł
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się
- Jedziesz ze mną ? Mam po drodze twoją szkołę.
- Okej.
- To za 5 min. czekam na ciebie w samochodzie. - oznajmił i wyszedł.
Po skończeniu posiłku zrobiłam sobie kanapki do szkoły. Poszłam do pokoju po torbę i byłam gotowa do wyjścia. Założyłam moje ulubione adidasy oraz kurtkę i opuściłam dom. Tato siedział już w samochodzie. Zajęłam miejsce pasażera i ruszyliśmy. Lubię jeździć z tatą. Zawsze poprawia mi humor. I tym razem też tak było.
- Dzięki. - krzyknęłam zamykając drzwi.
          Od razu po szkole pojechałam do runku na spotkanie z Dawiem. Niestety zaczął padać deszcz i troche zmokłam zanim doszłam do knjpki. Ale to i tak nie zepsuło mojego podekscytownia. W środku rozejrzałam się i ujrzałam chłopaka w stałym miejscu. Z wielkim uśmiechem podeszłam do niego i przywitałam się:
-hej.
- cześć. - odparł. - Muszę ci coś powiedzieć.
- Okej. - uśmiechnęłam się
- To jest Bernadeta. - wskazał na idącą w naszą stronę dziewczynę. - Bernadeta jest moją nową dziewczyną. Zrywam z tobą.
- Ale jak to zrywasz ze mną ? - łza spłynęła mi po policzku
- Nie kocham cię, tyle. - westchnął
To co usłyszałam, zawaliło mój świat. Mój ukochany chłopak zostawił mnie dla innej. Pospiesznie opiuściłam kajpę i szlochając podąrzałam w stronę domu. Nie wierzę, że to się stało. Dla niego poświęciłabym życie, a on co? Bernadetke poznaje. A wszyscy wokół mi mówili, że on nie jest dla mnie, a ja byłam ślepa. Dlaczego ich nie posłuchałam ? I jeszcze jak na złość zaczął padać deszcz. Ale to jest najmniejsze zmartwienie. Nie ma Filipa i nie mam z kim pogadać. On jedyny szanował mój wybór jakim był Dawid. Nigdy mnie za to nie "zrąbał". Wyciągnęłam telefon i trzęsącymi się dłońmi, udało mi się wybrać jego numer. Po kilku sygnałałch odebrał.
- No hej sis. - usłyszałam jego radosny głos
- Hej. - szlochnęłam
- Monika co się stało ? - od razu zmienił ton na poważny.
- Dawid ze mną zerwał.
- Przykro mi mała. - westchnął - Jak się czujesz ?
- A jak mam się czuć ? - jęknęłam
- Ehh... wiesz co ? Olej go. Widocznie nie był ciebie wart. Może byłaś jedną z wielu jego dziewczyn... A to możliwe, bo on właśnie był typem takiego dupka. - ciągnął - Dobrze, że to się stało teraz, bo później bardziej by bolało. Kiedyś to musiało nastąpić. To nie jest mężczyzna na zawsze.
- Filip... wiesz, że cię kocham ? - uśmiechnęłam się
- Już mi kiedyś to mówiłaś. - rozbrzmiał się jego śmiech.
- Dziękuję Ci za tę rozmowę. W ogóle dziękuję Ci za to, że jesteś przy mnie.
- Od tego chyba jestem, nie ?
- Tak. Kochany starszy brat.- westchnęłam. - Twoja dziewczyna będzie miała szczęście.
- A przestań, bo się zarumienię. Ty znajdziesz sobie lepszego. I będzie tak samo cię kochał jak ja. A ty jego. I zapomnisz o swoim starym bracie...
- Ja o tobie nigdy nie zapomnę Filip, nigdy ! Zawszę będę przy tobię. Nic nas nie rozłączy.
I w tej chwili zza rogu wyjechał samochód, który wpadł w poślizg. Widziałam tylko, jak spanikowany kierowca wykręca kierownicą. Po tym poczułam wielki ból. Poleciałam kilka metrów i upadłam na plecy. Z telefonu usłyszałam głos Filipa. To była ostatnia rzecz jaką słyszałam. Po tym tylko wielki ból przeszywający całe ciało, a najbardziej w prawym biodrze. Jednak po chwili wszystko ustąpiło. Strach, ból, niemoc. Zrobiło się tak miło, ciepło...


I jak się podoba ? :)

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 1

         Zegarek wskazuje 8.30 a ja już siedzę w samochodzie. No ale czego nie robi się dla kochanego braciszka... Na szczęście studia dzisiaj na 12, więc mogę z nim na spokojnie się pożegnać.
Zostawiłam auto przed jego blokiem i udałam się na schody. Wymyślił, że będzie mieszkał na drugim piętrze i teraz muszę tyle chodzić... Stanęłam przed jego drzwiami i nacisnęłam dzwonek. Po dłuższej chwili w drzwiach ukazał się zaspany Filip.
- Witaj mój kochany braciszku. - przytuliłam się do niego
- Hej mała. - ziewnął i pogłaskał mnie po plecach.
- Nie lubię jak tak do mnie mówisz. - westchnęłam
- Ale takie są fakty. - puścił mi oczko. - Masz 1,65m., Weronika 1,75., mama 1,6m., tato 1,82m., a ja 1,85m., poszłaś po mamie.
- Nie wkurzaj mnie. Ty jeszcze w piżamie ?
- Obudziłaś mnie, więc trudno bym nie był.
- Dobra idź się ubierz, a ja zrobię ci śniadanie. - westchnęłam
Rzuciłam kurtkę na krzesło i podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam na szafki wszystkie składniki, które są potrzebne do omleta.
Zdążyłam zrobić ciasto i rozgrzać patelnię, a on jeszcze się nie ubrał. Trochę mnie to denerwowało, ale i tak go kocham. On jest kochanym, starszym bratem. Zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Czasami w internecie są zdjęcia jak starszy brat opiekuje się młodszą siostrą. Ja właśnie takiego mam. Chciał nawet, żebym z nim mieszkała w jego mieszkaniu, lecz ja nie chciałam się narzucać. Pamiętam te czasy, jak Weronika się urodziła. Byłam bardzo zazdrosna o Filipa, bo przecież to MÓJ starszy brat. Jednak z biegiem czasu zrozumiałam, że nie jestem sama i muszę się nim dzielić. Jakoś jak miałam 10 lat, musieliśmy się z bratem zajmować Weroniką. W tedy bardzo na niego się obraziłam. Z resztą nie tylko na niego, bo na rodziców i na siostrę też. Wszystko to spowodował fakt, że w ogóle nie było czasu dla mnie i Filipa. Tylko Weronika, Weronika i Weronika. Pamiętam jak po 2 tygodniach tej "spiny" przyszedł do mnie do pokoju, kiedy ja płakałam. Jeśli myślicie, że mnie pocieszał to jesteście w błędzie. Myślisz, że jesteś sama ?! Że ja tylko jestem dla ciebie ?! Ogarnij się ! Jeżeli dalej tak będziesz się zachowywać, to nie licz na to, że będę dla ciebie miły. Weronika potrzebuje miłości, a nie walki. Czyli wolisz ją ode mnie ? Tak. Te słowa naprawdę mnie zabolały. Często sobie je przypominam i w tedy ogarnia mnie smutek, czuję się jak odrzutek. Bo przecież najmłodszy zawsze ma najlepiej u rodziców, a Filip to jedyny syn.
- Monika, co się stało ? - podszedł do mnie brat
- Nic. - szepnęłam
Nigdy go nie zapytałam o to, czy to była prawda. Bałam się, że tak. Ale i tak się tak czułam, w końcu to powiedział.
- No przecież widzę, że jednak coś musi być. Mi możesz powiedzieć wszystko. Ja wysłucham.
- Naprawdę ?
- A czy kiedyś było inaczej ? - objął mnie ramieniem. - A teraz mów.
Chwila zawahania. Zapytać go, czy nie zapytać ? A jak to tylko pogorszy sprawę ? Jak się na mnie zezłości ? Już w tedy w ogóle będę przybita. No ale cóż... raz się żyje. Wzięłam głęboki wdech i wydusiłam z siebie:
- Naprawdę wolisz Weronikę ode mnie ?
Zdziwienie szybko zagościło na jego twarzy.
- Ale skąd taki pomysł ?
- Filip, ja do tej pory pamiętam to, jak wydarłeś się na mnie, że jestem egoistką i że wolisz Weronikę. Wiesz jak te słowa cholernie mnie zabolały ?! I nadal bolą. Zawsze jak wracają te wspomnienia, chce mi się płakać. Jak widać tym razem nie wytrzymałam. - szlochałam
- Monika... - westchnął - To było jakieś 14 lat temu, a ty to wciąż rozpamiętujesz ?
- Czyli jednak to prawda... - odsunęłam się od niego.
- Nie ! To jest gówno prawda. Nie widzisz, że większość czasu spędzam z tobą ?! Nie zauważyłaś, że o tobie wiem prawie wszystko, a o niej prawie nic ? Oczywiście, kocham was obie i to bardzo mocno. Jesteście moimi siostrami, młodszymi siostrami. Moje kochane oczka w głowie. Ale nie widzisz tego, że Weronika jest inna niż ty ? Ty jesteś taka rodzinna, mimo twojej starości przytulasz się do starszego brata, większość czasu spędzasz z rodziną. A ona ? Ona gania z przyjaciółkami i chłopakami. W miejscu publicznym nie przytuli się do mnie, a co dopiero do rodziców, bo siara przecież. Ona woli towarzystwo znajomych. Owszem, dobrze się dogadujemy, ale jednak większą więź mam z tobą...
Po tych słowach byłam wkurzona na siebie. Jak ja mogłam go oskarżyć o coś takiego ? Jak jak mogłam to powiedzieć do mojego pierwszego przyjaciela ? Te wyrzuty spowodowały kolejną falę płaczu.
- Filip, przepraszam Cię. Przepraszam, że zwątpiłam w ciebie. Przepraszam za to pytanie. Jak ja w ogóle mogłam o to zapytać. Przepraszam. - wytarłam łzy. - Ja już lepiej sobie pójdę.
- O nie, nie, nie kochana, zostajesz tutaj. - złapał mnie za rękę. - Mam do odjazdu jeszcze 2 godziny i ten czas spędzę z moją kochaną siostrą. - zamknął mnie w swoich ramionach. - Co ty na to, żeby razem pojechać na wakacje ? Tylko ty i ja ? Załatwię wolne w lipcu.
- No nie wiem... Rodzice będą się pluć, że nie bierzemy Weroniki.
- E tam, ona pewnie pojedzie gdzieś z przyjaciółmi.
- Zobaczmy. - uśmiechnęłam się
           Wszystko co dobre, kiedyś się kończy... Bardzo szybko zleciał mi ten wspólny czas. Staliśmy pod jego samochodem i się żegnaliśmy.
- Będę tęskniła. - przytuliłam się do niego.
- Ja też. Ale Poznań to nie koniec świata. - zaśmiał się - Będę dzwonił codziennie. Trzymaj się. - pocałował mnie w czoło i wsiadł do auta.
Pomachał mu na pożegnanie i wsiadłam do swojego pojazdu. Na szczęście ulice Łodzi nie były zatłoczone i spokojnie dojechałam pod budynek mojej szkoły. Zadowolona wbiegłam po schodkach i weszłam do budynku. Podeszłam pod salę w której mam mieć pierwsze zajęcia. Do rozpoczęcia zostało 20 minut, więc wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego chłopaka. Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Hallo.
- No hej Dawidku. Co tam u ciebie ?
- A dobrze. Wiesz co, nie mogę teraz rozmawiać. Cześć.- rozłączył się
Co to do cholery miało być ?! Prawda, jest czasami chamski, ale coś takiego jeszcze mi się nie zdarzyło. Może po prostu ma zły dzień... Coś w pracy się stało i nie ma humoru. Pewnie tak... Później do niego zadzwonię. Wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam sobie powtarzać.
          Leżałam na łóżku i zaczęłam pisać sms do brata: Miałeś dzwo i w tym samym czasie na ekranie wyświetliło się jego zdjęcie i rozbrzmiał się mój dzwonek. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę i telefon przyłożyłam do ucha.
- Wygonie leży się na łóżku ? - zaśmiał się
- Tak, a skąd ty wiesz ?
- Kochana, znam twój grafik lepiej niż ty.
- No no. - zaczęłam się śmiać. - Dobra, lepiej opowiadaj co tam u ciebie. Jak droga ?
- A spoko. Jakoś dojechałem i właśnie obczjałem mój pokój. Jest nawet całkiem fajny. Wyślę ci potem fotki na fb. Jak było na studiach.
- Dobrze, dobrze.
- No to dobrze. - wyczułam przez telefon, że się uśmiecha. - Wiesz co Monia... Muszę kończyć, bo mam spotkanie. Jeszcze później popiszemy na fejsie. Buziaki, pa pa.
- No buziaczki i powodzenia. - cmoknęłam do słuchawki.
- Dziękuję, pa. - rozłączył się.
Znudzona poszłam przed telewizor. Zastałam tam tatę. Usiadłam koło niego na kanapie.
- Co tam ? - zapytał
- A właśnie dzwonił Filip. Mówił, że fajny pokój i że zaraz ma spotkanie.
- To dobrze. Ale dlaczego on zawsze dzwoni do ciebie a nie do nas ?
- Oj nie zawsze. - uśmiechnęłam się - Gdzie Weronika ?
- Nie wiem, wyszła gdzieś bez mówienia. - westchnął - Przynajmniej chociaż ty zostajesz ze staruszkami.
- Oj tato, Filip też często przesiaduje. Dłużej czasu spędza u nas niż w swoim mieszkaniu. - zaśmiałam się
- Fakt. - zaśmiał się.
- A co wam tu tak śmieszno ? - do pokoju weszła mama
- A nic takiego. - rzekł tato. - Filip dzwonił do Mońki.
- I co mówił ?
- Że pokój fajny i że ma spotkanie. Później ma pisać.
- Nie myślałaś o wakacjach z Filipem ? - zapytała rodzicielka
- Nieee, przecież jeszcze jest Weronika. - oznajmiłam
- Przestań... Należy wam się wspólny czas. Monika już o was nie myśli. Myśli tylko o tym jak gdzieś się wyrwać ze znajomymi. Oczywiście kocha was, ale woli towarzystwo przyjaciół...
- Mamo nie mów tak... Ona. - i moją wypowiedź przerwał dźwięk  mojego dzwonka telefonu. - przepraszam- wstałam i wyszłam z salonu.
- Cześć Monia, masz jutro czas o 16 ? - usłyszałam Dawida
- Hej. Tak, a co ?
- Spotkamy się na rynku, w naszej knajpce ?
- Jasne.
- To jesteśmy umówieni. Pa. - rozłączył się.
Ciekawe co jest powodem tego spotkania. A może chce się oświadczyć ? To by było wspaniałe. To jest nasze ulubione miejsce, co może być prawdą. Ale jestem szczęśliwa. Mój ukochany mężczyzna przypieczętuje naszą miłość !

wtorek, 7 lipca 2015

Prolog

KWIECIEŃ 2015

    Godzina 8.30 a ja już na dworze... Ale tak to jest, jak się chciało studiować... Na szczęście dni robiły się coraz cieplejsze i można było się przerzucić na cieńsze kurtki. Siedząc na przystanku powtarzałam sobie notatki z ostatnich zajęć. Myśl, że taka nauka jeszcze tylko do lipca dodawała mi otuchy. A później próby dostania pracy jako ratownik medyczny. Tak, ale najpierw trzeba obronić pracę magisterską... Myślę, że się uda.
      Wykłady na szczęście wykłady leciały szybko, co nie popsuło mojego humoru. Jeszcze lepszy humor miałam, kiedy przed uniwerkiem ujrzałam postać mojego chłopaka.
- Cześć kochanie. - dałam mu buziaka
- Cześć. Jak było na zajęciach ? - zapytał
- Dobrze. Za wyjątkiem głodu. Oczywiście zapomniałam śniadania, a wiesz, że nie lubię tych kanapek ze sklepu. - westchnęłam
- To chodźmy do Maca.
- Nie, nie mogę. Obiecałam mamie, że będę na obiedzie, więc muszę iść. Odprowadzisz mnie ?
- No dobra. - na jego twarzy pojawił się grymas.
- Dawid, jak nie chcesz, to nie idź. - rzekłam.
- Dobra. To uważaj na siebie. - po tych słowach odszedł
No co za pajac ! Nawet się nie pożegnał ! A z tym odprowadzeniem, to z grzeczności powinien ze mną pójść... Ale to cały Dawid...
      Zdenerwowana weszłam do domu i rzuciłam torbę w kąt. Szybko ściągnęłam kurtkę i kierowałam się do swojego pokoju.
- Cześć córciu. - przywitała mnie mama. - Co się stało ?
- Nieważne. - westchnęłam
- Znowu Dawid coś wymyślił ?
- Tak. Jest Filip ?
- W salonie.
Poszłam do pomieszczenia wskazanego przez mamę. Na kanapie leżał brat.
- Siemanko. Co to się stało, że do nas wpadłeś ? - zapytałam
- Głodny byłem. - zaśmiał się
- I co, dobry obiad ? - uśmiechnęłam się
- Nie jadłem, bo czekałem na ciebie i Weronikę.
- To chodź. - oznajmiłam i udaliśmy się do kuchni.
Każdy zajął swoje miejsce i mogliśmy przystąpić do obiadu.
- Monika, mówię ci że ten Dawid nie jest dla ciebie. - zaczęła mama.
- Jesteśmy razem już 2 lata. Poza tym, czy musimy o nim rozmawiać ? Ja go kocham i nic tego nie zmieni.
Zapanowała cisza. Nikt nie lubi tego tematu, bo wszyscy nie przepadają za moim chłopakiem i nie chcą, żebym z nim była.
- Muszę jutro wyjechać na 2 tygodnie z pracy. - ciszę przerwał brat. - Możecie zająć się moim mieszkaniem ?
- Zajmę się. - rzekłam - Z Weroniką będziemy chodziły, nie ? - popatrzyłam się na siostrę.
- Jasne. - uśmiechnęła się. - Jak w pracy tato ?
- A dobrze, dobrze. Jutro mam bardzo ważną rozprawę, więc muszę iść się do niej przygotować. Dziękuję za obiad. - wstał i odszedł do swojego domowego "biura".
- Jak na studiach ? - to pytanie brat skierował do mnie.
- Spoko. Właśnie... Mam jutro ważny egzamin. - wstałam. - Muszę iść się uczyć. Wpadnę jutro rano się pożegnać. - puściłam mu oczko.
Wymyśliłam tę wymówkę, aby się od nich uwolnić. Nie miałam humoru na rodzinne pogaduszki. Owszem kocham to, ale nie dzisiaj. Dawid zniszczył mi samopoczucie. W ogóle ostatnio zachowuje się jakoś dziwnie. Położyłam się wygodnie na łóżku i rozmyślałam dalej. Coraz mniej czasu ze sobą spędzamy, mniej rozmawiamy... Pewnie to przez moje studia. Teraz więcej egzaminów, co powoduje więcej nauki, a to zabiera czas na zabawy. Popatrzyłam na zegarek. Jeszcze 30 min, miałam do spotkania z przyjaciółkami w galerii. Zaczęłam się szykować.
        Spotkałam się z Anią i Gabryśką pod kinem.
- To, co włóczymy się po sklepach. - zaproponowałam.
Obie przystały na tą propozycję. Chodziłyśmy pomiędzy wieszakami z różnorodnymi ubraniami. Co chwilę przyglądałam się jakiejś bluzce. Jednak żadna nie wpadła mi w oko... Za to Gabryśka miała już 3 wybrane. Opowiedziałam im o moich przemyśleniach co do Dawida. One sugerowały mi zerwanie. Też go nie lubią. Ale ja go kocham i tego nie zrobię. I tak 3 godziny przechodziłyśmy.
Na dworze było już ciemnawo, więc trzeba było wracać do domu. Nie lubię sama włóczyć się po Łodzi (tam mieszkam) jak się ściemni.


I tak wygląda każdy mój dzień.
szkoła -> dom -> przyjaciółki -> nauka -> spanie.
no i czasami spotkania z Dawidem.



I jak ? Podoba się ? :)