niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 7

        Czas się kręci, czas płynie, a pamięć wciąż żywa... Już dwa tygodnie minęły od mojego wyjścia ze szpitala. Przez ten czas praktycznie z nikim nie rozmawiałam i nie opuszczałam pokoju, no za wyjątkiem jak musiałam się udać do toalety. Moja psychika nie nadawała już się do niczego. Popadłam w totalną depresję. Co chwile miałam jakieś myśli samobójcze, ale jednak coś mnie odciągało.
Przeglądałam Facebook'a kiedy natrafiłam na zdjęcie Dawida. Zaczęłam płakać. Twarz schowałam w poduszkę, która po minucie była cała mokra. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.

OCZAMI MAMY

     Nie mogłam już wytrzymać z tym zachowaniem Moniki. Zaszyła się w tym pokoju na dobre. Wszystkich odtrąca, nikogo nie słucha, nawet Filipa. Syn bardzo cierpi z tego powodu, bo do tej pory byli z sobą bardzo zżyci. A ona nawet teraz się do niego nie odzywa.
- Słuchaj Mietek, coś z tym musimy zrobić. - powiedziałam przy obiedzie. - Myślałam, żeby zadzwonić do tego lekarza, żeby przyszedł ją zbadać i porozmawiać. Może on jej przegada do tej głowy. Nie mogę patrzeć na to jak ona się męczy.
- Świetny pomysł. Masz tutaj numer do niego. - wręczył mi wizytówkę.
Szybko wystukałam numer na ekranie i zaraz przyłożyłam go do ucha. Po kilku sygnałach odezwał się głos:
- Doktor Aleksander Gawliński, słucham.
- Dzień dobry Panie doktorze. Z tej strony Lucyna Żurek. Jestem mamą Moniki Żurek, nie wiem czy Pan pamięta.
- yyy tak pamiętam. Coś się stało ??
- Tak. Ona od przyjazdu do domu w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju, z nikim nie rozmawia. Wczoraj tylko kazała mi sobie przynieść mocne tabletki przeciwbólowe, bo nie może wytrzymać z nogą. Mam taką prośbę... Czy mógłby Pan przyjechać i ją zbadać ? I tak przy okazji porozmawiać ? Może Panu się coś uda zdziałać...
- No dobrze. Mam czas za pół godziny. Może być ?
- Tak, oczywiście. To do widzenia.
- Do widzenia.
- I co powiedział ? - mąż był zaciekawiony.
- Będzie za pół godziny. - uśmiechnęłam się.
- Kto tu przyjdzie ? - do jadalni weszła Weronika
- Doktor. Może przegada twojej siostrze do tego łba. - rzekł lekko zdenerwowany mąż.
- Wiecie, że Filip też przez to jest w dołku ? Udaje twardego, ale ja widzę co się z nim dzieje. Macie jakiś pomysł, co go pocieszy ? - córka usiadła koło nas.
- Porozmawiajmy z nim tak szczerze. - zaproponowałam
Przez kilkanaście minut ustalaliśmy co począć z synem. Jednak naszą burzę mózgu przerwał dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się młody, wysoki, przystojny mężczyzna.
- Dzień dobry Panie doktorze, zapraszam. - przepuściłam go
Wszedł do środka i był trochę zmieszany.
- My już naprawdę nie wiemy co mamy robić. - westchnęłam. - Tutaj proszę. - wskazałam drzwi do jej pokoju.


OCZAMI MONIKI

- Ktoś do ciebie. - rzekła mama
Nic nie odpowiedziałam, leżałam tak dalej. Drzwi się zamknęły i nastała cisza. Nagle na mojej ręce poczułam czyjeś palce. To był ten sam dotyk, który jak i teraz wywołał ciarki na moim ciele, a w brzuchu zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Niepewnie się obróciłam i ujrzałam mojego ortopedę.
- Dzień dobry. - powiedział
Jak zwykle poważny, zero uśmiechu. Tylko czekałam na jego jakąś docinkę.
- Pani mama prosiła, abym Panią zbadał. - wytłumaczył się.
- Nie potrzebuję badania. - slochnęłam
- Nalegam. - był nieugięty.
- Dobrze. - westchnęłam
Powoli zsunęłam spodnie. Zaczął dotykać miejsce złamania. Robił to tak delikatnie. Uważnie przyglądałam się jego poczynaniom. jego chude, długie palce energicznie jeździły po moim udzie. Jego twarz była skupiona. Seksownie tak wyglądał. Pochyliłam się do przodu bardziej, żeby zobaczyć co teraz robi. On w tej samej chwili odwrócił głowę w moją stronę. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Moje serce waliło tak mocno, że mało nie wypadło mi z klatki piersiowej. Oddech coraz bardziej przyspieszał, a mimo to wpatrywałam się w jego oczy. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wpatrywaliśmy się w tak siebie, kiedy on zaczął powoli się do mnie przybliżać. Kiedy nasze wargi były już prawie złączone, zadzwonił jego telefon. Szybko się wyprostował i odebrał. Ja nie wiedziałam co się stało. Co ja w ogóle robiłam? Patrzyłam na niego, jak on się po tym zachowuje. Jednak stał do mnie placami i nie widziałam jego emocji. Nawet nie słuchałam co mówi, byłam zbyt zajęta wpatrywania się w niego i analizowania całego zajścia.
- Jak się czujesz ? - dopiero po jakiejś chwili dotarło do mnie, że siedzi koło mnie.
- Przepraszam, słucham ? - zwróciłam się do niego
- Jak się czujesz ? - powtórzył
- Dobrze. - kiwnęłam głową
- Na pewno ? Twoja mama mówiła co innego.
- Przesadza.
- No zastając cię w takim stanie, w jakim się zastałem, to chyba bardziej wierzę twojej mamie.
- Ma rację. Ja sobie z tym nie radzę, rozumiesz ? Przerasta mnie to ! Nie chce mi się już żyć ! Po co mnie ratowałeś ?! Co ?! Nie  musiałbyś tu teraz siedzieć. Ty miałbyś lżej i ja bym nie musiała się tak cholernie męczyć.
- Myślisz, że ja mam takie lekkie, miłe życie ? Myślisz, że co ? Że jestem ortopedą to mam kasę i wszystko co chcę ? Że żyję jak w siódmym niebie ? Tutaj się mylisz. Tyle co ja codziennie widzę cierpienia, to jest dołujące. Czasami mam ochotę rzucić wszystko, wylecieć z tego cholernego szpitala i wydrzeć się z całego gardła. Ale  nie mogę. Muszę być silny. I ty też musisz. Przemyśl to, naprawdę.
- Poczekasz chwilę ? Muszę do toalety.
Kiwną głową, a ja z sykiem zeszłam z łóżka. Ta toaleta była dla mnie czasem do przemyśleń.  Polubiłam go, nie wiem dlaczego. Jest całkiem inny niż w szpitalu. Taki otwarty dla mnie, pomaga mi. Kiedy weszłam do pokoju, robił coś na telefonie. Kiedy usłyszał, że stawiam kule koło niego podniósł na mnie wzrok i przeniósł go na mój telefon, który właśnie wydał dźwięk powiadomienia. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam co mi przyszło. Zaproszenie do grona znajomych od użytkownika... i tylko tyle zobaczyłam na pasku powiadomień. Kliknęłam na to i wyświetliła mi się osoba, która mnie zaprasza. Był to niejaki Aleksander Gawliński. Zerknęłam na niego. Była zapatrzony w telefon. Jednak wiedziałam, że czeka na odpowiedź. Po chwili wahania wcisnęłam akceptuj. Jego telefon wydał wibrację, a doktorek się ożywił. Zaczął energicznie przesuwać palcem po ekranie. Po chwili wiedziałam co robi, bo co chwile przychodziło mi, że lajknął moje zdjęcie.
- Możesz przestać ? - rzekłam po chwili
- Ale co ?
- Nie udawaj. Mów, co z moją nogą.
- Wszystko dobrze. Ja muszę już lecieć. - wsunął telefon do kieszeni i wstał.
Kierował się w stronę drzwi, kiedy nagle odwrócił się, podszedł do mnie, dał mi buziaka w policzek i znowu szedł do drzwi.
- Olek ? - zatrzymałam go.
Odwrócił się.
- Uśmiechniesz się chociaż raz do mnie ? - zapytałam
Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki, piękny uśmiech.
- Przyjdziesz jutro ? - moje kąciki ust powędrowały lekko w górę.
Kiwnął głową i wyszedł. Uśmiechnęłam opadłam na łóżku i zanurzyłam się we wspomnieniach jego uśmiechu.

OCZAMI MAMY

- I co z nią Panie doktorze ? - zapytałam
- Dałbym jej jeszcze parę dni. Jak się nie poprawi, to proszę udać się do psychologa.
- A co z nogą??
- Wszystko idzie w dobrym kierunku. Oczywiście naturalne jest to, że mocno boli. Najgorsze jakie może być złamanie. Proszę jej dawać te tabletki 2 razy dziennie. - wręczył mi tabletki.
 - Dziękuję. - posłałam mu uśmiech.
- Do widzenia. - uśmiechnął się i wyszedł,

OCZAMI MONIKI

Weszłam na Fb gdzie czekały na mnie powiadomienia, że Olek polubił wszystkie moje zdjęcia. Dodatkowo zaczął obserwować mnie na instagramie i mam zaproszenie na Snapchacie. Użytkownik o nazwie ortoAlek. No trudno się domyśleć któż to taki. Oczywiście na ig też zaczęłam go obserwować. Miał aż jedno zdjęcie, które polubiłam. Na Snapie też przyjęłam jego zaproszenie i zaraz po tym wysłałam zdjęcie z dopiskiem do jutra ! 
Normalnie byłam rozpromieniona. Przeglądałam jego facebook'owy profil. Dowiedziałam się tylko, że mieszka w Łodzi. Miał tylko dwa zdjęcia. Na profilowym wyszedł seksownie. Tym jego uśmiechem. Na internecie szukałam informacji o nim. Jednak było ich mało. Była jedna opinia i to pozytywna. Przyszło powiadomienie, że dostałam snapa. Szybko go włączyła, ale szybko moja radość prysnęła, bo to nie było on... Masło wysłała snapa z Marcinem. Ja zrobiłam zdj moich nóg i dopisałam: szczęściara xD :P i wysłałam. Jednak po chwili przyszło coś od niego. Nie wahając się otworzyłam go. Na zdjęciu były jego nogi, a on leżał. Dooomek :3 miał takie chude, długie stopy, które mnie urzekły. Tak same jego palce u dłoni są takie, które mnie pociągają. Zasłoniłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Ahh te stopy *.* Nie wiem dlaczego wysłałam mu to. Dopiero po chwili wkurzyłam się na siebie. Podenerwowana wpatrywałam się w czerwony trójkącik, który oznacza wysłane zdjęcie. Nagle zrobił się pusty. Moje serce waliło jak młot. Ciekawe czy coś odpisze. A jak odpisze to pewnie będzie wkurzony i będzie mnie cisnął. Po co ja głupia to zrobiłam ?! I przy jego nazwie pokazał  się kwadracik... Wysłał coś. Otworzyć to czy nie ? Ręce mi drżały. Jednak po chwili się przełamałam i nacisnęłam. Twoje też niezłe ;) Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Odwróciłam aparat na kamerkę przednią i zrobiłam dziubek. Dziękuję. i wysłałam. Czy na pewno dobrze zrobiłam ? Znowu obawy powróciły i ten stres. Jednak odpowiedź znowu była pozytywna. On też wysłał selfie z dziubkiem nie ma za co ;* Zrobiłam screena, bo nie mogłam się mu oprzeć. Zaraz przyszło czarne zdj  i ejjjjjj !! Usuń to !  Zaczęłam się z nim droczyć, a on ze mną i tak spędziłam cały wieczór na Snapie. W międzyczasie snapowałam też z Anią i Gabryśką. Były zadowolone, że wychodzę z dołka. Jednak nie powiedziałam im o Olku. Nikomu o nim nie powiedziałam.
Jednak tego dnia z pokoju jeszcze nie wyszłam. Nie chciałam, żeby wyszło na jaw to, że to dzięki niemu polepszyło mi się. Jutro zacznę wszystko na nowo.

1 komentarz: