piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 8

- Monika !  - obudziło mnie szturchnięcie i głośnie wypowiedzenie mojego imienia. 
Zaspana naciągnęłam na siebie kołdrę. 
- Co ? - burknęłam 
- Gawliński do Ciebie dzwonił. - rzekła siostra 
- Co ? - mruknęłam 
- No ten lekarz dzwonił do Ciebie. 
- Po co ? 
- Nie wiem. Ale się dobijał. 
- yhym. Dobra, czego chcesz ? - westchnęłam 
- Gdzie masz swoją prostownicę ? - zapytała 
- Po co Ci ? 
- No a do czego może być potrzebna prostownica ? - zapytała sarkastycznie 
- I tylko po to mnie budzisz ? - odwróciłam się w jej stronę
- No. Nie chciałam grzebać w twoich rzeczach. 
- Taaa, bo to by był pierwszy raz. - skwitowałam - Tam w szafce. - Kiwnęłam głową
- Dzięki. 
Podeszła do szafki i znalazła ją. 
- Werka, która godzina ?- zapytałam
- 6.50 
- Zabiję cię gnojku jeden. Ale to później, bo teraz mi się nie chce. Miłej nauki. - powiedziałam i przykryłam się kołdrą. 
- Dzięki, kochana jesteś. 
I wyszła. Było mi cieplutko i cichutko co przyczyniło się do mojego szybkiego zaśnięcia. 
          Ponowienie obudziłam się po 11. Wreszcie się wyspałam. Ból mi nie doskwierał, dzięki tym nowym tabletką. Są naprawdę dobre. Nie wiem dlaczego, ale od razu po obudzeniu miałam dobry humor. Przeciągnęłam się mocno, co  było trochę nieprzemyślane, bo przyniosło to efekt bólu w miejscu złamania. Jednak to nie popsuło mojego samopoczucia. Wzięłam telefon do ręki i odblokowałam go. Młoda oszukała mnie z tym telefonem. 
- Filip ! - krzyknęłam 
Jednak nikt nie odpowiadał. Uderzyłam się w czoło, kiedy przypomniałam sobie, że Filip z nami nie mieszka. Ciężko mi się przyzwyczaić do tego, bo brat bardzo często jest u nas i często zostaje na noc. Czyli zostałam sama. Nie lubię tego. Wystarczy mi te 2 tygodnie izolowania się od wszystkich. Zaczęłam zbierać się z łóżka. Nagle do pokoju wpadł brat. 
- Co się stało ? - zapytał przestraszony. 
Jak go zobaczyłam buchnęłam śmiechem. Każdy jego włos sterczał w inną stronę, koszulka podwinięta do połowy brzucha, i na policzku miał chyba odciśniętą poduszkę. 
- Co ty tu robisz ? - wydusiłam po chwili z siebie
- Yyy jestem ? 
- Nie jesteś w pracy ? 
- Nie, mam dzisiaj wolne. - westchnął - To skąd wiedziałaś, że tu jestem ?
- Nie wiedziałam, ale tak z przyzwyczajenia krzyknęłam. Jadłeś już śniadanie ?
- A wyglądam ? - powiedział zmarnowany
Wyciągnęłam do niego ręce. Podszedł do mnie i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego tors. 
- Brakowało mi tego. - szepnęłam 
- Mi też. 
W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. Jak ja mogłam tak postępować wobec niego ? Najbliższa osoba mojego serca, a ja byłam dla niego taka podła. 
- Przepraszam. - szlochnęłam
- Oj przestań. Nic się nie stało. - przycisnął mnie do siebie. - Nie płacz, proszę. 
- Ale ja byłam taką jędzą dla ciebie, chociaż nic mi nie zrobiłeś. Jestem zwykłą egoistką.  
- Skończyłaś ? - westchnął - Idziemy na śniadanie ?
Kiwnęłam głową wyswobodziłam się z jego uścisku. 
- Tylko jeszcze pójdę do toalety. - oznajmiłam 
         Naszym pierwszym posiłkiem była jajecznica. Oczywiście cała kuchnia była ubabrana w składnikach idących do jajecznicy. Oczywiście Filip musiał to sprzątać, bo zawsze potrafię go tak sobie "urobić". W tym czasie jak on sprzątał, poszłam się ubrać. 
       Postanowiliśmy pooglądać jakiś fajny film. Oczywiście najpierw szukaliśmy jakiegoś odpowiedniego. Po żmudnych poszukiwaniach postawiliśmy na ,,Snajper". Nie byłam przekonana co do tego filmu, jednak widziałam, że Filipowi bardzo na tym zależy. 
Snajper naprawdę mnie wciągnął. Bardzo dobra reżyseria, scenariusz, charakteryzacja i scenografia. Główną postać Chrisa  grał jeden z moich ulubionych aktorów - Bradley Cooper. Kocham tego faceta, a szczególnie jego oczyska. Bardzo polecam ten film, przyznam się, że popłakałam się na nim. 
Później włączyliśmy PS3 i zaczęliśmy grać w Tekken'a. Oczywiście była zażarta walka. Udawało mi się z nim wygrać. W tedy cieszyłam się jak głupia. 
- Cześć dzieciaki. - do domu weszli rodzice 
- Cześć. - krzyknęliśmy z Filipem równocześnie, nie przerywając gry.
- A co wy tu robicie ? - do pokoju weszła mama - O ładnie. Pewnie cały dzień się obijaliście ? 
- A gdzie tam. - zaśmiał się brat
- Filip, chodź mi pomóż przynieść zakupy z samochodu. - oznajmił tato. 
- No już, już. - odparł i skończył ze mną grę wygraną. 
- Frajer. - westchnęłam i poszłam do swojego pokoju. 
Położyłam się wygonie na łóżku i puściłam muzykę z telefonu. W pokoju roznosiły się dźwięki Borgeous - Invincible. Kocham tę piosenkę. Rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju. 

OCZAMI MAMY 
 
     Rozpakowywałam zakupy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam dzisiaj nikogo. Zaciekawiona poszłam otworzyć. Przede mną pojawiła się sylwetka lekarza. 
- Dzień dobry. Przywiozłem zdjęcia pani córki, których zapomniała ode mnie odebrać. Jest może w domu ?
- O dzień dobry. Tak, tak , zapraszam. Jest u siebie w pokoju. - oznajmiłam mu i zapukałam do drzwi córki.
- No. - krzyknęła 
- Ktoś do ciebie. 
- Okej! 
- Proszę wejść. - uchyliłam drzwi mężczyźnie. 


OCZAMI MONIKI 

      Po słowach mamy wiedziałam już kto to. Podniosłam się szybko z łóżka i stanęłam koło drzwi. Kiedy wszedł do pokoju trochę się zdziwił, bo nie widział mnie na łóżku przy biurku. Odwrócił się w moją stronę, a ja bez zastanowienia rzuciłam mu się na szyję. Nawet nie wiem dlaczego tak postąpiłam. Ale szybko tego pożałowałam. On tego nie odwzajemnił, dalej ręce miał spuszczone wzdłuż ciała. Odsunęłam się od niego. 
- Przepraszam. - szepnęłam i poszłam na łóżko. 
- Przywiozłem twoje zdjęcia, które zostawiłaś. - podał mi długą kopertę. 
- Dzięki. - mruknęłam 
- Jak się czujesz ? - zapytał 
- Dobrze. 
- Widzę, że chłopak był.- powiedział wskazując na koszulkę, która leżała na łóżku.
- Poczekaj tu chwile. - wzięłam koszulkę i wyszłam z pokoju. - Filip ! Co twoja koszulka robi u mnie w pokoju ?!
- Pewnie leży. - zaśmiał się 
- Zabawne. - mruknęłam i cisnęłam ją w brata. 
Wróciłam do pokoju. 
- Kocham tą piosenkę. - zagadałam 
- E tam. Zwykła nuta, dla dziewczyn w dołku, zdesperowanych. - rzekł
Zszokowało mnie to  co powiedział. Bardzo mnie to zabolało. Dotyczyło to też mnie, bo przecież jej słucham. 
- Wyjdź stąd ! - syknęłam 
- Przepraszam, to nie tak miało być. 
- Wyjdź ! 
- Jak chcesz. Ale ja naprawdę przepraszam. - oznajmił i opuścił mój pokój. 
Zabolało mnie jego zachowanie. Był dzisiaj dla mnie jakiś taki oschły. A z resztą, czego ja się spodziewałam po facecie, który robił wszystko, żeby mi dowalić ? Co ja sobie w ogóle wyobrażałam ? Położyłam się na łóżku i  wróciły mi wspomnienia wczorajszego wieczora. Tyle snapów sobie wysyłaliśmy, było wszystko na luzie. Ten jego uśmiech, jego oczy. Wszystko sprawiało, że jego osoba w jakimś pewnym sensie mnie pociągała. Przyznaję to, że jest naprawdę przystojny. Ta dziewczyna, która skradła jego sercem, ma czym się chwalić. Jednak jest wielkim dupkiem. Żałuję, że go poznałam. Wszystkie piosenki, które teraz leciały, były spokojne, co jeszcze bardziej mnie dołowało. Dobra, koniec tej muzyki. Wzięłam telefon i odblokowałam go. Zatkało mnie jak zobaczyłam tapetę. Na niej było selfie Gawlińskiego, na którym robił dzióbek. Rzuciłam telefonem o łóżko i wyszłam z pokoju. Nie mogłam pokazać po sobie, że coś się stało.
- Jest już obiad ? - zapytałam
- Tak, już możesz brać. - uśmiechnęła się mama. 
- Siema wszystkim. - do domu weszła Weronika. 
- O Weroniczka. Właśnie obiad już jest. - krzyknęła mama. - Nakładaj sobie.
Z nalaną zupą usadowiłam się wygodnie przy stole. 
- A gdzie Filip ? - zapytałam 
- Poszedł do domu. Coś tam miał do załatwienia. 
- Aha. -westchnęłam


niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 7

        Czas się kręci, czas płynie, a pamięć wciąż żywa... Już dwa tygodnie minęły od mojego wyjścia ze szpitala. Przez ten czas praktycznie z nikim nie rozmawiałam i nie opuszczałam pokoju, no za wyjątkiem jak musiałam się udać do toalety. Moja psychika nie nadawała już się do niczego. Popadłam w totalną depresję. Co chwile miałam jakieś myśli samobójcze, ale jednak coś mnie odciągało.
Przeglądałam Facebook'a kiedy natrafiłam na zdjęcie Dawida. Zaczęłam płakać. Twarz schowałam w poduszkę, która po minucie była cała mokra. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.

OCZAMI MAMY

     Nie mogłam już wytrzymać z tym zachowaniem Moniki. Zaszyła się w tym pokoju na dobre. Wszystkich odtrąca, nikogo nie słucha, nawet Filipa. Syn bardzo cierpi z tego powodu, bo do tej pory byli z sobą bardzo zżyci. A ona nawet teraz się do niego nie odzywa.
- Słuchaj Mietek, coś z tym musimy zrobić. - powiedziałam przy obiedzie. - Myślałam, żeby zadzwonić do tego lekarza, żeby przyszedł ją zbadać i porozmawiać. Może on jej przegada do tej głowy. Nie mogę patrzeć na to jak ona się męczy.
- Świetny pomysł. Masz tutaj numer do niego. - wręczył mi wizytówkę.
Szybko wystukałam numer na ekranie i zaraz przyłożyłam go do ucha. Po kilku sygnałach odezwał się głos:
- Doktor Aleksander Gawliński, słucham.
- Dzień dobry Panie doktorze. Z tej strony Lucyna Żurek. Jestem mamą Moniki Żurek, nie wiem czy Pan pamięta.
- yyy tak pamiętam. Coś się stało ??
- Tak. Ona od przyjazdu do domu w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju, z nikim nie rozmawia. Wczoraj tylko kazała mi sobie przynieść mocne tabletki przeciwbólowe, bo nie może wytrzymać z nogą. Mam taką prośbę... Czy mógłby Pan przyjechać i ją zbadać ? I tak przy okazji porozmawiać ? Może Panu się coś uda zdziałać...
- No dobrze. Mam czas za pół godziny. Może być ?
- Tak, oczywiście. To do widzenia.
- Do widzenia.
- I co powiedział ? - mąż był zaciekawiony.
- Będzie za pół godziny. - uśmiechnęłam się.
- Kto tu przyjdzie ? - do jadalni weszła Weronika
- Doktor. Może przegada twojej siostrze do tego łba. - rzekł lekko zdenerwowany mąż.
- Wiecie, że Filip też przez to jest w dołku ? Udaje twardego, ale ja widzę co się z nim dzieje. Macie jakiś pomysł, co go pocieszy ? - córka usiadła koło nas.
- Porozmawiajmy z nim tak szczerze. - zaproponowałam
Przez kilkanaście minut ustalaliśmy co począć z synem. Jednak naszą burzę mózgu przerwał dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się młody, wysoki, przystojny mężczyzna.
- Dzień dobry Panie doktorze, zapraszam. - przepuściłam go
Wszedł do środka i był trochę zmieszany.
- My już naprawdę nie wiemy co mamy robić. - westchnęłam. - Tutaj proszę. - wskazałam drzwi do jej pokoju.


OCZAMI MONIKI

- Ktoś do ciebie. - rzekła mama
Nic nie odpowiedziałam, leżałam tak dalej. Drzwi się zamknęły i nastała cisza. Nagle na mojej ręce poczułam czyjeś palce. To był ten sam dotyk, który jak i teraz wywołał ciarki na moim ciele, a w brzuchu zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Niepewnie się obróciłam i ujrzałam mojego ortopedę.
- Dzień dobry. - powiedział
Jak zwykle poważny, zero uśmiechu. Tylko czekałam na jego jakąś docinkę.
- Pani mama prosiła, abym Panią zbadał. - wytłumaczył się.
- Nie potrzebuję badania. - slochnęłam
- Nalegam. - był nieugięty.
- Dobrze. - westchnęłam
Powoli zsunęłam spodnie. Zaczął dotykać miejsce złamania. Robił to tak delikatnie. Uważnie przyglądałam się jego poczynaniom. jego chude, długie palce energicznie jeździły po moim udzie. Jego twarz była skupiona. Seksownie tak wyglądał. Pochyliłam się do przodu bardziej, żeby zobaczyć co teraz robi. On w tej samej chwili odwrócił głowę w moją stronę. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Moje serce waliło tak mocno, że mało nie wypadło mi z klatki piersiowej. Oddech coraz bardziej przyspieszał, a mimo to wpatrywałam się w jego oczy. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wpatrywaliśmy się w tak siebie, kiedy on zaczął powoli się do mnie przybliżać. Kiedy nasze wargi były już prawie złączone, zadzwonił jego telefon. Szybko się wyprostował i odebrał. Ja nie wiedziałam co się stało. Co ja w ogóle robiłam? Patrzyłam na niego, jak on się po tym zachowuje. Jednak stał do mnie placami i nie widziałam jego emocji. Nawet nie słuchałam co mówi, byłam zbyt zajęta wpatrywania się w niego i analizowania całego zajścia.
- Jak się czujesz ? - dopiero po jakiejś chwili dotarło do mnie, że siedzi koło mnie.
- Przepraszam, słucham ? - zwróciłam się do niego
- Jak się czujesz ? - powtórzył
- Dobrze. - kiwnęłam głową
- Na pewno ? Twoja mama mówiła co innego.
- Przesadza.
- No zastając cię w takim stanie, w jakim się zastałem, to chyba bardziej wierzę twojej mamie.
- Ma rację. Ja sobie z tym nie radzę, rozumiesz ? Przerasta mnie to ! Nie chce mi się już żyć ! Po co mnie ratowałeś ?! Co ?! Nie  musiałbyś tu teraz siedzieć. Ty miałbyś lżej i ja bym nie musiała się tak cholernie męczyć.
- Myślisz, że ja mam takie lekkie, miłe życie ? Myślisz, że co ? Że jestem ortopedą to mam kasę i wszystko co chcę ? Że żyję jak w siódmym niebie ? Tutaj się mylisz. Tyle co ja codziennie widzę cierpienia, to jest dołujące. Czasami mam ochotę rzucić wszystko, wylecieć z tego cholernego szpitala i wydrzeć się z całego gardła. Ale  nie mogę. Muszę być silny. I ty też musisz. Przemyśl to, naprawdę.
- Poczekasz chwilę ? Muszę do toalety.
Kiwną głową, a ja z sykiem zeszłam z łóżka. Ta toaleta była dla mnie czasem do przemyśleń.  Polubiłam go, nie wiem dlaczego. Jest całkiem inny niż w szpitalu. Taki otwarty dla mnie, pomaga mi. Kiedy weszłam do pokoju, robił coś na telefonie. Kiedy usłyszał, że stawiam kule koło niego podniósł na mnie wzrok i przeniósł go na mój telefon, który właśnie wydał dźwięk powiadomienia. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam co mi przyszło. Zaproszenie do grona znajomych od użytkownika... i tylko tyle zobaczyłam na pasku powiadomień. Kliknęłam na to i wyświetliła mi się osoba, która mnie zaprasza. Był to niejaki Aleksander Gawliński. Zerknęłam na niego. Była zapatrzony w telefon. Jednak wiedziałam, że czeka na odpowiedź. Po chwili wahania wcisnęłam akceptuj. Jego telefon wydał wibrację, a doktorek się ożywił. Zaczął energicznie przesuwać palcem po ekranie. Po chwili wiedziałam co robi, bo co chwile przychodziło mi, że lajknął moje zdjęcie.
- Możesz przestać ? - rzekłam po chwili
- Ale co ?
- Nie udawaj. Mów, co z moją nogą.
- Wszystko dobrze. Ja muszę już lecieć. - wsunął telefon do kieszeni i wstał.
Kierował się w stronę drzwi, kiedy nagle odwrócił się, podszedł do mnie, dał mi buziaka w policzek i znowu szedł do drzwi.
- Olek ? - zatrzymałam go.
Odwrócił się.
- Uśmiechniesz się chociaż raz do mnie ? - zapytałam
Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki, piękny uśmiech.
- Przyjdziesz jutro ? - moje kąciki ust powędrowały lekko w górę.
Kiwnął głową i wyszedł. Uśmiechnęłam opadłam na łóżku i zanurzyłam się we wspomnieniach jego uśmiechu.

OCZAMI MAMY

- I co z nią Panie doktorze ? - zapytałam
- Dałbym jej jeszcze parę dni. Jak się nie poprawi, to proszę udać się do psychologa.
- A co z nogą??
- Wszystko idzie w dobrym kierunku. Oczywiście naturalne jest to, że mocno boli. Najgorsze jakie może być złamanie. Proszę jej dawać te tabletki 2 razy dziennie. - wręczył mi tabletki.
 - Dziękuję. - posłałam mu uśmiech.
- Do widzenia. - uśmiechnął się i wyszedł,

OCZAMI MONIKI

Weszłam na Fb gdzie czekały na mnie powiadomienia, że Olek polubił wszystkie moje zdjęcia. Dodatkowo zaczął obserwować mnie na instagramie i mam zaproszenie na Snapchacie. Użytkownik o nazwie ortoAlek. No trudno się domyśleć któż to taki. Oczywiście na ig też zaczęłam go obserwować. Miał aż jedno zdjęcie, które polubiłam. Na Snapie też przyjęłam jego zaproszenie i zaraz po tym wysłałam zdjęcie z dopiskiem do jutra ! 
Normalnie byłam rozpromieniona. Przeglądałam jego facebook'owy profil. Dowiedziałam się tylko, że mieszka w Łodzi. Miał tylko dwa zdjęcia. Na profilowym wyszedł seksownie. Tym jego uśmiechem. Na internecie szukałam informacji o nim. Jednak było ich mało. Była jedna opinia i to pozytywna. Przyszło powiadomienie, że dostałam snapa. Szybko go włączyła, ale szybko moja radość prysnęła, bo to nie było on... Masło wysłała snapa z Marcinem. Ja zrobiłam zdj moich nóg i dopisałam: szczęściara xD :P i wysłałam. Jednak po chwili przyszło coś od niego. Nie wahając się otworzyłam go. Na zdjęciu były jego nogi, a on leżał. Dooomek :3 miał takie chude, długie stopy, które mnie urzekły. Tak same jego palce u dłoni są takie, które mnie pociągają. Zasłoniłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Ahh te stopy *.* Nie wiem dlaczego wysłałam mu to. Dopiero po chwili wkurzyłam się na siebie. Podenerwowana wpatrywałam się w czerwony trójkącik, który oznacza wysłane zdjęcie. Nagle zrobił się pusty. Moje serce waliło jak młot. Ciekawe czy coś odpisze. A jak odpisze to pewnie będzie wkurzony i będzie mnie cisnął. Po co ja głupia to zrobiłam ?! I przy jego nazwie pokazał  się kwadracik... Wysłał coś. Otworzyć to czy nie ? Ręce mi drżały. Jednak po chwili się przełamałam i nacisnęłam. Twoje też niezłe ;) Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Odwróciłam aparat na kamerkę przednią i zrobiłam dziubek. Dziękuję. i wysłałam. Czy na pewno dobrze zrobiłam ? Znowu obawy powróciły i ten stres. Jednak odpowiedź znowu była pozytywna. On też wysłał selfie z dziubkiem nie ma za co ;* Zrobiłam screena, bo nie mogłam się mu oprzeć. Zaraz przyszło czarne zdj  i ejjjjjj !! Usuń to !  Zaczęłam się z nim droczyć, a on ze mną i tak spędziłam cały wieczór na Snapie. W międzyczasie snapowałam też z Anią i Gabryśką. Były zadowolone, że wychodzę z dołka. Jednak nie powiedziałam im o Olku. Nikomu o nim nie powiedziałam.
Jednak tego dnia z pokoju jeszcze nie wyszłam. Nie chciałam, żeby wyszło na jaw to, że to dzięki niemu polepszyło mi się. Jutro zacznę wszystko na nowo.

Rozdział 6

W nocy prawie w ogóle nie spałam. To było  niewygodnie, to noga bolała... Dopiero zasnęłam koło 5 i pospałam do 11. Jednak myślę, że to i tak za mało, jak na takie męczarnie.
Od rana pilnie studiuje wszystkie materiały, bo przecież jutro mam egzamin. Nauka wchodziłam mi dzisiaj gładko. Myślałam, że będzie trochę gorzej po takiej przerwie, na szczęście się myliłam.
Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi.
- Proszę. - oderwałam się od czytania
Drzwi się uchyliły i pojawiła się uśmiechnięta twarz taty.
- Nie przeszkadzam ? - zapytał
- Nie, nie. Wchodź. - uśmiechnęłam się i poklepałam miejsce koło siebie.
Wygodnie się usadowił i zaczął:
- Co chcesz na śniadanko ?
- Ymmmm. A co mi zrobisz ? - zaśmiałam się
- Co zechcesz.
- To może... yyyy... omleta.
- Okej. Uczysz się na egzamin ? - westchnął
- Taa. Trochę tego jest, ale myślę, że dam radę. Muszę jeszcze załatwić wszystko z poprzednim egzaminem, bo oczywiście ten palant mnie nie wypuścił.
- Monisia, a może on się w tobie zakochał ?
- No jasne. A ja jestem świętym Mikołajem. - buchnęłam śmiechem.
- Ehh. Jestem bardziej doświadczony. Dobra. - wstał. - Przyjdziesz zaraz czy mam czy przynieść tutaj ?
- Przyjdę. Tato ? - zatrzymał się i popatrzył w moją stronę. - Masz dzisiaj wolne ?
- Tak.
- Fajnie.
Znowu zaczęłam pochłaniać wiedzę. ,,Autorem tych słów był Aleksander...." i tu się zatrzymałam. To imię kojarzy mi się teraz tylko z jedną osobą. Chciałabym go teraz spotkać i zakopać ten topór wojenny. Na myśl o nim uśmiech pojawia mi się na twarzy, a jak przypominam sobie jego dotyk, to po całym ciele przechodzą mi ciarki, a w brzuchu robi się ciepło. Tato wymyśla, że we mnie zakochany. Śmieszne. Takiej wredoty i wrogości nie okazuje się upatrzonej wybrance. W ogóle po co ja o tym myślę ? Nic do niego nie czuje, nie podoba mi się, nie wpadł mi w oko. Przesadzam już, bo przyzwyczaiłam się do szpitalnej rzeczywistości. Te docinki stały się elementem każdego dnia, w sumie to każdej godziny. Zaczęłam się powoli zwlekać z łóżka, co spowodowało falę ogromnego bólu, ale z tym jednak muszę się mierzyć za każdym razem jak wykonuję jakiś większy ruch. Powoli doszłam do kuchni, gdzie na stole czekały już na mnie pyszne omlety. Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam "pałaszować" najpyszniejsze omlety na świecie. Stęskniłam się za tym domowym jedzeniem. Bo to szpitalne, to dla psa nawet się nie nadaje...
- Smakuje ? - wyrwał mnie z zamyślenia tato
- Tak, tak, bardzo. Twoje są najlepsze na świecie. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję za pyszne śniadanko. - wstałam od stołu. - Idę do pokoju, muszę się uczyć do egzaminu.
           Godzina 20. Przez cały ten czas siedziałam zamknięta w swoim pokoju i się uczyłam. Nie mam ochoty na nic innego. Nie chcę nikogo widzieć. Jednie tato przyniósł mi obiad. Poza tym z nikim nie gadałam, ani się nie widziałam. Filip kilkukrotnie próbował jakoś mnie do tego przekonać, ale ja nie dałam się. Wszystko mnie dobija. Ciągle boląca noga i to jest efektem tego, że straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. To zawsze w nim miałam podparcie, wsparcie. On wiedział jak mnie rozweselić... Zdawało mi się, że to jest idealny związek. Jednak widać, że tylko ZDAWAŁO. Dlaczego akurat mi się takie coś przytrafiło ?! Wolałabym umrzeć tam na miejscu, niż żyć tak jak teraz ! Głupi ortopeda uratował mnie. A potem był dla mnie zimnym debilem.
Byłam totalnie padnięta. Jednak uzbierałam na tyle sił, aby prześlizgnąć się do łazienki i wziąć szybki prysznic.
Po 21 już smacznie spałam.

KOLEJNY DZIEŃ

       Musiałam wcześnie wstać, żeby zdążyć na egzamin. Byłam mega zestresowana. Do tego wielkim wyzwaniem było założenie stroju ratownika medycznego. Męczyłam się chyba z pół godziny... Jednak udało się! Żołądek miałam tak ściśnięty, że nie byłam nic w stanie zjeść na śniadanie.
- Filip, jedziemy ? - zapytałam brata, który uważnie oglądał jakiś mecz.
- Tak, tak. - zerwał się z kanapy i wyłączył telewizor.
- Jedziemy moim. - rzekłam i rzuciłam mu kluczyki.
Nawet nie protestował. Wiem, że lubi jeździć moim samochodem. Podobnie jak ja ma słabość do audi. Dlatego na urodziny rodzice dorzucili mi się do kupna przepięknego Audi A6.
         Przed wejściem na salę, myślałam, że zemdleję. Okropnie się stresowałam. Jednak gdy stanęłam przed profesorem, całe to uczucie minęło. Zadawał mi pytania, a ja bez zastanowienia mówiłam mu płynnie o wszystkim, co miałam powiedzieć. Widziałam, że profesor był zadziwniony. W sumie nie tylko on, bo ja też.
- No jestem pod wrażeniem. - przyznał profesor biorąc mój indeks. - Bardzo dobrze sobie Pani poradziła po takich przejściach. 5 wystarczy ? - zapytał
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się.
No i do mojego indeksu wpadła pierwsza piąteczka.
- Dziękuję. Do widzenia.
Podekscytowana wyszłam o kulach z sali i podeszłam do brata, który na mnie czekał.
- I ? - zapytał
- 5. - przytuliłam się do niego.
- No to gratuluję. - pogłaskał mnie po plecach. - To co, jedziemy to opić ?
- Nie. Lepiej wracajmy do domu. Nie najlepiej się czuję. - westchnęłam
- Monika, nie możesz cały czas się kisić w tym domu.
- A właśnie, że mogę. - warknęłam i zaczęłam schodzić po schodach, które prowadzą na dwór.
- Dobra, już dobra. Zawożę Cię do domu i wracam do pracy.
- Spoko.
Całą drogę milczeliśmy. Jak już mówiłam, nie mam ochoty na rozmowy.
Kolejny dzień przeleżany. Dzisiaj nawet nic nie jadłam. Jedynie tylko jabłko, które stało u mnie w pokoju. Nienawidzę tego świata i nigdy go nie polubię. Wolałabym być już tam na górze. Bez żadnych trosk, cierpień. I tak mnie już tu nic nie trzyma. Zawsze tym czymś był Dawid, a teraz... ? Teraz najchętniej wzięłabym nóż i podcięła sobie żyły w rękach i nogach, żeby nie mieli szans na moje uratowanie. Przynajmniej rodzice mieliby mniej kłopotów z głowy. Po wczorajszym obiedzie naczynia nadal stały na stoliku. Dobrze się składa, że wczoraj był kotlet na drugie danie. Sięgnęłam po nożyk. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.