piątek, 27 stycznia 2017
Rozdział 45
Dostałam rano sms'a od Kamila, że dzisiaj jest msza za Kubę. Oczywiście nie mogłam jej odpuścić kilkanaście minut przed 10 byłam już przed kościołem. Nie widziałam nikogo z jego rodziny, więc pewnie byli już w środku. Weszłam do świątyni i lustrowałam ławki, gdzie jest jakieś wolne miejsce. Dostrzegłam mężczyznę, który siedział w 3 ławce od przodu i odwrócił się w moją stronę. Kiwnął głową, abym przyszła do niego. Tak, to Kamil. Tak samo przystojny jak jego brat, jednak w Kubie coś bardziej mnie przyciąga. Szybko pokonałam długość kościoła i zajęłam miejsce. Przywitałam się z rodziną poprzez kiwnięcie głową i pogrążyłam się w modlitwie.
Na ołtarz wyszedł proboszcz, a za nim Kuba. Był blady, taki inny. Jednak nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Gdybym nie wiedziała o jego problemie, to nie domyśliłabym się, że coś mu dolega. Wpatrywałam się w jego twarz pogrążoną w modlitwie i wtedy ogarnął mnie spokój. Wszystkie moje emocje opadły i zagościła radość. Dostrzegłam, że dyskretnie zwrócił oczy ku mojej osobie. Posłałam mu ciepły uśmiech, a on przymknął oczy i wziął głęboki oddech.
Przy Komunii świetnie wyglądało to, jak Kamil przyjmował Ciało od Kuby. Klony koło siebie. Śmiać mi się chciało, jak niektórzy ludzie patrzyli po sobie ze zmieszania.
Po Mszy przystanęłam z Kamilem na schodkach.
- Monika, dziękuję Ci, że załatwiłaś mu wszystko. Jesteś wielka. - patrzył na mnie ze łzami w oczach
- To nic takiego. - uśmiechnęłam się - To mój przyjaciel, więc zrobię dla niego wszystko i wierzę, że wszystko się uda.
- Uda, uda. On już sobie to wymodlił. - uśmiechnął się - Może byś nie powiedziała, ale Kuba bardzo dużo się modli. Nie traci żadnej okazji i tylko jak ma chwilkę, to się modli. Jego wiara jest naprawdę bardzo wielka. Najpiękniejsze jest to, jak opowiada o Bogu. Mógłbym go słuchać godzinami. Jak ja bym chciał mieć taką wiarę.- westchnął - On się w ogóle nie boi.
- Hej. - podszedł do nas uśmiechnięty duchowny i przytulił mnie - Co tam ?
- Spoko. - uśmiechnęłam się
- To my już lecimy. Trzymaj się braciszku. - Kamil go przytulił i odszedł
- Dziękuję, że przyszłaś. - zwrócił się do mnie zadowolony.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Masz chwilkę ?
- Pewnie.
- Przejdziemy się ? - popatrzyłam na niego niepewnie
- Chętnie. - położył rękę na moich plecach - Więc co się stało ?
- Bo widzisz, jak była Msza, to popatrzyłam się na Ciebie. I wtedy cały niepokój mnie opuścił i stałam się spokojna. To było coś pięknego. Kiedy Cię widzę, to wszystko się zmienia. I dodatkowo popatrzyłeś na mnie, tak jakbyś wiedział.
- Coś mi, a raczej Ktoś mi powiedział, że zostałaś napełniona pokojem. - uśmiechnął się
- Kuba ?
- Mhmm ?
- Opowiesz mi o Bogu ?
Kiwnął głową i pokazał, żeby usiąść na ławce. Sprawnie włączyłam dyktafon w telefonie i wygonie oparłam się o ławkę.
- Widzisz, gdy ludzi mówią o Bogu, to patrzą na Niebo. Owszem mieszka w Niebie, bo jak wiadomo jest Jego Królestwo Niebieskie. Jednak Bóg mieszka nie w Niebie, a między ludźmi. To właśnie tu musimy Go szukać. Nie mamy patrzeć pionowo czyli w Niebo, lecz poziomo na drugiego człowieka.
Z każdą minutą odpływałam coraz bardziej. Widziałam jak z fascynacją opowiada o Ojcu. Nigdy nie słyszałam tak wspaniałych opowieści. Dzięki niemu przeniosłam się do wspaniałej krainy czarów.
- Jest moim mistrzuniem. - zakończył i uśmiechnął się
- To było piękne. - szepnęłam po chwili ciszy
KILKANAŚCIE DNI PÓŹNIEJ
Nadszedł ten dzień. To właśnie dzisiaj lekarze mają podjąć się operacji mojego przyjaciela. Od rana nic nie jadłam, bo cały czas się stresuję. Przez chwilę zapomniałam o tym jak na skype rozmawiałam z moimi przyjaciółkami. Są bardzo szczęśliwe, co sprawia, że ja jestem szczęśliwa. Z zachwytem opowiadały o swojej pracy i życiu.
- Może przylecisz do Japonii ? - zaproponowała Masło
- Z chęcią, ale nie mogę. W ciąży tak nie wypada podróżować, a do tego nie chcę zostawiać Kuby. Ale może kiedyś. - uśmiechnęłam się
Leżałam wygodnie na kanapie i wsłuchiwałam się w piosenki OneRepublic, które tak bardzo lubi Kuba. Delikatnie jeździłam dłonią po brzuchu i myślałam o mężu. Ja go tak bardzo kocham.
Zaczęłam powoli zbierać się do szpitala, żeby pożegnać się z Kubą.
Myślałam, że coś mnie trafi w tym samochodzie. Jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie zaczęły tworzyć się korki. Moje szanse na dotarcie przed operacją Kuby spadły o 90%. Chyba nigdy tak się nie modliłam jak wtedy. Jednak wszystko szło w złym kierunku.
OCZAMI KUBY
Dostałem jakieś tam leki przed operacją, przez co stałem się lekko zdezorientowany. Jednak jakoś dałem radę porozmawiać z bliskimi i udzielić im błogosławieństwa.
- Musimy już jechać. - zwróciła się do mnie pielęgniarka
- Jeszcze chwilę. - szepnąłem
- Kubuś, widocznie coś jej wypadło. - rzekła mama - Ale na pewno jest z tobą myślami.
- Chwila. - szepnąłem
- Panie Kubo, musimy jechać. - powiedziała i zaczęła pchać moje łóżko
Przymknąłem oczy i pomyślałem o przyjaciółce. Wiem, że mnie nie zawiedziesz.
OCZAMI MONIKI
Dotarłam do szpitala i natychmiast wbiegłam na onkologię. Sprintem pokonywałam korytarze i w końcu dotarłam na właściwy. Ujrzałam tam jego rodzinę oraz łóżko.
- Kuba ! - krzyknęłam i puściłam się biegiem.
Zdyszana przystanęłam przy łóżku i wpatrywałam się w jego bladą, ociężałą twarz. Wyglądał jak zjawa.
- Wiedziałem, że przyjdziesz. - powiedział cicho i lekko uniósł kącik ust
- Jakbym mogła nie przyjść ? - złapałam go za rękę
- Schyl się.
Wykonałam jego polecenie. Powoli podniósł dłoń i położył ją na mojej głowie. Przymknął oczy.
- Niech Pan ma cię w opiece. - szepnął - Pamiętaj, Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. - i na jego policzku pojawiła się łza
- Wszystko będzie dobrze. - szepnęłam i przyłożyłam wargi do jego czoła. - Wszystko będzie dobrze.
- Nie przejmuj się mną. Żyj Monika, po prostu żyj, bo masz dla kogo. - uśmiechnął się - Niebo jest piękne.
Przez łzy patrzyłam na oddalającego się przyjaciela. Poczułam jak czyjeś dłonie lądują na moich ramionach. Oparłam głowę o pierś Kamila.
- Ty nawet nie wiesz jak on kombinował, żeby tylko zaczekać na ciebie. - zaśmiał się
- Serio ?
- Serio. - śmiał się
W milczeniu siedziałam na tym korytarzu już kolejną godzinę. Nerwowo tupałam nogą, bo nie wiem co się dzieje tam w sali operacyjnej. Modliłam się ciągle, tak jak nauczył mnie Kuba.
- Monika, idź może do domu. To nie jest chyba najlepsze miejsce dla kobiety w ciąży. Zadzwonię do ciebie jak będzie wszystko wiadomo. - kobieta usiadła koło mnie
- Nie. - uśmiechnęłam się - Zostanę, nie mogę go zostawić.
- Jak chcesz.
Po kolejnej godzinie z sali wyszedł doktor. Wszyscy doskoczyli do mężczyzny. Wpatrywałam się w postać lekarza. Przyłożyłam dłoń do ust i zaczęłam płakać. Czułam jak tracę grunt pod nogami.
piątek, 13 stycznia 2017
Rozdział 44
Trochę trudno przyjąć do wiadomości, że zawsze roześmiany, pełen energii, kochany przyjaciel ma guza mózgu. Nie mogłam spać po nocy, bo ciągle mnie to dręczyło. Wspominałam nasze wspólne chwile. Ile on daje mi radości i wsparcia. Nigdy nie wyobrażałam go sobie jako księdza, nie pasował do tego. Teraz jednak zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest na właściwym miejscu. Jest najlepszym księdzem pod słońcem ! Muszę go wspierać, chociaż zapierałby się przed tym rękami i nogami. Nigdy nie miałam styczności z osobą z taką przypadłością i za bardzo nie wiem, jak mam się zachowywać. Postanowiłam więc, że będę udawała, jakby tego nie było. Będę starała się dodawać mu energii.
Wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Dźwięczał sygnał po sygnale, a tu żadnej odpowiedzi. Nie doczekałam się żadnej reakcji. Może po prostu nie ma czasu.
- Pooglądamy Cubdów, okej ? - pogłaskałam brzuch i włączyłam telewizor.
Sezon już się skończył, ale mamy pełno nagranych meczy, więc mam z czego wybierać i oglądać. Wygodnie rozłożyłam się na kanapie i delikatnie gładziłam się po brzuchu.
- Masz takiego kochanego tatusia. - mówiłam - Do tego przystojny, mądry. Nie pozwoli, żeby coś ci się stało. Mamusia strasznie go kocha, tak samo jak ciebie. A jakiego masz fajnego wujcia Filipa. Mój kochany braciszek. Wujek Kuba też jest bardzo fajny. Ciocia weronika też jest spoko. Udaje tylko taką paniusię, ale tak naprawdę jest miła. Nie mogę się doczekać, jak przyjedziesz tutaj do nas słoneczko moje kochane.
Zaczął dzwonić telefon. Sięgnęłam po niego leniwie i przeciągnęłam palcem po ekranie.
- Halo. - zaczęłam rozmowę.
- Hej. - usłyszałam radosny głos. - Dzwoniłaś.
- Hej, hej. - przywitałam się. - Tak. O której wychodzisz ?
- Za 3 godziny. A co ?
- To godziny pracy. Ma cię kto odebrać ?
- Coś się wykombinuje. - zaśmiał się
- Ja po ciebie przyjadę. - odparłam od razu.
- Nie, nie trzeba. Masz swoje sprawy. Nie chcę zawracać ci głowy.
- No chyba żartujesz ! Nawet gdybym miała po ciebie lecieć na koniec świata, to bym poleciała. Przyjeżdżam po ciebie i już.
- No dobra. - westchnął - Dziękuję.
- Nie ma za co. Do zobaczenia.
- Pa.
No i to już mam z głowy. Zaczęłam się zbierać, bo byłam umówiona z Weroniką do kawiarni. Założyłam adidasy, kurtkę i zamknęłam dom. Sprawnie zbiegłam po schodach. Wsiadłam do samochodu i oparłam się o kierownicę. Zaczęłam szlochać. Jak ja to wszystko wytrzymam ? Nie ma mojego męża, którego tak bardzo kocham. Strasznie za nim tęsknię. Tęsknię za jego śmiechem, dotyku, a szczególnie obecności. Dodatkowo mój najlepszy przyjaciel na świecie też jest daleko i nie mogę się do niego przytulić i pogadać. I jeszcze gdyby tego było mało, Kubuś ma guza mózgu. Chcę być silna, ale to jest strasznie ciężkie. Niby mam rodziców, ale to nie to samo. Weronika nie ma czasu, bo studia, a ja nie chcę jej przeszkadzać.
Dotarłam na miejsce i przez okno kawiarni dostrzegłam siostrę. Uśmiechnięta weszłam i przywitałam się z nią. Byłam ciekawa, co tam w jej życiu słychać, jak radzi sobie na studiach. Dowiedziałam, że ma chłopaka, tego kuriera GLS'u. Zadowoliła mnie ta wiadomość, bo chłopak wydawał się być miły.
- Byłam na zakupach i zobaczyłam to, no i nie mogłam się oprzeć. - z torebki wyciągnęła reklamówkę i mi ją wręczyła.
Wyciągnęłam z niej malutkie, miętowe body z minionkami.
- Jakie słodkie. - w oczach stanęły mi łzy. - Dziękuję. - przytuliłam ją
- Już musisz zacząć się rozglądać za ciuszkami. - puściła mi oczko
- Nawet o tym jeszcze nie myślałam. - zaśmiałam się
- Jak sobie radzisz ? - zapytała mnie po chwili śmieszkowania
- Nawet. - uśmiechnęłam się lekko
- Słyszałam o Kubie. - położyła dłoń na mojej - Monika, jak będziesz będziesz czegoś potrzebowała, to mów.
- Dziękuję.
- Głupio mi trochę, że zostawiłam cię samą, kiedy masz wszystko pod górkę. Masz naprawdę cholernie ciężko.
- Daj spokój.
Mogłabym z nią siedzieć i siedzieć, no ale nie wystawię przyjaciela do wiatru.
Weszłam do sali, gdzie zastałam tam kilka pacjentów w łóżku, a jednego siedzącego, który był wesoły. Miał czarną koszulę z koloratką.
- Szczęść Boże, dzień dobry. - przywitałam się
- Szczęść Boże. - zaczął się śmiać
- Wymęczyłeś wszystkich ?
- Nigdy tak pozytywnego człowieka nie spotkałam. - zwróciła się do mnie kobieta leżąca obok.
- Cały Kuba. - podeszłam do niego i przytuliłam się
- Miło było was poznać. Wracam za tydzień, grzejcie mi miejsce. - rzekł duchowny i złapał za torbę. - Z Bogiem.
On był cały czas uśmiechnięty. W samochodzie buzia mu się nie zamykała.
- Monika, powiedz mi tak szczerze. Jak się czujesz ? Jak sobie radzisz ?
- Beznadziejnie. - westchnęłam - Ale nie martw się mną. Teraz tu ty masz przerąbane. - zaśmiałam się
- Eee tam, to tylko guz. Najwyżej umrę i będę szczęśliwy. - z uśmiechem oparł głowę o fotel i wpatrywał się w niebo.
- I jak z leczeniem ? - zapytałam
- No za tydzień wracam do szpitala i po dwóch dniach będę miał operację. A to wszystko dzięki tobie. Mam takie ulgi w tym szpitalu, że masakra. Aż dziwnie się czuję. Dziękuję ci.
- Oby wszystko się udało.
- Zatrzymaj się. - wyprostował się - To mój proboszcz.
Posłusznie zjechałam na przystanek. Kuba opuścił szybę i zaczął gadkę:
- A co proboszcz tak szwęda się po mieście ?
- Musiałem coś załatwić, a nie czuję się na siłach. - odparł mężczyzna
- Wsiadaj księciu. - przyjaciel machnął ręką - Jedziemy w tym samym kierunku.
- Dziękuję. - mężczyzna zajął tylne miejsce
- To jest Monika, moja przyjaciółka. - przedstawił mnie
- Miło mi. - odwróciłam się do duchownego i szeroko uśmiechnęłam
- Mi również. - kiwnął głową.
- Dobra, lecimy do Maca. - klasnął w dłonie Kuba
Popatrzyłam się na niego podnosząc brwi.
- No dawaj. - jęczał - Ostatnie moje szanse na zjedzenie.
- Dobra. - westchnęłam i obrałam odpowiedni kierunek
- I co tam z tobą księciunio ? - z tyłu dobiegł gruby głos
- A nic takiego. - uśmiechnął się Kuba - O ! OneRepublic !
Podkręcił radio i zaczął śpiewać I lived. Po skończonej piosence odwrócił się do mężczyzny i rzekł:
- Mam guza.
Tamten zamarł.
- Żartujesz sobie ? - odezwał się po chwili
- Nie. Naprawdę. Za tydzień mam operację. Ale proszę nie robić z tego afery i nikomu nie mówić. A ludziom mówić, że pojechałem na jakieś rekolekcje.
- Niech Pan cię ma w opiece. - szepnął
- Chce coś proboszcz ? - zapytał, gdy podjechaliśmy pod Maca
- Nie, dziękuję.
- A ty ? - popatrzył na mnie
- Frytki. - uśmiechnęłam się
Jak zaczął wymieniać co on chce, złapałam się za głowę. Podjechaliśmy pod okienko odbioru i zastaliśmy tam miłą panią.
- Dziękuję. - szeroko uśmiechnął się i wziął zamówienie.
Aż wzruszyłam się jak widziałam, jak widziałam jego radość, jak zajadał się tymi hamburgerami.
Zaczął dzwonić mi telefon. Poleciłam Kubie, aby włączył mi na głośnik.
- Hej. - usłyszałam wesoły głos Emilki
- O hej. - przywitałam się - Co tam ?
- Jutro do was przyjeżdżamy. - obwieściła
- To super !
- Będziesz w domu ?
Popatrzyłam Kubę, który właśnie zaczynał drugiego chickenburgera.
- Tak, ale dopiero jakoś od 16, bo muszę pomóc Kubie.
- A propo księdza Kuby. Mogłabym się z nim jakoś spotkać ? Chcę z nim porozmawiać.
Popatrzyłam na przyjaciela, a ten tylko kiwnął głową.
- Nie ma problemu.
- Super ! - zadowoliła się - To do jutra.
- Pa. Miłej drogi !
Kuba wziął ode mnie telefon i włączył snapa. Ustawił aparat na przedni i z szerokim uśmiechem i podniesionymi brwiami i hamburgerem zrobił zdjęcie, pobrał i wysłał tylko Emilce.
- Wrócisz do domu, napijesz się wina i się odprężysz. - uśmiechnął się
- Jestem w ciąży.
- No i ?
- No i pić nie mogę.
- Nie wiem, nie byłem. - wzruszył ramionami i oparł się wygodnie.
Po odstawieniu księży wróciłam do domu i włączyłam Sherlocka.
NASTĘPNY DZIEŃ
Wstałam z dobrym humorem, bo taki muszę mieć do nauk przedmałżeńskich.
Weszłam do sali, gdzie siedziało około 30 osób, a w centrum Kuba. Popatrzył się na mnie z uśmiechem i zaczął mnie przedstawiać. Stanęłam przed nimi i byłam oszołomiona. Co ja tutaj robię ? Co ja mam im mówić ? Nawet się nad tym nie zastanawiałam.
- Poprosiłem Monikę, aby dała wam świadectwo. Mam nadzieję, że ją wysłuchacie.
- Więc tak. Z moim mężem znamy się od dzieciństwa, jednak jak miałam 6 lat, to on wyjechał do Niemiec i kontakt się urwał. Później miałam nieprzyjemny wypadek i trafiłam na stół operacyjny. Moim lekarzem był doktor Aleksander, którego bardzo nie lubiłam. Co chwile mi dogryzał, nie lubił mnie. Nie ukrywam, że ja też mu powiedziałam. Wszyscy wiedzieli, że jak znajdziemy się w jednym pomieszczeniu, to będzie dym. Wyszłam ze szpitala i nie czułam się najlepiej. Oczywiście troskliwi rodzice sprowadzili mi doktora Aleksandra. Gdy mnie odwiedził był całkiem innym człowiekiem. Zaprosił mnie na fejsie i na snapie. Czasami coś tam napisał. Ale później wydarzyło się coś niemiłego no i czar prysł. Koleżanki wzięły mnie na festyn na początku maja. Był też i on. Kazał mi iść za sobą. Poszłam. Co myślicie, że powiedział mi, że mnie kocha ? To się zdziwicie. Powiedział mi, żebym zmieniła ortopedę, bo on dłużej nie może tego ciągnąć. No i zostałam jego dziewczyną. Tak więc w czerwcu mi się oświadczył, a we wrześniu już mieliśmy ślub. Nie myślcie sobie, że była jakaś wpadka albo coś. To z miłości. No ale cóż. Tydzień przed ślubem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Stało się. Jednak była to dla nas wspaniała wiadomość, bo dziecko to naprawdę najlepszy dar od Boga. I wiecie co ? Cieszyłam się moim mężem aż 3 dni. Tak 3 dni. Dostał wezwanie na misję wojskową i musiał jechać. Nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje. Rozmawiam z nim codziennie, ale to nie to samo. Mój brat, który również, jest żołnierzem, też jest na tej misji. Więc mąż i najlepszy przyjaciel są gdzieś daleko. Został mi przyjaciel i dwie przyjaciółki. Okazało się, że przyjaciółki dostały pracę za granicą, jedna w Niemczech, a druga w Japonii. No i został mi przyjaciel. Niedawno okazało się, że... Nie on nie wyjechał. Okazało się, że ma guza mózgu. Tak, los mnie nie oszczędza. Ale wiecie co ? Mam męża, który mimo odległości kilku tysięcy kilometrów jest przy mnie i mnie wspiera. Nigdy nie poczułam się przez niego niekochana i niedoceniania. Ja również go kocham i staram się robić wszystko, aby czuł moją obecność, podnieść go na duchu w tym trudnym okresie. Tęsknię za nim i to bardzo, ale i czekam cierpliwie. Codziennie modlę się za wszystkich co wymieniłam, aby im się wiodło. Wszyscy są zawsze uśmiechnięci, a najbardziej ten wariat z guzem. I tu taka prośba, pomódlcie się za niego, bo niedługo ma operację i na pewno to mu się przyda. Nie wiem, czy jakoś wam pomogłam, albo jakoś zaciekawiłam, ale dziękuję Kubie, że mogłam to wszystko komuś powiedzieć.
Rozległy się brawa, a ja poczułam jak po policzku spływa mi łza. Kuba objął mnie ramieniem i szepnął: Wszystko będzie dobrze.
W kieszeni poczułam wibracje. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam numer prywatny.
- To Alek. - ożywiłam się - Przepraszam. - pośpiesznie wyszłam z sali - Hej kochanie !
- Hej. - usłyszałam go radosnego. - Co tam u Ciebie misia ?
- A spoczko. A co tam u ciebie ?
- Dobrze. Byłaś na badaniu ?
- Nie.
- Monia... - westchnął
- No ale po co mam iść ? - zaśmiałam się
- No kochanie ! Idź sprawdź co z dzidziusiem !
- Alek, daj spokój.
- Monika !
- Kocham Cię, mój przystojniaku.
- Ja ciebie też.
Gadaliśmy jeszcze chwilę i wróciłam na salę. A tam śmiechy, żarciki. Zaraz wkręciłam się i też śmieszkowałam. Teraz telefon dzwonił do Kuby. Opuścił na chwilę salę.
OCZAMI KUBY
- Halo. - odebrałem
- Cześć Kuba, tu Alek. - usłyszałem
- A cześć, cześć. - przywitałem się - Coś się stało ?
- Mam do Ciebie prośbę. Bo Monika miała dzisiaj iść na badania, a nie poszła i nie zamierza iść. Czy mógłbyś jakoś ją przekonać, żeby poszła ?
- Jasne, zrobię co w mojej mocy.
- Dziękuję. A jak ty się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnąłem się do siebie
- Kuba, jak byś czegoś potrzebował, pieniędzy, czy coś to mów. Ja ci załatwię. Nie krępuj się. Zrobię wszystko, żeby Cię wyleczyli.
- Dzięki Alek. Ale na razie jakoś sobie radzę. Jedynie o co proszę, to o modlitwę.
- Nie ma sprawy stary.
OCZAMI MONIKI
Spotkanie było mega, ale szybko się skończyło. Chciałam Emilce zrobić niespodziankę i zaprosiłam Kubę do domu. Jednak on jeszcze musiał gdzieś wcześniej podjechać. Kierował mnie i kierował, aż w końcu wylądowaliśmy pod kliniką, gdzie pracuje Alek.
- No, do środka. - zaczął wychodzić i czekał na mnie
Posłusznie poszłam za nim. Zaprowadził mnie pod gabinet ginekologiczny.
- Ty zaprowadziłaś mnie, to teraz ja przyprowadzam ciebie. - uśmiechnął się
- Alek. - westchnęłam i przytuliłam się do niego - Nie musiałeś.
- Twój mąż mnie poprosił, więc zawieść nie mogłem.
Okazało się, że wszystko jest okej, dzieciaczek rozwija się dodatkowo. Kacper chciał powiedzieć płeć, ale my nie chcemy wiedzieć do końca.
Weszliśmy do domu i dobiegły do nas radosne głosy. Powoli się rozbierałam i było mi szkoda Kuby, jak widziałam, że musi ściągnąć buty w sutannie.
- Nie ściągaj. - rzekłam
Nie posłuchał mnie i ściągnął je. Wszyscy siedzieli w salonie.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się - Przyprowadziłam wam gościa.
Za mną wszedł uśmiechnięty Kuba.
- O szczęść Boże. - rozległo się w pokoju
- Ksiądz Kuba ! - poderwała się Emilka i podeszła do duchownego.
Ten zamknął ją w uścisku.
- Jak tam Kubo u ciebie ? Dobrze się czujesz ? - zapytała mama
- A dobrze, dziękuję. - uśmiechnął się
- Tak mi przykro. Jesteś taki młody i takie coś. Ale wiesz, że zawsze możesz liczyć na naszą pomoc.
Widziałam zmieszanie na twarzach cioci i wujka.
- Co się dzieje ? - zapytała Emilka
- Nic takiego. - uśmiechnęłam się
- Mam guza mózgu. - popatrzył na nią
W oczach stanęły jej łzy, a po chwili płakała. Kuba przytulił ją.
- Ej no, nie becz. Wszystko będzie dobrze. A z resztą, jestem tylko jakimś tam księdzem i nie warto za mną płakać.
- Jesteś najlepszym księdzem na świecie. - szepnęła
Teraz ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Monika, obiecałaś mi. - popatrzył na mnie z wyrzutem.
- Przepraszam. - otarłam łzy
Wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Dźwięczał sygnał po sygnale, a tu żadnej odpowiedzi. Nie doczekałam się żadnej reakcji. Może po prostu nie ma czasu.
- Pooglądamy Cubdów, okej ? - pogłaskałam brzuch i włączyłam telewizor.
Sezon już się skończył, ale mamy pełno nagranych meczy, więc mam z czego wybierać i oglądać. Wygodnie rozłożyłam się na kanapie i delikatnie gładziłam się po brzuchu.
- Masz takiego kochanego tatusia. - mówiłam - Do tego przystojny, mądry. Nie pozwoli, żeby coś ci się stało. Mamusia strasznie go kocha, tak samo jak ciebie. A jakiego masz fajnego wujcia Filipa. Mój kochany braciszek. Wujek Kuba też jest bardzo fajny. Ciocia weronika też jest spoko. Udaje tylko taką paniusię, ale tak naprawdę jest miła. Nie mogę się doczekać, jak przyjedziesz tutaj do nas słoneczko moje kochane.
Zaczął dzwonić telefon. Sięgnęłam po niego leniwie i przeciągnęłam palcem po ekranie.
- Halo. - zaczęłam rozmowę.
- Hej. - usłyszałam radosny głos. - Dzwoniłaś.
- Hej, hej. - przywitałam się. - Tak. O której wychodzisz ?
- Za 3 godziny. A co ?
- To godziny pracy. Ma cię kto odebrać ?
- Coś się wykombinuje. - zaśmiał się
- Ja po ciebie przyjadę. - odparłam od razu.
- Nie, nie trzeba. Masz swoje sprawy. Nie chcę zawracać ci głowy.
- No chyba żartujesz ! Nawet gdybym miała po ciebie lecieć na koniec świata, to bym poleciała. Przyjeżdżam po ciebie i już.
- No dobra. - westchnął - Dziękuję.
- Nie ma za co. Do zobaczenia.
- Pa.
No i to już mam z głowy. Zaczęłam się zbierać, bo byłam umówiona z Weroniką do kawiarni. Założyłam adidasy, kurtkę i zamknęłam dom. Sprawnie zbiegłam po schodach. Wsiadłam do samochodu i oparłam się o kierownicę. Zaczęłam szlochać. Jak ja to wszystko wytrzymam ? Nie ma mojego męża, którego tak bardzo kocham. Strasznie za nim tęsknię. Tęsknię za jego śmiechem, dotyku, a szczególnie obecności. Dodatkowo mój najlepszy przyjaciel na świecie też jest daleko i nie mogę się do niego przytulić i pogadać. I jeszcze gdyby tego było mało, Kubuś ma guza mózgu. Chcę być silna, ale to jest strasznie ciężkie. Niby mam rodziców, ale to nie to samo. Weronika nie ma czasu, bo studia, a ja nie chcę jej przeszkadzać.
Dotarłam na miejsce i przez okno kawiarni dostrzegłam siostrę. Uśmiechnięta weszłam i przywitałam się z nią. Byłam ciekawa, co tam w jej życiu słychać, jak radzi sobie na studiach. Dowiedziałam, że ma chłopaka, tego kuriera GLS'u. Zadowoliła mnie ta wiadomość, bo chłopak wydawał się być miły.
- Byłam na zakupach i zobaczyłam to, no i nie mogłam się oprzeć. - z torebki wyciągnęła reklamówkę i mi ją wręczyła.
Wyciągnęłam z niej malutkie, miętowe body z minionkami.
- Jakie słodkie. - w oczach stanęły mi łzy. - Dziękuję. - przytuliłam ją
- Już musisz zacząć się rozglądać za ciuszkami. - puściła mi oczko
- Nawet o tym jeszcze nie myślałam. - zaśmiałam się
- Jak sobie radzisz ? - zapytała mnie po chwili śmieszkowania
- Nawet. - uśmiechnęłam się lekko
- Słyszałam o Kubie. - położyła dłoń na mojej - Monika, jak będziesz będziesz czegoś potrzebowała, to mów.
- Dziękuję.
- Głupio mi trochę, że zostawiłam cię samą, kiedy masz wszystko pod górkę. Masz naprawdę cholernie ciężko.
- Daj spokój.
Mogłabym z nią siedzieć i siedzieć, no ale nie wystawię przyjaciela do wiatru.
Weszłam do sali, gdzie zastałam tam kilka pacjentów w łóżku, a jednego siedzącego, który był wesoły. Miał czarną koszulę z koloratką.
- Szczęść Boże, dzień dobry. - przywitałam się
- Szczęść Boże. - zaczął się śmiać
- Wymęczyłeś wszystkich ?
- Nigdy tak pozytywnego człowieka nie spotkałam. - zwróciła się do mnie kobieta leżąca obok.
- Cały Kuba. - podeszłam do niego i przytuliłam się
- Miło było was poznać. Wracam za tydzień, grzejcie mi miejsce. - rzekł duchowny i złapał za torbę. - Z Bogiem.
On był cały czas uśmiechnięty. W samochodzie buzia mu się nie zamykała.
- Monika, powiedz mi tak szczerze. Jak się czujesz ? Jak sobie radzisz ?
- Beznadziejnie. - westchnęłam - Ale nie martw się mną. Teraz tu ty masz przerąbane. - zaśmiałam się
- Eee tam, to tylko guz. Najwyżej umrę i będę szczęśliwy. - z uśmiechem oparł głowę o fotel i wpatrywał się w niebo.
- I jak z leczeniem ? - zapytałam
- No za tydzień wracam do szpitala i po dwóch dniach będę miał operację. A to wszystko dzięki tobie. Mam takie ulgi w tym szpitalu, że masakra. Aż dziwnie się czuję. Dziękuję ci.
- Oby wszystko się udało.
- Zatrzymaj się. - wyprostował się - To mój proboszcz.
Posłusznie zjechałam na przystanek. Kuba opuścił szybę i zaczął gadkę:
- A co proboszcz tak szwęda się po mieście ?
- Musiałem coś załatwić, a nie czuję się na siłach. - odparł mężczyzna
- Wsiadaj księciu. - przyjaciel machnął ręką - Jedziemy w tym samym kierunku.
- Dziękuję. - mężczyzna zajął tylne miejsce
- To jest Monika, moja przyjaciółka. - przedstawił mnie
- Miło mi. - odwróciłam się do duchownego i szeroko uśmiechnęłam
- Mi również. - kiwnął głową.
- Dobra, lecimy do Maca. - klasnął w dłonie Kuba
Popatrzyłam się na niego podnosząc brwi.
- No dawaj. - jęczał - Ostatnie moje szanse na zjedzenie.
- Dobra. - westchnęłam i obrałam odpowiedni kierunek
- I co tam z tobą księciunio ? - z tyłu dobiegł gruby głos
- A nic takiego. - uśmiechnął się Kuba - O ! OneRepublic !
Podkręcił radio i zaczął śpiewać I lived. Po skończonej piosence odwrócił się do mężczyzny i rzekł:
- Mam guza.
Tamten zamarł.
- Żartujesz sobie ? - odezwał się po chwili
- Nie. Naprawdę. Za tydzień mam operację. Ale proszę nie robić z tego afery i nikomu nie mówić. A ludziom mówić, że pojechałem na jakieś rekolekcje.
- Niech Pan cię ma w opiece. - szepnął
- Chce coś proboszcz ? - zapytał, gdy podjechaliśmy pod Maca
- Nie, dziękuję.
- A ty ? - popatrzył na mnie
- Frytki. - uśmiechnęłam się
Jak zaczął wymieniać co on chce, złapałam się za głowę. Podjechaliśmy pod okienko odbioru i zastaliśmy tam miłą panią.
- Dziękuję. - szeroko uśmiechnął się i wziął zamówienie.
Aż wzruszyłam się jak widziałam, jak widziałam jego radość, jak zajadał się tymi hamburgerami.
Zaczął dzwonić mi telefon. Poleciłam Kubie, aby włączył mi na głośnik.
- Hej. - usłyszałam wesoły głos Emilki
- O hej. - przywitałam się - Co tam ?
- Jutro do was przyjeżdżamy. - obwieściła
- To super !
- Będziesz w domu ?
Popatrzyłam Kubę, który właśnie zaczynał drugiego chickenburgera.
- Tak, ale dopiero jakoś od 16, bo muszę pomóc Kubie.
- A propo księdza Kuby. Mogłabym się z nim jakoś spotkać ? Chcę z nim porozmawiać.
Popatrzyłam na przyjaciela, a ten tylko kiwnął głową.
- Nie ma problemu.
- Super ! - zadowoliła się - To do jutra.
- Pa. Miłej drogi !
Kuba wziął ode mnie telefon i włączył snapa. Ustawił aparat na przedni i z szerokim uśmiechem i podniesionymi brwiami i hamburgerem zrobił zdjęcie, pobrał i wysłał tylko Emilce.
- Wrócisz do domu, napijesz się wina i się odprężysz. - uśmiechnął się
- Jestem w ciąży.
- No i ?
- No i pić nie mogę.
- Nie wiem, nie byłem. - wzruszył ramionami i oparł się wygodnie.
Po odstawieniu księży wróciłam do domu i włączyłam Sherlocka.
NASTĘPNY DZIEŃ
Wstałam z dobrym humorem, bo taki muszę mieć do nauk przedmałżeńskich.
Weszłam do sali, gdzie siedziało około 30 osób, a w centrum Kuba. Popatrzył się na mnie z uśmiechem i zaczął mnie przedstawiać. Stanęłam przed nimi i byłam oszołomiona. Co ja tutaj robię ? Co ja mam im mówić ? Nawet się nad tym nie zastanawiałam.
- Poprosiłem Monikę, aby dała wam świadectwo. Mam nadzieję, że ją wysłuchacie.
- Więc tak. Z moim mężem znamy się od dzieciństwa, jednak jak miałam 6 lat, to on wyjechał do Niemiec i kontakt się urwał. Później miałam nieprzyjemny wypadek i trafiłam na stół operacyjny. Moim lekarzem był doktor Aleksander, którego bardzo nie lubiłam. Co chwile mi dogryzał, nie lubił mnie. Nie ukrywam, że ja też mu powiedziałam. Wszyscy wiedzieli, że jak znajdziemy się w jednym pomieszczeniu, to będzie dym. Wyszłam ze szpitala i nie czułam się najlepiej. Oczywiście troskliwi rodzice sprowadzili mi doktora Aleksandra. Gdy mnie odwiedził był całkiem innym człowiekiem. Zaprosił mnie na fejsie i na snapie. Czasami coś tam napisał. Ale później wydarzyło się coś niemiłego no i czar prysł. Koleżanki wzięły mnie na festyn na początku maja. Był też i on. Kazał mi iść za sobą. Poszłam. Co myślicie, że powiedział mi, że mnie kocha ? To się zdziwicie. Powiedział mi, żebym zmieniła ortopedę, bo on dłużej nie może tego ciągnąć. No i zostałam jego dziewczyną. Tak więc w czerwcu mi się oświadczył, a we wrześniu już mieliśmy ślub. Nie myślcie sobie, że była jakaś wpadka albo coś. To z miłości. No ale cóż. Tydzień przed ślubem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Stało się. Jednak była to dla nas wspaniała wiadomość, bo dziecko to naprawdę najlepszy dar od Boga. I wiecie co ? Cieszyłam się moim mężem aż 3 dni. Tak 3 dni. Dostał wezwanie na misję wojskową i musiał jechać. Nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje. Rozmawiam z nim codziennie, ale to nie to samo. Mój brat, który również, jest żołnierzem, też jest na tej misji. Więc mąż i najlepszy przyjaciel są gdzieś daleko. Został mi przyjaciel i dwie przyjaciółki. Okazało się, że przyjaciółki dostały pracę za granicą, jedna w Niemczech, a druga w Japonii. No i został mi przyjaciel. Niedawno okazało się, że... Nie on nie wyjechał. Okazało się, że ma guza mózgu. Tak, los mnie nie oszczędza. Ale wiecie co ? Mam męża, który mimo odległości kilku tysięcy kilometrów jest przy mnie i mnie wspiera. Nigdy nie poczułam się przez niego niekochana i niedoceniania. Ja również go kocham i staram się robić wszystko, aby czuł moją obecność, podnieść go na duchu w tym trudnym okresie. Tęsknię za nim i to bardzo, ale i czekam cierpliwie. Codziennie modlę się za wszystkich co wymieniłam, aby im się wiodło. Wszyscy są zawsze uśmiechnięci, a najbardziej ten wariat z guzem. I tu taka prośba, pomódlcie się za niego, bo niedługo ma operację i na pewno to mu się przyda. Nie wiem, czy jakoś wam pomogłam, albo jakoś zaciekawiłam, ale dziękuję Kubie, że mogłam to wszystko komuś powiedzieć.
Rozległy się brawa, a ja poczułam jak po policzku spływa mi łza. Kuba objął mnie ramieniem i szepnął: Wszystko będzie dobrze.
W kieszeni poczułam wibracje. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam numer prywatny.
- To Alek. - ożywiłam się - Przepraszam. - pośpiesznie wyszłam z sali - Hej kochanie !
- Hej. - usłyszałam go radosnego. - Co tam u Ciebie misia ?
- A spoczko. A co tam u ciebie ?
- Dobrze. Byłaś na badaniu ?
- Nie.
- Monia... - westchnął
- No ale po co mam iść ? - zaśmiałam się
- No kochanie ! Idź sprawdź co z dzidziusiem !
- Alek, daj spokój.
- Monika !
- Kocham Cię, mój przystojniaku.
- Ja ciebie też.
Gadaliśmy jeszcze chwilę i wróciłam na salę. A tam śmiechy, żarciki. Zaraz wkręciłam się i też śmieszkowałam. Teraz telefon dzwonił do Kuby. Opuścił na chwilę salę.
OCZAMI KUBY
- Halo. - odebrałem
- Cześć Kuba, tu Alek. - usłyszałem
- A cześć, cześć. - przywitałem się - Coś się stało ?
- Mam do Ciebie prośbę. Bo Monika miała dzisiaj iść na badania, a nie poszła i nie zamierza iść. Czy mógłbyś jakoś ją przekonać, żeby poszła ?
- Jasne, zrobię co w mojej mocy.
- Dziękuję. A jak ty się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnąłem się do siebie
- Kuba, jak byś czegoś potrzebował, pieniędzy, czy coś to mów. Ja ci załatwię. Nie krępuj się. Zrobię wszystko, żeby Cię wyleczyli.
- Dzięki Alek. Ale na razie jakoś sobie radzę. Jedynie o co proszę, to o modlitwę.
- Nie ma sprawy stary.
OCZAMI MONIKI
Spotkanie było mega, ale szybko się skończyło. Chciałam Emilce zrobić niespodziankę i zaprosiłam Kubę do domu. Jednak on jeszcze musiał gdzieś wcześniej podjechać. Kierował mnie i kierował, aż w końcu wylądowaliśmy pod kliniką, gdzie pracuje Alek.
- No, do środka. - zaczął wychodzić i czekał na mnie
Posłusznie poszłam za nim. Zaprowadził mnie pod gabinet ginekologiczny.
- Ty zaprowadziłaś mnie, to teraz ja przyprowadzam ciebie. - uśmiechnął się
- Alek. - westchnęłam i przytuliłam się do niego - Nie musiałeś.
- Twój mąż mnie poprosił, więc zawieść nie mogłem.
Okazało się, że wszystko jest okej, dzieciaczek rozwija się dodatkowo. Kacper chciał powiedzieć płeć, ale my nie chcemy wiedzieć do końca.
Weszliśmy do domu i dobiegły do nas radosne głosy. Powoli się rozbierałam i było mi szkoda Kuby, jak widziałam, że musi ściągnąć buty w sutannie.
- Nie ściągaj. - rzekłam
Nie posłuchał mnie i ściągnął je. Wszyscy siedzieli w salonie.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się - Przyprowadziłam wam gościa.
Za mną wszedł uśmiechnięty Kuba.
- O szczęść Boże. - rozległo się w pokoju
- Ksiądz Kuba ! - poderwała się Emilka i podeszła do duchownego.
Ten zamknął ją w uścisku.
- Jak tam Kubo u ciebie ? Dobrze się czujesz ? - zapytała mama
- A dobrze, dziękuję. - uśmiechnął się
- Tak mi przykro. Jesteś taki młody i takie coś. Ale wiesz, że zawsze możesz liczyć na naszą pomoc.
Widziałam zmieszanie na twarzach cioci i wujka.
- Co się dzieje ? - zapytała Emilka
- Nic takiego. - uśmiechnęłam się
- Mam guza mózgu. - popatrzył na nią
W oczach stanęły jej łzy, a po chwili płakała. Kuba przytulił ją.
- Ej no, nie becz. Wszystko będzie dobrze. A z resztą, jestem tylko jakimś tam księdzem i nie warto za mną płakać.
- Jesteś najlepszym księdzem na świecie. - szepnęła
Teraz ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Monika, obiecałaś mi. - popatrzył na mnie z wyrzutem.
- Przepraszam. - otarłam łzy
niedziela, 8 stycznia 2017
Rozdział 43
KONIEC PAŹDZIERNIKA
Ostatni czas nie był dla mnie najlepszy. Dręczyło mnie złe samopoczucie, częste mdłości i dodatkowo dochodziła tęsknota za mężem. Jednak dzisiaj było całkiem inaczej. Miałam ochotę do działania, wiele pomysłów. Przypomniały mi się czasy licealne i nasze zabawy. Często z Kubą kupowaliśmy kilka biletów mpk i jeździliśmy autobusami nie planując gdzie wysiądziemy. A że wpadłam na ten genialny plan wczoraj, to jesteśmy umówieni dzisiaj.
Zjadłam śniadanie i szybko się ubrałam. Niby końcówka października, ale jest ciepło, bo wystarczyła sama bluza.
Na przystanku kupiłam 12 biletów i czekałam na autobus jadący na przystanek Kuby. Jak zwyke miejsca były zajęte. Ale nie czepiam się, że nikt mi nie ustąpił, bo nie widać za bardzo mojej ciąży.
Dojechaliśmy do przystanku, ale Kuby nigdzie nie widziałam. Drzwi się otworzyły i nikt nie wchodzi. Zapomniał? Zaczęłam lekko się denerwować. W ostatniej chwili do środka wparował zdyszany chłopak i drzwi się zamknęły.
- Hej. - wydyszał ciężko i podszedł do mnie.
- Hej. - szeroko się uśmiechnęłam
- Dlaczego ty stoisz? - złapał się barierki i patrzył na mnie.
-Spoko, to dopiero 3 miesiąc. - zaśmiałam się - Lepiej bilet skasuj, bo kanary krążą.
- Kurde. - wyprostował się
- Nie kupiłeś biletu? - patrzyłam na niego z rozbawieniem
- Zapomniałem.
Zaczęłam się śmiać. Wyciągnęłm z kieszeni kartonik i podałam mu.
- Widzę, że nawyki się nie zmieniają.
- Jak zwykle ratujesz mi żyć. - puścił mi oczko i odbił bilet.
-Dobra, a teraz pomóż mi dojść do ładu.
Stanął przede mną. Włosy w miarę miał ułożone, ale przyklepałam kilka włosków. Z kieszeni wyciągnął koloratkę i wręczył mi ją. Nigdy tego nie robiłam i nie wiedziałam jak to zrobić. Jednak tu włożyłam, tu przypięłam i wszystko było git.
- Dziękuję. - uśmiechnął się - Zaspałem i nie miałem czasu się przyszykować.
- Zaspałeś?
- Ostatnio jestem często zmęczony. Sypiam dobrze, ale mam taki nawał pracy, że to mi nie wystrarcza. Przez to często głowa mnie boli, ale biorę tabletkę i jest spoko.
- Biedny.
- Jak się dzisiaj czujesz?- zapytał
- Wspaniale. Już powoli mija ten zły okres. A ty ? Nie wyglądasz najlepiej.
Przyglądałam się jego bladej twarzy, z lekkimi sińcami pod oczami.
- Ostatnio jest mi rano nie dobrze, ale to przez to, że nie jadam porządnie.- uśmiechnął się
- Kubuś, pojedziemy do szpitala? Muszę spotkać się z teściem.
- Spoko. Muszę zacząć biegać, bo z moją kondychą nie jest dobrze. Przebiegłem tylko z plebanii na przystanek i już jestem wypompowany. - śmiał się
- O, to jak Alek wróci, to możesz z nim biegać.
- Niee, on już zaawansowany biegacz. Ja to po minucie zawał bym miał.
-Ale przynajmniej lekarza masz na miejscu.
Zaczął się śmiać. Wspaniały jest to widok, kiedy twój przyjaciel jest rozbawiony. Chciałabym, żeby tak było zawsze. Do Kuby nie pasuje smutek, wiecznie jest wesoły, pełen energii. Rzadko kiedy można spotkać go smutnego.
Dojechaliśmy do celu i na luzie weszliśmy do szpitala. Od razu udaliśmy się na oddział ortopedii. Podeszłam do pokoju lekarskiego i delikatnie zapukałam. Po chwili otworzył mi mężczyzna w średnim wieku.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się - Czy jest może Doktor Gawliński ?
- Jest zajęty. - powiedział obojętnie
- Proszę powiedzieć, że przyszła jego synowa.
- W czym mogę pomóc ? - w drzwiach stanął teściu - O, Moniczka ! - uśmiechnął się - Dziecko moje kochane. Mogę Ci w czymś pomóc ?
- Potrzebuję pomocy... - patrzyłam na niego. - Przejdziemy się ?
- Coś czuję, że to coś poważnego. - westchnął
- Kuba, poczekasz chwilę ? - popatrzyłam na przyjaciela
- Jasne. - puścił mi oczko i usiadł.
Odwróciłam się na pięcie i powoli przemierzaliśmy korytarz.
- Mógłbyś załatwić bardzo szybko tomografię ? - zaczęłam rozmowę
- Co się stało ? - spytał przestraszony
- Chodzi o Kubę. Jest cały czas senny, chociaż śpi normalnie, często boli go głowa, jest mu niedobrze i bardzo szybko się męczy. A wiesz co to może oznaczać. - szepnęłam
- Kochanie, ja nie mogę tak sobie...
- Tato proszę Cię. - powiedziałam ze łzami w oczach
- Uspokój się. - położył dłoń ma moim ramieniu
- Jak do cholery mogę być spokojna, jak prawdopodobnie mój przyjaciel jest śmiertelnie chory ?! - prawie krzyczałam - Idę się z nim pożegnać.
- Monika, czekaj. Zrobię co w mojej mocy. - westchnął - Poczekajcie chwile.
Otarłam łzy i powoli podążałam w stronę przyjaciela. Usiadłam koło niego i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Co się stało ? - zapytał zmartwiony
- Nic takiego. - szepnęłam i popatrzyłam na niego - Wiesz, że jesteś wspaniałym przyjacielem ?
- A ty wspaniałą przyjaciółką. - uśmiechnął się - Idziemy ?
- Musimy poczekać jeszcze chwilę.
Po jakiś 5 minutach oczekiwania przyszedł do nas teściu wraz z jakimś mężczyzną.
- Doktor Duda. - podał nam ręce mężczyzna. - Jestem neurochirurgiem. Czy możemy porozmawiać ? - popatrzył na Kubę
- Ze mną ? - zdziwił się
- Idź. - pchnęłam go - Proszę Cię.
- Ale ja nie wiem o co chodzi.
- Idź.
- Niech Ci będzie. - westchnął i poszedł z lekarzem.
- Dziękuję Ci. - przytuliłam się do teścia.
Siedziałam na tym krześle jak na szpilkach. Po kilku minutach znudziło mi się siedzenie i zaczęłam chodzić w tą i z powrotem. Nie mogę sobie wyobrazić, że Kubie coś poważnego dolega.
Po godzinie czekania na końcu korytarza dostrzegłam duchownego. Rzuciłam się biegiem w jego stronę.
- I co ? - wpatrywałam się w jego oczy
- Pytał mnie o kilka rzeczy i zrobił tomografię. Mam chwilę poczekać na wyniki. Nie rozumiem poco to wszystko. Monika, czy to coś poważnego ?
- Nie jestem lekarzem.
- Ale coś musi być, bo to twoja sprawka.
- Wiesz, że wzięłam Bartosza do siebie ?
- To super. - westchnął - Wymęczyli mnie tu.
- Usiądźmy. - pociągnęłam go na krzesła - Jesteś na mnie zły ?
- Nie umiem się na Ciebie złościć. - uśmiechnął się - Ale wiesz, że sam bym się zajął. I nie od razu tomografię. - zaśmiał się - Dziękuję Ci za troskę.
- Jesteś moim przyjacielem i jednocześnie jedyną osobą, o którą muszę się aktualnie zajmować.
Przed nami stanął lekarz. Zaprosił Kubę do siebie i poszli. Podążyłam za nimi i czekałam pod gabinetem. Ich pogawędka przedłużała się do kilkunastu minut. Bałam się, że oznacza to coś bardzo złego. Serce biło mi bardzo szybko, co zapewne nie jest dobre dla dziecka. Ale nie potrafiłam się teraz nie stresować. Chodziło o mojego Kubusia. Najlepszego księdza na świecie. O chodzącej osobie pełnej radości i pozytywnej energii, którą zaraża wszystkich dookoła.
Wyszedł na korytarz z uśmiechem. Podszedł do mnie i nic nie mówił.
- I...? - mój stres osiągnął apogeum
Nic nie odpowiadał. Wyrwałam mu papiery z ręki i zaczęłam przeglądać. Nic nie rozumiałam z tego medycznego słownictwa.
- Mam guza mózgu. - szepnął
Nogi mi się ugięły. Wszystko co miałam przed oczami zrobił się czarne i osunęłam się na krzesło.
- Monika. - szybko do mnie doskoczył - Wszystko dobrze ?
- Nie. Nic nie jest dobrze. - zaczęłam szlochać - Kubuś - przytuliłam się do niego - Wyjdziesz z tego. Razem z tego wyjdziemy. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i na Alka oczywiście też. Pomożemy jak tylko będziemy mogli. Pokonamy to, rozumiesz ?
- Wiesz, że to jest śmiertelna choroba ? - popatrzył na mnie ze łzami w oczach
Kiwnęłam głową
- Ale dzięki tobie, odkryliśmy to we wczesnym stadium i mam bardzo duże szanse na pozbycie się tego. Dziękuję. - mocno mnie przytulił - Proszę Cię, módl się za mnie.
- Modlę się codziennie. - szlochałam - I co teraz ?
- Mam jeszcze dzisiaj stawić się do szpitala. Im wcześniej zaczniemy leczenie, tym lepiej. Trochę mi głupio, że wykorzystujesz znajomości.
- Dla Ciebie wszystko. - posłałam mu lekki uśmiech
- Monika, wszystko dobrze ? - podszedł do nas teściu
- Tato, dziękuję Ci. - rzuciłam się na niego - Kuba ma szansę, wiesz ? Dzięki tobie ma szansę i to dużą.
- Guz ? - popatrzył na duchownego
Ten tylko kiwnął głową i poleciały mu łzy.
- Przykro mi. - poklepał go Mariusz
- Odwiozę go. - szepnęłam do taty i wzięłam Kubę pod rękę.
- Pojadę sam. - szepną
- Lepiej żebyś
- Chcę być sam. - krzyknął i przyspieszył kroku
- Kuba, ale ja
- Mam guza, rozumiesz, guza. To nie zwykły katar czy kaszel. Za rok może już tu mnie nie być. Więc daj mi święty spokój !
Zdenerwowany wsiadł do taksówki stojącej pod szpitalem i zaraz odjechał.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Usiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon. Musiałam z kimś porozmawiać. I w tej chwili rozległ się dzwonek.
- Halo ? - odebrałam ze szlochem
- Cześć kochanie. - usłyszałam Alka. - Płaczesz ?
- Yhym
- Co się stało ?
- Kuba ma guza mózgu. - rozkleiłam się całkowicie
Nie mogłam wysiedzieć w domu. Koło 17 wsiadłam do auta i pojechałam do szpitala. Podeszłam do recepcji i zapytałam czy Kuba już jest w szpitalu. Okazało się, że już od 2 godzin. Zapytałam w której leży sali i zaraz do niej poszłam. Weszłam tam gdzie mi powiedziano, ale zatrzymałam się w drzwiach. Przy jego łóżku siedziała jego rodzina. Chyba usłyszeli jak wchodzę, bo odwrócili się w moją stronę. Zaczęłam się wycofywać na korytarz.
- Moniko, zaczekaj. - usłyszałam jego mamę - My już wychodzimy.
Pożegnali się z synem i wyszli. Podeszłam niepewnie do jego łóżka. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Ja na ciebie nawrzeszczałem, a ty do mnie przychodzisz. - zaśmiał się
- Jesteś moim przyjacielem. - uśmiechnęłam się
Usiadł na łóżku po turecku i poklepał miejsce koło siebie.
- Przepraszam. - pogładził moje plecy
- Rozumiem cię. Dowiedziałeś się o chorobie. I tak byłeś miły. Jak się czujesz ?
- Dobrze. Jutro wychodzę.
- Dlaczego ?
- Bo dopiero za tydzień zaczniemy leczenie. A z resztą pojutrze mam weekendowe nauki przedmałżeńskie. A właśnie, przyszłabyś na nie ? Powiedziałabyś parę słów.
- Jasne. Kubaaaa
- Nooo
- Zrobisz sobie ze mną zdjęcie ?
- Żeby mieć pamiątkę ?
- Nie chodzi o to
- Wiem. - zaczął się śmiać - Rób, rób.
Pełne radości było nasze selfie. Zawsze jest taki. Nawet jak ma poważną chorobę.
- Aha, i nie mów nikomu o chorobie, okej ?
- Już powiedziałam Alkowi. - spuściłam głowę
- Spoko, jemu możesz. - puścił mi oczko - Dziękuję Ci, że jesteś.
Ostatni czas nie był dla mnie najlepszy. Dręczyło mnie złe samopoczucie, częste mdłości i dodatkowo dochodziła tęsknota za mężem. Jednak dzisiaj było całkiem inaczej. Miałam ochotę do działania, wiele pomysłów. Przypomniały mi się czasy licealne i nasze zabawy. Często z Kubą kupowaliśmy kilka biletów mpk i jeździliśmy autobusami nie planując gdzie wysiądziemy. A że wpadłam na ten genialny plan wczoraj, to jesteśmy umówieni dzisiaj.
Zjadłam śniadanie i szybko się ubrałam. Niby końcówka października, ale jest ciepło, bo wystarczyła sama bluza.
Na przystanku kupiłam 12 biletów i czekałam na autobus jadący na przystanek Kuby. Jak zwyke miejsca były zajęte. Ale nie czepiam się, że nikt mi nie ustąpił, bo nie widać za bardzo mojej ciąży.
Dojechaliśmy do przystanku, ale Kuby nigdzie nie widziałam. Drzwi się otworzyły i nikt nie wchodzi. Zapomniał? Zaczęłam lekko się denerwować. W ostatniej chwili do środka wparował zdyszany chłopak i drzwi się zamknęły.
- Hej. - wydyszał ciężko i podszedł do mnie.
- Hej. - szeroko się uśmiechnęłam
- Dlaczego ty stoisz? - złapał się barierki i patrzył na mnie.
-Spoko, to dopiero 3 miesiąc. - zaśmiałam się - Lepiej bilet skasuj, bo kanary krążą.
- Kurde. - wyprostował się
- Nie kupiłeś biletu? - patrzyłam na niego z rozbawieniem
- Zapomniałem.
Zaczęłam się śmiać. Wyciągnęłm z kieszeni kartonik i podałam mu.
- Widzę, że nawyki się nie zmieniają.
- Jak zwykle ratujesz mi żyć. - puścił mi oczko i odbił bilet.
-Dobra, a teraz pomóż mi dojść do ładu.
Stanął przede mną. Włosy w miarę miał ułożone, ale przyklepałam kilka włosków. Z kieszeni wyciągnął koloratkę i wręczył mi ją. Nigdy tego nie robiłam i nie wiedziałam jak to zrobić. Jednak tu włożyłam, tu przypięłam i wszystko było git.
- Dziękuję. - uśmiechnął się - Zaspałem i nie miałem czasu się przyszykować.
- Zaspałeś?
- Ostatnio jestem często zmęczony. Sypiam dobrze, ale mam taki nawał pracy, że to mi nie wystrarcza. Przez to często głowa mnie boli, ale biorę tabletkę i jest spoko.
- Biedny.
- Jak się dzisiaj czujesz?- zapytał
- Wspaniale. Już powoli mija ten zły okres. A ty ? Nie wyglądasz najlepiej.
Przyglądałam się jego bladej twarzy, z lekkimi sińcami pod oczami.
- Ostatnio jest mi rano nie dobrze, ale to przez to, że nie jadam porządnie.- uśmiechnął się
- Kubuś, pojedziemy do szpitala? Muszę spotkać się z teściem.
- Spoko. Muszę zacząć biegać, bo z moją kondychą nie jest dobrze. Przebiegłem tylko z plebanii na przystanek i już jestem wypompowany. - śmiał się
- O, to jak Alek wróci, to możesz z nim biegać.
- Niee, on już zaawansowany biegacz. Ja to po minucie zawał bym miał.
-Ale przynajmniej lekarza masz na miejscu.
Zaczął się śmiać. Wspaniały jest to widok, kiedy twój przyjaciel jest rozbawiony. Chciałabym, żeby tak było zawsze. Do Kuby nie pasuje smutek, wiecznie jest wesoły, pełen energii. Rzadko kiedy można spotkać go smutnego.
Dojechaliśmy do celu i na luzie weszliśmy do szpitala. Od razu udaliśmy się na oddział ortopedii. Podeszłam do pokoju lekarskiego i delikatnie zapukałam. Po chwili otworzył mi mężczyzna w średnim wieku.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się - Czy jest może Doktor Gawliński ?
- Jest zajęty. - powiedział obojętnie
- Proszę powiedzieć, że przyszła jego synowa.
- W czym mogę pomóc ? - w drzwiach stanął teściu - O, Moniczka ! - uśmiechnął się - Dziecko moje kochane. Mogę Ci w czymś pomóc ?
- Potrzebuję pomocy... - patrzyłam na niego. - Przejdziemy się ?
- Coś czuję, że to coś poważnego. - westchnął
- Kuba, poczekasz chwilę ? - popatrzyłam na przyjaciela
- Jasne. - puścił mi oczko i usiadł.
Odwróciłam się na pięcie i powoli przemierzaliśmy korytarz.
- Mógłbyś załatwić bardzo szybko tomografię ? - zaczęłam rozmowę
- Co się stało ? - spytał przestraszony
- Chodzi o Kubę. Jest cały czas senny, chociaż śpi normalnie, często boli go głowa, jest mu niedobrze i bardzo szybko się męczy. A wiesz co to może oznaczać. - szepnęłam
- Kochanie, ja nie mogę tak sobie...
- Tato proszę Cię. - powiedziałam ze łzami w oczach
- Uspokój się. - położył dłoń ma moim ramieniu
- Jak do cholery mogę być spokojna, jak prawdopodobnie mój przyjaciel jest śmiertelnie chory ?! - prawie krzyczałam - Idę się z nim pożegnać.
- Monika, czekaj. Zrobię co w mojej mocy. - westchnął - Poczekajcie chwile.
Otarłam łzy i powoli podążałam w stronę przyjaciela. Usiadłam koło niego i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Co się stało ? - zapytał zmartwiony
- Nic takiego. - szepnęłam i popatrzyłam na niego - Wiesz, że jesteś wspaniałym przyjacielem ?
- A ty wspaniałą przyjaciółką. - uśmiechnął się - Idziemy ?
- Musimy poczekać jeszcze chwilę.
Po jakiś 5 minutach oczekiwania przyszedł do nas teściu wraz z jakimś mężczyzną.
- Doktor Duda. - podał nam ręce mężczyzna. - Jestem neurochirurgiem. Czy możemy porozmawiać ? - popatrzył na Kubę
- Ze mną ? - zdziwił się
- Idź. - pchnęłam go - Proszę Cię.
- Ale ja nie wiem o co chodzi.
- Idź.
- Niech Ci będzie. - westchnął i poszedł z lekarzem.
- Dziękuję Ci. - przytuliłam się do teścia.
Siedziałam na tym krześle jak na szpilkach. Po kilku minutach znudziło mi się siedzenie i zaczęłam chodzić w tą i z powrotem. Nie mogę sobie wyobrazić, że Kubie coś poważnego dolega.
Po godzinie czekania na końcu korytarza dostrzegłam duchownego. Rzuciłam się biegiem w jego stronę.
- I co ? - wpatrywałam się w jego oczy
- Pytał mnie o kilka rzeczy i zrobił tomografię. Mam chwilę poczekać na wyniki. Nie rozumiem poco to wszystko. Monika, czy to coś poważnego ?
- Nie jestem lekarzem.
- Ale coś musi być, bo to twoja sprawka.
- Wiesz, że wzięłam Bartosza do siebie ?
- To super. - westchnął - Wymęczyli mnie tu.
- Usiądźmy. - pociągnęłam go na krzesła - Jesteś na mnie zły ?
- Nie umiem się na Ciebie złościć. - uśmiechnął się - Ale wiesz, że sam bym się zajął. I nie od razu tomografię. - zaśmiał się - Dziękuję Ci za troskę.
- Jesteś moim przyjacielem i jednocześnie jedyną osobą, o którą muszę się aktualnie zajmować.
Przed nami stanął lekarz. Zaprosił Kubę do siebie i poszli. Podążyłam za nimi i czekałam pod gabinetem. Ich pogawędka przedłużała się do kilkunastu minut. Bałam się, że oznacza to coś bardzo złego. Serce biło mi bardzo szybko, co zapewne nie jest dobre dla dziecka. Ale nie potrafiłam się teraz nie stresować. Chodziło o mojego Kubusia. Najlepszego księdza na świecie. O chodzącej osobie pełnej radości i pozytywnej energii, którą zaraża wszystkich dookoła.
Wyszedł na korytarz z uśmiechem. Podszedł do mnie i nic nie mówił.
- I...? - mój stres osiągnął apogeum
Nic nie odpowiadał. Wyrwałam mu papiery z ręki i zaczęłam przeglądać. Nic nie rozumiałam z tego medycznego słownictwa.
- Mam guza mózgu. - szepnął
Nogi mi się ugięły. Wszystko co miałam przed oczami zrobił się czarne i osunęłam się na krzesło.
- Monika. - szybko do mnie doskoczył - Wszystko dobrze ?
- Nie. Nic nie jest dobrze. - zaczęłam szlochać - Kubuś - przytuliłam się do niego - Wyjdziesz z tego. Razem z tego wyjdziemy. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i na Alka oczywiście też. Pomożemy jak tylko będziemy mogli. Pokonamy to, rozumiesz ?
- Wiesz, że to jest śmiertelna choroba ? - popatrzył na mnie ze łzami w oczach
Kiwnęłam głową
- Ale dzięki tobie, odkryliśmy to we wczesnym stadium i mam bardzo duże szanse na pozbycie się tego. Dziękuję. - mocno mnie przytulił - Proszę Cię, módl się za mnie.
- Modlę się codziennie. - szlochałam - I co teraz ?
- Mam jeszcze dzisiaj stawić się do szpitala. Im wcześniej zaczniemy leczenie, tym lepiej. Trochę mi głupio, że wykorzystujesz znajomości.
- Dla Ciebie wszystko. - posłałam mu lekki uśmiech
- Monika, wszystko dobrze ? - podszedł do nas teściu
- Tato, dziękuję Ci. - rzuciłam się na niego - Kuba ma szansę, wiesz ? Dzięki tobie ma szansę i to dużą.
- Guz ? - popatrzył na duchownego
Ten tylko kiwnął głową i poleciały mu łzy.
- Przykro mi. - poklepał go Mariusz
- Odwiozę go. - szepnęłam do taty i wzięłam Kubę pod rękę.
- Pojadę sam. - szepną
- Lepiej żebyś
- Chcę być sam. - krzyknął i przyspieszył kroku
- Kuba, ale ja
- Mam guza, rozumiesz, guza. To nie zwykły katar czy kaszel. Za rok może już tu mnie nie być. Więc daj mi święty spokój !
Zdenerwowany wsiadł do taksówki stojącej pod szpitalem i zaraz odjechał.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Usiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon. Musiałam z kimś porozmawiać. I w tej chwili rozległ się dzwonek.
- Halo ? - odebrałam ze szlochem
- Cześć kochanie. - usłyszałam Alka. - Płaczesz ?
- Yhym
- Co się stało ?
- Kuba ma guza mózgu. - rozkleiłam się całkowicie
Nie mogłam wysiedzieć w domu. Koło 17 wsiadłam do auta i pojechałam do szpitala. Podeszłam do recepcji i zapytałam czy Kuba już jest w szpitalu. Okazało się, że już od 2 godzin. Zapytałam w której leży sali i zaraz do niej poszłam. Weszłam tam gdzie mi powiedziano, ale zatrzymałam się w drzwiach. Przy jego łóżku siedziała jego rodzina. Chyba usłyszeli jak wchodzę, bo odwrócili się w moją stronę. Zaczęłam się wycofywać na korytarz.
- Moniko, zaczekaj. - usłyszałam jego mamę - My już wychodzimy.
Pożegnali się z synem i wyszli. Podeszłam niepewnie do jego łóżka. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Ja na ciebie nawrzeszczałem, a ty do mnie przychodzisz. - zaśmiał się
- Jesteś moim przyjacielem. - uśmiechnęłam się
Usiadł na łóżku po turecku i poklepał miejsce koło siebie.
- Przepraszam. - pogładził moje plecy
- Rozumiem cię. Dowiedziałeś się o chorobie. I tak byłeś miły. Jak się czujesz ?
- Dobrze. Jutro wychodzę.
- Dlaczego ?
- Bo dopiero za tydzień zaczniemy leczenie. A z resztą pojutrze mam weekendowe nauki przedmałżeńskie. A właśnie, przyszłabyś na nie ? Powiedziałabyś parę słów.
- Jasne. Kubaaaa
- Nooo
- Zrobisz sobie ze mną zdjęcie ?
- Żeby mieć pamiątkę ?
- Nie chodzi o to
- Wiem. - zaczął się śmiać - Rób, rób.
Pełne radości było nasze selfie. Zawsze jest taki. Nawet jak ma poważną chorobę.
- Aha, i nie mów nikomu o chorobie, okej ?
- Już powiedziałam Alkowi. - spuściłam głowę
- Spoko, jemu możesz. - puścił mi oczko - Dziękuję Ci, że jesteś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)