niedziela, 8 stycznia 2017

Rozdział 43

KONIEC PAŹDZIERNIKA


Ostatni czas nie był dla mnie najlepszy. Dręczyło mnie złe samopoczucie, częste mdłości i dodatkowo dochodziła tęsknota za mężem. Jednak dzisiaj było całkiem inaczej. Miałam ochotę do działania, wiele pomysłów. Przypomniały mi się czasy licealne i nasze zabawy. Często z Kubą kupowaliśmy kilka biletów mpk i jeździliśmy autobusami nie planując gdzie wysiądziemy. A że wpadłam na ten genialny plan wczoraj, to jesteśmy umówieni dzisiaj.
Zjadłam śniadanie i szybko się ubrałam. Niby końcówka października, ale jest ciepło, bo wystarczyła sama bluza.
Na przystanku kupiłam 12 biletów i czekałam na autobus jadący na przystanek Kuby. Jak zwyke miejsca były zajęte. Ale nie czepiam się, że nikt mi nie ustąpił, bo nie widać za bardzo mojej ciąży.
Dojechaliśmy do przystanku, ale Kuby nigdzie nie widziałam. Drzwi się otworzyły i nikt nie wchodzi. Zapomniał? Zaczęłam lekko się denerwować. W ostatniej chwili do środka wparował zdyszany chłopak i drzwi się zamknęły.
- Hej. - wydyszał ciężko i podszedł do mnie.
- Hej. - szeroko się uśmiechnęłam
- Dlaczego ty stoisz? - złapał się barierki i patrzył na mnie.
-Spoko, to dopiero 3 miesiąc. - zaśmiałam się - Lepiej bilet skasuj, bo kanary krążą.
- Kurde. - wyprostował się
- Nie kupiłeś biletu? - patrzyłam na niego z rozbawieniem
- Zapomniałem.
Zaczęłam się śmiać. Wyciągnęłm z kieszeni kartonik i podałam mu.
- Widzę, że nawyki się nie zmieniają.
- Jak zwykle ratujesz mi żyć. - puścił mi oczko i odbił bilet.
-Dobra, a teraz pomóż mi dojść do ładu.
Stanął przede mną. Włosy w miarę miał ułożone, ale przyklepałam kilka włosków. Z kieszeni wyciągnął koloratkę i wręczył mi ją. Nigdy tego nie robiłam i nie wiedziałam jak to zrobić. Jednak tu włożyłam, tu przypięłam i wszystko było git.
- Dziękuję. - uśmiechnął się - Zaspałem i nie miałem czasu się przyszykować.
- Zaspałeś?
- Ostatnio jestem często zmęczony. Sypiam dobrze, ale mam taki nawał pracy, że to mi nie wystrarcza. Przez to często głowa mnie boli, ale biorę tabletkę i jest spoko.
- Biedny.
- Jak się dzisiaj czujesz?- zapytał
- Wspaniale. Już powoli mija ten zły okres. A ty ? Nie wyglądasz najlepiej.
Przyglądałam się jego bladej twarzy, z lekkimi sińcami pod oczami.
- Ostatnio jest mi rano nie dobrze, ale to przez to, że nie jadam porządnie.- uśmiechnął się
- Kubuś, pojedziemy do szpitala? Muszę spotkać się z teściem.
- Spoko. Muszę zacząć biegać, bo z moją kondychą nie jest dobrze. Przebiegłem tylko z plebanii na przystanek i już jestem wypompowany. - śmiał się
- O, to jak Alek wróci, to możesz z nim biegać.
- Niee, on już zaawansowany biegacz. Ja to po minucie zawał bym miał.
-Ale przynajmniej lekarza masz na miejscu.
Zaczął się śmiać. Wspaniały jest to widok, kiedy twój przyjaciel jest rozbawiony. Chciałabym, żeby tak było zawsze. Do Kuby nie pasuje smutek, wiecznie jest wesoły, pełen energii. Rzadko kiedy można spotkać go smutnego.
Dojechaliśmy do celu i na luzie weszliśmy do szpitala. Od razu udaliśmy się na oddział ortopedii. Podeszłam do pokoju lekarskiego i delikatnie zapukałam. Po chwili otworzył mi mężczyzna w średnim wieku.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się - Czy jest może Doktor Gawliński ?
- Jest zajęty. - powiedział obojętnie
- Proszę powiedzieć, że przyszła jego synowa.
- W czym mogę pomóc ? - w drzwiach stanął teściu - O, Moniczka ! - uśmiechnął się - Dziecko moje kochane. Mogę Ci w czymś pomóc ?
- Potrzebuję pomocy... - patrzyłam na niego. - Przejdziemy się ?
- Coś czuję, że to coś poważnego. - westchnął
- Kuba, poczekasz chwilę ? - popatrzyłam na przyjaciela
- Jasne. - puścił mi oczko i usiadł.
Odwróciłam się na pięcie i powoli przemierzaliśmy korytarz.
- Mógłbyś załatwić bardzo szybko tomografię ? - zaczęłam rozmowę
- Co się stało ? - spytał przestraszony
- Chodzi o Kubę. Jest cały czas senny, chociaż śpi normalnie, często boli go głowa, jest mu niedobrze i bardzo szybko się męczy. A wiesz co to może oznaczać. - szepnęłam
- Kochanie, ja nie mogę tak sobie...
- Tato proszę Cię. - powiedziałam ze łzami w oczach
- Uspokój się.  - położył dłoń ma moim ramieniu
- Jak do cholery mogę być spokojna, jak prawdopodobnie mój przyjaciel jest śmiertelnie chory ?! - prawie krzyczałam - Idę się z nim pożegnać.
- Monika, czekaj. Zrobię co w mojej mocy. - westchnął - Poczekajcie chwile.
Otarłam łzy i powoli podążałam w stronę przyjaciela. Usiadłam koło niego i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Co się stało ? - zapytał zmartwiony
- Nic takiego. - szepnęłam i popatrzyłam na niego - Wiesz, że jesteś wspaniałym przyjacielem ?
- A ty wspaniałą przyjaciółką. - uśmiechnął się - Idziemy ?
- Musimy poczekać jeszcze chwilę.
Po jakiś 5 minutach oczekiwania przyszedł do nas teściu wraz z jakimś mężczyzną.
- Doktor Duda. - podał nam ręce mężczyzna. - Jestem neurochirurgiem. Czy możemy porozmawiać ? - popatrzył na Kubę
- Ze mną ? - zdziwił się
- Idź. - pchnęłam go - Proszę Cię.
- Ale ja nie wiem o co chodzi.
- Idź.
- Niech Ci będzie. - westchnął i poszedł z lekarzem.
- Dziękuję Ci. - przytuliłam się do teścia.
        Siedziałam na tym krześle jak na szpilkach. Po kilku minutach znudziło mi się siedzenie i zaczęłam chodzić w tą i z powrotem. Nie mogę sobie wyobrazić, że Kubie coś poważnego dolega.
   Po godzinie czekania na końcu korytarza dostrzegłam duchownego. Rzuciłam się biegiem w jego stronę.
- I co ? - wpatrywałam się w jego oczy
- Pytał mnie o kilka rzeczy i zrobił tomografię. Mam chwilę poczekać na wyniki. Nie rozumiem poco to wszystko. Monika, czy to coś poważnego ?
- Nie jestem lekarzem.
- Ale coś musi być, bo to twoja sprawka.
- Wiesz, że wzięłam Bartosza do siebie ?
- To super. - westchnął - Wymęczyli mnie tu.
- Usiądźmy. - pociągnęłam go na krzesła - Jesteś na mnie zły ?
- Nie umiem się na Ciebie złościć. - uśmiechnął się - Ale wiesz, że sam bym się zajął. I nie od razu tomografię. - zaśmiał się - Dziękuję Ci za troskę.
- Jesteś moim przyjacielem i jednocześnie jedyną osobą, o którą muszę się aktualnie zajmować.
Przed nami stanął lekarz. Zaprosił Kubę do siebie i poszli. Podążyłam za nimi i czekałam pod gabinetem. Ich pogawędka przedłużała się do kilkunastu minut. Bałam się, że oznacza to coś bardzo złego. Serce biło mi bardzo szybko, co zapewne nie jest dobre dla dziecka. Ale nie potrafiłam się teraz nie stresować. Chodziło o mojego Kubusia. Najlepszego księdza na świecie. O chodzącej osobie pełnej radości i pozytywnej energii, którą zaraża wszystkich dookoła.
Wyszedł na korytarz z uśmiechem. Podszedł do mnie i nic nie mówił.
- I...? - mój stres osiągnął apogeum
Nic nie odpowiadał. Wyrwałam mu papiery z ręki i zaczęłam przeglądać. Nic nie rozumiałam z tego medycznego słownictwa.
- Mam guza mózgu. - szepnął
Nogi mi się ugięły. Wszystko co miałam przed oczami zrobił się czarne i osunęłam się na krzesło.
- Monika. - szybko do mnie doskoczył - Wszystko dobrze ?
- Nie. Nic nie jest dobrze. - zaczęłam szlochać - Kubuś - przytuliłam się do niego - Wyjdziesz z tego. Razem z tego wyjdziemy. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i na Alka oczywiście też. Pomożemy jak tylko będziemy mogli. Pokonamy to, rozumiesz ?
- Wiesz, że to jest śmiertelna choroba ? - popatrzył na mnie ze łzami w oczach
Kiwnęłam głową
- Ale dzięki tobie, odkryliśmy to we wczesnym stadium i mam bardzo duże szanse na pozbycie się tego. Dziękuję. - mocno mnie przytulił - Proszę Cię, módl się za mnie.
- Modlę się codziennie. - szlochałam - I co teraz ?
- Mam jeszcze dzisiaj stawić się do szpitala. Im wcześniej zaczniemy leczenie, tym lepiej. Trochę mi głupio, że wykorzystujesz znajomości.
- Dla Ciebie wszystko. - posłałam mu lekki uśmiech
- Monika, wszystko dobrze ? - podszedł do nas teściu
- Tato, dziękuję Ci. - rzuciłam się na niego - Kuba ma szansę, wiesz ? Dzięki tobie ma szansę i to dużą.
- Guz ? - popatrzył na duchownego
Ten tylko kiwnął głową i poleciały mu łzy.
- Przykro mi. - poklepał go Mariusz
- Odwiozę go. - szepnęłam do taty i wzięłam Kubę pod rękę.
- Pojadę sam. - szepną
- Lepiej żebyś
- Chcę być sam. - krzyknął i przyspieszył kroku
- Kuba, ale ja
- Mam guza, rozumiesz, guza. To nie zwykły katar czy kaszel. Za rok może już tu mnie nie być. Więc daj mi święty spokój !
Zdenerwowany wsiadł do taksówki stojącej pod szpitalem i zaraz odjechał.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Usiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon. Musiałam z kimś porozmawiać. I w tej chwili rozległ się dzwonek.
- Halo ? - odebrałam ze szlochem
- Cześć kochanie. - usłyszałam Alka. - Płaczesz ?
- Yhym
- Co się stało ?
- Kuba ma guza mózgu. - rozkleiłam się całkowicie
       Nie mogłam wysiedzieć w domu. Koło 17 wsiadłam do auta i pojechałam do szpitala. Podeszłam do recepcji i zapytałam czy Kuba już jest w szpitalu. Okazało się, że już od 2 godzin. Zapytałam w której leży sali i zaraz do niej poszłam. Weszłam tam gdzie mi powiedziano, ale zatrzymałam się w drzwiach. Przy jego łóżku siedziała jego rodzina. Chyba usłyszeli jak wchodzę, bo odwrócili się w moją stronę. Zaczęłam się wycofywać na korytarz.
- Moniko, zaczekaj. - usłyszałam jego mamę - My już wychodzimy.
Pożegnali się z synem i wyszli. Podeszłam niepewnie do jego łóżka. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Ja na ciebie nawrzeszczałem, a ty do mnie przychodzisz. - zaśmiał się
- Jesteś moim przyjacielem. - uśmiechnęłam się
Usiadł na łóżku po turecku i poklepał miejsce koło siebie.
- Przepraszam. - pogładził moje plecy
- Rozumiem cię. Dowiedziałeś się o chorobie.  I tak byłeś miły. Jak się czujesz ?
- Dobrze. Jutro wychodzę.
- Dlaczego ?
- Bo dopiero za tydzień zaczniemy leczenie. A z resztą pojutrze mam weekendowe nauki przedmałżeńskie. A właśnie, przyszłabyś na nie ? Powiedziałabyś parę słów.
- Jasne. Kubaaaa
- Nooo
- Zrobisz sobie ze mną zdjęcie ?
- Żeby mieć pamiątkę ?
- Nie chodzi o to
- Wiem. - zaczął się śmiać - Rób, rób.
Pełne radości było nasze selfie. Zawsze jest taki. Nawet jak ma poważną chorobę.
- Aha, i nie mów nikomu o chorobie, okej ?
- Już powiedziałam Alkowi. - spuściłam głowę
- Spoko, jemu możesz. - puścił mi oczko - Dziękuję Ci, że jesteś.

3 komentarze:

  1. Jejciu ;-; aż miałam łzy w oczach :c Mam nadzieję że z tego wyjdzie :c i to takie słodkie że Monika tak się martwi o Kubę :D Super rozdział a doktor Duda miszcz xD 👌

    OdpowiedzUsuń
  2. Najgorzej... Kuba musi z tego wyjść cało. Monia sie załamie jak jeszcze Kubie sie cos stanie :( tak nie może być.. Oby było dobrze

    OdpowiedzUsuń
  3. Kuba musi wyjść z tego cało, rozumiem jego zdenerwowanie. W sumie każdy z nas myśli, że takie poważne choroby go nie dotyczą, dopóki na nie nie zachorujemy. Dobrze, że Monika tak zareagowała. Trzymam kciuki. I czekam na kolejny rozdział oczywiście.

    OdpowiedzUsuń