piątek, 13 stycznia 2017

Rozdział 44

        Trochę trudno przyjąć do wiadomości, że zawsze roześmiany, pełen energii, kochany przyjaciel ma guza mózgu. Nie mogłam spać po nocy, bo ciągle mnie to dręczyło. Wspominałam nasze wspólne  chwile. Ile on daje mi radości i wsparcia. Nigdy nie wyobrażałam go sobie jako księdza, nie pasował do tego. Teraz jednak zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest na właściwym miejscu. Jest najlepszym księdzem pod słońcem ! Muszę go wspierać, chociaż zapierałby się przed tym rękami i nogami. Nigdy nie miałam styczności z osobą z taką przypadłością i za bardzo nie wiem, jak mam się zachowywać. Postanowiłam więc, że będę udawała, jakby tego nie było. Będę starała się dodawać mu energii.
Wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Dźwięczał sygnał po sygnale, a tu żadnej odpowiedzi. Nie doczekałam się żadnej reakcji. Może po prostu nie ma czasu.
- Pooglądamy Cubdów, okej ? - pogłaskałam brzuch i włączyłam telewizor.
Sezon już się skończył, ale mamy pełno nagranych meczy, więc mam z czego wybierać i oglądać. Wygodnie rozłożyłam się na kanapie i delikatnie gładziłam się po brzuchu.
- Masz takiego kochanego tatusia. - mówiłam - Do tego przystojny, mądry. Nie pozwoli, żeby coś ci się stało. Mamusia strasznie go kocha, tak samo jak ciebie. A jakiego masz fajnego wujcia Filipa. Mój kochany braciszek. Wujek Kuba też jest bardzo fajny. Ciocia weronika też jest spoko. Udaje tylko taką paniusię, ale tak naprawdę jest miła. Nie mogę się doczekać, jak przyjedziesz tutaj do nas słoneczko moje kochane.
Zaczął dzwonić telefon. Sięgnęłam po niego leniwie i przeciągnęłam palcem po ekranie.
- Halo. - zaczęłam rozmowę.
- Hej. - usłyszałam radosny głos. - Dzwoniłaś.
- Hej, hej. - przywitałam się. - Tak. O której wychodzisz ?
- Za 3 godziny. A co ?
- To godziny pracy. Ma cię kto odebrać ?
- Coś się wykombinuje. - zaśmiał się
- Ja po ciebie przyjadę. - odparłam od razu.
- Nie, nie trzeba. Masz swoje sprawy. Nie chcę zawracać ci głowy.
- No chyba żartujesz ! Nawet gdybym miała po ciebie lecieć na koniec świata, to bym poleciała. Przyjeżdżam po ciebie i już.
- No dobra. - westchnął - Dziękuję.
- Nie ma za co. Do zobaczenia.
- Pa.
No i to już mam z głowy. Zaczęłam się zbierać, bo byłam umówiona z Weroniką do kawiarni. Założyłam adidasy, kurtkę i zamknęłam dom. Sprawnie zbiegłam po schodach. Wsiadłam do samochodu i oparłam się o kierownicę. Zaczęłam szlochać. Jak ja to wszystko wytrzymam ? Nie ma mojego męża, którego tak bardzo kocham. Strasznie za nim tęsknię. Tęsknię za jego śmiechem, dotyku, a szczególnie obecności. Dodatkowo mój najlepszy przyjaciel na świecie też jest daleko i nie mogę się do niego przytulić i pogadać. I jeszcze gdyby tego było mało, Kubuś ma guza mózgu. Chcę być silna, ale to jest strasznie ciężkie. Niby mam rodziców, ale to nie to samo. Weronika nie ma czasu, bo studia, a ja nie chcę jej przeszkadzać.
Dotarłam na miejsce i przez okno kawiarni dostrzegłam siostrę. Uśmiechnięta weszłam i przywitałam się z nią. Byłam ciekawa, co tam w jej życiu słychać, jak radzi sobie na studiach. Dowiedziałam, że ma chłopaka, tego kuriera GLS'u. Zadowoliła mnie ta wiadomość, bo chłopak wydawał się być miły.
- Byłam na zakupach i zobaczyłam to, no i nie mogłam się oprzeć. - z torebki wyciągnęła reklamówkę i mi ją wręczyła.
Wyciągnęłam z niej malutkie,  miętowe body z minionkami.
- Jakie słodkie. - w oczach stanęły mi łzy. - Dziękuję. - przytuliłam ją
- Już musisz zacząć się rozglądać za ciuszkami. - puściła mi oczko
- Nawet o tym jeszcze nie myślałam. - zaśmiałam się
- Jak sobie radzisz ? - zapytała mnie po chwili śmieszkowania
- Nawet. - uśmiechnęłam się lekko
- Słyszałam o Kubie. - położyła dłoń na mojej - Monika, jak będziesz będziesz czegoś potrzebowała, to mów.
- Dziękuję.
- Głupio mi trochę, że zostawiłam cię samą, kiedy masz wszystko pod górkę. Masz naprawdę cholernie ciężko.
- Daj spokój.
Mogłabym z nią siedzieć i siedzieć, no ale nie wystawię przyjaciela do wiatru.
      Weszłam do sali, gdzie zastałam tam kilka pacjentów w łóżku, a jednego siedzącego, który był wesoły. Miał czarną koszulę z koloratką.
- Szczęść Boże, dzień dobry. - przywitałam się
- Szczęść Boże. - zaczął się śmiać
- Wymęczyłeś wszystkich ?
- Nigdy tak pozytywnego człowieka nie spotkałam. - zwróciła się do mnie kobieta leżąca obok.
- Cały Kuba. - podeszłam do niego i przytuliłam się
- Miło było was poznać. Wracam za tydzień, grzejcie mi miejsce. - rzekł duchowny i złapał za torbę. - Z Bogiem.
     On był cały czas uśmiechnięty. W samochodzie buzia mu się nie zamykała.
- Monika, powiedz mi tak szczerze. Jak się czujesz ? Jak sobie radzisz ?
- Beznadziejnie. - westchnęłam - Ale nie martw się mną. Teraz tu ty masz przerąbane. - zaśmiałam się
- Eee tam, to tylko guz. Najwyżej umrę i będę szczęśliwy. - z uśmiechem oparł głowę o fotel i wpatrywał się w niebo.
- I jak z leczeniem ? - zapytałam
- No za tydzień wracam do szpitala i po dwóch dniach będę miał operację. A to wszystko dzięki tobie. Mam takie ulgi w tym szpitalu, że masakra. Aż dziwnie się czuję. Dziękuję ci.
- Oby wszystko się udało.
- Zatrzymaj się. - wyprostował się - To mój proboszcz.
Posłusznie zjechałam na przystanek. Kuba opuścił szybę i zaczął gadkę:
- A co proboszcz tak szwęda się po mieście ?
- Musiałem coś załatwić, a nie czuję się na siłach. - odparł mężczyzna
- Wsiadaj księciu. - przyjaciel machnął ręką - Jedziemy w tym samym kierunku.
- Dziękuję. - mężczyzna zajął tylne miejsce
- To jest Monika, moja przyjaciółka. - przedstawił mnie
- Miło mi. - odwróciłam się do duchownego i szeroko uśmiechnęłam
- Mi również. - kiwnął głową.
- Dobra, lecimy do Maca. - klasnął w dłonie Kuba
Popatrzyłam się na niego podnosząc brwi.
- No dawaj. - jęczał - Ostatnie moje szanse na zjedzenie.
- Dobra. - westchnęłam i obrałam odpowiedni kierunek
- I co tam z tobą księciunio ? - z tyłu dobiegł gruby głos
- A nic takiego. - uśmiechnął się Kuba - O ! OneRepublic !
Podkręcił radio i zaczął śpiewać I lived. Po skończonej piosence odwrócił się do mężczyzny i rzekł:
- Mam guza.
Tamten zamarł.
- Żartujesz sobie ? - odezwał się po chwili
- Nie. Naprawdę. Za tydzień mam operację. Ale proszę nie robić z tego afery i nikomu nie mówić. A ludziom mówić, że pojechałem na jakieś rekolekcje.
- Niech Pan cię ma w opiece. - szepnął
- Chce coś proboszcz ? - zapytał, gdy podjechaliśmy pod Maca
- Nie, dziękuję.
- A ty ? - popatrzył na mnie
- Frytki. - uśmiechnęłam się
Jak zaczął wymieniać co on chce, złapałam się za głowę. Podjechaliśmy pod okienko odbioru i zastaliśmy tam miłą panią.
- Dziękuję. - szeroko uśmiechnął się i wziął zamówienie.
Aż wzruszyłam się jak widziałam, jak widziałam jego radość, jak zajadał się tymi hamburgerami.
Zaczął dzwonić mi telefon. Poleciłam Kubie, aby włączył mi na głośnik.
- Hej. - usłyszałam wesoły głos Emilki
- O hej. - przywitałam się - Co tam ?
- Jutro do was przyjeżdżamy. - obwieściła
- To super !
- Będziesz w domu ?
Popatrzyłam Kubę, który właśnie zaczynał drugiego chickenburgera.
- Tak, ale dopiero jakoś od 16, bo muszę pomóc Kubie.
- A propo księdza Kuby. Mogłabym się z nim jakoś spotkać ? Chcę z nim porozmawiać.
Popatrzyłam na przyjaciela, a ten tylko kiwnął głową.
- Nie ma problemu.
- Super ! - zadowoliła się - To do jutra.
- Pa. Miłej drogi !
Kuba wziął ode mnie telefon i włączył snapa. Ustawił aparat na przedni i z szerokim uśmiechem i podniesionymi brwiami i hamburgerem zrobił zdjęcie, pobrał i wysłał tylko Emilce.
- Wrócisz do domu, napijesz się wina i się odprężysz. - uśmiechnął się
- Jestem w ciąży.
- No i ?
- No i pić nie mogę.
- Nie wiem, nie byłem. - wzruszył ramionami i oparł się wygodnie.
        Po odstawieniu księży wróciłam do domu i włączyłam Sherlocka.

NASTĘPNY DZIEŃ

     Wstałam z dobrym humorem, bo taki muszę mieć do nauk przedmałżeńskich.
     Weszłam do sali, gdzie siedziało około 30 osób, a w centrum Kuba. Popatrzył się na mnie z uśmiechem i zaczął mnie przedstawiać. Stanęłam przed nimi i byłam oszołomiona. Co ja tutaj robię ? Co ja mam im mówić ? Nawet się nad tym nie zastanawiałam.
- Poprosiłem Monikę, aby dała wam świadectwo. Mam nadzieję, że ją wysłuchacie.
- Więc tak. Z moim mężem znamy się od dzieciństwa, jednak jak miałam 6 lat, to on wyjechał do Niemiec i kontakt się urwał. Później miałam nieprzyjemny wypadek i trafiłam na stół operacyjny. Moim lekarzem był doktor Aleksander, którego bardzo nie lubiłam. Co chwile mi dogryzał, nie lubił mnie. Nie ukrywam, że ja też mu powiedziałam. Wszyscy wiedzieli, że jak znajdziemy się w jednym pomieszczeniu, to będzie dym. Wyszłam ze szpitala i nie czułam się najlepiej. Oczywiście troskliwi rodzice sprowadzili mi doktora Aleksandra. Gdy mnie odwiedził był całkiem innym człowiekiem. Zaprosił mnie na fejsie i na snapie. Czasami coś tam napisał. Ale później wydarzyło się coś niemiłego no i czar prysł. Koleżanki wzięły mnie na festyn na początku maja. Był też i on. Kazał mi iść za sobą. Poszłam. Co myślicie, że powiedział mi, że mnie kocha ? To się zdziwicie. Powiedział mi, żebym zmieniła ortopedę, bo on dłużej nie może tego ciągnąć. No i zostałam jego dziewczyną. Tak więc  w czerwcu mi się oświadczył, a we wrześniu już mieliśmy ślub. Nie myślcie sobie, że była jakaś wpadka albo coś. To z miłości. No ale cóż. Tydzień przed ślubem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Stało się. Jednak była to dla nas wspaniała wiadomość, bo dziecko to naprawdę najlepszy dar od Boga. I wiecie co ? Cieszyłam się moim mężem aż 3 dni. Tak 3 dni. Dostał wezwanie na misję wojskową i musiał jechać. Nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje. Rozmawiam z nim codziennie, ale to nie to samo. Mój brat, który również, jest żołnierzem, też jest na tej misji. Więc mąż i najlepszy przyjaciel są gdzieś daleko. Został mi przyjaciel i dwie przyjaciółki. Okazało się, że przyjaciółki dostały pracę za granicą, jedna w Niemczech, a druga w Japonii. No i został mi przyjaciel. Niedawno okazało się, że... Nie on nie wyjechał. Okazało się, że ma guza mózgu. Tak, los mnie nie oszczędza. Ale wiecie co ? Mam męża, który mimo odległości kilku tysięcy kilometrów jest przy mnie i mnie wspiera. Nigdy nie poczułam się przez niego niekochana i niedoceniania. Ja również go kocham i staram się robić wszystko, aby czuł moją obecność, podnieść go na duchu w tym trudnym okresie. Tęsknię za nim i to bardzo, ale i czekam cierpliwie. Codziennie modlę się za wszystkich co wymieniłam, aby im się wiodło. Wszyscy są zawsze uśmiechnięci, a najbardziej ten wariat z guzem. I tu taka prośba, pomódlcie się za niego, bo niedługo ma operację i na pewno to mu się przyda. Nie wiem, czy jakoś wam pomogłam, albo jakoś zaciekawiłam, ale dziękuję Kubie, że mogłam to wszystko komuś powiedzieć.
Rozległy się brawa, a ja poczułam jak po policzku spływa mi łza. Kuba objął mnie ramieniem i szepnął: Wszystko będzie dobrze.
W kieszeni poczułam wibracje. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam numer prywatny.
- To Alek. - ożywiłam się - Przepraszam. - pośpiesznie wyszłam z sali - Hej kochanie !
- Hej. - usłyszałam go radosnego. - Co tam u Ciebie misia ?
- A spoczko. A co tam u ciebie ?
- Dobrze. Byłaś na badaniu ?
- Nie.
- Monia... - westchnął
- No ale po co mam iść ? - zaśmiałam się
- No kochanie ! Idź sprawdź co z dzidziusiem !
- Alek, daj spokój.
- Monika !
- Kocham Cię, mój przystojniaku.
- Ja ciebie też.
Gadaliśmy jeszcze chwilę i wróciłam na salę. A tam śmiechy, żarciki. Zaraz wkręciłam się i też śmieszkowałam. Teraz telefon dzwonił do Kuby. Opuścił na chwilę salę.

OCZAMI KUBY
- Halo. - odebrałem
- Cześć Kuba, tu Alek. - usłyszałem
- A cześć, cześć. - przywitałem się - Coś się stało ?
- Mam do Ciebie prośbę. Bo Monika miała dzisiaj iść na badania, a nie poszła i nie zamierza iść. Czy mógłbyś jakoś ją przekonać, żeby poszła ?
- Jasne, zrobię co w mojej mocy.
- Dziękuję. A jak ty się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnąłem się do siebie
- Kuba, jak byś czegoś potrzebował, pieniędzy, czy coś to mów. Ja ci załatwię. Nie krępuj się. Zrobię wszystko, żeby Cię wyleczyli.
- Dzięki Alek. Ale na razie jakoś sobie radzę. Jedynie o co proszę, to o modlitwę.
- Nie ma sprawy stary.


OCZAMI MONIKI

    Spotkanie było mega, ale szybko się skończyło. Chciałam Emilce zrobić niespodziankę i zaprosiłam Kubę do domu. Jednak on jeszcze musiał gdzieś wcześniej podjechać. Kierował mnie i kierował, aż w końcu wylądowaliśmy pod kliniką, gdzie pracuje Alek.
- No, do środka. - zaczął wychodzić i czekał na mnie
Posłusznie poszłam za nim. Zaprowadził mnie pod gabinet ginekologiczny.
- Ty zaprowadziłaś mnie, to teraz ja przyprowadzam ciebie. - uśmiechnął się
- Alek. - westchnęłam i przytuliłam się do niego - Nie musiałeś.
- Twój mąż mnie poprosił, więc zawieść nie mogłem.
       Okazało się, że wszystko jest okej, dzieciaczek rozwija się dodatkowo. Kacper chciał powiedzieć płeć, ale my nie chcemy wiedzieć do końca.
     Weszliśmy do domu i dobiegły do nas radosne głosy. Powoli się rozbierałam i było mi szkoda Kuby, jak widziałam, że musi ściągnąć buty w sutannie.
- Nie ściągaj. - rzekłam
Nie posłuchał mnie i ściągnął je. Wszyscy siedzieli w salonie.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się - Przyprowadziłam wam gościa.
Za mną wszedł uśmiechnięty Kuba.
- O szczęść Boże. - rozległo się w pokoju
- Ksiądz Kuba ! - poderwała się Emilka i podeszła do duchownego.
Ten zamknął ją w uścisku.
- Jak tam Kubo u ciebie ? Dobrze się czujesz ? - zapytała mama
- A dobrze, dziękuję. - uśmiechnął się
- Tak mi przykro. Jesteś taki młody i takie coś. Ale wiesz, że zawsze możesz liczyć na naszą pomoc.
Widziałam zmieszanie na twarzach cioci i wujka.
- Co się dzieje ? - zapytała Emilka
- Nic takiego. - uśmiechnęłam się
- Mam guza mózgu.  - popatrzył na nią
W oczach stanęły jej łzy, a po chwili płakała. Kuba przytulił ją.
- Ej no, nie becz. Wszystko będzie dobrze. A z resztą, jestem tylko jakimś tam księdzem i nie warto za mną płakać.
- Jesteś najlepszym księdzem na świecie. - szepnęła
Teraz ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Monika, obiecałaś mi. - popatrzył na mnie z wyrzutem.
- Przepraszam. - otarłam łzy

3 komentarze:

  1. Jejku te rozdziały mnie zwalają z nóg... Najpierw jest mi tak miło czytać o pięknej przyjaźni Kuby i Moniki a później tak mi się smutno robi :c Świetny rozdział 💕 i już nie mogę się doczekać dziecka *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Co rozdział to lepszy ale to juz wiesz... Kilka razy w kilku rozdziałach aż mi się łezka zakrecila w oku 😰💚 cudowne ... A ciekawe co z dziewczynami ze sie nie odzywaj z zagranicy. Fajnie by było jakby Monice jakąś niespodziankę zrobiły 😁😇 czekam na więcej !! 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurcze, liczę na więcej i na poprawę stanu zdrowia księdza. Może jakiś cud? :D

    OdpowiedzUsuń