piątek, 9 października 2015

Rozdział 5

       Kolejne 3 dni zleciały w tym cholernym szpitalu. Zamknięta w czterech ścianach, które tak bardzo dobijają. Na zewnątrz nie wyjdę, bo noga daje mi nieźle w kość. Sala jest dla mnie samotnym więzieniem, przez te wszystkie dni nie miałam żadnego "sąsiada"... Rodzina i przyjaciele odwiedzają mnie to fakt, ale przecież ciągle nie mogą tu być, mają swoje zajęcia. Jeszcze ten lekarz... Dalej prowadzę z nim wojnę. Nie lubię go, młody, arogancki, egoistyczny plecak. W pojęciu plecach chodzi mi o to, że do tej pracy dostał się dzięki znajomością, dzięki tatusiowi czy mamusi. Z resztą on też okazuje mi swoją wrogość do mnie. Przynajmniej z tym mam jakąś zabawę. Jeden egzamin na studiach już mi przepadł, a następny jest pojutrze. Z nim też mogę się pożegnać, bo ten palant wszystko zrobi, aby mi dokopać.
     Ta cała sytuacja już mnie przerasta. Jedno złamanie, a tak potrafi uprzykrzyć życie... Jestem z tym sama, tak naprawdę. Mi nic nie dają te słowa pociechy od innych. Z tą nogą to jeszcze, ale najgorsze to chyba to, że chłopak mnie zostawił dla innej. To zawsze u niego miałam wsparcie, on potrafił poprawić mi humor. A teraz go nie ma. Dlaczego ja się tam na miejscu nie wykrwawiłam ? Dlaczego ta krew tak wolno wytryskiwała z mojej tętnicy ?? W tedy było by wszystko okej. Przeniosłabym się na tamten świat, gdzie nie ma cierpienia, zmartwień. Czuwałabym nad moimi bliskimi z góry  i czekała na nich. A gdyby tak samemu sobie pomóc w przeniesieniu się na tamten świat ?
       Z założonymi słuchawkami na uszach, leżałam na boku i popłakując. Wyciągnęłam rękę i przyłożyłam do niej nożyk. Niestety tylko to miałam pod ręką. Najtrudniejsza decyzja w życiu... Przycisnęłam nożyk i ... Poczułam na moim ramieniu czyjeś palce. Moje słuchawki zjechały z moich uszu z czyjąś pomocą.
- Nie rób tego. - usłyszałam spokojny, męski głos. - Chcesz pokazać, że jesteś słabeuszem ? Naprawdę to nie jest ucieczka. Chłopak będzie niezadowolony.
- Nie mam chłopaka. - szlochałam
- Przepraszam, myślałem, że taka dziewczyna jak ty skradła czyjeś serce.
- Romantyk się znalazł. - warknęłam
- Dobra, mam tu twój wypis. Jesteś wolna i możesz już sobie iść. Nie będę już cię dręczył. W końcu się ciebie pozbyłem. - po tych słowach opuścił salę.
I taki o to właśnie jest mój lekarz. Cudowny prawda ?
          Pakowanie poszło mi szybko, bo chciałam być jak najkrócej w tym przeklętym miejscu. Jednak jeszcze trochę musiałam poczekać na transport do domu, który zapewniał mi Filip. Miał mi też przywieść kule, bo bez nich to nigdzie się nie przemieszczę. Wybrałam numer do Ani i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po krótkim czasie odebrała.
- Hallo ?
- Hej Masełko. A kto dzisiaj wychodzi ze szpitala ?
- O jak super ! To co opijamy to ? - zaśmiała się
- Jasne ! Ja gdzieś z Filipem będę w galerii za jakieś pół godziny, bo muszę dresy kupić. - oznajmiłam
- A to spoko. Właśnie jestem na zakupach, więc poczekam na was i się spotkamy. A jak tam z tym Gawlińskim ?
- A weź przestań... - westchnęłam. - Jak dał mi wypis to powiedział, że w końcu się mnie pozbył. No co za typ.Jak tak w ogóle można powiedzieć do swojego pacjenta ?
- No dokładnie. I to jeszcze do ciebie... On powinien się kleić do ciebie, nosić na rękach, a nie..
- Ha ha ha. On pewnie ma jakąś piękność nad pięknościami. Na takie zwykłe jak ja nie popatrzy.
- Ej ale szczerze, to on mega ciacho jest. Fajnie razem wyglądacie.
- Masło...
- Wiem, wiem. Ty a weź do niego pójdź i zapytaj się o co mu chodzi. - rzekła
- E tam. Nie chce mi się.
- Wiesz co, ja kończę, bo spotkałam koleżankę. Zobaczymy się za chwilę. Paaaa
- Pa. - rozłączyłam się
Siedzenie i czekanie na krzesełku na korytarzu nie było fajną czynnością. Nie dość, że niewygodnie to jeszcze nudno. Po kilku minutach moja ciekawość jednak zaprowadziła mnie pod gabinet doktorka. Niepewnie zapukałam i usłyszałam proszę. Zawahałam się, ale w ostateczności uchyliłam drzwi. Kiedy uniósł swój wzrok znad papierów, trochę się zdziwił jak mnie zobaczył.
- Co cię tu sprowadza ?
- Bo ja chciałam... Albo nieważne... - odwróciłam się.
- Nie, nie, nie, zostań. Pytaj, wal śmiało. - stanął przede mną. - Nie gryzę.
- No tu bym się spierała.
- Dobra, gadaj o co chodzi.
- O co tak panu naprawdę chodzi ? Czemu pan ciągle utrudnia, robi nazłość. Dlaczego nie wypuścił mnie pan wcześniej, żebym mogła normalnie zaliczyć egzamin ?
- Robiłem to dla cieb, przepraszam pani dobra. Nie chciałem, żeby coś się pani poważniejszego stało. Coś jeszcze ?
- Nie, nie dziękuję.  - zaskoczona szepnęłam i złapałam za klamkę.- A mogę z panem zdjęcie ?
- Żeby dzieci straszyć ? Spoko.
- To zawyłam brata, żeby zrobił.
Uchyliłam drzwi i zawołałam brata, który właśnie przyszedł.
           W drodze do galerii byłam nieobecna. Ciągle myślałam o doktorze. On to wszystko robił dla mnie ? Chciał dla mnie dobrze ? Czy to tylko jego wymówka.
      Chodzenie po tych sklepach stwarzało mi wiele bólu. No ale muszę mieć luźnie spodnie, bo z tą nogą wystarczy jeden lekki ruch i ryczysz z bólu.
Zgłodniało nam się trochę, więc poszliśmy do KFC. Przed nami w kolejce stał wysoooooki mężczyzna. Tak od tyłu wydawała mi się jakaś znajoma sylwetka. Ale może coś mi się wydaje. Filip niechcący kopnął moją kulę, a ja się zachwiałam i lekko uderzyłam tamtego mężczyznę. On oczywiście się odwrócił, a ja myślałam, że mnie coś trafi.
- O proszę, pani Monika. Już się pani za mną stęskniła ?
- Nie.
- Radziłbym nauczyć się chodzić o kulach, bo kogoś pani zabije. - westchnął i odwrócił się.
- Dobra Filip już nie jestem głodna, wracajmy do domu.
- No ok.
W domu od razu zamknęłam się w pokoju. Wygodnie położyłam się w łóżku i zaczęłam odpoczywać. Jest dopiero 19 a ja jestem już padnięta. Wzięłam piżamę i poszłam pod prysznic. Trochę było tam męczenia się, ale w miarę szybko mi to poszło. Rodzice jeszcze nawet nie wrócili, Weronika jest u koleżanki, a Filip coś ogląda.
- Filip idę spać. - oznajmiłam mu.
- Już ? - popatrzył na zegarek.
- Tak, jestem padnięta po tym dniu.
- No dobra. - podszedł do mnie i dał buziaka w czoło. - Miłych snów.
- Dzięki.
Taki mi jakoś dziwnie tutaj w domu... Jakoś czegoś mi brak. O nie... Ten brak to Gawliński. Dotknęłam miejsce, gdzie mnie dzisiaj dotknął. W moim brzuchu zrobiło się tak jakoś dziwnie.. Taka jakby motylki. Wzięłam telefon i otworzyłam zdjęcie z nim. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Nie wiedziałam dokładnie jakie. Brakuje mi go, brakuje tych docinek... Ale trzeba o nim zapomnieć. Po co w ogóle o nim myślę ?

1 komentarz: