OCZAMI OLKA
Przez całą noc miałem tylko jeden sen. Byłem w nim z Moniką na jakiejś plaży. Dziewczyna ciągle była uśmiechnięta, a w jej oczach ciągle widziałem miłość. Zasypywałem ją różami, całusami oraz miłymi słówkami. Jednak przyszedł taki moment, że przestałem ją uszczęśliwiać i siedziałem tylko wpatrując się w fale morskie. Ona wstała bardzo smutna i odeszła. Ale w jej oczach dalej widziałem jej miłość. Zostałem sam, pogrążony w smutku. Wszystko dookoła stało się szare, chłodne. Poczułem jak ten świat mnie pochłania. Kiedy zorientowałem się, że to dzięki niej świat jest piękny było już za późno.
Zacząłem się przebudzać. Byłem lekko wstrząśnięty tym snem. Dopiero teraz zrozumiałem, że tak jest naprawdę. Jeśli nie będę o nią dbał, to odejdzie i unieszczęśliwi mój świat. Poczułem jak w moje nogi są wplątane malutkie, chude stópki. Powoli podniosłem prawą powiekę i uśmiechnąłem się. Ujrzałem śpiącą koło mnie Monikę. To był najpiękniejszy widok na świecie. Z wygodnego łóżka przeniosła się na twardą podłogę. No kocham ją, no. Położyłem dłoń na jej policzku i delikatnie jeździłem kciukiem. Jej powieki lekko drgnęły i po chwili otworzyła oczy. Posłałem jej szeroki uśmiech i odpowiedziała mi tym samym.
- Dzień dobry kochanie. - szepnąłem
- Dzień dobry. - cała była rozpromieniona
Złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku. Czułem się cudownie.
- Mówiłem Ci, że cię kocham ? - wpatrywałem się w nią
- Hmmm... - mruknęła - Może, coś tam kiedyś. - zachichotała
- Kocham cię. - obwieściłem
- Ja ciebie też. - objęła moją szyję i wtuliła się we mnie.
Chciałem, żeby tak było zawsze. Miałem ją przy sobie i nie chciałem jej stracić.
- A ty co tu robisz ? - zapytałem mrucząc jej do ucha.
- Chciałam się do ciebie przytulić i być przy tobie.
- Mogłaś mnie zawołać, to bym przyszedł. - gładziłem ją po plecach
- Nie chciałam cię budzić.
- Jesteś cudowna. - przycisnąłem usta do jej czubka głowy.
- Która godzina ? - zapytała
Podniosłem wzrok i odnalazłem na ścianie zegarek.
- 5.10. - westchnąłem - Idziemy dalej spać ?
- No można. - uśmiechnęła się
Zacząłem powoli się podnosić.
- A ty gdzie ? - patrzyła na mnie z podłogi
- Do łóżka. - zaśmiałem się i schyliłem
Oplotła moją szyję i podniosłem ją. Niosłem w ramionach najukochańszą kobietę mojego życia. Delikatnie położyłem ją na łóżku. Widziałem blask w jej pięknych oczach, które się we mnie wpatrywały.
- Co ? - zapytałem z uśmiechem
- Masz mega ciało. Jesteś taki sexi. - lustrowała moją sylwetkę. - Mogę ci zrobić zdjęcie ? Bo tak w samych bokserkach jesteś boski. Ustawiłabym je sobie na tapetę. - przygryzła dolną wargę.
- Może jednak nie. - zbliżyłem się do niej i zacząłem namiętnie całować.
Nie mogłem się powstrzymać i wsunąłem dłoń pod jej podkoszulek. Czułem pod sobą drobne ciało mojej ukochanej. Monika przesuwała dłoń w stronę bokserek. Chciała je zsunąć ze mnie, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła.
- Przepraszam. - szepnęła i opuściła głowę.
Delikatnie przyłożyłem usta do jej.
- To ja przepraszam. - westchnąłem
Przypomniałem sobie, że jedną rękę dalej mam pod jej koszulką. Zrobiło mi się bardzo głupio. Na mojej twarzy pojawiły się czerwone wypieki i wysunąłem ją delikatnie. Położyłem się obok i bałem się spojrzeć jej w oczy.
- Ktoś tu się zawstydził. - wesoły chichot rozległ się w pokoju - Kotku, to było miłe.
Przytuliła się do mnie.
- Oluś, kocham cię.
- Ja ciebie też. - objąłem ją
Delikatnie jeździłem dłonią po jej plecach. Po krótkiej chwili zasnęła. Ja jednak nie mogłem spać. Ciągle dobijała mnie śmierć babci. Bardzo bym chciał, aby nadal była przy mnie. Nie chcę zawracać tym głowy Monice. Muszę pokazywać jej, że jestem twardy i już się pozbierałem. Chciałbym, żeby tak było. Nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać.
Po godzinnych rozmyślaniach postanowiłem pobiegać. Musiałem się odstresować i to porządnie. Lubię jak mam na sobie dresy, nic mnie wtedy nie krępuje, obciska. Z nałożonym kapturem na głowie biegłem chodnikami Łodzi. Poranek był ponury, słońce za chmurami. Nie dodawało to zbytnio pozytywnej energii. Na chodnikach plątali się szarzy ludzie. Totalnie wyssane z nich życie, zero uśmiechu, jakby szli na skazanie. Młodzież z zaspanymi oczami stała na przystanku czekając na autobus do szkoły. Współczuję im. Wstawać tak wcześnie. No ale cóż, każdy musi to przeżyć. Przystanąłem przy jednym z przystanków, żeby rozciągnąć mięśnie. Oparłem nogę o murek i delikatnie przenosiłem na nią ciężar ciała. Przeniosłem wzrok na czekającą młodzież i zatrzymałem się na jednej z dziewczyn. Wyróżniała się z tłumu tym, że była wesoła. Dostrzegła, że przyglądam się jej i posłała mi piękny uśmiech. Odwzajemniłem gest. Było to bardzo miłe. Na odchodne pomachałem jej, a ona zrobiła to samo. Z poprawionym humorem podbiegłem do sklepu i zrobiłem zakupy na śniadanie. Akurat były świeże bułeczki. Wziąłem jeszcze do tego ser biały, szczypiorek i rzodkiewkę. Do picia kupiłem nektar pomarańczowy i zadowolony opuściłem sklep. Koło mojego bloku przemiła pani właśnie otwierała swoją kwiaciarnię.
- Dzień dobry. - przywitałem się z uśmiechem
- A dzień dobry. - uśmiechnęła się
- Ma pani jakieś ładne tulipany ?
- Właśnie przywieźli mi świeżą dostawę. - pokazała na wiadra pełne kwiatów - Dla dziewczyny ?
- Tak, tak. To poproszę najpiękniejszego.
- Ymm, to może ten ? - wyciągnęła różowego tulipana
- Śliczny. - uśmiechnąłem się - To ile płacę ?
- Nic, na mój koszt.
- Nie, no, ile płacę.
- Naprawdę nic. Zapłacił mi pan swoim szczerym uśmiechem. - obwieściła
- Dziękuję bardzo. A czy mogłaby Pan zrobić bukiet z tulipanów, gdzieś tak na 15 ?
- Oczywiście. Tylko powiedzieć z których.
- Tu zostawiam pani pole do popisu. Dziękuję bardzo jeszcze raz. Do zobaczenia. - zadowolony opuściłem kwiaciarnię i wróciłem do domu.
Zostawiłem zakupy w kuchni, kwiatka wsadziłem do flakonika i poszedłem pod prysznic. Trzeba odświeżyć się po prawie dwugodzinnym wysiłku.
Przed dziewiątą wziąłem się za szykowanie śniadania. Rozkroiłem bułki i nałożyłem na nie ser biały,a na wierzchu pokrojony szczypiorek i rzodkiewkę. Przelałem sok do dzbanka i wszystko to dałem na tacę, a do tego postawiłem koło tego flakonik z tulipanem. Wziąłem tacę i zaniosłem ją do sypialni. Monika właśnie się przeciągała.
- Pora na śniadanko. - uśmiechnąłem się
Na jej twarzy malowało się zadowolenie. Położyłem tacę na jej kolana i usiadłem obok. W oczach mojej Mońki dostrzegłem łzy.
- Coś nie tak ? - zapytałem zaniepokojony
- Nie, nie. To ze wzruszenia. - popatrzyła na mnie uradowana - Kocham cię.
Objęła moją szyję i złączyła nasze wargi. Taki widok jest najwspanialszy.
- Smacznego. - położyłem się
- A ty co ? Nie będziesz jadł ? - zanurzyła palce w moich włosach
- To dla ciebie. - mruknąłem z twarzą schowaną w poduszkach.
- Sama tego nie zjem. - jęknęła - Musisz mi pomóc.
Powoli się podniosłem i usiadłem przy jej boku.
Śniadanie zjedliśmy z wielką radością.
OCZAMI MONIKI
Poszłam do łazienki, żeby się ubrać. Z trudnością wsunęłam na siebie spodnie. Noga dawała mi się we znaki. Kiedy byłam bez biustonosza, do pomieszczenia wszedł Olek.
- Oł przepraszam. - zdezorientowany wydusił z siebie, kiedy mnie zobaczył.
Jakoś za specjalnie mnie to nie ruszyło lekko się uśmiechnęłam i sięgnęłam po biustonosz. Chłopak dalej stał i przygaszony wpatrywał się we mnie.
- Co ? - zapytałam zapinając biustonosz
- Nic. - szepnął i wyślizgnął się z łazienki
Wzruszyłam ramionami i założyłam koszulkę.
- Już wolne - krzyknęłam wychodząc
Postać mojego chłopaka wyłoniła się z salonu.
- Jesteś piękna. - pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki.
Wzięło mnie na Snapa. Odpaliłam aplikację i zaczęłam nagrywać.
- Zobaczymy co Oluś ma w szafkach. - otworzyłam drzwiczki. I tak wyglądał mój pierwszy snap - O lustrzaneczka się tu ukryła. - wyciągnęłam aparat i dodałam nagranie. A teraz zrobimy selfie, bo jeszcze nie ma na niej moich zdjęć. - kolejne nagranie wysłane, a na lustrzance było coraz więcej moich zdjęć. - Aluś nie zobaczy co robię z jego aparatem, bo jego telefonik leży tutaj.- zaśmiałam się - A poza tym on nie ogląda moich snapów.
Usłyszałam jak szumi woda w toalecie, wiec szybko schowałam lustrzankę. Usiadłam na kanapie jakby nigdy nic i zaczęłam nagrywać jak wchodzi.
- Co już kombinujesz ? - uśmiechnął się - Ej, nie nagrywaj mnie! - zasłaniał się ręką
Dodałam to nagranie i zaczęłam nowe.
- No Monika. - jęczał i usiadł plecami do mnie.
OCZAMI OLKA
Troszkę mnie to zdenerwowało i siedziałem do niej tyłem. Nagle przed moją twarzą pojawił się telefon.
- Selfie. - wesoło oznajmiła
Zobaczyłem w komórce jej roześmianą twarz. Nie chciałem sprawiać jej smutku, więc uśmiechnąłem się. Zrobiła nam zdjęcie i z ekscytacją dodała je do historii.
- Skąd ty masz ponad 100 wyświetleń ? - zapytałem widząc ilość wyświetleń.
- Filip na Insta dodaje swoje zdjęcia i na niektórych jestem. A że ma dużo obserwatorów, to niektórzy dodają nas na Snapie. - uśmiechnęłam się - A ty ile masz ?
- Też coś około tego. - zaśmiałem się - Kocham cię. - pocałowałem ją w policzek
- Zróbmy takiego snapa - ożywiła się - Ale twoim.
Wzięła mój telefon i uruchomiła aplikację. Przytknąłem usta do jej policzka i czekałem, aż to uchwyci.
- Super. - szepnęła po chwili i popatrzyłem na rezultaty.
Podobało mi się. Puściliśmy je w świat. Wziąłem mój telefon i zacząłem przeglądać Snapy. Dostrzegłem, że moja dziewczyna jakieś dodała. Zacząłem je przeglądać.
- Olek, co robisz ? - zapytała radośnie dziewczyna nagrywając mnie.
- Oglądam twoje Snapy. - uśmiechnąłem się i popatrzyłem w jej stronę - Ej ! Moja lustrzanka.
Zaczęła się śmiać. Bardzo kocham ją w takim stanie. Naprawdę, to jest najpiękniejszy widok na świecie. Będę robił wszystko, żeby widzieć ją w takim stanie. Położyłem się wygonie na kanapie, kładąc głowę na jej kolanach.
- Kotek, a może jednak pójdziemy na pogrzeb. - głaskała mnie po głowie
- Monika, proszę. - jęknął
- No dobra, dobra.- westchnęła i złączyła nasze wargi
Spędziliśmy tak kilka godzin. Rozmawialiśmy ze sobą szczerze na różne tematy. Nawet nie wiedzieliśmy, że tak się zagadaliśmy.
- To może się przejdziemy ? - zaproponowałem
- A chętnie. - uśmiechnęła się
- Czekaj. - gwałtownie się podniosłem i pobiegłem po jej buty
Podszedłem do niej i założyłem je jej.
- Ale ty słodki jesteś. - pocałowała mnie w czoło.
Spacerowaliśmy po parku nieopodal osiedla. Dalej było tak ponuro, ale nie wpływało to na nasz dobry humor. Pod koniec naszego spaceru podeszliśmy do kwiaciarni. Sprzedawczyni podała mi piękny bukiet, a ja zapłaciłem. Wręczyłem go mojej ukochanej.
- Jaki śliczny. - przytknęła sobie do nosa.
- Dla ślicznej kobiety, śliczny bukiet. - dałem jej buziaka.
Po obiedzie przeglądałem Facebooka. Wszedłem na spotted Łódź, bo czasami idzie tam się popłakać ze śmiechu. Czytałem na głos wszystkie posty. Pozdrawiam chłopaka, który biegał dzisiaj rano około 6.40 i zatrzymał się na rozciąganie koło przystanku. Patrzyłeś się na mnie i odwzajemniłeś uśmiech. Jak odbiegałeś to pomachałeś do mnie. To było bardzo miłe :) To przecież było o mnie. Uśmiechnąłem się do telefonu.
- To o mnie. - oznajmiłem
- Ej, mam być zazdrosna ? - patrzyła na mnie
- Nieeee.
Również pozdrawiam ;) dodałem komentarz. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Poszedłem je otworzyć. Oczom ukazała się moja sąsiadka wraz z jej córką (moją byłą).
- Dzień dobry. - przywitała się - My na comiesięczną herbatkę sąsiedzką.- przywitała się
- Dzień dobry. - byłem trochę zmieszany - A no tak, to dzisiaj. Zapraszam.
Obie weszły do środka i pokierowałem je do salonu. Monika na ich widok gwałtownie się wyprostowała.
- Dzień dobry. - wydukała
Kobiety przywitały się z nią. Wytłumaczyłem jej w jakim celu tu są i poszedłem przygotować herbatę.
OCZAMI MONIKI
Czułam się niezręcznie w ich obecności. Wiem, że to była mojego Olka. Opowiadali o problemach w bloku i jak je rozwiązać i czułam się beznadziejnie, bo byłam niewtajemniczona. Widziałam, jak Nadia (ex) rozgląda się po salonie. Zatrzymała się na zdjęciu, gdzie Filip ujął nasz pierwszy pocałunek. Chyba ją zabolało. Mój telefon zaczął dzwonić. Wyświetlił się nieznajomy numer.
- Halo. - odebrałam niepewnie
- Hej siostra. - usłyszałam wesoły głos brata
- Filip ! - pisnęłam rozradowana - Co tam u ciebie ?
- A dobrze, dobrze. - zaśmiał się - Dają nam trochę popalić, ale spoko. A co tam u ciebie ?
- Spoczko. Właśnie jestem u Olka.
- Pozdrów go. - polecił
- Masz pozdrowienia. - popatrzyłam na Gawlińskiego
- Dzięki i pozdrów też.- puścił mi oczko
Rozmawialiśmy bardzo krótko, bo w wojsku mają ograniczony czas na rozmowy telefoniczne. Ale dobre i to. Bardzo stęskniłam się za Filipem i brakuje mi go.
Nagle rozległ się dzwonek i Olek wydarł jak oparzony. Usłyszałam wesołe głosy rodziców chłopaka. Wychyliłam się zza futrynę, aby upewnić się, że to na pewno oni.
- Monika ! - uradował się Pan Mariusz i pospiesznie podszedł do mnie.
Wziął mnie w swoje ramiona i pocałował w czoło.
- Co tam u ciebie ? - wypytywał
- A dobrze, dobrze. - uśmiechnęłam się
- Olek jest grzeczny?
- Oj bardzo. Taki słodki. Widać, kto jest jego tatą.
- Jaki lizus. - podszedł do nas chłopak
- O dzień dobry. - zwrócił się starszy Gawliński do kobiet siedzących na kanapie.
Teraz widziałam jak one czują się głupio w naszej obecności. Ciągle siedziałam wtulona w mojego ukochanego. Zastanawiało mnie, dlaczego one jeszcze nie pójdą do domu. Ta młoda już mnie wkurzała. Ciągle gapiła się na mojego partnera. Miałam ochotę jej wygarnąć, ale nie potrzebna mi żadna afera. Teściu ciągle wypominał jaką jestem dobrą synową i mnie chwalił. Cieszyło mnie to. Bardzo lubiłam rodziców Alka, bardzo mili ludzie i bardzo dobrze mnie traktują. Chyba polubili mnie. Jednak nawiązali wspólny temat z sąsiadką i rozgadali się. Czyli długo jeszcze tu pobędą. I kolejny raz usłyszeliśmy dzwonek. Zdziwiony gospodarz domu poszedł otworzyć. Po chwili wrócił do pokoju.
- Monika, ktoś do ciebie. - za nim wyłonili się moi rodzice.
- Mieliśmy po ciebie przyjechać. - zaczęła mama
- Już ? - patrzyłam na nich zasmucona.
- A może zostaniecie ? - zaproponował chłopak
- Nie, nie będziemy przeszkadzać. - marudziła mama
- Mamo no. - jęknęłam
- No dobra, na chwilę. - westchnęła i zajęli miejsca.
Ta chwilka przedłużyła się do godziny, która i tak zleciała szybko.
- To my będziemy się zbierać. - wstał tato - Jutro wyjeżdżamy w delegację i trzeba się wyspać.
Smutna popatrzyłam na Olka. Pogłaskał mnie po plecach i uśmiechnął się.
- A może zostaniesz u mnie ? - złapał mnie za dłoń, kiedy szłam do przedpokoju.
- Nie obraź się kochanie, ale wrócę do domu.
- Spoko. - uśmiechnął się. - Uważaj na siebie.
Położył dłoń na moim policzku i czule pocałował.
- Kocham cię. - szepnął
- Ja ciebie też.
- Kwiaty. - podał mi bukiet.
- Widzisz, już o nich zapomniałam. - uśmiechnęłam się. - Pa.
- Pa. Uważaj na siebie. Kocham cię i w ogóle.
sobota, 12 marca 2016
piątek, 4 marca 2016
Rozdział 18
POJUTRZE
Obudziłam się bardzo zmartwiona. Nie spałam przez pół nocy. Ciągle myślałam o Olku. Przez cały wczorajszy dzień w ogóle się do mnie nie odezwał. Wielokrotnie dzwoniłam, pisałam sms'y i żadnego odzewu. Po 5 próbach nie było sygnału, co świadczyło, że wyłączył telefon. Nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi. Być może o Dawida... Tylko, że on przecież wie, że z nim skończyłam i nic do niego nie czuję. Czy to tak trudno napisać jedną głupią wiadomość ? Dałam mu czas do południa, ale nie doczekałam się jakiejś oznaki życia. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
Pojechałam do szpitala z nadzieją, że tam czegoś się dowiem. Na korytarzu spotkałam Pana Mariusza.
- Dzień dobry. - podeszłam do niego zmachana
- O dzień dobry ! - uśmiechnął się
- Co się dzieje z Olkiem ? - popatrzyłam na niego przestraszona
Jego oczy nagle zgasły. Położył rękę na moim ramieniu.
- Jego ukochana babcia, z którą był mocno związany wczoraj umarła. - westchnął - Bardzo przeżył jej odejście. Nie miałem z nim żadnego kontaktu. A ty z nim rozmawiałaś ? - jego wzrok był pełen nadziei.
- Nie, nie odbierał. - zasmuciłam się - To ja do niego teraz pojadę.
- Dziękuję ci. - posłał mi lekki uśmiech.
- Do widzenia. - pożegnałam się
Wzięłam głęboki oddech na korytarzu jego bloku. Nacisnęłam klamkę i drzwi się otworzyły. Dlaczego się nie zamknął ? Weszłam po cichu i ściągnęłam buty. Przemknęłam do salonu i ujrzałam go tam siedzącego na krześle przy oknie balkonowym. Siedział patrząc daleko przed siebie. Był tylko w krótkich spodenkach. Jego twarz była pokryta bólem, cierpieniem, a oczy lekko przekrwione. Wzdrygnęłam się na ten widok.
- Hej kochanie. - szepnęłam i lekko się uśmiechnęłam
Nie doczekałam się żadnej reakcji z jego strony. Podeszłam do niego i delikatnie usiadłam na jego kolanach wtulając się w jego nagi tors. Wsłuchiwałam się w rytmiczne bicie serca mojego ukochanego.
Spędziłam w takiej pozycji kilka minut, a on ani drgnął.
- Olek, kochanie. - przerwałam ciszę - Zrobię ci coś do jedzenia, a ty się ubierz.
Powoli udałam się do kuchni. Szperałam po szafkach, które zawieszone są na sporej wysokości, co nie ułatwiało mi poszukiwanie jakiegoś jedzenia. Pomimo wszelkich starań nie znalazłam nic, co nadawałoby się na obiad.
- Musimy iść do sklepu. - obwieściłam wchodząc do salonu.
Zazwyczaj jestem spokojnym człowiekiem, ale wtedy coś we mnie wybuchło. Alek dalej nie ruszył się z miejsca.
- Ja idę. Nie mam zamiaru tu sterczeć i ciągle być olewana. - zdenerwowana zwróciłam się do niego podniesionym głosem.
Czym prędzej ubrałam buty i złapałam za klamkę. Jednak drzwi nie otwierały się, chociaż zamek nie był zasunięty. Kątem oka dostrzegłam rękę chłopaka, która mocno przypiera drzwi, uniemożliwiając mi wyjście. Po chwili zdecydowałam się odpuścić i odwróciłam się w jego stronę. Stał ze spuszczoną głową pogrążony w smutku.
- Przepraszam cię. - szepnął - Zostań, proszę. Bardzo bym chciał, żebyś została, ale jak pójdziesz, zrozumiem. Ale wiedz, że bardzo cię kocham i jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie chcę cię stracić, tak bardzo cię kocham. A ja cię tak krzywdzę, bo jestem kompletnym debilem. - po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
Poruszyło mnie to bardzo. Podeszłam do niego i otarłam słoną kroplę z jego policzka.
- Nigdzie się nie wybieram. - uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam.
Jego ramiona mocno zamknęły mnie w jego objęciu, a usta przytknął do czubka mojej głowy.
- Ale wyszedłem na mięczaka. - stwierdził
- Nie prawda. - oderwałam się od niego i wpatrywałam w jego oczy. - Prawdziwy mężczyzna nie boi okazać się swoich uczuć czy słabości. Przy mnie nie musisz udawać twardziela, możesz się rozkleić na całego, a ja zawsze będę przy tobie.
Na jego twarzy pojawił się grymas i zaczął szlochać. Przyciągnęłam go do siebie i oparł głowę na moim ramieniu. Delikatnie jeździłam dłonią po jego plecach, a drugą miałam zanurzoną w jego czuprynie. Z czasem jako szlochanie ustawało i uspokajał się.
- Jak ja cię kocham. - rzekł i złączył nasze wargi. - To ja pójdę się ogarnąć i zaraz idziemy na zakupy.
- Okej. - uśmiechnęłam się - Chcesz kawy ?
Przytaknął i udał się do łazienki.
Przynajmniej miał kawę i to mogłam spokojnie zrobić. Niecierpliwie czekałam aż zagotuje się woda. Słyszałam szum wody dochodzącej z prysznica. Czajnik dał znać, że woda już jest gorąca, więc wyłączyłam kuchenkę i zalałam naszykowaną w kubku kawę. Wzięłam kubek z gorącą cieczą i podążałam do salonu. W połowie drogi poczułam straszny ból w nodze i gwałtownie zatrzymałam się. Spowodowało to, że cała kawa wylała się na moją bluzę i poparzyła moją dłoń. Odruchowo chciałam pozbyć się tego co mam w dłoni i puściłam kubek. Z hukiem spadł na podłogę i roztrzaskał się na kawałki. Dłoń zaczęła piec coraz bardziej, a ból w nodze nie przechodził. Natychmiast drzwi do łazienki otworzyły się i wybiegł mój chłopak.
- Monika, nic ci nie jest ? - popatrzył na moją dłoń, a potem na podłogę.
- Nie, trochę ręka mnie piecze. - jęknęłam
Zaczął ją oglądać.
- Chodź pod zimną wodę. - wziął mnie pod ramię i zaprowadził do łazienki i puścił zimną wodę. - Schładzaj. - nakazał i opuścił pomieszczenie.
Jednak zaraz pojawił się z krzesłem i podstawił mi je.
- Siadaj kochanie.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przyklapnęłam - Coś nagle zabolało mnie w nodze no i się oblałam. Przepraszam za kubek.
- Daj spokój z kubkiem. - cmoknął mnie w czoło
Przyglądałam się jak chłopak nalewa do wiadra wody i bierze ze sobą ścierkę.
- Ja posprzątam. - oznajmiłam podrywając się z krzesła
- Siedź tam. - powiedział stanowczo - Posprzątać jeszcze potrafię.
Przypatrywałam się jego pracy. Bardzo zwinnie usunął kawałki niegdyś pięknego, szarego kubka i dokładnie wycierał szare kafelki. Normalnie perfekcyjna pani domu. Moja dłoń już zamarzała, to wyciągnęłam ją spod strumienia zimnej wody i zakręciłam kurek.
- Daj bluzę, to rzucę do prania. - popatrzył na mój ubiór.
Dopiero teraz zauważyłam wielką kawową plamę na moim brzuchu i rękawie. Posłusznie podałam mu ją, a on wrzucił ją do pralki wraz jakimiś swoimi ciuchami.
- Teraz nie mam w czym pójść do sklepu. - westchnęłam
- Coś znajdziemy. - złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu przed szafę.
Wszystkie bluzy były jego, więc były troszeczkę za duże na mnie. W końcu wybrałam jakąś ciemnoszarą typu kangurek. Przełożyłam ją przez głowę i popatrzyłam na mojego partnera.
- I jak ? - zrobiłam pozę na rapera
- Cudnie. - jego kąciki ust lekko się uniosły.
Na korytarzu Olek naciągnął kaptur na głowę i zaczął zamykać drzwi.
- O, dzień dobry panie Olku. - z mieszkania obok wyszła kobieta
- Dzień dobry. - mruknął
- Jak ja Pana dawno nie widziałam. Może wpadnie pan na herbatkę ?
- Nie dziękuję. - burknął i podszedł do mnie - Może kiedy indziej.
Zza pleców kobiety wyłoniła się jakaś młoda dziewczyna, gdzieś w naszym wieku. Olek jakoś spiął się kiedy ona wyszła.
- Chodź. - przerzucił mnie sobie przez ramię. - Do widzenia. - rzucił zbiegając po schodach.
Postawił mnie dopiero na podwórku.
- Moja była. - szybko powiedział i złapał mnie za rękę.
Szliśmy cały czas w milczeniu. Olek dalej był przygnębiony i zamyślony. Funkcjonował na najniższych obrotach.
Weszliśmy do biedronki i wzięliśmy mały koszyk. Przystanęłam przy pułkach i czekałam, aż zacznie coś wybierać. Ale on dalej był nieobecny.
- Co chcesz na obiad ? - szturchnęłam go
- Nie wiem. - mruknął
- A ja mam wiedzieć ? - westchnęłam - Ściągnij ten kaptur.
Szybkim ruchem ręki zsunął materiał z głowy i mocniej zacisnął moją dłoń.
- Nie chcę cię stracić. - popatrzył na mnie
- Nie stracisz. - posłałam mu uśmiech
Po udanych zakupach wracaliśmy również w milczeniu. W pewnym momencie chłopak przystanął i położył zakupy na ławce.
- Poczekaj tu. - oznajmił i szybkim krokiem udał się w uliczkę.
Ciekawe co on znowu wymyślił...
Po chwili podszedł do mnie z czerwoną różą.
- Przepraszam. - wyciągnął ją do mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko, wzięłam ją i przytknęłam do nosa.
- Dziękuję. - podniosłam głowę, żeby dać mu buziaka
Nachylił się i połączyła nasze wargi w krótkim buziaku.
Po pysznym obiedzie złożonego z frytek, ryby i sałatki z warzyw, oglądaliśmy telewizję. Chłopak wrócił już do świata żywych i humor po części powrócił.
- Kiedy pogrzeb ? - zapytałam
- Sobotę. - odparł
- O której ? - dopytywałam
- 13.
- Mam iść z tobą ?
- Nigdzie nie idę. - odparł stanowczo - I proszę, nie rozmawiajmy na ten temat.
Oparłam głowę o jego ramię i wciągnęłam się w film.
Dzień powoli się kończył i nastała pora na powrót do domu.
- Będę szła. - podniosłam się
- Zostań dzisiaj u mnie, proszę. - patrzył na mnie błagalnymi oczkami
- Nie mam ciuchów. - jęknęłam
- Załatwi się.
- No dobra. - westchnęłam.
Usiadłam koło niego i połączyłam się z Weroniką.
- Hej młoda. Przywieziesz mi do Olka ciuchy i szczoteczkę ? - rozpoczęłam rozmowę
- Teraz nie mogę. Jadę zaraz na imprezę. - obwieściła
- Weronika no. Ja zawsze wszystko dla ciebie robię.
- Dobra. - westchnęła - Podaj adres i zaraz będę.
- Dziękuję. - rozłączyłam się i przesłałam jej smsem adres.
Rzeczywiście długo na nią nie musiałam czekać. Bardzo się spieszyła, bo nawet nie miała czasu porozmawiać.
Świeżo wykąpana przytuliłam się do Olka. Trochę byłam zmęczona, bo zegarek wskazywał 23.
- Spać mi się chce. - westchnęłam
- Masz wolne całe moje łóżko. - pogładził mnie po plecach - Ja się prześpię na kanapie
- Ja pójdę na kanapę. Ty będziesz się tam męczył.
- Nie ma mowy. Ja sobie dam radę. - uśmiechnął się
- A położysz się koło mnie, żebym zasnęła ? - zrobiłam oczy jak kot ze shreka
- Jasne. - objął mnie ramieniem - Chodź.
Doczłapałam do jego łóżka i delikatnie na nie opadłam. Chłopak zajął miejsce koło mnie, a ja do niego się przytuliłam.
- Dobranoc. - szepnęłam
- Dobranoc. - pocałował mnie w czoło.
Powieki robiły mi się coraz cięższe. Olek jeździł delikatnie dłonią po moich plecach. Było tak przyjemnie. W pewnym momencie Gawliński powoli wyswobodził się z mojego uścisku i wstał z łóżka. Poczułam jeszcze jego wargi na mojej głowie i wyszedł. Widocznie myślał, że już zasnęłam. Chciałabym, żeby tak było... Ale nieważne jak bardzo się starałam, sen nie chciał złapać mnie w swoje sidła. Myślami krążyłam wokół Olka i tych przykrych wydarzeń, które go spotkały. Szkoda mi go jest bardzo, bo widzę jak strasznie cierpi. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie mogę, nie ma na to sposobu.
Minęły dwie godzinny, a ja dalej nie spałam. Wierciłam się, przewracałam z boku na bok, ale to nic nie dawało. Podniosłam się powoli wzięłam poduszkę i kołdrę i poszłam do salonu. Aluś smacznie sobie spał na podłodze. Po cichu położyłam się koło niego i przytuliłam. Wtedy poczułam się o wiele lepiej, tak spokojnie, bezpiecznie. Sen nawiedził mnie w mgnieniu oka.
Obudziłam się bardzo zmartwiona. Nie spałam przez pół nocy. Ciągle myślałam o Olku. Przez cały wczorajszy dzień w ogóle się do mnie nie odezwał. Wielokrotnie dzwoniłam, pisałam sms'y i żadnego odzewu. Po 5 próbach nie było sygnału, co świadczyło, że wyłączył telefon. Nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi. Być może o Dawida... Tylko, że on przecież wie, że z nim skończyłam i nic do niego nie czuję. Czy to tak trudno napisać jedną głupią wiadomość ? Dałam mu czas do południa, ale nie doczekałam się jakiejś oznaki życia. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
Pojechałam do szpitala z nadzieją, że tam czegoś się dowiem. Na korytarzu spotkałam Pana Mariusza.
- Dzień dobry. - podeszłam do niego zmachana
- O dzień dobry ! - uśmiechnął się
- Co się dzieje z Olkiem ? - popatrzyłam na niego przestraszona
Jego oczy nagle zgasły. Położył rękę na moim ramieniu.
- Jego ukochana babcia, z którą był mocno związany wczoraj umarła. - westchnął - Bardzo przeżył jej odejście. Nie miałem z nim żadnego kontaktu. A ty z nim rozmawiałaś ? - jego wzrok był pełen nadziei.
- Nie, nie odbierał. - zasmuciłam się - To ja do niego teraz pojadę.
- Dziękuję ci. - posłał mi lekki uśmiech.
- Do widzenia. - pożegnałam się
Wzięłam głęboki oddech na korytarzu jego bloku. Nacisnęłam klamkę i drzwi się otworzyły. Dlaczego się nie zamknął ? Weszłam po cichu i ściągnęłam buty. Przemknęłam do salonu i ujrzałam go tam siedzącego na krześle przy oknie balkonowym. Siedział patrząc daleko przed siebie. Był tylko w krótkich spodenkach. Jego twarz była pokryta bólem, cierpieniem, a oczy lekko przekrwione. Wzdrygnęłam się na ten widok.
- Hej kochanie. - szepnęłam i lekko się uśmiechnęłam
Nie doczekałam się żadnej reakcji z jego strony. Podeszłam do niego i delikatnie usiadłam na jego kolanach wtulając się w jego nagi tors. Wsłuchiwałam się w rytmiczne bicie serca mojego ukochanego.
Spędziłam w takiej pozycji kilka minut, a on ani drgnął.
- Olek, kochanie. - przerwałam ciszę - Zrobię ci coś do jedzenia, a ty się ubierz.
Powoli udałam się do kuchni. Szperałam po szafkach, które zawieszone są na sporej wysokości, co nie ułatwiało mi poszukiwanie jakiegoś jedzenia. Pomimo wszelkich starań nie znalazłam nic, co nadawałoby się na obiad.
- Musimy iść do sklepu. - obwieściłam wchodząc do salonu.
Zazwyczaj jestem spokojnym człowiekiem, ale wtedy coś we mnie wybuchło. Alek dalej nie ruszył się z miejsca.
- Ja idę. Nie mam zamiaru tu sterczeć i ciągle być olewana. - zdenerwowana zwróciłam się do niego podniesionym głosem.
Czym prędzej ubrałam buty i złapałam za klamkę. Jednak drzwi nie otwierały się, chociaż zamek nie był zasunięty. Kątem oka dostrzegłam rękę chłopaka, która mocno przypiera drzwi, uniemożliwiając mi wyjście. Po chwili zdecydowałam się odpuścić i odwróciłam się w jego stronę. Stał ze spuszczoną głową pogrążony w smutku.
- Przepraszam cię. - szepnął - Zostań, proszę. Bardzo bym chciał, żebyś została, ale jak pójdziesz, zrozumiem. Ale wiedz, że bardzo cię kocham i jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie chcę cię stracić, tak bardzo cię kocham. A ja cię tak krzywdzę, bo jestem kompletnym debilem. - po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
Poruszyło mnie to bardzo. Podeszłam do niego i otarłam słoną kroplę z jego policzka.
- Nigdzie się nie wybieram. - uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam.
Jego ramiona mocno zamknęły mnie w jego objęciu, a usta przytknął do czubka mojej głowy.
- Ale wyszedłem na mięczaka. - stwierdził
- Nie prawda. - oderwałam się od niego i wpatrywałam w jego oczy. - Prawdziwy mężczyzna nie boi okazać się swoich uczuć czy słabości. Przy mnie nie musisz udawać twardziela, możesz się rozkleić na całego, a ja zawsze będę przy tobie.
Na jego twarzy pojawił się grymas i zaczął szlochać. Przyciągnęłam go do siebie i oparł głowę na moim ramieniu. Delikatnie jeździłam dłonią po jego plecach, a drugą miałam zanurzoną w jego czuprynie. Z czasem jako szlochanie ustawało i uspokajał się.
- Jak ja cię kocham. - rzekł i złączył nasze wargi. - To ja pójdę się ogarnąć i zaraz idziemy na zakupy.
- Okej. - uśmiechnęłam się - Chcesz kawy ?
Przytaknął i udał się do łazienki.
Przynajmniej miał kawę i to mogłam spokojnie zrobić. Niecierpliwie czekałam aż zagotuje się woda. Słyszałam szum wody dochodzącej z prysznica. Czajnik dał znać, że woda już jest gorąca, więc wyłączyłam kuchenkę i zalałam naszykowaną w kubku kawę. Wzięłam kubek z gorącą cieczą i podążałam do salonu. W połowie drogi poczułam straszny ból w nodze i gwałtownie zatrzymałam się. Spowodowało to, że cała kawa wylała się na moją bluzę i poparzyła moją dłoń. Odruchowo chciałam pozbyć się tego co mam w dłoni i puściłam kubek. Z hukiem spadł na podłogę i roztrzaskał się na kawałki. Dłoń zaczęła piec coraz bardziej, a ból w nodze nie przechodził. Natychmiast drzwi do łazienki otworzyły się i wybiegł mój chłopak.
- Monika, nic ci nie jest ? - popatrzył na moją dłoń, a potem na podłogę.
- Nie, trochę ręka mnie piecze. - jęknęłam
Zaczął ją oglądać.
- Chodź pod zimną wodę. - wziął mnie pod ramię i zaprowadził do łazienki i puścił zimną wodę. - Schładzaj. - nakazał i opuścił pomieszczenie.
Jednak zaraz pojawił się z krzesłem i podstawił mi je.
- Siadaj kochanie.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przyklapnęłam - Coś nagle zabolało mnie w nodze no i się oblałam. Przepraszam za kubek.
- Daj spokój z kubkiem. - cmoknął mnie w czoło
Przyglądałam się jak chłopak nalewa do wiadra wody i bierze ze sobą ścierkę.
- Ja posprzątam. - oznajmiłam podrywając się z krzesła
- Siedź tam. - powiedział stanowczo - Posprzątać jeszcze potrafię.
Przypatrywałam się jego pracy. Bardzo zwinnie usunął kawałki niegdyś pięknego, szarego kubka i dokładnie wycierał szare kafelki. Normalnie perfekcyjna pani domu. Moja dłoń już zamarzała, to wyciągnęłam ją spod strumienia zimnej wody i zakręciłam kurek.
- Daj bluzę, to rzucę do prania. - popatrzył na mój ubiór.
Dopiero teraz zauważyłam wielką kawową plamę na moim brzuchu i rękawie. Posłusznie podałam mu ją, a on wrzucił ją do pralki wraz jakimiś swoimi ciuchami.
- Teraz nie mam w czym pójść do sklepu. - westchnęłam
- Coś znajdziemy. - złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu przed szafę.
Wszystkie bluzy były jego, więc były troszeczkę za duże na mnie. W końcu wybrałam jakąś ciemnoszarą typu kangurek. Przełożyłam ją przez głowę i popatrzyłam na mojego partnera.
- I jak ? - zrobiłam pozę na rapera
- Cudnie. - jego kąciki ust lekko się uniosły.
Na korytarzu Olek naciągnął kaptur na głowę i zaczął zamykać drzwi.
- O, dzień dobry panie Olku. - z mieszkania obok wyszła kobieta
- Dzień dobry. - mruknął
- Jak ja Pana dawno nie widziałam. Może wpadnie pan na herbatkę ?
- Nie dziękuję. - burknął i podszedł do mnie - Może kiedy indziej.
Zza pleców kobiety wyłoniła się jakaś młoda dziewczyna, gdzieś w naszym wieku. Olek jakoś spiął się kiedy ona wyszła.
- Chodź. - przerzucił mnie sobie przez ramię. - Do widzenia. - rzucił zbiegając po schodach.
Postawił mnie dopiero na podwórku.
- Moja była. - szybko powiedział i złapał mnie za rękę.
Szliśmy cały czas w milczeniu. Olek dalej był przygnębiony i zamyślony. Funkcjonował na najniższych obrotach.
Weszliśmy do biedronki i wzięliśmy mały koszyk. Przystanęłam przy pułkach i czekałam, aż zacznie coś wybierać. Ale on dalej był nieobecny.
- Co chcesz na obiad ? - szturchnęłam go
- Nie wiem. - mruknął
- A ja mam wiedzieć ? - westchnęłam - Ściągnij ten kaptur.
Szybkim ruchem ręki zsunął materiał z głowy i mocniej zacisnął moją dłoń.
- Nie chcę cię stracić. - popatrzył na mnie
- Nie stracisz. - posłałam mu uśmiech
Po udanych zakupach wracaliśmy również w milczeniu. W pewnym momencie chłopak przystanął i położył zakupy na ławce.
- Poczekaj tu. - oznajmił i szybkim krokiem udał się w uliczkę.
Ciekawe co on znowu wymyślił...
Po chwili podszedł do mnie z czerwoną różą.
- Przepraszam. - wyciągnął ją do mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko, wzięłam ją i przytknęłam do nosa.
- Dziękuję. - podniosłam głowę, żeby dać mu buziaka
Nachylił się i połączyła nasze wargi w krótkim buziaku.
Po pysznym obiedzie złożonego z frytek, ryby i sałatki z warzyw, oglądaliśmy telewizję. Chłopak wrócił już do świata żywych i humor po części powrócił.
- Kiedy pogrzeb ? - zapytałam
- Sobotę. - odparł
- O której ? - dopytywałam
- 13.
- Mam iść z tobą ?
- Nigdzie nie idę. - odparł stanowczo - I proszę, nie rozmawiajmy na ten temat.
Oparłam głowę o jego ramię i wciągnęłam się w film.
Dzień powoli się kończył i nastała pora na powrót do domu.
- Będę szła. - podniosłam się
- Zostań dzisiaj u mnie, proszę. - patrzył na mnie błagalnymi oczkami
- Nie mam ciuchów. - jęknęłam
- Załatwi się.
- No dobra. - westchnęłam.
Usiadłam koło niego i połączyłam się z Weroniką.
- Hej młoda. Przywieziesz mi do Olka ciuchy i szczoteczkę ? - rozpoczęłam rozmowę
- Teraz nie mogę. Jadę zaraz na imprezę. - obwieściła
- Weronika no. Ja zawsze wszystko dla ciebie robię.
- Dobra. - westchnęła - Podaj adres i zaraz będę.
- Dziękuję. - rozłączyłam się i przesłałam jej smsem adres.
Rzeczywiście długo na nią nie musiałam czekać. Bardzo się spieszyła, bo nawet nie miała czasu porozmawiać.
Świeżo wykąpana przytuliłam się do Olka. Trochę byłam zmęczona, bo zegarek wskazywał 23.
- Spać mi się chce. - westchnęłam
- Masz wolne całe moje łóżko. - pogładził mnie po plecach - Ja się prześpię na kanapie
- Ja pójdę na kanapę. Ty będziesz się tam męczył.
- Nie ma mowy. Ja sobie dam radę. - uśmiechnął się
- A położysz się koło mnie, żebym zasnęła ? - zrobiłam oczy jak kot ze shreka
- Jasne. - objął mnie ramieniem - Chodź.
Doczłapałam do jego łóżka i delikatnie na nie opadłam. Chłopak zajął miejsce koło mnie, a ja do niego się przytuliłam.
- Dobranoc. - szepnęłam
- Dobranoc. - pocałował mnie w czoło.
Powieki robiły mi się coraz cięższe. Olek jeździł delikatnie dłonią po moich plecach. Było tak przyjemnie. W pewnym momencie Gawliński powoli wyswobodził się z mojego uścisku i wstał z łóżka. Poczułam jeszcze jego wargi na mojej głowie i wyszedł. Widocznie myślał, że już zasnęłam. Chciałabym, żeby tak było... Ale nieważne jak bardzo się starałam, sen nie chciał złapać mnie w swoje sidła. Myślami krążyłam wokół Olka i tych przykrych wydarzeń, które go spotkały. Szkoda mi go jest bardzo, bo widzę jak strasznie cierpi. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie mogę, nie ma na to sposobu.
Minęły dwie godzinny, a ja dalej nie spałam. Wierciłam się, przewracałam z boku na bok, ale to nic nie dawało. Podniosłam się powoli wzięłam poduszkę i kołdrę i poszłam do salonu. Aluś smacznie sobie spał na podłodze. Po cichu położyłam się koło niego i przytuliłam. Wtedy poczułam się o wiele lepiej, tak spokojnie, bezpiecznie. Sen nawiedził mnie w mgnieniu oka.
środa, 24 lutego 2016
Rozdział 17
Z bratem rozmawialiśmy do 4 rano. Wspominaliśmy nasze wspólne chwile z dzieciństwa. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy mieli już się nie spotkać. Nie chciałam go tam puszczać, nie umiem normalnie funkcjonować bez niego przy moim boku. Zawsze był przy mnie. Teraz się o niego boję, po tym jak Olek powiedział mi o Maćku... Chłopak przyznał się, że nie mówił mi o tym, bo nie puściłam bym wtedy Filipa. Ale przecież co ja mogę ? To jego życie i jego wybór. Spałam tylko do 8, bo zapomniałam wyłączyć budzik na studia. Odpuszczam sobie dzisiejsze zajęcia. Nie potrafiłabym skupić się na słowach i czynnościach wykładowców. Założyłam słuchawki na uszy i bardzo głośno puściłam muzykę. Chciałam oderwać się od tej rzeczywistości, ale co mi się udawało, to zaraz i tak w mojej głowie pojawiał się Filip. To dowód na to, że on zawsze jest ze mną. Chęć przekąszenia owsianki z owocami zawładnęła mną i poprowadziła do kuchni. Nie lubię tego czekania, aż płatki się ugotują. Jednak gdy wszystko jest gotowe jestem w siódmym niebie. Wracając do pokoju ujrzałam sylwetkę brata siedzącego na tarasie w naszym ogródku. Odstawiłam talerz na stole i pełna troski podążałam w jego stronę. Jego myśli wybiegały daleko stąd, bo nawet nie drgnął, kiedy otworzyłam drzwi. Kucnęłam koło niego i przytuliłam. Bardzo dziwnie się czułam, ponieważ to on zawsze mnie przytulał, a nie ja jego.
- Będę tęsknił. - wydusił z siebie patrząc w dal.
- Uwierz mi, że ja bardziej. - przyznałam się
- Olek będzie z tobą, będzie się tobą opiekował. - wypowiedział to tak, jakby on był odpowiedzialny za moje bezpieczeństwo.
- Jadłeś śniadanie ? - chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- Nie, nie mam nawet ochoty. - jego smutne oczy przeniosły się na moją osobę.
- Filip, nie możesz tak. Chodź coś zjeść. - sterczałam nad nim.
- Nie chcę.
Burczenie w brzuchu robiło się nachalniejsze. Powędrowałam po moją owsiankę i zaczęłam ją konsumować. Jednak serce mi mówiło, że nie mogę zostawić tam samego brata. On teraz mnie potrzebuje. Tak jak zawsze ja go potrzebowałam, tak teraz role się zmieniły. Wzięłam miskę i zajęłam miejsce koło Filipa. Powoli przeżuwałam pyszną papkę z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję Ci. - dał mi buziaka w policzek. - Dziękuję Ci za to, że jesteś przy mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko i złapałam go za rękę.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie.
- Nie uważasz, że jesteśmy za starzy na takie przytulanki ?
- Nigdy nie będę się wstydziła. - uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Udałam się do mojego pokoju. W szufladzie pełnej różnych kabli, wygrzebałam pasujący do mojego telefonu. Wzięłam go i prześlizgnęłam się z mojego do brata pokoju. Od razu uruchomiłam jego komputer i drukarkę do zdjęć. Filip jako fan fotografii ma wiele sprzętu z tym związanym, np. tło do sesji, jak i tą drukarkę. Odnalazłam nasze ostatnie przepiękne selfie, na którym jest: Werka, Filip, Olek i ja. Po chwili fotografię miałam już w dłoni na tekturce. Sprawnie zatarłam wszelkie ślady mojej obecności i pospiesznie opuściłam pomieszczenie. Przez otwarte drzwi w salonie wpadało rześkie podmuchy kwietniowego powietrza. Wywołało to u mnie falę dreszczy i gęsią skórkę. Pospiesznie wyszperałam dresy z mojej szafy i natychmiast je założyłam. Kocham Cię <3 przyszedł mi sms od chłopaka. Od razu pojawił mi się uśmiech na twarzy. Włączyłam wifi i uruchomiłam Snapchat'a. Z ust zrobiłam dzióbek i ujęłam to na Selfie. Podpisałam Też Cię kocham ! :* <3 i wysłałam. Szybko dostałam odpowiedź. Jego selfie w lustrze do pasa bez koszulki. Jednak coś przykuło moją uwagę. Nie widziałam u niego wystających bokserek czy ręcznika. Czy ty jesteś nagi?
wysłałam i znowu zaczęłam się przyglądać przechwyconej fotografii. No nie ma opcji, żeby był ubrany. Może ;) :D otworzyłam wiadomość. Czułam jak na mojej twarzy pojawiają się wypieki. Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i za bardzo nie wiedziałam co miałam zrobić. Kiedy przyjedziesz ? Chciałam jak najszybciej zmienić temat i wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Po 11 :* Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 10.56. Jęknęłam tylko na myśl, że jeszcze pomad godzinę muszę na niego czekać.
- Pograsz ze mną w Tekken'a ? - do pokoju wszedł brat
- Jasne. - uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim
Gra bardzo nas rozluźniła i wciągnęła. Skończyliśmy grać dopiero o 11, jak zadzwonił telefon Filipa. On już poszedł się szykować a ja wygonie rozłożyłam się na kanapie. Nie zdążyłam nawet przyjąć wygodnej pozycji, a tu już dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - poinformował Filip i udał się do przedpokoju.
Zwrócona twarzą do oparcia, nakryłam głowę poduszkami i zamknęłam oczy. Chociaż chwila spokoju i odpoczynku.
- Hej. - delikatny szept dotarł do moich uszu i poczułam pocałunek na mojej głowie.
Powoli wydobyłam się z moich okopów i rozpromieniona popatrzyłam na mojego gościa.
- Hej. - objęłam jego szyję i dałam buziaka. - Mój przystojniaczek kochany. - zaśmiałam się i przyciągnęłam go do siebie tak, że jedyne co mógł zrobić, to położyć się koło mnie. I tak też zrobił. Jego bliskość dodawała mi energii. Cudowny zapach jego perfum pieścił mój mocno wyczulony węch.
- Jestem słaby w takich sprawach - wpatrywał się we mnie - Chciałbym cię zabrać na randkę. Pójdziesz ? - uśmiechnął się lekko.
- Ale ty jesteś słodki. - zanurzyłam palce w jego czuprynie - Jakbym mogła ci odmówić. - dotknęłam jego wargi moimi - Ej, Olek. - wyprostowałam się nagle - Ilu osobom wysłałeś to zdjęcie ?
- Wszystkim. - zaśmiał się
- Ile masz dziewczyn w znajomych ? - dopytywałam całkiem poważna
- Oj, Monika, nie wiem. Kilka. - westchnął - Jesteś o mnie zazdrosna ? - zachichotał podnosząc przy tym brew.
Siedziałam przed nim ze spuszczoną głową i za bardzo nie wiedziałam, co mam zrobić. Sama wkopałam się w tę sytuację. Nie chciałam się przyznać, ale jednak troszkę zazdrości mnie dotknęło.
- Kochana. - przyciągnął mnie do siebie i przytulił. - Tylko do ciebie wysłałem.
Zadowolona wtuliłam się w jego umięśniony tors.
- A co tu się dzieje ?! - z podniesionym głosem, Filip wszedł do salonu.
Lekko się przestraszyłam, czego skutkiem był lekki podskok z uderzeniem Olka w szczękę. Chłopak cicho syknął i złapał się w miejsce bólu.
- Przepraszam, przepraszam. - spanikowana pogłaskałam go po twarzy.
- No ładnie, tak znęcać się nad bezbronnym chłopem... - westchnął brat, po czym zaczął się śmiać
- Nic ci nie jest ? - nadal przestraszona wpatrywałam się w mojego ukochanego.
- Nie, spokojnie. - pogłaskał mnie po plecach. - Jedziemy ? - zwrócił się do przyjaciela.
Filip miał już na sobie mundur wojskowy. Przystojnie w nim wyglądał. Jak taki twardziel, którego nic nie ruszy. Duma we mnie wzrastała, kiedy patrzyłam na jego ubiór. Będzie walczył za kraj, za mnie i to tylko ze swojej zachcianki.
Na dworcu czułam się okropnie. Całe moje wnętrze posypało się z żalu. Nie chciałam go tam puszczać.
- Mam coś dla ciebie. - szepnęłam i z kieszeni wyciągnęłam zdjęcie
Widziałam jak łzy napływają mu do oczu, gdy chował fotografię do kieszeni na piersi.
- Dziękuję. - przytulił mnie mocno
- To co, zdjęcie pożegnalne ? - wypalił Olek, aby rozluźnić atmosferę.
Przystaliśmy na jego propozycję i nasza trójka ustawiła się do selfie. Udało mi się szczerze uśmiechnąć i bardzo dobrze wyszłam. Już wtedy wiedziałam, że dodam je na Instagrama.
- To ja idę. - westchnął Filip i zaczął iść w kierunku pociągu.
Z opuszczonymi rękami obserwowałam oddalającą się sylwetkę brata. Pękło coś we mnie i zaczęłam płakać.
- Filip ! - krzyknęłam i najszybciej jak mogłam kierowałam się do niego.
Odwrócił się do mnie i objął mnie swoimi ramionami.
- Ciii - uspakajał mnie - Obiecuję ci, że wrócę. Muszę iść.
Oderwałam się od niego i patrzyłam na niego przez łzy. Przyłożył palce do czoła i twardo wpatrywał się we mnie. Roztrzęsiona uczyniłam ten sam gest i po chwili mocno spuściłam rękę.
- Opiekuj się nią. - zwrócił się do mojego chłopaka i wszedł do pociągu.
Gawliński objął mnie w pasie i pocałował czubek głowy. Oparłam się o niego i wypatrywałam w oknie sylwetki mojego brata. Wyłonił się dopiero kiedy maszyna ruszyła. Pomachałam mu, a on nam.
Leżeliśmy na olkowej kanapie oglądając film. Byłam bardzo przybita, co bardzo jasno pokazywałam ukochanemu. Nie chciałam być dla niego taka niemiła, bo wiem, że tym go krzywdziłam.
- Dawaj, jedziemy. - namawiał mnie
- Nie mam ochoty.
- Obiecałaś mi. - zaczął się denerwować - Przynajmniej trochę się oderwiesz od tego.
- Nie możemy zamówić pizzy ? - jęknęłam
- Możemy, ale na miejscu. - przerzucił mnie przez ramie i wynosił do przedpokoju.
- Olek puść mnie ! - okładałam go pięściami - Zgadzam się, zgadzam. Tylko mnie puść !
Postawił mnie i dał buziaka. Niechętnie ubrałam buty i kurtkę i opuściłam dom.
Długo się nie zastanawiałam jaką pizze chcę. Moją ulubioną jest zwyczajna, taka z serem i pieczarkami. Nie przepadam za dodatkami, ale jak są to też zjem oczywiście. Bardzo mało osób było w lokalu, więc wybraliśmy najlepsze miejsca. Fajnie wyglądał Olek przy okienku do zamówień. Śmiać mi się bardzo chciało. Taki długi drągal mocno pochylony, w celu wytłumaczenia Pani zamówienia. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam snapa.
- Ile ty masz dokładnie wzrostu ? - zaśmiałam się, kiedy usiadł naprzeciw mnie
- Metr dziewięćdziesiąt osiem. - oznajmił - A co ?
- Nic, tak pytam. - uśmiechnęłam się - Słodko wyglądałeś przy zamawianiu.
- W końcu się uśmiechnęłaś. - złapał moją dłoń. - Kocham cię.
- Ja ciebie też.
W bardzo dobrej i luźnej atmosferze czekaliśmy na nasze zamówienie. Oderwałam się od tego smutku wywołanego wyjazdem brata. Dobrze, że mam go przy sobie.
Po udanej randce pojechaliśmy do mieszkania chłopaka. Zmęczona opadłam na kanapę. Oparłam się o tors Alka i włączyłam telewizję.
- Olek, co się stało ? - zapytałam widząc jak wybiega myślami daleko stąd.
- Nic. -westchnął - A co ?
- Kochanie widzę. - naciskałam na niego - Ja tobie mówię o wszystkim.
- Ostatnio. - zaczął - Przywieźli do szpitala nastolatkę. Miała mocno pogruchotane żebra, nogę i ręce. Wjechał w nią samochód. Składałem jej rękę. Po wielogodzinnej walce, umarła.
Po jego policzku spłynęła łza. Odwróciłam się w jego stronę i przytuliłam go. Widać, że było to dla niego bardzo mocne przeżycie.
- Pierwszy pacjent, którego straciłem. - wyjaśnił
Dziwnie mi tak patrzeć na przybitego Olka. Zawsze widziałam go uśmiechniętego, pełnego energii, a teraz... Położył się, kładąc głowę na moich nogach. Głaskałam go delikatnie i wpatrywałam się w jego pełną smutku twarz. Zainteresował mnie program telewizyjny, który bardzo mocno mnie wciągnął. Po jakiś 20 minutach przeniosłam wzrok na chłopaka, który smacznie sobie spał. Piękny widok, taki chciałabym mieć codziennie.
Nie miałam serca go budzić po dwugodzinnej drzemce, jednak musiał jechać do pracy.
- Oluś. - leciutko go szturchałam - Oluś, wstawaj. Spóźnisz się do pracy.
- Yhym - mamrotał sobie pod nosem
Powoli otworzył oczy i od razu się uśmiechnął.
- Taki widok po przebudzeniu to coś wspaniałego. Chciałbym, żeby było tak już zawsze. - oznajmił
- Wstawaj, wstawaj, bo się spóźnisz. - poklepałam go po brzuchu
Wyciągnął się i powoli wstawał. Podszedł do szafy i wyciągnął jakieś ubrania. Bez słowa udał się do łazienki. Nie wiem co jeszcze mogę dla niego zrobić. Trudno mi tak na niego patrzeć.
Przyszedł do mnie przebrany w koszulę. Przyciągnęłam go do siebie i zaczęłam namiętnie całować. Po chwili oporu poddał się i zaczął mocno się wpijać w moje wargi.
- Muszę - szeptał po między pocałunkami - Iść - do - pracy
Nie chciałam go puścić. Nie mogłam się oderwać.
- Monika. - oparł swoje czoło o moje. - Kocham cię, ale muszę iść. - dał mi buziaka i poszedł się ubierać.
- Pamiętasz o dzisiejszym wypadzie z dziewczynami ? - oparłam się o futrynę
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Będę za 2 godziny. Pa. - dał mi buziaka i opuścił mieszkanie.
Kiedy mój chłopak spał, ja wysłałam sobie dzisiejsze zdjęcie. Kochanie moje ujęło nawet moment, jak salutujemy. Postanowiłam, że najpierw je dodam,a później selfie.
Nie odpowiadało mi siedzenie samej w domu. Nudziłam się strasznie, a czas dłużył się w nieskończoność. Ale kiedy wszedł do domu rzuciłam się mu na szyję.
- Jedziemy ? - byłam gotowa do wyjścia
- Yep. - wziął mnie pod rękę i wyszliśmy na korytarz.
Weszliśmy do klubu, w którym dość głośno leciała muzyka. Od razu dostrzegłam moje przyjaciółki. Obie były z partnerami. W końcu poznam wybranka Gabryśki. Z tego wszystkiego nie zdążyłam go jeszcze poznać. Zadowoleni podeszliśmy do paczki. Nagle zamarłam. W mojej głowie kłębiło się pełno myśli.
- Hej. - z transu wyrwała mnie Ania
- Hej. - przywitałam się z nimi
- Olek to jest Dawid. - Gabryśka przedstawiła swojego chłopaka
Uścisnęli sobie dłonie.
- Słyszałam Marcin, że miałeś ostatnio sesję zagranicą. - zaczęłam rozmowę
- Tak - partner Ani od razu się ożywił
Wdaliśmy się w bardzo długą rozmowę o jego pracy. Marcin jest profesjonalnym fotografem i ma bardzo ważne zlecenia. Miał na przykład zlecenie na sesję od Małgorzaty Kożuchowskiej. Często go nie ma w domu, ale Ania bardzo dobrze sobie radzi.
Nie piłam żadnych trunków jako jedyna. Olek wypił jakiegoś jednego drinka. Jednak nadeszła pora, której tak bardzo się obawiałam. Zostałam z nim sam na sam. Gabryśka wyciągnęła Alka do tańca, a Ania Marcina.
- Monika. - przysiadł się bliżej - Możemy porozmawiać ?
- Niby o czym ? - powiedziałam sucho
- O nas.
Zaczęłam się śmiać. Bardzo mocno mnie to rozbawiło. Poczułam jak dłoń Olka opada na moim ramieniu.
- Z czego się śmiejemy ? - zapytał
- A no właśnie Dawid, co chciałeś powiedzieć ? - zwróciłam się do partnera Gabi
- Nic. - popatrzył na mojego chłopaka
- Nie no mów, nie krępuj się Olka. - cały czas się śmiałam - A nie, zapomniałam, że z ciebie jest dupek i niezły tchórz.
- Dobra! Bo ja cię jeszcze kocham. - wydusił z siebie
Teraz to Olek zaczął się śmiać.
- To ty jesteś tym kochanym Dawidkiem, co zostawia dziewczynę dla innej i wypuszcza w ciemne miasto, podczas ulewy. A i ten co nawet się nie zainteresował dziewczyną, którą kocha, a ona ledwo co uszła z życiem. Ciekawe czy wiesz, że twoja ukochana ma najgorsze jakie może być złamanie kości udowej ? - Gawliński był zdenerwowany
- Doktorku wyluzuj. - Dawid podszedł do Olka - Rozumiem, że zostałeś omamiony jej urodą i wdziękiem, ale ona należy do mnie.
- Pomarzyć zawsze można. - Alek uśmiechnął się do niego
Objęłam chłopaka w pasie i przytuliłam się do niego.
- Nie gadaj z nim, nie warto. - dałam buziaka - Wracamy do domu ? Noga mnie strasznie boli.
- Oczywiście kochanie. - pocałował mnie w czoło.
- Dziewczyny, mu już lecimy. - poinformowałam przyjaciółki, które właśnie wróciły z parkietu.
- Tak szybko ? - zasmuciły się
- Noga mnie boli. - oznajmiłam - Dzięki za miły wieczór. - uśmiechnęłam się
- No trzymajcie się. - pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do wyjścia.
Przy wyjściu dogoniła nas Gabi.
- Monika, czy tu chodzi o Dawida ? - zapytała
- Czy ty jesteś normalna ?! Z kim ty się związałaś ?! Wiesz, że to dupek ! On z tobą zrobi to samo co ze mną ! To nie jest facet dla ciebie ! Zasługujesz na kogoś lepszego. - waliłam prosto z mostu
- Ty jesteś o niego zazdrosna ?! - naskoczyła na mnie
- Czy cię do końca porąbało ?! Tu nie ma o co być zazdrosnym. Ja się tylko martwię o ciebie, bo nie chcę, żebyś ty cierpiała, to samo co ja. Ten cały czas spędzony z nim, to najgorsze chwile w moim życiu, zmarnowane na maxa. Nie pakuj się w to bagno. - mówiłam ze łzami w oczach
- Nadal coś do niego czujesz ? - nadal mnie atakuje
- Ej, ej, ej. Czy ty słyszysz co mówisz ? - w mojej obronie stanął Olek - Ja nie mam zamiaru tego słuchać. Chodź kochanie. - pociągnął mnie za rękę
- Tak, najlepiej uciekać. Suki już tak mają.
- Coś ty powiedziała ? - szlochnęłam
- Idź już do Dawidka - krzyknął na nią Olek - Nie chcę cię już nigdy widzieć !
Chłopak załatwił całą sprawę za mnie. Zdruzgotana wtuliłam się w niego.
Chciałam wrócić do domu, pobyć z mamą. Wypłakałam się jej, bo wiem, że ona zawsze mnie pocieszy i pomoże.
- Będę tęsknił. - wydusił z siebie patrząc w dal.
- Uwierz mi, że ja bardziej. - przyznałam się
- Olek będzie z tobą, będzie się tobą opiekował. - wypowiedział to tak, jakby on był odpowiedzialny za moje bezpieczeństwo.
- Jadłeś śniadanie ? - chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- Nie, nie mam nawet ochoty. - jego smutne oczy przeniosły się na moją osobę.
- Filip, nie możesz tak. Chodź coś zjeść. - sterczałam nad nim.
- Nie chcę.
Burczenie w brzuchu robiło się nachalniejsze. Powędrowałam po moją owsiankę i zaczęłam ją konsumować. Jednak serce mi mówiło, że nie mogę zostawić tam samego brata. On teraz mnie potrzebuje. Tak jak zawsze ja go potrzebowałam, tak teraz role się zmieniły. Wzięłam miskę i zajęłam miejsce koło Filipa. Powoli przeżuwałam pyszną papkę z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję Ci. - dał mi buziaka w policzek. - Dziękuję Ci za to, że jesteś przy mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko i złapałam go za rękę.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie.
- Nie uważasz, że jesteśmy za starzy na takie przytulanki ?
- Nigdy nie będę się wstydziła. - uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Udałam się do mojego pokoju. W szufladzie pełnej różnych kabli, wygrzebałam pasujący do mojego telefonu. Wzięłam go i prześlizgnęłam się z mojego do brata pokoju. Od razu uruchomiłam jego komputer i drukarkę do zdjęć. Filip jako fan fotografii ma wiele sprzętu z tym związanym, np. tło do sesji, jak i tą drukarkę. Odnalazłam nasze ostatnie przepiękne selfie, na którym jest: Werka, Filip, Olek i ja. Po chwili fotografię miałam już w dłoni na tekturce. Sprawnie zatarłam wszelkie ślady mojej obecności i pospiesznie opuściłam pomieszczenie. Przez otwarte drzwi w salonie wpadało rześkie podmuchy kwietniowego powietrza. Wywołało to u mnie falę dreszczy i gęsią skórkę. Pospiesznie wyszperałam dresy z mojej szafy i natychmiast je założyłam. Kocham Cię <3 przyszedł mi sms od chłopaka. Od razu pojawił mi się uśmiech na twarzy. Włączyłam wifi i uruchomiłam Snapchat'a. Z ust zrobiłam dzióbek i ujęłam to na Selfie. Podpisałam Też Cię kocham ! :* <3 i wysłałam. Szybko dostałam odpowiedź. Jego selfie w lustrze do pasa bez koszulki. Jednak coś przykuło moją uwagę. Nie widziałam u niego wystających bokserek czy ręcznika. Czy ty jesteś nagi?
wysłałam i znowu zaczęłam się przyglądać przechwyconej fotografii. No nie ma opcji, żeby był ubrany. Może ;) :D otworzyłam wiadomość. Czułam jak na mojej twarzy pojawiają się wypieki. Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i za bardzo nie wiedziałam co miałam zrobić. Kiedy przyjedziesz ? Chciałam jak najszybciej zmienić temat i wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Po 11 :* Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 10.56. Jęknęłam tylko na myśl, że jeszcze pomad godzinę muszę na niego czekać.
- Pograsz ze mną w Tekken'a ? - do pokoju wszedł brat
- Jasne. - uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim
Gra bardzo nas rozluźniła i wciągnęła. Skończyliśmy grać dopiero o 11, jak zadzwonił telefon Filipa. On już poszedł się szykować a ja wygonie rozłożyłam się na kanapie. Nie zdążyłam nawet przyjąć wygodnej pozycji, a tu już dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - poinformował Filip i udał się do przedpokoju.
Zwrócona twarzą do oparcia, nakryłam głowę poduszkami i zamknęłam oczy. Chociaż chwila spokoju i odpoczynku.
- Hej. - delikatny szept dotarł do moich uszu i poczułam pocałunek na mojej głowie.
Powoli wydobyłam się z moich okopów i rozpromieniona popatrzyłam na mojego gościa.
- Hej. - objęłam jego szyję i dałam buziaka. - Mój przystojniaczek kochany. - zaśmiałam się i przyciągnęłam go do siebie tak, że jedyne co mógł zrobić, to położyć się koło mnie. I tak też zrobił. Jego bliskość dodawała mi energii. Cudowny zapach jego perfum pieścił mój mocno wyczulony węch.
- Jestem słaby w takich sprawach - wpatrywał się we mnie - Chciałbym cię zabrać na randkę. Pójdziesz ? - uśmiechnął się lekko.
- Ale ty jesteś słodki. - zanurzyłam palce w jego czuprynie - Jakbym mogła ci odmówić. - dotknęłam jego wargi moimi - Ej, Olek. - wyprostowałam się nagle - Ilu osobom wysłałeś to zdjęcie ?
- Wszystkim. - zaśmiał się
- Ile masz dziewczyn w znajomych ? - dopytywałam całkiem poważna
- Oj, Monika, nie wiem. Kilka. - westchnął - Jesteś o mnie zazdrosna ? - zachichotał podnosząc przy tym brew.
Siedziałam przed nim ze spuszczoną głową i za bardzo nie wiedziałam, co mam zrobić. Sama wkopałam się w tę sytuację. Nie chciałam się przyznać, ale jednak troszkę zazdrości mnie dotknęło.
- Kochana. - przyciągnął mnie do siebie i przytulił. - Tylko do ciebie wysłałem.
Zadowolona wtuliłam się w jego umięśniony tors.
- A co tu się dzieje ?! - z podniesionym głosem, Filip wszedł do salonu.
Lekko się przestraszyłam, czego skutkiem był lekki podskok z uderzeniem Olka w szczękę. Chłopak cicho syknął i złapał się w miejsce bólu.
- Przepraszam, przepraszam. - spanikowana pogłaskałam go po twarzy.
- No ładnie, tak znęcać się nad bezbronnym chłopem... - westchnął brat, po czym zaczął się śmiać
- Nic ci nie jest ? - nadal przestraszona wpatrywałam się w mojego ukochanego.
- Nie, spokojnie. - pogłaskał mnie po plecach. - Jedziemy ? - zwrócił się do przyjaciela.
Filip miał już na sobie mundur wojskowy. Przystojnie w nim wyglądał. Jak taki twardziel, którego nic nie ruszy. Duma we mnie wzrastała, kiedy patrzyłam na jego ubiór. Będzie walczył za kraj, za mnie i to tylko ze swojej zachcianki.
Na dworcu czułam się okropnie. Całe moje wnętrze posypało się z żalu. Nie chciałam go tam puszczać.
- Mam coś dla ciebie. - szepnęłam i z kieszeni wyciągnęłam zdjęcie
Widziałam jak łzy napływają mu do oczu, gdy chował fotografię do kieszeni na piersi.
- Dziękuję. - przytulił mnie mocno
- To co, zdjęcie pożegnalne ? - wypalił Olek, aby rozluźnić atmosferę.
Przystaliśmy na jego propozycję i nasza trójka ustawiła się do selfie. Udało mi się szczerze uśmiechnąć i bardzo dobrze wyszłam. Już wtedy wiedziałam, że dodam je na Instagrama.
- To ja idę. - westchnął Filip i zaczął iść w kierunku pociągu.
Z opuszczonymi rękami obserwowałam oddalającą się sylwetkę brata. Pękło coś we mnie i zaczęłam płakać.
- Filip ! - krzyknęłam i najszybciej jak mogłam kierowałam się do niego.
Odwrócił się do mnie i objął mnie swoimi ramionami.
- Ciii - uspakajał mnie - Obiecuję ci, że wrócę. Muszę iść.
Oderwałam się od niego i patrzyłam na niego przez łzy. Przyłożył palce do czoła i twardo wpatrywał się we mnie. Roztrzęsiona uczyniłam ten sam gest i po chwili mocno spuściłam rękę.
- Opiekuj się nią. - zwrócił się do mojego chłopaka i wszedł do pociągu.
Gawliński objął mnie w pasie i pocałował czubek głowy. Oparłam się o niego i wypatrywałam w oknie sylwetki mojego brata. Wyłonił się dopiero kiedy maszyna ruszyła. Pomachałam mu, a on nam.
Leżeliśmy na olkowej kanapie oglądając film. Byłam bardzo przybita, co bardzo jasno pokazywałam ukochanemu. Nie chciałam być dla niego taka niemiła, bo wiem, że tym go krzywdziłam.
- Dawaj, jedziemy. - namawiał mnie
- Nie mam ochoty.
- Obiecałaś mi. - zaczął się denerwować - Przynajmniej trochę się oderwiesz od tego.
- Nie możemy zamówić pizzy ? - jęknęłam
- Możemy, ale na miejscu. - przerzucił mnie przez ramie i wynosił do przedpokoju.
- Olek puść mnie ! - okładałam go pięściami - Zgadzam się, zgadzam. Tylko mnie puść !
Postawił mnie i dał buziaka. Niechętnie ubrałam buty i kurtkę i opuściłam dom.
Długo się nie zastanawiałam jaką pizze chcę. Moją ulubioną jest zwyczajna, taka z serem i pieczarkami. Nie przepadam za dodatkami, ale jak są to też zjem oczywiście. Bardzo mało osób było w lokalu, więc wybraliśmy najlepsze miejsca. Fajnie wyglądał Olek przy okienku do zamówień. Śmiać mi się bardzo chciało. Taki długi drągal mocno pochylony, w celu wytłumaczenia Pani zamówienia. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam snapa.
- Ile ty masz dokładnie wzrostu ? - zaśmiałam się, kiedy usiadł naprzeciw mnie
- Metr dziewięćdziesiąt osiem. - oznajmił - A co ?
- Nic, tak pytam. - uśmiechnęłam się - Słodko wyglądałeś przy zamawianiu.
- W końcu się uśmiechnęłaś. - złapał moją dłoń. - Kocham cię.
- Ja ciebie też.
W bardzo dobrej i luźnej atmosferze czekaliśmy na nasze zamówienie. Oderwałam się od tego smutku wywołanego wyjazdem brata. Dobrze, że mam go przy sobie.
Po udanej randce pojechaliśmy do mieszkania chłopaka. Zmęczona opadłam na kanapę. Oparłam się o tors Alka i włączyłam telewizję.
- Olek, co się stało ? - zapytałam widząc jak wybiega myślami daleko stąd.
- Nic. -westchnął - A co ?
- Kochanie widzę. - naciskałam na niego - Ja tobie mówię o wszystkim.
- Ostatnio. - zaczął - Przywieźli do szpitala nastolatkę. Miała mocno pogruchotane żebra, nogę i ręce. Wjechał w nią samochód. Składałem jej rękę. Po wielogodzinnej walce, umarła.
Po jego policzku spłynęła łza. Odwróciłam się w jego stronę i przytuliłam go. Widać, że było to dla niego bardzo mocne przeżycie.
- Pierwszy pacjent, którego straciłem. - wyjaśnił
Dziwnie mi tak patrzeć na przybitego Olka. Zawsze widziałam go uśmiechniętego, pełnego energii, a teraz... Położył się, kładąc głowę na moich nogach. Głaskałam go delikatnie i wpatrywałam się w jego pełną smutku twarz. Zainteresował mnie program telewizyjny, który bardzo mocno mnie wciągnął. Po jakiś 20 minutach przeniosłam wzrok na chłopaka, który smacznie sobie spał. Piękny widok, taki chciałabym mieć codziennie.
Nie miałam serca go budzić po dwugodzinnej drzemce, jednak musiał jechać do pracy.
- Oluś. - leciutko go szturchałam - Oluś, wstawaj. Spóźnisz się do pracy.
- Yhym - mamrotał sobie pod nosem
Powoli otworzył oczy i od razu się uśmiechnął.
- Taki widok po przebudzeniu to coś wspaniałego. Chciałbym, żeby było tak już zawsze. - oznajmił
- Wstawaj, wstawaj, bo się spóźnisz. - poklepałam go po brzuchu
Wyciągnął się i powoli wstawał. Podszedł do szafy i wyciągnął jakieś ubrania. Bez słowa udał się do łazienki. Nie wiem co jeszcze mogę dla niego zrobić. Trudno mi tak na niego patrzeć.
Przyszedł do mnie przebrany w koszulę. Przyciągnęłam go do siebie i zaczęłam namiętnie całować. Po chwili oporu poddał się i zaczął mocno się wpijać w moje wargi.
- Muszę - szeptał po między pocałunkami - Iść - do - pracy
Nie chciałam go puścić. Nie mogłam się oderwać.
- Monika. - oparł swoje czoło o moje. - Kocham cię, ale muszę iść. - dał mi buziaka i poszedł się ubierać.
- Pamiętasz o dzisiejszym wypadzie z dziewczynami ? - oparłam się o futrynę
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Będę za 2 godziny. Pa. - dał mi buziaka i opuścił mieszkanie.
Kiedy mój chłopak spał, ja wysłałam sobie dzisiejsze zdjęcie. Kochanie moje ujęło nawet moment, jak salutujemy. Postanowiłam, że najpierw je dodam,a później selfie.
Nie odpowiadało mi siedzenie samej w domu. Nudziłam się strasznie, a czas dłużył się w nieskończoność. Ale kiedy wszedł do domu rzuciłam się mu na szyję.
- Jedziemy ? - byłam gotowa do wyjścia
- Yep. - wziął mnie pod rękę i wyszliśmy na korytarz.
Weszliśmy do klubu, w którym dość głośno leciała muzyka. Od razu dostrzegłam moje przyjaciółki. Obie były z partnerami. W końcu poznam wybranka Gabryśki. Z tego wszystkiego nie zdążyłam go jeszcze poznać. Zadowoleni podeszliśmy do paczki. Nagle zamarłam. W mojej głowie kłębiło się pełno myśli.
- Hej. - z transu wyrwała mnie Ania
- Hej. - przywitałam się z nimi
- Olek to jest Dawid. - Gabryśka przedstawiła swojego chłopaka
Uścisnęli sobie dłonie.
- Słyszałam Marcin, że miałeś ostatnio sesję zagranicą. - zaczęłam rozmowę
- Tak - partner Ani od razu się ożywił
Wdaliśmy się w bardzo długą rozmowę o jego pracy. Marcin jest profesjonalnym fotografem i ma bardzo ważne zlecenia. Miał na przykład zlecenie na sesję od Małgorzaty Kożuchowskiej. Często go nie ma w domu, ale Ania bardzo dobrze sobie radzi.
Nie piłam żadnych trunków jako jedyna. Olek wypił jakiegoś jednego drinka. Jednak nadeszła pora, której tak bardzo się obawiałam. Zostałam z nim sam na sam. Gabryśka wyciągnęła Alka do tańca, a Ania Marcina.
- Monika. - przysiadł się bliżej - Możemy porozmawiać ?
- Niby o czym ? - powiedziałam sucho
- O nas.
Zaczęłam się śmiać. Bardzo mocno mnie to rozbawiło. Poczułam jak dłoń Olka opada na moim ramieniu.
- Z czego się śmiejemy ? - zapytał
- A no właśnie Dawid, co chciałeś powiedzieć ? - zwróciłam się do partnera Gabi
- Nic. - popatrzył na mojego chłopaka
- Nie no mów, nie krępuj się Olka. - cały czas się śmiałam - A nie, zapomniałam, że z ciebie jest dupek i niezły tchórz.
- Dobra! Bo ja cię jeszcze kocham. - wydusił z siebie
Teraz to Olek zaczął się śmiać.
- To ty jesteś tym kochanym Dawidkiem, co zostawia dziewczynę dla innej i wypuszcza w ciemne miasto, podczas ulewy. A i ten co nawet się nie zainteresował dziewczyną, którą kocha, a ona ledwo co uszła z życiem. Ciekawe czy wiesz, że twoja ukochana ma najgorsze jakie może być złamanie kości udowej ? - Gawliński był zdenerwowany
- Doktorku wyluzuj. - Dawid podszedł do Olka - Rozumiem, że zostałeś omamiony jej urodą i wdziękiem, ale ona należy do mnie.
- Pomarzyć zawsze można. - Alek uśmiechnął się do niego
Objęłam chłopaka w pasie i przytuliłam się do niego.
- Nie gadaj z nim, nie warto. - dałam buziaka - Wracamy do domu ? Noga mnie strasznie boli.
- Oczywiście kochanie. - pocałował mnie w czoło.
- Dziewczyny, mu już lecimy. - poinformowałam przyjaciółki, które właśnie wróciły z parkietu.
- Tak szybko ? - zasmuciły się
- Noga mnie boli. - oznajmiłam - Dzięki za miły wieczór. - uśmiechnęłam się
- No trzymajcie się. - pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do wyjścia.
Przy wyjściu dogoniła nas Gabi.
- Monika, czy tu chodzi o Dawida ? - zapytała
- Czy ty jesteś normalna ?! Z kim ty się związałaś ?! Wiesz, że to dupek ! On z tobą zrobi to samo co ze mną ! To nie jest facet dla ciebie ! Zasługujesz na kogoś lepszego. - waliłam prosto z mostu
- Ty jesteś o niego zazdrosna ?! - naskoczyła na mnie
- Czy cię do końca porąbało ?! Tu nie ma o co być zazdrosnym. Ja się tylko martwię o ciebie, bo nie chcę, żebyś ty cierpiała, to samo co ja. Ten cały czas spędzony z nim, to najgorsze chwile w moim życiu, zmarnowane na maxa. Nie pakuj się w to bagno. - mówiłam ze łzami w oczach
- Nadal coś do niego czujesz ? - nadal mnie atakuje
- Ej, ej, ej. Czy ty słyszysz co mówisz ? - w mojej obronie stanął Olek - Ja nie mam zamiaru tego słuchać. Chodź kochanie. - pociągnął mnie za rękę
- Tak, najlepiej uciekać. Suki już tak mają.
- Coś ty powiedziała ? - szlochnęłam
- Idź już do Dawidka - krzyknął na nią Olek - Nie chcę cię już nigdy widzieć !
Chłopak załatwił całą sprawę za mnie. Zdruzgotana wtuliłam się w niego.
Chciałam wrócić do domu, pobyć z mamą. Wypłakałam się jej, bo wiem, że ona zawsze mnie pocieszy i pomoże.
niedziela, 14 lutego 2016
Rozdział 16
Godzina 6.30 a ja już wstaję... No niestety mam studia na 8... Wygrzebałam się z pod kołdry i pośpiesznie wstałam. Wzięłam przyszykowany strój ratownika medycznego i bieliznę. Do moich uszu doszedł dźwięk przychodzącej wiadomości. Wzięłam telefon i odczytałam ją Śpisz ??? :D od Aluś. Uśmiechnęłam się do wyświetlacza i szybko wystukałam: Nie :* A ty czemu nie śpisz ?
Wyczuwałam u siebie dobrą formę. Mimo, że musiałam zrywać się tak wcześnie z łóżka, to byłam pełna energii. Mycie zębów przerwał mi sms. Bo biegamy z Grzegorzem :* ;) Po przeczytaniu od razu odpisałam No już, bo Ci uwierzę :P :* Szybko się uwinęłam z łazienkowymi sprawami i poszłam do pokoju. Przypomniałam sobie, że dostałam wiadomość. Tym razem mms.
Wyczuwałam u siebie dobrą formę. Mimo, że musiałam zrywać się tak wcześnie z łóżka, to byłam pełna energii. Mycie zębów przerwał mi sms. Bo biegamy z Grzegorzem :* ;) Po przeczytaniu od razu odpisałam No już, bo Ci uwierzę :P :* Szybko się uwinęłam z łazienkowymi sprawami i poszłam do pokoju. Przypomniałam sobie, że dostałam wiadomość. Tym razem mms.
Nie mogłam się napatrzeć na fotografię. Grzegorz jak Grzegorz, ale Olek... Mój przystojny kochany doktorek. Ciekawe czy dużo pacjentek go podrywa... Dobry kąsek z niego. Nie dość, że lekarz, to jeszcze młody, a w dodatku mega ciacho. Dziwne, że żadna nim się nie zajęła. Mój <3 Kocham Cię :* <3 Tylko tyle udało mi się wymyślić. Wzięłam się za pakowanie książek potrzebnych na dzisiejsze zajęcia.
4 godziny na studiach zleciały mi w mgnieniu oka. Chciałam zrobić niespodziankę Gawlińskiemu, więc od razu po zajęciach pojechałam do niego, bez uprzedzenia. Spędzę z nim chociaż chwilkę, bo przecież pracuje dzisiaj od 12 do 18... Czyli ma dla mnie niecałą godzinę. Dostanie się na jego piętro, to jak wdrapywanie się na szczyt góry. Dlaczego nie mogą zamontować tu windy ? Po większym wysiłku, udało mi się wspiąć. Nacisnęłam klamkę od jego drzwi i się zdziwiłam, bo były otwarte. Po cichy wślizgnęłam się do mieszkania i ściągnęłam kurtkę. Z salonu dobiegały dźwięki z telewizora. Przemieszczałam się tam jak ninja, aby mnie nie usłyszał. Jednak obraz jaki tam zastałam nieźle mnie rozbawił.
- Normalnie zrobię wam zdjęcie. - zaśmiałam się i wykonałam fotografię
- Hej Misia. - uśmiechnął się do mnie - Ale zrobiłaś mi niespodziankę.
- No widzę. - westchnęłam
- Chodź. - wyciągnął do mnie rękę - Siadaj
- Podziękuję. Nie lubię psów. - oznajmiłam
Nic nie odpowiedział. Leżał tak dalej grając w Fifę. Trochę zrobiło mi się smutno, bo woli psa niż swoją dziewczynę. Nie miałam zamiaru tam tak stać i odwróciłam się do wyjścia. Nie chciałam się z nim znowu kłócić.
- Kochanie. - przytulił mnie mocno - Gdzie ty się wybierasz ? Dopiero co weszłaś i już chcesz wychodzić ?
- Grałeś, więc nie chciałam Ci przeszkadzać. - westchnęłam
- Przecież wiem, że chodzi o Grzegorza. - jeździł dłonią po moich plecach - To dasz mi tego buziaka ? - uśmiechnął się
Kiwnęłam tylko głową i złączyłam nasze wargi. Z kilku buziaków przeszliśmy do namiętnego pocałunku. Tę przyjemną chwilę przerwał nam dzwonek do drzwi. Chłopak oderwał się ode mnie i podszedł do drzwi po czym otworzył je. Naszym oczom ukazał się policjant w mundurze (ten po lewej). Przystojny, młody chłopak o brązowych włosach i niebieskich oczach.
- Dzień dobry. - zaczął
- Dzień dobry - odpowiedzieliśmy jednocześnie z chłopakiem
Chłopak zaprosił go gestem do środka i zamknął drzwi.
- Wie Pan w jakiej sprawie jestem ? - zapytał
- Chyba się domyślam - Olek uśmiechnął się
Ja byłam cały czas zestresowana. Nie wiedziałam o co chodzi, co takiego Olek mógł zrobić. Jednak chłopak nie wydawał się być zaniepokojony, wręcz przeciwnie był wesoły.
- To co, o 19 ? - policjant spojrzał w moją stronę
- Spoko. - potwierdził Alek - A właśnie. To jest moja Monika. - podszedł do mnie i objął ramieniem. - Monika to jest Damian, Damian Monika.
- Miło mi - podszedł do mnie i podał rękę
- Mi również. - uścisnęłam ją i uśmiechnęłam się
- Jakieś wezwanie w pobliżu ? - Gawliński jak zwykle wszystko chce wiedzieć.
- Nie, przejazdem. - zaśmiał się Damian - Dobra, to do zobaczenia wieczorem. - uśmiechnął się i wyszedł.
- Mój najlepszy przyjaciel. - od razu zaczął tłumaczyć - Jest policjantem. Dzisiaj przychodzi do mnie z dziewczyną. Także poznasz ich. - dał mi buziaka w czoło.
- Mhm. - mruknęłam
- Muszę się szykować kochanie. - westchnął - Pomożesz mi wybrać koszulę ?
Szeroko uśmiechnięta pokiwałam twierdząco głową. Podeszliśmydo jego szafy, która była spora jak na jedną osobę. W środku było masa koszul. Nigdzie nie widziałam jakiś koszulek czy bluz. Od razu w oko wpadła mi zielona koszula w kratke.
- Ta. - wręczyłam mu ją - Do tego weź te czarne spodnie i będzie cudnie.
- Trochę mało elegancko, ale dla Ciebie wszystko. - dał mi buziaka i poszedł się przebierać.
Przeglądałam reszte jego ubrań. Ma bardzo dobry styl. Podoba mi się. Z drugiej strony, jego praca zmusza go do takiego stroju.
- Monia - usłyszałam jego wołanie - Chodź tu.
Zaciekawiona efektem poszłam do niego. Wciskał jeszcze koszulę do spodni. Bardzo fajnie mu w tym. Jego twarz promieniała z radości. Dopadły mnie wspomnienia ze wczorawj i to jak go spoliczkowałam. Teraz to bardziej mnie to zabolało. Mimo wszelkich starań pojedyncze łzy spływały mi po policzkach.
- Ej, misia, co się stało ? - zatroskany położył ręce na moich barkach.
- Bo ja nie wiem, jak ja mogłam cię uderzyć... - wyszeptałam
- Nie myśl o tym. - zamknął mnie w swoim uścisku. - Nic się nie stało.
- Stało. - lamentowałam
- Ciii. - uspokajał mnie głaszcząc moje włosy.
Przytulona do jego torsu, powoli dochodziłam do siebie. Delikatnie przytknęłam dłoń do jego policzka. Posła mi uśmiech i dał buziaka.
- Jedziesz do prywatnej ? - zapytałam
- Yep. - pakował coś do swojej teczki.
- To jadę z tobą. - oznajmiłam i zaczęłam się ubierać.
- Okej.
Akurat jak jechaliśmy w radiu leciała piosenka Aviciiego Hey brother. A że bardzo ją lubimy, to wydzieraliśmy się na całe gardła. Kocham tego wariata. Prywatnie jest całkiem innym człowiekiem. Podziwiam go, że ciągle jest uśmiechnięty. Przecież w jego pracy jest tyle smutku, w szpitalu co chwilę ktoś umiera. Może jeszcze żaden jego pacjent nie odszedł, no ale przecież przechodzi koło tych cierpiących ludzi. Ku mojemu zaskoczeniu, Olek ma naprawdę bardzo dobry głos. Jazda Passatem to coś pięknego. Jest bardzo wygodnie i tak jakoś przyjemnie. A jak jeszcze do tego dojdzie przystojny mężczyzna, to już w ogóle !
Podjechaliśmy pod klinikę i opuściliśmy pojazd. Zaczął dzwonić mój telefon, więc wyciągnęłam go i odebrałam.
- No hej Werka, co się dzieje ?
- Masz może zielony lakier do paznokci ? - zapytała
- No gdzieś powinnam mieć. - odpowiedziałam
- No dobra, a gdzie ?
- Pa. - szepnął Alek, dał mi buziaka i poszedł do budynku.
Stałam przy aucie i tłumaczyłam siostrze, w których miejscach musi szukać. W końcu po kilku minutach udało jej się znaleźć. Powolutku weszłam do kliniki i zajęłam krzesełko. Sporo osób czekało na swoją kolej. Na szczęście większość, czekała na rehabilitacje, które odbywają się w pobliskiej sali do gabinetu ortopedy. Byłam trzecią osobą na konsultacje. Gawliński oczywiście nie pamiętał, że mam wizytę kontrolną. Drzwi się otworzyły i wyłonił się z nich wysoki chłopak w białym fartuchu. Tak to on. Przeszedł koło mnie i tylko kątem oka zerknął na moją osobę.
- Tak jakoś inaczej Pan dzisiaj wygląda. - rzekła do niego pani recepcjonistka z uśmiechem
- Dziewczyna mnie ubierała. - zaśmiał się i wracał do swojego pokoju
Tym razem posłał mi uśmiech. Weszła w końcu do niego starsza pani.
- Przystojny taki ten nasz Pan doktur. - zachichotała staruszka do pani, która była za mną w kolejce.
- Oj tak, tak. Moja córa - wskazała na nastolatkę siedzącą koło niej - bardzo jest w niego zapatrzona.
- Mamo ! - okazała swoje niezadowolenie
Kobiety prowadziły konwersację jaki to on nie jest cudowny, milutki i w ogóle. Na szczęście pierwsza wizyta nie trwała długo i kolejna osoba weszła. Jednak panie z kolejki na rehabilitacje podłapały temat i teraz one komentowały. Myślałam, że zaraz tam nie wytrzymam. Co chwilę zerkałam na zegarek i tupałam zdrową nogą. Po upływie 15 minut drzwi od gabinetu się otworzyły i wyszła kobieta.
- Ah zapomniała bym ! - uśmiechnęła się - Proszę tu dla pana świeży, biały serek. Swojski. - wręczyła mu reklamówkę
- Ale nie trzeba było. - uśmiechnął się
- Trzeba, trzeba. Pan taki kochany. Będzie pan miał na dzisiejszą kolację.
- Dziękuję bardzo.
- Ma pan dziewczynę ? - wypaliła
- Mam. - potwierdził trochę zdziwiony
- No, to panu coś przygotuje.
Olek zmieszany powiedział, że może wejść następna osoba i znikł w swojej jaskini. Powoli wstałam i udałam się w danym kierunku. Doktor był zanurzony nosem w papierach i nawet nie patrzył kto wchodzi.
- Dzień dobry. - przywitałam się
- Dzień dobry. - odpowiedział nie odrywając się od pracy
Myślałam, że zaraz wybuchnę tam śmiechem.
- Proszę siadać. - popatrzył na mnie i zaczął się śmiać - Dzisiaj masz wizytę ?
- No jak widać. - puściłam mu oczko.
Po skończonym pisaniu, podszedł do mnie i zaczął oglądać nogę. Co chwilę przechodziły mnie ciarki, bo robił to tak delikatnie. Kocham to uczucie, jak swoimi długimi palcami jeździ po moim ciele. Wszystko z nogą było dobrze. Dał mi buziaka na pożegnanie i wyszłam.
- Monika ! - zawołał mnie, gdy pokonywałam korytarz.
Odwróciłam się w jego stronę i wpatrywałam w jego postać. Czułam jak wszystkie oczy są zwrócone ku naszym osobą. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę z reklamówką.
- Wzięłabyś ten ser ? - zapytał - Bo nie chcę, żeby tu leżał i schowasz go do lodówki. A wieczorem przywieziesz mi go.
- Dobra. - westchnęłam i przejęłam od niego reklamówkę
- A właśnie. Zrobiła byś zakupy na dzisiejszy wieczór ? Jakieś chipsy i napoje. Zaraz przyniosę ci pieniądze. - potruchtał do gabinetu
Wyszedł z uśmiechniętą miną.
- Nie wziąłem portfela. - zaśmiał się
- Spoko, mam przy sobie kartę. - obwieściłam - Dobra, idę na autobus.
- O nie, nie. Autobusem to ty jeździć nie będziesz. - złapał mnie za rękę. - Filip nie może przyjechać ?
- Nie ma go.
- A mama ? Tata ? - wypytywał
- Delegacja.
Z gabinetu koło nas wyszedł Pan Mariusz.
- Ooo dzień dobry. - przywitał się
- Dzień dobry. - szeroko się uśmiechnęłam
- Tato, jedziesz do domu ? - Alek patrzył na niego błagalnym wzrokiem
- No jadę. A co ?
- No to super ! - zadowolił się - Odwieziesz Monikę do domu.
- Ty, ty, ty młody. Ojcu rozkazujesz ? - zaśmiał się
- Oj tam, oj tam. - poklepał go Olek - Wiem, że to zrobisz, przecież to Monika.
- No tu masz rację, dla Moniki wszystko. - puścił mi oczko. - To, co. Jedziemy ?
- Tak. - przytaknęłam - Pa.
- Pa. - pocałował mnie i poszedł do swojego gabinetu.
Godzina 17.45, a ja już jestem u mojego chłopaka. Jego tato jest taki kochany, że dał mi klucze do jego mieszkania. Właściciel będzie za jakieś pół godziny, więc spokojnie mam czas na zrobienie dla niego jakiejś kolacji. Wykorzystując ser, który dostał, rozrobiłam go ze śmietaną dodając szczypiorku i soli. Kiedy kładłam na talerzyk pajdy chleba, ktoś przytulił mnie od tyłu. Na moich ustach momentalnie pojawił się uśmiech.
- A co ty tu robisz ? - zapytał rozbawionym głosem.
- Kolację dla ciebie. - droczyłam się z nim
- Wiesz, że cię kocham ? - dał mi buziaka w policzek
Siedzieliśmy razem w salonie i rozmawialiśmy o jego przyjacielu.
- On był policjantem w USA ? - zapytałam go w pewnym momencie
- Skąd wiesz ? - zdziwił się trochę
Pokazałam mu tę fotografię.
- Już znalazłaś go na instagramie ?- zaśmiał się - Tak, był policjantem w USA. Przez jakieś półtora roku.
- Sam tam był ? - byłam ciekawa
- Nie. Byłem jeszcze ja i mój brat.
- Michał ?
- Nie. Maciek. Mój bliźniak. - posmutniał trochę
- To ty masz brata bliźniaka ?! - podskoczyłam
- Tak.
- I nic mi o nim nie powiedziałeś ? - pisnęłam
- Ciężko mi o nim mówić. Byłem tam na wymianie studenckiej i oni też. Maciek szkolił się na lekarza wojskowego. Robiliśmy w tym samym szpitalu. Byliśmy nierozłączni, tacy prawdziwi bracia. Spełnił swoje marzenie i pojechał na wojnę. 2 lata temu zaginął tam bez śladu. Do tej pory nie wiadomo, co się z nim dzieje, czy żyje. - westchnął
- Przystojny jakiś ? - chciałam rozładować napięcie
Chłopak uśmiechnął się i zaczął przeszukiwać album ze zdjęciami. Podał mi go.
- Rudy. - zaśmiałam się - Ale przystojny. W ogóle nie jesteście podobni. - stwierdziłam
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Olek poszedł otworzyć i usłyszałam głos Damiana. Po chwili weszli do salonu, a wraz z nimi dziewczyna.
- Eliza ! - krzyknęłam z radości i wstałam, żeby się z nią przywitać
- Monika ! - przytuliła się do mnie - Jak ja cię dawno nie widziałam ! Co tam u ciebie ?
- A spoko. Nie narzekam. - zaśmiałam się - A u ciebie ?
- W porządku.
- To wy się znacie ? - zdziwił się Olek
- Siedziałyśmy razem na fizyce i matematyce w liceum. - obwieściłam - A. Cześć Damian.
- Hej, hej. - uśmiechnął się
Cały wieczór mijał nam przyjemnie. Koło 23 goście zaczęli się zbierać. Dostałam sms. Jutro o 12 wyjeżdżam od Filip. Do oczu napłynęły mi łzy. Jak najszybciej musiałam dostać się do domu.
- Mogę się zabrać z wami ? - zwróciłam się do znajomych
- Jasne.
- To nie zostajesz u mnie ? - popatrzył na mnie - Monika, co się dzieje?
- Filip jutro wyjeżdża. Chcę spędzić z nim trochę czasu. - szepnęłam
- No okej. To pa. - pocałował mnie - Do jutra ?
- Do jutra. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy.
Leżeliśmy z Filipem na łóżku u niego w pokoju.
- Boję się o ciebie. - szepnęłam
- A ja o ciebie.
- Obiecujesz, że nic ci się nie stanie ?
- Obiecuję. - uśmiechnął się.
piątek, 12 lutego 2016
Rozdział 15
Obudziły mnie jakieś rozmowy w salonie. Jako że już nie zasnę, postanowiłam sprawdzić kto to. Wygrzebałam się z mojego posłania i cicho wyślizgnęłam się z pokoju.
- Zaraz zawołam Monikę. - usłyszałam wujka
- Nie trzeba, ja po Filipa. - dotarł do mnie głos mojego mężczyzny
Uśmiechnięta weszłam do pomieszczenia, gdzie oboje przebywali. Kiedy ujrzałam Olka, poczułam jak w moim oku powstaje charakterystyczny dla osoby, której coś się spodobało błysk w oku. Był ubrany w jasnoszare spodnie dresowe ze ściągaczami i ciemnoszarą bluzę dresową. Na głowie miał czapkę z daszkiem, z daszkiem do tyłu. Dziwnie się czułam z tego powodu, że zawsze go widuję w eleganckim stroju, który jest wymagany w jego zawodzie.
- Hej - zmarnowany złożył pocałunek na moim czole.
- Kac morderca ? - uśmiechnęłam się
- Taa. - westchnął i objął mnie ramieniem
- Widziałam, że dodałeś wczoraj nasze zdjęcie. - próbowałam ukryć swoje zadowolenie
- Nie masz mi tego za złe, co nie ? - zrobił słodziutką minę
Pokiwałam przecząco głową. To było takie wspaniałe. Ukazał zdjęcie wszystkim swoim znajomym, co dowodzi, że nie wstydzi się mnie i rzeczywiście mnie kocha. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i usłyszałam bicie jego serca. Równomierny stłumiony odgłos dodawał mi uczucie radości. Ten chłopak żyje i tę jakże trudną czynność dzieli teraz ze mną. Dziękuję Panu Bogu, że go mam. Nigdy nie spotkałam tak wspaniałego człowieka. Ten mój wypadek nie był zwykłym wypadkiem. To był prawdziwy dar od Boga. Dzięki niemu zyskałam to co w życiu najważniejsze MIŁOŚĆ.
- Idziecie biegać ? - po dłuższych przemyśleniach zwracam się do mojej aktualnej przytulanki
- Mhm - mruknął
- Jest 10.43 - zerknęłam na komórkowy zegarek - A o 12 w kościele. - popatrzyłam na jego zmęczoną twarz
- Zdążymy. - lekko podniósł kąciki ust zerkając na mnie.
Do pokoju wkroczył mój brat. Wyglądał jak zjawa, wory pod oczami, blady i zmarnowany. Ociężale podniósł rękę przy witaniu się z Olkiem, a później przybijając ze mną żółwika. Wyszły skutki spożywania alkoholu w większych ilościach.
- Pa. - wykrzywiłam usta w dzióbek i skierowałam go w stronę głowy chłopaka
Schylił się i złączył nasze wargi na dłużej. Z zadowoleniem obserwowałam sylwetki wychodzących zmarnowanych chłopaków.
Godzina 11.35 jesteśmy w drodze do kościoła, a oni jeszcze nie wrócili. Co chwilę zerkałam za siebie, czy nie biegną za nami. Za każdym razem czekało na mnie rozczarowanie. Zmartwiona weszłam do obcego kościoła. Jako, że do początku mszy zostało jeszcze 15 minut wiele ławek było wolnych, więc mogliśmy wybierać. Bardzo spodobało mi się wnętrze świątyni. Bardzo skromne, ale i przestronne. Z przodu były mniejsze ławki przeznaczone dla dzieci, które oddzielone od normalnych ławek były takimi jakby bocznymi ołtarzykami. Rodzinka zajęła 3 ławkę od przodu, a ja poszłam do pierwszej, bo przy niej nie było tej ścianki, na której można się podeprzeć czy położyć książeczkę. Tam przynajmniej swobodnie mogłam się poruszać z kulami. Kątem oka dostrzegłam, że przy miejscu, gdzie siedziała moja rodzina zrobił się lekki ruch. Odwróciłam się w tamtą stronę, z nadzieją, że ujrzę mojego ukochanego. Tym razem znowu czekało mnie rozczarowanie. To tylko przyszła jego rodzina. Robiło się coraz mniej czasu do rozpoczęcia, a ja denerwowałam się coraz bardziej. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo. Wszystko wokół mnie zaczęło wirować, a ciało wyrzuciło z siebie całą energię. Przymknęłam oczy i lekko się pochyliłam.
- Dobrze się czujesz ? - poczułam dłoń na moich plecach
- Tak, tak. Tylko w głowie mi się zakręciło. - lekko się uśmiechnęłam i popatrzyłam na złodzieja mojego serca.
Wyglądał elegancko.
- Może chcesz jednak wyjść ? Jesteś strasznie blada. - objął moją dłoń.
- Nie, naprawdę nic mi nie jest. - przekonywałam go
Gdybym wyszła wszyscy by się zastanawiali co mi jest, zrobił by się szum. Zawsze tak jest. W kościele uniósł się dźwięk dzwonków. Poderwaliśmy się z partnerem z naszych miejsc siedzących. Na ołtarz wyszedł ksiądz średniego wieku, jak i średniego wzrostu. Wydawał się bardzo sympatyczny.
Kazanie było naprawdę bardzo interesujące, w dodatku ksiądz bardzo ciekawie je wygłaszał.
- Olek ! - rozniósł się krzyk dziecka po całym kościele.
Na mojej twarzy jak i Gawlińskiego pojawił się uśmiech. Usłyszałam tupanie i po chwili koło nas stała malutka, jasnowłosa dziewczynka. Z radością wskoczyła Alkowi na kolana. Jej piękne duże niebieskie oczy skierowane były na moją osobę. Posłałam jej serdeczny uśmiech i w zamian otrzymałam to samo. Pasuje Olkowi dziecko. Wygląda jak kochający ojciec.
Po mszy świętej udaliśmy się do świetlicy na obiad. Każdy zajął miejsca, które zajmował wczoraj. Aby tradycji stała się zadość, jako pierwsze danie był rosół. Jako że nie przepadam za tą zupą nalałam jej sobie niewielką ilość.
Po chwili odpoczynku przynieśli drugie danie składające się z: ziemniaków, mięsa i surówki. Bardzo smakowało mi to danie.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni, przyszedł czas na swobodne rozmawianie. Przy jedzeniu nie wypadało, więc większość osób jadło w milczeniu.
Niestety nasz wyjazd planowany o 14, tak samo zamierzali Gawlińscy. Staliśmy przed samochodami i jeszcze chwilę gawędziliśmy.
- No, a ty już masz takie piękne wnuczki. - westchnęła moja mama do Pani Agaty.
- Oj tak, piękne są. - uśmiechnęła się - No ale może niedługo, zostaniemy babciami. - ich wzroki przeniosły się na nas.
- No już niedługo. - puścił im oczko Olek
- O nie, nie. Na pewno się. - szybko zaprzeczyłam
- Co nie ? - popatrzył się na mnie
- Ja nie chcę dziecka. - rzekłam twardo
- Bo co ? - był coraz bardziej zdenerwowany
- Bo nie chcę i już.
Złapał mnie za rękę i odeszliśmy na bok.
- Co to znaczy, że nie chcesz mieć dzieci ?! - naskoczył na mnie
- Olek, no po prostu nie chcę mieć...
- Jak to nie ?! - przerwał mi wkurzony na maksa - A ja chcę mieć dziecko. Mam już 28 lat, a to nie jest już wspaniała młodość. Nie chcę mieć dziecka w wieku 40 lat!
- No ja mam 24 i uważam, że macierzyństwo jeszcze nie jest dla mnie. - wypaliłam
- To może te 4 lata różnicy jest dla nas za duże ?
- I co ? Zostawisz mnie teraz i znajdziesz sobie młodszą ? - zakpiłam - Proszę bardzo, droga otwarta.
- A wiesz co ? Może i tak zrobię.
- Ty chyba nie mówisz na serio ? - w oczach stanęły mi łzy
- A jednak. - uśmiechnął się i odszedł
Czy on właśnie ze mną zerwał ? Nagle w moim życiu wszystko runęło. Słone łzy strumieniami spływały po moich policzkach. Chciałam jak najszybciej wsiąść do pojazdu, jednak moje kule mi to uniemożliwiają i wszyscy zobaczyli mój stan. Usiadłam z tyłu i schowałam twarz w dłoniach. Jak on mógł mi to zrobić ?! O jedno głupie dziecko. Nigdy nawet na ten temat nie rozmawialiśmy. Brat pośpiesznie zajął miejsce kierowcy i odpalił silnik. Poczułam jak ruszyliśmy.
- Co się stało ? - zapytał po chili ciszy
- On ze mną chyba zerwał. - szlochnęłam
- Że co ?! - pisnął
Opowiedziałam mu całe zdarzenie. Nie mógł w to wierzyć. Pocieszał mnie, że wszystko się ułoży i będzie dobrze, ale ja jakoś w to nie wierzyłam. Całą drogę byłam przymulona, oczy od płakania mnie piekły. Wyglądałam jak potwór. Dobrze, że jechałam tylko z Filipem, bo on wie jak zachowywać się w takiej sytuacji. Nikt tak jak on nie zna metod na wszystkie moje zachowania. To jest mój kochany starszy brat, który nie pozwoli, żeby stało mi się coś złego. Jednak wszystkiego nie może dopilnować, bo ludzie potrafią nieźle zagrać na uczuciach. Nie wiem jak sobie poradzę bez niego, wtedy jak on będzie w wojsku. Właśnie straciłam moją miłość, moje szczęście, mój świat i do tego mam stracić jego.Ta myśl dobijała mnie najbardziej.
Po powrocie od razu zniknęłam w swoim pokoju. Poduszka jest najlepsza podczas płaczu, nic nie gada, nie krzyczy. Możesz w nią wylewać litry łez i nic ci nie zrobi. Moje myśli ciągle krążyły wokół Gawlińskiego. Chciałabym z nim porozmawiać, wyjaśnić to. Ale teraz jestem w opłakanym stanie. Chociaż teraz najlepszy by był do tego czas, póki sprawa jest "gorąca".
Po godzinie wahania postanowiłam pojechać do niego. Przypomniało mi się, że teraz jest w szpitalu, bo miał dzisiaj jeszcze dyżur półtoragodzinny.
- Wychodzę. - obwieściłam rodzicom, przechodząc koło salonu.
Ubrałam się w ekspresowym tempie i po chwili siedziałam już w taksówce.
Przed szpitalem kazałam kierowcy poczekać na mnie, bo długo miało mi to nie zająć. Weszłam do środka i kierowałam się korytarzem prowadzącym na ortopedię. Na moje szczęście spotkałam go po kilku moich krokach.
- Olek. - zwróciłam się do niego
Odwrócił się w moją stronę i spotkałam się z jego pełnym gniewu spojrzeniem.
- Czego chcesz ? - warknął
- Porozmawiać.
- My nie mamy o czym rozmawiać. - rzekł oschle i odwrócił się na pięcie.
Odprowadziła go wzrokiem do pokoju lekarskiego, do którego wszedł. Usiadłam na krześle, aby chwilę odpocząć i przy tym pomyśleć. Co ja jeszcze mogę zrobić, ja nie chce ze mną rozmawiać? Muszę spróbować jeszcze raz, ale przecież go nie zawołam...
- Przepraszam, poszukuję doktora Aleksandra Gawlińskiego. - zatrzymałam jakąś przechodzącą pielęgniarkę. - Jestem jego pacjentką i chciałam z nim porozmawiać.
- Proszę chwilę poczekać, zaraz go zawołam. - posłała mi lekki uśmiech i odeszła
Uff pierwsza część planu udała się, teraz tylko czekać aż wyjdzie. Po chwili wyszła z pokoju, a za nią podążał on. Pani wskazała rękę na moją osobę i odeszła.
- Dasz mi spokój ? - był cały rozzłoszczony
- Jeśli mnie wysłuchasz.
- Ale czego tu jest słuchać ? - wymachiwał rękoma - Wszystko jest jasne.
- Ale co jest jasne ? Ja właśnie nic nie rozumiem. - byłam zrozpaczona - Olek ja cię kocham !
- Yhym, a może ta miłość tak naprawdę nie jest do mnie tylko do moich pieniędzy ?
Teraz to przegiął. Bez zastanowienia przywaliłam mu "liścia". Nie obchodziło mnie to, że ludzie ze szpitala byli tego świadkami. Ze łzami opuściłam ten budynek i wsiadłam do taksówki. Nakazałam mu odwieźć mnie do domu.
Siedziałam skulona na łóżku. Ciągle szlochałam. Jak on mógł tak powiedzieć ?! Ja nawet nie wiem ile on zarabia, nic nie wiem o jego pieniądzach, bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy na to nie patrzyłam. Zawsze tylko zwracałam uwagę na jego osobowość, którą tak bardzo pokochałam. Nie spodziewałam się tego po nim. Przypominałam sobie nasze wspólne chwile, których jeszcze tak wiele nie było. Jednak ten krótki czas, który spędziłam u jego boku, był najlepszym czasem w moim życiu. W końcu byłam naprawdę szczęśliwa. Ale jak to mówią, to co dobre musi się skończyć. Ale dlaczego przez taką błahostkę ? Poczułam czyjś dotyk na mojej nodze. Powoli podniosłam oczy i ujrzałam jego.
- Zostaw mnie ! - szepnęłam i przesunęłam się do tyłu
- Monika... - zaczął
- Zostaw mnie ! - oddaliłam się do oparcia
Nic już nie mówił. Znowu była cisza. Zostałam sama. Podniosłam delikatnie głowę, aby upewnić się, że go nie ma. Nagle na moich ustach poczułam delikatny pocałunek. To totalnie mnie oszołomiło. Siedziałam jak wryta, a on delikatnie mnie całował. Całował tak jakby bał się czegoś, był ostrożny. Motyle w moim brzuchu zwyciężyły i zaczęliśmy się całować.
- Przepraszam. - przerwał - Naprawdę przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie wiem dlaczego to powiedziałem. Kocham Cię Monika i to bardzo. Jesteś dla mnie całym światem i wiem że zachowałem się jak kompletny idiota. Jeśli mi nie wybaczysz, zrozumiem to.
- Ja też Cię kocham. - szlochnęłam po chwili ciszy. - Przepraszam, że cię uderzyłam - zaczęłam gładzić jego policzek
- Należało mi się. - uśmiechnął się
- Olek, a co do dziecka. To ja na razie go nie chcę. Bo wiesz, z moją nogą to by było trochę ciężkie. I to właśnie jest to, co chciałam ci wytłumaczyć.
- Ale ze mnie...
- ciota ? - uśmiechnęłam się
- Chuj bardziej bym powiedział. - zaśmiał się
- No trochę. - puściłam mu oczko
Nie mogłam mu się oprzeć i złączyłam nasze wargi. Trwaliśmy w bardzo namiętnym pocałunku, aż nagle drzwi do pokoju się otworzyły.
- Monika, może... - wyłoniła się mama - Matko ! Przepraszam ! - pisnęła i szybko zniknęła za drzwiami
Pochylony nade mną Olek jak i ja zaczął się śmiać. Usiedliśmy na końcach łóżka i rozbawionymi minami.
- Wejdź. - rzekłam
Weszła powoli i trochę speszona.
- Może przyjdziecie posiedzieć z nami ? - zaproponowała
- Zaraz. - odparłam
Opuściła mój pokój, a ja przysunęłam się do chłopaka.
- To co, idziemy ? - złapałam go za rękę
- Nie, ja nie chcę. - jęczał
- No chodź. - namawiałam go
- Nieee.
- To ja idę sama. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Uśmiechnięta weszłam do salonu i oparłam się o krzesło taty. Teraz zobaczyłam, że rodzice mają gości.
- Dzień dobry. - przywitałam się
- Dzień dobry. - odpowiedzieli
- Przepraszam, ja nie wiedziałam... -zaczęła mama
- Dobra, spoko. - uspakajałam ją
W końcu z pokoju wyłonił się Olek i wszedł do salonu.
- Dzień dobry. - zwrócił się do moich rodziców. - A wy co tu robicie ? - popatrzył na gości
- Przyjechaliśmy w odwiedziny. - odparł mężczyzna
- Siadaj. - wskazała Olkowi miejsce na kanapie moja mama
Ten posłusznie wykonał jej polecenie. Podeszłam do niego i usiadłam bokiem na jego kolanach.
- Synu, nie powinieneś być w pracy ? - zwrócił się do chłopaka pan Mariusz
- Jestem już po. - uśmiechnął się chłopak
Rozmowy były bardzo przyjemne. Było bardzo dużo śmiechu przy wspomnieniach. Cały czas byłam przytulona do doktorka.
Po jakiś 2 godzinach poszliśmy do mojego pokoju. Chłopak zaczął mnie całować.
- Aleksandrze G. - przerwałam mu
- Mhm. - mruknął
- Odpowiesz mi szczerze na pytanie ?
- Taa
- Ale szczerze,
- No
- Uprawiałeś kiedyś seks ? - podniosłam brew
Zamurowało go. Nie spodziewał się takiego pytania.
- Po co ci to ? - zmarszczył brwi
- No mów.
- Nie. - zebrał się na odwagę po dłuższej chwili
- Serio ? - zaśmiałam się
- No. - potwierdził całkiem poważnie. - Nie spotkałem jeszcze tej jedynej.
- Nie spotkałeś ?
- Znaczy, ty jesteś tą jedyną. - zaczął gładzić moją dłoń - Jesteś moją drugą dziewczyną. Poprzednia była taka... sztywna. Pocałowaliśmy się może dwa razy. Byliśmy ze sobą 4 miesiące, po których stwierdziliśmy, że do siebie nie pasujemy. A teraz wiem, że to ty jesteś tą jedyną. - lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy
- Prawiczku mój kochany.- położyłam dłoń na jego policzku. - Powiem Ci kiedy będę gotowa stracić dziewictwo. - dałam mu buziaka.
- Były się tobą nie zajął ?
- Nie.
Mocno się do niego przytuliłam. Potrzebowałam teraz jego obecności.
- Muszę iść. - westchnął
- Już ? - jęknęłam
- Noo.- dał mi buziaka - Pa kochanie.
- Pa.
- Hej - zmarnowany złożył pocałunek na moim czole.
- Kac morderca ? - uśmiechnęłam się
- Taa. - westchnął i objął mnie ramieniem
- Widziałam, że dodałeś wczoraj nasze zdjęcie. - próbowałam ukryć swoje zadowolenie
- Nie masz mi tego za złe, co nie ? - zrobił słodziutką minę
Pokiwałam przecząco głową. To było takie wspaniałe. Ukazał zdjęcie wszystkim swoim znajomym, co dowodzi, że nie wstydzi się mnie i rzeczywiście mnie kocha. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i usłyszałam bicie jego serca. Równomierny stłumiony odgłos dodawał mi uczucie radości. Ten chłopak żyje i tę jakże trudną czynność dzieli teraz ze mną. Dziękuję Panu Bogu, że go mam. Nigdy nie spotkałam tak wspaniałego człowieka. Ten mój wypadek nie był zwykłym wypadkiem. To był prawdziwy dar od Boga. Dzięki niemu zyskałam to co w życiu najważniejsze MIŁOŚĆ.
- Idziecie biegać ? - po dłuższych przemyśleniach zwracam się do mojej aktualnej przytulanki
- Mhm - mruknął
- Jest 10.43 - zerknęłam na komórkowy zegarek - A o 12 w kościele. - popatrzyłam na jego zmęczoną twarz
- Zdążymy. - lekko podniósł kąciki ust zerkając na mnie.
Do pokoju wkroczył mój brat. Wyglądał jak zjawa, wory pod oczami, blady i zmarnowany. Ociężale podniósł rękę przy witaniu się z Olkiem, a później przybijając ze mną żółwika. Wyszły skutki spożywania alkoholu w większych ilościach.
- Pa. - wykrzywiłam usta w dzióbek i skierowałam go w stronę głowy chłopaka
Schylił się i złączył nasze wargi na dłużej. Z zadowoleniem obserwowałam sylwetki wychodzących zmarnowanych chłopaków.
Godzina 11.35 jesteśmy w drodze do kościoła, a oni jeszcze nie wrócili. Co chwilę zerkałam za siebie, czy nie biegną za nami. Za każdym razem czekało na mnie rozczarowanie. Zmartwiona weszłam do obcego kościoła. Jako, że do początku mszy zostało jeszcze 15 minut wiele ławek było wolnych, więc mogliśmy wybierać. Bardzo spodobało mi się wnętrze świątyni. Bardzo skromne, ale i przestronne. Z przodu były mniejsze ławki przeznaczone dla dzieci, które oddzielone od normalnych ławek były takimi jakby bocznymi ołtarzykami. Rodzinka zajęła 3 ławkę od przodu, a ja poszłam do pierwszej, bo przy niej nie było tej ścianki, na której można się podeprzeć czy położyć książeczkę. Tam przynajmniej swobodnie mogłam się poruszać z kulami. Kątem oka dostrzegłam, że przy miejscu, gdzie siedziała moja rodzina zrobił się lekki ruch. Odwróciłam się w tamtą stronę, z nadzieją, że ujrzę mojego ukochanego. Tym razem znowu czekało mnie rozczarowanie. To tylko przyszła jego rodzina. Robiło się coraz mniej czasu do rozpoczęcia, a ja denerwowałam się coraz bardziej. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo. Wszystko wokół mnie zaczęło wirować, a ciało wyrzuciło z siebie całą energię. Przymknęłam oczy i lekko się pochyliłam.
- Dobrze się czujesz ? - poczułam dłoń na moich plecach
- Tak, tak. Tylko w głowie mi się zakręciło. - lekko się uśmiechnęłam i popatrzyłam na złodzieja mojego serca.
Wyglądał elegancko.
- Może chcesz jednak wyjść ? Jesteś strasznie blada. - objął moją dłoń.
- Nie, naprawdę nic mi nie jest. - przekonywałam go
Gdybym wyszła wszyscy by się zastanawiali co mi jest, zrobił by się szum. Zawsze tak jest. W kościele uniósł się dźwięk dzwonków. Poderwaliśmy się z partnerem z naszych miejsc siedzących. Na ołtarz wyszedł ksiądz średniego wieku, jak i średniego wzrostu. Wydawał się bardzo sympatyczny.
Kazanie było naprawdę bardzo interesujące, w dodatku ksiądz bardzo ciekawie je wygłaszał.
- Olek ! - rozniósł się krzyk dziecka po całym kościele.
Na mojej twarzy jak i Gawlińskiego pojawił się uśmiech. Usłyszałam tupanie i po chwili koło nas stała malutka, jasnowłosa dziewczynka. Z radością wskoczyła Alkowi na kolana. Jej piękne duże niebieskie oczy skierowane były na moją osobę. Posłałam jej serdeczny uśmiech i w zamian otrzymałam to samo. Pasuje Olkowi dziecko. Wygląda jak kochający ojciec.
Po mszy świętej udaliśmy się do świetlicy na obiad. Każdy zajął miejsca, które zajmował wczoraj. Aby tradycji stała się zadość, jako pierwsze danie był rosół. Jako że nie przepadam za tą zupą nalałam jej sobie niewielką ilość.
Po chwili odpoczynku przynieśli drugie danie składające się z: ziemniaków, mięsa i surówki. Bardzo smakowało mi to danie.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni, przyszedł czas na swobodne rozmawianie. Przy jedzeniu nie wypadało, więc większość osób jadło w milczeniu.
Niestety nasz wyjazd planowany o 14, tak samo zamierzali Gawlińscy. Staliśmy przed samochodami i jeszcze chwilę gawędziliśmy.
- No, a ty już masz takie piękne wnuczki. - westchnęła moja mama do Pani Agaty.
- Oj tak, piękne są. - uśmiechnęła się - No ale może niedługo, zostaniemy babciami. - ich wzroki przeniosły się na nas.
- No już niedługo. - puścił im oczko Olek
- O nie, nie. Na pewno się. - szybko zaprzeczyłam
- Co nie ? - popatrzył się na mnie
- Ja nie chcę dziecka. - rzekłam twardo
- Bo co ? - był coraz bardziej zdenerwowany
- Bo nie chcę i już.
Złapał mnie za rękę i odeszliśmy na bok.
- Co to znaczy, że nie chcesz mieć dzieci ?! - naskoczył na mnie
- Olek, no po prostu nie chcę mieć...
- Jak to nie ?! - przerwał mi wkurzony na maksa - A ja chcę mieć dziecko. Mam już 28 lat, a to nie jest już wspaniała młodość. Nie chcę mieć dziecka w wieku 40 lat!
- No ja mam 24 i uważam, że macierzyństwo jeszcze nie jest dla mnie. - wypaliłam
- To może te 4 lata różnicy jest dla nas za duże ?
- I co ? Zostawisz mnie teraz i znajdziesz sobie młodszą ? - zakpiłam - Proszę bardzo, droga otwarta.
- A wiesz co ? Może i tak zrobię.
- Ty chyba nie mówisz na serio ? - w oczach stanęły mi łzy
- A jednak. - uśmiechnął się i odszedł
Czy on właśnie ze mną zerwał ? Nagle w moim życiu wszystko runęło. Słone łzy strumieniami spływały po moich policzkach. Chciałam jak najszybciej wsiąść do pojazdu, jednak moje kule mi to uniemożliwiają i wszyscy zobaczyli mój stan. Usiadłam z tyłu i schowałam twarz w dłoniach. Jak on mógł mi to zrobić ?! O jedno głupie dziecko. Nigdy nawet na ten temat nie rozmawialiśmy. Brat pośpiesznie zajął miejsce kierowcy i odpalił silnik. Poczułam jak ruszyliśmy.
- Co się stało ? - zapytał po chili ciszy
- On ze mną chyba zerwał. - szlochnęłam
- Że co ?! - pisnął
Opowiedziałam mu całe zdarzenie. Nie mógł w to wierzyć. Pocieszał mnie, że wszystko się ułoży i będzie dobrze, ale ja jakoś w to nie wierzyłam. Całą drogę byłam przymulona, oczy od płakania mnie piekły. Wyglądałam jak potwór. Dobrze, że jechałam tylko z Filipem, bo on wie jak zachowywać się w takiej sytuacji. Nikt tak jak on nie zna metod na wszystkie moje zachowania. To jest mój kochany starszy brat, który nie pozwoli, żeby stało mi się coś złego. Jednak wszystkiego nie może dopilnować, bo ludzie potrafią nieźle zagrać na uczuciach. Nie wiem jak sobie poradzę bez niego, wtedy jak on będzie w wojsku. Właśnie straciłam moją miłość, moje szczęście, mój świat i do tego mam stracić jego.Ta myśl dobijała mnie najbardziej.
Po powrocie od razu zniknęłam w swoim pokoju. Poduszka jest najlepsza podczas płaczu, nic nie gada, nie krzyczy. Możesz w nią wylewać litry łez i nic ci nie zrobi. Moje myśli ciągle krążyły wokół Gawlińskiego. Chciałabym z nim porozmawiać, wyjaśnić to. Ale teraz jestem w opłakanym stanie. Chociaż teraz najlepszy by był do tego czas, póki sprawa jest "gorąca".
Po godzinie wahania postanowiłam pojechać do niego. Przypomniało mi się, że teraz jest w szpitalu, bo miał dzisiaj jeszcze dyżur półtoragodzinny.
- Wychodzę. - obwieściłam rodzicom, przechodząc koło salonu.
Ubrałam się w ekspresowym tempie i po chwili siedziałam już w taksówce.
Przed szpitalem kazałam kierowcy poczekać na mnie, bo długo miało mi to nie zająć. Weszłam do środka i kierowałam się korytarzem prowadzącym na ortopedię. Na moje szczęście spotkałam go po kilku moich krokach.
- Olek. - zwróciłam się do niego
Odwrócił się w moją stronę i spotkałam się z jego pełnym gniewu spojrzeniem.
- Czego chcesz ? - warknął
- Porozmawiać.
- My nie mamy o czym rozmawiać. - rzekł oschle i odwrócił się na pięcie.
Odprowadziła go wzrokiem do pokoju lekarskiego, do którego wszedł. Usiadłam na krześle, aby chwilę odpocząć i przy tym pomyśleć. Co ja jeszcze mogę zrobić, ja nie chce ze mną rozmawiać? Muszę spróbować jeszcze raz, ale przecież go nie zawołam...
- Przepraszam, poszukuję doktora Aleksandra Gawlińskiego. - zatrzymałam jakąś przechodzącą pielęgniarkę. - Jestem jego pacjentką i chciałam z nim porozmawiać.
- Proszę chwilę poczekać, zaraz go zawołam. - posłała mi lekki uśmiech i odeszła
Uff pierwsza część planu udała się, teraz tylko czekać aż wyjdzie. Po chwili wyszła z pokoju, a za nią podążał on. Pani wskazała rękę na moją osobę i odeszła.
- Dasz mi spokój ? - był cały rozzłoszczony
- Jeśli mnie wysłuchasz.
- Ale czego tu jest słuchać ? - wymachiwał rękoma - Wszystko jest jasne.
- Ale co jest jasne ? Ja właśnie nic nie rozumiem. - byłam zrozpaczona - Olek ja cię kocham !
- Yhym, a może ta miłość tak naprawdę nie jest do mnie tylko do moich pieniędzy ?
Teraz to przegiął. Bez zastanowienia przywaliłam mu "liścia". Nie obchodziło mnie to, że ludzie ze szpitala byli tego świadkami. Ze łzami opuściłam ten budynek i wsiadłam do taksówki. Nakazałam mu odwieźć mnie do domu.
Siedziałam skulona na łóżku. Ciągle szlochałam. Jak on mógł tak powiedzieć ?! Ja nawet nie wiem ile on zarabia, nic nie wiem o jego pieniądzach, bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy na to nie patrzyłam. Zawsze tylko zwracałam uwagę na jego osobowość, którą tak bardzo pokochałam. Nie spodziewałam się tego po nim. Przypominałam sobie nasze wspólne chwile, których jeszcze tak wiele nie było. Jednak ten krótki czas, który spędziłam u jego boku, był najlepszym czasem w moim życiu. W końcu byłam naprawdę szczęśliwa. Ale jak to mówią, to co dobre musi się skończyć. Ale dlaczego przez taką błahostkę ? Poczułam czyjś dotyk na mojej nodze. Powoli podniosłam oczy i ujrzałam jego.
- Zostaw mnie ! - szepnęłam i przesunęłam się do tyłu
- Monika... - zaczął
- Zostaw mnie ! - oddaliłam się do oparcia
Nic już nie mówił. Znowu była cisza. Zostałam sama. Podniosłam delikatnie głowę, aby upewnić się, że go nie ma. Nagle na moich ustach poczułam delikatny pocałunek. To totalnie mnie oszołomiło. Siedziałam jak wryta, a on delikatnie mnie całował. Całował tak jakby bał się czegoś, był ostrożny. Motyle w moim brzuchu zwyciężyły i zaczęliśmy się całować.
- Przepraszam. - przerwał - Naprawdę przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie wiem dlaczego to powiedziałem. Kocham Cię Monika i to bardzo. Jesteś dla mnie całym światem i wiem że zachowałem się jak kompletny idiota. Jeśli mi nie wybaczysz, zrozumiem to.
- Ja też Cię kocham. - szlochnęłam po chwili ciszy. - Przepraszam, że cię uderzyłam - zaczęłam gładzić jego policzek
- Należało mi się. - uśmiechnął się
- Olek, a co do dziecka. To ja na razie go nie chcę. Bo wiesz, z moją nogą to by było trochę ciężkie. I to właśnie jest to, co chciałam ci wytłumaczyć.
- Ale ze mnie...
- ciota ? - uśmiechnęłam się
- Chuj bardziej bym powiedział. - zaśmiał się
- No trochę. - puściłam mu oczko
Nie mogłam mu się oprzeć i złączyłam nasze wargi. Trwaliśmy w bardzo namiętnym pocałunku, aż nagle drzwi do pokoju się otworzyły.
- Monika, może... - wyłoniła się mama - Matko ! Przepraszam ! - pisnęła i szybko zniknęła za drzwiami
Pochylony nade mną Olek jak i ja zaczął się śmiać. Usiedliśmy na końcach łóżka i rozbawionymi minami.
- Wejdź. - rzekłam
Weszła powoli i trochę speszona.
- Może przyjdziecie posiedzieć z nami ? - zaproponowała
- Zaraz. - odparłam
Opuściła mój pokój, a ja przysunęłam się do chłopaka.
- To co, idziemy ? - złapałam go za rękę
- Nie, ja nie chcę. - jęczał
- No chodź. - namawiałam go
- Nieee.
- To ja idę sama. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Uśmiechnięta weszłam do salonu i oparłam się o krzesło taty. Teraz zobaczyłam, że rodzice mają gości.
- Dzień dobry. - przywitałam się
- Dzień dobry. - odpowiedzieli
- Przepraszam, ja nie wiedziałam... -zaczęła mama
- Dobra, spoko. - uspakajałam ją
W końcu z pokoju wyłonił się Olek i wszedł do salonu.
- Dzień dobry. - zwrócił się do moich rodziców. - A wy co tu robicie ? - popatrzył na gości
- Przyjechaliśmy w odwiedziny. - odparł mężczyzna
- Siadaj. - wskazała Olkowi miejsce na kanapie moja mama
Ten posłusznie wykonał jej polecenie. Podeszłam do niego i usiadłam bokiem na jego kolanach.
- Synu, nie powinieneś być w pracy ? - zwrócił się do chłopaka pan Mariusz
- Jestem już po. - uśmiechnął się chłopak
Rozmowy były bardzo przyjemne. Było bardzo dużo śmiechu przy wspomnieniach. Cały czas byłam przytulona do doktorka.
Po jakiś 2 godzinach poszliśmy do mojego pokoju. Chłopak zaczął mnie całować.
- Aleksandrze G. - przerwałam mu
- Mhm. - mruknął
- Odpowiesz mi szczerze na pytanie ?
- Taa
- Ale szczerze,
- No
- Uprawiałeś kiedyś seks ? - podniosłam brew
Zamurowało go. Nie spodziewał się takiego pytania.
- Po co ci to ? - zmarszczył brwi
- No mów.
- Nie. - zebrał się na odwagę po dłuższej chwili
- Serio ? - zaśmiałam się
- No. - potwierdził całkiem poważnie. - Nie spotkałem jeszcze tej jedynej.
- Nie spotkałeś ?
- Znaczy, ty jesteś tą jedyną. - zaczął gładzić moją dłoń - Jesteś moją drugą dziewczyną. Poprzednia była taka... sztywna. Pocałowaliśmy się może dwa razy. Byliśmy ze sobą 4 miesiące, po których stwierdziliśmy, że do siebie nie pasujemy. A teraz wiem, że to ty jesteś tą jedyną. - lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy
- Prawiczku mój kochany.- położyłam dłoń na jego policzku. - Powiem Ci kiedy będę gotowa stracić dziewictwo. - dałam mu buziaka.
- Były się tobą nie zajął ?
- Nie.
Mocno się do niego przytuliłam. Potrzebowałam teraz jego obecności.
- Muszę iść. - westchnął
- Już ? - jęknęłam
- Noo.- dał mi buziaka - Pa kochanie.
- Pa.
niedziela, 7 lutego 2016
Rozdział 14
Masz 15 minut na przygotowanie się :* Jedziemy już po ciebie, a potem do galerii ;) Taka wiadomość wyrwała mnie ze snu. Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał godzinę 8.25. Przeciągnęłam się i nadal mi się nie chciało wstać. Ale trzeba iść, dawno razem nigdzie nie wychodziłyśmy. Trochę je zaniedbałam odkąd jestem z Olkiem. A to przecież one mnie znają najlepiej nie licząc Filipa. Wygrzebałam z szafki jakieś wygodne, ale odpowiednie do wyjścia ciuchy. Wizyta w toalecie przeciągała się przez nogę, bo trochę ciężko mi było założyć bezboleśnie spodnie. Czekamy przyszła mi wiadomość. W miarę szybko ubrałam buty i kurtkę.
- Gdzie idziesz ? - z sypialni wyszła zaspana mama.
- Z dziewczynami do galerii. - uśmiechnęłam się
- A już myślałam, że z Olkiem. Wiesz, że wyjeżdżamy po 11 ?
- Tak, tak. Pa mamo ! - krzyknęłam na pożegnanie
- Pa ! Miłej zabawy ! - usłyszałam przed trzaskiem drzwi
Na podjeździe ujrzałam czarne BMW X5 należące do Ani.
- Cześć laski. - weszłam do środka
- No hej. - przywitały się
- Promieniejesz. - uśmiechnęła się Gabryśka - Czy to dzięki twojemu menowi ?
- Nie rozmawiałam z nim dzisiaj. - oznajmiłam
- Przystojniak ? - zapytała Ania
- I to jak. - rozłożyłam się na siedzeniach.
- Dobrze całuje ? - poruszała brwiami Gabi
- Nawet. - zaśmiałam się
- Kiedy go poznamy ? - dociekały
- Nie wiem. - westchnęłam
Resztę drogi rozmawiałyśmy o wydarzeniach w życiu przyjaciółek.
Poszłyśmy do restauracji, bo byłam trochę głodna. Zamówiłam sobie spaghetti, a co. Z wielkim smakiem je skonsumowałam. Po pysznym jedzeniu ruszyłyśmy na podbój sklepów. Wyciągałyśmy przeróżne ciuchy i przykładałyśmy je do siebie robiąc przy tym dziwne pozy i miny. Spodobały mi się jedne spodnie i koszulka. Postanowiłam przymierzyć te rzeczy. Kiedy miałam je na sobie, odsłoniłam zasłonę i pokazałam się towarzyszką.
- No spoko. - uśmiechnęła się Ania
- Bierz, nie zastanawiaj się ! - rzekła Gabryśka
Tak jak powiedziała, tak zrobiłam. One również wybrały odpowiednie ciuchy dla siebie. Zapłaciłyśmy za wszystko i udałyśmy się do wyjścia. Chciałam zaczepić sobie reklamówkę o kulę. I ta chwila kosztowała mnie zderzenie z kimś. Czułam jak lecę, lecz w połowie poczułam czyjąś rękę na moich plecach.
- No to będzie jazda. - westchnęła Ania
W końcu spotkałam się ze spojrzeniem mojego "bohatera". Te oczy rozpoznam wszędzie. Wzrok miał surowy i był taki oziębły. Wpatrywałam się w niego chwilę. Nagle na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ja również się uśmiechnęłam i zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Cześć piękna. - powiedział i pocałował mnie
- No hej przystojniaku. A co ty tu robisz ? - zapytałam
- Muszę coś kupić dla mojej małej.
- I co mi kupiłeś ? - zaśmiałam się
- Tobie nic. - dał mi buziaka
- Nie powinieneś spać ? - pociągnęłam za jego kurtkę.
- Tato będzie jechał. - oznajmił
- Masz Kinder bueno ! - wyczułam w jego kieszeni
- Nie. - zaprzeczał
- Masz ! Olek!
- No może i mam.
- Daj mi. - prosiłam
- Nope. Mam tylko jedno.
- No Olek ! Kupisz sobie nowe nałogowcu. I tak pewnie w samochodzie masz ich z 10. Przecież zawsze masz przy sobie i codziennie je wpierdzielasz.
- Dobra, dobra. Masz. - wręczył mi słodkość. - Ale za to buziaka proszę. - poklepał palcem swój policzek
Chętnie to uczyniłam.
- A ty co tu robisz ? Nie miałaś jechać do rodziny ?
- A no właśnie. - odwróciłam się do towarzyszek - Poznajcie mojego chłopaka. To jest Olek. Olek to jest Ania, a to Gabryśka. - przedstawiłam ich sobie
- To wy byłyście w szpitalu u Moniki nie ? - zapytał
Kiwnęły potwierdzająco głową.
- Tak właśnie coś kojarzę. To ty powiedziałaś, uwaga cytuję: Gdzie znajdę tego pieprzonego arogancika, co ma więcej debilizmu w głowie niż medycyny? - wskazał na Masło
Przyjaciółka zawstydzona spuściła głowę.
- Przepraszam. - szepnęła
- Spoko. - zaśmiał się
- To wy byłyście w szpitalu u Moniki nie ? - zapytał
Kiwnęły potwierdzająco głową.
- Tak właśnie coś kojarzę. To ty powiedziałaś, uwaga cytuję: Gdzie znajdę tego pieprzonego arogancika, co ma więcej debilizmu w głowie niż medycyny? - wskazał na Masło
Przyjaciółka zawstydzona spuściła głowę.
- Przepraszam. - szepnęła
- Spoko. - zaśmiał się
- Kiedy mówiłaś Gawliński, myślałam, że sobie jaja robisz. - przyznała Gabi
- Gawliński ? - popatrzył na mnie
- No a jak ?
- Ja do ciebie Żurek nie mówię.
- Bo ty jesteś kochany. - puściłam mu oczko
- Yyy to zapraszam was teraz na kawę, a później pomożecie mi coś znaleźć dla mojej małej, bo kompletnie się nie orientuję, co czterolatki lubią. - oznajmił mój chłopak
Wszystkie się zgodziłyśmy i poszliśmy do kawiarni. Mój partner za wszystko zapłacił i usiedliśmy przy stoliku. Złączył nasze dłonie i uśmiechał się.
- Masz dzieci ? - wypaliła Gabsi
- Nie. - wzdrygnął się. - Maja to moja chrześnica
- Sorki za ciekawość. - przeprosiła
- Spoko.
Nastała niezręczna cisza. Jedyne co słyszałam to szum przemieszczających się po galerii ludzi. Popatrzyłam na przyjaciółki, które ciągle siedziały z opuszczoną głową. Przeniosłam wzrok na chłopaka, który popijał kawę. Od razu przeniósł wzrok na mnie i uśmiechnął się.
- Daj mi na chwilę telefon. - nadstawiłam dłoń
Niepewnie wyciągnął go z kieszeni i podał mi. Poszperałam w jego numerach i w końcu nacisnęłam do jego taty.
- Gdzie ty dzwonisz ? - zapytał
- Do twojego taty. - oznajmiłam
- Po co ? - zmarszczył brwi. - Daj na głośnik.
Posłusznie zrobiłam tak jak chciał. Po kilku sygnałach usłyszałam głos:
- No halo.
- Dzień dobry Panie Mariuszu, tu Monika. - zaczęłam
- A Monika ! - rozbrzmiał się wesoły głos. - Dzień dobry, dzień dobry. Co tam u ciebie słychać? Alek coś narozrabiał ?
- Nie, nie. - zaśmiałam się. - U mnie wszystko dobrze. A u Pana ?
- No powoli jakoś leci. Jeszcze dzisiaj długa podróż nas czeka. - westchnął
- Ja właśnie w tej sprawie. Czy mógłby Pan dopilnować, żeby Olek nie siadał za kierownicę ? On mi mówi, że nie będzie, ale ja mu nie wierzę. A wie pan jak to jest po całej przepracowanej nocy...
- Oj wiem, wiem . Obiecuję ci, że dopilnuję tego.
- Dziękuję panu bardzo.
- Nie ma sprawy. Powiedz temu doktorkowi, żeby zaraz przyjeżdżał, bo matka się niecierpliwi.
- Okej. Proszę pozdrowić żonę ! - rzekłam
- Przekażę, przekażę.
- Dziękuję panu jeszcze raz. Do widzenia.
- No trzymaj się, pa. - rozłączyłam się
- Matko, ale Mariusz cię polubił. - zaśmiał się Olek - Nie musiałaś tego robić.
- Musiałam.
- Ehhh. - westchnął. - Dobra, muszę iść do toalety.
Patrzyłam się w oddalającą postać mojego chłopaka.
- I jak ? - zwróciłam się do towarzyszek
- Bardzo miły. - uśmiechnęła się Ania. - Widać, że bardzo cię kocha. W sposób jaki na ciebie patrzy...
- Spoko koleś. Inny niż w szpitalu. - stwierdziła Gabryśka
- Robimy mu włama na Snapa ? - zapytałam z szatańskim uśmiechem biorąc jego komórkę do ręki.
- Jasne ! - zgodziły się
Po chwili nasza trójka z dziubkami na ustach wpatrywała się w przednią kamerkę. Włamik kochanie :* podpisałam zdjęcie, zapisałam je i dodałam do historii. Dodałam też z jego kąta dziewczyny do znajomych. Zaraz po tym wyświetliła się informacja o zrobionym zrzucie ekranu. Po wszystkim odłożyłam telefon na stół, żeby nie było niczego widać.
- Proszę.- usłyszałam jego głos za moimi plecami.
Odwróciłam się i ujrzałam piękną czerwoną różę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka. - Zrobisz sobie ze mną selfie ? - zapytałam
- Jestem niewyjściowy. -zaśmiał się
- Jesteś, jesteś. - wzięłam jego telefon i odpaliłam Snapa
Zbliżył się do mnie i lekko uśmiechnął. Ustawiałam telefon po dobrym kątem.
- Wyglądacie jak po nieudanym seksie. - walnęła Gabryśka
Oboje zaczęliśmy się śmiać. W tym czasie udało mi się zrobić zdjęcie, w którym się zakochałam. Byliśmy uśmiechnięci, ale tak naprawdę, a nie jak do niektórych zdjęć wymusza się uśmiech. Dodałam je do historii.
- Śliczne to zdjęcie. - popatrzyłam się na Olka
- No nawet. Dobra, idziemy ?
Przytaknęłyśmy i ruszyliśmy do sklepu dziecięcego.
- To może jakąś sukienkę ? - zapytałam
- Niee.
- Lalkę ? - mówiłam to co mi przyjdzie na myśl
- Niee
- Wiem ! - klasnęła w dłonie Ania - Kup jej takiego wielkiego miśka.
- Dobre. - kiwnął głową i udaliśmy się w stronę pluszaków.
Wybraliśmy najładniejszego. Szczerze mówiąc, ten misiek był większy ode mnie. Sama z chęcią takiego chciałabym mieć. W smutnym okresie, można by było się do niego przytulić. Brązowy, mięciutki pluszowy misiu, który ma wesoły wyraz misiowatej twarzy.
- A tego wezmę dla Zuzi. - podał mi małego pluszaka
Zuzia to starsza siostra Mai. Olek jest wspaniałym wujkiem. Myśli o każdym i nie chce, żeby komuś było smutno. Objęłam go w pasie i przytuliłam się. Popatrzył się na mnie i uśmiechnął.
- Takiego misia jak ja nikt nie ma. - uśmiechnęłam się do niego szeroko, na skutek czego dostałam od niego buziaka.
- A ja rzygam tęczą. - westchnęła Jarsaj, co wywołało u nas falę śmiechu.
- Idę zapłacić i się zwijam. Już 11, a z rodzicami jestem umówiony na po 11. - wziął przytulanki i poszedł do kasy.
- Masz wielkie szczęście. - przytuliła mnie Masłot - To wynagrodzenie za twoje cierpienie. Widać, że bardzo Cię kocha. Poszedł by za tobą w ognień, oddałby za ciebie życie. Jesteś jego oczkiem w głowie.
- Ja go też kocham. - wtuliłam się w nią. - Tylko on się dla mnie liczy.
- A co powiecie na wypad we wtorek na jakiegoś drinka ? - radośnie wypaliła Gabi
- Nie wiem jak Alek pracuje.
Popatrzyłam na mojego chłopaka. Nigdy bym nie sądziła, że taki przystojny, mądry facet, będzie chciał ze mną chodzić. Podeszłam do niego i wzięłam misia dla Zuzi.
- Kochanie, dziewczyny chcą pójść we wtorek na jakiegoś drinka, co ty na to ?
- We wtorek ? - przymrużył oczy i zaczął kiwać głową. - Mam wizyty do 18, więc koło 19 może być.
Dziewczyny były zadowolone, tak samo jak ja. W końcu spędzimy ze sobą sporo czasu.
Wyszliśmy z galerii bardzo zadowoleni. Olek stanął przede mną i wpatrywał się w moje oczy.
- Odwieźć Cię ? - zapytał po chwili ciszy
- Nie, nie. Wrócę z dziewczynami. - uśmiechnęłam się
- Okej. To do zobaczenia w... poniedziałek ? - zrobił słodką minkę
- Tak.
- To pa. - nachylił się i dał mi buziaka.
Kierowałyśmy się do samochodu. Odwróciłam się w stronę, gdzie powinien być mój chłopak. Popatrzył się na mnie i pomachał mi. Odwzajemniłam gest i wsiadłam do samochodu.
Czekała nas długa podróż, bo wujek mieszka pod Wrocławiem. Postanowiliśmy pojechać dwoma samochodami, bo tak wygodniej. Zajęłam miejsce pasażera koło Filipa, a z tyłu siedziała Weronika. Samochodem rodziców jechali jego właściciele. Brat za bardzo nie zwracał uwagi na ciągnących się z tyłu rodziców i nie zdejmował nogi z gazu. Bardzo przyjemnie jechało się autostradą. Co chwilę robiłam jakieś Snapy, bo nam odwalało. Olek ciągle do mnie pisał sms'y, co oczywiście mi się nie podobało, bo miał odpoczywać po pracy. Opowiadałam Filipowi o moim chłopaku. Weronika była jakoś taka zła. Kiedy pytałam ją o przyczynę, nie raczyła mi udzielić odpowiedzi. W pewnym momencie zażądała, abyśmy zjechali na postój. Lekko zdziwieni wykonaliśmy jej prośbę. Tam wsiadła do pojazdu rodziców i oznajmiła, że z nimi będzie kontynuowała podróż.
Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Byłam trochę zmęczona, jednak wyjście na świeże powietrze dało mi kopa. Cała ta impreza miała być na sali i tak było. Przed budynkiem stało kilka aut. Uświadomiłam sobie, że to coś większego. Nie lubię siedzieć z obcymi... Niechętnie tam weszłam. W środku był lekki szum, wynikający z wielu rozmów, które toczyły się przy jednym długim stole, który powstał dzięki połączeniu kilku stołów. Jedynie kogo znałam ze zgromadzonych to ciocia z wujkiem Romanem i ich dwóch synów oraz siostrę cioci i jej syna i córkę. Kiedyś rozmawiałam z ich synem, było to jakoś 2 lata temu. Jednak teraz Marcel wygląda o wiele przystojniej niż wtedy. Jest starszy ode mnie o 2 lata i całkiem sympatyczny. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało, ale po tym jak próbował mnie pocałować, wolałam z nim się nie zadawać. Ujrzałam wujka Romana, który rozmawiał prawie na środku sali ze swoimi partnerami z kabaretu. A no tak, właśnie. Mój wujek Roman Żurek występuje w kabarecie Neo-Nówka. Podeszłam do niego uśmiechnięta.
- Cześć wujcio ! - przytuliłam się do niego
- Monika ! - uśmiechnął się - Jak ty ślicznie wyglądasz. A co to się stało ? - popatrzył na moje kule
- A mały wypadek. - westchnęłam
- Niefajnie. Pamiętasz Michała i Radka ? - wskazał na przyjaciół
- Tak, oczywiście. - przywitałam się z nimi
- Dalej nie mogę pojąć tego, że Roman ma takie ślicznotki w domu. - Michał popatrzył na mnie
- Ha ! Chciałbyś mieć taką Moniczkę. Ale to niemożliwe. - droczył się wujek
- Możliwe, możliwe. Wystarczy, że mój braciszek zakręci się koło niej i bam ! - poruszył brwiami Michał.
- Sorry, ale mam chłopaka. - oznajmiłam im
- To go zmienisz. - zaczęli się śmiać
- Nie sądzę.
- O właśnie idzie ! - Michała wzrok podążył za moją osobę.
Nagle poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu.
- Szybki jest. - zrobił wielkie oczy Roman, a po minie jego kolegi wywnioskowałam, że jest zły.
Czułam się trochę niezręcznie... Obcy chłopak przytula mnie od razu, nawet mnie nie znając. Nie wiedziałam co mam zrobić... W dodatku stoję przed wujkiem, Michałem i Radkiem. Nagle jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej, bo poczułam jego oddech na szyi. Serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi. Czułam się bardzo głupio względem do Olka. Gdyby mnie zobaczył w takiej sytuacji, nic dobrego z tego by nie było.
- No witam ślicznotko. - rozległ się jego głos.
Nagle zamarłam. W mojej głowie kotłowało się tysiąc myśli. Złapałam za jego żuchwę i odwróciłam się do niego.
- Zabiję Cię ! - warknęłam, jednak w moją groźbę wplątał się śmiech
- Mnie ? - uśmiechał się
- Tak !
- Oj Mońka, nie dramatyzuj. - dał mi buziaka - A tak w ogóle, co ty tu robisz ?
- A ty ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Przyjechałem do braciszka. - podszedł do Michała - Wiem, wiem nie jesteśmy podobni. Jestem o wiele przystojniejszy i taki mądry. - dłoniom przejechał po swoich włosach
- Dlaczego nie powiedziałeś, że Michał to twój brat ? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Myślałem, że się domyślisz. A ty tu po co ?
- Roman to mój wujek. - puściłam mu oczko - Co nie domyśliłeś się ?
- Oj, dobra, dobra. O ! Maja - chłopak kucnął i rozłożył ręce
Mała blondyneczka wpadła mu w ramiona i ją podniósł. Przedstawił mi swoją uroczą chrześnice. Majka była bardzo zawstydzona, ale po chwili przełamała się i podała mi swoją rączkę.
- Czyli to jest moja ciocia ? - była mocno przytulona do Olka
- Tak. - uśmiechnął się - Idź do taty. - podał ją bratu.
Podszedł do mnie i mocno przytulił. Dałam mu buziaka i splotłam nasze dłonie.
- Ej ty koleś, odwal się od mojej siostry ! - usłyszałam za sobą
- Bo co mi zrobisz ? - Olek naprężył się i stanęli twarzą w twarz.
- Oj ty już nie chcesz tego wiedzieć. - zaśmiał się Filip - Jeszcze ciebie tu brakowało
- Ty przyjechałem do brata, nie. - pisnął Alek - Nie moja wina, że Roman to twój wujek.
- O Michał ! - brat do niego podszedł - Siema !
- My się znamy ? - patrzył na niego zmieszany
- No nie pamiętasz jak odpierałeś nas od dyrektora, bo waszych rodziców nie było ?
- Yyyyy no nie.
- No w podstawówce pani kazała nam przynieść swoje zwierzątka. I ja wydarłem się na całą klasę, że Olek dotknął mojego pisiora. Ta jak się wkurzyła od razu wzięła nas do dyrektora i dzwoniła po rodzicach. Tylko szkoda, że wcześniej się nie dowiedziała, że pisior to mój chomik. A że twoich rodziców nie było, to ty musiałeś nas odebrać. - Filip opowiadał z zafascynowaniem.
- Aaa no tak Filip. - przybili sobie "sztamę"
Przy stole siedziałam oczywiście koło mojego najukochańszego Olka. Ciągle trzymałam go za rękę, bo czułam się tak obco. Zawsze jak na niego popatrzyłam, wysyłał mi uśmiech, aby dodać mi otuchy. Na chwilę to działało... Po jakiś 2 godzinach miałam już dosyć.
- Idziemy się przejść ? - szepnęłam do ukochanego
- Można pójść. - uśmiechnął się
- To zapytam jeszcze Filipa i Werki czy idą. - oznajmiłam i odeszłam od stołu
Podeszłam do brata i oparłam się o jego barki.
- Idziesz z nami na spacer ? - zapytałam
- Spoko. - zaczął się zbierać
- A gdzie Werka ?
- Tam rozmawia przez telefon. - wskazał na róg sali
Przystanęłam przy niej i czekałam aż zwróci na mnie uwagę. Po chwili zorientowała się, że koło niej stoję.
- Idziesz z nami się przejść ? - zapytałam
- Nie. - odpowiedziała sucho
- Dlaczego ? - dociekałam
- Bo nie. - prawie wrzasnęła
- O co ci chodzi ? - patrzyłam na nią z przerażeniem
- O nic.
- Weronika mów ! - byłam zdenerwowana
- Nie będę z tobą rozmawiała !
- Chodzi o Olka, tak ?
- Nie. - wypierała się
- Zakochałaś się w nim ?! - podniosłam głos
- Tak ! - krzyczała - Ale przecież to nie ważne. To twój chłopak. Ty jesteś starsza i możesz sobie brać kogo chcesz ! Ja cię nie obchodzę ! Od samego początku on mi się podobał, ale oczywiście ty miałaś to w dupie !
- Dziewczyny ! - podszedł do nas Filip z Olkiem, ale ja nie zwracałam na nich uwagi
- A skąd ja to miałam wiedzieć ?! Nic mi nawet nie powiedziałaś ! - wkurzyłam się na nią - Ty mnie nie obchodzisz ?! A myślisz, że dlaczego zamawiam tylko rzeczy kurierem i wybieram tylko te co są dowożone przez GLS ? Widzę, że ten chłopak ci się podoba ! Ale ty tego oczywiście nie zauważyłaś.... Ale uwierz mi Olek nie jest chłopakiem dla ciebie. Nie mówię to jako jego dziewczyna, ale jako twoja siostra. Wiem, że jego osobowość nie jest odpowiednia dla ciebie.
- A skąd ty możesz wiedzieć jaka jest dla mnie odpowiednia ?!
- Bo jesteś moją siostrą i cię znam !
- Ej, ej, ej. - wszedł pomiędzy nas mój chłopak. - Idź już na dwór. - spojrzał na mnie surowo
Wzięłam Filipa pod rękę i opuściliśmy salę.
OCZAMI OLKA
- Słuchaj... - zacząłem - Uwierz mi, że nie jestem facetem dla ciebie. Zasługujesz na kogoś lepszego. Miło mi, że taka dziewczyna jak ty zawiesiła na mnie oko, ale naprawdę nie jestem dla ciebie. - mówiłem spokojnie - Jesteś naprawdę bardzo fajna, miła i ładna. Znajdziesz sobie dobrego faceta.
- Mhmm. - mruknęła jednak wstydziła się popatrzeć na mnie.
- Ej, popatrz na mnie. - położyłem dłoń ja jej ramieniu
Niepewnie spojrzała w moje oczy.
- Jako że jestem z Moniką, to staję się twoim szwagrem. Ale jak chcesz mogę być twoim przyjacielem. Wiedz, że zawsze możesz do mnie przyjść z każdym problemem. Zawsze możesz do mnie zadzwonić, nawet w środku nocy, a ja odbiorę. Możesz też tak po prostu przyjść i się przytulić. Nie bój się, ja widzę tylko w tobie moją przyjaciółkę i zapewniam cię, że już o niczym nie pamiętam.
- Dziękuję. - lekko się uśmiechnęła
- No przytul się, widzę że tego chcesz. - uśmiechnąłem się i rozłożyłem ręce
Wtuliła się we mnie, a ja byłem zadowolony z siebie.
- Zaczął padać deszcz i dupa ze spaceru. - podszedł do nas Filip
OCZAMI MONIKI
Filip wrócił do środka, bo zaczął padać deszcz. Powiedziałam mu, że zaraz przyjdę. Jednak nie miałam na to ochoty. Powoli kierowałam się za budynek w poszukiwaniu jakiejś ławki. Bingo ! Po drugiej stronie stała ławeczka bez oparcia. Usiadłam na niej wygodnie i zamknęłam oczy.
OCZAMI OLKA
Moniki nie było przy stole, więc chyba musiała pójść do toalety. Jej telefon leżał koło jej talerza, więc postanowiłem się nim zająć. Włączyłem jej Snapa i zrobiłem sobie selfie z podpisem włamik :* i dodałem do historii. Popatrzyłem w stronę drzwi do toalety, czy nie wychodzi. Nie było jej. Podszedłem do Filipa.
- Robimy włam Monice. - obwieściłem mu
Ożywił się od razu. Ustawiłem telefon przed nasze twarze i zrobiliśmy głupie miny. Fajne zdjęcie, to je dodałem.
- Czekaj jeszcze jedno, ale normalne. - rzekł przyjaciel
Tym razem tylko się uśmiechaliśmy. Też było dobre. Moją następną ofiarą była Weronika. Zrobiliśmy dzióbki i zrobiłem zdjęcie. Takie zdjęcia zrobiłem jeszcze z Romanem, Michałem, Zuzią i Mają. Kiedy spostrzegłem się, że dziewczyny nie ma od 20 minut, zaniepokoiłem się.
- Gdzie Monika ? - zapytałem Filipa
- Nie widziałem jej. - odparł i dalej kontynuował rozmowę z ojcem
Poszedłem sprawdzić czy jej nie ma w toalecie i nie zastałem tak jej. W kuchni też jej nie było. Lekko podenerwowany wyszedłem na dwór i zacząłem się rozglądać. Nigdzie jej nie widziałem. Miałem już wracać do środka, ale coś mnie pchało, do podwórka za salą. Dobrze, że posłuchałem tego i znalazłem ją na ławce. Siedziała tam smutna z zamkniętymi oczami. Usiadłem koło niej, a ona oparła głowę o moje ramię. O nic nie pytałem, bo wiedziałem, że jak będzie chciała to sama mi powie. Poczułem jak moja kochana osóbka drży. Ściągnąłem więc bluzę i okryłem jej plecy. Objąłem ją ramieniem.
- Chcę dla niej jak najlepiej, ale oczywiście nie potrafię. - zaczęła
- Co ty mówisz ? Jesteś wspaniałą siostrą. - złożyłem pocałunek na jej głowie - A to co ty dla niej robisz jest godne podziwu. Nie znam takiej osoby, co by tak przyczyniała się do miłość siostry. Jesteś wspaniała. Troszczysz się o wszystkich nie patrząc na siebie.
- Aleksandeeeeer... - szepnęła
- Mhm
- Przytulisz mnie ?
Uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem.
- Wracamy ? - przerwałem milczenie - Cała się trzęsiesz.
Tylko pokiwała głową i ruszyliśmy na salę.
- Przepraszam. Przepraszam, że przeze mnie zmarzłeś. - mocniej ścisnęła moją dłoń - Kocham Cię.
Te dwa słowa są najpiękniejsze na świecie. Zawsze gdy je słyszę od Moniki coś we mnie pęka. Działają na mnie tak mocno... I wiem, że ona wypowiada to z miłości. Czuję się przy niej wyjątkowo. Otworzyłem przed nią drzwi i przepuściłem ją.
OCZAMI MONIKI
Usiadłam na krześle i od razu ściągnęłam bluzę. Dałam ją właścicielowi i zaczęłam pocierać jego rękę, żeby było mu cieplej. Nagle ktoś uwiesił mi się na szyi.
- Przepraszam Monika. Jest mi głupio, że tak na ciebie naskoczyłam. A ty dla mnie robisz wszystko. Przepraszam. - przytuliła się do mnie siostra
- Spoko - uśmiechnęłam się
- Idę włączyć jakąś muzykę. - oznajmił chłopak i wstał od stołu
- Naprawdę widać, że podoba mi się kurier ? - zajęła jego miejsce
Zaczęłam jej opowiadać jak to wywnioskowałam i o mojej strategii. Była bardzo zadowolona.
- O nie. Przecież to będzie masakra. - jęknęłam - Olek i Filip wzięli się za muzykę
Patrzyłam na nich jak zawzięcie z zadowoleniem szukają czegoś w komputerze. Po chwili w głośnikach rozbrzmiała się piosenka Gangu Albanii. Zaczęli wymachiwać rękoma, a ja zakryłam twarz dłonią. Po chwili jednak zmienili na jakieś disco polo. Zaczęłam kiwać się na krześle.
- Trzeba rozruszać tą imprezę. - Olek podał Weronice rękę.
- Ja tańczyć nie potrafię.- zapierała się
- No dawaj. - namawiał ją
- Dobra. - poddała się
- Zięciu czekaj, czekaj. - podszedł do nas tato - Jeszcze ze mną nie piłeś.
Tato napełnił jego kieliszek białą cieczą. Podnieśli kieliszki i wypili na raz. Olek szybko wziął mój sok i natychmiast popił.
- Dobra, idziemy. - wyciągnął moją siostrę na środek sali
Nie mogłam uwierzyć, że to mój chłopak. Nigdy bym nie powiedziała, że on tak dobrze tańczy ! Weronika normalnie fruwała nad parkietem. Po dwóch piosenkach wrócił do mnie. Oczywiście Michał dopatrzył się, że jego braciszek nie pił, więc polał mu. Gawliński brał każdą kobietę do tańca. Był w swoim żywiole. Później zaczął wygłupiać się z Filipem. Chyba działanie alkoholu zaczęło się ujawniać. Zawołałam chłopaka do siebie. Usiadł i objął mnie ramieniem.
- Czy oprócz tańca uprawiasz jakiś sport ? - zapytałam
- Kolarstwo i gram w nożną. Ale w siatkówkę i w ręczną też chętnie popykam. - uśmiechnął się - Zbieramy już się do domu.
Popatrzyłam dookoła i rzeczywiście wszyscy się zbierali. Zegarek wskazywał 23.37. Wzięłam swoją kurtkę i założyłam ją.
Cała nasza zgraja rozdzieliła się na krzyżówce. Moja rodzina miała nocować u wujka Romana, a Olka u Michała.
- Odprowadzę cię. - objął mnie ramieniem
Ciągnęliśmy się na końcu. Stanęliśmy przed domem Żurków.
- To do jutra. - nachylił się aby dać mi buziaka, ale ja się odsunęłam
- Śmierdzisz wódką. - jęknęłam
Spuścił głowę i zrobił smutną minę. Wyglądał tak słodko, że nie mogłam się oprzeć.
- No chodź tu. - położyłam dłoń na jego policzku i zatopiłam moje wargi w jego.
- Dobranoc. - uśmiechnął się i ruszył w głąb ulicy
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się i weszłam do domu.
Nastała niezręczna cisza. Jedyne co słyszałam to szum przemieszczających się po galerii ludzi. Popatrzyłam na przyjaciółki, które ciągle siedziały z opuszczoną głową. Przeniosłam wzrok na chłopaka, który popijał kawę. Od razu przeniósł wzrok na mnie i uśmiechnął się.
- Daj mi na chwilę telefon. - nadstawiłam dłoń
Niepewnie wyciągnął go z kieszeni i podał mi. Poszperałam w jego numerach i w końcu nacisnęłam do jego taty.
- Gdzie ty dzwonisz ? - zapytał
- Do twojego taty. - oznajmiłam
- Po co ? - zmarszczył brwi. - Daj na głośnik.
Posłusznie zrobiłam tak jak chciał. Po kilku sygnałach usłyszałam głos:
- No halo.
- Dzień dobry Panie Mariuszu, tu Monika. - zaczęłam
- A Monika ! - rozbrzmiał się wesoły głos. - Dzień dobry, dzień dobry. Co tam u ciebie słychać? Alek coś narozrabiał ?
- Nie, nie. - zaśmiałam się. - U mnie wszystko dobrze. A u Pana ?
- No powoli jakoś leci. Jeszcze dzisiaj długa podróż nas czeka. - westchnął
- Ja właśnie w tej sprawie. Czy mógłby Pan dopilnować, żeby Olek nie siadał za kierownicę ? On mi mówi, że nie będzie, ale ja mu nie wierzę. A wie pan jak to jest po całej przepracowanej nocy...
- Oj wiem, wiem . Obiecuję ci, że dopilnuję tego.
- Dziękuję panu bardzo.
- Nie ma sprawy. Powiedz temu doktorkowi, żeby zaraz przyjeżdżał, bo matka się niecierpliwi.
- Okej. Proszę pozdrowić żonę ! - rzekłam
- Przekażę, przekażę.
- Dziękuję panu jeszcze raz. Do widzenia.
- No trzymaj się, pa. - rozłączyłam się
- Matko, ale Mariusz cię polubił. - zaśmiał się Olek - Nie musiałaś tego robić.
- Musiałam.
- Ehhh. - westchnął. - Dobra, muszę iść do toalety.
Patrzyłam się w oddalającą postać mojego chłopaka.
- I jak ? - zwróciłam się do towarzyszek
- Bardzo miły. - uśmiechnęła się Ania. - Widać, że bardzo cię kocha. W sposób jaki na ciebie patrzy...
- Spoko koleś. Inny niż w szpitalu. - stwierdziła Gabryśka
- Robimy mu włama na Snapa ? - zapytałam z szatańskim uśmiechem biorąc jego komórkę do ręki.
- Jasne ! - zgodziły się
Po chwili nasza trójka z dziubkami na ustach wpatrywała się w przednią kamerkę. Włamik kochanie :* podpisałam zdjęcie, zapisałam je i dodałam do historii. Dodałam też z jego kąta dziewczyny do znajomych. Zaraz po tym wyświetliła się informacja o zrobionym zrzucie ekranu. Po wszystkim odłożyłam telefon na stół, żeby nie było niczego widać.
- Proszę.- usłyszałam jego głos za moimi plecami.
Odwróciłam się i ujrzałam piękną czerwoną różę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka. - Zrobisz sobie ze mną selfie ? - zapytałam
- Jestem niewyjściowy. -zaśmiał się
- Jesteś, jesteś. - wzięłam jego telefon i odpaliłam Snapa
Zbliżył się do mnie i lekko uśmiechnął. Ustawiałam telefon po dobrym kątem.
- Wyglądacie jak po nieudanym seksie. - walnęła Gabryśka
Oboje zaczęliśmy się śmiać. W tym czasie udało mi się zrobić zdjęcie, w którym się zakochałam. Byliśmy uśmiechnięci, ale tak naprawdę, a nie jak do niektórych zdjęć wymusza się uśmiech. Dodałam je do historii.
- Śliczne to zdjęcie. - popatrzyłam się na Olka
- No nawet. Dobra, idziemy ?
Przytaknęłyśmy i ruszyliśmy do sklepu dziecięcego.
- To może jakąś sukienkę ? - zapytałam
- Niee.
- Lalkę ? - mówiłam to co mi przyjdzie na myśl
- Niee
- Wiem ! - klasnęła w dłonie Ania - Kup jej takiego wielkiego miśka.
- Dobre. - kiwnął głową i udaliśmy się w stronę pluszaków.
Wybraliśmy najładniejszego. Szczerze mówiąc, ten misiek był większy ode mnie. Sama z chęcią takiego chciałabym mieć. W smutnym okresie, można by było się do niego przytulić. Brązowy, mięciutki pluszowy misiu, który ma wesoły wyraz misiowatej twarzy.
- A tego wezmę dla Zuzi. - podał mi małego pluszaka
Zuzia to starsza siostra Mai. Olek jest wspaniałym wujkiem. Myśli o każdym i nie chce, żeby komuś było smutno. Objęłam go w pasie i przytuliłam się. Popatrzył się na mnie i uśmiechnął.
- Takiego misia jak ja nikt nie ma. - uśmiechnęłam się do niego szeroko, na skutek czego dostałam od niego buziaka.
- A ja rzygam tęczą. - westchnęła Jarsaj, co wywołało u nas falę śmiechu.
- Idę zapłacić i się zwijam. Już 11, a z rodzicami jestem umówiony na po 11. - wziął przytulanki i poszedł do kasy.
- Masz wielkie szczęście. - przytuliła mnie Masłot - To wynagrodzenie za twoje cierpienie. Widać, że bardzo Cię kocha. Poszedł by za tobą w ognień, oddałby za ciebie życie. Jesteś jego oczkiem w głowie.
- Ja go też kocham. - wtuliłam się w nią. - Tylko on się dla mnie liczy.
- A co powiecie na wypad we wtorek na jakiegoś drinka ? - radośnie wypaliła Gabi
- Nie wiem jak Alek pracuje.
Popatrzyłam na mojego chłopaka. Nigdy bym nie sądziła, że taki przystojny, mądry facet, będzie chciał ze mną chodzić. Podeszłam do niego i wzięłam misia dla Zuzi.
- Kochanie, dziewczyny chcą pójść we wtorek na jakiegoś drinka, co ty na to ?
- We wtorek ? - przymrużył oczy i zaczął kiwać głową. - Mam wizyty do 18, więc koło 19 może być.
Dziewczyny były zadowolone, tak samo jak ja. W końcu spędzimy ze sobą sporo czasu.
Wyszliśmy z galerii bardzo zadowoleni. Olek stanął przede mną i wpatrywał się w moje oczy.
- Odwieźć Cię ? - zapytał po chwili ciszy
- Nie, nie. Wrócę z dziewczynami. - uśmiechnęłam się
- Okej. To do zobaczenia w... poniedziałek ? - zrobił słodką minkę
- Tak.
- To pa. - nachylił się i dał mi buziaka.
Kierowałyśmy się do samochodu. Odwróciłam się w stronę, gdzie powinien być mój chłopak. Popatrzył się na mnie i pomachał mi. Odwzajemniłam gest i wsiadłam do samochodu.
Czekała nas długa podróż, bo wujek mieszka pod Wrocławiem. Postanowiliśmy pojechać dwoma samochodami, bo tak wygodniej. Zajęłam miejsce pasażera koło Filipa, a z tyłu siedziała Weronika. Samochodem rodziców jechali jego właściciele. Brat za bardzo nie zwracał uwagi na ciągnących się z tyłu rodziców i nie zdejmował nogi z gazu. Bardzo przyjemnie jechało się autostradą. Co chwilę robiłam jakieś Snapy, bo nam odwalało. Olek ciągle do mnie pisał sms'y, co oczywiście mi się nie podobało, bo miał odpoczywać po pracy. Opowiadałam Filipowi o moim chłopaku. Weronika była jakoś taka zła. Kiedy pytałam ją o przyczynę, nie raczyła mi udzielić odpowiedzi. W pewnym momencie zażądała, abyśmy zjechali na postój. Lekko zdziwieni wykonaliśmy jej prośbę. Tam wsiadła do pojazdu rodziców i oznajmiła, że z nimi będzie kontynuowała podróż.
Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Byłam trochę zmęczona, jednak wyjście na świeże powietrze dało mi kopa. Cała ta impreza miała być na sali i tak było. Przed budynkiem stało kilka aut. Uświadomiłam sobie, że to coś większego. Nie lubię siedzieć z obcymi... Niechętnie tam weszłam. W środku był lekki szum, wynikający z wielu rozmów, które toczyły się przy jednym długim stole, który powstał dzięki połączeniu kilku stołów. Jedynie kogo znałam ze zgromadzonych to ciocia z wujkiem Romanem i ich dwóch synów oraz siostrę cioci i jej syna i córkę. Kiedyś rozmawiałam z ich synem, było to jakoś 2 lata temu. Jednak teraz Marcel wygląda o wiele przystojniej niż wtedy. Jest starszy ode mnie o 2 lata i całkiem sympatyczny. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało, ale po tym jak próbował mnie pocałować, wolałam z nim się nie zadawać. Ujrzałam wujka Romana, który rozmawiał prawie na środku sali ze swoimi partnerami z kabaretu. A no tak, właśnie. Mój wujek Roman Żurek występuje w kabarecie Neo-Nówka. Podeszłam do niego uśmiechnięta.
- Cześć wujcio ! - przytuliłam się do niego
- Monika ! - uśmiechnął się - Jak ty ślicznie wyglądasz. A co to się stało ? - popatrzył na moje kule
- A mały wypadek. - westchnęłam
- Niefajnie. Pamiętasz Michała i Radka ? - wskazał na przyjaciół
- Tak, oczywiście. - przywitałam się z nimi
- Dalej nie mogę pojąć tego, że Roman ma takie ślicznotki w domu. - Michał popatrzył na mnie
- Ha ! Chciałbyś mieć taką Moniczkę. Ale to niemożliwe. - droczył się wujek
- Możliwe, możliwe. Wystarczy, że mój braciszek zakręci się koło niej i bam ! - poruszył brwiami Michał.
- Sorry, ale mam chłopaka. - oznajmiłam im
- To go zmienisz. - zaczęli się śmiać
- Nie sądzę.
- O właśnie idzie ! - Michała wzrok podążył za moją osobę.
Nagle poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu.
- Szybki jest. - zrobił wielkie oczy Roman, a po minie jego kolegi wywnioskowałam, że jest zły.
Czułam się trochę niezręcznie... Obcy chłopak przytula mnie od razu, nawet mnie nie znając. Nie wiedziałam co mam zrobić... W dodatku stoję przed wujkiem, Michałem i Radkiem. Nagle jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej, bo poczułam jego oddech na szyi. Serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi. Czułam się bardzo głupio względem do Olka. Gdyby mnie zobaczył w takiej sytuacji, nic dobrego z tego by nie było.
- No witam ślicznotko. - rozległ się jego głos.
Nagle zamarłam. W mojej głowie kotłowało się tysiąc myśli. Złapałam za jego żuchwę i odwróciłam się do niego.
- Zabiję Cię ! - warknęłam, jednak w moją groźbę wplątał się śmiech
- Mnie ? - uśmiechał się
- Tak !
- Oj Mońka, nie dramatyzuj. - dał mi buziaka - A tak w ogóle, co ty tu robisz ?
- A ty ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Przyjechałem do braciszka. - podszedł do Michała - Wiem, wiem nie jesteśmy podobni. Jestem o wiele przystojniejszy i taki mądry. - dłoniom przejechał po swoich włosach
- Dlaczego nie powiedziałeś, że Michał to twój brat ? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Myślałem, że się domyślisz. A ty tu po co ?
- Roman to mój wujek. - puściłam mu oczko - Co nie domyśliłeś się ?
- Oj, dobra, dobra. O ! Maja - chłopak kucnął i rozłożył ręce
Mała blondyneczka wpadła mu w ramiona i ją podniósł. Przedstawił mi swoją uroczą chrześnice. Majka była bardzo zawstydzona, ale po chwili przełamała się i podała mi swoją rączkę.
- Czyli to jest moja ciocia ? - była mocno przytulona do Olka
- Tak. - uśmiechnął się - Idź do taty. - podał ją bratu.
Podszedł do mnie i mocno przytulił. Dałam mu buziaka i splotłam nasze dłonie.
- Ej ty koleś, odwal się od mojej siostry ! - usłyszałam za sobą
- Bo co mi zrobisz ? - Olek naprężył się i stanęli twarzą w twarz.
- Oj ty już nie chcesz tego wiedzieć. - zaśmiał się Filip - Jeszcze ciebie tu brakowało
- Ty przyjechałem do brata, nie. - pisnął Alek - Nie moja wina, że Roman to twój wujek.
- O Michał ! - brat do niego podszedł - Siema !
- My się znamy ? - patrzył na niego zmieszany
- No nie pamiętasz jak odpierałeś nas od dyrektora, bo waszych rodziców nie było ?
- Yyyyy no nie.
- No w podstawówce pani kazała nam przynieść swoje zwierzątka. I ja wydarłem się na całą klasę, że Olek dotknął mojego pisiora. Ta jak się wkurzyła od razu wzięła nas do dyrektora i dzwoniła po rodzicach. Tylko szkoda, że wcześniej się nie dowiedziała, że pisior to mój chomik. A że twoich rodziców nie było, to ty musiałeś nas odebrać. - Filip opowiadał z zafascynowaniem.
- Aaa no tak Filip. - przybili sobie "sztamę"
Przy stole siedziałam oczywiście koło mojego najukochańszego Olka. Ciągle trzymałam go za rękę, bo czułam się tak obco. Zawsze jak na niego popatrzyłam, wysyłał mi uśmiech, aby dodać mi otuchy. Na chwilę to działało... Po jakiś 2 godzinach miałam już dosyć.
- Idziemy się przejść ? - szepnęłam do ukochanego
- Można pójść. - uśmiechnął się
- To zapytam jeszcze Filipa i Werki czy idą. - oznajmiłam i odeszłam od stołu
Podeszłam do brata i oparłam się o jego barki.
- Idziesz z nami na spacer ? - zapytałam
- Spoko. - zaczął się zbierać
- A gdzie Werka ?
- Tam rozmawia przez telefon. - wskazał na róg sali
Przystanęłam przy niej i czekałam aż zwróci na mnie uwagę. Po chwili zorientowała się, że koło niej stoję.
- Idziesz z nami się przejść ? - zapytałam
- Nie. - odpowiedziała sucho
- Dlaczego ? - dociekałam
- Bo nie. - prawie wrzasnęła
- O co ci chodzi ? - patrzyłam na nią z przerażeniem
- O nic.
- Weronika mów ! - byłam zdenerwowana
- Nie będę z tobą rozmawiała !
- Chodzi o Olka, tak ?
- Nie. - wypierała się
- Zakochałaś się w nim ?! - podniosłam głos
- Tak ! - krzyczała - Ale przecież to nie ważne. To twój chłopak. Ty jesteś starsza i możesz sobie brać kogo chcesz ! Ja cię nie obchodzę ! Od samego początku on mi się podobał, ale oczywiście ty miałaś to w dupie !
- Dziewczyny ! - podszedł do nas Filip z Olkiem, ale ja nie zwracałam na nich uwagi
- A skąd ja to miałam wiedzieć ?! Nic mi nawet nie powiedziałaś ! - wkurzyłam się na nią - Ty mnie nie obchodzisz ?! A myślisz, że dlaczego zamawiam tylko rzeczy kurierem i wybieram tylko te co są dowożone przez GLS ? Widzę, że ten chłopak ci się podoba ! Ale ty tego oczywiście nie zauważyłaś.... Ale uwierz mi Olek nie jest chłopakiem dla ciebie. Nie mówię to jako jego dziewczyna, ale jako twoja siostra. Wiem, że jego osobowość nie jest odpowiednia dla ciebie.
- A skąd ty możesz wiedzieć jaka jest dla mnie odpowiednia ?!
- Bo jesteś moją siostrą i cię znam !
- Ej, ej, ej. - wszedł pomiędzy nas mój chłopak. - Idź już na dwór. - spojrzał na mnie surowo
Wzięłam Filipa pod rękę i opuściliśmy salę.
OCZAMI OLKA
- Słuchaj... - zacząłem - Uwierz mi, że nie jestem facetem dla ciebie. Zasługujesz na kogoś lepszego. Miło mi, że taka dziewczyna jak ty zawiesiła na mnie oko, ale naprawdę nie jestem dla ciebie. - mówiłem spokojnie - Jesteś naprawdę bardzo fajna, miła i ładna. Znajdziesz sobie dobrego faceta.
- Mhmm. - mruknęła jednak wstydziła się popatrzeć na mnie.
- Ej, popatrz na mnie. - położyłem dłoń ja jej ramieniu
Niepewnie spojrzała w moje oczy.
- Jako że jestem z Moniką, to staję się twoim szwagrem. Ale jak chcesz mogę być twoim przyjacielem. Wiedz, że zawsze możesz do mnie przyjść z każdym problemem. Zawsze możesz do mnie zadzwonić, nawet w środku nocy, a ja odbiorę. Możesz też tak po prostu przyjść i się przytulić. Nie bój się, ja widzę tylko w tobie moją przyjaciółkę i zapewniam cię, że już o niczym nie pamiętam.
- Dziękuję. - lekko się uśmiechnęła
- No przytul się, widzę że tego chcesz. - uśmiechnąłem się i rozłożyłem ręce
Wtuliła się we mnie, a ja byłem zadowolony z siebie.
- Zaczął padać deszcz i dupa ze spaceru. - podszedł do nas Filip
OCZAMI MONIKI
Filip wrócił do środka, bo zaczął padać deszcz. Powiedziałam mu, że zaraz przyjdę. Jednak nie miałam na to ochoty. Powoli kierowałam się za budynek w poszukiwaniu jakiejś ławki. Bingo ! Po drugiej stronie stała ławeczka bez oparcia. Usiadłam na niej wygodnie i zamknęłam oczy.
OCZAMI OLKA
Moniki nie było przy stole, więc chyba musiała pójść do toalety. Jej telefon leżał koło jej talerza, więc postanowiłem się nim zająć. Włączyłem jej Snapa i zrobiłem sobie selfie z podpisem włamik :* i dodałem do historii. Popatrzyłem w stronę drzwi do toalety, czy nie wychodzi. Nie było jej. Podszedłem do Filipa.
- Robimy włam Monice. - obwieściłem mu
Ożywił się od razu. Ustawiłem telefon przed nasze twarze i zrobiliśmy głupie miny. Fajne zdjęcie, to je dodałem.
- Czekaj jeszcze jedno, ale normalne. - rzekł przyjaciel
Tym razem tylko się uśmiechaliśmy. Też było dobre. Moją następną ofiarą była Weronika. Zrobiliśmy dzióbki i zrobiłem zdjęcie. Takie zdjęcia zrobiłem jeszcze z Romanem, Michałem, Zuzią i Mają. Kiedy spostrzegłem się, że dziewczyny nie ma od 20 minut, zaniepokoiłem się.
- Gdzie Monika ? - zapytałem Filipa
- Nie widziałem jej. - odparł i dalej kontynuował rozmowę z ojcem
Poszedłem sprawdzić czy jej nie ma w toalecie i nie zastałem tak jej. W kuchni też jej nie było. Lekko podenerwowany wyszedłem na dwór i zacząłem się rozglądać. Nigdzie jej nie widziałem. Miałem już wracać do środka, ale coś mnie pchało, do podwórka za salą. Dobrze, że posłuchałem tego i znalazłem ją na ławce. Siedziała tam smutna z zamkniętymi oczami. Usiadłem koło niej, a ona oparła głowę o moje ramię. O nic nie pytałem, bo wiedziałem, że jak będzie chciała to sama mi powie. Poczułem jak moja kochana osóbka drży. Ściągnąłem więc bluzę i okryłem jej plecy. Objąłem ją ramieniem.
- Chcę dla niej jak najlepiej, ale oczywiście nie potrafię. - zaczęła
- Co ty mówisz ? Jesteś wspaniałą siostrą. - złożyłem pocałunek na jej głowie - A to co ty dla niej robisz jest godne podziwu. Nie znam takiej osoby, co by tak przyczyniała się do miłość siostry. Jesteś wspaniała. Troszczysz się o wszystkich nie patrząc na siebie.
- Aleksandeeeeer... - szepnęła
- Mhm
- Przytulisz mnie ?
Uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem.
- Wracamy ? - przerwałem milczenie - Cała się trzęsiesz.
Tylko pokiwała głową i ruszyliśmy na salę.
- Przepraszam. Przepraszam, że przeze mnie zmarzłeś. - mocniej ścisnęła moją dłoń - Kocham Cię.
Te dwa słowa są najpiękniejsze na świecie. Zawsze gdy je słyszę od Moniki coś we mnie pęka. Działają na mnie tak mocno... I wiem, że ona wypowiada to z miłości. Czuję się przy niej wyjątkowo. Otworzyłem przed nią drzwi i przepuściłem ją.
OCZAMI MONIKI
Usiadłam na krześle i od razu ściągnęłam bluzę. Dałam ją właścicielowi i zaczęłam pocierać jego rękę, żeby było mu cieplej. Nagle ktoś uwiesił mi się na szyi.
- Przepraszam Monika. Jest mi głupio, że tak na ciebie naskoczyłam. A ty dla mnie robisz wszystko. Przepraszam. - przytuliła się do mnie siostra
- Spoko - uśmiechnęłam się
- Idę włączyć jakąś muzykę. - oznajmił chłopak i wstał od stołu
- Naprawdę widać, że podoba mi się kurier ? - zajęła jego miejsce
Zaczęłam jej opowiadać jak to wywnioskowałam i o mojej strategii. Była bardzo zadowolona.
- O nie. Przecież to będzie masakra. - jęknęłam - Olek i Filip wzięli się za muzykę
Patrzyłam na nich jak zawzięcie z zadowoleniem szukają czegoś w komputerze. Po chwili w głośnikach rozbrzmiała się piosenka Gangu Albanii. Zaczęli wymachiwać rękoma, a ja zakryłam twarz dłonią. Po chwili jednak zmienili na jakieś disco polo. Zaczęłam kiwać się na krześle.
- Trzeba rozruszać tą imprezę. - Olek podał Weronice rękę.
- Ja tańczyć nie potrafię.- zapierała się
- No dawaj. - namawiał ją
- Dobra. - poddała się
- Zięciu czekaj, czekaj. - podszedł do nas tato - Jeszcze ze mną nie piłeś.
Tato napełnił jego kieliszek białą cieczą. Podnieśli kieliszki i wypili na raz. Olek szybko wziął mój sok i natychmiast popił.
- Dobra, idziemy. - wyciągnął moją siostrę na środek sali
Nie mogłam uwierzyć, że to mój chłopak. Nigdy bym nie powiedziała, że on tak dobrze tańczy ! Weronika normalnie fruwała nad parkietem. Po dwóch piosenkach wrócił do mnie. Oczywiście Michał dopatrzył się, że jego braciszek nie pił, więc polał mu. Gawliński brał każdą kobietę do tańca. Był w swoim żywiole. Później zaczął wygłupiać się z Filipem. Chyba działanie alkoholu zaczęło się ujawniać. Zawołałam chłopaka do siebie. Usiadł i objął mnie ramieniem.
- Czy oprócz tańca uprawiasz jakiś sport ? - zapytałam
- Kolarstwo i gram w nożną. Ale w siatkówkę i w ręczną też chętnie popykam. - uśmiechnął się - Zbieramy już się do domu.
Popatrzyłam dookoła i rzeczywiście wszyscy się zbierali. Zegarek wskazywał 23.37. Wzięłam swoją kurtkę i założyłam ją.
Cała nasza zgraja rozdzieliła się na krzyżówce. Moja rodzina miała nocować u wujka Romana, a Olka u Michała.
- Odprowadzę cię. - objął mnie ramieniem
Ciągnęliśmy się na końcu. Stanęliśmy przed domem Żurków.
- To do jutra. - nachylił się aby dać mi buziaka, ale ja się odsunęłam
- Śmierdzisz wódką. - jęknęłam
Spuścił głowę i zrobił smutną minę. Wyglądał tak słodko, że nie mogłam się oprzeć.
- No chodź tu. - położyłam dłoń na jego policzku i zatopiłam moje wargi w jego.
- Dobranoc. - uśmiechnął się i ruszył w głąb ulicy
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się i weszłam do domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



