sobota, 3 września 2016

Rozdział 35

DWA TYGODNIE PRZED ŚLUBEM

     Obudziłam się koło Olka. Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 8.09. Przeciągnęłam się i wtuliłam się w chłopaka.
- Wstawaj. - szepnęłam - Bo spóźnisz się do pracy i będziesz na mnie zły.
- Wcale bym nie był. - rozciągnął się
- No tak, oczywiście. Zaraz by było, czemu mnie nie obudziłaś ?
- Oj tam. - schował twarz w moich włosach
- Rodzice są w domu, mają wolne. - oznajmiłam
- Jakoś się wymknę. - zachichotał - Życie na krawędzi.
- Musisz iść do tej pracy ?
- Tak. - podniósł się
I takie z nim gadanie. Mimo mojego beztroskiego życia, przez ostatnie dni bardzo się stresowałam. Alek ciągle chodzi do pracy, prawie w niczym mi nie pomaga. Nie mogę spać i ciągle jestem zmęczona. Naprawdę przygotowania do ślubu, to ciężka robota. Wyszedł do łazienki. Korzystając z okazji, wrzuciłam mu do torby kinder bueno z karteczką Miłej pracy :) . Chciałabym, żeby trochę przystopował, pomógł w czymś, a szczególnie był przy mnie. Wyglądało to tak, jakby ślub nie był dla niego ważny, tylko zwyczajny dzień. Z dnia na dzień mam większe wątpliwości czy chcę tego. Jeżeli w przyszłości będę potrzebowała jego pomocy, a on sobie będzie dalej pracował, to ja nie chcę takiego męża. Kocham go bardzo, no ale jednak... Nie mówiłam mu o tym i nie powiem. Nie chcę, żeby wybuchła z tego jakaś niepotrzebna kłótnia.
- Jak dzisiaj pracujesz ? - zapytałam chłopaka, gdy wrócił z toalety
- Od 10 do 13 i później od 17 do 19. - oznajmił
- Super. - westchnęłam
- Oj Monika. - podszedł do mnie - Przecież przyjadę do Ciebie po 13. - przytulił mnie
- Wow. - szepnęłam i odsunęłam się od niego.
- Co jest ?
- Nic. Po prostu jestem zmęczona już tym wszystkim.
- To odpocznij. - uśmiechnął się
- Ciekawe kiedy. Wszystkim muszę zajmować się ja. Każdy najdrobniejszy szczegół muszę ja dopracować, bo oczywiście ty ciągle jesteś w pracy i to cię zwalnia od wszystkiego. - lekko zdenerwowana wyszłam z pokoju
Poszłam do łazienki i tam załatwiłam swoje potrzeby. Nie chciałam z nim rozmawiać. Trochę się tego bałam, ale też byłam na niego zła. Po przemyśleniach postanowiłam wrócić. Zastałam go stojącego przy oknie. Jak zwykle wyglądał przystojnie. Do tego elegancko ubrany do pracy. Cudo. Musiałam zrobić mu zdjęcie.
- Kocham Cię. - pocałował mnie i wyszedł
Jak widać on też nie chciał rozmawiać. Położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Jak ja bym chciała zasnąć. Wyspać się i znowu poczuć się normalnie, a nie ciągle zmęczona. Moje oczy robiły się coraz cięższe, a świadomość po chwili uciekała. I wtedy stało się to, co od tygodnia przychodziło mi z trudnością. Zasnęłam.
         Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Niechętnie otworzyłam oczy i przeciągnęłam się. Odnalazłam telefon i wzięłam go do ręki. Dziękuję kochanie :) :* Uśmiechnęłam się. Wiem, że się uśmiechał pisząc tę wiadomość. Z miarę dobrym humorem wyszłam z pokoju.
- Cześć mamo. - przywitałam się
- Cześć. - posłała mi uśmiech - W końcu zasnęłaś.
- Jakoś mi się udało.
- Siadaj i jedz. - na stół położyła kanapki z serem białym i sok pomarańczowy.
Chętnie zajęłam miejsce i wzięłam się do jedzenia. Kanapki były pyszne, za to sok mi nie smakował, bo był jakiś kwaśny. Chyba się zepsuł.
- Gdzie tato? - zapytałam
- Pojechał na zakupy. Mieli coś tam z Olkiem załatwić. - oznajmiła
Dochodzi godzina 13, a ja nadal byłam w piżamie. Wybrałam sobie luźne ciuchy i poszłam do łazienki. Uświadomiłam sobie który właśnie był. Zrobiłam szerokie oczy i szybko pobiegłam do pokoju. Odnalazłam prezent urodzinowy od Gabryśki, który miał być tylko żartem. Wróciłam do toalety bardzo zestresowana.
Po kilku minutach wydobyłam z siebie Cholera. Ubrałam się cała roztrzęsiona, ale zaraz to przemieniło się w radość. Poszłam do salonu gdzie była mama. Uśmiechnięta stanęłam przed kanapą. Popatrzyła się na mnie, a mi z twarzy zszedł uśmiech i wybuchnęłam płaczem.
- Co się stało ? - wyciągnęła do mnie ręce
Przytuliłam się do niej i szlochałam. Zaczęła gładzić mnie po włosach.
- Jestem w ciąży. - szepnęłam
- To świetnie. - uśmiechnęła się - Powinnaś się cieszyć
- Cieszę się. - oderwałam się od niej
- To czemu płaczesz ?
- Nie wiem. - przetarłam oczy
Usłyszałam jak drzwi się zamykają, a w środku rozległy się głosy mężczyzn. Pierwszy do salonu wszedł tato.
- Witam moje kobietki. - radośnie się przywitał. - Co się stało ? - mina mu zrzedła
Ja nic nie mogłam powiedzieć. Wpatrywałam się w swoje kolana.
- No nic. - zabrała głos mama - Tylko wnuka nam wymodzili.
Zapadła cisza. To było przerażające. Alek nagle znieruchomiał i patrzył na mnie.
- To super. Ha ha. - ożywił się tato i podszedł do mnie - Córa, to wspaniale. - dał mi buziaka w czoło.
- Będę tatą ? - szepnął Alek
- Nie, mamą. - rzekłam sarkastycznie
Zaczął się śmiać i mocno mnie przytulił.
- Byłaś u lekarza ? - zapytał
- No ciekawe kiedy ?! Zrobiłam tylko test.
- To ja zadzwonię do Kacpra.
- Gawliński ! Czy ty nie możesz choć na chwilę usiąść koło mnie i porozmawiać, czy coś? - powiedziałam ostro
- Tylko chcę Ci załatwić wizytę. - westchnął i odszedł na kilka metrów.
Przyglądałam mu się uważnie. To właśnie ten mężczyzna skradł moje serce. Za dwa tygodnie będę jego żoną. Z nim będę wychowywała dziecko, które noszę pod swoim sercem. Będzie bardzo dobrym ojcem. To jak opiekował się Mają było dla mnie szokiem, bo nie zdawałam sobie sprawy, że ma tak świetne podejście do dzieci. Jest opiekuńczy, ale i stanowczy. Jednak jest też szalony, więc głupie pomysły są u niego codziennością. Ale czy dorósł do roli męża ?
- Dziękuję. - tymi słowami zakończył rozmowę - Masz być dzisiaj przed 18. Wyrwę się na chwilę i przyjdę do Ciebie. - zwrócił się do mnie
- Dzięki. - pociągnęłam nosem.
- Będzie dziewczynka, jak nic. - mamy ręka opadła na moim brzuchu
- A gdzie tam. Będzie chłop. - zaśmiał się tato
- To wy sobie tu porozmawiajcie, a my z ojcem idziemy na ogród. - poderwała się mama.
- Tylko proszę was, nikomu nie mówice. - jęknęłam
Kiwnęli głowami i wyszli. Alek usiadł koło mnie i objął ramieniem.
- Przepraszam Monika. - szepnął - Jeszcze tylko jutro idę do pracy i mam wolne. Cieszę się, że będziemy mieć dziecko.
Popatrzyłam na niego i spotkał się z jego ciepłym uśmiechem. Powoli zbliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze wargi. Kiedy odsunęłam się od niego zaczęłam się śmiać. Nie wiem dlaczego, ale śmiałam się. Oparłam głowę o jego pierś i wtuliłam się w niego.
- Oj Gawliński, Gawliński. - westchnęłam - Dlaczego ja cię tak kocham ? W ogóle patrz co mi wysłał Dawid. - weszłam w galerię telefonu i pokazałam to zdjęcie.
- O niee. - jęknął
- Przystojny tu byłeś. - oznajmiłam
- Teraz już nie jestem ?
- Mniej. - uśmiechnęłam się
- Co te dwa lata potrafią zrobić z człowiekiem...
- I tak Cię kocham. - dałam mu buziaka.
      Alek został i u nas do 16.30 i pojechał do pracy. Mogłam chociaż trochę z nim porozmawiać.
Do kliniki pojechałam z mamą. Poszła ze mną na korytarz. Wysłałam tylko sms do Alka, że wchodzę i zapukałam do gabinetu.
- Proszę! - usłyszałam i weszłam do środka
- Cześć. - powiedziałam nieśmiało
- O, cześć ! -  szeroko uśmiechnął się doktor - Co Cię do mnie sprowadza?
- Chyba jestem w ciąży. - cały czas byłam zestresowana
- Test robiłaś ?
- Tak, był pozytywny.
- To zapraszam. - pokazał na leżak - Zaraz się przekonamy.
Położyłam się i obserwowałam co poczynia ginekolog.
- A gdzie Alek ? - zapytał
- W pracy.- westchnęłam
- Zaczynamy bez niego ? - popatrzył na mnie
- Tak.
Nałożył żel i rozległo się pukanie do drzwi, które się otworzyły.
- Jestem. - podszedł do mnie chłopak
- Już mieliśmy zaczynać bez Ciebie. - zaśmiał się Kacper i zaczął mnie badać.
Skupiony wpatrywał się w monitorek.
- Więc... -westchnął - Wygląda na to, że to 4 tydzień. - stwierdził - O tutaj. - wskazał plamkę na ekranie - Gratuluję
Olek złapał mnie za rękę i pocałował
- Wszystko jest dobrze. - ginekolog zabrał głos.
       Wyszliśmy na korytarz, gdzie zastaliśmy mamę z moim przyszłym teściem.
-Będziesz dziadkiem. - poklepał go po ramieniu Alek
- No gratuluję ! - przytulił mnie
- Muszę wracać do pracy. - chłopak dał mi buziaka i poszedł do swojego gabinetu.
     W drodze powrotnej kazałam mamie zawieść mnie na plebanię.
- No hej. - przywitał się ze mną duchowny
- Hej. -uśmiechnęłam się i przytuliłam go
- Co tam ?
- Muszę porozmawiać. - westchnęłam
- Słucham. - usiedliśmy na ławce
- Jestem w ciąży. - walnęłam prosto z mostu
Patrzył się przed siebie. Z jego twarzy nie mogłam wyczytać żadnych emocji. Jednak wydawało mi się, że był zły.
- To był tylko raz. - schowałam twarz w dłoniach - Tylko raz i od razu dziecko.
- Ej, ej, ej. - położył dłoń na moich plecach - Przecież nic nie powiedziałem. Ale gratuluję, to wspaniała wiadomość. - uśmiechał się - Wspaniale, że wam się udało.
- To nie było planowane. - zachichotałam
- Na spontanie zawsze jest najlepiej.
- Jesteś najlepszym księdzem na świecie! - zaczęliśmy się śmiać - Muszę o tym powiedzieć księdzu, nie ?
- No raczej.
Zaczął dzwonić mi telefon. Odebrałam, bo to mama. Oznajmiła, że nasz ksiądz złamał nogę i przez ponad miesiąc nie może odprawiać mszy. Nie zadowliła mnie ta wiadomość. Ale ponoć już załatwił zastępce, więc spoko.
- Jak będzie chłopiec, nazwę go Kuba. - uśmiechnęłam się
- Niech wam Bóg błogosławi. - pocałował mnie w czoło.


Proszę o komentarze :)

wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 34

      To już rok minął od tamtego dnia, gdy wracaliśmy z Alkiem z naszych pierwszych wspólnych wakacji. Wszystko szło świetnie, wyjechaliśmy po 18. Drogi nie były zatłoczone, więc chłopakowi dobrze się prowadziło. Jednak po jakiś 2 godzinach jazdy wszystko się zmieniło. Nasz spokój przerwał samochód jadący z bardzo dużą prędkością prosto na nas. Cała energia skumulowała się na lewy bok. Pamiętam tylko, że straciłam przytomność.
Od tamtej pory nie miałam kontaktu z Alkiem. Jego rodzina zabroniła mi z nim rozmawiać, czy widywać. Nie miałam prawa się do niego zbliżyć. Dowiedziałam się, że Gawliński jeździ na wózku, bo ma porażenie czterokończynowe. Małej amputowali prawą nogę. A mi nic się nie stało, jedynie złamanie kciuka.
Poszłam do jego domu. Otworzyła mi kobieta - jego opiekunka.
- Jestem umówiona z Panem Aleksandrem. - uśmiechnęłam się
- Powiem mu. - chciała odejść
- Nie trzeba, on wie, że miałam przyjść. - minęłam ją
Znalazłam się w przestronnej przybudówce. Powędrowałam do salonu, gdzie go zobaczyłam. Siedział twarzą do okna. Miał dłuższe włosy.
- Hej. - wydusiłam nieśmiało
Odwrócił się po chwili z lodowatym spojrzeniem.
- Co ty tu robisz ? - zapytał
Jego zarost przerodził się w bodę. Nie wyglądał już tak przystojnie jak kiedyś, ale ja nadal go kocham.
- Chciałam Cię zobaczyć. - szepnęłam
- Już zobaczyłaś, możesz iść. - warknął
- Alem proszę Cię. Daj mi szansę.
- Szansę na co ?! Do tej pory, ani razu Cię tu nie widziałem !
- Bo twoi rodzice nie chcieli mnie dopuścić !
- Monika, proszę cię, wyjdź. - patrzył na mnie ostro
- Chcę Ci coś pokazać. Daj mi minutkę - I wyszłam do przedpokoju.
Stał tam wózek dziecięcy, z którego wyciągnęłam niemowlę. Zaniosłam ją do salonu. Zniżyłam ją tak, żeby mógł ją zobaczyć.
- Ładna. - chrząknął - Gratuluję. Cieszę się, że ci się udało ułożyć życie z kimś innym.
- Alek, to jest twoja córka. - do oczu napłynęły mi łzy
- Jak to ?
- Pamiętasz tę noc nad morzem ?
- Tak. Jest śliczna, ale nie mogę.
- Alek, ja Ciebie kocham. Kocham Cię bardzo.
- Ja ciebie też i dlatego nie mogę pozwolić na to, żebyś zniszczyła sobie życie przeze mnie.
- Co ty mówisz ? Ja chcę być z Tobą.
- Nie chcesz. Życie ze mną to udręka. Nie mogę się ruszać, jedynie tylko głową i trochę prawym ramieniem. Nie mogę nawet wziąć na ręce córki. Nic sam nie mogę zrobić. Nic dla ciebie nie mógłbym zrobić, uszczęśliwić cię. Nie mogę się kochać z tobą. Dlatego zasługujesz na kogoś normalnego.
- Alek, ja chcę tylko ciebie ! - pisnęłam i złapałam jego twarz w dłonie - Tylko Ciebie.
Pocałowałam go tak jak zawsze. Włożyłam w to całe serce.



































      Obudziłam się gwałtownie. Leżałam koło Olka, ale nie wiedziałam co się dzieje. Czy on jest kaleką ? Nagle jego ręka wylądowała na moim brzuchu.
- Co się stało kochanie ? - zapytał z troską.
Położyłam się na boku i splotłam nasze dłonie.
- Śniło mi się coś strasznego. - szepnęłam
- Słucham.
Opowiadałam mu o wszystkim. Przez ten cały czas wpatrywał się uważnie w moje oczy. Wiedziałam, że chłonie każde moje słowo. Interesowało go, to co opowiadam.
- To było straszne. - zakończyłam moją opowieść.
Jego dłoń opadła na moich nagich plecach.
- Nigdy Cię nie opuszczę. - szepnął
- Ale jakbyś wylądował na wózku, dalej byś mnie chciał ?
- Raczej tak. - uśmiechnął się - Ale nie myśl o tym.
- Jakoś nie mogę. - westchnęłam
- To ja to zmienię. - wsunął się pod kołdrę i poczułam jego ciepłe wargi na mojej klatce piersiowej i schodził w dół. Było przyjemnie, te przyjemności bardzo mnie podniecały. Kiedy był przy pępku rozległ się głoś Majki.
- Wujeeek !!
Szybko zanurzyłam palce w jego czuprynie i pociągnęłam do góry.
- Idź po nią. - szepnęłam
Przesunął się do przodu i położył się na mnie. Wpatrywałam się w jego twarz. Czułam na całym ciele ciepło jego nagiego ciała. Namiętnie mnie pocałował i wygrzebał się z łóżka. Obserwowałam ruchy jego nagiego ciała. Jego mięśnie były ładnie wyrzeźbione. Przygryzłam dolną wargę. Wsunął na siebie bokserki i poszedł do małej. Usłyszałam ich radosne śmiechy. Szybko odnalazłam koszulkę Alka i założyłam ją. Majtki leżały koło łóżka i szybko je wsunęłam. Po chwili rozległ się tupot malutkich stóp i w stronę łóżka biegła blondyneczka.
- Heeeej. - rozłożyłam ręce i czekałam aż się wtuli - Jak się spało ?
- Dobrze. - uśmiechnęła się
Chłopak położył się i przykrył kołdrą.
- Masz bajki. - włączył telewizor wiszący na przeciwnej ścianie
Poszłyśmy w jego ślady i przykryłyśmy się kołdrą. Przez chwilę oglądałam bajkę, ale później nie mogłam się skupić, bo Alek położył swoją dłoń na moim udzie i jechał w górę. Szybko złapałam ją i położyłam na łóżku. Kątem oka dostrzegłam, że się uśmiecha. Wplotłam stopy w jego łydki i zerknęłam na niego. Nie rozłączając warg posłał mi uroczy uśmiech.
     Po śniadaniu poszliśmy na plac zabaw, bo na plażę pogody nie było. Mała poznała jakąś dziewczynkę i wspólnie zajęły się zabawą. Siedzieliśmy na ławce obserwując małą Gawlińską. Chłopak objął mnie ramieniem, a ja złapałam jego dłoń i oparłam się o jego korpus. Bardzo miłe uczucie, jak oglądasz radosne dziecko. Zdecydowałam, że chcę mieć pociechę. Chcę mieć osóbkę, która ma coś w sobie po Alku.
- Oluś. - zaczęłam
Zobaczyłam jak na jego twarzy pojawia się grymas.
- Dziwnie jak mówisz do mnie Olek. Dawno tak nie mówiłaś. - zaśmiał się - Ale mów jak chcesz. W twoich ustach wszystko brzmi ładnie.
- Dobra Aleks. - klepnęłam go w nogę
- Ej.
- Dobra, już nic nie mówię.
- No ale coś chciałaś powiedzieć. - gładził moje ramie. - Przepraszam. Powiedz mi, proszę.
- Chciałam tylko powiedzieć, że chcę mieć z tobą dziecko, ale to nic takiego.
- Na prawdę ? - ożywił się - Dziękuję Ci. - pocałował mnie w głowę. - Będziemy mieć ślicznego Andrzeja.
- Andrzeja ? - zaśmiałam się
- No a czemu nie ?
- No dobra. - westchnęłam
      Po obiedzie wybraliśmy się na ostatni spacer po Pustkowie.
- Ja chcę zagrać. - podbiegła do stołu "talerzy" dla dzieci.
- Ciocia z tobą zagra. - uśmiechnął się Olek
- Nie. Ja chcę z tobą. - złapała za rękę chrześnica
- Ale... - chciał się wykręcić
- Wujek ! - jęczała mała
- Dobra. - westchnął i podeszli do stołu.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu jak patrzyłam na jego długą sylwetkę zgiętą w pół przy tym malutkim stole. Oczywiście musiałam wysłać Snapa.
- Zraz chyba plecy mi strzelą. - zachichotał
- Wygrywam. - radowała się mała
- Brawo. - uśmiechnęłam się
- Monika, cześć. - dobiegł mnie głos kobiety
- O,  cześć. - poklepałam ją po plecach, kiedy zamknęła mnie w objęciach
- Co tam ? - pytała
- A dobrze. Z narzeczonym jestem na wakacjach. - pokazałam na Olka - A co tam u Ciebie ?
- Dobrze, dobrze. Z rodzicami przyjechałam. - uśmiechnęła się - A co u... - zawahała się - Filipa.
- Dobrze. - szybko ucięłam
- Ma kogoś ?
- Nie.
- A może wiesz, czy chciałby do mnie wrócić ? Bo tak sobie myślałam, że zadzwonię do niego i się z nim umówię.
- Zostaw go w spokoju. - warknęłam - Już nie dość spieprzyłaś mu życie ?
- Monika, daj spokój...
- Co daj spokój ? - wszystko we mnie buzowało - Podnosił się z tego przez rok ! Dopiero niedawno zaczął normalnie żyć!
- Widzisz, nie ma dziewczyny, więc chyba to znaczy, że na mnie czeka.
- Taa, albo znaczy, że ktoś tak dobitnie spieprzył mu życie, że teraz nie potrafi zaufać nikomu.
- Jak zwykle kochana siostra. - westchnęła - Ty lepiej pilnuj swojego chłoptasia, bo pierwsza lepsza nim się zajmie.
Alek chyba to usłyszał, bo podszedł do nas.
- Jakiś problem ? - zapytał
- Ja żadnego nie mam. Tylko ta twoja Monika robi aferę. - podniosła brew - Życzę miłych wakacji i wierzę, że jeszcze się spotkamy - wyminęła nas
- Kto to ? - zapytał
- Była Filipa. - westchnęłam
- Aaa. Opowiadał mi o niej. Kawał z niej...
- Suki. - dokończyłam - Chce do niego wrócić. Ale Filip nie jest głupi.
      Spotkaliśmy  się jeszcze z Sabiną i jej chłopakiem. Chłopacy znaleźli wspólne tematy, bo tamten jest kardiologiem.
      Wyjechaliśmy po 18 i wszystko było super. Żadnych korków, wszystko szło gładko. Nie powiem, ale stresowałam się tą podróżą. Jednak wszystko poszło dobrze i przed 22 byliśmy pod domem Gawlińskich. Oddaliśmy małą dziadkom i pojechaliśmy do mnie. Była piękna noc, więc wzięłam koc i rozłożyłam go na ogródku.
- Zostaniesz ? - zapytałam chłopaka
- Na chwilę mogę. - uśmiechnął się i położył się koło mnie
Kocham oglądać gwiazdy. A tamtej nocy była bardzo dobra widoczność. Znałam wiele konstelacji dzięki Filipowi, który jako astronom często mi pokazywał je i opowiadał o nich. Splotłam palce z palcami chłopaka.
- Brakuje tu Filipa. - westchnęłam - Gadałby ciągle o jakiejś gwieździe. Ale to kocham.
- Ja ci nie opowiem. Przepraszam. - szepnął - I wiem, że Filipa nigdy nie zastąpię, ale nawet tego nie chcę. Ale mogę Ci powiedzieć, że kiedyś często siedzieliśmy pod gwiazdami z Filipem. Raz z nami siedziałaś. Było fajnie.
- O której idziesz do pracy ? - zapytałam
- O 10.
- Czyli nie zostajesz. - westchnęłam i przytuliłam się do niego - Dziękuję za wakacje.

Rozdział 33

    Obudził mnie dźwięk zamykanych drzwi. Przetarłam oczy i spostrzegłam się, że Alek poszedł pod prysznic. Był obrażony. Zawsze jak się denerwuje, to biega. Nie miałam zamiaru na tego znosić. Szybko wstałam i w mgnieniu oka ubrałam się. Szum wody lecącej z prysznica zagłuszał wszelkie moje ruchy, więc bez stresu mogłam się wymknąć.
    Spacerowałam samotnie chodnikami Pustkowa. Wczesna godzina odstraszała ludzi, więc jak spotkałam kogoś co 5 minut, to był cud.
Powędrowałam na plażę, usiadłam i podciągnęłam nogi pod brodę. Kocham tego wariata i to bardzo mocno, ale obrazić się za coś takiego to lekka przesada. Nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Po wyrazie jej twarzy widziałam, że jest zdenerwowana.
- Powiedz, że pokłóciłaś się z chłopakiem. - zwróciła się do mnie
- Można tak powiedzieć. - westchnęłam
- O jaka ulga. - odetchnęła i usiadła koło mnie - Sabina - podała mi rękę.
- Monika.- uśmiechnęłam się
Bardzo miło rozmawiało mi się z dziewczyną zdenerwowaną na chłopaka. Poznawałyśmy się nawzajem i bardzo ją polubiłam. Jest z pod Olsztyna i przyjechała tu na wakacje z chłopakiem.
- Wiesz co, będę się zbierała. - oznajmiłam po dwóch godzinach rozmowy. - Ale spotkamy się jeszcze. Zdzwonimy się.
      Weszłam do pokoju i zobaczyłam jak Alek robi kanapki dla Majki. Popatrzył na mnie ze złością.
- Gdzie byłaś ? - zapytał oschle
- Przejść się. Nie mogę ?
- Jasne, że możesz. Ale równie dobrze, możesz mnie o tym poinformować.
- Mogę, ale nie muszę.
Podeszłam do stołu i posmarowałam chleb serkiem białym. Usiadłam na przeciwko chłopaka i w ogóle się na niego nie patrzyłam. Tylko raz mój wzrok powędrował na niego i wybuchłam, jak zobaczyłam w jego oczach niechęć do mnie. Podeszłam do niego i złapałam za żuchwę kierując ją w stronę mojej twarzy.
- Jeszcze walnij takiego focha na Majkę ! Na niej się wżywaj ! W końcu to ona przerwała. - powiedziałam twardo i odepchnęłam jego głowę.
Wszytko we mnie buzowało, cała chodziłam.
- Ciocia, a zrobisz mi warkoczyki ? - zza pleców dobiegł głosik dziewczynki
- Jasne kochanie. - odwróciłam się do niej z uśmiechem i pogłaskałam
- Jak będę duża, chcę być taka ładna jak ty. - wystawiła swoje ząbki
W oczach stanęły mi łzy.
        Poszliśmy na obiad po 16 i przez cały ten czas nie odzywaliśmy się do siebie. Tylko powiedział mi co chce na obiad.
- Powiedz panu, co chcesz do jedzonka. - zwróciłam się do małej przy okienku do zamówień
- Frytki. - pisnęła i zaczęła się szczerzyć.
- Już trzeci dzień jesz frytki. - westchnęłam - Ale to będzie na wujka.
Na obiedzie siedziałam jak na szpilkach. Popatrzyłam na niego. Na zaroście pokrywającym jego policzek pozostał sos czosnkowy. Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku i wpatrywałam się w jego oczy.
- Masz coś tu. - szepnęłam i wytarłam sos
- Dziękuję.
Jego oczy jakby złagoniały, ale zaraz odwrócił głowę.
Kiedy wróciliśmy do domu i mała zasnęła zadzwonil  mi telefon.
- Halo ? - odebrałam
- No hej siostrzyczko. - usłyszałam radosny głos Filipa
- Hej. - szepnęłam
- Co tam słychać ? Jak wakacje ? Mama mi mówiła.
- A jakie mogą być ? - łamał mi się głos - Przecież jestem z Alkiem, to jest wszystko idealnie - łza spłynęła mi po policzku.
Szybko poszłam do łazienki.
- Co się dzieje ? - zapytał
- Filip, ja nie wytrzymuję. - szlochałam - Chcę do domu. Chcę do Ciebie.
- Ciii. - uspokajał mnie - Zawsze jestem z Tobą.
- Wiem, ale
- Kochasz go ? - przerwał mi
- Oczywiście, że go kocham.
- To zrób ten pierwszy krok. Nie unoś się dumą, tylko działaj !
- Nie cierpię, jak masz rację. - westchnęłam
- Kończę kochana. Dasz radę. Paa.
- Dziękuję i pa. - rozłączył się
Oparłam się o zlew i wzięłam głęboki wdech. Rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Pewnie Majka chce siusiu. Przetarłam palcami moje oczy i powoli otworzyłam drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu nie było tam Majki. Stał Alek.
- Przepraszam. - szepnęłam i znowu zaczęłam płakać
Szybko się nie zastanawiał i przytulił mnie.
- To ja przepraszam. - gładził mnie po głowie - Zachowałem się jak ostatni kretyn.
- Dasz mi buziaka ? - wpatrywałam się w jego brązowe oczy
- Żeby to jednego ! - złączył nasze wargi
Splotłam ręce na jego karku i zaplotłam dłonie na jego biodrach. Bardzo szybko pozbył się mojej koszulki, a ja jego. Przeniósł mnie na łóżko ciągle namiętnie całując.
       Leżeliśmy koło siebie z przyśpieszonym oddechem. Odwróciłam się do niego i położyłam głowę na jego piersi. Delikatnie jeździłam po brzuchu, który był wilgotny od potu.
- Było cudownie. - szepnął
Podparłam się na łokciach i przypatrywałam jego twarzy. Teraz był dla mnie o wiele przystojniejszy i bardziej kimś ważnym. Wilgotny kosmyk włosów opadał na jego czoło. Delikatnie palcami przesunęłam go na jego miejsce.
- Kocham Cię. - pocałowałam go
- Ja Ciebie też, Monia. Ja Ciebie też. - westchnął
- Alek. - nagle znieruchomiałam - Chyba nie powinniśmy tego robić. Przed ślubem i to tylko miesiąc.
Objął mnie ramieniem i mocno przytulił. Przypominałam sobie jak dotykał moje ciało. Jego usta na mojej szyi. Wtuliłam się w jego nagi tors. Zdecydowanie to ten jedyny i chcę z nim być do końca życia.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 32

POŁOWA SIERPNIA

   Przez ostatni miesiąc sporo się działo. Wiele przygotowań do ślubu i wesela. Jak tradycja nakazuje tato kupił mi suknię. Oczywiście  Alek jej nie widział i nie zobaczy aż do ślubu.
Wybraliśmy się również na ten koncert Remediego i Manuela. Skakaliśmy ze spadochronem, co przyniosło nam niezłą frajdę. Jako że jestem osobą lubiącą zabawę i ryzyko, to nie przerażała mnie wizja skoku. Ani trochę się nie zawahałam, tak samo jak pozostała trójka. Skok to jest wspaniałe przeżycie.
    Mój Aluś wrócił z pracy po 20 i stwierdził, że jak ma 4 dni wolnego, to jedziemy nad morze. Nie byłam co do tego przekonana, ale po kilku minutach zdołał mnie przekonać. Do tego Michał przywiózł na wakacje Majkę, bo Zuzia pojechała na kolonię, a oni pracowali. Żeby małej nie było smutno, zaoferowaliśmy rodzicom Gawlińskiego, że ją zabierzemy ze sobą.
Wyjechaliśmy o 4 rano. Mała zasnęła od razu w foteliku. Oparłam się wygonie o zagłówek i wyglądałam za okno wypatrując za czymś w tych ciemnościach.
- Ty coś spałeś ? - przyglądałam się skupionej twarzy ukochanego.
- Z godzinę. - uśmiechnął się
- Jesteś nienormalny. - westchnęłam - Cieszę się, że tam jedziemy. To będą nasze pierwsze wspólne wakacje, - uśmiechnęłam się.
Wystawił do mnie dłoń, a ja położyłam na niej moją. Ścisnął ją i przytknął do swoich warg.
- Jesteś taki przystojny. - westchnęłam
Nagle samochód zaczął zjeżdżać i zatrzymał się na poboczu. Zdezorientowana rozglądałam się. Chłopak złapał moją twarz i złączył masze wargi w namiętnym pocałunku.
- Przepraszam. - oderwał się ode mnie i wpatrywał w moje oczy. - Podnieciłaś mnie i nie wytrzymałem.
- Przecież nic się nie stało. - posłałam mu uśmiech
- Jesteś śliczna. - wystawił rząd swoich białych zębów i ruszyliśmy.
- Jak tam w pracy ? - zapytałam
- Dobrze. - urwał - Ale potrzebowałem tego urlopu. Muszę trochę odpocząć od tych wszystkich... - zawahał się - Czasami mam wszystkiego dość. Mam ochotę wybiec z tego szpitala, wydrzeć się i nigdy tam nie wrócić. Ale nie mogę. Czasami żałuję, że wybrałem ten zawód. To jest na prawdę cholernie ciężki zawód. Czasami boję się, że nie dam rady. - te ostatnie zdanie wyszeptał
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - poklepałam jego ramie
- Wiem. - uśmiechnął się lekko - Ale to nie jest takie proste. Wiesz sama, że pracę zostawiamy w szpitalu, a sprawy rodzinne w domu. Nie mogę z tobą rozmawiać o wszystkim, bo obowiązuje mnie tajemnica. Jednak staram się dzielić się z tobą wszystkim i może czasami zawodzę, ja na prawdę się staram.
- Wiem Alek. Nigdy mnie nie zawiodłeś.
- Chcę bajkę. - z tyłu samochodu dobiegł zaspany głosik dziewczynki
- A jaką? - zapytałam
- Krecika.
Wyszukałam na internecie bajkę i ustawiłam, żeby automatycznie rozpoczął się kolejny odcinek. Dałam małej telefon, a ta rozpromieniła się.
 Po 2 godzinach jazdy zjechaliśmy na przystanek. Poszliśmy do toalety, później coś przekąsiliśmy. Kiedy Alek oparł się o samochód, to przytuliłam się do niego.
Do celu dotarliśmy przed 9. Z łatwością dotarliśmy na miejsce, bo w dzieciństwie bywaliśmy w tej miejscowości. Na szczęście nasz pokój był wolny i zaraz po przyjezdzie mogliśmy do niego wejść. Kiedy wyciągaliśmy torby Majka zaczęła biegać i w pewnym momencie wybiegła na uliczkę.
- Majka ! - krzyknął na nią Alek i od razu do niej ruszył - Co ja ci mówiłem o bieganiu?
- Pseplasam. - mała spuściła głowę i złapała go za rękę
- O, a kogoż my tu mamy. - z budynku wyszło kilka osób.
- Cześć wam. - zadowolił się Gawliński na widok rodziny - Cześć ciocia, cześć wujek. - podał rękę mężczyźnie - ciocia Ula z wujkiem też są ?
- Tak, tak.
- Długo jesteście? - chłopak był zadowolony
- Tydzień. Właśnie dzisiaj wieczorem wyjeżdżamy.
- Szkoda. My tylko na cztety dni, ale zawsze to już coś. - uśmiechnął się.
Po wniesieniu toreb, Alek rzucił się na łóżko i pozostał w bezruchu.
- Idę spać. - oznajmił
- Wujek, ale jest dzień. - zachichotała Maja
   Rodzinka zaprosiła nas na kawę, a że my grzeczne osóbki, to nie odmówiliśmy i poszliśmy tam. Kuzynki obrały sobie Alka za cel i ciągle robiły sobie z nim snapy. Jemu oczywiście to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie ! Był w siódmym niebie.
Dzień był ciepły i słoneczny, więc wyjście na plaże było obowiązkowe. Rozłożyliśmy się całą rodzinką. Wygodnie położyłam się koło ukochanego i zamknęłam oczy. Czułam się cudownie. Szum fal działał na mnie kojąco. Chłopak położył się na brzuchu, a jego ręka wylądowała na moim brzuchu. Nie miałam nic przeciwko temu. Lubię czuć jego bliskość. Jego obięcia są moją ostoją. Promienie słońca delikatnie muskały moje ciało. Do moich uszu co chwilę dobiegał śmiech radosnej Majki. Dzięki nastolatką mogłam mieć chwilę dla siebie. Na skroni czułam miarowy oddech chłopaka. Zasnął. Delikatnie wzięłam jego rękę i ułożyłam ją koło jego głowy. Oparłam się na łokciach i popatrzyłam na jego plecy. Z tak grzejącym słońcem szybko staną się czerwone i będzie cierpiał. Dobrałam się do plecaka, w którym odnalazłam krem do opalania. Wycisnęłam niewielką ilość na dłoń i uklęknęłam nad jego plecami. Delikatnie położyłam dłonie i rozprowadzałam krem. Gawliński poruszył się i podniósł ociężałe powieki.
- Śpij. - rzekłam kojąco - Posmaruję cię, bo później będziesz jęczał.
Uśmiechnął się tylko i ponownie pogrążył się w śnie.
Z plaży zeszliśmy po 15, ze względu na małą. Pewnie gdyby nie ona, zostalibyśmy jeszcze do 17. No ale sami się na to pisaliśmy.
Po pysznym obiedzie wybraliśmy się na spacer.
Pożegnaliśmy rodzinkę i poszliśmy do pokoju. W sumie to był pokój z mniejszym pokoikiem i łazienką. Oczywiście Majka bała się sama spać, to siedziałam z nią dopóki nie zaśnie.

NASTĘPNY DZIEŃ

Przywitało nas szare niebo za oknem. Odebrało mi to najmniejsze ochoty do wstawania, ale przewróciłam się na drugi bok i od razu się rozpromieniłam. Pogrążony w śnie chłopak wyglądał tak niewinnie. Nieprzezwyciężona pokusa wysłała moją dłoń na jego policzek. Pod palcami czułam jego zarost, który dodawał mu tyle męskości. Po chwili kąciki jego ust powędrowały do góry.
- Dzień dobry kochanie. - przywitałam się
- Dzień dobry. - mruknął i dał mi buziaka
Majka dała o sobie znać. Alek po nią poszedł, a ja udałam się do toalety.
     Śniadanie zjedliśmy z apetytem i udaliśmy się na wycieczkę do miejscowości obok, która była oddalona o niecałe 2 kilometry. Mała w połowie drogi straciła siły, wiec dobry wujek wziął ją na barana, co ją zachwyciło. Musieliśmy zahaczyć o napotkany plac zabaw, bo inaczej skończyłoby się to krzykiem Majki przez następne minuty. Ale widok tej radości na jej twarzy wybaczał wszystko. Poczułam się przez chwilę, jakby to była moja córka.
    Cały dzień byliśmy poza domem. Dlatego zaraz po prysznicu mała padła jak zabita.
Leżałam w łóżku i czekałam na mojego ukochanego. Wyszedł z łazienki w samych bokserkach i podszedł do łóżka.
Jego wyrzeźbione ciało tak mnie pociągało. Położył się koło mnie i wbił wzrok w sufit. Zrzuciłam z siebie kołdrę i usiadłam na Alku. Jego brązowe oczy przeniosły się na mnie. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Pochyliłam się nad nim i złączyłam nasze wargi. Spokojne pocałunki przerodziły się w namiętne. Włożył dłonie pod moją koszulkę, której zaraz się pozbył. Zaraz po tym oboje byliśmy nadzy.
- Jesteś tego pewna ? - sterczał nade mną
Kiwnęłam tylko głową.
- Ciociaaaaaa ! - rozległ się krzyk z drugiego pokoju
- Kurwa. - szepnął chłopak i położył się koło mnie
Po raz pierwszy słyszałam przekleństwo z jego ust. Nie dziwię się, bo sama byłam zła. Pośpiesznie założyłam majtki i koszulkę i pobiegłam do pokoiku. Majka oddychała bardzo szybko i szlochała. Usiadłam na skraju łóżka i przytuliłam ją.
- Chcesz spać z nami ? - zapytałam
- Mhm. - mruknęła wtulona we mnie
Wzięłam ją na ręce i zaprowadziłam do naszego pokoju. Alek leżał na boku i nawet nie drgnął jak przyszłyśmy. Był zdenerwowany i to bardzo. Położyłam małą między nas i zaczęłam opowiadać bajkę.

Sorki za wszelakie błedy, ale znowu pisałam na telefonie xd
Plis kom :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 31

- Monika, jedziesz ze mną na turniej ? - do pokoju wpadła siostra
- Oczywiście. Jedziemy autobusem, czy idziemy ? 
- Idziemy. - puściła mi oczko - Jesteś gotowa ?
- Tak. - uśmiechnęłam się i podeszłam do drzwi 
Na szczęście do boisk mieliśmy niedaleko. Pogoda była wręcz idealna do gry w plażówkę. Słońce świeciło, ale nie było gorąco. 
Na miejscu rozłożyłam sobie koc koło drzewa z bardzo dobrym widokiem na boisko. Wystawiłam nogi do słońca i wygodnie się położyłam. Popatrzyłam na zegarek i trochę się zmartwiłam.
Była za 5 dziewiąta, a Alka jeszcze nie ma. Widziałam jak Weronika nerwowo rozgląda się przy stoliku sędziów.
- Gdzie jesteś? - napisałam do niego sms'a
Nie otrzymywałam żadnej wiadomości, a minuty leciały. Popatrzyłam w stronę Werki i zobaczyłam jak sędzia patrzy na zegarek i smutno patrzy na moją siostrę. Ze spuszczoną głową snuła się w moją stronę. Usiadła na kocu i westchnęła.
- Może kiedyś się uda. - wymusiła uśmiech
- Myślę, że jak dasz mu wcześniej znać, to tak zmieni grafik, żeby z Tobą zagrać. - pocieszałam ją - Widziałam jak się cieszył, że go zaprosiłaś.
- Serio ?
- Tak. - uśmiechnęłam się
Z głośników dobiegały komunikaty sędziego. Pierwszy mecz zagra drużyna ,,kozaki" przeciwko drużynie ,,szwagry".
- Przecież my nie gramy.- westchnęła młoda
Dostrzegłam wysoką, chudą postać mężczyzny, który odbiera koszulki.
- Wiesz, głupi zawsze ma szczęście. - puściłam jej oczko
- Mhm. - mruknęła
Uśmiechnęłam się szeroko do mężczyzny kierującego się w naszą stronę.
- Hej. - wyciągnęłam do niego ręce.
Uśmiechnięty opadł na koc i pocałował mnie.
- Hej. - odrzekł - Masz tu koszulkę i lecimy grać. - podał Weronice strój
- Fajnie, że jesteś. Dziękuję. - siostra była rozpromieniona
- Nie mogłem Cię wystawić do wiatru. A teraz jedziemy z nim ! - podał jej dłoń i wstała
- Powodzenia. - zwróciłam się do nich.
Nie mogłam skupić się na meczu, bo ciągle obserwowałam seksowne ciało Gawlińskiego. Jego chuda lecz umięśniona postura zawładnęła mną. Poruszał się tak zwinnie po boisku. Raz jak się rzucił, to nie udało mu się obronić. Koszulka podwinęła mu się i jak wstawał dostrzegłam jego wyrzeźbiony brzuch. Pociągał mnie. W mojej głowie pojawiła się wizja, jak jeżdżę dłońmi po jego korpusie. Czuję ciepło jego skóry. Wzbudza to u mnie lekkie podniecenie. Muszę się opanować i skupić na meczu. Zorientowałam się, że mecz właśnie dobiegł końca. Po wesołych minach mojej drużyny, wywnioskowałam, że to oni zwyciężyli.
- Ładny mecz. - uśmiechnęłam się do zwycięzców mrużąc przy tym oczy.
- Mecz jak mecz, ale jaki zawodnik ładny. - poruszał brwiami i przeczesał palcami włosy
- No, przystojny był ten z kozaków. - udałam rozmarzoną
Chłopak wydał z siebie chrząknięcie i udawał, że się rozgląda.
- O, przystojny jesteś. Może pójdziemy po turnieju do knajpki ? Postawię Ci kawę. - patrzyłam się na niego uwodzicielsko
- Postawić to ty wiesz co mi możesz. - cmoknął w powietrzu i puścił szatański uśmiech
- Ja idę do koleżanki na chwilę. - oznajmiła Weronika i pośpiesznie powędrowała gdzieś na prawo.
Lustrowałam mojego narzeczonego od góry do dołu. Był tak niesamowicie zbudowany. Miał mięśnie, ale nie były one przesadnie wielkie, co wyglądało u niego seksi. Pot pobłyskiwał na jego ramionach, co mnie pociągało, chociaż nie wiem dlaczego. Może to przez to, że mam okres, a jak wiadomo w tym stanie wszystko jest takie... inne. Na samą myśl o okresie, powrócił ból w podbrzuszu. Przyszedł tak nagle i z takim impetem, że nie zdołałam tego ukryć i syknęłam robiąc przy tym grymas. Widziałam jak brązowe oczy Alka z jakiegoś celu jego obserwowania natychmiast skupiają się na mnie.
- Co się stało ? - pyta wyraźnie zmartwiony
- Przytulisz mnie ? - wymusiłam lekki uśmiech, ale wydaje mi się, że nie wyglądało to wspaniale.
Podszedł do mnie od tyłu i usiadł mając mnie pomiędzy jego nogami. Oparłam się o jego tors, a on objął mnie w talii. Czułam ciepło jego ciała, zapach potu na jego skórze. Ale mi to nie przeszkadzało.
- Co się stało ? - pocałował mnie głowę i przyłożył policzek do moich włosów.
- Okres. - jęknęłam
- Biedactwo moje. - powiedział to jak do dziecka, kiedy się udeży - Nie musiałaś przychodzić.
- Ale chciałam. - szepnęłam - Nie będziesz miał kłopotów, że wcześniej wyszedłeś ?
- Nie wiem. - zaśmiał się -  Ale zrobiłbym wszystko, żeby tu być.
- Jesteś kochany. - jego splecione palce z moimi przyciągnęłam do ust i delikanie pocałowałam.
Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Czułam jego delikatny oddech. Było tak przyjemnie. Nie chciałam go nigdzie puścić. Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie pojawił się tamten dzień, w którym zaczęliśmy chodzić. Jego nieśmiałość, spięcie i słodkość. Na wspomnienie naszego spacerku, gdzie Alek delikatnie smyrał palcami moją dłoń, bo nie był pewny czy możemy je złączyć, ciarki przeszywają moje ciało. Chłopak chyba coś wyczuł, bo jego uścisk mojej dłoni staje się mocniejszy.
    Po jakiś kilkunatu minutach poczułam ciepłe wargi chłopaka na moim uchu.
- Czekaj kochanie, muszę już iść. - zaczął cofać swoje ręce
Ale ja je złapałm i nie chciałam puścić.
- Alek... - zamruczałam - Jesteś taki seksowny.
- Miło mi to słyszeć z twoich ust. - czułam, że się uśmiecha
- Rozwalcie ich. - zadarłam głowę, aby dać mu buziaka i puściłam go
Przez kolejne mecze udawało mi się skupiać na meczu, a nie na postaci Gawlińskiego. Walczyli dzielnie i wydawało się, że grają ze sobą przez dłuższy czas. Ostatecznie zajęli drugie miejsce. I tak bardzo się z tego cieszyliśmy. Jak na pierwszy raz, to i tak wysoka pozycja.
- Oluuuś. - przeciągnęłam słodko jego imię, kiedy składali koc.
- Hmm? - mruknął nie przerywając czynności
- Mam ochotę na gofra z bitą śmietaną i owocami. - przytuliłam się do niego, zadzierając głowę z uśmiechem.
- I co ja Ci na to poradzę? - objął mnie ramieniem
- No nie wiem. - westchnęłam dalej się uśmiechając
- To chyba muszę Cię zabrać na te gofry. - wpatrywał się we mnie radosny
- Dziękuję! - wspięłam się na palce i czekałam, aż złączy nasze wargi, bo oczywiście mój wzrost nie pozwalał na swobodne dosięgnięcie celu. - Jedziesz z nami ? - popatrzyłam na siostrę
- A mogę ? - była lekko zdziwiona
- No a czemu nie ? Zawsze możesz.
- To chętnie. - posłała ciepły uśmiech
- Zadzwonię do Filipa i powiem, żeby dołączył. - wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam odpowiedni numer.
       Rozsiadłam się wygodnie w knajpkowym fotelu. Czułam jak zza lady wydobywa się zapach świeżutkich goferków. Na samą myśl ślinka ciekła.
- Więc zamawiam 2 gofry z bitą śmietaną i owocami i 3 kawy mrożone ? - był gotowy do startu
- A ty nie jesz ? - uniosłam brwi
- Nie. - uśmiechnął się
- Dlaczego ?
- Bo nie.
- Ale Olek. - jęczałam
- Nie i koniec. - bronił się
- Matko, ale jesteś kutasem. - westchnęł i odwróciłam głowę, żeby na niego nie patrzeć.
Widziałam jak na twarzy Weroniki maluje się zaskoczenie. Wiem, że trochę przesadziłam, no ale dla mnie jest to wkurzające, jak ktoś zaprasza cię na coś, a sam tego nie je. No bez jaj. Wiem, że chciał dla mnie dobrze i spełnił moją zachciankę. Ale wkurzyłam się.
Dostałam sms'a od brata, że zaraz będzie, więc domówiłam dla niego to samo, co dla nas. Ku mojemu zaskoczeniu Alek też miał gofra. Jednak widziałam po nim, że jest mu smutno i złości się na mnie. W sumie nie dziwię się, bo jak mi by ktoś powiedział, że jestem kutasem, też bym się wkurzyła i nawet coś odszczekała. Ale on jest za dobrym człowiekiem, żeby coś odpowiedzieć.
Filip przyszedł jakiś taki dziwny. Wydawał się być przestraszony i spięty. Bardzo często rozglądał się, a po naszych gwałtownych ruchach podskakiwał na fotelu. Starał się maskować i ciągle się uśmiechał i rozmawiałm. Ja nie dałam się nabrać na te sztuczki. Wiedziałam, że to przez wojsko i że trudno mu być wśród zwykłych ludzi.
Po pysznych gofrach pojechaliśmy do mieszkania chłopaka. Tak jak się umawiali, wzięli piwo do salonu i wygodnie rozłożyli się na kanapie. Ja zabrałam Werkę do sypialni i leżałyśmy na łóżku wpatrując się w sufit.
- Monika. - zaczęła - Mogę cię o coś zapytać ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się
- Ale o coś osobistego.
- Wal śmiało.
- Jak wyglądał twój pierwszy raz ?
Zaskoczyło mnie to pytanie. I nie byłam dokładnie pewna czy chodziło jej o całowanie, czy coś większego.
- Chodzi ci o...
- seks. - dokończyła za mnie
- Właściwie, to nie miałam jeszcze pierwszego razu. - uśmiechnęłam się, ale czułam, że na twarzy pojawiają mi się wypieki
Ciekawe dlaczego pyta... Może ona już jest po i chce porównać. Albo dostała propozycję i się zastanawia nad nią.
- Czyli ty z Alkiem jeszcze nic ?- oparła się na łokciu i przyglądała mojej twarzy
- Nic. - westchnęłam - Głównie to przez nogę. Ale chyba też chcę dopiero po ślubie.
- Dobry jest. - przyznała
- Sama go podziwiam.
- Kocha Cię i to bardzo. - położyła się spowrotem
- A ja jego. A ty młoda ? Baraszkowałaś już ?
- Nie. - zaśmiała się
Po dwóch godzinach pogawędek Filip przyszedł i oznajmił, że chce wracać. Zabrał Weronikę i poszli. Ja zostałam, bo czułam się okropnie.
- Wiem, że jesteś na mnie wkurzony i to rozumiem. Nie mam nic na swoją obronę. Jednak chcę abyś wiedział, że jest mi bardzo głupio. Nie wiem jak mogłam tak do ciebie powiedzieć. - do oczu napłynęły mi łzy. - Zraniłam Cię i to bez powodu. Dzięki temu przecież nic nie mogłam osiągnąć. Przepraszam. - szepnęłam i łza spłynęła mi po policzku
Alek długo się nie zastanawiając zamknął mnie w swoim mocnym uścisku.
- Dlaczego ty mi tak łatwo wybaczasz ? - tuliłam go
- Bo cię kocham wariacie. - uśmiechnął się - Bo cię kocham

Kom. Kom. Kom :)
PS. Sory za błędy, ale telefon ich nie pokazuje xD
Elo !

sobota, 20 sierpnia 2016

Rozdział 30

     Przyznam, że byłam wściekła na rodziców, gdy obudzili mnie o 6 rano. Ale jednak ze względu na to, że to moje urodziny, to nie okazałam im tego i szybko wybaczyłam.
- Przepraszam córeczko, że tak szybko, ale jedziemy z tatą na delegację i wrócimy jutro wieczorem. - usiadła na skraju łóżka.
Niewyspana przecierałam oczy i próbowałam skupić się na ich słowach.
- Wszystkiego najlepszego, Monika. - mama przytuliła mnie do siebie  - Dużo zdrówka, spełnia marzeń, no i szczególnie szczęścia z Alkiem, żeby wam się układało.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się, a w oczach pojawiły mi się łzy.
Naprawdę błam szczęśliwa. Jej słowa były szczere, prosto z serca. To da się wyczuć. Byłam jej bardzo wdzięczna. Równie dobrze mogli wyjechać bez słowa i wysłać mi życzenia sms'em, albo w ogóle ich nie składać.
- 100 lat córeczko. - przytulił mnie tato - A tutaj, taki prezencik od nas.
Zza pleców wyciągnął niewielką torebkę ozdobną i wręczył mi ją. Zaciekawiona zerknęłam do niej i ujrzałam jakieś dwie karteczki. Sięgnęłam po nie i mocno się ożywiłam.
- Dziękuję wam ! Dziękuję  ! Dziękuję ! Dziękuję ! - piszczałam
- To dobrze, że się podoba.
- Ale skąd wiedzieliście, że lubię Remady-iego i Manu-ela ? - byłam podekscytowana
- Takie rzeczy się wie, córka. - puścił mi oczko tato - Luśka, jedziemy, bo się spóźnimy.
- Dziękuję wam jeszcze raz. Miłej drogi.
- Dziękujemy i miłego świętowania.
         Po wyjściu rodziców postanowiłam dalej pójść spać. Obudziłam się dopiero po 11. Czułam się wyśmienicie. Zadowolona przeciągnęłam się i poszłam coś zjeść.
      Młoda pojechała ze mną na zakupy. Dużo osób nie będzie, no ale jednak trzeba ich ugościć.
Pogoda dopisuje, więc przyjęcie będzie na ogródku. Wszystko poukładałyśmy i miałam chwilę dla siebie. Jedynie kogo zabraknie mi na przyjęciu, to Alek. Oczywiście Filipa też bym chciała, ale tu już się przyzwyczaiłam, że go nie ma.Zabijając czas odpisywałam na życzenia na Facebook'u. Ciągle nerwowo zerkałam na telefon i sprawdzałam czy nie dostałam wiadomości. Alek dzisiaj jeszcze do mnie nie napisał. Chyba jednak zapomniał o moich urodzinach...
   Dzwonek do drzwi. Szybko poderwałam się i poszłam otworzyć. Moim oczom ukazała się Ania z Marcinem.
- Hej ! - przywitałam się radośnie - Wchodźcie.
- No to kochanie, wszystkiego najlepszego, dużooooo zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń i dużooo miłości, aby z Alkiem wam się układało i żebyście mięli jak najwięcej czasu na baraszkowanie. - poruszała brwiami i przytuliła mnie
- Dziękuję bardzo. - zaśmiałam się
- Ja dołączam się do życzeń. - przytulił mnie Marcin - I prezencik. - wręczył mi kopertę
- Dziękuję, ale nie trzeba było, przecież mówiłam. - uśmiechnęłam się
- Nie marudź. - cmoknął w powietrzu Marcin - Otwieraj, no !
Zaciekawiona odkleiłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę.
- Wy chyba sobie jaja robicie. - zrobiłam wielkie oczy i przeniosłam wzrok na nich.
- Nope.- na twarzy przyjaciółki pojawił się diabelski uśmiech
- Skok ze spadochronem dla dwóch osób. Droższego się nie dało ?
- Dało. I odmowy nie przyjmujemy, bo my też mamy wykupiony, więc idziemy razem.
- Dziękuję wam. - przytuliłam ich - A teraz zapraszam na ogród. Tak się składa, że jesteście pierwszymi gośćmi.
- Monika, co się dzieje ? - zapytała Ania, kiedy Marcin rozmawiał przez telefon
- Nic. - uśmiechnęłam się
- No przecież widzę.
- Bo Alek nie odezwał się do mnie od rana. - westchnęłam - I obawiam się, że on nie pamięta, że mam dzisiaj urodziny.
- Może jest zajęty. Z tego nie możesz wnioskować, że nie pamięta. - złapała mnie za rękę.
- Masło, jak spacerowaliśmy przed jego wyjazdem, to nie pamiętał o nich.
Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi. Kolejnym gościem okazał się być Kuba. Przywitałam się z nim i zaprowadziłam do pozostałych.
- A, zapomniałbym. - podał mi prezent zapakowany w papier ozdobny.
- Nie trzeba było. - jęknęłam - Ale dziękuję bardzo. - dałam mu buziaka w policzek
Patrzył na mnie tak jakoś inaczej.
       Przyszedł jeszcze Kamil i moja siostrzyczka. Dostałam od niej zdjęcie w wielki formacie, które przedstawiało Olka i mnie jak byliśmy dziećmi. Bardzo mi się podobało.
Siedzieliśmy wszyscy i rozmawialiśmy.
- Monika. - chrząknęła Weronika i popatrzyła na kogoś za moimi plecami.
Ciekawa odwróciłam się. Mój jakże szery uśmiech, nagle zniknął.
- Cześć. Możemy porozmawiać ? - patrzyła na mnie nie pewnie
Kiwnęłam głową i podeszłam do niej.
- Chciałam Cię naprawdę przeprosić. Jest mi głupio, że tak postąpiłam. Byłam głupia. Bardzo mi brakuje naszej przyjaźni. - stała ze spuszczoną głową - Wybaczysz mi ?
Nie byłam gotowa na tą rozmowę. Było mi jej bardzo szkoda i wiem, że mówiła prawdę i żałowała.
- No jasne, Gabson. - przytuliłam się do niej
- Dziękuję. - uśmiechnęła się szeroko - Wszystkiego najlepszego
- Dziękuję. Zostaniesz ?
- Jasne.
Zadowolona, że wszystko się między nami ułożyło zajęłam miejsce koło Kuby i dalej rozmawialiśmy. Bo jakiejś godzinie pogaduch każdy zajął się czym chciał, a ja stałam przy stoliku z chipsami i bujałam się do rytmu lecącej piosenki.
- Wszystkiego najlepszego. - kojący szept dobiegł zza moich pleców.
Stanęłam nieruchomo i po kilku sekundach odwróciłam się na pięcie.
- Alek ! - pisnęłam i wskoczyłam na niego, łapiąc za jego szyję i obejmując nogami jego pas.
Przytuliłam się do niego, zanurzyłam palce w jego czuprynie i cieszyłam się chwilą. Jego dłoń opadła na mojej głowie, a druga spoczęła na plecach. Napłynęły mi do oczu łzy.
- Nie powinieneś być na szkoleniu ? - zapytałam wciąż tuląc się do niego
- Nie, powinienem być tu, z tobą. - pogładził moje plecy.
- Kocham Cię. - szepnęłam i dałam mu buziaka.
- Dobra, schodź. - puścił mnie, ale ja nadal trzymałam się jego szyi - No Monika.
Niechętnie odczepiłam się od niego i zadarłam głowę, aby przypatrzeć się jego twarzy.
- No to wszystkiego najlepszego i dużo zdrówka, żeby nóżka już cię nie bolała i pociechy z chłopaka. - wziął ze stolika obok wielki bukiet czerwonych róż i zapakowany prezent.
- Matko, dziękuję ! - przytuliłam się mocno do niego
Wzięłam kwiaty i zaciągnęłam się ich przepięknym zapachem.
- A co do prezentu, to nie miałem pomysłu i jeszcze sobie coś znajdziesz. - wziął ode mnie kwiaty, abym mogła rozpakować.
Zaciekawiona starałam się jak najszybciej rozdzierać papier. W końcu po dłuższej walce z papierem dostrzegłam granatowy materiał. Wzięłam koszulkę i rozłożyłam w powietrzu. Moim oczom ukazała się ta koszulka Alka z uniwersytetu, która tak strasznie mi się podobała.
- Aaaa! Nie wierzę ! - zaczęłam skakać z radości - Dziękuję ! Dziękuję ! Dziękuję ! - znowu się do niego przytuliłam
       Moja siostrzyczka jest taka zdolna i upiekła dla mnie przepysznego torta.
- Jutro, będziemy leżeć caaaały dzień. - zwróciłam się zadowolona do chłopaka.
- O nie kochana, jutro nie mam czasu.
Zasmuciła mnie ta wiadomość, ale nie dałam nic po sobie poznać.
- No elo ! - rozległ się wesoły męski głos przy budynku.
Momentalnie wstałam i odwróciłam się.
- Filip. - szepnęłam, a do oczu napłynęły mi łzy.
Oparłam się o ramie Alka i przeszłam nad ławką. Mimo lekkiego bólu w nodze biegłam w stronę Filipa. Z szerokim uśmiechem rozłożył ręce i czekał na mnie. Wpadłam w jego ramiona i mocno przytuliłam się.
- Braciszku. - szepnęłam
- Nie becz młoda. - poklepał mnie po plecach i odsunął się - Masz tutaj od braciszka.
Podał mi misia żołnierza i książkę.
- Jaki słodki - uśmiechnęłam się
Popatrzyłam na tytuł książki. Tajne akcje snajperów GROM. 
- Wiem, że lubisz GROMowców, więc... - ciągle się uśmiechał
Nie wiem dlaczego, ale otworzyłam ją i na pierwszej stronie ujrzałam napisy długopisem. Z okazji urodzin najlepsze życzenia od żołnierzy GROM. i kilka bazgrołów, które robią za autografy.
- Dziękuję ! - pisnęłam i przytuliłam go
- No to ten, wszystkiego najlepszego, zdrówka, szczęścia, miłości, pociechy z brata, no i dużo dzieciaczków, bo chcę być wujkiem.
- No wiesz... Nie mam odpowiedniego kandydata na tatę... - westchnęłam
- A po co tato ? - puścił mi oczko i zaczęliśmy się śmiać - Cześć malutka - przytulił Werkę - Siema byku. - przybił sztamę z moim chłopakiem. - Co tam słychać ?
- A nic ciekawego. Trzeba pójść na piwo, to pogadamy.
- Dobry pomysł. To co, jutro po południu ?
- Jasne. - uśmiechnął się chłopak
- Ej - pisnęłam - A mi mówiłeś, że nie masz czasu. I ja zostanę sama, super.
- Oj tam. - objął mnie ramieniem chłopak.
Zrzuciłam jego rękę.
- Ja sobie jutro idę gdzieś z Kubą. Co nie ? - podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu.
Zapatrzony w telefon najwidoczniej nie śledził wydarzeń.
- Yy sory, ale jestem zajęty. - rzucił
Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja westchnęłam i udawałam smutną.
- Wytrzymasz tą chwilę. - pogładził mnie po plecach chłopak
- Zostaw mnie. - jęknęłam i odsunęłam się od niego
Wiedziałam, że Olek co chwilę zerka w moją stronę ze smutkiem. Pomyślałam sobie, że to dobra okazja, aby wręczyć znajomym zaproszenia na ślub. Przeprosiłam ich na chwilę i poszłam do pokoju. Chodź na chwilę do mnie ;) wysłałam sms'a do chłopaka i szukałam odpowiednich zaproszeń. Po chwili przyszedł z delikatnym uśmiechem. Wiedziałam, że jest smutny i wiedziałam, że to przeze mnie.
- Damy im zaproszenia ? - podniosłam koperty
- Można. - mruknął
- No chodź. - złapałam za jego rękę i przyciągnęłam do siebie - Tęskniłam przystojniaku.
- Wiem. - uśmiechnął się i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku - Ja też. - wyszeptał
         Wyszliśmy do gości ze złączonymi rękami.
- Więc, chcieliśmy was zaprosić na nasz ślub i wesele. - zwróciłam się do wszystkich
- Woo hoo. - wydobyła z siebie Gabryśka. - Wiecie co ? Będziecie mieć takie śliczne dzieci.
- No bez przesady. Po Monice też coś odziedziczą. - odparł Alek
- Jesteś niemiły. - wygięłam usta w podkówkę
- Oj wiesz, że cię kocham. - pocałował mnie w czubek głowy
          Leżeliśmy na moim łóżku i oglądaliśmy jakiś program. Miałam głowę na jego klatce piersiowej.
- Mogę posiedzieć z wami ? - weszła Weronika
- Jasne. Kładź się. - zrobiłam jej miejsce koło mnie.
- Alek... - zaczęła - A robisz jutro o 10 ?
- Kończę pracę, a co ?
- A bo jest turniej w siatkę plażową i pomyślałam, że moglibyśmy zagrać, no ale...
- Postaram się przyjść.
- Naprawdę ? - ożywiła się
- Tak. Ale nie obiecuję.
- Dziękuję.
Leżąc tak, poczułam się w końcu jak starsza siostra.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 29

Po kilku godzinach snu, czułam się wyspana. Ubrałam się w strój ratownika medycznego i udałam się do kuchni. Dawno nie jadłam owsianki, więc postanowiłam tym się posilić. Nagle do domu wparowała rozpromieniona Weronika.
- Hej. - przywitała się - Patrz, co mam. - wyciągnęła do mnie małą tekturkę 
Ujrzałam na niej jej zdjęcie portretowe i jej dane. 
- Nie mówiłaś, że zdałaś ! - pisnęłam - Gratuluję ! - przytuliłam ją
- A no, dwa tygodnie temu mi się udało. - usiadła
- To super. Zawieziesz mnie zaraz gdzieś. - puściłam jej oczko
W jej oczach zobaczyłam przerażenie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - westchnęła
- Będzie dobrze. - uśmiechnęłam się
Odnalazłam w pokoju kluczyki do mojego audi. Wzięłam plecak apteczkę i wyszłam na dwór. Rzuciłam siostrze kluczyki i poszłam otworzyć bramę. Widziałam jak niepewnie wsiada i usadawia się.
- Monika, wyjedź mi, proszę. - wyszła po chwili
Nie chciałam się sprzeciwiać i poszłam do samochodu. Zasiadając za kierownicą poczułam się tak jakoś... wspaniale. Od wypadku nie kierowałam jeszcze samochodem. Odpaliłam audicę i powoli opuściłam naszą posesję.
        Jazda siostry była bardzo ostrożna, ale bardzo dobra. Nie bała się nadepnąć na gaz, chyba ma to po nas.
       Na miejsce dotarłam 15 minut przed wyjazdem.
- Tylko mi jej nie skasuj. - zaśmiałam się i zamknęłam drzwi samochodu.
Pomachałam jeszcze siostrze na pożegnanie i udałam się do grupki przed wejściem na plebanie. Kuba mówił, że jedzie z dzieciakami... A to już nie takie dzieciaki. Wszyscy praktycznie to nastolatkowie. Wszyscy byli bardzo radośni.
- Szczęść Boże. - w drzwiach pojawił się młody duchowny - Gdzie reszta ?
Zaczęli coś tam tłumaczyć, ja za bardzo się nie przysłuchiwałam.
- O. A tu mamy naszą panią ratownik medyczną. - uśmiechnął się - Poznajcie panią Monikę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się
       Jazda autobusem z tymi dzieciakami, to czysta przyjemność. Co chwilę słychać jakieś rozmowy i śpiewy, które wypełniają cały autobus, dzięki czemu unosi się radość. Siedziałam na samym przodzie koło Kuby, ale w ogóle z nim nie rozmawiałam. Często gdzieś szedł na tyły, albo rozmawiał z kimś.
     Dzieciaki rozumiały się bez słów i bardzo szybko się organizowały. Co chwilę wymyślały jakieś zabawy i bardzo dobrze się przy tym bawili. Z przenośnego głośnika, który był naprawdę bardzo głośny leciała Macarena. Przypatrywałam się Jakubowi, który ruszał się bardzo zwinnie. Ciągle się uśmiechał i wygłupiał.
- Teraz lecimy z osiołkiem ! - krzyknęła jakaś dziewczyna i natychmiast wszyscy ustawiali się w kółku.
Znałam zabawę w osiołka, bo nasza klasa w liceum uwielbiała różne zabawy. Podszedł do mnie jakiś chłopak i zaprosił do zabawy.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęłam się - Popatrzę na was.
- No dawaj. - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Nie opierałam się i stanęłam w kółku. Na początku klaskałam tylko w dłonie, ale po kilku sekundach ożywiłam się i radośnie śpiewałam. Dziewczyna będąca w środku zatrzymała się przy jakimś chłopaku w krótkich spodenkach i seledynowej koszulce. Po chwili spostrzegłam się, że to Kuba. Ściągnął sutannę i tak jakoś dziwnie na niego się patrzyło. Biegał dookoła wraz z dziewczyną, która go wybrała. Gdy kończyliśmy śpiewać po raz drugi biegnie, biegnie mały osioł na twarzy Kuby ujrzałam diabelski uśmiech skierowany do mnie. Zatrzymał się przy mnie i stanął bardzo blisko. Zaczęliśmy wyginać się w określonych kierunkach, a przy bok, bok, bok, nawet się dotknęliśmy.
       Pod dwóch godzinach zabawy rozpaliliśmy ognisko. Większość siedziała przy ogniu i smażyła kiełbaski. Ja siedziałam na ławce z kilkoma dziewczynami i Kubą.
- Proszę księdzaaa. - zaczęła jedna
- Tak ? - lekko się uśmiechnął
- Miał ksiądz kiedyś dziewczynę ?
Widziałam jak na jego twarzy pojawia się zmieszanie. Dziewczyny uważnie wpatrywały się w niego.
- Tak. - uśmiechnął się
- A kochał ją ksiądz ?
- Oczywiście.
- To przez nią wylądował ksiądz w seminarium ?
- Nie.
- A utrzymują z nią ksiądz kontakt ? - była bardzo dociekliwa
- Tak. Normalnie rozmawiamy, przyjaźnimy się. Wiem, że jest szczęśliwa i wychodzi niedługo za mąż.
- A jak ma na imię ?
- A może jeszcze mam Ci podać jej nazwisko i adres zamieszkania ? - zaśmiał się
Przeniósł wzrok na mnie i posłał uśmiech. Odwzajemniłam gest.
        Duchowny zaproponował, że mnie odwiezie, a ja na to przystałam. Rozmawialiśmy na różne tematy. Zatrzymał się pod domem i zapadła cisza.
- Tu podziękowanie za pomoc. - podał mi kopertę.
- Nie trzeba naprawdę.
- Nie marudź.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z koperty tekturkę.
Było to zdjęcie, na którym dajemy sobie buziaka.
- Podobało Ci się, więc... - patrzył na mnie niepewnie
- Dziękuję. - przytuliłam go - Pojutrze robię takie malutkie przyjęcie urodzinowe dla znajomych. Przyjdziesz ?
- Chętnie.
- Dziękuję i do zobaczenia.
- Pa. - uśmiechnął się