sobota, 21 maja 2016

Rozdział 21

Obudziłam się w objęciach mojego ukochanego Olka. Odwróciłam się do niego przodem i wpatrywałam się w jego śpiącą twarz. Był taki słodki. Nie chcąc go obudzić, delikatnie wyswobodziłam się z objęć i po cichu udałam się do kuchni. On zawsze troszczy się o mnie, to teraz ja muszę przejąć pałeczkę. Nie miałam w ogóle pojęcia, co mogę dobrego przygotować. Przypomniało mi się, że jak byliśmy mali i Olek zostawał u nas na noc, mama zawsze robiła nam na śniadanie Pancakes z jabłkami, które bardzo lubiliśmy. Postanowiłam przywołać wspomnienia i usmażyć placki.
Pachnące placki ułożyłam na talerzykach, które postawiłam na tacy obok kubków pełnych gorącej herbaty z cytryną. Powoli zaniosłam to do mojego pokoju i postawiłam na szafce obok łóżka. Delikatnie pochyliłam się nad Alkiem i dałam mu buziaka w policzek.
- Wstawaj. - mówiąc to rozkosznie, szturchałam nim delikatnie.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech i westchnął ciężko.
- Mój śpioszek kochany. - zaśmiałam się i zanurzyłam palce w jego włosach.
- Kocham Cię. - położył dłoń na moim policzku
Zbliżyłam się do niego i złączyłam nasze wargi. Nasze pocałunki były bardzo delikatne.
- Chciałbym już codziennie budzić się przy tobie i dzień zaczynać od twojego przepięknego uśmiechu. - oznajmił bawiąc się moimi włosami.
- Dobra, jedzmy śniadanie, bo zaraz będzie zimne. - bardzo szybko zmieniłam temat, bo za bardzo nie wiedziałam co powiedzieć.
Podałam tacę i wzięłam swój talerzyk. Ciągle skupiałam się na tym co powiedział. Nie wiem czy to była propozycja wspólnego mieszkania, czy tylko tak powiedział. Ja w sumie  też bym chciała codziennie budzić się przy nim, ale chyba jednak jest jeszcze za wcześnie.
- Mmmm, Pancakes'y z jabłkami. - zadowolił się - Twoja mama zawsze nam je robiła. Były takie pyszne.
- Mam nadzieję, że moje też będą. - wzięłam kęsa.
- Na pewno będą. - puścił mi oczko i zaczął jeść. - Mmm, niebo w gębie. - rozkoszował się
Z zadowoleniem patrzyłam na roześmianego chłopaka. Nie wiem co bym teraz robiła, gdybym nie poszła na ten festyn i nie poszła za nim... Mam wszystko czego mi do szczęścia potrzeba.
- Monika - zaczął po skończeniu śniadania - Zamieszkaj ze mną.
- Przyniesiesz mi z kuchni chusteczki ? Bo trochę pobrudziłam sobie ręce.
- Kochanie nie zmieniaj znowu tematu. - jęknął i objął mnie ramieniem
- Nie zmieniam. - powiedziałam
- No nie wcale. - zaśmiał się
- Chyba jest jeszcze trochę za wcześnie. - popatrzyłam na niego - Nie, że nie chcę. ale rozumiesz... Kocham Cię bardzo. No wiesz, no... - zaczęłam się mieszać.
- Ej, spoko, luz, rozumiem. - zachichotał i dał mi buziaka
Wstał powoli i zaczął się przeciągać. Idealny moment, żeby zrobić mu zdjęcie w samych spodenkach. Wzięłam telefon i wyciszyłam dźwięki. Pierwsze ujęcie miałam, jak stał do mnie bokiem i przeglądał się w lustrze. A drugie jak zaczął się śmiać i odwrócił się w moją stronę.
- Ej ! - patrzył się w obiektyw - Przestań, noo.
- No już, już. - odłożyłam telefon
- Idę po te chusteczki. - uśmiechnął się i opuścił pokój.

OCZAMI OLKA

 Kierowałem się w stronę kuchni po chusteczki dla mojej ukochanej. W jadalni przy stole siedziała zmarnowana Weronika wraz ze swoją koleżanką.
- Siema młoda. - rzuciłem obojętnie przechodząc obok.
- O Olek ! Wybawco ty mój. - ożywiła się - Ty jesteś lekarzem, no nie ?
- Noo, tak myślę. - zaśmiałem się
- Co jest dobrego na kaca ? - burknęła
- Rosół. - puściłem jej oczko.
- Ej szwagier, ty coś trenujesz ? Bo rzeźbę to ty masz mega.
- Dzięki.
- Olek. - podeszła do mnie Monika. - Idź się ubierz. - poklepała mnie po brzuchu.
- Co zazdrosna ? - poruszałem brwiami
- Idź - powiedziała stanowczo i popychała mnie w stronę pokoju.
Żeby jej nie denerwować posłusznie udałem się do jej pokoju.

OCZAMI MONIKI

- Fajnego masz tego szwagra. - szepnęła koleżanka do Weroniki
Udałam, że tego nie słyszę. Jego seksowna sylwetka ciągnęła mnie do niego. Powoli udałam się do mojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Chłopak odwrócił się do mnie i szeroko uśmiechnął. Podszedł i podniósł mnie. Z bólem objęłam nogami go w pasie i wpatrywałam się w jego świdrujące spojrzenie.
- Kocham Cię. - wypowiedział te słowa i dał mi buziaka
- Ja Ciebie też. - przytuliłam się do niego
Poczułam jak jego wargi muskają delikatnie moją szyję. Zanurzyłam palce w jego czuprynie i złączyłam nasze wargi. Namiętne pocałunki zaprowadziły nas na łóżko. Bardzo chciałam, aby to przerodziło się w coś większego, ale mocny ból nogi niestety nie pozwalał na to.
- Olek. - szepnęłam
Chłopak powoli oderwał się ode mnie i poszedł się ubrać. Sumienie strasznie zaczęło mnie dręczyć. Byłam okropną dziewczyną dla niego. Nie mogłam pohamować łez. Zakryłam twarz w poduszce i próbowałam się uspokoić.
- Kotek, co jest ? - przysiadł koło mnie i głaskał mnie po plecach
- Bo nie mogę Ci dać, tego co chcesz. - szlochałam
- Ty jesteś dla mnie wszystkim i jedyne czego chcę to właśnie ty. - położył brodę na moim ramieniu.
Delikatnie odwróciłam się i mocno go przytuliłam.
- Olek ! - podskoczyłam zobaczywszy zegarek. - Spóźnimy się do kościoła !
Oderwałam się od niego i szybko popędziłam się ubrać. Już w 5 minut byłam gotowa do wyjścia. W oczekiwaniu na Alka ułożyłam włosy.
Zdążyliśmy do kościoła jeszcze przed wyjściem księdza. Ludzie z okolicy bacznie przyglądali się mojemu partnerowi. Plotkary będą miały o czym mówić. Nie jedna jakaś plota pójdzie i za tydzień będę już w ciąży. Ale pewnie jaki ból mają, że nie wiedzą, jak on się nazywa. To będzie dochodzenie. Mogę się założyć, że zaczepią w sklepie mamę i o wszystko wypytają.
Do domu wracaliśmy spokojnym spacerkiem ze złączonymi dłońmi. Słońce delikatnie muskało swoimi promieniami nasze twarze.
- Rodzice zaprosili nas na obiad. - przerwał ciszę
- Miło z ich strony. Ale może zjedzmy u ciebie, albo u mnie. - westchnęłam
- Dlaczego ? - ściągnął brwi
- Jakoś nie mam ochoty.
- No dobra, dobra. A tak serio ? - na dodanie otuchy posłał mi lekki uśmiech.
- No bo... - zawahałam się na chwilę czy powiedzieć prawdę. - No bo Paweł mnie nie lubi.
- Co ty mówisz. - zaśmiał się - Przecież fajnie było.
- Może dla Ciebie. - mruknęłam
- Ale dlaczego tak uważasz ?
- Może ty tego nie zauważyłeś, ale mi dał to odczuć. Co chwile jakieś docinki, rzucanie kłód pod nogi.
- Coś ci się zdaje. - pogłaskał mnie po plechach.
- Nie będziesz mi wmawiał, że wszystko jest w porządku ! - warknęłam - Wiem, że to jest twój kuzyn i chcesz go bronić, ale zrozum, że ja mówię prawdę.
- Monika, wyolbrzymiasz sprawę. - westchnął
- Nie wierzysz mi ?! - przystanęłam - Dobra ! Pojedziemy tam i udowodnię ci jak jest !
- Dobra.
Delikatnie zbliżył się do mnie i musnął moje wargi.
          Weszliśmy do domu i poczułam zapach świeżo gotowanego rosołu. Udałam się do kuchni, gdzie zastałam moją siostrzyczkę przy kuchence.
- O jesteście. - zadowoliła się - Zjecie ze mną obiad ?
- Nie, mamy zaproszenie do Olka rodziców. - oznajmiłam
- No super, jak zawsze zostanę sama...
- Dobra, zjemy obiad i pojedziemy. - odwróciłam się do chłopaka - Myj ręce i do stołu. - poleciłam mu.
Postąpiłam tak samo.
Siostra ugotowała naprawdę bardzo dobrą zupę. Wzięłam sobie dokładkę, czego nigdy nie robię. Widziałam, że chłopak też był zachwycony. Dobrze, że zostaliśmy. Widząc to szczęście Weroniki, samej poprawił mi się humor. Fajnie tak posiedzieć z młodszą siostrą i trochę pogawędzić. Odstresowało to ją też trochę. Chodzi lekko poddenerwowana, bo jutro zaczyna jej się matura. Bardzo jej zależny na wyśmienitym wyniku, zakuwała cały czas.
        Weszliśmy do pokoju, w którym siedzieli wszyscy przy jednym wielkim stole powstałym w wyniku połączenia kilku mniejszych.
- Siadaj Alek tutaj. - poklepał miejsce koło siebie jego wujek.
Oczywiście było tylko miejsce tylko dla jednej osoby, a dla mnie na drugim końcu stołu na przeciwko Pawła. Widziałam, że chłopak był chętny na tą miejscówkę, ale ścisnęłam mocniej jego dłoń.
- Nie dziękuję. - uśmiechnął się i udał się ze mną.
Zajęłam miejsce na przeciwko kuzyna chłopaka.
Atmosfera była wesoła. W pewnym momencie przytuliłam się do Olka i dałam mu buziaka.
Na reakcję Pawła nie czekałam długo. Nie chcąc, aby ktoś zrozumiał co powiedział żonie, wykonał to w języku hiszpańskim. Pech taki, że ja posługuję się biegle owym językiem i wszystko zrozumiałam. Bardzo zabolały mnie te słowa. Wstałam gwałtownie.
- Wypuść mnie. - powiedział stanowczo do chłopaka.
Wyrwany z rozmowy wpatrywał się we mnie.
- Proszę Cie, wypuść mnie. - szepnęłam
Posłusznie przesunął swoje chude, długie nogi, robiąc mi przejście. Pospiesznie opuściłam pomieszczenie i udałam się na dwór, Przysiadłam na schodku i wzięłam głęboki oddech.Może zareagowałam za gwałtownie ? Może nie powinnam tak od razu wybiegać ? Ciekawe co teraz sobie myślą wszyscy... Ale przecież nie pozwolę, aby obrażano moją osobę. Usłyszałam za sobą otwierające się drzwi. Nie wiem skąd i jak, ale po prostu wiedziałam, że to Olek.
- Co się stało ? - zapytał siadając koło mnie.
- No ciekawe co mogło się stać... - szepnęłam
- Przecież nic nie zrobił. Cały czas uważnie przyglądałem mu się. - gładził moje plecy - Jedynie czego nie rozumiałem, o to jak mówił po hiszpańsku.
- No właśnie... Ma mnie za taką głupią, że myśli, że nie umiem hiszpańskiego. A tu ups. - mówiłam poddenerwowana.
- Co powiedział ? - widziałam, że jego nastawienie do całej tej sytuacji się zmieniło
- Że...- nie chciało mi to przejść przez gardło - Że jestem fałszywą dziwką i jestem tylko z tobą dla pieniędzy i że nigdy nie dopuści do ewentualnego naszego ślubu i na koniec, że uważam się za najlepszą na świecie.
Totalnie go zatkało. Bacznie wpatrywał się w moje oczy.
- Nie odpuszczę mu tego. - powiedział stanowczo i wstał
- Olek, czekaj. - wyciągnęłam do niego rękę
Złapał za nią mocno i pomógł mi wstać. Splotłam nasze dłonie i weszliśmy do domu. Alek wpadł do salonu ciągnąc nie za sobą.
- Nas na ślubie nie będzie. - nabuzowany powiedział to stanowczo przy wszystkich.
U każdego na twarzy było widać zdziwienie i ze zdumieniem wpatrywali się w postać lekarza.
- Yyy. - Paweł trochę się zmieszał - A mogę wiedzieć dlaczego ?
- Już wiesz dlaczego - warknął i mocniej ścisnął moją dłoń.
- No właśnie nie  za bardzo.
- Wybrałeś sobie zły moment na rozmówki po hiszpańsku z Amandą. Tak się składa, że Monika włada nim doskonale i usłyszała jak pięknie się wyrażasz na jej temat ! - Gawliński prawie że krzyczał.
- I co, przez jakąś dziewczynę chcesz przekreślić naszą znajomość ? - wstał od stołu
- Po  pierwsze to moją dziewczynę, a nie jakąś ! A po drugie, to ty sam o to zadbałeś !
- Ja ? - Paweł nie dawał za wygraną
- Jak ci zaraz chłopie pierdolnę, to się nie poskładasz do końca życia ! - Alek wybuchnął
Na jego twarzy jeszcze nigdy nie widziałam takiej złości. Złapałam go za rękę i uspakajałam.
- Aleksandrze ! - przeraziła się Pani Agata
- Synu proszę cię, siadaj.- podszedł do niego Pan Mariusz
Po chwili zawahania przysiadł na fotelu przesuniętego pod ścianę.
- Jeszcze nigdy Cię takiego nie widziałam.- zmieszana oparłam się o jego ramię.
Wziął głęboki oddech, powoli odwrócił głowę w moją stronę i mierzył mnie wzrokiem zabójcy. Nie powiem, trochę się przestraszyłam. Nagle jego twarz stała się łagodna i posłał mi uśmiech.
- Paweł raczej nie przyjeżdżaj do Polski we wrześniu, bo tak strasznie nie chcesz naszego ślubu, a właśnie wtedy on się odbędzie. - uśmiechnął się Olek
Zamurowało mnie to kompletnie. Nie spodziewałam się w najbliższym czasie oświadczyn, a co dopiero ślubu!
- Naprawdę ? Synku, gratulacje ! - podeszła do niego mama i wycałowała - No Moniczko, to bardzo dobra wiadomość ! - mocno mnie przytuliła
Czułam, że od tego wszystkiego roi mi się słabo.
- Olek, - szepnęłam ciągle wpatrując się w podłogę i próbując jakoś ustać.
Chłopak szybko zorientował się o co mi chodzi i złapał mnie w talii. Czułam jak z kolejną sekundą tracę coraz bardziej świadomość. Poczułam jak moje ciało unosi się nad ziemię i przedostaję się do Olka pokoju. Ukochany delikatnie położył mnie na łóżku i położył się koło mnie.
- Kochanie, słyszysz mnie ? - zapytał
- Yhym. - mruknęłam i odwróciłam się w jego stronę.
Dostałam od niego buziaka.
- Alek, z kim bierzesz ślub ? - szepnęłam
- Chyba mnie poniosło. - zaśmiał się - Monika, wyjdziesz za mnie ?
Walnął to tak prosto z mostu. Widziałam w jego oczach wielki stres.
- Zatkało mnie. - tylko to wydusiłam z siebie
Nie mogłam nic powiedzieć, byłam tak szczęśliwa. Jedyne co zrobiłam o mono go pocałowałam.
- Tak ! - pisnęłam z radości.
Posłał mi bardzo szeroki uśmiech i mocno przytulił.
- Nawet nie mam pierścionka... przepraszam. - pocałował mnie w policzek
- Nic nie musisz kupować. - wtuliłam się w niego - Czyli we wrześniu ślub ?
- Mhm, tylko trzeba wszystko załatwić. - zaśmiał się - Ale tym zajmiemy się jutro.
- Ta, jutro. Ty w pracy ja w szkole. - zaczęłam się śmiać.
- Wieczorem kochanie, wieczorem.
- Dobra, dobra. Idziemy na dół ? - usiadłam koło niego
          Na dole bardzo poruszyła ich wiadomość o naszych zaślubinach. Szczegółowo dopytywali co i jak, a my odpowiadaliśmy, że tajemnica i wszystkiego dowiedzą się wkrótce.
- Monika, co tam u Filipa ? Dawno go nie widziałem. - zwrócił się do mnie przyszły teściu
- Raczej dobrze. W wojsku jest.
Widziałam jak na twarzach wszystkich pojawił się smutek. Natychmiast zmieniłam temat na nasze wesele.
Po 2 godzinach rozmów rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
- To pewnie po mnie. Napisałam mamie, żeby po mnie przyjechali. -zaczęłam się zbierać, a drzwi poszedł otworzyć Pan Mariusz.
Po chwili do pokoju wszedł młody mężczyzna w stroju wojskowym.
- Filip ! - ożywiłam się. - Co ty tu robisz ? - przytuliłam się do niego
- Przyjechałem po Ciebie. - zaśmiał się
- Siema stary. - radośnie podszedł do niego Olek. - Już zdążyłeś wrócić od wczoraj ? - zaśmiał się
- Cofnęli mnie. - uśmiechnął się
Na twarzy Gawlińskiego momentalnie pojawiła się powaga i przerażenie.
- Chyba sobie żartujesz ? - chłopak nie dowierzał, a ja nie wiedziałam o co chodzi.
Brat tylko kiwnął głową.
- Chyba porządnie piznąłeś się w głowę. - skwitował - Kiedy wyjeżdżasz ?
- Jutro wieczorem. Dobra Monia, musimy jechać.
Pożegnałam się ze wszystkimi i opuściliśmy dom. Filip otworzył drzwi do samochodu.
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi  ? - zapytałam gdy ruszyliśmy,
- W domu.
        Wszyscy zebraliśmy się w salonie. Przed nami stał Filip.
- Więc powiem bez owijania. Wyjeżdżam na misję.
Wstrząsnęła mną ta informacja.
- Jesteś pewien ? - pytała mama
- Tak
- Skoro tak uważasz. - przytuliła się do niego. - Będę tęskniła synku.

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 20

        Lubię po przebudzeniu nałożyć słuchawki na uczy i puścić głośno muzykę. Dzięki temu mój humor staje się lepszy, a ja rozbudzona. Ciągle nie dawała mi spokoju sytuacja z pogrzebem babci Olka. Jako ukochany wnuk powinien pójść i towarzyszyć jej w ostatniej drodze. Ale on jest uparty. W sumie to nie wiem dlaczego nie chce iść...
Dzisiaj leniuchowałam i wstałam dopiero przed 11. Oglądając telewizję podjęłam decyzję, że zmuszę go do pójścia. Pospiesznie przebrałam się w jakieś czarne ciuchy i udałam się na przystanek autobusowy. Transport przybył dopiero po 20 min i po dotarciu do ukochanego została nam tylko godzina do pogrzebu. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam na gospodarza. Po dłuższej chwili drzwi się otworzyły.
- No witam, witam. - rozpromienił się
- Hejo. - dałam mu buziaka i weszłam do środka. - Co robisz ?
- Właśnie czytałem książkę na egzaminy. - oznajmił - Coś szczególnego Cię tu sprowadza ?
- Ty. - uśmiechnęłam się - Kocham cię.
- Ja Ciebie też. - przytulił mnie - I zrobiłbym dla Ciebie wszystko.
- Wszystko ? - zapytałam i oderwałam się od niego
- Tak powiedziałem. - uśmiechnął się
- No to dobra. Ubieraj się i jedziemy na pogrzeb. - wyswobodziłam się z jego uścisku i zbierałam się do wyjścia.
- Monika. - zaczął jęczeć
- Ubieraj się ! - naciskałam
- Nie, nigdzie nie jadę. - powiedział stanowczo
- Powiedziałeś, że zrobisz dla mnie wszystko. - wpatrywałam się w jego oczy
- No tak, ale...- zmieszał się
- Olek to twoja babcia ! Jak tak można ?! Wstydziłbyś się chłopie ! Ona darzyła Cię wielką miłością, a ty teraz masz ją w dupie ? No brawo doktorku, naprawdę. - wymachiwałam przed nim rękami - Na mój też nie przyjdziesz ? - wydukałam
Widziałam, że uderzyło go to bardzo.
- Wiem, że jest Ci ciężko, ale Oluś... Tak nie wypada. - wtuliłam się w niego.
- Masz rację. - westchnął i objął mnie ramieniem. - Idę się ubierać.
Byłam zadowolona z siebie, że udało mi się postawić na swoim. Przyglądałam się jak wkłada na siebie czarny garnitur. Wyglądał w nim nieziemsko.
- Przystojniak. - mruknęłam i oparłam się o ścianę.
Posłał mi lekki uśmiech i zakładał krawat. Podeszłam do niego i wprowadziłam ostatnie poprawki.
- Jedziemy. - uśmiechnął się i ujął moją dłoń.
       W samochodzie nie odezwaliśmy się słowem. Widziałam, że był lekko zestresowany i nie chciałam dodatkowo wzbudzać w nim zamętu.
Podjechaliśmy pod kościół. Chłopak wyszedł i błyskawicznie znalazł się przy moich drzwiach, które otworzył.
- Dziękuję. - złapałam jego dłoń i wygramoliłam się.
Lekko się uśmiechnął i zamknął pojazd. Widziałam wilki smutek, jaki ogarniał mojego kochanego. Ścisnęłam mocniej jego dłoń, aby dodać mu otuchy.
- Daj mi chwilę. - wpatrywał się w moje oczy stojąc przed wejściem.
Kiwnęłam głową i sama udałam się do świątyni. Nigdy wcześniej tam nie byłam, ale spodobało mi się od razu. Malutki, skromny kościółek, gdzieniegdzie błyszczały złote zdobienia.
Czułam, że w środku coś mnie dręczy. W mojej głowie był niezły mętlik, a w brzuchu wszystko się zaciskało. Właśnie odzywało się moje sumienie i musiałam iść do spowiedzi. Stałam o krok od konfesjonału, w którym siedział starszy kapłan modlący się na różańcu. Niepewnie podeszłam do okienka i zbliżyłam do niego głowę. Zestresowana szeptałam regułkę spowiedzi. Wymieniając moje grzechy zaczęłam płakać. Zrozumiałam, jak bardzo raniłam miłość od Boga, którą mnie obdarza. Wstydziłam się za siebie cholernie. Nastąpiła cisza. Przepraszałam w duchu Jezusa za moje czyny krzywdzące jego miłość.
- Moje dziecko, ja odpuszczam Tobie grzechy. - usłyszałam najpiękniejsze słowa.
Nagle cały mój stres minął, a w jego miejsce pojawił się spokój i radość. Otarłam twarz z łez i powoli udałam się do ławki. Podążając do niej widziałam pogrążonych w żałobie ludzi. Byli rodzice Olka, Michał z rodzinką, ciocie, wujkowie i jeszcze jacyś inni ludzie. Trumna z ciałem stała na środku przejścia. Prześlizgnęłam się koło niej, rzucając przelotne spojrzenie na zmarłą. Olek był tak do niej podobny... Zajęłam ławkę bez podparcia i zaczęłam zmawiać modlitwę. Do moich uszu dochodził szloch tu zebranych. Było mi trochę głupio, bo nie znałam kobiety...
Mojego partnera nadal nie było. Dyskretnie odwróciłam się i wyglądałam za nim przy wejściu. Nie widziałam go. Szybko przeleciałam wzrokiem po przybyłych na pogrzeb i spostrzegłam, że większość skupia się na mojej osobie. Szybko powróciłam do prawidłowej pozycji i spuściłam głowę. Ja też ich nie znałam... Po chwili ktoś podszedł do trumny. Był to Alek. Stał nieruchomo wpatrując się w ladą twarz babci. Wielki cierpienie malowało się na jego twarzy. Nie pasowała mi do niego ta powaga. Wiecznie uśmiechnięty chłopak, nagle zamienił się w zimnego mężczyznę. Powoli zajął miejsce koło mnie. Uklęknął na dywanie i wbił wzrok przed siebie.
Przez cała mszę siedzieliśmy oddalenie od siebie. Widocznie chciał przeżyć to sam, a ja nie chciałam się narzucać. Jednak do Komunii przepuścił mnie i nie szłam ostatnia.
Podczas ostatniej drogi babci chwyciłam go pod rękę o powolutku podążaliśmy za procesją.
Chłopak trzymał się dobrze, jednak cały czas wolałam go trzymać. Kiedy trumna zjeżdżała po jego policzku popłynęła łza. Stał jakby sparaliżowany. Kiedy ludzie się rozchodzili, podszedł do nas Michał z rodzinką, rodzice i jakieś małżeństwo.
- Wujek, dlaczego płaczesz? - zapytała radośnie malutka Maja, wyciągając do niego rączki.
- Troszkę jest mi smutno. - wziął ją na ręce.
- Ale dlaczego ? Babcia mówiła mi, żebym się o ciebie troszczyła i zadbała o to, żebyś w dniu jej pogrzebu był uśmiechnięty, bo ona jest już szczęśliwa i zawsze będzie przy tobie. - mówiła to z taką lekkością bawiąc się jego włosami.
Wszyscy byliśmy w szoku po słowach dziewczynki. Widziałam po Olku, że on zaraz wybuchnie. Michał też znał go na tyle dobrze, że wziął Majeczkę do siebie. Podeszłam do ukochanego i przytuliłam go. Położył głowę na moim ramieniu i zaczął płakać. Głaskałam go delikatnie po jego głowie.
- Dziękuję. - szepnął i dał mi buziaka w policzek - Dziękuję, że mnie tu przyciągnęłaś.
Otarłam łzy z jego polików i dałam chusteczki higieniczne.
- Teraz pojedziemy na stypę. - objął mnie swoim ramieniem i kierowaliśmy się w stronę samochodu.
          Sala była pełna ludzi. Na szczęście miejsca przy stole mieliśmy koło siebie. Podszedł do nas jakiś młody chłopak, gdzieś 24/5 lat wraz z dziewczyną.
- Paweł ! - ożywił się Alek.
- Siema ! - przywitali się
- Amanda hello ! - przytulił się z tamtą. - Monika, to jest mój kuzyn Paweł z USA, a to jego dziewczyna Amanda. - położył dłoń na moich plecach i wskazał na parę.
- Monika. - uśmiechnęłam się i podałam im dłoń.
- Paweł śmiga po polsku, ale Amanda nie. - poinformował mnie - Co to się stało, że w końcu zawitaliście ?
- Aaaa no właśnie sprawę mamy. - popatrzył na wybrankę życia. - Mamy coś dla was.
Zza pleców wyciągnęła białą kopertę i podała nam z szerokim uśmiechem. Monika i Aleksander tak była zaadresowana.
- Uuu. - zadowolił się Gawliński.
Wyciągnęłam powoli karteczkę.
                     Paweł i Amanda
                      wraz z Rodziną
                mają zaszczyt zaprosić

           Sz.P. Monikę i Aleksandra 
na uroczyste zawarcie Związku Małżeńskiego 

- Gratuluję. - zwróciłam się do narzeczonych.
- Nie no byku. - Gawliński poklepał go po ramieniu - Dziękujemy bardzo.
- Nasze pierwsze wspólne zaproszenie. - puściłam oczko mojemu kochanemu
Pocałował mnie w czubek głowy.
          Po pysznym obiedzie wyszłam na ławeczkę przed salą. Strasznie bolała mnie noga i nie chciałam martwić Olka. Był pochłonięty rozmową z rodziną, to powiedziałam mu, że idę do toalety. Słoneczko muskało moją skórę swoimi promieniami. Było tak przyjemnie, spokojnie, cicho. Wiem, że powinnam być teraz przy Olku, ale czuję się tam strasznie nieswojo. Dużo obcych ludzi, a ja jestem strasznie nieśmiała. Czasami nienawidzę siebie za to.
- A ty co tak sama ?  - usłyszałam znajomy głos.
- Musiałam się przewietrzyć. - lekko się uśmiechnęłam
- No, no, a na serio ? - usiadł koło mnie
- Noga mnie boli. - westchnęłam
- Zawołać Alka ? - zapytał
- Nie, nie. Nie chcę go martwić. Ale dziękuję.
- Nie ma za co szwagierka. - zaśmiał się - Jak sobie radzi ?
- No nawet dobrze.
- A jak wam się układa ?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - To najwspanialszy człowiek jakiego kiedykolwiek spotkałam. Dodaje mi tyle energii i radości, że codziennie rano chce mi się wstawać, bo wiem, że mam dla kogo. Jest bardzo troskliwy, słodki i kochany. Lepszego chłopaka nie mogłam sobie wymarzyć. No ideał, no ! Młody, kochany, opiekuńczy, inteligentny lekarz, do tego mega przystojny ! - na samą myśl o nim uśmiech pojawiał mi się na ustach.
- Jesteś idealną dziewczyną dla mojego braciszka. - poczochrał mi włosy Michał. - Widzę jak wielkim uczuciem siebie darzycie, że to jest na poważnie. I nie lecisz tylko na jego wygląd czy zawód. Przede wszystkim cenisz jego wnętrze i za to Cię na prawdę lubię. A jak byście ze sobą kiedyś zerwali to nie wiem co by było przyczyną. Jesteście piękną parą. A to że Olek Cię kocha to widać na kilometr. Gdyby musiał wybierać między tobą a pracą, bez zastanowienia wybrałby Ciebie. Jest z Tobą szczęśliwy.
- A ja z nim.
- A co to za pogaduszki ? - zbliżał się do nas Aleksander.


OCZAMI OLKA

    Monika bardzo długo nie wraca z toalety. Zaniepokoiło mnie to i przerwałem rozmowę z wujkiem, żeby jej poszukać. W toalecie jej nie było, więc musiałem szukać dalej. Przez uchylone drzwi na dwór dostrzegłem postać mojego brata.
- Zawołać Alka ? - zapytał się Moniki
- Nie, nie. Nie chcę go martwić. Ale dziękuję.
- Nie ma za co szwagierka. - zaśmiał się - Jak sobie radzi ?
- No nawet dobrze.
- A jak wam się układa ?
- Dobrze. - uśmiechnęła się - To najwspanialszy człowiek jakiego kiedykolwiek spotkałam. Dodaje mi tyle energii i radości, że codziennie rano chce mi się wstawać, bo wiem, że mam dla kogo. Jest bardzo troskliwy, słodki i kochany. Lepszego chłopaka nie mogłam sobie wymarzyć. No ideał, no ! Młody, kochany, opiekuńczy, inteligentny lekarz, do tego mega przystojny !
- Jesteś idealną dziewczyną dla mojego braciszka. - Michał poczochrał jej włosy. - Widzę jak wielkim uczuciem siebie darzycie, że to jest na poważnie. I nie lecisz tylko na jego wygląd czy zawód. Przede wszystkim cenisz jego wnętrze i za to Cię na prawdę lubię. A jak byście ze sobą kiedyś zerwali to nie wiem co by było przyczyną. Jesteście piękną parą. A to że Olek Cię kocha to widać na kilometr. Gdyby musiał wybierać między tobą a pracą, bez zastanowienia wybrałby Ciebie. Jest z Tobą szczęśliwy.
- A ja z nim.
Słuchałem ich rozmowy. Słowa Moniki tylko świadczyły o jej wspaniałości. Kocham ją najmocniej na świecie. Ona jest dla mnie idealna. Z szerokim uśmiechem po usłyszanych sowach wyszedłem do nich.


OCZAMI MONIKI

- A tak sobie rozmawiamy. - uśmiechnęłam się
- No młody, niezłych rzeczy się tu o tobie dowiaduję. - powiedział Michał
- Taaa ?? Ciekawe co Ci tu naopowiadała. - oparł głowę na mojej głowie.
- Siadaj. - poklepałam miejsce koło mnie
- Będziemy się zbierać. - oznajmił - Pojedzie z nami Amanda i Paweł.
- Okej. - westchnęłam i wstałam
Poszliśmy się ze wszystkimi pożegnać i udaliśmy się do samochodu.
       Siedzieliśmy w mieszkaniu i gawędziliśmy na różne tematy. Siedziałam na podłodze, bo tam było mi najwygodniej. Gawliński podszedł do mnie i usiadł. Siedziałam pomiędzy jego nogami opierając się o jego tors.
- Jaki słodki dzieciak. - pisnęłam widząc jakąś reklamę.
- Zróbmy sobie takie. - zaczął całować mnie po szyi i sprowadził do parteru. Gilgotał mnie tymi swoimi długimi palcami.
- Olek ! Przestań ! - wrzeszczałam roześmiana
Nic sobie nie robił z moich słów. Nagle Olek położył się na mojej nodze, co ogromnie mnie zabolało.
- Olek ! Noga ! - mówiłam już poważniej
Zadziałało na niego, a para z Ameryki miała niezły ubaw.
- Przepraszam. - uśmiechnął się i dał mi buziaka.
- Uczesz mnie. - poleciłam mu.
- Ehh. - westchnął, ale posłusznie wziął się do pracy.
Delikatnie bawił się moimi włosami. Czułam jak dzieli sobie je na 3 paski i z nich plecie warkocza. Byłam ciekawa efektów. Po kilku minutach skończył.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka.
Rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Gospodarz wstał i poszedł otworzyć. Usłyszałam jakiś męski głos. Po chwili do pokoju wszedł, a za nim gość.
- Filip ! - pisnęłam i jak najszybciej się podniosłam, aby się do niego przytulić.
Byłam bardzo szczęśliwa, że aż mi łzy poleciały.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam wtulona
- Mam dzień wolnego i przyjechałem odwiedzić rodzinę. Ale rodziców nie ma, Weronika szykuje jakąś imprezę i tylko ty mi zostałaś.
- Czyli wieczorem wracasz ?
- Tak.
- Czekaj, czekaj. Jaką imprezę ? - spoważniałam
- Mówiła, że wiesz.
- Nic nie wiem. - zdenerwowałam się. - To sprawa z noclegiem się rozwiązała. Paweł zostaniecie tutaj, a Olek pójdzie do mnie spać. - uśmiechnęłam się
- O proszę, jak się rządzi moim mieszkaniem ! - zaśmiał się Alek. - Ale masz wygodne łóżko, przekonałaś mnie.
Bardzo wesoło nasza piątka spędziła czas. Każde opowiadało jakieś historię, co wywoływało wiele śmiechu. Chłopak pozbierał się po tym ciężkim doświadczeniu, przynajmniej na tą chwilę. Znowu na jego twarzy widniał szeroki uśmiech, który tak bardzo kocham. Fajnie, że Filip przyjechał, dawno go nie widziałam i stęskniłam się za nim.
       Pojechaliśmy do mnie do domu. Weszliśmy, a tam już impreza trwa.
- A co ty tu robisz ? - podeszła do nas Weronika
- Yyy mieszkam ?
- No weź. - jęczała
- Przecież nic nie robię ! Będziemy siedzieli u mnie w pokoju, spoko. - klepnęłam ją
Była już 22.36.
- Idę się szybko umyć. - podeszłam do chłopaka i pocałowałam go.
Około 23 leżeliśmy już w łóżku. Od czasu do czasu kradłam jego pocałunki, a on moje. Mocno wtuliłam się w jego tors i po chwili zasnęłam.

sobota, 12 marca 2016

Rozdział 19

OCZAMI OLKA

      Przez całą noc miałem tylko jeden sen. Byłem w nim z Moniką na jakiejś plaży. Dziewczyna ciągle była uśmiechnięta, a w jej oczach ciągle widziałem miłość. Zasypywałem ją różami, całusami oraz miłymi słówkami. Jednak przyszedł taki moment, że przestałem ją uszczęśliwiać i siedziałem tylko wpatrując się w fale morskie. Ona wstała bardzo smutna i odeszła. Ale w jej oczach dalej widziałem jej miłość. Zostałem sam, pogrążony w smutku. Wszystko dookoła stało się szare, chłodne. Poczułem jak ten świat mnie pochłania. Kiedy zorientowałem się, że to dzięki niej świat jest piękny było już za późno.
Zacząłem się przebudzać. Byłem lekko wstrząśnięty tym snem. Dopiero teraz zrozumiałem, że tak jest naprawdę. Jeśli nie będę o nią dbał, to odejdzie i unieszczęśliwi mój świat. Poczułem jak w moje nogi są wplątane malutkie, chude stópki. Powoli podniosłem prawą powiekę i uśmiechnąłem się. Ujrzałem śpiącą koło mnie Monikę. To był najpiękniejszy widok na świecie. Z wygodnego łóżka przeniosła się na twardą podłogę. No kocham ją, no. Położyłem dłoń na jej policzku i delikatnie jeździłem kciukiem. Jej powieki lekko drgnęły i po chwili otworzyła oczy. Posłałem jej szeroki uśmiech i odpowiedziała mi tym samym.
- Dzień dobry kochanie. - szepnąłem
- Dzień dobry. - cała była rozpromieniona
Złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku. Czułem się cudownie.
- Mówiłem Ci, że cię kocham ? - wpatrywałem się w nią
- Hmmm... - mruknęła - Może, coś tam kiedyś. - zachichotała
- Kocham cię. - obwieściłem
- Ja ciebie też. - objęła moją szyję i wtuliła się we mnie.
Chciałem, żeby tak było zawsze. Miałem ją przy sobie i nie chciałem jej stracić.
- A ty co tu robisz ? - zapytałem mrucząc jej do ucha.
- Chciałam się do ciebie przytulić i być przy tobie.
- Mogłaś mnie zawołać, to bym przyszedł. - gładziłem ją po plecach
- Nie chciałam cię budzić.
- Jesteś cudowna. - przycisnąłem usta do jej czubka głowy.
- Która godzina ? - zapytała
Podniosłem wzrok i odnalazłem na ścianie zegarek.
- 5.10. - westchnąłem - Idziemy dalej spać ?
- No można. - uśmiechnęła się
Zacząłem powoli się podnosić.
- A ty gdzie ? - patrzyła na mnie z podłogi
- Do łóżka. - zaśmiałem się i schyliłem
Oplotła moją szyję i podniosłem ją. Niosłem w ramionach najukochańszą kobietę mojego życia. Delikatnie położyłem ją na łóżku. Widziałem blask w jej pięknych oczach, które się we mnie wpatrywały.
- Co ? - zapytałem z uśmiechem
- Masz mega ciało. Jesteś taki sexi. - lustrowała moją sylwetkę. - Mogę ci zrobić zdjęcie ? Bo tak w samych bokserkach jesteś boski. Ustawiłabym je sobie na tapetę. - przygryzła dolną wargę.
- Może jednak nie. - zbliżyłem się do niej i zacząłem namiętnie całować.
Nie mogłem się powstrzymać i wsunąłem dłoń pod jej podkoszulek. Czułem pod sobą drobne ciało mojej ukochanej. Monika przesuwała dłoń w stronę bokserek. Chciała je zsunąć ze mnie, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła.
- Przepraszam. - szepnęła i opuściła głowę.
Delikatnie przyłożyłem usta do jej.
- To ja przepraszam. - westchnąłem
Przypomniałem sobie, że jedną rękę dalej mam pod jej koszulką. Zrobiło mi się bardzo głupio. Na mojej twarzy pojawiły się czerwone wypieki i wysunąłem ją delikatnie. Położyłem się obok i bałem się spojrzeć jej w oczy.
- Ktoś tu się zawstydził. - wesoły chichot rozległ się w pokoju - Kotku, to było miłe.
Przytuliła się do mnie.
- Oluś, kocham cię.
- Ja ciebie też. - objąłem ją
Delikatnie jeździłem dłonią po jej plecach. Po krótkiej chwili zasnęła. Ja jednak nie mogłem spać. Ciągle dobijała mnie śmierć babci. Bardzo bym chciał, aby nadal była przy mnie. Nie chcę zawracać tym głowy Monice. Muszę pokazywać jej, że jestem twardy i już się pozbierałem. Chciałbym, żeby tak było. Nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać.
Po godzinnych rozmyślaniach postanowiłem pobiegać. Musiałem się odstresować i to porządnie. Lubię jak mam na sobie dresy, nic mnie wtedy nie krępuje, obciska. Z nałożonym kapturem na głowie biegłem chodnikami Łodzi. Poranek był ponury, słońce za chmurami. Nie dodawało to zbytnio pozytywnej energii. Na chodnikach plątali się szarzy ludzie. Totalnie wyssane z nich życie, zero uśmiechu, jakby szli na skazanie. Młodzież z zaspanymi oczami stała na przystanku czekając na autobus do szkoły. Współczuję im. Wstawać tak wcześnie. No ale cóż, każdy musi to przeżyć. Przystanąłem przy jednym z przystanków, żeby rozciągnąć mięśnie. Oparłem nogę o murek i delikatnie przenosiłem na nią ciężar ciała. Przeniosłem wzrok na czekającą młodzież i zatrzymałem się na jednej z dziewczyn. Wyróżniała się z tłumu tym, że była wesoła. Dostrzegła, że przyglądam się jej i posłała mi piękny uśmiech. Odwzajemniłem gest. Było to bardzo miłe. Na odchodne pomachałem jej, a ona zrobiła to samo. Z poprawionym humorem podbiegłem do sklepu i zrobiłem zakupy na śniadanie. Akurat były świeże bułeczki. Wziąłem jeszcze do tego ser biały, szczypiorek i rzodkiewkę. Do picia kupiłem nektar pomarańczowy i zadowolony opuściłem sklep. Koło mojego bloku przemiła pani właśnie otwierała swoją kwiaciarnię.
- Dzień dobry. - przywitałem się z uśmiechem
- A dzień dobry. - uśmiechnęła się
- Ma pani jakieś ładne tulipany ?
- Właśnie przywieźli mi świeżą dostawę. - pokazała na wiadra pełne kwiatów - Dla dziewczyny ?
- Tak, tak. To poproszę najpiękniejszego.
- Ymm, to może ten ? - wyciągnęła różowego tulipana
- Śliczny. - uśmiechnąłem się - To ile płacę ?
- Nic, na mój koszt.
- Nie, no, ile płacę.
- Naprawdę nic. Zapłacił mi pan swoim szczerym uśmiechem. - obwieściła
- Dziękuję bardzo. A czy mogłaby Pan zrobić bukiet z tulipanów, gdzieś tak na 15 ?
- Oczywiście. Tylko powiedzieć z których.
- Tu zostawiam pani pole do popisu. Dziękuję bardzo jeszcze raz. Do zobaczenia. - zadowolony opuściłem kwiaciarnię i wróciłem do domu.
Zostawiłem zakupy w kuchni, kwiatka wsadziłem do flakonika i poszedłem pod prysznic. Trzeba odświeżyć się po prawie dwugodzinnym wysiłku.
Przed dziewiątą wziąłem się za szykowanie śniadania. Rozkroiłem bułki i nałożyłem na nie ser biały,a na wierzchu pokrojony szczypiorek i rzodkiewkę. Przelałem sok do dzbanka i wszystko to dałem na tacę, a do tego postawiłem koło tego flakonik z tulipanem. Wziąłem tacę i zaniosłem ją do sypialni. Monika właśnie się przeciągała.
- Pora na śniadanko. - uśmiechnąłem się
Na jej twarzy malowało się zadowolenie. Położyłem tacę na jej kolana i usiadłem obok. W oczach mojej Mońki dostrzegłem łzy.
- Coś nie tak ? - zapytałem zaniepokojony
- Nie, nie. To ze wzruszenia. - popatrzyła na mnie uradowana - Kocham cię.
Objęła moją szyję i złączyła nasze wargi. Taki widok jest najwspanialszy.
- Smacznego. - położyłem się
- A ty co ? Nie będziesz jadł ? - zanurzyła palce w moich włosach
- To dla ciebie. - mruknąłem z twarzą schowaną w poduszkach.
- Sama tego nie zjem. - jęknęła - Musisz mi pomóc.
Powoli się podniosłem i usiadłem przy jej boku.
         Śniadanie zjedliśmy z wielką radością.

OCZAMI MONIKI

   Poszłam do łazienki, żeby się ubrać. Z trudnością wsunęłam na siebie spodnie. Noga dawała mi się we znaki. Kiedy byłam bez biustonosza, do pomieszczenia wszedł Olek.
- Oł przepraszam. - zdezorientowany wydusił z siebie, kiedy mnie zobaczył.
Jakoś za specjalnie mnie to nie ruszyło lekko się uśmiechnęłam i sięgnęłam po biustonosz. Chłopak dalej stał i przygaszony wpatrywał się we mnie.
- Co ? - zapytałam zapinając biustonosz
- Nic. - szepnął i wyślizgnął się z łazienki
Wzruszyłam ramionami i założyłam koszulkę.
- Już wolne - krzyknęłam wychodząc
Postać mojego chłopaka wyłoniła się z salonu.
- Jesteś piękna. - pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki.
Wzięło mnie na Snapa. Odpaliłam aplikację i zaczęłam nagrywać.
- Zobaczymy co Oluś ma w szafkach. - otworzyłam drzwiczki. I tak wyglądał mój pierwszy snap - O lustrzaneczka się tu ukryła. - wyciągnęłam aparat i dodałam nagranie. A teraz zrobimy selfie, bo jeszcze nie ma na niej moich zdjęć. - kolejne nagranie wysłane, a na  lustrzance było coraz więcej moich zdjęć. - Aluś nie zobaczy co robię z jego aparatem, bo jego telefonik leży tutaj.- zaśmiałam się - A poza tym on nie ogląda moich snapów.
Usłyszałam jak szumi woda w toalecie, wiec szybko schowałam lustrzankę. Usiadłam na kanapie jakby nigdy nic i zaczęłam nagrywać jak wchodzi.
- Co już kombinujesz ? - uśmiechnął się - Ej, nie nagrywaj mnie! - zasłaniał się ręką
Dodałam to nagranie i zaczęłam nowe.
- No Monika. - jęczał i usiadł plecami do mnie.

OCZAMI OLKA

Troszkę mnie to zdenerwowało i siedziałem do niej tyłem. Nagle przed moją twarzą pojawił się telefon.
- Selfie. - wesoło oznajmiła
Zobaczyłem w komórce jej roześmianą twarz. Nie chciałem sprawiać jej smutku, więc uśmiechnąłem się. Zrobiła nam zdjęcie i z ekscytacją dodała je do historii.
- Skąd ty masz ponad 100 wyświetleń ? - zapytałem widząc ilość wyświetleń.
- Filip na Insta dodaje swoje zdjęcia i na niektórych jestem. A że ma dużo obserwatorów, to niektórzy dodają nas na Snapie. - uśmiechnęłam się - A ty ile masz ?
- Też coś około tego. - zaśmiałem się - Kocham cię. - pocałowałem ją w policzek
- Zróbmy takiego snapa - ożywiła się - Ale twoim.
Wzięła mój telefon i uruchomiła aplikację. Przytknąłem usta do jej policzka i czekałem, aż to uchwyci.
- Super. - szepnęła po chwili i popatrzyłem na rezultaty.
Podobało mi się. Puściliśmy je w świat. Wziąłem mój telefon i zacząłem przeglądać Snapy. Dostrzegłem, że moja dziewczyna jakieś dodała. Zacząłem je przeglądać.
- Olek, co robisz ? - zapytała radośnie dziewczyna nagrywając mnie.
- Oglądam twoje Snapy. - uśmiechnąłem się i popatrzyłem w jej stronę - Ej ! Moja lustrzanka.
Zaczęła się śmiać. Bardzo kocham ją w takim stanie. Naprawdę, to jest najpiękniejszy widok na świecie. Będę robił wszystko, żeby widzieć ją w takim stanie. Położyłem się wygonie na kanapie, kładąc głowę na jej kolanach.
- Kotek, a może jednak pójdziemy na pogrzeb. - głaskała mnie po głowie
- Monika, proszę. - jęknął
- No dobra, dobra.- westchnęła i złączyła nasze wargi
Spędziliśmy tak kilka godzin. Rozmawialiśmy ze sobą szczerze na różne tematy. Nawet nie wiedzieliśmy, że tak się zagadaliśmy.
- To może się przejdziemy ? - zaproponowałem
- A chętnie. - uśmiechnęła się
- Czekaj. - gwałtownie się podniosłem i pobiegłem po jej buty
Podszedłem do niej i założyłem je jej.
- Ale ty słodki jesteś. - pocałowała mnie w czoło.
      Spacerowaliśmy po parku nieopodal osiedla. Dalej było tak ponuro, ale nie wpływało to na nasz dobry humor. Pod koniec naszego spaceru podeszliśmy do kwiaciarni. Sprzedawczyni podała mi piękny bukiet, a ja zapłaciłem. Wręczyłem go mojej ukochanej.
- Jaki śliczny. - przytknęła sobie do nosa.
- Dla ślicznej kobiety, śliczny bukiet. - dałem jej buziaka.
        Po obiedzie przeglądałem Facebooka. Wszedłem na spotted Łódź, bo czasami idzie tam się popłakać ze śmiechu. Czytałem na głos wszystkie posty. Pozdrawiam chłopaka, który biegał dzisiaj rano około 6.40 i zatrzymał się na rozciąganie koło przystanku. Patrzyłeś się na mnie i odwzajemniłeś uśmiech. Jak odbiegałeś to pomachałeś do mnie. To było bardzo miłe :) To przecież było o mnie. Uśmiechnąłem się do telefonu.
- To o mnie. - oznajmiłem
- Ej, mam być zazdrosna ? - patrzyła na mnie
- Nieeee.
Również pozdrawiam ;) dodałem komentarz. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Poszedłem je otworzyć. Oczom ukazała się moja sąsiadka wraz z jej córką (moją byłą).
- Dzień dobry. - przywitała się - My na comiesięczną herbatkę sąsiedzką.- przywitała się
- Dzień dobry. - byłem trochę zmieszany - A no tak, to dzisiaj. Zapraszam.
Obie weszły do środka i pokierowałem je do salonu. Monika na ich widok gwałtownie się wyprostowała.
- Dzień dobry. - wydukała
Kobiety przywitały się z nią. Wytłumaczyłem jej w jakim celu tu są i poszedłem przygotować herbatę.

OCZAMI MONIKI

 Czułam się niezręcznie w ich obecności. Wiem, że to była mojego Olka. Opowiadali o problemach w bloku i jak je rozwiązać i czułam się beznadziejnie, bo byłam niewtajemniczona. Widziałam, jak Nadia (ex) rozgląda się po salonie. Zatrzymała się na zdjęciu, gdzie Filip ujął nasz pierwszy pocałunek. Chyba ją zabolało. Mój telefon zaczął dzwonić. Wyświetlił się nieznajomy numer.
- Halo. - odebrałam niepewnie
- Hej siostra. - usłyszałam wesoły głos brata
- Filip ! - pisnęłam rozradowana - Co tam u ciebie ?
- A dobrze, dobrze. - zaśmiał się - Dają nam trochę popalić, ale spoko. A co tam u ciebie ?
- Spoczko. Właśnie jestem u Olka.
- Pozdrów go. - polecił
- Masz pozdrowienia. - popatrzyłam na Gawlińskiego
- Dzięki i pozdrów też.- puścił mi oczko
Rozmawialiśmy bardzo krótko, bo w wojsku mają ograniczony czas na rozmowy telefoniczne. Ale dobre i to. Bardzo stęskniłam się za Filipem i brakuje mi go.
Nagle rozległ się dzwonek i Olek wydarł jak oparzony. Usłyszałam wesołe głosy rodziców chłopaka. Wychyliłam się zza futrynę, aby upewnić się, że to na pewno oni.
- Monika ! - uradował się Pan Mariusz i pospiesznie podszedł do mnie.
Wziął mnie w swoje ramiona i pocałował w czoło.
- Co tam u ciebie ? - wypytywał
- A dobrze, dobrze. - uśmiechnęłam się
- Olek jest grzeczny?
- Oj bardzo. Taki słodki. Widać, kto jest jego tatą.
- Jaki lizus. - podszedł do nas chłopak
- O dzień dobry. - zwrócił się starszy Gawliński do kobiet siedzących na kanapie.
        Teraz widziałam jak one czują się głupio w naszej obecności. Ciągle siedziałam wtulona w mojego ukochanego. Zastanawiało mnie, dlaczego one jeszcze nie pójdą do domu. Ta młoda już mnie wkurzała. Ciągle gapiła się na mojego partnera. Miałam ochotę jej wygarnąć, ale nie potrzebna mi żadna afera. Teściu ciągle wypominał jaką jestem dobrą synową i mnie chwalił. Cieszyło mnie to. Bardzo lubiłam rodziców Alka, bardzo mili ludzie i bardzo dobrze mnie traktują. Chyba polubili mnie. Jednak nawiązali wspólny temat z sąsiadką i rozgadali się. Czyli długo jeszcze tu pobędą. I kolejny raz usłyszeliśmy dzwonek. Zdziwiony gospodarz domu poszedł otworzyć. Po chwili wrócił do pokoju.
- Monika, ktoś do ciebie. - za nim wyłonili się moi rodzice.
- Mieliśmy po ciebie przyjechać. - zaczęła mama
- Już ? - patrzyłam na nich zasmucona.
- A może zostaniecie ? - zaproponował chłopak
- Nie, nie będziemy przeszkadzać. - marudziła mama
- Mamo no. - jęknęłam
- No dobra, na chwilę. - westchnęła i zajęli miejsca.
 Ta chwilka przedłużyła się do godziny, która i tak zleciała szybko.
- To my będziemy się zbierać. - wstał tato - Jutro wyjeżdżamy w delegację i trzeba się wyspać.
Smutna popatrzyłam na Olka. Pogłaskał mnie po plecach i uśmiechnął się.
- A może zostaniesz u mnie ? - złapał mnie za dłoń, kiedy szłam do przedpokoju.
- Nie obraź się kochanie, ale wrócę do domu.
- Spoko. - uśmiechnął się. - Uważaj na siebie.
Położył dłoń na moim policzku i czule pocałował.
- Kocham cię. - szepnął
- Ja ciebie też.
- Kwiaty. - podał mi bukiet.
- Widzisz, już o nich zapomniałam. - uśmiechnęłam się. - Pa.
- Pa. Uważaj na siebie. Kocham cię i w ogóle.

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 18

POJUTRZE

    Obudziłam się bardzo zmartwiona. Nie spałam przez pół nocy. Ciągle myślałam o Olku. Przez cały wczorajszy dzień w ogóle się do mnie nie odezwał. Wielokrotnie dzwoniłam, pisałam sms'y i żadnego odzewu. Po 5 próbach nie było sygnału, co świadczyło, że wyłączył telefon. Nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi. Być może o Dawida... Tylko, że on przecież wie, że z nim skończyłam i nic do niego nie czuję. Czy to tak trudno napisać jedną głupią wiadomość ? Dałam mu czas do południa, ale nie doczekałam się jakiejś oznaki życia. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
  Pojechałam do szpitala z nadzieją, że tam czegoś się dowiem. Na korytarzu spotkałam Pana Mariusza.
- Dzień dobry. - podeszłam do niego zmachana
- O dzień dobry ! - uśmiechnął się
- Co się dzieje z Olkiem ? - popatrzyłam na niego przestraszona
Jego oczy nagle zgasły. Położył rękę na moim ramieniu.
- Jego ukochana babcia, z którą był mocno związany wczoraj umarła. - westchnął - Bardzo przeżył jej odejście. Nie miałem z nim żadnego kontaktu. A ty z nim rozmawiałaś ? - jego wzrok był pełen nadziei.
- Nie, nie odbierał. - zasmuciłam się - To ja do niego teraz pojadę.
- Dziękuję ci. - posłał mi lekki uśmiech.
- Do widzenia. - pożegnałam się
     Wzięłam głęboki oddech na korytarzu jego bloku. Nacisnęłam klamkę i drzwi się otworzyły. Dlaczego się nie zamknął ? Weszłam po cichu i ściągnęłam buty. Przemknęłam do salonu i ujrzałam go tam siedzącego na krześle przy oknie balkonowym. Siedział patrząc daleko przed siebie. Był tylko w krótkich spodenkach. Jego twarz była pokryta bólem, cierpieniem, a oczy lekko przekrwione. Wzdrygnęłam się na ten widok.
- Hej kochanie. - szepnęłam i lekko się uśmiechnęłam
Nie doczekałam się żadnej reakcji z jego strony. Podeszłam do niego i delikatnie usiadłam na jego kolanach wtulając się w jego nagi tors. Wsłuchiwałam się w rytmiczne bicie serca mojego ukochanego.
Spędziłam w takiej pozycji kilka minut, a on ani drgnął.
- Olek, kochanie. - przerwałam ciszę - Zrobię ci coś do jedzenia, a ty się ubierz.
Powoli udałam się do kuchni. Szperałam po szafkach, które zawieszone są na sporej wysokości, co nie ułatwiało mi poszukiwanie jakiegoś jedzenia. Pomimo wszelkich starań nie znalazłam nic, co nadawałoby się na obiad.
- Musimy iść do sklepu. - obwieściłam wchodząc do salonu.
Zazwyczaj jestem spokojnym człowiekiem, ale wtedy coś we mnie wybuchło. Alek dalej nie ruszył się z miejsca.
- Ja idę. Nie mam zamiaru tu sterczeć i ciągle być olewana. - zdenerwowana zwróciłam się do niego podniesionym głosem.
Czym prędzej ubrałam buty i złapałam za klamkę. Jednak drzwi nie otwierały się, chociaż zamek nie był zasunięty. Kątem oka dostrzegłam rękę chłopaka, która mocno przypiera drzwi, uniemożliwiając mi wyjście. Po chwili zdecydowałam się odpuścić i odwróciłam się w jego stronę. Stał ze spuszczoną głową pogrążony w smutku.
- Przepraszam cię. - szepnął - Zostań, proszę. Bardzo bym chciał, żebyś została, ale jak pójdziesz, zrozumiem. Ale wiedz, że bardzo cię kocham i jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie chcę cię stracić, tak bardzo cię kocham. A ja cię tak krzywdzę, bo jestem kompletnym debilem. - po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
Poruszyło mnie to bardzo. Podeszłam do niego i otarłam słoną kroplę z jego policzka.
- Nigdzie się nie wybieram. - uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam.
Jego ramiona mocno zamknęły mnie w jego objęciu, a usta przytknął do czubka mojej głowy.
- Ale wyszedłem na mięczaka. - stwierdził
- Nie prawda. - oderwałam się od niego i wpatrywałam w jego oczy. - Prawdziwy mężczyzna nie boi okazać się swoich uczuć czy słabości. Przy mnie nie musisz udawać twardziela, możesz się rozkleić na całego, a ja zawsze będę przy tobie.
Na jego twarzy pojawił się grymas i zaczął szlochać. Przyciągnęłam go do siebie i oparł głowę na moim ramieniu. Delikatnie jeździłam dłonią po jego plecach, a drugą miałam zanurzoną w jego czuprynie. Z czasem jako szlochanie ustawało i uspokajał się.
- Jak ja cię kocham. - rzekł i złączył nasze wargi. - To ja pójdę się ogarnąć i zaraz idziemy na zakupy.
- Okej. - uśmiechnęłam się - Chcesz kawy ?
Przytaknął i udał się do łazienki.
Przynajmniej miał kawę i to mogłam spokojnie zrobić. Niecierpliwie czekałam aż zagotuje się woda. Słyszałam szum wody dochodzącej z prysznica. Czajnik dał znać, że woda już jest gorąca, więc wyłączyłam kuchenkę i zalałam naszykowaną w kubku kawę. Wzięłam kubek z gorącą cieczą i podążałam do salonu. W połowie drogi poczułam straszny ból w nodze i gwałtownie zatrzymałam się. Spowodowało to, że cała kawa wylała się na moją bluzę i poparzyła moją dłoń. Odruchowo chciałam pozbyć się tego co mam w dłoni i puściłam kubek. Z hukiem spadł na podłogę i roztrzaskał się na kawałki. Dłoń zaczęła piec coraz bardziej, a ból w nodze nie przechodził. Natychmiast drzwi do łazienki otworzyły się i wybiegł mój chłopak.
- Monika, nic ci nie jest ? - popatrzył na moją dłoń, a potem na podłogę.
- Nie, trochę ręka mnie piecze. - jęknęłam
Zaczął ją oglądać.
- Chodź pod zimną wodę. - wziął mnie pod ramię i zaprowadził do łazienki i puścił zimną wodę. - Schładzaj. - nakazał i opuścił pomieszczenie.
Jednak zaraz pojawił się z krzesłem i podstawił mi je.
- Siadaj kochanie.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przyklapnęłam - Coś nagle zabolało mnie w nodze no i się oblałam. Przepraszam za kubek.
- Daj spokój z kubkiem. - cmoknął mnie w czoło
Przyglądałam się jak chłopak nalewa do wiadra wody i bierze ze sobą ścierkę.
- Ja posprzątam. - oznajmiłam podrywając się z krzesła
- Siedź tam. - powiedział stanowczo - Posprzątać jeszcze potrafię.
Przypatrywałam się jego pracy. Bardzo zwinnie usunął kawałki niegdyś pięknego, szarego kubka i dokładnie wycierał szare kafelki. Normalnie perfekcyjna pani domu. Moja dłoń już zamarzała, to wyciągnęłam ją spod strumienia zimnej wody i zakręciłam kurek.
- Daj bluzę, to rzucę do prania. - popatrzył na mój ubiór.
Dopiero teraz zauważyłam wielką kawową plamę na moim brzuchu i rękawie. Posłusznie podałam mu ją, a on wrzucił ją do pralki wraz jakimiś swoimi ciuchami.
- Teraz nie mam w czym pójść do sklepu. - westchnęłam
- Coś znajdziemy. - złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu przed szafę.
Wszystkie bluzy były jego, więc były troszeczkę za duże na mnie. W końcu wybrałam jakąś ciemnoszarą typu kangurek. Przełożyłam ją przez głowę i popatrzyłam na mojego partnera.
- I jak ? - zrobiłam pozę na rapera
- Cudnie. - jego kąciki ust lekko się uniosły.
Na korytarzu Olek naciągnął kaptur na głowę i zaczął zamykać drzwi.
- O, dzień dobry panie Olku. - z mieszkania obok wyszła kobieta
- Dzień dobry. - mruknął
- Jak ja Pana dawno nie widziałam. Może wpadnie pan na herbatkę ?
- Nie dziękuję. - burknął i podszedł do mnie - Może kiedy indziej.
Zza pleców kobiety wyłoniła się jakaś młoda dziewczyna, gdzieś w naszym wieku. Olek jakoś spiął się kiedy ona wyszła.
- Chodź. - przerzucił mnie sobie przez ramię. - Do widzenia. - rzucił zbiegając po schodach.
Postawił mnie dopiero na podwórku.
- Moja była. - szybko powiedział i złapał mnie za rękę.
Szliśmy cały czas w milczeniu. Olek dalej był przygnębiony i zamyślony. Funkcjonował na najniższych obrotach.
Weszliśmy do biedronki i wzięliśmy mały koszyk. Przystanęłam przy pułkach i czekałam, aż zacznie coś wybierać. Ale on dalej był nieobecny.
- Co chcesz na obiad ? - szturchnęłam go
- Nie wiem. - mruknął
- A ja mam wiedzieć ? - westchnęłam - Ściągnij ten kaptur.
Szybkim ruchem ręki zsunął materiał z głowy i mocniej zacisnął moją dłoń.
- Nie chcę cię stracić. - popatrzył na mnie
- Nie stracisz. - posłałam mu uśmiech
         Po udanych zakupach wracaliśmy również w milczeniu. W pewnym momencie chłopak przystanął i położył zakupy na ławce.
- Poczekaj tu. - oznajmił i szybkim krokiem udał się w uliczkę.
Ciekawe co on znowu wymyślił...
Po chwili podszedł do mnie z czerwoną różą.
- Przepraszam. - wyciągnął ją do mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko, wzięłam ją i przytknęłam do nosa.
- Dziękuję. - podniosłam głowę, żeby dać mu buziaka
Nachylił się i połączyła nasze wargi w krótkim buziaku.
      Po pysznym obiedzie złożonego z frytek, ryby i sałatki z warzyw, oglądaliśmy telewizję. Chłopak wrócił już do świata żywych i humor po części powrócił.
- Kiedy pogrzeb ? - zapytałam
- Sobotę. - odparł
- O której ? - dopytywałam
- 13.
- Mam iść z tobą ?
- Nigdzie nie idę. - odparł stanowczo - I proszę, nie rozmawiajmy na ten temat.
Oparłam głowę o jego ramię i wciągnęłam się w film.
Dzień powoli się kończył i nastała pora na powrót do domu.
- Będę szła. - podniosłam się
- Zostań dzisiaj u mnie, proszę. - patrzył na mnie błagalnymi oczkami
- Nie mam ciuchów. - jęknęłam
- Załatwi się.
- No dobra. - westchnęłam.
Usiadłam koło niego i połączyłam się z Weroniką.
- Hej młoda. Przywieziesz mi do Olka ciuchy i szczoteczkę ? - rozpoczęłam rozmowę
- Teraz nie mogę. Jadę zaraz na imprezę. - obwieściła
- Weronika no. Ja zawsze wszystko dla ciebie robię.
- Dobra. - westchnęła - Podaj adres i zaraz będę.
- Dziękuję. - rozłączyłam się i przesłałam jej smsem adres.
 Rzeczywiście długo na nią nie musiałam czekać. Bardzo się spieszyła, bo nawet nie miała czasu porozmawiać.

      Świeżo wykąpana przytuliłam się do Olka. Trochę byłam zmęczona, bo zegarek wskazywał 23.
- Spać mi się chce. - westchnęłam
- Masz wolne całe moje łóżko. - pogładził mnie po plecach - Ja się prześpię na kanapie
- Ja pójdę na kanapę. Ty będziesz się tam męczył.
- Nie ma mowy. Ja sobie dam radę. - uśmiechnął się
- A położysz się koło mnie, żebym zasnęła ? - zrobiłam oczy jak kot ze shreka
- Jasne. - objął mnie ramieniem - Chodź.
Doczłapałam do jego łóżka i delikatnie na nie opadłam. Chłopak zajął miejsce koło mnie, a ja do niego się przytuliłam.
- Dobranoc. - szepnęłam
- Dobranoc. - pocałował mnie w czoło.
Powieki robiły mi się coraz cięższe. Olek jeździł delikatnie dłonią po moich plecach. Było tak przyjemnie. W pewnym momencie Gawliński powoli wyswobodził się z mojego uścisku i wstał z łóżka. Poczułam jeszcze jego wargi na mojej głowie i wyszedł. Widocznie myślał, że już zasnęłam. Chciałabym, żeby tak było... Ale nieważne jak bardzo się starałam, sen nie chciał złapać mnie w swoje sidła. Myślami krążyłam wokół Olka i tych przykrych wydarzeń, które go spotkały. Szkoda mi go jest bardzo, bo widzę jak strasznie cierpi. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie mogę, nie ma na to sposobu.
Minęły dwie godzinny, a ja dalej nie spałam. Wierciłam się, przewracałam z boku na bok, ale to nic nie dawało. Podniosłam się powoli wzięłam poduszkę i kołdrę i poszłam do salonu. Aluś smacznie sobie spał na podłodze. Po cichu położyłam się koło niego i przytuliłam. Wtedy poczułam się o wiele lepiej, tak spokojnie, bezpiecznie. Sen nawiedził mnie w mgnieniu oka.

środa, 24 lutego 2016

Rozdział 17

Z bratem rozmawialiśmy do 4 rano. Wspominaliśmy nasze wspólne chwile z dzieciństwa. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy mieli już się nie spotkać. Nie chciałam go tam puszczać, nie umiem normalnie funkcjonować bez niego przy moim boku. Zawsze był przy mnie. Teraz się o niego boję, po tym jak Olek powiedział mi o Maćku... Chłopak przyznał się, że nie mówił mi o tym, bo nie puściłam bym wtedy Filipa. Ale przecież co ja mogę ? To jego życie i jego wybór. Spałam tylko do 8, bo zapomniałam wyłączyć budzik na studia. Odpuszczam sobie dzisiejsze zajęcia. Nie potrafiłabym skupić się na słowach i czynnościach wykładowców. Założyłam słuchawki na uszy i bardzo głośno puściłam  muzykę. Chciałam oderwać się od tej rzeczywistości, ale co mi się udawało, to zaraz i tak w mojej głowie pojawiał się Filip. To dowód na to, że on zawsze jest ze mną. Chęć przekąszenia owsianki z owocami zawładnęła mną i poprowadziła do kuchni. Nie lubię tego czekania, aż płatki się ugotują. Jednak gdy wszystko jest gotowe jestem w siódmym niebie. Wracając do pokoju ujrzałam sylwetkę brata siedzącego na tarasie w naszym ogródku. Odstawiłam talerz na stole i pełna troski podążałam w jego stronę. Jego myśli wybiegały daleko stąd, bo nawet nie drgnął, kiedy otworzyłam drzwi. Kucnęłam koło niego i przytuliłam. Bardzo dziwnie się czułam, ponieważ to on zawsze mnie przytulał, a nie ja jego.
- Będę tęsknił. - wydusił z siebie patrząc w dal.
- Uwierz mi, że ja bardziej. - przyznałam się
- Olek będzie z tobą, będzie się tobą opiekował. - wypowiedział to tak, jakby on był odpowiedzialny za moje bezpieczeństwo.
- Jadłeś śniadanie ? - chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- Nie, nie mam nawet ochoty. - jego smutne oczy przeniosły się na moją osobę.
- Filip, nie możesz tak. Chodź coś zjeść. - sterczałam nad nim.
- Nie chcę.
Burczenie w brzuchu robiło się nachalniejsze. Powędrowałam po moją owsiankę i zaczęłam ją konsumować. Jednak serce mi mówiło, że nie mogę zostawić tam samego brata. On teraz mnie potrzebuje. Tak jak zawsze ja go potrzebowałam, tak teraz role się zmieniły. Wzięłam miskę i zajęłam miejsce koło Filipa. Powoli przeżuwałam pyszną papkę z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję Ci. - dał mi buziaka w policzek. - Dziękuję Ci za to, że jesteś przy mnie.
Uśmiechnęłam się szeroko i złapałam go za rękę.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie.
- Nie uważasz, że jesteśmy za starzy na takie przytulanki ?
- Nigdy nie będę się wstydziła. - uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Udałam się do mojego pokoju. W szufladzie pełnej różnych kabli, wygrzebałam pasujący do mojego telefonu. Wzięłam go i prześlizgnęłam się z mojego do brata pokoju. Od razu uruchomiłam jego komputer i drukarkę do zdjęć. Filip jako fan fotografii ma wiele sprzętu z tym związanym, np. tło do sesji, jak i tą drukarkę. Odnalazłam nasze ostatnie przepiękne selfie, na którym jest: Werka, Filip, Olek i ja. Po chwili fotografię miałam już w dłoni na tekturce. Sprawnie zatarłam wszelkie ślady mojej obecności i pospiesznie opuściłam pomieszczenie. Przez otwarte drzwi w salonie wpadało rześkie podmuchy kwietniowego powietrza. Wywołało to u mnie falę dreszczy i gęsią skórkę. Pospiesznie wyszperałam dresy z mojej szafy i natychmiast je założyłam. Kocham Cię <3 przyszedł mi sms od chłopaka. Od razu pojawił mi się uśmiech na twarzy. Włączyłam wifi i uruchomiłam Snapchat'a. Z ust zrobiłam dzióbek i ujęłam to na Selfie. Podpisałam Też Cię kocham ! :* <3 i wysłałam. Szybko dostałam odpowiedź. Jego selfie w lustrze do pasa bez koszulki. Jednak coś przykuło moją uwagę. Nie widziałam u niego wystających bokserek czy ręcznika. Czy ty jesteś nagi?
wysłałam i znowu zaczęłam się przyglądać przechwyconej fotografii. No nie ma opcji, żeby był ubrany. Może ;) :D otworzyłam wiadomość. Czułam jak na mojej twarzy pojawiają się wypieki. Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i za bardzo nie wiedziałam co miałam zrobić. Kiedy przyjedziesz ? Chciałam jak najszybciej zmienić temat i wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Po 11 :* Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 10.56. Jęknęłam tylko na myśl, że jeszcze pomad godzinę muszę na niego czekać.
-  Pograsz ze mną w Tekken'a ? - do pokoju wszedł brat
- Jasne. - uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim
       Gra bardzo nas rozluźniła i wciągnęła. Skończyliśmy grać dopiero o 11, jak zadzwonił telefon Filipa. On już poszedł się szykować a ja wygonie rozłożyłam się na kanapie. Nie zdążyłam nawet przyjąć wygodnej pozycji, a tu już dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - poinformował Filip i udał się do przedpokoju.
Zwrócona twarzą do oparcia, nakryłam głowę poduszkami i zamknęłam oczy. Chociaż chwila spokoju i odpoczynku.
- Hej. - delikatny szept dotarł do moich uszu i poczułam pocałunek na mojej głowie.
Powoli wydobyłam się z moich okopów i rozpromieniona popatrzyłam na mojego gościa.
- Hej. - objęłam jego szyję i dałam buziaka. - Mój przystojniaczek kochany. - zaśmiałam się i przyciągnęłam go do siebie tak, że jedyne co mógł zrobić, to położyć się koło mnie. I tak też zrobił. Jego bliskość dodawała mi energii. Cudowny zapach jego perfum pieścił mój mocno wyczulony węch.
- Jestem słaby w takich sprawach - wpatrywał się we mnie - Chciałbym cię zabrać na randkę. Pójdziesz ? - uśmiechnął się lekko.
- Ale ty jesteś słodki. - zanurzyłam palce w jego czuprynie - Jakbym mogła ci odmówić. - dotknęłam jego wargi moimi - Ej, Olek. - wyprostowałam się nagle - Ilu osobom wysłałeś to zdjęcie ?
- Wszystkim. - zaśmiał się
- Ile masz dziewczyn w znajomych ? - dopytywałam całkiem poważna
- Oj, Monika, nie wiem. Kilka. - westchnął - Jesteś o mnie zazdrosna ? - zachichotał podnosząc przy tym brew.
Siedziałam przed nim ze spuszczoną głową i za bardzo nie wiedziałam, co mam zrobić. Sama wkopałam się w tę sytuację. Nie chciałam się przyznać, ale jednak troszkę zazdrości mnie dotknęło.
- Kochana. - przyciągnął mnie do siebie i przytulił. - Tylko do ciebie wysłałem.
Zadowolona wtuliłam się w jego umięśniony tors.
- A co tu się dzieje ?! - z podniesionym głosem, Filip wszedł do salonu.
Lekko się przestraszyłam, czego skutkiem był lekki podskok z uderzeniem Olka w szczękę. Chłopak cicho syknął i złapał się w miejsce bólu.
- Przepraszam, przepraszam. - spanikowana pogłaskałam go po twarzy.
- No ładnie, tak znęcać się nad bezbronnym chłopem... - westchnął brat, po czym zaczął się śmiać
- Nic ci nie jest ? - nadal przestraszona wpatrywałam się w mojego ukochanego.
- Nie, spokojnie. - pogłaskał mnie po plecach. - Jedziemy ? - zwrócił się do przyjaciela.
Filip miał już na sobie mundur wojskowy. Przystojnie w nim wyglądał. Jak taki twardziel, którego nic nie ruszy. Duma we mnie wzrastała, kiedy patrzyłam na jego ubiór. Będzie walczył za kraj, za mnie i to tylko ze swojej zachcianki.
          Na dworcu czułam się okropnie. Całe moje wnętrze posypało się z żalu. Nie chciałam go tam puszczać.
- Mam coś dla ciebie. - szepnęłam i z kieszeni wyciągnęłam zdjęcie
Widziałam jak łzy napływają mu do oczu, gdy chował fotografię do kieszeni na piersi.
- Dziękuję. - przytulił mnie mocno
- To co, zdjęcie pożegnalne ? - wypalił Olek, aby rozluźnić atmosferę.
Przystaliśmy na jego propozycję i nasza trójka ustawiła się do selfie. Udało mi się szczerze uśmiechnąć i bardzo dobrze wyszłam. Już wtedy wiedziałam, że dodam je na Instagrama.
- To ja idę. - westchnął Filip i zaczął iść w kierunku pociągu.
Z opuszczonymi rękami obserwowałam oddalającą się sylwetkę brata. Pękło coś we mnie i zaczęłam płakać.
- Filip ! - krzyknęłam i najszybciej jak mogłam kierowałam się do niego.
Odwrócił się do mnie i objął mnie swoimi ramionami.
- Ciii - uspakajał mnie - Obiecuję ci, że wrócę. Muszę iść.
Oderwałam się od niego i patrzyłam na niego przez łzy. Przyłożył palce do czoła i twardo wpatrywał się we mnie. Roztrzęsiona uczyniłam ten sam gest i po chwili mocno spuściłam rękę.
- Opiekuj się nią. - zwrócił się do mojego chłopaka i wszedł do pociągu.
Gawliński objął mnie w pasie i pocałował czubek głowy. Oparłam się o niego i wypatrywałam w oknie sylwetki mojego brata. Wyłonił się dopiero kiedy maszyna ruszyła. Pomachałam mu, a on nam.
         Leżeliśmy na olkowej kanapie oglądając film. Byłam bardzo przybita, co bardzo jasno pokazywałam ukochanemu. Nie chciałam być dla niego taka niemiła, bo wiem, że tym go krzywdziłam.
- Dawaj, jedziemy. - namawiał mnie
- Nie mam ochoty.
- Obiecałaś mi. - zaczął się denerwować - Przynajmniej trochę się oderwiesz od tego.
- Nie możemy zamówić pizzy ? - jęknęłam
- Możemy, ale na miejscu. - przerzucił mnie przez ramie i wynosił do przedpokoju.
- Olek puść mnie ! - okładałam go pięściami - Zgadzam się, zgadzam. Tylko mnie puść !
Postawił mnie i dał buziaka. Niechętnie ubrałam buty i kurtkę i opuściłam dom.
           Długo się nie zastanawiałam jaką pizze chcę. Moją ulubioną jest zwyczajna, taka z serem i pieczarkami. Nie przepadam za dodatkami, ale jak są to też zjem oczywiście. Bardzo mało osób było w lokalu, więc wybraliśmy najlepsze miejsca. Fajnie wyglądał Olek przy okienku do zamówień. Śmiać mi się bardzo chciało. Taki długi drągal mocno pochylony, w celu wytłumaczenia Pani zamówienia. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam snapa.
- Ile ty masz dokładnie wzrostu ? - zaśmiałam się, kiedy usiadł naprzeciw mnie
- Metr dziewięćdziesiąt osiem. - oznajmił - A co ?
- Nic, tak pytam. - uśmiechnęłam się - Słodko wyglądałeś przy zamawianiu.
- W końcu się uśmiechnęłaś. - złapał moją dłoń. - Kocham cię.
- Ja ciebie też.
W bardzo dobrej i luźnej atmosferze czekaliśmy na nasze zamówienie. Oderwałam się od tego  smutku wywołanego wyjazdem brata. Dobrze, że mam go przy sobie.
            Po udanej randce pojechaliśmy do mieszkania chłopaka. Zmęczona opadłam na kanapę. Oparłam się o tors Alka i włączyłam telewizję.
- Olek, co się stało ? - zapytałam widząc jak wybiega myślami daleko stąd.
- Nic. -westchnął - A co ?
- Kochanie widzę. - naciskałam na niego - Ja tobie mówię o wszystkim.
- Ostatnio. - zaczął - Przywieźli do szpitala nastolatkę. Miała mocno pogruchotane żebra, nogę i ręce. Wjechał w nią samochód. Składałem jej rękę. Po wielogodzinnej walce, umarła.
Po jego policzku spłynęła łza. Odwróciłam się w jego stronę i przytuliłam go. Widać, że było to dla niego bardzo mocne przeżycie.
- Pierwszy pacjent, którego straciłem. - wyjaśnił
Dziwnie mi tak patrzeć na przybitego Olka. Zawsze widziałam go uśmiechniętego, pełnego energii, a teraz... Położył się, kładąc głowę na moich nogach. Głaskałam go delikatnie i wpatrywałam się w jego pełną smutku twarz. Zainteresował mnie program telewizyjny, który bardzo mocno mnie wciągnął. Po jakiś 20 minutach przeniosłam wzrok na chłopaka, który smacznie sobie spał. Piękny widok, taki chciałabym mieć codziennie.
Nie miałam serca go budzić po  dwugodzinnej drzemce, jednak musiał jechać do pracy.
- Oluś. - leciutko go szturchałam - Oluś, wstawaj. Spóźnisz się do pracy.
- Yhym - mamrotał sobie pod nosem
Powoli otworzył oczy i od razu się uśmiechnął.
- Taki widok po przebudzeniu to coś wspaniałego. Chciałbym, żeby było tak już zawsze. - oznajmił
- Wstawaj, wstawaj, bo się spóźnisz. - poklepałam go po brzuchu
Wyciągnął się i powoli wstawał. Podszedł do szafy i wyciągnął jakieś ubrania. Bez słowa udał się do łazienki. Nie wiem co jeszcze mogę dla niego zrobić. Trudno mi tak na niego patrzeć.
Przyszedł do mnie przebrany w koszulę. Przyciągnęłam go do siebie i zaczęłam namiętnie całować. Po chwili oporu poddał się i zaczął mocno się wpijać w moje wargi.
- Muszę - szeptał po między pocałunkami - Iść - do - pracy
Nie chciałam go puścić. Nie mogłam się oderwać.
- Monika. -  oparł swoje czoło o moje. - Kocham cię, ale muszę iść. - dał mi buziaka i poszedł się ubierać.
- Pamiętasz o dzisiejszym wypadzie z dziewczynami ? - oparłam się o futrynę
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Będę za 2 godziny. Pa. - dał mi buziaka i opuścił mieszkanie.
    Kiedy mój chłopak spał, ja wysłałam sobie dzisiejsze zdjęcie. Kochanie moje ujęło nawet moment, jak salutujemy. Postanowiłam, że najpierw je dodam,a później selfie.
Nie odpowiadało mi siedzenie samej w domu. Nudziłam się strasznie, a czas dłużył się w nieskończoność. Ale kiedy wszedł do domu rzuciłam się mu na szyję.
- Jedziemy ? - byłam gotowa do wyjścia
- Yep. - wziął mnie pod rękę i wyszliśmy na korytarz.
          Weszliśmy do klubu, w którym dość głośno leciała muzyka. Od razu dostrzegłam moje przyjaciółki. Obie były z partnerami. W końcu poznam wybranka Gabryśki. Z tego wszystkiego nie zdążyłam go jeszcze poznać. Zadowoleni podeszliśmy do paczki. Nagle zamarłam. W mojej głowie kłębiło się pełno myśli.
- Hej. - z transu wyrwała mnie Ania
- Hej. - przywitałam się z nimi
- Olek to jest Dawid. - Gabryśka przedstawiła swojego chłopaka
Uścisnęli sobie dłonie.
- Słyszałam Marcin, że miałeś ostatnio sesję zagranicą. - zaczęłam rozmowę
- Tak - partner Ani od razu się ożywił
Wdaliśmy się w bardzo długą rozmowę o jego pracy. Marcin jest profesjonalnym fotografem i ma bardzo ważne zlecenia. Miał na przykład zlecenie na sesję od Małgorzaty Kożuchowskiej. Często go nie ma w domu, ale Ania bardzo dobrze sobie radzi.
Nie piłam żadnych trunków jako jedyna. Olek wypił jakiegoś jednego drinka. Jednak nadeszła pora, której tak bardzo się obawiałam. Zostałam z nim sam na sam. Gabryśka wyciągnęła Alka do tańca, a Ania Marcina.
- Monika. - przysiadł się bliżej - Możemy porozmawiać ?
- Niby o czym ? - powiedziałam sucho
- O nas.
Zaczęłam się śmiać. Bardzo mocno mnie to rozbawiło. Poczułam jak dłoń Olka opada na moim ramieniu.
- Z czego się śmiejemy ? - zapytał
- A no właśnie Dawid, co chciałeś powiedzieć ? - zwróciłam się do partnera Gabi
- Nic. - popatrzył na mojego chłopaka
- Nie no mów, nie krępuj się Olka. - cały czas się śmiałam - A nie, zapomniałam, że z ciebie jest dupek i niezły tchórz.
- Dobra! Bo ja cię jeszcze kocham. - wydusił z siebie
Teraz to Olek zaczął się śmiać.
- To ty jesteś tym kochanym Dawidkiem, co zostawia dziewczynę dla innej i wypuszcza w ciemne miasto, podczas ulewy. A i ten co nawet się nie zainteresował dziewczyną, którą kocha, a ona ledwo co uszła z życiem. Ciekawe czy wiesz, że twoja ukochana ma najgorsze jakie może być złamanie kości udowej ? - Gawliński był zdenerwowany
- Doktorku wyluzuj. - Dawid podszedł do Olka - Rozumiem, że zostałeś omamiony jej urodą i wdziękiem, ale ona należy do mnie.
- Pomarzyć zawsze można. - Alek uśmiechnął się do niego
Objęłam chłopaka w pasie i przytuliłam się do niego.
- Nie gadaj z nim, nie warto. - dałam buziaka - Wracamy do domu ? Noga mnie strasznie boli.
- Oczywiście kochanie. - pocałował mnie w czoło.
- Dziewczyny, mu już lecimy. - poinformowałam przyjaciółki, które właśnie wróciły z parkietu.
- Tak szybko ? - zasmuciły się
- Noga mnie boli. - oznajmiłam - Dzięki za miły wieczór. - uśmiechnęłam się
- No trzymajcie się. - pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do wyjścia.
Przy wyjściu dogoniła nas Gabi.
- Monika, czy tu chodzi o Dawida ? - zapytała
- Czy ty jesteś normalna ?! Z kim ty się związałaś ?! Wiesz, że to dupek ! On z tobą zrobi to samo co ze mną ! To nie jest facet dla ciebie ! Zasługujesz na kogoś lepszego. - waliłam prosto z mostu
- Ty jesteś o niego zazdrosna ?! - naskoczyła na mnie
- Czy cię do końca porąbało ?! Tu nie ma o co być zazdrosnym. Ja się tylko martwię o ciebie, bo nie chcę, żebyś ty cierpiała, to samo co ja. Ten cały czas spędzony z nim, to najgorsze chwile w moim życiu, zmarnowane na maxa. Nie pakuj się w to bagno. - mówiłam ze łzami w oczach
- Nadal coś do niego czujesz ? - nadal mnie atakuje
- Ej, ej, ej. Czy ty słyszysz co mówisz ? - w  mojej obronie stanął Olek - Ja nie mam zamiaru tego słuchać. Chodź kochanie. - pociągnął mnie za rękę
- Tak, najlepiej uciekać. Suki już tak mają.
- Coś ty powiedziała ? - szlochnęłam
- Idź już do Dawidka - krzyknął na nią Olek - Nie chcę cię już nigdy widzieć !
Chłopak załatwił całą sprawę za mnie. Zdruzgotana wtuliłam się w niego.
            Chciałam wrócić do domu, pobyć z mamą. Wypłakałam się jej, bo wiem, że ona zawsze mnie pocieszy i pomoże.

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 16

          Godzina 6.30 a ja już wstaję... No niestety mam studia na 8... Wygrzebałam się z pod kołdry i pośpiesznie wstałam. Wzięłam przyszykowany strój ratownika medycznego i bieliznę. Do moich uszu doszedł dźwięk przychodzącej wiadomości. Wzięłam telefon i odczytałam ją Śpisz ??? :D od Aluś. Uśmiechnęłam się do wyświetlacza i szybko wystukałam: Nie :* A ty czemu nie śpisz ? 
Wyczuwałam u siebie dobrą formę. Mimo, że musiałam zrywać się tak wcześnie z łóżka, to byłam pełna energii. Mycie zębów przerwał mi sms. Bo biegamy z Grzegorzem :* ;) Po przeczytaniu od razu odpisałam No już, bo Ci uwierzę :P :* Szybko się uwinęłam z łazienkowymi sprawami i poszłam do pokoju. Przypomniałam sobie, że dostałam wiadomość. Tym razem mms.

Nie mogłam się napatrzeć na fotografię. Grzegorz jak Grzegorz, ale Olek... Mój przystojny kochany doktorek. Ciekawe czy dużo pacjentek go podrywa... Dobry kąsek z niego. Nie dość, że lekarz, to jeszcze młody, a w dodatku mega ciacho. Dziwne, że żadna nim się nie zajęła. Mój <3 Kocham Cię :* <3 Tylko tyle udało mi się wymyślić. Wzięłam się za pakowanie książek potrzebnych na dzisiejsze zajęcia. 
             4 godziny na studiach zleciały mi w mgnieniu oka. Chciałam zrobić niespodziankę Gawlińskiemu, więc od razu po zajęciach pojechałam do niego, bez uprzedzenia. Spędzę z nim chociaż chwilkę, bo przecież pracuje dzisiaj od 12 do 18... Czyli ma dla mnie niecałą godzinę. Dostanie się na jego piętro, to jak wdrapywanie się na szczyt góry. Dlaczego nie mogą zamontować tu windy ? Po większym wysiłku, udało mi się wspiąć. Nacisnęłam klamkę od jego drzwi i się zdziwiłam, bo były otwarte. Po cichy wślizgnęłam się do mieszkania i ściągnęłam kurtkę. Z salonu dobiegały dźwięki z telewizora. Przemieszczałam się tam jak ninja, aby mnie nie usłyszał. Jednak obraz jaki tam zastałam nieźle mnie rozbawił. 

- Normalnie zrobię wam zdjęcie. - zaśmiałam się i wykonałam fotografię 
- Hej Misia. - uśmiechnął się do mnie - Ale zrobiłaś mi niespodziankę. 
- No widzę. - westchnęłam 
- Chodź. - wyciągnął do mnie rękę - Siadaj 
- Podziękuję. Nie lubię psów. - oznajmiłam 
Nic nie odpowiedział. Leżał tak dalej grając w Fifę. Trochę zrobiło mi się smutno, bo woli psa niż swoją dziewczynę. Nie miałam zamiaru tam tak stać i odwróciłam się do wyjścia. Nie chciałam się z nim znowu kłócić. 
- Kochanie. - przytulił mnie mocno - Gdzie ty się wybierasz ? Dopiero co weszłaś i już chcesz  wychodzić ? 
- Grałeś, więc nie chciałam Ci przeszkadzać. - westchnęłam 
- Przecież wiem, że chodzi o Grzegorza. - jeździł dłonią po moich plecach - To dasz mi tego buziaka ? - uśmiechnął się 
Kiwnęłam tylko głową i złączyłam nasze wargi. Z kilku buziaków przeszliśmy do namiętnego pocałunku. Tę przyjemną chwilę przerwał nam dzwonek do drzwi. Chłopak oderwał się ode mnie i podszedł do drzwi po czym otworzył je. Naszym oczom ukazał się policjant w mundurze (ten po lewej). Przystojny, młody chłopak o brązowych włosach i niebieskich oczach.
- Dzień dobry. - zaczął
- Dzień dobry - odpowiedzieliśmy jednocześnie z chłopakiem
Chłopak zaprosił go gestem do środka i zamknął drzwi.
- Wie Pan w jakiej sprawie jestem ? - zapytał
- Chyba się domyślam - Olek uśmiechnął się
Ja byłam cały czas zestresowana. Nie wiedziałam o co chodzi, co takiego Olek mógł zrobić. Jednak chłopak nie wydawał się być zaniepokojony, wręcz przeciwnie był wesoły.
- To co, o 19 ? - policjant spojrzał w moją stronę
- Spoko. - potwierdził Alek - A właśnie. To jest moja Monika. - podszedł do mnie i objął ramieniem. - Monika to jest Damian, Damian Monika.
- Miło mi - podszedł do mnie i podał rękę 
- Mi również. - uścisnęłam ją i uśmiechnęłam się 
- Jakieś wezwanie w pobliżu ? - Gawliński jak zwykle wszystko chce wiedzieć.
- Nie, przejazdem. - zaśmiał się Damian - Dobra, to do zobaczenia wieczorem. - uśmiechnął się i wyszedł.
- Mój najlepszy przyjaciel. - od razu zaczął tłumaczyć - Jest policjantem. Dzisiaj przychodzi do mnie z dziewczyną. Także poznasz ich. - dał mi buziaka w czoło.
- Mhm. - mruknęłam 
- Muszę się szykować kochanie. - westchnął - Pomożesz mi wybrać koszulę ? 
Szeroko uśmiechnięta pokiwałam twierdząco głową. Podeszliśmydo jego szafy, która była spora jak na jedną osobę. W środku było masa koszul. Nigdzie nie widziałam jakiś koszulek czy bluz. Od razu w oko wpadła mi zielona koszula w kratke
- Ta. - wręczyłam mu ją - Do tego weź te czarne spodnie i będzie cudnie. 
- Trochę mało elegancko, ale dla Ciebie wszystko. - dał mi buziaka i poszedł się przebierać. 
Przeglądałam reszte jego ubrań. Ma bardzo dobry styl. Podoba mi się. Z drugiej strony, jego praca zmusza go do takiego stroju. 
- Monia - usłyszałam jego wołanie - Chodź tu.
Zaciekawiona efektem poszłam do niego. Wciskał jeszcze koszulę do spodni. Bardzo fajnie mu w tym. Jego twarz promieniała z radości. Dopadły mnie wspomnienia ze wczorawj i to jak go spoliczkowałam. Teraz to bardziej mnie to zabolało. Mimo wszelkich starań pojedyncze łzy spływały mi po policzkach. 
- Ej, misia, co się stało ? - zatroskany położył ręce na moich barkach. 
- Bo ja nie wiem, jak ja mogłam cię uderzyć... - wyszeptałam 
- Nie myśl o tym. - zamknął mnie w swoim uścisku. - Nic się nie stało. 
- Stało. - lamentowałam 
- Ciii. - uspokajał mnie głaszcząc moje włosy.
Przytulona do jego torsu, powoli dochodziłam do siebie. Delikatnie przytknęłam dłoń do jego policzka. Posła mi uśmiech i dał buziaka. 
- Jedziesz do prywatnej ? - zapytałam
- Yep. - pakował coś do swojej teczki.
- To jadę z tobą. - oznajmiłam i zaczęłam się ubierać.
- Okej. 
   Akurat jak jechaliśmy w radiu leciała piosenka Aviciiego Hey brother. A że bardzo ją lubimy, to wydzieraliśmy się na całe gardła. Kocham tego wariata. Prywatnie jest całkiem innym człowiekiem. Podziwiam go, że ciągle jest uśmiechnięty. Przecież w jego pracy jest tyle smutku, w szpitalu co chwilę ktoś umiera. Może jeszcze żaden jego pacjent nie odszedł, no ale przecież przechodzi koło tych cierpiących ludzi. Ku mojemu zaskoczeniu, Olek ma naprawdę bardzo dobry głos. Jazda Passatem to coś pięknego. Jest bardzo wygodnie i tak jakoś przyjemnie. A jak jeszcze do tego dojdzie przystojny mężczyzna, to już w ogóle ! 
   Podjechaliśmy pod klinikę i opuściliśmy pojazd. Zaczął dzwonić mój telefon, więc wyciągnęłam go i odebrałam. 
- No hej Werka, co się dzieje ? 
- Masz może zielony lakier do paznokci ? - zapytała 
- No gdzieś powinnam mieć. - odpowiedziałam 
- No dobra, a gdzie ? 
- Pa. - szepnął Alek, dał mi buziaka i poszedł do budynku. 
Stałam przy aucie i tłumaczyłam siostrze, w których miejscach musi szukać. W końcu po kilku minutach udało jej się znaleźć. Powolutku weszłam do kliniki i zajęłam krzesełko. Sporo osób czekało na swoją kolej. Na szczęście większość, czekała na rehabilitacje, które odbywają się w pobliskiej sali do gabinetu ortopedy. Byłam trzecią osobą na konsultacje. Gawliński oczywiście nie pamiętał, że mam wizytę kontrolną. Drzwi się otworzyły i wyłonił się z nich wysoki chłopak w białym fartuchu. Tak to on. Przeszedł koło mnie i tylko kątem oka zerknął na moją osobę. 
- Tak jakoś inaczej Pan dzisiaj wygląda. - rzekła do niego pani recepcjonistka z uśmiechem 
- Dziewczyna mnie ubierała. - zaśmiał się i wracał do swojego pokoju 
Tym razem posłał mi uśmiech. Weszła w końcu do niego starsza pani.
- Przystojny taki ten nasz Pan doktur. - zachichotała staruszka do pani, która była za mną w kolejce. 
- Oj tak, tak. Moja córa - wskazała na nastolatkę siedzącą koło niej - bardzo jest w niego zapatrzona.
- Mamo ! - okazała swoje niezadowolenie 
Kobiety prowadziły konwersację jaki to on nie jest cudowny, milutki i w ogóle. Na szczęście pierwsza wizyta nie trwała długo i kolejna osoba weszła. Jednak panie z kolejki na rehabilitacje podłapały temat i teraz one komentowały. Myślałam, że zaraz tam nie wytrzymam. Co chwilę zerkałam na zegarek i tupałam zdrową nogą. Po upływie 15 minut drzwi od gabinetu się otworzyły i wyszła kobieta.
- Ah zapomniała bym ! - uśmiechnęła się - Proszę tu dla pana świeży, biały serek. Swojski. - wręczyła mu reklamówkę
- Ale nie trzeba było. - uśmiechnął się 
- Trzeba, trzeba. Pan taki kochany. Będzie pan miał na dzisiejszą kolację. 
- Dziękuję bardzo.
- Ma pan dziewczynę ?  - wypaliła
- Mam. - potwierdził trochę zdziwiony 
- No, to panu coś przygotuje. 
Olek zmieszany powiedział, że może wejść następna osoba i znikł w swojej jaskini. Powoli wstałam i udałam się w danym kierunku. Doktor był zanurzony nosem w papierach i nawet nie patrzył kto wchodzi. 
- Dzień dobry. - przywitałam się 
- Dzień dobry. - odpowiedział nie odrywając się od pracy 
Myślałam, że zaraz wybuchnę tam śmiechem. 
- Proszę siadać. - popatrzył na mnie i zaczął się śmiać - Dzisiaj masz wizytę ? 
- No jak widać. - puściłam mu oczko. 
Po skończonym pisaniu, podszedł do mnie i zaczął oglądać nogę. Co chwilę przechodziły mnie ciarki, bo robił to tak delikatnie. Kocham to uczucie, jak swoimi długimi palcami jeździ po moim ciele. Wszystko z nogą było dobrze. Dał mi buziaka na pożegnanie i wyszłam. 
- Monika ! - zawołał mnie, gdy pokonywałam korytarz. 
Odwróciłam się w jego stronę i wpatrywałam w jego postać. Czułam jak wszystkie oczy są zwrócone ku naszym osobą. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę z reklamówką.
- Wzięłabyś ten ser ? - zapytał - Bo nie chcę, żeby tu leżał i schowasz go do lodówki. A wieczorem przywieziesz mi go.
- Dobra. - westchnęłam i przejęłam od niego reklamówkę 
- A właśnie. Zrobiła byś zakupy na dzisiejszy wieczór ? Jakieś chipsy i napoje. Zaraz przyniosę ci pieniądze. - potruchtał do gabinetu 
Wyszedł z uśmiechniętą miną. 
- Nie wziąłem portfela. - zaśmiał się 
- Spoko, mam przy sobie kartę. - obwieściłam - Dobra, idę na autobus. 
- O nie, nie. Autobusem to ty jeździć nie będziesz. - złapał mnie za rękę. - Filip nie może przyjechać ? 
- Nie ma go. 
- A mama ? Tata ? - wypytywał 
- Delegacja.
Z gabinetu koło nas wyszedł Pan Mariusz. 
- Ooo dzień dobry. - przywitał się 
- Dzień dobry. - szeroko się uśmiechnęłam 
- Tato, jedziesz do domu ? - Alek patrzył na niego błagalnym wzrokiem 
- No jadę. A co ? 
- No to super ! - zadowolił się - Odwieziesz Monikę do domu. 
- Ty, ty, ty młody. Ojcu rozkazujesz ? - zaśmiał się 
- Oj tam, oj tam. - poklepał go Olek - Wiem, że to zrobisz, przecież to Monika. 
- No tu masz rację, dla Moniki wszystko. - puścił mi oczko. - To, co. Jedziemy ? 
- Tak. - przytaknęłam - Pa. 
- Pa. - pocałował mnie i poszedł do swojego gabinetu.
            Godzina 17.45, a ja już jestem u mojego chłopaka. Jego tato jest taki kochany, że dał mi klucze do jego mieszkania. Właściciel będzie za jakieś pół godziny, więc spokojnie mam czas na zrobienie dla niego jakiejś kolacji. Wykorzystując ser, który dostał, rozrobiłam go ze śmietaną dodając szczypiorku i soli. Kiedy kładłam na talerzyk pajdy chleba, ktoś przytulił mnie od tyłu. Na moich ustach momentalnie pojawił się uśmiech. 
- A co ty tu robisz ? - zapytał rozbawionym głosem. 
- Kolację dla ciebie. - droczyłam się z nim 
- Wiesz, że cię kocham ? - dał mi buziaka w policzek
       Siedzieliśmy razem w salonie i rozmawialiśmy o jego przyjacielu.
- On był policjantem w USA ? - zapytałam go w pewnym momencie 
- Skąd wiesz ? - zdziwił się trochę 

Pokazałam  mu tę fotografię. 
- Już znalazłaś go na instagramie ?- zaśmiał się - Tak, był policjantem w USA. Przez jakieś półtora roku. 
- Sam tam był ? - byłam ciekawa 
- Nie. Byłem jeszcze ja i mój brat. 
- Michał ? 
- Nie. Maciek. Mój bliźniak. - posmutniał trochę
- To ty masz brata bliźniaka ?! - podskoczyłam 
- Tak. 
- I nic mi o nim nie powiedziałeś ? - pisnęłam 
- Ciężko mi o nim mówić. Byłem tam na wymianie studenckiej i oni też. Maciek szkolił się na lekarza wojskowego. Robiliśmy w tym samym szpitalu. Byliśmy nierozłączni, tacy prawdziwi bracia. Spełnił swoje marzenie i pojechał na wojnę. 2 lata temu zaginął tam bez śladu. Do tej pory nie wiadomo, co się z nim dzieje, czy żyje. - westchnął 
- Przystojny jakiś ? - chciałam rozładować napięcie 
Chłopak uśmiechnął się i zaczął przeszukiwać album ze zdjęciami. Podał mi go. 



- Rudy. - zaśmiałam się - Ale przystojny. W ogóle nie jesteście podobni. - stwierdziłam 
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Olek poszedł otworzyć i usłyszałam głos Damiana. Po chwili weszli do salonu, a wraz z nimi dziewczyna. 
- Eliza ! - krzyknęłam z radości i wstałam, żeby się z nią przywitać 
- Monika ! - przytuliła się do mnie  - Jak ja cię dawno nie widziałam ! Co tam u ciebie ? 
- A spoko. Nie narzekam. - zaśmiałam się - A u ciebie ? 
- W porządku. 
- To wy się znacie ? - zdziwił się Olek 
- Siedziałyśmy razem na fizyce i matematyce w liceum. - obwieściłam - A. Cześć Damian. 
- Hej, hej. - uśmiechnął się 
      Cały wieczór mijał nam przyjemnie. Koło 23 goście zaczęli się zbierać. Dostałam sms. Jutro o 12 wyjeżdżam od Filip. Do oczu napłynęły mi łzy. Jak najszybciej musiałam dostać się do domu. 
- Mogę się zabrać z wami ? - zwróciłam się do znajomych 
- Jasne. 
- To nie zostajesz u mnie ? - popatrzył na mnie - Monika, co się dzieje? 
- Filip jutro wyjeżdża. Chcę spędzić z nim trochę czasu. - szepnęłam 
- No okej. To pa. - pocałował mnie - Do jutra ? 
- Do jutra. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy. 
        Leżeliśmy z Filipem na łóżku u niego w pokoju. 
- Boję się o ciebie. - szepnęłam 
- A ja o ciebie. 
- Obiecujesz, że nic ci się nie stanie ? 
- Obiecuję. - uśmiechnął się.