Nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, co chwilę zmieniałam pozycję i nic nie dawało skutku. Wzięłam telefon i sprawdziłam która godzina. 1.27. No super. Włączyłam wifi i weszłam na messengera. Zobaczyłam, że mój ukochany jest dostępny. Nacisnęłam na jego profil i napisałam śpisz ? Po krótkiej chwili dostałam odpowiedź Nie. Co się stało misia ? Jak on potrafi wyczuć, że jest coś nie tak.
- Nie chcę, żeby Filip wyjeżdżał. Martwię się o niego. No i nie mogę spać xd
- Oj kochanie, to jego decyzja...
- Nie boisz się o niego ? - byłam trochę zdziwiona jego postawą.
- Oczywiście, że się boję. I to bardzo. Nie chcę znowu stracić brata... Rozmawiałem z nim, ale nie da sobie przegadać. On od zawsze chciał to zrobić.
- Oluś, ja nie zniosłabym tego, jeśli... no wiesz... Filip zginie
- Nawet tak nie myśl !
- Dobra Aluś, ja idę się przejść. Kocham Cię :*
Powoli zebrałam się z łóżka. Założyłam moje ulubione spodnie dresowe i bluzę. Spojrzałam na telefon i dostrzegłam wiadomość od chłopaka.
- Jest późno, nie chodź nigdzie sama. Może coś Ci się stać...
- Oj oj. Pa :*
Nic sobie nie robiłam z jego zdania. Po cichu przedostałam się do przedpokoju i założyłam buty. Na
szczęście nikt nie usłyszał jak wychodzę. Dookoła było ciemno i cicho. Jednak nie myślałam o jakimkolwiek strachu. Powoli podążałam w stronę parku. Bardzo nie chciałam puścić Filip na misję... Jak mu coś się stanie będę miała wyrzuty, że to przeze mnie. Boję się strasznie. Wiem, co się stało z Maćkiem i to samo może być z moim braciszkiem.
Usiadłam na ławeczce w parku. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak się boję. Nie wiem co się czai za drzewem, czy nawet dwa metry za mną. Chłodny wiatr przeszył moje ciało, co spowodowało u mnie dreszcze. Nagle zobaczyłam zarys jakiejś postaci. Po wysokiej sylwetce wywnioskowałam, że mężczyzna. Szedł w moją stronę, a ja zamarłam. W mojej głowie pojawiło się milion myśli. A jeśli on chce mnie zgwałcić ? Ja nie mam szans na walkę z nim. Byłam cała sparaliżowana. Mój oddech był teraz z trzy razy szybszy niż normalnie.
- Nie bój się. - odezwał się do mnie jakieś kilka metrów ode mnie.
Jednak moje serce nadal próbowało wydostać się z klatki piersiowej. Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie mnie pocałował.
- Dlaczego ty mnie nie słuchasz ? - Usiadł koło mnie i mocno przytulił - Ty cała drżysz.
- Trochę mi zimno. - oparłam głowę o jego klatkę piersiową. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - dał mi buziaka w głowę.
OCZAMI FILIPA
Usłyszałem stukot kul Moniki w przedpokoju. Po cichu sprawdziłem, co ona robi. Wyszła z domu, tak sama, w nocy. Trochę to dla mnie było podejrzane. Szybko się ubrałem i wyszedłem za nią. Trzymałem odpowiedni dystans, bo chciałem zobaczyć, co ona kombinuje. Przystanąłem, kiedy ona usiadła na ławce w parku. Zastanawiałem się co mam zrobić. Po chwili namysłu postanowiłem do niej podejść. Jednak jak ruszyłem, dostrzegłem jakąś postać zmierzającą w jej kierunku. Zatrzymałem się i obserwowałem rozwój wydarzeń. To był jakiś chłopak. Czy ona zdradza Olka ?! Jak ona może mu to robić. Ten buziaczek na powitanie, to ewidentnie świadczy o tym, że coś ich łączy. Jeszcze powiedziała mu, że go kocha... Nie mogłem w to uwierzyć i na to patrzeć. Zdenerwowany podszedłem do tej ławki. Monika tylko podskoczyła ze strachu, a jej kochaś powoli podniósł na mnie wzrok.
- Filip nie strasz nas. - Monika tylko westchnęła - Co ty tu robisz ?
- Raczej powiedz mi, co ty tu robisz. - cały się gotowałem
On nadal siedział w tym kapturze. Co najgorsze, żadne z nich się nie przejęło tym, że ich nakryłem.
- Yyy, wyszłam sobie na spacer. - obwieściła spokojnie
- Na spacer ? I obściskujesz się z jakimś facetem ?! Masz zamiar powiedzieć o tym Olkowi ?
- Ale o czym? - teraz to on zabrał głos
OCZAMI MONIKI
Nie wiedziałam o co chodzi Filipowi.
- Olek ? - brat był zdziwiony
- Nie, papież. - powiedział sarkastycznie mój chłopak
- Chłopie, nie poznałem cię. - zaśmiał się
- Czy ty myślałeś, że ja zdradzam mojego Alusia ? - zapytałam
- No nie ukrywam, że przeszło mi to przez głowę.
- Debil. Ślub we wrześniu, a ja mam go zdradzać. Śmiechłam.
- Jaki ślub ? - usiadł koło nas Filip
- No mój i Olka.
- Wiedziałem, że z was wariaty, ale nie aż takie. - zaśmiał się
- Wracamy ? Bo trochę mi zimno. - wtuliłam się mocniej w Olka
Oboje zaczęli wstawać.
Ubrałam się cieplej, wzięłam koce i położyliśmy się na dworze pod gołym niebem. Wspominaliśmy nasze dzieciństwo. Położyłam głowę na piersi mojego chłopaka i splotłam nasze dłonie. Było tak cicho, spokojnie.
OCZAMI OLKA
Bardzo lubię spędzać czas z Filipem. Zawsze znajdziemy wspólny temat i rozumiemy się bez słów. Monika zasnęła, a my gadaliśmy i gadaliśmy.
- Która godzina ? - zapytałem
- 3. - poinformował mnie przyjaciel
- Ja będę się zbierał. - delikatnie się podnosiłem, aby nie obudzić mojej kochanej. - Zostałbym dłużej, no ale praca od rana.
- Jeszcze kiedyś pogadamy. - wyczułem, że się uśmiechnął
Ostrożnie wziąłem na ręce Monikę i kierowałem się do jej pokoju. Położyłem ją na łóżku i delikatnie musnąłem jej usta. Gdy podchodziłem do drzwi usłyszałem jej szept:
- Oluś, zostań u mnie.
Przystanąłem i zacząłem analizować jej słowa. Czemu by nie ?
- Okej. - odparłem po chwili zastanowienia - Tylko pójdę powiedzieć Filipowi, że zostaję i może zamknąć dom.
Wszedłem do pokoju przyjaciela. Wpatrywał się w widok za oknem. Widać, że ten wyjazd jest dla niego bardzo ciężki. Podszedłem do niego i objąłem go ramieniem.
- Boję się. - szepnął
- Ja też. westchnąłem
- Olek. - odwrócił się do mnie - Zajmij się proszę Moniką. Nie pozwól, żeby coś jej się stało. Uważaj też na Werkę i moich rodziców. Proszę Cię. - jego głos się załamywał
- Zajmę się nimi. - przytuliłem go - Ale obiecaj mi, że ty też będziesz na siebie uważał i wrócisz cały i zdrowy. Bo nie chcę stracić kolejnego brata przez jakieś głupie wojsko. - łzy ciekły mi po policzkach
- Postaram się stary. - poklepał mnie po plecach - Zostajesz u Moniki ?
- Tak. Będę do niej wracał. - pożegnałem się z nim i wróciłem do dziewczyny.
Na mój widok szeroko się uśmiechnęła i zrobiła dla mnie miejsce. Zająłem swoje miejsce, a ona mocno się do mnie przytuliła. Gładziłem jej włosy, a ona powoli odpływała do krainy snów.
Nie mogłem spać tej nocy. Ciągle myślałem o Filipie i jego słowach.
OCZAMI MONIKI
- Kochanie. - docierał do mnie słodki głos chłopaka
Uśmiechnęłam się i mocno przeciągnęłam. Moim oczom ukazał się Olek.
- Będę szedł. - złapał mnie za dłoń.
- Która godzina ? - zapytałam
- przed 6.
- To może pojedziesz z moim tatą ? Nie będziesz tyle szedł. Tylko nie wiem o której on jedzie. - usiadłam koło niego. - A tak w ogóle, to hej. - dałam mu buziaka.
- Hej, hej. - przytulił mnie - Dobra Monikson, ja lecę.
- No czekaj, zapytam się taty.
- Przecież twoich rodziców nie ma. - zaśmiał się
- Fakt.
- Idę, bo spóźnię się do pracy. Pa. - złączył nasze wargi
- Pa.
Obserwowałam przez okno postać mojego ukochanego. W pewnym momencie odwrócił się w stronę okna, szeroko się uśmiechnął i pomachał do mnie. Kąciki ust skierowały mi się ku górze i odwzajemniłam gest. Zaczęłam szykować się na studia. Pakowałam wszystkie potrzebne książki i zeszyty.
Nawet przyjemnie leciał mi dzisiaj dzień na studiach. Ostatnie wykłady w mojej karierze studenta. Profesor bardzo ciekawie prowadził wykład i nie ukrywam, że wczułam się. Jakoś godzinę przed końcem moich zajęć zaczął dzwonić mi telefon. Na wyświetlaczu ukazało mi się zdjęcie mojego ukochanego. Musi to być naprawdę coś ważnego, bo on wie, że podczas wykładów do mnie się nie dzwoni. Schyliłam się, aby ukryć się przed wykładowcą.
- Halo. - szepnęłam
- No hej kochanie. Mam do Ciebie romansik. - usłyszałam jego radosny głos. - Czy mogłabyś mi przywieść jakąś witaminę C i theraflu do prywatnej ? Bo coś mnie rozkłada i nie chcę zarażać pacjentów.
- Alek, jestem na studiach. - szepnęłam
- Serio ? Jejku, zapomniałem. Przepraszam Cię naprawdę. To już nic. Jakoś dam sobie radę. Miłej nauki. I jeszcze raz przepraszam. Pa
- No pa. - rozłączyłam się i jakby nigdy nic wyprostowałam się na krześle i uważnie słuchałam profesora.
Po zakończonych wykładach wstąpiłam do apteki położonej obok naszej uczelni. Kupiłam to co zażyczył sobie chłopak i udałam się na przystanek autobusowy.
Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Usiadłam sobie na krzesełku w poczekalni. Naprzeciwko mnie były drzwi o gabinety ginekologicznego. Nawet nigdy nie zwróciłam uwagi, że tu jest ginekolog. Nagle drzwi się otworzyły i wyszedł z nich młody, wysoki mężczyzna. Posła mi szczery uśmiech.
- Pani do mnie ? - zapytał
- Nie. - uśmiechnęłam się
- To szkoda. - powiedział i udał się do recepcji.
Bardzo miłym człowiekiem się wydaje. Słyszałam jak wraca do swojego gabinetu i podniosłam na niego wzrok.
- U, a co to się w nóżkę stało ? - przystanął przy mnie i wskazał na moją nogę, która była w stabilizatorze
- A mały wypadeczek. - uśmiechnęłam się
- Kość udowa ? - widać było, że naprawdę go to ciekawi.
- No tak można powiedzieć. Dokładnie to wieloodłamowe złamanie wewnątrz stawowe obwodowej nasady kości stawowej.
Zrobił wielkie oczy i patrzył na mnie z przerażeniem.
- To chyba oznacza coś poważnego. - zaśmiał się - Czyli do ortopedy Pani się wybiera.
- A no. - potwierdziłam
- A do którego ? - prowadził ze mną luźną rozmowę
- Do doktora Gawlińskiego.
Dostrzegłam, że na jego twarzy pojawia się zakłopotanie.
- Aleksandra. - szybko dodałam
- Bardzo dobry ortopeda. - oparł się o ścianę - I bardzo fajny człowiek.
Do moich uszu doszedł dźwięk zamykających się drzwi, który dochodził ze strony gabinetu ortopedy. Przeniosłam wzrok w tamtym kierunku i zobaczyłam Alka. Podążał w naszą stronę z nosem w papierach. Nagle przystaną, na jego twarzy pojawił się grymas i po chwili rozległo się bardzo głośne "AAPSIIU". Osoby w poczekalni życzyli mu zdrowia, a ten tylko szedł dalej śmiejąc się i dziękując. Podszedł do ginekologa i podali sobie ręce.
- Cześć. Jak tam praca ? - zaczął ortopeda
- Cześć. A spoko, jakoś leci. Tutaj Pani do Ciebie. - wskazał na mnie
- A ja Pani nie mam na liście. - Olek puścił mi oczko
- To nie. - wstałam - Masz. - cisnęłam w niego reklamówką z lekami
- Nie musiałaś. - uśmiechnął się - Dziękuję. - puścił mi oczko
Tylko lekko wykrzywiłam usta w delikatny uśmiech, bo nie ukrywam, że oczekiwałam jakiegoś buziaka albo przytulasa.
- No chodź tu. - wyciągnął do mnie rękę i mocno przytulił.
Wpatrywałam się w jego brązowe oczyska.
- No dobra. - westchnął i złączył nasze wargi - Kacper, to jest moja dziewczyna Monika. - przedstawił mnie koledze
- Miło mi - uścisnął moją dłoń - To co, jakieś badanko ? - popatrzył na nas rozbawiony
- Nieee. - zaśmiał się Olek - Na razie nic nie planujemy, ale może kiedyś...
- No to zapraszam. Dobra, robota czeka. Miło było poznać. - uśmiechnął się i wszedł do swojego gabinetu.
- Jak wracasz do domu ? - zapytał
- Filip na mnie czeka. A ty długo jeszcze ?
- Godzinę z hakiem. - westchnął
- Dobra, ja lecę. Nie zatrzymuję Cię, bo pacjenci czekają. Pa - dałam mu buziaka
- Pa. i dziękuję jeszcze raz.
Po pysznym obiedzie poszliśmy z Filipem oglądać telewizję. Leciała jakaś dobra komedia, więc było sporo śmiechu.
W pewnym momencie przyszedł do mnie sms. Zaraz u Ciebie będę ;) taką wiadomość wysłał mi chłopak. Postanowiłam poczekać na niego na dworze. Przystanęłam przy bramce naszego ogrodzenia i wypatrywałam go. Po chwili dostrzegłam kolarza w zielonym stroju, jadącego w moją stronę. Podjechał do mnie i dał mi żółwika.
- Gdzie jedziesz ? - zapytałam
- Na przejażdżkę gdzieś za Łódź. - oznajmił
- Sam ?
- Nie, po drodze zgarniam kolegę.
- Jak długo tam będziesz ?
-Jakieś dwie trzy godziny. - puścił mi oczko
- Tak długo ? - jęknęłam - No dobra, jedź. - westchnęłam
- Jak tylko wrócę, to przyjadę do Ciebie. - dał mi buziaka - Do zobaczenia
- No, miłej przejażdżki. - pomachałam mu
Zostałam sobie na dworze przed domem wraz z Filipem, który robił porządki w garażu. Rozłożyłam sobie krzesło przed garażem i obserwowałam poczynania brata. Przynajmniej dotrzymywałam mu towarzystwa, miał z kim pogadać. Napadła mnie taka wielka chęć przejażdżki autem, ale żebym to ja prowadziła. Bardzo za tym tęskniłam.
Pod naszą posesję podjechał jakiś srebrny samochód i zatrzymał się. Zastanawiając się kto to, wstałam i podeszłam bliżej płotu. Z pojazdu wysiadł jakiś blondyn i otworzył tylne drzwi.
- Cześć. - przywitał się trzymając córkę za rękę.
- Hej. - uśmiechnęłam się na ich widok.
- Jest u Ciebie mój brachol ? - zapytał pełen nadziei
- Nie, dopiero co pojechał z kolegą na kolarzówce. - oznajmiłam
- Kurde. Dobra, to nic. Dzięki.
- A co się stało ? - widziałam, że coś jest nie tak
- A bo musimy pojechać z żoną załatwić ważną sprawę i gdzieś musimy zostawić Majkę. Myślałem, że Olek się nią zajmie. Ale dobra, jakoś poradzimy.
- Zostaw ją u mnie. - zaproponowałam - Siedzę sama z Filipem, więc nudno nie będzie.
- Naprawdę ? Jesteś cudowna. - szeroko się uśmiechnął i delikatnie pchnął córkę w moją stronę. - Zostaniesz z ciocią i niedługo po Ciebie przyjedziemy, okej ?
- Mhm. -mruknęła mała i podała mi rękę.
Do Mai podszedł Filip i kucnął przed nią.
- Cześć, jestem Filip. - podał jej rękę - A ty mała ślicznoto jak masz na imię ? - słyszałam jak brat przyjaźnie rozmawia z blondyneczką.
- Michał, czy wszystko u was w porządku ? - zbliżyłam się do mojego przyszłego szwagra
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Tylko musimy coś załatwić, a wiesz jak to z dzieckiem...
- Rozumiem.
- Nie mam pojęcia ile nam tam zejdzie. - westchnął - Ale postaramy się wrócić jak najszybciej.
- Spokojnie, może nawet u mnie spać. Dla mnie to sama przyjemność. Z resztą Filip raczej też nie ma nic przeciwko. - odwróciłam się w stronę brata, który spacerował z Mają za rękę i coś jej pokazywał.
- Dziękuję Ci jeszcze raz. - puścił mi oczko - Pa Maja - pomachał dziewczynce. - Pa
- Pa.
Poczekałam aż Gawlińscy odjadą i dołączyłam do brata i dziewczynki.
- No to Majeczko, co chcesz robić ? - zapytałam
- Bawić sie w chofanego. - radośnie podbiegła do mnie.
- No dobra. To ty pierwsza się chowaj, a ja Cię poszukam.
Mała pobiegła gdzieś za mnie, a ja uśmiechnęłam się do Filipa.
- Mała Cię polubiła.
- A kto by mnie nie lubił ? - puścił mi oczko
Stwierdziłam, że już odpowiednia ilość czasu minęła do znalezienia odpowiedniej kryjówki. Odwróciłam się i od razu dostrzegłam chrześnicę Olka za małym krzaczkiem.
- Gdzie ta Majka jest. - udałam się w drugą stronę od kryjówki.
Ciągle udawałam, że jej nie widzę i snułam się przez całe podwórko. Po kilku minutach podeszłam do niej.
- O tu jesteś. Ale dobrze się ukryłaś !
Mała bardzo się śmiała.
- A dlacego ty mas takie coś i z tym chodzisz ? - dotknęła moje kule
- To są kule. Muszę z nimi chodzić, bo mam złamaną nóżkę i nie mogę stawać na niej, bo mnie strasznie boli.
- Ojej, ale stjaszne. - malutka posmutniała i przytuliła się do mojej nogi - Ciocia, muse do kibelka.
- No to chodź. - złapałam ją za rękę i podążałyśmy do domu. Wpuściłam Maję do środka i zaprowadziłam do toalety. Pomogłam jej usiąść i przytrzymywałam ją, bo jej malutki tyłeczek wpadałby do środka.
Gawlińska bardzo niepewnie poruszała się po domu. Widać, że czuje się obco.
- Chcesz jakieś bajki ? - zapytałam jak spostrzegłam, że blondyneczka co chwilę zerka na telewizor.
- Yhym. - pokiwała zadowolona głową.
Programów dziecięcych długo nie szukałam, bo często Filipem lubimy sobie pooglądać bajki. Akurat leciał krecik, którego bardzo uwielbiamy. Usiadłam koło Mai i zaciekawiona jak dziecko oglądałam wraz z nią. Dzisiejsze bajki są bardzo słabe. Jednym słowem są głupie. Nie to co kiedyś, np. krecik, koziołek matołek, smerfy czy nawet gumisie.
- Monia, mama dzwoniła, że trzeba pójść na zakupy. - przechodzący brat do swojego pokoju przekazał nam informacje.
- Maja, pójdziemy do sklepu i kupimy coś do jedzenia, okej ? - pogładziłam małej włosy
- A Filip z nami pójdzie ? - szepnęła mi to na ucho zawstydzona
- No nie wiem, zapytaj go.
- Nie, ty się zapytaj. Ja się wstydzę. - mała wciąż się uśmiechała
- Filip ! - krzyknęłam - Idziesz z nami ?
- Mogę pójść. - usłyszałam za moimi plecami, co spowodowało u mnie podskok ze strachu
- Chcesz żebym dostała zawału ?!
- To co, idziemy ? - zapytał
- Tak tak, chodź Majciu. - złapałam ją za rękę i udałyśmy się do przedpokoju.
- Założyć Ci buty ? - brat podszedł do Gawlińskiej
Zadowolona pokiwała głową i oparła się o ramię kucającego mężczyzny.
W drodze do sklepu Majka ciągle biegała wokół nas. Była pełna energii i we wspaniałym humorze. W sklepie pomagała nam szukać danego produktu, a jak znalazła przybijała nam piątkę. Po jakiejś godzinie zakupów za czym idzie spaceru, wróciliśmy do domu, ale od razu udaliśmy się na podwórko z tyłu domu. Filip bawił się z córką Michała w ganianego, a ja przycupnęłam sobie na tarasie, obserwując ich zabawę. Jednak chcąc uchwycić te chwile, udałam się do pokoju brata po aparat. Miałam dylemat którą wziąć, bo miał na wyposażeniu trzy lustrzanki, a ja nie wiedziałam, która będzie do tego najlepsza. Po chwili namysłu wzięłam tą co leżała po środku.
Jakoś udawało mi się uchwycić ich w ruchu.
- Mam pomysł. - zdyszany Filip przystanął na moment - A może pójdziemy do mnie i urządzimy sobie małą sesję zdjęciową ?
- Zdjęcia ? - mała natychmiast się wyprostowała - Tak ! Tak ! Tak ! - podskakiwała radośnie.
Nasza trójka udała się do pokoju brata. Usiadłyśmy wygodnie na jego łóżku i bacznie obserwowałyśmy jak przygotowuje stanowisko. Chwile później wszystko było już gotowe.
- No to najpierw Maja. - uśmiechnął się - Stań o tutaj. - wskazał jej miejsce na tle. - O super. A teraz patrz w aparat i pozuj jak chcesz.
Mała na początku nie wiedziała co ma robić i stała sztywno uśmiechając się. Jednak po kilku błyskach fleszu zaczęła się rozkręcać i wyginać swoje ciałko w różne pozy. Dużo się przy tym uśmialiśmy. Potem miałyśmy wspólne zdjęcia, nawet ja miałam swoje. Zabrałam aparat bratu i próbowałam im zrobić jak najlepsze fotografie. Będę tęskniła za jego uśmiechem. Za to będę miała ich roześmiana zdjęcie. Na końcu Majka z moją pomocą zrobiła zdjęcie Filipowi.
- Teraz pójdziemy na dwór i coś porysujemy, okej ? - bawiłam się jej loczkami.
- Dobzie. - przystała na moją propozycję
- Chodź jeszcze do mnie. - zaciągnęłam ją do mojego pokoju
Wynalazłam jakieś kartki i podałam je małej. Z szuflady wzięłam jakieś kredki i wyszłyśmy na dwór. Rozłożyłyśmy się na stole i zaczęłyśmy rysować. Bardzo pochłonęła ją ta czynność, że przez pół godziny słowem się nie odezwała. Dopiero jak przyszedł Filip z wywołanymi zdjęciami ożywiła się.
- Ja pójdę zrobić coś do jedzenia. - oznajmiłam i udałam się do kuchni.
Nie wiem dokładnie co mała lubi, więc robiłam kanapki z różnymi dodatkami. Pokroiłam również kilka owoców i wrzuciłam je do miski, tworząc sałatkę owocową.
OCZAMI OLKA
Po udanym treningu pojechałem do domu wziąć kąpiel i przebrać się. Odświeżony wsiadłem do samochodu i pojechałem do mojej dziewczyny. Wchodząc na posesje Żurków usłyszałem śmiech dziecka za domem. Udałem się w miejsce, z którego dochodziły śmiechy. Zastałem tam Filipa i słodką blondyneczkę.
- A co ty tu robisz ? - zapytałem wesoło, podchodząc do chrześnicy
- Wujcio ! - pisnęła i wystawiła do mnie ręce
Podniosłem ją i dałem buziaka.
- To co ty tu robisz ? - byłem ciekawy jej obecnością
- No bo, tatuś i mamusia gdzieś pojechali i chcieli mnie zostafić tobie. Ale Ciebie nie było i ciocia mnie wzięła. - mówiła energicznie.
- Ach ta ciocia. - uśmiechnąłem się - A gdzie ona jest ? - popatrzyłem na Filipa i przybiliśmy sobie sztamę
- W kuchni. - obwieścił mi
- To ja idę jej pomóc. - postawiłem Maję i udałem się do kuchni.
Monika stała przy szafce i wyciągała szklanki. Podszedłem do niej po cichu i zamknąłem w objęciach.
OCZAMI MONIKI
Wciągałam szklanki na napój, kiedy ktoś mocno przytulił mnie od tyłu.
- No w końcu. - oparłam głowę o jego tors, zamknęłam oczy i zamknięta w ramionach ukochanego, rozkoszowałam się chwilą. Czułam jak jego oddech schodzi powili do mojej szyi. Poczułam delikatne muśnięcie jego warg. Powoli odwróciłam się do niego i podniosłam brew. On tylko się uśmiechnął i złączył nasze wargi. Z delikatnych buziaków przechodziliśmy do namiętnych pocałunków. Jednak coś mi mówiło, że nie jesteśmy sami. Uchyliłam oko i za Alkiem przy wejściu do kuchni dostrzegłam Filipa. Puściłam do niego oczko i zanurzając dłoń we włosach chłopaka przyciągnęłam go mocniej do siebie. Tak mi brakowało jego czułości. Dotarło do nas chrząknięcie i oderwaliśmy się od siebie. Gawliński uśmiechnął się i odwrócił do brata.
- Mało się nie zjedliście. - zaśmiał się Filip
- No no. A właśnie, bierz kanapki. - podałam mu talerz. - A ty sałatkę i talerze - zwróciłam się do Alka
Posłusznie wzięli wyznaczone przekąski i wyszli na dwór.
Po pół godziny przyjechał już starszy z braci Gawlińskich po swoją córę. Wszyscy poszliśmy się pożegnać.
- Uważaj na siebie jak będziesz na wojnie. - przytuliła się do Filipa Majka, kiedy ten wziął ją na ręce.
Zszokowało nas to wszystkich.
- Skąd wiesz, że jestem żołnierzem ? - nie krył swojego zdziwienia brat
- Widziałam u Ciebie ubranie żołnierza. - uśmiechnęła się mała - Dziękuję za zdjęcia.
- Nie ma za co.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam to bratu, tuląc się do niego na dworcu.
- Ty na siebie też.
Dałam mu buziaka i podeszłam do rodziców. Mama objęła mnie ramieniem, a ja oparłam o nią głowę. Pomachaliśmy wszyscy wsiadającemu do pociągu Filipowi. Zaraz po tym pociąg odjechał.
- Uciekam do pracy. Pa - dał mi buziaka chłopak i poleciał jak oparzony
Tato objął mnie ramieniem i powoli kroczyliśmy ku wyjściu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz