niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 23

      Miałam koszmary związanie z Filipem na misji. Nie mogłam spać, a jak zasnęłam, to zaraz budził mnie kolejny koszmar.
Miałam zaliczenia na studiach  od 8... Dotarłam tam przed czasem i dołączyłam do grupki moich znajomych, którzy rozmawiali na różne tematy. To zawsze pomagało nam odstresować się przed egzaminami.
Na szczęście udało mi się zaliczyć bez żadnego problemu. Zegarek wskazywał 12.07. W południe mój chłopak miał przyjechać po mnie pod szkołę, aby spędzić ze sobą trochę czasu. Nagle rozbrzmiał się dzwonek mojego telefonu.
- Halo. - odebrałam
- Cześć córciu. - usłyszałam lekko spanikowany głos mamy. - Dzwonili do mnie ze szkoły Weronki. Prosili, żeby po nią podjechać, bo po wyjściu z sali maturalnej zemdlała. Czy moglibyście z Olkiem ją odebrać ? Ja mam rozprawę, a tato jest w biurze, lecz bez samochodu.
- No dobra. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Kochana jesteś. - rozłączyła się
Wybrałam numer Alka i wysłałam mu wiadomość, żeby podjechał pod liceum. Na szczęście było położone blisko mojej uczelni. Chłodziłam do tej samej szkoły co siostra, z resztą Alek chyba też. Powoli przemierzałam łódzkie chodniki. Pogoda nie rozpieszczała, słońce za chmurami, do tego silny wiatr i niska temperatura.
Pod szkołą Werki dostrzegłam samochód Gawlińskiego, ale właściciela nigdzie nie było. Przed wejściem też go nie widziałam. Może czeka w środku... Powoli weszłam do budynku i wyglądałam za nimi. Tu ich nie było. Podążałam w głąb placówki, mijając elegancko ubranych uczniów. W końcu dostrzegłam ich dwójkę, lecz rozmawiali z jakimś mężczyzną.


OCZAMI ALKA

     Skończyłem poranne wizyty i o 12 miałem spotkać się z Moniką na chwilę, bo później cały dzień mamy zajęty i o wspólnym czasie nie ma mowy. Lecz gdy jechałem pod jej uczelnię, napisała mi, że musimy jeszcze odebrać Weronikę, bo zemdlała. Udałem się do mojej starej szkoły. Nigdzie nie widziałem mojej dziewczyny, więc myślałem, że jest już w środku. Nie widziałem sióstr na horyzoncie. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Weroniki. Po chwili usłyszałem jej głos:
- Słucham
- Gdzie jesteś ? - zapytałem
- W sali fizycznej, wiesz gdzie to ?
- Tak, tak. Już idę. - oznajmiłem i rozłączyłem się
Przemierzając korytarze liceum, zacząłem sobie przypominać czasy szkolne. Jak ja bym chciał wrócić do tamtych czasów... Doszedłem do mojej byłej klasy i przez lekko uchylone drzwi dostrzegłem moją przyszłą szwagierkę w towarzystwie jakiejś koleżanki. Uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka.
- Jak się czujesz ? - zapytałem
- Lepiej. - posłała mi lekki uśmiech
- Jadłaś coś dzisiaj ? - zadawałem jej pytania
- Nie. - skrzywiła się
- No to dziewczyno, mamy przyczynę zemdlenia. - westchnąłem - No chyba, że jesteś w ciąży, albo bardzo się stresowałaś, no albo masz guza mózgu ?
- Ale ty jesteś głupi. - prychnęła
- Wiem. - uśmiechnąłem się - A Moniki tu nie było ?
- Nie.
- Dobra, to chodź. - wziąłem od niej torebkę i przepuściłem w drzwiach.
Szliśmy w milczeniu. Widziałem jak moja osoba wywołuje zainteresowanie wśród maturzystek.
- O Weronika ! Szukałem Cię. - podszedł do nas starszy Pan - Jak się czujesz ?
- Lepiej. -uśmiechnęła się
- To dobrze, to dobrze. - pokiwał głową.- A pana skądś kojarzę. - popatrzył na mnie - A no tak ! Alek Gawliński, mój wychowane ! - uradował się i podał mi rękę.
- Miło pana widzieć. - uścisnąłem ją
- A więc wziąłeś się za Żurkową ? - zaśmiał się
- A no tak. - zawtórowałem mu.
- I co tam porabiasz ? - widać, że faktycznie się cieszy
- A leczę sobie ludzi.
- Uuu pan doktor ? A tak zwykły ?
- Ortopeda.
- Oooo, a kto to do nas idzie ! - dostrzegł kogoś za moimi plecami
Odwróciłem się i dostrzegłem moją dziewczynę. Posłałem jej uśmiech, ale nie zwracała na mnie uwagi.
- Dzień dobry. - przytuliła się do mężczyzny
- A co to się stało ? - popatrzył na jej nogę
- Mały wypadeczek. - zachichotała


OCZAMI MONIKI

Miło tak spotkać swojego wychowawcę po kilku latach.
- I pewnie Alek Cię składał. - zaśmiał się
- No niestety.- westchnęłam - I teraz ciągle mam go na głowie.
- Oj chyba nie jest tak źle. - objął mnie ramieniem ukochany
- No, może być. - dałam mu buziaka
- O matko, to już ta godzina. - przeraził się profesor - Dobra dzieciaki. Bardzo fajnie było was widzieć, ale muszę już pędzić. - Uśmiechnął się i pośpiesznie udał się w głąb szkoły.
- Idziemy przyjemniaczki. - obwieściłam i ruszyliśmy.
    Do domu weszłam lekko zdenerwowana, bu musiałam siedzieć z tyłu, bo Weronika lepiej czuje się z przodu. I zostało mi z chłopakiem tylko 15 minut. Zaprowadził siostrę do pokoju i chwilę z nią rozmawiał. Do domu wrócili rodzice.
- O Moniczko, proszę Cię, pójdź do pani Teresy i daj jej papiery. - wręczyła mi teczkę
- A ty nie możesz ? - jęknęłam
- Nie. Muszę iść do Weroniki.
Wkurzona wyszłam z domu i  podążałam chodnikiem do naszej sąsiadki. Po 2 minutach byłam na miejscu. Nacisnęłam dzwonek i czekałam na kobietę.
- Dzień dobry. - zaczęłam, gdy otworzyła drzwi - Mama kazała przekazać
- O dziękuję bardzo. - uśmiechnęła się. - Poczekaj chwilę, a przyniosę Ci coś dla niej.
Stałam tam i nerwowo tupałam nogą, chociaż sprawiało mi to ból. Czekałam na nią kilka minut. Zdenerwowana wracałam do domu. Płakać mi się chciało, jak zobaczyłam, że pod domem nie ma samochodu Alka.
- Gdzie Alek ? - zapytałam podając mamie papiery
- Pojechał. Mówił, że ma naukę.
- No dzięki wam wielkie ! - podniosłam głos - Ani chwili nie mieliśmy dla siebie.
Obrażona poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz