poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rozdział 52

     Grudzień zleciał w mgnieniu oka. Był to dla mnie wspaniały czas. Zawsze miałam przy sobie Alka i czuję jakbyśmy bardziej się zbliżyli, chociaż myślałam, że jesteśmy ze sobą najbliżej jak się da. Święta spędziliśmy w rodzinnym gronie i było cudownie.
Teraz przyszedł styczeń, a dokładnie 6 - święto Trzech Króli. Nie było to dla mnie żadne pocieszenie.
Spałam w najlepsze, kiedy przebudziło mnie lekkie szturchnie.
- Kochanie. - dotarł do mnie szept
- Która jest godzina ? - jęknęłam
- 5.13
- O matko. - obróciłam się w jego stronę.
Siedział w koszuli w niebiesko-czarną kratkę i do tego czarne spodnie.
- Jadę do pracy. - pogłaskał mnie po plecach
- Nieeeee. - objęłam go w pasie i położyłam głowę na jego kolanach. - Nigdzie cię nie puszczę.
- Już za długo miałem labę. - zaśmiał się - Dajesz dzióba ?
Ułożyłam usta w dzióbek i skierowałam do góry. Poczułam ciepło warg mojego ukochanego.
- Wracam po 16. Trzymajcie się. - pogłaskał mnie
- Miłej pracy. - uśmiechnęłam się i opatuliłam się kołdrą
- Dziękuję. - zadowolony opuścił sypialnię, a po chwili usłyszałam trzask drzwiami na korytarz.
Cieszę się, że poszedł do pracy. Widziałam po nim, że tęskni. Wcale się nie dziwię, bo przecież to jego życie, tylko tym żył przez dłuższy czas. Jednak z tyłu głowy mam jakieś obawy. Boję się o niego, chociaż wiem że nic strasznego mu nie grozi. Może to też dlatego, że przez ostatni miesiąc miałam go przy sobie ? Chciałam jak najszybciej zasnąć, żeby się tym nie zadręczać. Położyłam dłoń na jego poduszce i wyobraziłam sobie, że leży tu koło mnie. Kąciki ust powędrowały mi do góry i po chwili mogłam cieszyć się spokojnym snem.
      Oczywiście mądra Monika nie nastawiła sobie budzika i obudziła się tuż po rozpoczęciu mszy.
- Niech to. - szepnęłam i położyłam dłoń na czole
No trudno, pojadę na mszę do Kuby. Ociężale wstałam i powędrowałam do łazienki, gdzie szybko załatwiłam poranne sprawy. Włączyłam wifi i roznosiły się dźwięki powiadomień. Weszłam na instagrama, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka. A mianowicie Kuba dodał zdjęcie.
Z podpisem: Kiedy po raz pierwszy możesz wyjść normalnie na dwór ! :D
Od razu polubiłam je i skomentowałam: <3 <3
     Msza zleciała szybko, mimo iż nie prowadził jej Kuba. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam. Niestety przyjaciel przez jakiś czas nie będzie mógł jeszcze odprawiać mszy, co na pewno nie jest dla niego wspaniałą wiadomością.
- Hej. - uśmiechnął się podchodząc do mnie. - Dzisiaj tutaj ?
- Zaspałam. - zaśmiałam się - Ale przynajmniej mogę sobie z tobą porozmawiać. Jak się czujesz bez maseczki ?
- Świetnie. - uśmiechnął się - Ale jakoś tak mi dziwnie. Przyzwyczaiłem się już, więc nie przeszkadzała mi. Ale teraz czuję że żyję.
- Przystojny jesteś. - popatrzyłam na niego - Włoski tak super ci odrosły.
- Dziękuję. - posłał zawstydzony uśmiech - A jak ty się czujesz ? Maleństwo daje w kość ?
- Spoczko. Nie, nie spokojne jest. Wiesz, Alek dzisiaj pierwszy dzień w pracy i tak jakoś czuję się sama.
- Ojej, przecież masz mnie.
- No wiem, wiem. Ale jednak wiesz, tyle go miałam przy sobie, że się przyzwyczaiłam.
- Dasz radę. - puścił mi oczko.
Delikatnie prószył śnieg, co dodawało uroku do naszego  spacerku. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się karetka. Jechała bez sygnałów, tak po prostu. Nagle zaczęła przy nas zwalniać, aż się zatrzymała.


     Pierwszy dzień w pracy i jak zwykle muszą mnie w coś wkręcić. Jest zima, a co z tym idzie dużo zachorowań. Lekarzy z naszego pogotowia niestety to nie omija, więc wcisnęli  mnie na karetkę.
Jak wracaliśmy z jednego wezwania na chodniku dostrzegłem znajome mi twarze.
- Zatrzymaj się na chwilę. - zwróciłem się do kierowcy
- O, to moja koleżanka ze studiów. - ożywiła się ratowniczka medyczna
Wysiadłem uśmiechnięty i podszedłem do spacerowiczów.
- Siemka. - podałem dłoń Kubie
- Cześć, cześć. - ścisnął ją mocno
Chciałem przywitać się z żoną, ale moja partnerka z pracy wzięła już ją w objęcia i nie chciałem im przeszkadzać.


- Co tam u ciebie ? - zapytałam rudowłosą koleżankę
- A dobrze wszystko. - uśmiechnęła się - Jeżdżę sobie w pogotowiu, udało mi się. Lekarz ma dzisiaj pierwszy dzień po długim wolnym. - pokazała na Alka.- Powiem ci, spoko jest. A co tam u ciebie ?
- Aaaa siedzę sobie w domu. - poklepałam się lekko po brzuchu
- Gratuluję ! - zadowoliła się - Nawet nie wiem kiedy, ty zdarzyłaś zajść. A który miesiąc ?
- Szósty się zaczyna.
- To ty już po ślubie ? - zdziwiła się
- Tak. - zaśmiałam się - Niestety już nie mam wolności.
- Tak młodo. - westchnęła - No wiesz co, dlaczego to zrobiłaś ? Jak mogłaś się tak dać ?
- A no widzisz. - popatrzyłam się na Gawlińskiego, który spoglądał na mnie - Jak tam Panie doktorze pierwszy dzień w pracy ?
- A dobrze. - uśmiechnął się - Tylko zastanawia mnie, dlaczego moja żona spaceruje po mrozie.
- Bo ma taką ochotę.- puściłam mu oczko.
- Jest zimno, chora będziesz.
- Nie będę.
- Niech ci będzie.- westchnął i objął mnie ramieniem
- Pójdę dzisiaj do twoich rodziców, więc po pracy do nich przyjedź, a później pojedziemy do moich, okej ?
- A mam inny wybór ? - popatrzył na mnie
- Nie.
- No właśnie. - dał mi buziaka
- To wy jesteście razem ? - zapytała Oliwia
- Tak. - zaśmiałam się
- Dobra, koniec tego dobrego, zbieramy się. - oznajmił Gawliński i dał mi buziaka na odchodne.
 

     Czas u teściów zleciał mi bardzo szybko, ale i miło. Kocham tych ludzi, są naprawdę pogodni i bardzo mili. Kocham z nimi spędzać czas, czuć, że jest się w wspaniałej, kochającej rodzinie.
Alek przyjechał przed 17 i ledwo co zjadł obiad i zaraz już jechaliśmy. Był zmęczony i chciał jak najszybciej wrócić do domu.
     Gdy dotarliśmy do moich rodziców, akurat przyjechał też Filip.
- Hej. - przywitaliśmy się
A że śniegu było sporo, długo się nie zastanawiając ulepiłam śnieżkę i rzuciłam w brata.
- Ej ! - tylko się zaśmiał i szykował się do odwetu.
Zaczęłam biec w stronę domu, aby nie zostać obrzuconą. Jednak nie pomyślałam, że jest ślisko i w połowie drogi wyrżnęłam orła. Poleciałam na pupę i troszkę zamortyzowałam lądowanie rękoma.
- Monika. - usłyszałam zdegustowany głos męża. - Nic ci nie jest ?
Szybko się pozbierałam i ze śmiechem pobiegłam do domu. Nie powiem, lewy nadgarstek trochę mnie bolał, ale to nic takiego.
- Dziecko, musisz uważać, w ciąży jesteś. - podeszła do mnie mama, gdy ściągałam buty.
- Też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się
- Nic ci nie jest ? - do środka wpadł przejęty Alek i od razu podszedł do mnie
- Nie. - uśmiechnęłam się - Spokojnie.
           
            Po odwiedzinach wróciliśmy do domu. Gawliński  zaraz po powrocie poszedł się myć, a ja przeglądałam co słychać w sieci. Jednak jak on wyszedł, zajęłam jego miejsce, bo jakoś też czułam że padam na twarz.
- Dobranoc. - szepnęłam wplątując nogi w jego
- Dobranoc. - wyczułam że się uśmiecha


    Poczułam mocny ból w brzuchu. Zerwałam się i szybko usiadłam. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Oddychałam nerwowo i gładziłam brzuch, który nie przestawał boleć.
- Alek. - szturchałam męża - Alek, obudź się.
- Mmmm? - mruknął
- Alek proszę cię. - szeptałam spanikowana
Szybko podniósł głowę, a jeszcze szybciej usiadł koło mnie.
- Co się dzieje ? - patrzył na mnie uważnie
- Brzuch mnie strasznie boli. - skrzywiłam się
- Spokojnie, oddychaj głęboko. - gładził mnie po ramieniu. - oprzyj się. - pomógł mi się przesunąć do oparcia. - Zadzwonię po karetkę.
Mąż wszystko z opanowaniem powiedział do telefonu i po chwili wystukiwał nowy numer.
- Kacper ? Cześć, przepraszam, że o 2 w nocy, ale Monika ma straszne bóle brzucha. Zadzwoniłem już po karetkę. Tak. To super, jesteś wielki. No. Do zobaczenia. Dzięki. Cześć.  Kacper przyjedzie do szpitala, wiec o nic nie musisz się martwić.  
       Jak tylko wjechaliśmy do szpitala, przy drzwiach stał Kacper. Ratownik medyczny przekazał mu moje parametry, z których wynikało że mam tylko lekko podniesione ciśnienie.
- Jak się czujesz ? - zawrócił się do mnie
- Słabo. - westchnęłam
- Spokojnie, zaraz zobaczymy co się dzieje. - posłał mi uśmiech
- Przepraszam, że cię tu ściągnęliśmy
- Nie ma sprawy i tak nie spałem. A ty doktorku. - popatrzył na Gawlińskiego - Możesz wracać do domu spać, I tak na razie będziemy robić badania, więc jesteś zbędny.
- Chcę być przy Monice.
- Jedź. - poleciłam mu - Nic mi nie będzie. Rano przyjdziesz.
- No dobra. - westchnął i dał mi buziaka - Trzymaj się, kocham cię.

Przed szóstą rano przyszedł Kacper z wynikami.
- Więc... - usiadł koło mnie - Dlaczego się stresujesz ?
- Nie stresuję się. - uśmiechnęłam się
- Monika mów. Obiecuję, że nic nie powiem Alkowi. Ten ból był wywołany przez stres, wszystko jest w porządku. Ale nie może się to powtarzać, bo jest to niebezpieczne dla dziecka.
- No może się trochę stresuję tym, że Alek poszedł do pracy.
- Serio ? - zaśmiał się - Nie możesz tak, Monia.
- Kacper ty nic nie rozumiesz. Ty nie wiesz, co ja przeszłam, kiedy był na misji. W każdej minucie zastanawiałam się, czy  on żyje. 3 dni przed powrotem zadzwonił do mnie. W pewnym momencie padły strzały, nikt się nie odzywał. Przez kolejne trzy dni nie dawał znaku życia. Myślałam, że stało się najgorsze. Później jak już był w domu musiałam przecierpieć jego wahania nastroju, musiałam być silna. Nawet nie masz pojęcia jak mnie to stresowało. Ale nikt się o mnie nie martwił, jedynie przyjaciel, który miał guza.
- Matko, Monika nie wiedziałem. Przepraszam. - pogładził moją dłoń
- Wiec proszę nie mówi nic Alkowi.
- Oczywiście.
    Na sali leżałam z pięcioma innymi kobietami w ciąży. Czułam się lepiej i szczerze mówiąc mogłabym już wyjść. Koło 10 do sali wparował młody, uśmiechnięty lekarz.
- Dzień dobry. - przywitał się ze wszystkimi i podszedł do pacjentki po drugiej stronie sali.
Kiedy przechodził koło mnie zaczepiłam go:
- Panie doktorze?
- Tak ? - popatrzył na mnie z uśmiechem
- Czy może Pan zawołać mojego męża ?
- Oczywiście.
Opuścił salę, żeby od razu do niej wrócić. Podszedł do mnie uśmiechnięty.
- Hej. - dał mi buziaka - Jak się czujesz?
- Spoko.
- I jak wyniki. - W porządku. Dzisiaj już wychodzę.
- Super. - usiadł koło mnie na łóżku. - Tylko nie wiem jak załatwimy transport. - zamyślił się - Twoich rodziców nie ma, moi pracują... Ja miałem mieć do 16, ale chcą żebym był do 18... A wypis najpóźniej dają do 16... Coś wymyślę.
- Wezmę taxówkę. - oznajmiłam
- O nie, nie, nie.
- A w ogóle wiesz, co mówił lekarz? Że mąż ma mi gotować obiady. - uśmiechnęłam się
- O to już widzę, jak będziesz jadła. - zaczął się śmiać.
- Jak dzisiaj wrócę, to usmażysz mi takie pyszne naleśniki. - mówiłam rozmarzona
- Ty, ty, ty, ty się czasem nie zagalopowałaś ?
- Dobra, weź już Gawliński idź. - pchnęłam go
- No dobra, zrobię i te naleśniki. - splótł palce z moimi
Syknęłam, bo była to lewa ręka.
- Widziałem. - powiedział- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że cię boli ? - wpatrywał się we mnie
- Bo to nic takiego.
- Przecież jest stłuczony nadgarstek. - przyglądał się mu - Zaraz przyniosę ci maść.
           Po kilkunastu minutach wrócił.
- Wiesz jak trudno jest znaleźć coś dla kobiety w ciąży ? Masakra. Ta powinna być dobra. A teraz przepraszam, muszę wrócić do pracy. Przyjdę później.
Fajne nawet mam współlokatorki. Polubiłam je. Mówiły, że mój Aluś jest bardzo dobrym i miłym lekarzem i że będą go polecały.
- Cześć. - do sali wszedł Kuba
- O hej, szczęść Boże. - uśmiechnęłam się - Nie, nie wierzę. Kuba bez koloratki.
- Tak wyszło. - zaśmiał się - Byłem na wynikach, spotkałem Alka i powiedział, że tu leżysz więc jestem. Jak się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - A jak u ciebie.
-Będę żył.
- No nieeee. - jęknęłam
- No niestety. - westchnął
- No nie ! - wpadł Alek - Czy to ten sławny ksiądz, co nagrał piosenki z OneRepublic ? - prawie że krzyczał
- Cicho tam. - syknął duchowny
- Mogę z księdzem selfie ?
- Dawaj. - zaśmiał się
Alek podszedł do niego i wystawił komórkę nad ich głowy. Uśmiechnęli się szeroko i poszły selfiacze.
- Dziękuję. - był zadowolony - Ale fejm. Wstawię na insta.
- Kogoś ty sobie za męża wzięła? - zaśmiał się Kuba.
- Wiedziałam, że skądś księdza kojarzę. - powiedziała jedna z dziewczyn - Moja siostra jest zachwycona tymi piosenkami. Mogę wziąć dla niej autograf ?
- O matko, ale ja nic takiego nie zrobiłem. No ale dobrze. - uśmiechnął się
W radiu leciała piosenka The Chainsmokers - something just like this. Przyjaciel sobie śpiewał pod nosem co mi się podobało.
- Tak mi śpiewaj. - szepnęłam a on tylko się zaśmiał.
      Godzina 16.02 do sali wpada ubrany Alek.
- Przepraszam za spóźnienie.
- A ty co ?
- Zabieram cię do domu. - uśmiechnął się


- Gawliński - szepnęłam, gdy leżeliśmy już w łóżku
- Taak ?
- Przeze mnie się nie wyspałeś.
- Wyspałem.
- Nie kłam.
- No dobra, nie wyspałem, ale czy to ma znaczenie ? - mamrotał w poduszkę
- Przepraszam cię. - przytuliłam go - Mogłam cię nie budzić.
- Monika, daj spokój. Nie mam Ci tego za złe, ani nic. A teraz idź spać.
- Ale miłe pożegnanie, nie ma co. - westchnęłam
- Dobranoc. - pogłaskał mnie po brzuchu
- Teraz to się wal. - syknęłam i odwróciłam się do niego plecami
- Przepraszam, po prostu jestem zmęczony.
Mruknęłam tylko.
- Monika, no, przepraszam. - podniósł się i popatrzył na mnie
- Idź spać, bo jesteś zmęczony. Nie zawracaj sobie mną głowy. - powiedziałam beznamiętnie
- Najpierw mnie przepraszasz za to, że się nie wyspałem, bo się o ciebie martwiłem , a powinienem spać, a teraz masz mi za złe to, że chcę spać. Hipokrytka jedna. - powiedział szorstko
Zabolały mnie te słowa. Ale najgorsze było to, że mówił prawdę. Po policzku spłynęła mnie łza.
- Przepraszam. - pociągnęłam nosem
Poczułam jak jego dłoń ląduje na mojej piersi. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- I tak cię nie kocham. - szepnęłam

2 komentarze:

  1. Bosz już się bałam że coś się stanie Alkowi potem że Monika straci dziecko ;-; Masakra jakie emocje :D świetny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zawsze mega ! ♥ balam sie juz ze coś sie stało niech ona lepiej siedzi na czterech literach w domu a nie ... ;-; oby tak dalej i juz nie mogę sie do czekać dziecka 😍

    OdpowiedzUsuń