poniedziałek, 16 lipca 2018

Rozdział 59

     Mała była niespokojna w nocy. Prawie nie spała i płakała. Nic jej nie pomagało.  Na zmianę z Alkiem ją nosiliśmy na rękach. Byłam wyczerpana totalnie. Zasnęła dopiero o 6 nad ranem.
Obudziłam się koło męża. Leżał na plecach i wpatrywał się w sufit. Odnalazłam jego dłoń i złapałam ją. Odwrócił się w moją stronę i lekko uśmiechnął.
- Dzień dobry. - szepnął
- Dzień dobry. - przeciągnęłam się i zanurzyłam dłoń w jego czuprynie. Patrzyłam się w jego zmęczone oczy.
- Spałeś coś trochę? - zapytałam z troską i położyłam się na nim.
- Coś tam udało mi się przysnąć. - uśmiechnął się
- Oj misiu. - pocałowałam go - Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też.
Nasze twarze dzieliły centymetry. Jego ciepły oddech delikatnie muskał moją twarz. Serce zaczęło mocniej walić, a oddech znacznie przyśpieszył. Poczułam jak motyle w brzuchu latają jak szalone. Czułam się znowu jak zakochana dziewczyna w swoim lekarzu i pragnie go pocałować. Jakby miał to być ich pierwszy pocałunek. Po chwili jego ciepłe, miękkie wargi były już przy jej. Ręce same powędrowały jej do bokserek męża i zsunęła je.
- Monia. - szepnął
Ona nawet nie zwróciła uwagi na te słowa. Wpijała się w jego wargi, a on wydawał się być obonętny. Jednak po chwili złapał ją za biodra i przerzucił ją pod siebie. Teraz jego celem była jej szyja.
Gdy się kochali, mała dała o sobie znać.
- Nic jej nie będzie. - szepnęła i wbiła w niego paznokcie
Kolejna minuta minęła, a ona dalej płacze.
- Co wy tam robicie? - doszedł do nich głos zza ściany
Udało im się do końca i opadli na łóżko. Złapała oddech i podeszła do łóżeczka.
- Już ciiiii. - wzięła na ręce maleństwo - Chodź, damy jeść.
Usiadła na łóżku i zaczęła karmić. Alek przytulił się do niej i pocałował jej ramię.
- Aleeek... - zaczęła
- Noom.
- Dużo pacjentek cię podrywa?
Zaczął się śmiać i położył się.
- No coś tam się zdarza.
- I co wtedy robisz?
- Nic. - śmiał się - Jesteś zazdrosna?
- Nie. - ucięła - A miałeś tak, że spodobała ci się jakaś? Tylko sczerze, zła nie będę.
Leżał i wpatrywał się w sufit.
- Tak. - westchnął i niepewnie na nią zerknął
- I co z nią? Jak sprawy się potoczyły?
- No było dość poważnie, bo się w niej zakochałem. - zawiesił się - Jak przypomnę sobie jej uśmiech podczas wizyty, blask jej oczu, ciarki po mnie przechodzą.
Było jej smutno, a z drugiej strony była zazdrosna. Mówi o niej z takim zachwytem.
- No ale mam z nią teraz dziecko, jest moją piękną żoną i jest wspaniale.
Uśmiechnęłam się szeroko i wpatrywałam w jego brązowe oczy. Tak go kocham. Popatrzyłam na zegarek i dostrzegłam, że jest 8.32.
- Cholera. - szepnęłam i oderwałam Olę od cycka
- Co się stało? - popatrzył na mnie zdezorientowany
- Mam zawieźć Kubę do szpitala. I zaraz będę spóźniona.
Szybko wstałam i oddałam córkę ojcu. Wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy i pognałam do łazienki. Tam długo nie zabawiłam, nawet makijaż szybko mi poszedł. Bez tego by się nie obyło. Po tej nocy wyglądam koszmarnie. W szpitalu mogliby pomyśleć, że to ja przyjechałam na wizytę. Szybko jeszcze podbiegłam do męża i dałam buziaka.
- Monika. - zawołał kiedy byłam przy drzwiach
Nerwowo cofnęłam się do sypialni, bo wiedziałam że już jestem spóźniona.
Popatrzyłam na niego pytająco.
- Nie może zawieźć go kto inny? - zapytał
- A co to za pytanie?
- Monika, zostawiasz mnie samego, żeby pojechać sobie z jakimś innym chłopem i nie wiadomo ile cię nie będzie. A przecież ma swoją rodzinę!
- Ty też masz swoją rodzinę. - powiedziałam twardo - A jednak jakoś zostawiasz mnie samą i to na całe dnie.
- Ale to jest co innego! Ty się umawiasz z innym facetem! I to w dodatku z kiędzem.
- Nie bądź głupi.
- Monika, jestem cholernie o ciebie zazdrosny. - w jego oczach pojawiły się łzy. - Chciałem z wami spędzić więcej czasu.
- Alek. - podeszłam do niego i pocałowałam w czoło - Wrócę najszybciej jak to możliwe. Obiecuję. Kocham cię. Pa.
- Uważaj na siebie. - westchnął, a ja wyszłam z pokoju
- Cześć Maciek. - przywitałam się z rudzielcem
- O hej. Deszcz pada. - oznajmił i podał mi kurtkę przeciwdeszczową.
- Dzięki. - puściłam buziaka i już zbiegałam po schodach.
Faktycznie, lało prosto z nieba. Szybko dopadłam samochód i skryłam się w jego środku. Nie nawidzę jeździć w taką pogodę. Trzeba być mega skupionym.
   Podjechałam pod plebanię, gdzie czekał już na mnie Kuba.
- Hej. - rzucił wsiadając do samochodu
- Hejo. - uśmiechnęłam się
- Ale pogoda. - westchnął
- Nooo. Nieprzyjemna, a szczególnie do jazdy.
- Przepraszam cię, że przeze mnie musisz jeździć w taką pogodę.
- Daj spokój.
- Chciałbym Cię jeszcze przeprosić. - zawahał się - To jak Cię wczoraj potraktowałem. Przepraszam.
Popatrzyłam na niego z uśmiechem. Widziałam w jego oczach, że naprawdę jest mu przykro. Przypomniało mi się jak siedzieliśmy przy ognisku. Nie mogłam się skupić na niczym innym, jak na nim. Cholernie mi się podobał, ale wiedziałam, że razem nie będziemy. On starszy, co by inni o tym powiedzieli. No i oczywiście on nie zwraca na mnie uwagi, bo kto normalny zawracałby sobie głowę taką gówniarą? Potem jakoś to się potoczyło, że usiadł koło mnie. Popatrzyłam na niego, on w tym samym czasie na mnie. Przyłapał mnie na tym, że patrzę na niego, jak na kogod kto ci się podoba. Zarumieniłam się, a on się uśmiechnął i objął mnie ramieniem.
- Moja siostra ma przepiękną koleżankę. - szepnął i oparł swoją głowę o moją
- Monika? Halo? - z przemyśleń wyrwał mnie jego głos
Szybko mrugnęłam i powróciłam do rzeczywistości.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Coś mówiłeś?
- Pytałem jak mała. - zaśmiał się
- A, dobrze. - odpowiedziałam automatycznie - Znaczy, nie. Masakra wielka. Całą noc płakała. Nie wiedziałam co jej jest. Z resztą rano też wyła. - westchnęłam
- Jest Ci ciężko?
- Cholernie. - odparłam - Ja już nie mam na nic siły. Czasami się zastanawiam, czy nie za szybko się pojawiła. Nawet nie wiesz jaki to ciężki obowiązek. Mam czasami dość. Kuba, ja nie wytrzymuję. - łza poleciała mi po policzku
- Ejjj.
Akurat zaparkowałam, a on szybko odpiął pasy i mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. - szepnął i pocałował mnie w głowę - Jesteś silna i dzielna. Dasz radę, wiem to.
- Dzięki Kuba. Możemy iść.
Przetarłam oczy i opuściłam samochód. Szliśmy chwilę w milczeniu. Ale on postanowił je przerwać.
- Jeszcze do tego ja Ci się na głowę zwaliłem. Przepraszam. Wiesz, że nie musisz sobie mną głowy zawracać? Poradzę sobie. Serio.
- Wymyślasz. - skwitowałam
Weszliśmy na oddział, a jemu uśmiech z buzi nie schodził. To jest dopiero silny człowiek.
- O, jest i nasz ulubiony pacjent. I jak zwykle uśmiechnięty. - zadowoliła się pielęgniarka przy recepcji
- Dzień dobry. - rzekł wesoło - Jestem, jestem.
- Ja już będę szła. - zwróciłam się do niego
- Pewnie, leć. Ucałuj ode mnie Olę. No i Alka też, za to że zabrałem cię.
- Okej. - zaśmiałam się - Trzymaj się mocno. - przytuliłam się do niego - Nie spierdol tego.
Wyprostował się i popatrzył na mnie z wielkimi oczam, poczym zaczął się śmiać.
- Jasne, jasne.
- Nie spierdol, rozumiesz? - wymierzyłam w niego palcem
- Rozumiem.
- No nie wiem, bo księżs takich słów nie używają..
- Skąd wiesz, że nie? - puścił jej oczko - Jak ty dziecko jeszcze mało wiesz.
- Dobra. Idę. Pa.
- Trzymaj się. Z Bogiem!
Pomachałam mu na odchodne i wyszłam na korytarz. Fajny z niego człowiek. Też chciałabym umiemieć być cały czas radosna i zarażać tym innych jak on. Przy automacie ze słodyczami stał mężczyzna w kitlu.
- Dzień dobry. - podeszłam do niego
Wzdrygnął się lekko i popatrzył na mnie.
- Monika, cześć! - uśmiechnął się - Co tam dziecko słychać?
- A wszystko okej. Przywiozłam Kubę.
- Coś nie tak? - wyciągnął zakupione cukierki i wpatrywał się we mnie
- Miał kiepskie wyniki. Podejrzewają, że to nawrót. - westchnęłam
- Boże. - szepnął - Oby tak nie było. Jesteście dzisiaj w domu?
- Tak, raczej tak. Przynajmniej ja żadnych planów nie mam.
- Możemy wpaść z mamą na odwiedziny? Kończę o 17, więc gdzieś tak przed 18?
- Pewnie! - uśmiechnęłam się - Wpadajcie śmiało.
- To super. Ja muszę lecieć. Trzymaj się Monika. - uśmiechnął się i odszedł
- Tato? - krzyknęłam gdy jego plecy się oddalały.
Odwrócił się i zdezorientowany wpatrywał we mnie.
- Miłej pracy. - uśmiechnęłam się i ruszyłam do wyjścia.
   Po drodze wstąpiłam jeszcze do sklepu, bo trzeba coś mieć, jak goście przyjadą. Obiad też trzeba z czegoś zrobić. Popatrzyłam na telefon i nie zobaczyłam żadnej wiadomości. Dają sobie radę. Ale i tak to jest silniejsze ode mnie. Wybrałam numer męża i przyłożyłam telefon do ucha. Po kilku sygnałach usłyszałam, delikatny głos.
- No hej kochanie. Co tam?
- Jak tam, wszysto w porządku? - zapytałam
- Tak, tak. Mała właśnie śpi, a ja robię sobie śniadanko. A ty gdzie jesteś?
- Właśnie biorę ostatnią rzecz i idę do kasy. Wpadłam do sklepu, żeby coś na obiad kupić i na wieczór. Chcesz coś?
- Yyyy. - chwila ciszy - Nie, raczej nie. Wracaj szybko. Stęskniłem się.
- Dobrze. - zaśmiałam się
- Tylko ostrożnie, dalej tak leje.
- Jasne.
- Dobra, to szybko tam. Pa.
- Pa. Alek? - zdążyłam zanim się rozłączył
- Tak?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
 
Jakoś udało mi się wdrapać z pełnymi reklamówkami do mieszkania. Weszłam do środka, gdzie unosił się zapach tostów. Zaniosłam siatki do kuchni nie rozbierając się. I zobaczyałam jakie ślady narobiłam.
- Monika. - jęknął Maciek, który wyłonił się z salonu - Dopiero co tu myłem.
- Przepraszam. - pisnęłam - Zaraz posprzątam.
- Spoko. - zaśmiał się - Idź sobie odsapnij, a nie.
Rozebrałam się i udałam się do salonu. Alek siedział na kanapi, jadł tosty i oglądał telewizor. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Uśmiechnął się szeroko i dał mi buziaka.
- Dla ciebie nawet też zrobiłem.
- Jaki kochany. - złączyłam nasze wargi w delikatnym pocałunku
- Co tam z Kubą? - zapytał
- Nie wiem. Tylko go zawiozłam. Ale jak zwykle był wesoły. A właśnie, mam cię od niego ucałować, za to że zabrał mnie tobie.
- Ojj, to musi być taki porządny całus.
Położył mnie na kanapie i zaczął namiętnie całować.
- Ale proszę was. - wszedł Maciek - Może zróbcie to gdzie inndziej i nie przy innych.
Oderwaliśmy się od siebie i zaczęłiśmy się śmiać.
- Spotkałam waszego tatę. Wpadną do nas wieczorem.
    Resztę dnia spędziliśmy w domu, bo ciągle lało. Przynajmniej pograliśmy sobie w gry planszowe i było wiele śmiechu. Mała się uspokoiła i nie było takiej jazdy jak w nocy.
Rodzice byli przed 18. Oczywiście nie mogli się zdecydować komu poświęcić więcej uwagi Oli czy Maćkowi. Jednak udał o im się jakoś to połączyć. Miło patrzeć, jak z miłością rozmawiają z synem i nadal nie wierzą w to, że on tu jest. Z resztą on też jest za nimi stęskniony. Nie mogą się naopowiadać o wszystkim co ich spotkało. Kocham tą rodzinę. Jest ze sobą barszo zżyta.
Zaczął dzwonić mój telefon. Emilka.
- Halo? - odebrałam
- Hej. Kuba jest w szpitalu?!
- Hej. Tak. Ale nie panikuj. Poszedł tylko na jakieś wyniki. To nic poważnego. - okłamałam ją
- A, to dobrze. Myślałam, że coś gorszego.
- Nie, nie. Taka rutynowa kontrola.
- Aa, okej. Dzięki i sory.
- Nic się nie stało.
- Pa.
- No pa. - rozłączyłam się
Alek patrzył na mnie z ciekawością.
- Tak,okłamałam ją. Ale to dla jej dobra. Nie chcę, żeby się zamartwiała.
- Przecież nic nie mówię. - uśmiechnął się
- Przytul mnie. - szepnęłam

wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdział 58

      Jak tylko wstałam zaczęłam wszystko szykować Alkowi, żeby mógł spokojnie sam zostać z Olą. Mała spała jak zabita, co mnie bardzo zadowoliło, bo przez ostatni czas była bardzo nerwowa. Nachyliłam się nad mężem i delikatnie pocałowałam go w czubek nosa. Natychmiast na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Zostawiam cię z małą. - szepnęłam i usiadłam koło niego.- Mleko masz ściągnięte i wszystko przygotowane. Jak coś to dzwoń.
- A gdzie ty się wybierasz ? - jeździł palcem po mojej ręce.
- Do Kuby. - oznajmiałam - Dawno z nim nie rozmawiałam. A jak wczoraj się mu przyjrzałam, trochę się przestraszyłam. Jego twarz pokazuje mega zmęczenie. A ja przecież jestem jego przyjaciółką i muszę mu jakoś pomóc.
Widziałam po mężu, że nie był do końca zadowolony.
- Oj kochanie, nie bądź zazdrosny. - zaśmiałam się i złapałam jego dłoń
- Jak mogę nie być ?
- Normalnie. - dałam mu buziaka - Nie szalejcie za dużo. - wstałam i puściłam mu oczko
- Wy też. - westchnął i opadł na poduszkę.
      Stałam przed plebanią i czekałam, aż ktoś mnie wpuści. Po chwili usłyszałam dźwięk zwolnienia blokady z drzwi, więc pchnęłam je i znalazłam się w środku. Dookoła panowała cisza i czułam się jakoś dziwnie. Usłyszałam jakąś krzątaninę w kuchni, która znajdowała się po prawej stronie. Dyskretnie zajrzałam tam i dostrzegłam proboszcza przygotowującego herbatę.
- Szczęść Boże. - powiedziałam radośnie
Po moich słowach lekko podskoczył i odwrócił się zdezorientowany w moją stronę.
- A szczęść Boże. - uśmiechnął się po chwili - Przestraszyła mnie pani.
- Przepraszam. - westchnęłam
- Kuba u siebie. - oznajmił - Napije się pani czegoś ?
- Nie, dziękuję. Jak zdrowie ?
- Jakieś tam jest. - zaczął chichotać - Czasami chciałbym oddać trochę tego mojego młodemu. - westchnął
Po tych słowach duchowny posmutniał. Czułam się niezręcznie. Nigdy tak jeszcze nie rozmawiałam z tym człowiekiem. Jednak widać, że martwi się o Kubę, co pokazuje o ich relacji.
- Jest silny. - wymusiłam uśmiech
- Oj jest. - pokiwał głową - Nie będę cię zatrzymywał młoda damo.
 Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Szybko się odwróciłam i ruszyłam w stronę schodów. Pokonywałam kolejne stopnie i czułam coraz większy niepokój, jakby zaraz miało coś się zdarzyć. Wdrapałam się na sam szczyt i przystanęłam. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam pod jego drzwi. Zapukałam niepewnie i zaraz usłyszałam: proszę. Pchnęłam drzwi i ogarnął mnie mrok. Mimo iż jest ciepło i słońce świeci, tutaj był totalny mrok. Zaczęłam rozglądać się po pokoju. Okna zasłonięte, a duchowny leżał wyciągnięty na łóżku.
- Hej. - powiedział wesoło i natychmiast wstał
- Hej. - uśmiechnęłam się i przytuliłam do przyjaciela
Coś w nim było nie tak. Miał na sobie zwykłe spodenki i koszulkę, a włosy były w kompletnym nieładzie. Patrząc na jego twarz, czegoś szczególnego nie widziałam, ale w tym mroku to ciężko powiedzieć. Bez jego zgody podeszłam do okna i podciągnęłam rolety. Głęboki wdech i odwróciłam się do Kuby. Zamarłam. Jego blada twarz, jakby wysmarował się kredą była pozbawiona życia. Wielkie sińce pod oczami szpeciły jego wizerunek. Wiecznie roześmiane, wesołe oczy teraz wygasły. Wydawało się, ze każde kolejne spojrzenie wiązało się z jeszcze większym cierpieniem. Co się dzieje z moim przyjacielem? Poczułam jak pojedyncza łza spływa powolnie po moim policzku.
- To chyba nie był najlepszy pomysł, żebyś przychodziła do mnie rano. - westchnął
Podeszłam do niego, splotłam nasze dłonie i stanęłam naprzeciwko.
- Teraz mów wszystko. powiedziałam twardo
Słyszałam jak przełyka ślinę i jego spojrzenie zatrzymuje się na czymś za mną.
- Moje ostatnie wyniki. - zaczął - Są jakby to powiedzieć, słabe.
- Co to znaczy słabe ? - ściągnęłam brwi i wpatrywałam się w jego twarz.
Poczułam jak mocniej ściska moją dłoń.
- Są złe i to bardzo. - szepnął
Minęła chwila, aż zrozumiałam, co mi powiedział.
- To znaczy. - zawahałam się - Że jest nawrót ?
- Na 90%.
Czułam się jakby ktoś wymierzył mi najmocniejszy cios w brzuch. Nie wiedziałam co mam myśleć, co robić.
- Jutro idę do szpitala. - oznajmił po chwili ciszy
- Kuba. - położyłam dłoń na jego policzku - Tak mi przykro.
Przybliżyłam jego głowę i oparłam moje czoło o jego. Czułam jego ciepły oddech na moich wargach. Delikatnie przejechałam kciukiem po jego bladych wargach, a później dałam buziaka w policzek.
- Wyjdziesz z tego, rozumiesz? Pójdziesz do szpitala i wyleczymy cię. Wszystko będzie dobrze. Zrobię wszystko, żeby Ci pomóc. Wszystko, rozumiesz ? - szlochałam - Bo przecież nie mogę Cię stracić. Nie mogę pozwolić Ci odejść.
- Jesteś egoistką. - te słowa były dla mnie wielkim ciosem
- Słucham ? - patrzyłam na niego z niedowierzaniem
- Czy kiedykolwiek zapytałaś mnie czego ja chcę ? - popatrzył na mnie ze łzami w oczach - Czy przyszło Ci do głowy, że ja może nie chcę ? Że mam tego dosyć i chcę w spokoju odejść. I wtedy będę najszczęśliwszy na świecie, bo znajdę się w Domu Ojca.
- Co ty do cholery gadasz ?! - byłam na niego wkurzona
- Monika, proszę cię.
- Jesteś tchórzem. - rzekłam - Ja się na to nie zgadzam.
- Ty nie masz tu nic do gadania. - odwrócił się ode mnie i podszedł do biurka
- Ah tak ? No to ci już nie będę przeszkadzała. - szepnęłam i udałam się do wyjścia - Jak już będziesz miał zamiar umierać, to daj mi znać, to może przyjdę się pożegnać. Chyba że nie chcesz. - nie czekając na odpowiedz popędziłam na dół.
       Roztrzęsiona weszłam do domu i ściągnęłam buty. Z salonu wyłonił się uśmiechnięty mąż z córką na rękach.
- Popatrz, kto już wrócił. Mamusia. - mówił radośnie
Uśmiechnęłam się na ich widok, lecz zaraz moją twarz pokrył grymas rozpaczy. Alek natychmiast spoważniał i zniknął w salonie, a ja buchnęłam płaczem.
- Kochanie. - usłyszałam głos męża i poczułam jego ramiona.
Mocno się w niego wtuliłam i płakałam.
- Ciii. - głaskał mnie i co chwile całował czubek mojej głowy.
- Jego wyniki są złe, prawdopodobnie to nawrót. - szlochałam
- Spokojnie. - mówił spokojnie - Wyjdzie z tego, to silny chłopak.
- Ale on nie chce. Alek proszę zrób coś ze mną.
- Popatrz się na mnie. - złapał moją twarz
Posłusznie wykonałam jego polecenie i ujrzałam jego najcudowniejszy uśmiech.
- No uśmiechnij się proszę. - mówił radośnie - Jesteś najcudowniejszą dziewczyną na świecie. Kobietą, która skradła moje serce. Kocham cię moje słoneczko. - po tych słowach pocałował mnie
Czułam jak się uspokajam i popatrzyłam na męża.
- Alek ?
- Taak? - uśmiech mu nie schodził z twarzy
- Przytulisz mnie ?
- Oj kochanie.- zaśmiał się i zamknął mnie w swoich ramionach



        Po pysznym obiedzie Monika wzięła małą, żeby ją uśpić, a ja wyciągnąłem się wygodnie na kanapie i przymknąłem oczy. Do moich uszu doszedł cichy dźwięk mojego dzwonka. Odnalazłem go na stole i po upewnieniu się kto dzwoni odebrałem.
- Siemka. - przywitałem się
- Cześć. - usłyszałem - Dzwonię, żeby upewnić się, że pamiętacie o dzisiejszym spotkaniu młodych.
- Szczerze mówiąc, to zapomniałem. - zaśmiałem się - Ale dobrze, że dzwonisz księciunio. To za godzinę tak ?
- Tak, tak. - potwierdził
- No to zgarnę rodzinkę i się pojawimy.
- Mega. Alek ?
- No.
- Przepraszam za Monikę. - szepnął i zaraz się rozłączył
Teraz się zastanawiam, czy Monika chce tam iść i go zobaczyć. Niby mają być występy młodzieży, no ale on tam gdzieś będzie. Ale z drugiej sprawy, to ciekawe przeżycie, bo jest wymiana z dzieciakami z różnych krajów i to są jakby mini ŚDM.
- Kochanie, pamiętasz o dzisiejszym spotkaniu ? - powiedziałem to cicho wchodząc do salonu
- Kompletnie wypadło mi z głowy. - westchnęła - Ale to za godzinę, nie ?
- Tak. - usiadłem koło niej
- No to się zbierzemy. Zabierzemy Maćka i Filipa i będzie super.
- Kochanie, jak nie chcesz iść, to nie musimy. - objąłem ją
- Ale chcę. - uśmiechnęła się i dała mi buziaka.




    Na miejscu było pełno młodzieży i czuć było młodego ducha. Pełno radości i życia. Maciek nie wyglądał na zadowolonego, ale to mnie nie obchodziło. No bo przecież jestem egoistką. Były koncerty młodych ludzi i jak tylko była jakaś szybsza muzyka, to brałam Alka i tańczyliśmy zadowoleni. Czułam się wolna i szczęśliwa. W pewnym momencie podeszła do nas Emilka, kuzynka Alka.
- Hej. - powiedziała radośnie
- O hej ! - przywitałam się - Nie wiedziałam, że tu jesteś. Trzeba było mówić, byśmy przyjechali po ciebie.
- Eee tam, przeszłam się. A Ola gdzie ?
- Tam, chłopaki z nią stoją. - pokazałam ręką za siebie
Młoda popatrzyła w tamtą stronę i zamurowało ją.
- Czy to Maciek ? - wydusiła z siebie po chwili
- Tak. - uśmiechnęłam się - taka niespodzianka miała być dzisiaj.
- Maciek ! - krzyknęła i biegła w jego stronę
Chłopak się na nią popatrzył i zaraz uśmiechnął. Rozłożył ręce i podniósł ją, gdy wpadła w jego ramiona.
- Nie wierzę. - mówiła ze łzami w oczach - Dzięki Bogu żyjesz.
- Jak ty wyrosłaś. - potarmosił ją po włosach
- Taaa. - zaśmiała się - O matko ! Ale ona jest słodka ! - pisnęła, kiedy zobaczyła Olę. - A wiecie, że Kuba zaraz ma występować ? - powiedziała podekscytowana.
Nie wiedząc co mam zrobić, podeszłam do małej i wzięłam ją na ręce.
- Chcesz ją potrzymać ? - zapytałam
Nastolatka się ożywiła i pokiwała głową na znak zgody. Podałam ją ostrożnie i podeszłam do Alka.
- A teraz na scenę zapraszamy naszego księdza Kubę ! - te słowa dobiegły z głośników
Popatrzyłam się na scenę i dostrzegłam uśmiechniętego Kubę.
- Dobrze udaje. - westchnęłam
- No przecież nie wyjdzie na scenę ze smutną miną. - zaśmiał się mąż - Monika, czy wy się pokłóciliście ?
- Można tak powiedzieć. - szepnęłam i patrzyłam się na scenę
- Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Wiem, że myślicie, że będzie jakieś OneRepublic. - zaśmiał się - Ale nie. Będzie to najpiękniejsza piosenka jaką kiedykolwiek słyszałem. Zaśpiewam ją w języku angielskim, aby dla większości była zrozumiała.
Po jego słowach zaczęły lecieć dźwięki 10,000 reasons Matta Redmana.
- To jest piękne. - splotłam dłoń z dłonią Alka.
Wsłuchiwałam się w genialne wykonanie mojego przyjaciela. Jednak gdy doszedł do 3 zwrotki i słów  And on that day when my strenght is failing The end draws near and my time has come. zaczęły mi lecieć łzy. Popatrzyłam na męża, który nagrywał cały występ. Zerknął w moją stronę i zwielkim uśmiechem zaczął śpiwać refren. Rozweseliło mnie to i poszłam w jego ślady.
- Kolejną piosenkę chciałbym zadedykować pewnej osobie, która bardzo kocha tą piosenkę, a ja nigdy nie chiałem jej dla niej zaśpiewać. Więc teraz jest idealna okazja. - obwieścił to Jakub i rozbrzmiały się dźwięki Heaven OneRepublic.
Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się pięknym utworem. Wiedziałam, że to dla mnie. Zawsze mówił, że nie potrafi i nie zaśpiewa. A jednak. Wychodzi mu to znakomicie.
- Czy to nie ten wasz znajomy co wczoraj był? - zapytał Maciek
- No on. - odparł Alek
- On jest księdzem?!
- Nie widać?- zaśmiał się ortopeda
- Cholera.
   Po kilku minutach smętów, jakaś dziewczyna w końcu zaserwowała skoczną piosenkę.
- Mogę prosić do tańca?- usłyszałam za sobą i ujrzałam uśmiechniętego Kubę.
Rozpromieniłam się i położyłam dłoń na jego, która była do mnie wyciągnięta. Na nic nie czekając zaczął mną kręcić. Dostrzegłam, że ma trampki. Ciągle się uśmiechał, co sprawiało, że ja miałam tak samo. Ludzi się patrzyli na nas z wielkimi uśmiechami. Nie wiem jak on jest w stanie tak wywijać w sutannie.
Po genialnym tańcu duchowny mnie mocno przytulił.
- Przepraszam Cię bardzo. - szepnął - Jutro jadę do szpitala o 9.
- Odwiedzę cię. - puściłam mu oczko
- A jakby inaczej? - zaczął się śmiać
- Dawajcie, fota leci. - oznajmił Alek
Kuba objął mnie ramieniem i uśmiechnęliśmy się.
- A teraz, raz, dwa, trzy dab. - krzyknął Kuba i równocześnie wykonaliśmy gest.
      Dotarliśmy do rodziców Alka. Maciek był cały podenerwowany. No nie dziwię mu się. Weszliśmy do przedpokoju i ściągnęliśmy buty.
- To najpierw my, a później ty, ok?-popatrzyłam na rudego
Potwierdził kiwnięciem głowy.
- Hej wszystkim. - wjechałam wózkiem i ujrzałam rodzinkę
- O jesteście. - zadowoliła się teściowa
- Przyprowadziliśmy wam gościa. - uśmiechnęłam się
- Może to wujek Maciek?! - pisnęła Majka
- Sorki, młoda wczoraj dorwała się do albumów i opowiadałem jej o Maćku.- szybko wytłumaczył Michał
Mała biegła by zobaczyć kto stoi tuż za nami.
- Wujek!- krzyknęła rzuciła się w jego ramiona
Wszyscy z ciekawością wpatrywali się kto wyłoni się zza ściany. Po chwili z Majką na rękach wszedł uśmiechnięty Maciek. Wszyscy zamarli.
- Mamo. - szepnął rudy i postawił małą na ziemię, żeby móc przytulić swoją rodzicielkę
- Synku kochanie - głaskała go - Co się z tobą działo?
- Wiedziałem, że wrócisz. - przytulił go tato - Nigdy nie przestałem wierzyć.

środa, 19 lipca 2017

Rozdział 57

     Jak zwykle 1 w nocy i mała płacze, żeby ją nakarmić. Otwieram powieki i lekko się przeciągam. Kątem oka dostrzegłam, że Alek usiadł i wygrzebuje się z pod kołdry.
- Śpij, ja się nią zajmę. - szepnął i pośpiesznie podszedł do córki - Hej kochanie. - mówił do niej delikatnie - Już, idziemy coś wszamać.
Widziałam jak patrzy na nią z miłością. To było coś pięknego. Jak jego wielkie dłonie trzymają tą malutką osóbkę. Płacz małej nadal nie ustawał i mąż wyszedł z nią z pokoju. Troszkę mnie to zdziwiło, bo do tej pory robiłam wszystko, żeby go nie obudzić. Ale następne karmienie, to już ja się tym zajmę. Teraz położyłam się na boku i w mgnieniu oka dopadł mnie sen.


     Wziąłem małą do salonu, żeby Monika mogła spokojnie spać. Na szczęście było jeszcze mleko ściągnięte przez małżonkę, więc bez problemu mogłem nakarmić moją pociechę. Jednak po kilku minutach jedzenia, Ola zaczęła płakać. Nie wiedziałem co mam robić. Kołysałem ją na rękach chodząc po pokoju, ale nic nie dawało. Kiedy córka już kolejną minutę dawała o sobie znać, zniechęcony położyłem ją na kanapie i włączyłem sobie telewizor. Akurat leciał mecz Cubsów. Rozłożyłem się wygodnie na kanapie, a małego wyjca ułożyłem sobie na torsie. Olka przestała płakać od razu, więc postanowiłem, że chwilkę pooglądam rozgrywkę i pójdę do sypialni spać dalej.
Gdy wyłączyłem telewizor mała zaczęła płakać znowu. Westchnąłem i znów włączyłem na mecz drużyny z Chicago. I jak ręką odjął, córa przestała płakać. No to oglądałem mecz Cubsów, dopóki nie zasnąłem.
Kolejna pobudka była o 6, ale to znów na jedzenie. Dałem jej butelkę i zaraz po posiłku zasnęła. Mi się nie chciało nigdzie chodzić, więc zasnąłem z małą na kanapie.


Obudziłam się wyspana i mocno się przeciągnęłam. Alka już koło mnie nie było, więc pewnie poszedł już do pracy. Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 8.27. Zadowolona wstałam i podeszłam do łóżeczka. Ściągnęłam tylko brwi, bo nie zastałam tam małej. Wyszłam z sypialni i udałam się do salonu, skąd dobiegały odgłosy z telewizora. Czyżby Maciek wziął małą ? Tak mocno spałam, że nie słyszałam, że płacze ? Ładna ze mnie matka... W telewizji leciał jakiś mecz koszykówki i zaraz przeniosłam wzrok na kanapę. To co tam zobaczyłam mocno mnie wzruszyło. Mąż spał z córeczką na piersi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Widocznie ma dzisiaj na 9 do pracy. Podeszłam do niego i przykucnęłam.
- Alek, wstawaj, bo do pracy się spóźnisz.  - delikatnie szturchałam jego ramię.
Po chwili się przebudził i westchnął ciężko.
- Nie idę dzisiaj. - jęknął i przymknął oczy
- Jak to ? - patrzyłam na niego ze zdziwieniem
- Nie idę i już. - rzekł i zaczął się podnosić
Usiadł na kanapie tuląc małą do piersi.
- Słuchaj - zaczął, ale do pokoju wszedł Maciek
- Siemanko. - powiedział radośnie
- Hej. - odpowiedzieliśmy równocześnie z mężem
- Co tam ? - stanął koło Olka i wpatrywał się w małą
- Nic. - westchnął mąż - Weźmiesz małą ?
- Jasne ! - uśmiechnął się i od razu przejął Olę
- Chciałbym z tobą porozmawiać. - zwrócił się do mnie i wstał
Kiwnęłam głową i udałam się za nim do sypialni. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się w jego stronę, poczułam jego ciepłe wargi na moich. Całował mnie tak namiętnie jak nigdy. Ale tego mi cholernie brakowało. Poddałam się mu i zanurzyłam palce w jego czuprynie.
- Jak długo jeszcze mam czekać na baraszkowanie ? - przerwał na chwilę pocałunki
- Jutro jest ostatni dzień. - szepnęłam
- Walić to. - rzucił i ściągnął ze mnie koszulkę.
Powędrowaliśmy do łóżka, gdzie poczułam naszą miłość.
Leżałam wtulona w mojego męża stopniowo wyrównując oddech.
- To dlaczego dzisiaj nie idziesz do pracy? - zapytałam
- Żeby to tylko dzisiaj. - zaśmiał się - Przez dwa tygodnie kochanie. Wziąłem tacierzyńskie. Muszę się wami zająć. A tak w ogóle, przeprosiny przyjęte?
- Oczywiście - mruknęłam i dałam mu buziaka - Dobra stary, trzeba iść do młodej.
- Moniaa. - jęknął
- Chciałeś dziecko to teraz masz. - puściłam oczko i zaczęłam się ubierać.
- Wiesz, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa?
Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam do drzwi.
- Wystarczy, że będziesz. - szepnęłam i wyślizgnęłam się z sypialni do salonu.
Maciek chodził po pokoju z małą na rękach. Podeszłam do niego i pogłaskałam Olę po brzuszku.
- Co aniołku. - powiedziałam wesoło
- Pogodzeni? - szczerzył się do mnie rudzielec
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się
- Widzisz Olcia, jeszcze niedługo będziesz miała rodzeństwo. - zwrócił się do małej
- Oooo po moim trupie. - przejęłam córkę - Chodź do łóżeczka, bo ojciec całą noc cię na kanapie przetrzymał.
- Chciałem dobrze. - pisnął Alek podchodząc do nas
- No i tak było. Dzięki tobie się wyspałam. - puściłam mu oczko i udałam się do sypialni.
Ułożyłam małą w łóżeczku i pogłaskałam po malutkiej główce.
        Już południe minęło, a my siedzieliśmy przed telewizorem i leniuchowaliśmy.
- Wiecie co ? Już mogę normalnie się pokazywać. - w pewnym momencie odezwał się Maciek.
- To super ! - ożywił się mąż - Akurat jutro przyjeżdża Michał i chyba jeszcze ciocia. Więc będzie wejście smoka.
- Trochę się stresuję. - zaśmiał się - Tęskniłem za wszystkimi... Małych Michała pewnie nie poznam.
- Spokojnie. - patrzył się na niego brat - Wszystko będzie dobrze.
Rozmowę przerwał nam gwizd czajnika. Zerwałam się z kanapy i pobiegłam do kuchni, żeby jak najszybciej wyłączyć gaz.
Zalałam przyszykowane kawy i złapałam kubki za uszy. Powoli przemieszczałam się do salonu, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Proszę. - powiedziałam i przystanęłam.
Po chwili pojawił się wyprostowany mężczyzna w mundurze.
- Proszę do salonu. - oznajmiłam i poczekałam aż gość mnie wyprzedzi.
Stanął kawałek od wejścia i patrzył rozglądał się po salonie. Prześlizgnęłam się koło niego i odłożyłam kubki na stół. Mój wzrok zatrzymał się na Maćku. Był przerażony, ręce zacisnął w pięści, a szczękę miał mocno zaciśniętą. Popatrzyłam się na przybyłego i na jego naszywki. GROM.
- Tak bardzo tęskniłam. - szepnęłam i podeszłam do niego
Zamknął mnie w swoich ramionach i położył głowę na moją.
- Ja też. - pocałował mnie w głowę.
Nie widziałam go od kilku miesięcy, bo był na misji... On nawet nie widział jeszcze małej. Strasznie się o niego martwiłam. Jest snajperem, a przecież to jest cholernie niebezpieczne.
- No to jak się miewają moje dziubaski ? - zapytał wesoło
- No stary, nie poznałbym cię na ulicy. - zaśmiał się Alek i przytulił go - Ta broda, ah. - potarmosił go
- A gdzie jest ta gwiazda ? - zapytał
- W sypialni śpi. - oznajmiłam - A Filip, poznaj Maćka. - wskazałam rudzielca siedzącego na fotelu.
- Cześć. - z uśmiechem podszedł do Gawlińskiego - Filip.
- Maciek. - wymusił uśmiech - GROM ?
- Taaaa. - westchnął brat - Zachciało się snajperowania. A tak w ogóle to zaszczyt cię spotkać. Chłopaki dużo o tobie gadali i masz wielki szacuneczek w wojsku.
- Nie wiem za co...
Rozległ się płacz córki.
- Ja pójdę. - zwróciłam się do męża i udałam się do sypialni. Wzięłam małą na ręce i powędrowałyśmy do salonu.
- Popatrz, wujek wrócił. - mówiłam łagodnie
- Ojej. - wyprostował się Filip - Ale ona jest słodka.
Podszedł do mnie i wpatrywał się w nią z uśmiechem.
- Cześć Olcia. - złapał jej rączkę - Jeszcze mnie nie znasz, ale to ja, twój najukochańszy wujek.
- Chcesz ją potrzymać ? - zapytałam
- Nie wiem czy ja...
Nie zdążył skończyć, bo już wcisnęłam mu ją na ręce. Podeszłam do mojego męża i usiadłam mu ma kolana. Zanurzyłam dłoń w jego włosach i lekko się do niego przytuliłam. Tego mi brakowało, jego obecności i głupiego przytulenia. Posłał mi śliczny uśmiech, w którym byłam zakochana. Popatrzyłam na Filipa, który wpatrywał się w nasz skarb. Tak mu pasuje dziecko, byłby świetnym ojcem. No ale cóż... Nie ma szczęścia do kobiet.
- A zapomniałem. - przerwał ciszę Filip - W samochodzie zostawiłem prezent dla małej. Weźniesz ją?- popatrzył na mnie
- Tak, daj. - wyciągnęłam ręce, na których spoczęła córeczka
Przytuliłam ją do piersi, a Alek delikatnie gładził jej główkę. Teraz naprawdę czułam, że jesteśmy rodziną.
- Fajnego masz tego ojca. - szepnęłam do małej
Poczułam wargi męża na moim policzku, który szybko oblał się rumieńcem.
- Słodko wyglądacie. - odezwał się Maciek - Ej, ale to nie jest głupi pomysł, że mówicie do niej w różnych językach.
- No, będzie miała lepszy start. Angielski teraz to podstawa, a hiszpański to taki dodatek. - potwierdził ortoprda - Tylko muszę nauczyć się hiszpańskiego.
Usłyszałam jak do mieszkania wparował brat.
- Patrzcie kogo wam przyprowadziłem. - zadowolony wszedł do pokoju
- Cześć. - pojawił się młody duchowny
Miał na sobie rybaczki i zwykły tshirt.
- Kuba!- zadowoliłam się i wstając zostawiłam małą jej ojcu.
Podeszłam do niego i mocno się przytuliłam.
- Cześć. - zaśmiał się - Widzę, że macie gości, więc będę się zmywał.
- Nie, nie, nie. Zostajesz. A tak w ogóle to nie są żadni goście. To jest Maciek, brat Alka. - wskazałam na rudego
-Miło mi, Kuba. - duchowny podał mu rękę
- Maciek.
- Masz tu małego potwora. - podałam mu moją pociechę
- Hej. - patrzył na nią z uśmiechem - A kto to tak urósł? Ojej, jaka już duża jestem.
- Ten to ma gadane. - zaśmiał się Filip - Masz tutaj dla tej księżniczki. - podał mi prezent
- Nie trzeba było. - uśmiechnęłam się - No ale dobra, zobaczmy Ola, co ten wujek tu wymyślił.
Pierwsze co wyciągnęłam szare body w krówki.
- Matko, ale są słodkie. - pokazałam innym - Śliczne.
Następnie wyciągnęłam sporego, wojskowego misia z napisem GROM.
- Jest cudny. - patrzyłam na niego.
W rękawie dostrzegłam banknot. 200 zł.
- Filip, czy możemy porozmawiać?
- Jeśli chodzi o kase, to nawet nie zaczynaj. - uśmiechnął się
- Filip no! To jest za dużo! - mówiłam poważnie
- Monika? Możesz wziąć Olę? - zwrócił się do mnie Kuba
- Tak, jasne. - odłożyłam prezenty i szybko podeszłam do przyjaciela i wzięłam córkę.
Zaraz po tym oczy kuby zaczęły się zamykać i z trudem oparł się o oparcie fotela.
- Łoł, łoł, łoł. - wszyscy zerwali się do niego
- Kuba, wszystko ok? - podszedł do niego Alek
- Yhym. - wymruczał duchony
- Siadaj chłopie. - pomógł mu usiąść
- Przyniosę wody. - oznajmił Filip
- Wszystko gra. - rzekł Jakub - To jest normalne. Lekarz mówi, że i tak jest ze mną bardzo dobrze.
      Wszystko już było dobrze, siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W tle grał telewizor.
- Wiecie, że za tydzień w Łodzi będzie OneRepublic? - zapytał Kuba
- Nie, serio? - popatrzyłam na niego
- Noo. - zaśmiał się
- Już pewnie bilet od dawna masz. - prychnął Alek
- Fakt. - zaczął się śmiać. - Mam rozumieć, że idziecie ze mną.
Popatrzyłam się na małżonka, a on na mnie.
- Wiesz co, teraz jest mała i nasze wydatki trochę się zwiększyły... - zaczęłam
- A dodatkowo mamy przeprowadzkę za tydzień. - dodał Olek
- Spoko, ja stawiam. - oznajmił
- O nie, nie, nie. Ty masz swoje wydadki.
- Ale i tak już je kupiłem, więc o co ten raban? - wyciągnął z kieszeni bilety - odwdzięczam się za prezent od Mikołają - puścił oczko
- No nie wiem... - westchnęłam
- Proszę. - zrobił oczy kota ze sherka
- Dobra. - jęknęłam - Mów po ile te bilety.
- Przeprowaszacie się za tydzień? - wtrącił Filip
- Tak. - uśmiechnął się mąż
- Pierwsze słyszę. - popatrzyłam się na niego
- Niespodzianka. - dał mi buziaka.
- Filip? - popatrzyłam na brata
- Noo
- Mamy z Alkiem do ciebie taką prośbę.
- Zaczynam się bać. - zaczął się śmiać
- Zostaniesz chrzestnym Oli?
Stał nieruchomo i wpatrywał się we mnie.
- Wziąć na chrzestnego największego bezbożnika. - zaczął się śmiać - O hit. Ale byłby to zaszczyt. Nie spodziewałem się tego, serio. A kiedy chrzest?
- Za dwa tygodnie. Oczywiście wszyscy czujcie się zaproszeni. - oznajmiłam
- Czajcie ten film. - zwrócił się do nas Maciek - Jakiś ksiądz ma zdolności uzdrawiania. -prychnął - Już nie mieli o czym robić serialu, tylko o księdzu. Jeszcze kobieta się koło niego kręci. No nie mogę. Ludzie.
No to teraz poznałam stosunek Maćka do kościoła.
- O hit. Pocałowali się. - klasnął w dłonie - Jaka normalna baba całuje księdza ?!
Popatrztłam się na Kubę. I wróciłam wspomnieniami do tamtego dnia. Kuba też się na mnie popatrzył i po chwili puścił oczko. Ja tylko pokręciłam głową i dalej oglądałam serial.
- Ja będę się zbierał. - wstał duchowny
- Już? Szkoda. - podeszłam do niego
Pożegnał się z każdym.
- Odprowadzę cię. - oznajmiłam i udałam się z nim do drzwi.
Przypatrywałam się jego twarzy. Dopiero teraz dostrzegłam zmęczenie, ból, co było efektem walki z chorobą jak i z tym co po niej przechodzi. Zaniedbałam go i to bardzo.
- Kuba. - zaczęłam - Przepraszam cię.
- Za co?- patrzył się na mnie z uśmiechem
- Ostatnio jakoś nie miałam dla Ciebie czasu. Nie rozmawialiśmu, nie odwiedzałam Cię... Jest mi z tym cholernie głupio.
- Przestań, masz ważniejsze sprawy. - położył dłoń na moim ramieniu
- Brakuje mi Ciebie. - szepnęłam i popatrzyłam w jego niebieskie oczy - Wiesz, że cię kocham?
Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.
- Mój aniołek kochany. - szepnął i przytulił mnie
- Jutro rano wpadam do ciebie i wszystko mi mówisz. Wszystko.
- Jasne. - pocałował mnie w głowę - Pa i ucałuj ode mnie Olę.
- Pa.


       Leżałam już chyba drugą godzinę i wpatrywałam się w czerń sufitu. Nie mogłam jakoś spać, nie wiem dlaczego.
- Alek? - szepnęłam
-Mhm?- mruknął, co mnie zdziwiło, bo myślałam że śpi
- Kocham Cię.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział 56

     Z Maćkiem mieszkamy już ponad tydzień i jest bardzo fajnie. Pomaga mi w wielu sprawach i zdążyliśmy już się zaprzyjaźnić. Dał mi do zrozumienia, że mogę liczyć na niego w każdej sytuacji. Oczywiście Alka jak nie było, tak nie ma w naszym życiu. Teraz dodatkowo ten czas co jest w domu chce spędzać z bratem, więc my poszłyśmy w odstawkę. Dla mnie jest to bardzo bolesne jak i męczące. Mam już naprawdę wszystkiego dość. Dodatkowo mała dzisiaj cały czas płacze, a ja nie wiem o co jej chodzi. Od miesiąca nie śpię, bo oczywiście w nocy ja muszę wstawać i to szybko, żeby nie obudzić Alka, bo musi być wyspany do pracy.
Siedziałam w salonie z opartą głową o stół i rozkoszowałam się minutą ciszy, bo mała zasnęła. Oddychałam głęboko i zastanawiałam się kiedy będę mogła choć troszkę pospać. Już nawet zapomniałam jakie to jest uczucie. I nagle wydarzyło się najgorsze. Mała znowu zaczęła płakać.
Wstałam i patrzyłam na nią.
- Zamknij się ! - krzyknęłam i zakryłam uszy rękami
Zaczęłam płakać, zjechałam po ścianie i podkuliłam nogi. Kiedy ona przestanie ? I skąd ona ma tyle siły na ciągłe ryczenie ? Do pokoju pośpiesznie wszedł Maciek. Ogarnął wzrokiem cały pokój i zatrzymał się na mnie.
- Co się stało? - podszedł do mnie zmartwiony - Monika. - położył dłoń na moim kolanie
- Zabij mnie proszę. - wyszlochałam
- Nie mów tak !
- Mam wszystkiego dość ! Nie mam już na nic siły. A na tego debila w ogóle nie mogę liczyć. Nie wiem dlaczego za niego wyszłam. A Olka ma niezłego pecha, że ma takich rodziców.
- Ciiii. - przytulił mnie - Jesteś wspaniałą mamą.
- Ta bardzo. - westchnęłam - Taka wspaniała, że nawet nie wie, co się dzieje z jej dzieckiem i nie może go uspokoić. No wyśmienita! - powiedziałam z ironią. - Czekaj, nakarmię ją. - zaczęłam się podnosić
- Ja to zrobię, ty sobie odpocznij. - oznajmił
- I co, teraz uważasz, że sobie nie poradzę ? - powiedziałam wkurzona i wzięłam córkę na ręce.
Poszłam do sypialni i tam próbowałam ją karmić. Ale to było bardzo bolesne doświadczenie. Zastanawiam się jakby wyglądało moje życie bez Alka. Przynajmniej bym była sama i nie oczekiwała od niego, że się zajmie swoją córką, czy chociaż trochę ze mną porozmawia. Chyba na to się pisał przysięgając przed Bogiem miłość do mnie. Może pochopnie podjęliśmy decyzję o ślubie ? Może jeszcze nie poznaliśmy się na tyle, aby się pobierać ? Usłyszałam jak do domu wrócił mąż. Szybko się ogarnęłam i wyszłam mu na przeciwko z małą. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się, ale ja tego nie odwzajemniłam. Wręcz przeciwnie ! Zdenerwowana na maksa dałam mu małą i szybko założyłam buty.
- Nienawidzę cię kurwa. - warknęłam do niego i trzasnęłam drzwiami
Szybko zbiegłam po schodach i poszłam do swojego samochodu. Ręce mi się trzęsły z nerwów, co sprawiało, że nie mogę trafić kluczykami do stacyjki. Jednak po chwili udało mi się i ruszyłam. Moim celem był dom rodziców. Tam znajdę spokój i trochę odpoczynku. A Gawliński niech się wykaże swoim ojcowskim obowiązkiem. I nie obchodzi mnie to, czy ma pracę czy nie.
Mama o wiele nie pytała. Mogłam pójść do swojego pokoju i zasnąć. Żadnego płaczu, stękania i jęczenia.



Monika wkurzona wyszła z domu zostawiając mi małą. Do tego warknęła, że mnie nienawidzi. Stałem jak wryty i nie wiedziałem, co mam robić. Oprzytomniałem i chciałem pobiec za nią, ale brat mnie zatrzymał.
- Zostaw ją. - powiedział spokojnie
- Co ja takiego zrobiłem ? - patrzyłem na niego
- Nic. Właśnie kurwa nic nie zrobiłeś. - mówił spokojnie - Ona nie ma oparcia u ciebie. Jest ze wszystkim sama. Powiedziała, że żałuje, że za ciebie wyszła. Chłopie ogarnij się ! Rozwalasz sobie rodzinę. Zawalcz o nią, póki jeszcze możesz. Nie wiem co ona w tobie widzi, ale chłopie masz takie szczęście, że ona jest z tobą. Zajmij się nią. Ona naprawdę potrzebuje pomocy.
Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Myślałem, że wszystko jest w porządku i że sobie jakoś radzimy.
- Ale ona nic mi nie powiedziała. - wydusiłem po chwili
- Nie chciała Ci zawracać głowy. Wie, że praca jest dla ciebie ważna, ale jak widać zrobiła się zbyt ważna. Zastanów się, co tak naprawdę daje ci szczęście. - minął mnie i poszedł do swojego pokoju.
Popatrzyłem się na Olę, która wierciła się w moich rękach. Dopiero teraz zobaczyłem jak się zmieniła. Do tej pory jak o niej myślałem, przed oczami miałem maluśkiego bobasa, który dopiero co się urodził. A tu widzę całkiem inne dziecko. Urosła i zrobiła się ładniejsza.
- To co bąbel, lecimy na spacer ? - westchnąłem i udałem się do sypialni.
Delikatnie pocałowałem małą w główkę i włożyłem do łóżeczka. Popatrzyłem się na nią i ogarnęło mnie wielkie szczęście. Szybko poszedłem do salonu, gdzie odnalazłem torbę do wózka. Sprawdziłem jej zawartość i było wszystko poza mlekiem. Ale wiem, że Monika ściąga mleko i butelkę znajdę w kuchni.
Jak tak szedłem z wózkiem czułem się radosny i dumny. Dlaczego ja wcześniej tego nie odkryłem ? Dlaczego ja byłem zaślepiony pracą i nie dostrzegłem tego, że wszystko rozwalam?
Po kilkunastu minutach byłem pod szpitalem i wnosiłem wózek po schodach. Podążałem korytarzami po pokoju mojego szefa. Jak spotkałem jakiegoś współpracownika, to przystawał i zachwycał się moją pociechą.
- Panie ordynatorze, chciałbym wybrać moje tacierzyńskie. I tak, bardzo go potrzebuję.
- No cóż Alek. Dużo tego wolnego. Najpierw 3 miesiące, teraz tacierzyńskie 2 tygodnie...- westchnął
- 3 miesiące to nie było żadne wolne. Zapewniam pana, że wolałby pan harować cały rok niż mieć takie wolne. A tacierzyńskie mi się należy. Pragnę przypomnieć, że od kilku miesięcy jadę po kilka zmian i to praktycznie codziennie. Jeżeli jest z tym problem, to proszę mnie zwolnić. Rodzina jest dla mnie ważniejsza.
- No dobrze. Widzimy się za dwa tygodnie. - mlasnął i dał mi "świstek".
- Dziękuję i miłego dnia. - czym prędzej opuściłem jego gabinet.
Zamykając drzwi wpadłem na tatę.
- O hej synu.- powiedział zadowolony
- Cześć. - wymusiłem uśmiech
- Moja Olcia kochana. - zanurkował w wózku, aby zaraz znalazła się na jego rękach - Co was tu sprowadza ?
Pokazałem mu papierek.
- Alek co się dzieje ? - wpatrywał się we mnie i odłożył małą
- Wszystko jest okej. - powiedziałem i spuściłem wzrok
Jednak długo nie wytrzymałem i po moim policzku spłynęła łza.
- Chodź do gabinetu. - objął mnie ramieniem i pchał wózek.
Kiedy zamknęły się za nami drzwi, oparłem głowę o jego ramię.
- Rodzina mi się wali. Kompletnie je zaniedbałem. Monika dzisiaj mi powiedziała, że mnie nienawidzi. Jestem beznadziejnym mężem i ojcem.
- Synu... - pogładził moje plecy - Dobrze, że wziąłeś te tacierzyńskie. Masz czas, by wszystko naprawić. Dasz radę, wierzę w ciebie. I oczywiście, wiesz że możesz na nas liczyć.
- Dziękuję tato. - popatrzyłem na niego
- A teraz leć do Mońki, kup jej różę i czekoladki i mocno ucałuj. - poklepał mnie po ramieniu
- Gdzieś pojechała, pewnie do rodziców. Nie chcę jej przeszkadzać, niech sobie odpocznie. Ale lecieć będę. Dzięki tato i miłej pracy.
- No, trzymam kciuki dzieciaku. Pa kochanie. - zwrócił się do Oli i pogłaskał ją po główce.

Zbliżała się 20, a Moniki dalej nie było. Zacząłem się o nią martwić, więc wysłałem sms'a Martwię się o Ciebie... Jednak nie doczekałem się żadnej odpowiedzi. Mała zasnęła, a ja poszedłem się myć. Nie wiem dlaczego, ale jestem wykończony. Chciałbym teraz tak mocno przytulić moją żonę i powiedzieć jej, że ją kocham. Oczywiście byłem tak roztargniony, że nie wziąłem sobie bokserek... Owinąłem się ręcznikiem na biodrach i udałem się do sypialni. Tam zastałem żonę, która pochylała się nad łóżeczkiem i wpatrywała się z uśmiechem w córeczkę. Popatrzyła się na mnie i od razu na jej twarzy pojawił się smutek.
- Przepraszam. - szepnąłem i podszedłem do szafki
Kiedy ubierałem bieliznę ona wyślizgnęła się z pokoju. Nie będę na nią naciskał. Ale zrobię wszystko, aby znów ją widzieć szczęśliwą.
Już prawie zasnąłem, kiedy wróciła i zaczęła się układać do snu. Robiła to tak, aby mnie nie dotknąć. Kiedy już leżała spokojnie plecami do mnie, przysunąłem się do niej i przytuliłem. Poczułem to ciepło, które jest takie wspaniałe.
- Dobranoc kochanie. - szepnąłem w jej włosy

niedziela, 25 czerwca 2017

Rozdział 55

MIESIĄC PÓŹNIEJ


Przyszedł maj, a co z tym idzie - dni robiły się cieplejsze. Często zabierałam małą na spacery i to od samego początku. Jej pierwszy spacer był jak miała tydzień. Moim zdaniem jest bez sensu trzymać dzieci pod kloszem, chuchać na nie, a później same kłopoty, bo ciągle chore... Nie mogę pojąć takich rodziców.
Ale lepiej jest mieć takich rodziców, a nie takich, co prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Takim przypadkiem jesteśmy my. Alek ciągle jest w pracy, a jak jest w domu, to w takich porach, że mała śpi, a ja mam coś do roboty, albo jestem zmęczona. Dalej próbuję zrozumieć co tak naprawdę czuję do Alka i czy coś do niego jeszcze czuję. Jestem na niego bardzo wnerwiona. Jestem totalnie zajechana, nie mam czasu na nic i mam wszystkiego dosyć. Zostałam ze wszystkim sama. W prawdzie rodzice czasami wpadną, ale co to jest... Mam czasami taką ochotę wydrzeć się na Gawlińskiego, ale przeciez on pracuje na nas, on jedyny zarabia. Ale chyba wolałabym żeby mniej zarabiał, ale więcej był w domu. Nawet nie wiem co u niego słychać, jak minął mu dzień...
Spacerowałam po pobliskim parku. Słońce delikatnie pieściło skórę, co wywoływało uśmiech na twarzach każdego człowieka. Mała dzisiaj jest wyjątkowo spokojna, nie płacze i grzecznie śpi. Wsłuchiwałam się w śpiew ptaków, kiedy podszedł do mnie jakiś mężczyzna.
- Przepraszam, czy mógłbym pożyczyć Pani telefon, aby gdzieś zadzwonić? Mój się niestety rozładował. - powiedział to bardzo przyjaznym głosem
Jednak wygląd taki nie był. Prawie nie widziałam jego twrzy, bo miał naciągnięty kaptur na głowę. Ale to co udało mi się dostrzeć na jego twarzy, to to że jest dobrym człowiekiem.
- Tak, jasne. -uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torby telefon - Proszę. -podałam mu go
- Dziękuję.- szepnął i odszedł kawałek.
Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Przeciez może zaraz z nim uciec i tyle bym miała z telefonu. Ale jakoś wewnętrznie czułam, że mogę mu zaufać. Chyba nikt nie odebrał, bo przez tą chwilę, co miał mój telefon, nie poruszał ustami ani razu.
- Dziękuję bardzo. - dostrzegłam u niego lekki uśmiech i odszedł
Wrzuciłam telefon do torby i dalej wędrowałam po parku. Najbardziej lubię chodzić właśnie w godzinach południowych, bo jest mało osób, cisza, spokój.
W pewnym momencie zaczął dzwonić mi telefon. Szybko go wyszperałam i popatrzyłam na wyświetlacz. Alek.
- No słucham cię. - odebrałam
- No hej. Dzwoniłaś. - usłyszałam
- Nie, nie dzwoniłam.
- Ja mam powiadomienie, że dzwoniłaś.
- A to może coś przez przypadek nacisnęłam. - zaśmiałam się - Jak w pracy? Jak się czujesz?
- Dobrze. -oznajmił - Leci powoli. Wracam dzisiaj po 15.
- Super. - zadowoliłam się - Chcesz coś specjalnego na obiad?
- Nie, zrób co chcesz. A jak tam u was ?
- Spokojnie, właśnie jesteśmy na spacerze.
- Fajnie. A jak ty się czujesz?
Nie wiem co mu się stało. Już dawno się tak mną nie interesował.
- Okej. Jestem tylko trochę zmęczona. - westchnęłam
- To może zamówimy jakąś pizze ? Nie będziesz się męczyła z obiadem. Odpoczniesz sobie.
- No w sumie...
- To zamówimy pizze. Dobra, ja kończę. Pa kochanie.
- Pa.
- Kocham Cię. - powiedział to szybko i się rozłączył
Coś mu się odmieniło. Już tak dawno nie troszczył się o mnie.
Siedziałam w salonie z małą i bawiłam się z nią. Już fajna się robiła, bo zaczynała się śmiać i to było takie słodkie. W pewnym momencie rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
- A kto to? - mówiłam do małej - Poczekaj tu chwilkę, mama pójdzie sprawdzić.
Szybko podbiegłam do drzwi i otworzyłam je. Nie powiem, trochę się zdziwiłam. Na korytarzu stał ten sam mężczyzna, co pożyczał ode mnie telefon w parku. Byłam lekko spanikowana. On mnie śledzi ?
- Dzień dobry. Czy jest może Alek? - zapytał
- Nie, nie ma go. Jest w pracy. - oznajmiłam
- Ah. - westchnął - No nic, dziękuję. I przepraszam za najście. - odwrócił się i udał się na schody.
- Zaczekaj. - rzekłam - Wejdź.
Przystanął i patrzył się na chwilę na mnie. Jednak przełamał się i niepewnie wszedł do mieszkania.
- Ty jesteś Maciek?- walnęłam prosto z mostu.
Widziałam zdziwienie na jego twarzy. Dopiero odezwał się po chwili
- Tak, skąd wiesz ?
- Alek mi dużo o Tobie opowiadał. - uśmiechnęłam się - Bardzo Cię kocha.
Szybkim ruchem zdjął kaptur i lekko się uśmiechnął.
- Maciek. - podał mi rękę
- Monika. - uścisnęłam ją
- Miło mi. A że tak zapytam, kim ty dla niego jesteś?
- Żoną. - zaśmiałam się - Chodź do salonu. I w ogóle to jesteś u siebie, więc rób co chcesz. Twój pokój dalej nie jest ruszony, więc śmiało.
- Serio nic tam nie zrobiliście ?
- Serio. Wszystko jest tak jak zostawiłeś. A to jest nasza córeczka Ola. Ma miesiąc.
- Ale słodziudka. - patrzył na nią - Widzę, że wam się wiedzie.
- Nawet. - uśmiechnęłam się. - A ty mów co tam u Ciebie. Co się z tobą działo tyle czasu. A sorki, gdzie moja kultura. Napijesz się czegoś, zjesz coś?
- Nie dziękuję. - zaśmiał się - Więc ja byłem przytrzymywany przez pewnych wojowników w pewnym państwie. Nie powiem, było jak w piekle. Ciągle mnie torturowali fizycznie jak i psychicznie. Byłem zamknięty w jakiejś piwnicy. Jednak po półtora roku udało mi się stamtąd uciec. Uciekałem kilka miesięcy i później udało mi się nawiązac kontakt z wojskiem. No i jestem tu, ale prawie nikt o tym nie wie i będzie dobrze, jak tak dalej pozostanie.
- Jasne. Matko, ale ci współczuję. - wesychnęłam
- Dzięki.
Zaczęłam z nim rozmawiac na luzie. Jest bardzo miłym człowiekiem i nawet ma humor, pomimo takich doświadczeń. Polubiłam go bardzo.
Usłyszałam jak Alek przekręca klucze w zamku, więc wstałam i poszłam go przywitac.
- Hej. - powiedziałam lekko poddenerwowana.
- Hej - uśmiechnął się i dał mi buziaka
Bałam się, jak on przyjmie to, że Maciek żyje i to w dodatku jest tutaj.
- Słuchaj Alek... - zaczęłam, ale z salonu doszło ciche syknięcie kurrrr...
Mąż popatrzył za moje plecy, a potem poważny na mnie i ruszył w stronę salonu.
- Alek czekaj. - szepnęłam, ale ten nic sobie z tego nie robił.
Kiedy zobaczył naszego gościa, zamurowało go.
- Maciek. - szepnął i szybko do niego podszedł
Wpadli sobie w ramiona i poleciły im łzy.
- Ja się o ciebie tak debili martwiłem. - rzekł ortopeda - Chłopie, jak ty wyglądasz... Co oni z tobą robili ?
- Sporo tego. - zaśmiał się
- Kochanie, ty to widzisz, mój braciszek tu jest ! - podszedł do mnie i zaczął mna kręcić - Kocham Cię. - dał mi buziaka. - Śliczniutkie mam te dziewczyny, nie ? - wziął małą na ręcę.
- Bardzo. Udało ci się.


- Wiesz, że możesz tu normalnie mieszkać? Nam to nie będzie przeszkadzało i dodatkowo mała będzie miała nianię. - oznajmił Alek
- Serio ?
- No tak !- powiedziałam radośnie
- Jesteście kochani. Ale wiecie, nikomu ani słowa, że tu jestem i że w ogólę żyję.

poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 54


      Jak na początek kwietnia, to pogoda jest bardzo piękna. Promienie słońca wdzierały się do mieszkanie i delikatnie muskały moją twarz. Siedziałam przed walizką, która jest już prawie kompletna i zastanawiałam się, czy na pewno wszystko wzięłam. Nie wiem dokładnie co trzeba wziąć ze sobą, bo przecież to mój pierwszy poród. Powiem wam, że oprócz tego, że Alka więcej nie ma w domu niż jest, nic się nie zmieniło od stycznia. Oczywiście nie powiem mu co czuję i udaję, że nic mi nie jest. Coraz częściej się zastanawiam, czy jeszcze długo tak pociągniemy. Rozumiem, że praca dla niego wiele znaczy, no ale jednak teraz potrzebuję trochę pomocy, bo jednak dziewiąty miesiąc zawitał, a brzuch przeszkadza mi we wszystkim. Czasami zdarza się się tak, że nie widzę go w ogóle, bo wychodzi gdzieś o 8,a ja jeszcze wtedy śpię, a wraca koło 21, a ja wtedy już śpię, bo ciąża wysysa ze mnie całą energię i padam bardzo szybko. Najgorsze jest to, że wszyscy dookoła nam mówią, jakim my jesteśmy wspaniałym małżeństwem i w ogóle, a tak naprawdę ja tego nie czuję, nie wiem czy cokolwiek jeszcze czuję...
Zamknęłam walizkę i poderwałam się do wstania. Poczułam nagle mocny ból. Mój oddech się przyspieszył i szybko sięgnęłam telefon. Wybrałam odpowiedni numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Gdy usłyszałam głos kobiety powiedziałam tylko - Dzień dobry, rodzę.
   Wydawało mi się, że na karetkę czekam całe wieczności, a oni przyjechali po niecałych 10 minutach.
W karetce poczułam się jakoś lepiej, tak jakoś bezpiecznie. Może dlatego że sama jestem ratownikiem medycznym i wiem, że mogę im zaufać.
- Przepraszam. - zwróciłam się do młodego ratownika - Czy mógłby pan podać mi telefon ? Jest tu w kieszonce. - wskazałam na torbę
Kiwnął głową i po chwili szukania podał mi komórkę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się pomimo bólu i wybrałam numer.
Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Halo ?
- Hej. Jesteś w szpitalu ? - zapytałam
- Właśnie jadę. A coś się stało ?
- Rodzę.
- Okej, zajmę się tobą jak tylko będę mógł. - powiedział szybko - Dobra, muszę kończyć, bo prowadzę.
- Dzięki. - szepnęłam i rozłączyłam się
Jak tylko znalazłam się w szpitalu, przekazali mnie jakiemuś lekarzowi.
- No dobrze, więc zacznijmy od... - zaczął mężczyzna gdzieś koło 50
- Przepraszam. - przerwałam mu - Ale czy mogłabym poczekać na mojego lekarza?
- Yyy. - zobaczyłam na jego twarzy zmieszanie - A czy Pani doktor tu jest?
- Właśnie jedzie, dzwoniłam do niego.
- Ja nie wiem czy... - zaczął mówić, ale przerwały mu otwierające się drzwi
Do środka wleciał młody mężczyzna.
- Jak się czujemy ? - podszedł do mnie
- Jak w siódmym niebie. - powiedziałam sarkastycznie - Kacper, proszę cię zrób coś, bo to cholernie boli.
- Spokojnie. - uśmiechnął się - Zaraz zobaczę co i jak i coś poradzimy. Alek wie ?
Wzruszyłam tylko ramionami i przymknęłam oczy.
- Mam go powiadomić ? - zapytał
- A czy to coś zmieni ? - zapytałam ze łzami w oczach
- Siostro ! - zawołał ginekolog - Proszę powiadomić doktora Gawlińskiego, że przywieziono jego żonę, bo zaczęła rodzić, dziękuję.- powiedział to jak w drzwiach pokazała się młoda kobieta - A teraz sprawdźmy jak się sprawy mają.


OCZAMI ALKA

    Siedziałem w pokoju lekarskim i kończyłem jeść kanapkę. Przy okazji przeglądałem gazety o medycynie. Usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziałem to równocześnie z kolegą neurochirurgiem, który leżał na kanapie.
- Dzień dobry. - weszła pielęgniarka i lustrowała pokój, po czym zatrzymała się na mnie. - Kazano mi przekazać, że przywieziono pańską żonę, bo zaczęła rodzić.
Siedziałem jeszcze chwile tępo wpatrując się w kobietę i przetwarzałem jej słowa.
- Dziękuję. - wstałem - Już idę - szybko udałem się do drzwi, w których wpadłem na inną pielęgniarkę
- Jest pan pilnie proszony na salę operacyjną. - powiedziała
- Ale - zacząłem, jednak zdałem sobie sprawę, że praca czeka - Proszę przekazać żonie, że wypadła mi operacja i nie mogę przyjść, ale odwiedzę ją później.


OCZAMI MONIKI

- Doktor Gawliński nie może przyjść, bo ma pilną operację, ale kazał przekazać, że odwiedzi panią później.
- Czemu mnie to nie dziwi ?- zaśmiałam się, po czym spłynęła mi po policzku łza.
Skurcze robiły się coraz częstsze i wiedziałam, że poród zaraz nastąpi.
Po kilku godzinach męczarni, przed godziną 17 na świat przyszedł nowy członek rodziny.
- Gratuluję Monika ślicznej córeczki. - usłyszałam radosny głos Kacpra i ujrzałam go z dzieckiem na rękach
Podszedł do mnie o delikatnie położył mi małą na klatce piersiowej. Nagle zapomniałam o całym bólu, o wszystkim co mnie otacza. Objęłam ją i delikatnie głaskałam po główce.
- Cześć maluszku. - szepnęłam ze łzami w oczach - Jaka jesteś śliczna. Kocham Cię. - delikatnie pocałowałam ją w główkę
- Teraz ją zabierzemy na pozostałe badania i przyniesiemy ci po wszystkim. - wziął ją ode mnie Kacper, ja tylko kiwnęłam głowę i zamknęłam oczy.
    Przewieźli mnie na salę, a ja byłam wykończona. Chciałam zobaczyć moją córeczkę, ale sen był silniejszy ode mnie.

OCZAMI ALKA

    Właśnie opuściłem salę operacyjną i szedłem korytarzem z papierami do gabinetu, gdzie miałem przyjąć pacjentów. Wyjąłem klucze i włożyłem je do zamka. Wdziałem po twarzach pacjentów zniecierpliwienie. Podbiegła do mnie pielęgniarka.
- Panie doktorze, pańska żona urodziła. - uśmiechnęła się i odeszła
Odprowadziłem ją wzrokiem i szeroko się uśmiechnąłem. W moją stronę zmierzał tato. Podszedłem do niego radosny.
- Zostałeś dziadkiem ! - powiedziałem podekscytowany, a on przytulił mnie i poklepał po plecach
- Gratuluję. - uśmiechnął się - To mam wnuczkę czy wnuka ?
- A wiesz, że nie wiem. - zaśmiałem się - Teraz mi powiedzieli.
- No to leć do Moniki !
- Mam pacjentów. - szepnąłem
- Ja się nimi zajmę. Leć. - poklepał mnie po ramieniu
- Dzięki tato. - uśmiechnąłem się i ruszyłem przez korytarz.
      Wszedłem do sali, gdzie leży Monika, ale zobaczyłem, że śpi. Nie chciałem jej budzić, bo na pewno jest zmęczona po porodzie.
Podszedłem do sal, gdzie leżą noworodki. Wiem, że nikt tam obcy nie może wchodzić. Podszedłem do pielęgniarki, która tam stacjonuje.
- Miałem przyjść na konsultację do dziecka państwa Gawlińskich. - powiedziałem spokojnie
- To proszę wejść. - uśmiechnęła się i zaczęła robić coś na komputerze.
W sali było sporo małych dzieci, ale od samego początku jedno zwróciło moją uwagę i wiedziałem, że to musi być moje dziecko. Podszedłem tam jak najszybciej i zobaczyłem na bransoletce Aleksandra Gawlińska. A więc Ola. Uśmiechnąłem się i delikatnie dotknąłem jej maluśkiej piąsteczki. Była taka mała, bezbronna.
- Cześć maluszku. - szepnąłem radosny - Ale jesteś cudowna.
Usłyszałem jak ktoś wchodzi do środka.
- Przepraszam, a co pan tu robi ? - podeszła do mnie starsza pielęgniarka
- Miałem mieć konsultacje. - powiedziałem bez zastanowienia
- Jakoś sobie nie przypominam. - piorunowała mnie wzrokiem - Proszę się odsunąć od tego dziecka. Jakim prawem pan tu wszedł ?
- Jestem lekarzem. - powiedziałem, ale ona szybko mnie zamknęła
- No i co z tego ? A teraz przepraszam, muszę ją zabrać.
Patrzyłem jak zabiera gdzieś moją córkę. Zacząłem iść za nią. Widziałem, że jest mega wkurzona. Celem podróży była sala, gdzie leżała Monika. Wszedłem za nią bez wahania. Monika z zadowoleniem patrzyła na kobietę, która wiozła jej dziecko. Podszedłem od jej łóżka i dopiero teraz zauważyła, że jestem. Uśmiechnęła się do mnie.
- A pan tu czego ? - zapytała pielęgniara
- Jak się czujesz ? - zapytałem żonę
- Bywało lepiej. - zaśmiała się
Pochyliłem się nad nią i dałem jej buziaka.


OCZAMI MONIKI

  Trzymałam małą w ramionach i czułam się wspaniale. Alek siedział koło mnie i delikatnie jeździł palcem po główce małej.
- Przepraszam, że nie przyszedłem jak cię przywieźli, ale akurat wezwali mnie na pilną operację. - zaczął, a ja odłożyłam małą do wózeczka.
- Rozumiem. - odwróciłam się w jego stronę i poczułam lekki ból, co wywołało syknięcie
- Przepraszam, naprawdę przepraszam. - wpatrywał się w moje oczy
Czułam się tak jakoś dziwnie. Z jednej strony nienawidziłam go, a z drugiej strasznie mnie do niego ciągnęło. Zbliżyłam się do niego i złączyłam nasze wargi i krótkim pocałunku. Myślałam, że po tym poczuję się jakoś lepiej, ale niestety nic takiego nie nastąpiło. Popatrzyłam się na niego przestraszona i szybko przeniosłam wzrok na córeczkę.
- Kocham cię. - szepnął i objął mnie ramieniem - Przepraszam, ale muszę wracać do pracy. Tato mnie zastępuje.
- Yhym. - mruknęłam i zaczęłam głaskać moją kruszynkę.
- Zrobię wam zdjęcia i wyślę rodzicom i znajomym.
Wzięłam małą na ręce i szeroko uśmiechnęłam się do aparatu.
- Śliczne jesteście. - posłał mi uśmiech i dał buziaka. - Przyjdę po zmianie.
Dlaczego nie czuję tej radości, gdy jest przy mnie Alek ? Kiedyś jak tylko go zobaczyłam, to cała byłam rozpromieniona, a teraz ? Nic nie czułam...
Zaczęły do mnie przychodzić wiadomości z gratulacjami. Pierwsi oczywiście byli rodzice. Cieszyli się bardzo. W pewnym momencie do sali wszedł Kuba. Uśmiechnięty od ucha do ucha podszedł do mnie i popatrzył na małą.
- Jak się czujesz ? - zapytał
- Może być. - uśmiechnęłam się
- No i jest Olcia. - uśmiechnął się - Coś nerwowa jest.
Popatrzyłam na małą jak wierci się.
- Trochę. - westchnęłam - Chcesz potrzymać ?
- Ja nie wiem czy - zanim dokończył dałam mu na ręce malutką. - Ej, coś ty taka nerwowa ? - rozmawiał z małą
Po chwili zaczął jej śpiewać The One - The Chainsmokers, a ja tylko się uśmiechnęłam i rozkoszowałam jego pięknym głosem.
      Przed 19 w końcu przyszedł mój mąż.
- Wiesz co? - zaczął - Ola urodziła się dokładnie rok po tym, jak po raz pierwszy cię zobaczyłem.
W oczach stanęły mi łzy. Ja nawet o tym nie pamiętałam.
- Zawsze będę o tym pamiętał. - szepnął i pocałował moją dłoń, którą trzymał przez cały czas.
- Nie jesteś zmęczony ? - położyłam dłoń na jego policzku
- Nie. - uśmiechnął się - Jestem szczęśliwy, że was mam. Tak bardzo szczęśliwy.

piątek, 28 kwietnia 2017

Rozdział 53

    Powiem wam, że Ania to jest jednak mega agent. Przez ten cały czas była w Polsce, bo załatwiała zwolnienia lekarskie na jakąś dolegliwość, której nigdy nie miała. Oczywiście była to taka, która uniemożliwiała lot samolotem. Nie chciała tam jechać sama, no ale w końcu musiało do tego dojść. Obudziłam się koło męża, bo dotarł do mnie dźwięk sms'a. Wylatuję dzisiaj wieczorem. Zrobiło mi się trochę smutno, bo oczywiście będę tęskniła za przyjaciółką. O której ? wysłałam zapytanie i udałam się do łazienki.
Szykując śniadanie dostałam odpowiedź: 18, ale muszę być wcześniej 2 godziny ;) Nie mam żadnych planów, więc będę towarzyszyła mojej kochanej.
Przyglądałam się szykującemu się Alkowi. Wsuwał właśnie niebieską koszulę w granatowe spodnie.
- Przystojniak. - podeszłam do niego i objęłam w pasie - Do której dzisiaj robisz ?
- Do 15 przyjemniaczku. - pogłaskał mnie
- O to super. - mruknęłam radośnie - Przed 16 pojedziemy z Anią na lotnisko, bo musi być 2 godziny przed wylotem. Nie chcę, żeby była tam sama.
- Wiesz co. - zaczął - Nie mogę pojechać.
- Niby dlaczego ? - oderwałam się od niego
- Umówiłem się z chłopakami na piwo. - obwieścił
- A może ja mam inne plany. - powiedziałam lekko wkurzona
- A kto powiedział, że mamy mieć te same plany ? - podniósł brew
- Yyy, tak jakby jesteś moim mężem, a małżeństwa zazwyczaj mają te same plany.
- Może po prostu chcę zrobić coś sam ? Może chcę trochę odpocząć od ciebie.
- Odpocząć ode mnie ? - podniosłam głos - No tak oczywiście. Jak ja w ogóle mogłam myśleć, że małżeństwo jest razem i planują razem i mówią sobie o wszystkim. Matko, jaką ja byłam debilką ! - krzyknęłam
- Nie o to mi chodzi. - machał rękami - Przez cały miesiąc byłem przy tobie ! Tylko przy tobie.
- Ale czy ja ci kazałam być cały czas ? Mogłeś się spotykać z przyjaciółmi, nie zabroniłam ci !
- Matko Monika, ale ty jesteś nieznośna !
- Dobra, idź już, bo do pracy się spóźnisz. - warknęłam
- No oczywiście, najlepiej uciekać od wszystkiego.
- Wiesz co? Nie wracaj z tej swojej pracy. Rób sobie co chcesz i z kim chcesz. - zdenerwowana na maksa poszłam do sypialni i trzasnęłam za sobą drzwiami, co spowodowało wielki huk.
Wkurzona, ale i zrozpaczona opadłam na łóżko i schowałam głowę w poduszkach. Doszło do mnie tylko ciche ja pierdole męża i zaraz po tym wyszedł. No zdenerwował mnie, no ! Rozumiem, że chce pobyć z kolegami, no ale mógł mi o tym powiedzieć. Przyjadę po ciebie przed 16 :* wysłałam wiadomość do Ani.
Przez cały dzień robiłam wszystko, żeby nie myśleć o Gawlińskim. Jak tylko przypomniałam sobie oni, to ciśnienie mi skakało i o mało co nie wpadałam w szał. Co za frajer no ! A dopiero co lekarz kazał mi się nie denerwować, bo tak jakby przez to wylądowałam w szpitalu.
- Hej kochanie. - przywitałam się z wsiadającą przyjaciółką
- Hej. - radosna przytuliła mnie - Możemy jechać. Pożegnałam się z rodzicami, więc let's go !
Jeszcze energicznie pomachała rodzicom i odjechałyśmy.
Godzina na lotnisku zleciała nam bardzo szybko. Rozmawiałyśmy o wszystkim i niczym.
- Monia, coś się stało ? Wydajesz się być spięta. - złapała mnie za dłoń
- Pokłóciłam się z Alkiem. - szepnęłam - Ale nie chcę o tym rozmawiać. Wkurzył mnie frajer i tyle.
- Wow, musiało być ostro, bo nigdy nie słyszałam, takich mocnych słów o nim od ciebie. No może, przed tym jak z nim zaczęłaś chodzić. - zaśmiała się
- Będzie mi ciebie brakowało. - szepnęłam
- Mi ciebie też. - przytuliła mnie - Nie chcę tam lecieć sama. Jeszcze ten lot taki dłuuuugi. - westchnęła - Nie chcę, no nie chcę. To jest straszne ! Jesteś mega farciarą, że masz Alka.
- Niesamowitą. - powiedziałam to ironicznie
- Sorki. - wyciągnęła dzwoniący telefon - Mama.
Kiwnęłam głową i zaczęłam przechadzkę. Na krzesełkach siedział jakiś mężczyzna. Widać, że wysoki, dobrze zbudowany, dłuższe blond włosy i niebieskie oczy. Siedział sam, więc usiadłam koło niego.
- Leci Pan do Japonii ? - zapytałam
- Tak. - powiedział wyrwany z transu - A Pani ?
- Nie, nie, ja nie. - zaśmiałam się - Chyba bym nie dała rady - objęłam brzuch
- O, gratuluję. - posłał mi przepiękny uśmiech - Który miesiąc ?
- Szósty. Ale wie Pan co ? Moja przyjaciółka właśnie leci. Całkiem sama, nie ma nikogo, jest taka samotna. No niech tylko Pana na nią popatrzy. - wskazałam na energicznie wymachującą ręką przyjaciółkę, która nadal rozmawiała przez telefon - Mogę Pana o coś prosić ?
- Krzysiek jestem. - podał mi rękę
- Monika. - uścisnęłam ją
- Słucham cię Moniko.
- Więc, mógłbyś się nią zaopiekować podczas lotu ?
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się - Jest szczęściarą, że ma taką troskliwą przyjaciółkę.
- Ee tam. Ale proszę cię, nie skrzywdź jej. Bo wystarczy, że mnie pewien frajer wkurzył.
- Mąż chciał iść na piwo ?
- Tak, ale tu nie o to chodzi. - westchnęłam - No ale tak, to żony są okropne i trzymają mężów pod kloszem.
Zaśmiał się tym swoim grubym głosem.
- Mój brat nie narzeka. - puścił mi oczko
- Jak ma na imię? - zapytałam
- Tomek.
- Czyli ty jesteś wolny ?
- Tak.
- Super. - zadowoliłam się - Dobra, muszę lecieć. - poderwałam się - Miło się rozmawiało. Dzięki i miłego lotu.
- Dzięki. Miło było cię poznać.
- I wzajemnie. A i proszę nie mów jej, że rozmawialiśmy.
Zaśmiał się i kiwnął głową.
No i nastał pożegnania czas. Przytuliłam się mocno do przyjaciółki.
- Będę tęskniła. - łza pociekła mi po policzku
- Ej, nie płacz. - gładziła mnie po plecach - Wszystko będzie dobrze.
- Mhm - mruknęłam
- Masz tu rodzinę i masz wszystko. Ja niestety jestem sama.
- Zobaczysz, poznasz niedługo kogoś wspaniałego i będziesz bardzo szczęśliwa. - pogładziłam jej ramię
Dostrzegłam za jej plecami Krzyśka, który się nam przyglądał.
- Leć, bo się spóźnisz. - powiedziałam
- Zadzwonię jak tylko będę mogła. - dała mi buziaka w policzek - Paa i powodzenia z Alkiem !
Patrzyłam się jak Ania niecierpliwie stoi w kolejce. W pewnym momencie Krzysiek zaczął iść w jej stronę i  "niechcący" szturchnął ją, co spowodowało, że z rąk wyleciała jej torba i bilet.
- Przepraszam bardzo. - powiedział i zaczął zbierać jej rzeczy - Pomogę Pani, wezmę tę torbę.
Na ten widok się uśmiechnęłam i odeszłam.
Przynajmniej ona teraz jest szczęśliwa. Mam nadzieję, że chociaż będzie mogła z nim porozmawiać, żeby jej się nie nudziło.
Bez żadnych chęci wróciłam do domu i zasiadłam przy laptopie. Ale czego bym nie zrobiła, tam wszystko było związane z mężem. Wkurzało mnie to i chciałam już wyłączyć urządzenie, ale właśnie dzwoniła do mnie Ania na skype. Bez wahania odebrałam.
- Hej, hej, hej.- powiedziała wesoło
- Hej. - wymusiłam uśmiech - Jak podróż ?
- Jakoś tam leci. Ale to nie jest ważne. Mój jak z Alkiem.
- A jak ma być ?
- No pogodziliście się i wszyscy są szczęśliwi !
- Nie ma go w domu i bardzo dobrze. Jak tylko o nim pomyślę, to coś mnie trafia. Faceci to szuje.
- Nie wszyscy. - puściła mi oczko
- Koło kogo siedzisz ? - zapytałam
Skierowała kamerkę na sąsiada i ujrzałam przystojnego blondyna. Popatrzył się w kamerkę i pomachał mi. Odwzajemniłam gest.
- Monika poznaj Krzyśka. Jest bardzo miły i rozmawia ze mną, więc szybko leci mi czas.
- Miło mi poznać. - uśmiechnęłam się - Miło z jego strony
Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Popatrzyłam w tamtą stronę i po chwili ujrzałam sylwetkę męża.
- Uuuu chyba Aluś wrócić. - zachichotała
Teraz to oni oboje wpatrywali się w ekran.
Alek popatrzył na mnie, ale szybko odwrócił wzrok.
- Wal się frajerze. - westchnęłam
- Kobieto, nawet nic nie powiedziałem ! - pisnął
- Ale jesteś !
- Słuchaj. - podszedł do mnie - Wiem, że jesteś na mnie wściekła, a ja jestem na Ciebie. Ale ja kurwa cię kocham !
Popatrzyłam się na niego ze zdziwieniem. Ten tylko się uśmiechnął i dał mi buziaka i przyłożył swoje czoło do mojego.
- Szanuj mowę. - szepnęłam i dałam mu buziaka.
Z głośników dotarły do nas wesołe okrzyki. Popatrzyłam się tam.
- To oni to widzieli ? - jęknął Alek - No nieeeee. A ta w ogóle, cześć.
- Cześć. - przywitali się - To jest Krzysiek.
Mąż wziął mnie na kolana i zaczął rozmawiać z przyjaciółką.


- Wiesz co Olek ?  - westchnęłam jak zasypialiśmy
- Yhym ?
- Bo to ja powiedziałam Krzyśkowi, żeby zajął się Anią. Na lotnisku.
- O ty świnko jedna. - zachichotał i znalazł się nade mną - Myślisz, że coś z tego będzie ?
- Ja nie mam szczęścia do facetów, więc nie wiem. - ruszyłam ramionami
- Jest mi teraz smutno.- wydął usta
- Wiesz, że jesteś najwspanialszy na świecie. - mruknęłam zanurzając palce w jego czuprynę - Gdyby nie ciąża, to teraz bym ściągnęła z ciebie te ubrania. - przygryzłam warkę, a Gawliński się zaśmiał.
- Powiedziałaś do mnie Olek. - wsunął dłoń pod moją koszulkę - I to jest pora na sen, bo wygadujesz głupoty, moja myszko kochana. - dal mi buziaka i położył się koło mnie
- Dobranoc. - powiedziałam
- Dobranoc. - szepnął - Ale przyznam, że sam bym zabaraszkował.
Zaczęłam się śmiać i przytuliłam się do niego.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rozdział 52

     Grudzień zleciał w mgnieniu oka. Był to dla mnie wspaniały czas. Zawsze miałam przy sobie Alka i czuję jakbyśmy bardziej się zbliżyli, chociaż myślałam, że jesteśmy ze sobą najbliżej jak się da. Święta spędziliśmy w rodzinnym gronie i było cudownie.
Teraz przyszedł styczeń, a dokładnie 6 - święto Trzech Króli. Nie było to dla mnie żadne pocieszenie.
Spałam w najlepsze, kiedy przebudziło mnie lekkie szturchnie.
- Kochanie. - dotarł do mnie szept
- Która jest godzina ? - jęknęłam
- 5.13
- O matko. - obróciłam się w jego stronę.
Siedział w koszuli w niebiesko-czarną kratkę i do tego czarne spodnie.
- Jadę do pracy. - pogłaskał mnie po plecach
- Nieeeee. - objęłam go w pasie i położyłam głowę na jego kolanach. - Nigdzie cię nie puszczę.
- Już za długo miałem labę. - zaśmiał się - Dajesz dzióba ?
Ułożyłam usta w dzióbek i skierowałam do góry. Poczułam ciepło warg mojego ukochanego.
- Wracam po 16. Trzymajcie się. - pogłaskał mnie
- Miłej pracy. - uśmiechnęłam się i opatuliłam się kołdrą
- Dziękuję. - zadowolony opuścił sypialnię, a po chwili usłyszałam trzask drzwiami na korytarz.
Cieszę się, że poszedł do pracy. Widziałam po nim, że tęskni. Wcale się nie dziwię, bo przecież to jego życie, tylko tym żył przez dłuższy czas. Jednak z tyłu głowy mam jakieś obawy. Boję się o niego, chociaż wiem że nic strasznego mu nie grozi. Może to też dlatego, że przez ostatni miesiąc miałam go przy sobie ? Chciałam jak najszybciej zasnąć, żeby się tym nie zadręczać. Położyłam dłoń na jego poduszce i wyobraziłam sobie, że leży tu koło mnie. Kąciki ust powędrowały mi do góry i po chwili mogłam cieszyć się spokojnym snem.
      Oczywiście mądra Monika nie nastawiła sobie budzika i obudziła się tuż po rozpoczęciu mszy.
- Niech to. - szepnęłam i położyłam dłoń na czole
No trudno, pojadę na mszę do Kuby. Ociężale wstałam i powędrowałam do łazienki, gdzie szybko załatwiłam poranne sprawy. Włączyłam wifi i roznosiły się dźwięki powiadomień. Weszłam na instagrama, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka. A mianowicie Kuba dodał zdjęcie.
Z podpisem: Kiedy po raz pierwszy możesz wyjść normalnie na dwór ! :D
Od razu polubiłam je i skomentowałam: <3 <3
     Msza zleciała szybko, mimo iż nie prowadził jej Kuba. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam. Niestety przyjaciel przez jakiś czas nie będzie mógł jeszcze odprawiać mszy, co na pewno nie jest dla niego wspaniałą wiadomością.
- Hej. - uśmiechnął się podchodząc do mnie. - Dzisiaj tutaj ?
- Zaspałam. - zaśmiałam się - Ale przynajmniej mogę sobie z tobą porozmawiać. Jak się czujesz bez maseczki ?
- Świetnie. - uśmiechnął się - Ale jakoś tak mi dziwnie. Przyzwyczaiłem się już, więc nie przeszkadzała mi. Ale teraz czuję że żyję.
- Przystojny jesteś. - popatrzyłam na niego - Włoski tak super ci odrosły.
- Dziękuję. - posłał zawstydzony uśmiech - A jak ty się czujesz ? Maleństwo daje w kość ?
- Spoczko. Nie, nie spokojne jest. Wiesz, Alek dzisiaj pierwszy dzień w pracy i tak jakoś czuję się sama.
- Ojej, przecież masz mnie.
- No wiem, wiem. Ale jednak wiesz, tyle go miałam przy sobie, że się przyzwyczaiłam.
- Dasz radę. - puścił mi oczko.
Delikatnie prószył śnieg, co dodawało uroku do naszego  spacerku. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się karetka. Jechała bez sygnałów, tak po prostu. Nagle zaczęła przy nas zwalniać, aż się zatrzymała.


     Pierwszy dzień w pracy i jak zwykle muszą mnie w coś wkręcić. Jest zima, a co z tym idzie dużo zachorowań. Lekarzy z naszego pogotowia niestety to nie omija, więc wcisnęli  mnie na karetkę.
Jak wracaliśmy z jednego wezwania na chodniku dostrzegłem znajome mi twarze.
- Zatrzymaj się na chwilę. - zwróciłem się do kierowcy
- O, to moja koleżanka ze studiów. - ożywiła się ratowniczka medyczna
Wysiadłem uśmiechnięty i podszedłem do spacerowiczów.
- Siemka. - podałem dłoń Kubie
- Cześć, cześć. - ścisnął ją mocno
Chciałem przywitać się z żoną, ale moja partnerka z pracy wzięła już ją w objęcia i nie chciałem im przeszkadzać.


- Co tam u ciebie ? - zapytałam rudowłosą koleżankę
- A dobrze wszystko. - uśmiechnęła się - Jeżdżę sobie w pogotowiu, udało mi się. Lekarz ma dzisiaj pierwszy dzień po długim wolnym. - pokazała na Alka.- Powiem ci, spoko jest. A co tam u ciebie ?
- Aaaa siedzę sobie w domu. - poklepałam się lekko po brzuchu
- Gratuluję ! - zadowoliła się - Nawet nie wiem kiedy, ty zdarzyłaś zajść. A który miesiąc ?
- Szósty się zaczyna.
- To ty już po ślubie ? - zdziwiła się
- Tak. - zaśmiałam się - Niestety już nie mam wolności.
- Tak młodo. - westchnęła - No wiesz co, dlaczego to zrobiłaś ? Jak mogłaś się tak dać ?
- A no widzisz. - popatrzyłam się na Gawlińskiego, który spoglądał na mnie - Jak tam Panie doktorze pierwszy dzień w pracy ?
- A dobrze. - uśmiechnął się - Tylko zastanawia mnie, dlaczego moja żona spaceruje po mrozie.
- Bo ma taką ochotę.- puściłam mu oczko.
- Jest zimno, chora będziesz.
- Nie będę.
- Niech ci będzie.- westchnął i objął mnie ramieniem
- Pójdę dzisiaj do twoich rodziców, więc po pracy do nich przyjedź, a później pojedziemy do moich, okej ?
- A mam inny wybór ? - popatrzył na mnie
- Nie.
- No właśnie. - dał mi buziaka
- To wy jesteście razem ? - zapytała Oliwia
- Tak. - zaśmiałam się
- Dobra, koniec tego dobrego, zbieramy się. - oznajmił Gawliński i dał mi buziaka na odchodne.
 

     Czas u teściów zleciał mi bardzo szybko, ale i miło. Kocham tych ludzi, są naprawdę pogodni i bardzo mili. Kocham z nimi spędzać czas, czuć, że jest się w wspaniałej, kochającej rodzinie.
Alek przyjechał przed 17 i ledwo co zjadł obiad i zaraz już jechaliśmy. Był zmęczony i chciał jak najszybciej wrócić do domu.
     Gdy dotarliśmy do moich rodziców, akurat przyjechał też Filip.
- Hej. - przywitaliśmy się
A że śniegu było sporo, długo się nie zastanawiając ulepiłam śnieżkę i rzuciłam w brata.
- Ej ! - tylko się zaśmiał i szykował się do odwetu.
Zaczęłam biec w stronę domu, aby nie zostać obrzuconą. Jednak nie pomyślałam, że jest ślisko i w połowie drogi wyrżnęłam orła. Poleciałam na pupę i troszkę zamortyzowałam lądowanie rękoma.
- Monika. - usłyszałam zdegustowany głos męża. - Nic ci nie jest ?
Szybko się pozbierałam i ze śmiechem pobiegłam do domu. Nie powiem, lewy nadgarstek trochę mnie bolał, ale to nic takiego.
- Dziecko, musisz uważać, w ciąży jesteś. - podeszła do mnie mama, gdy ściągałam buty.
- Też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się
- Nic ci nie jest ? - do środka wpadł przejęty Alek i od razu podszedł do mnie
- Nie. - uśmiechnęłam się - Spokojnie.
           
            Po odwiedzinach wróciliśmy do domu. Gawliński  zaraz po powrocie poszedł się myć, a ja przeglądałam co słychać w sieci. Jednak jak on wyszedł, zajęłam jego miejsce, bo jakoś też czułam że padam na twarz.
- Dobranoc. - szepnęłam wplątując nogi w jego
- Dobranoc. - wyczułam że się uśmiecha


    Poczułam mocny ból w brzuchu. Zerwałam się i szybko usiadłam. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Oddychałam nerwowo i gładziłam brzuch, który nie przestawał boleć.
- Alek. - szturchałam męża - Alek, obudź się.
- Mmmm? - mruknął
- Alek proszę cię. - szeptałam spanikowana
Szybko podniósł głowę, a jeszcze szybciej usiadł koło mnie.
- Co się dzieje ? - patrzył na mnie uważnie
- Brzuch mnie strasznie boli. - skrzywiłam się
- Spokojnie, oddychaj głęboko. - gładził mnie po ramieniu. - oprzyj się. - pomógł mi się przesunąć do oparcia. - Zadzwonię po karetkę.
Mąż wszystko z opanowaniem powiedział do telefonu i po chwili wystukiwał nowy numer.
- Kacper ? Cześć, przepraszam, że o 2 w nocy, ale Monika ma straszne bóle brzucha. Zadzwoniłem już po karetkę. Tak. To super, jesteś wielki. No. Do zobaczenia. Dzięki. Cześć.  Kacper przyjedzie do szpitala, wiec o nic nie musisz się martwić.  
       Jak tylko wjechaliśmy do szpitala, przy drzwiach stał Kacper. Ratownik medyczny przekazał mu moje parametry, z których wynikało że mam tylko lekko podniesione ciśnienie.
- Jak się czujesz ? - zawrócił się do mnie
- Słabo. - westchnęłam
- Spokojnie, zaraz zobaczymy co się dzieje. - posłał mi uśmiech
- Przepraszam, że cię tu ściągnęliśmy
- Nie ma sprawy i tak nie spałem. A ty doktorku. - popatrzył na Gawlińskiego - Możesz wracać do domu spać, I tak na razie będziemy robić badania, więc jesteś zbędny.
- Chcę być przy Monice.
- Jedź. - poleciłam mu - Nic mi nie będzie. Rano przyjdziesz.
- No dobra. - westchnął i dał mi buziaka - Trzymaj się, kocham cię.

Przed szóstą rano przyszedł Kacper z wynikami.
- Więc... - usiadł koło mnie - Dlaczego się stresujesz ?
- Nie stresuję się. - uśmiechnęłam się
- Monika mów. Obiecuję, że nic nie powiem Alkowi. Ten ból był wywołany przez stres, wszystko jest w porządku. Ale nie może się to powtarzać, bo jest to niebezpieczne dla dziecka.
- No może się trochę stresuję tym, że Alek poszedł do pracy.
- Serio ? - zaśmiał się - Nie możesz tak, Monia.
- Kacper ty nic nie rozumiesz. Ty nie wiesz, co ja przeszłam, kiedy był na misji. W każdej minucie zastanawiałam się, czy  on żyje. 3 dni przed powrotem zadzwonił do mnie. W pewnym momencie padły strzały, nikt się nie odzywał. Przez kolejne trzy dni nie dawał znaku życia. Myślałam, że stało się najgorsze. Później jak już był w domu musiałam przecierpieć jego wahania nastroju, musiałam być silna. Nawet nie masz pojęcia jak mnie to stresowało. Ale nikt się o mnie nie martwił, jedynie przyjaciel, który miał guza.
- Matko, Monika nie wiedziałem. Przepraszam. - pogładził moją dłoń
- Wiec proszę nie mówi nic Alkowi.
- Oczywiście.
    Na sali leżałam z pięcioma innymi kobietami w ciąży. Czułam się lepiej i szczerze mówiąc mogłabym już wyjść. Koło 10 do sali wparował młody, uśmiechnięty lekarz.
- Dzień dobry. - przywitał się ze wszystkimi i podszedł do pacjentki po drugiej stronie sali.
Kiedy przechodził koło mnie zaczepiłam go:
- Panie doktorze?
- Tak ? - popatrzył na mnie z uśmiechem
- Czy może Pan zawołać mojego męża ?
- Oczywiście.
Opuścił salę, żeby od razu do niej wrócić. Podszedł do mnie uśmiechnięty.
- Hej. - dał mi buziaka - Jak się czujesz?
- Spoko.
- I jak wyniki. - W porządku. Dzisiaj już wychodzę.
- Super. - usiadł koło mnie na łóżku. - Tylko nie wiem jak załatwimy transport. - zamyślił się - Twoich rodziców nie ma, moi pracują... Ja miałem mieć do 16, ale chcą żebym był do 18... A wypis najpóźniej dają do 16... Coś wymyślę.
- Wezmę taxówkę. - oznajmiłam
- O nie, nie, nie.
- A w ogóle wiesz, co mówił lekarz? Że mąż ma mi gotować obiady. - uśmiechnęłam się
- O to już widzę, jak będziesz jadła. - zaczął się śmiać.
- Jak dzisiaj wrócę, to usmażysz mi takie pyszne naleśniki. - mówiłam rozmarzona
- Ty, ty, ty, ty się czasem nie zagalopowałaś ?
- Dobra, weź już Gawliński idź. - pchnęłam go
- No dobra, zrobię i te naleśniki. - splótł palce z moimi
Syknęłam, bo była to lewa ręka.
- Widziałem. - powiedział- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że cię boli ? - wpatrywał się we mnie
- Bo to nic takiego.
- Przecież jest stłuczony nadgarstek. - przyglądał się mu - Zaraz przyniosę ci maść.
           Po kilkunastu minutach wrócił.
- Wiesz jak trudno jest znaleźć coś dla kobiety w ciąży ? Masakra. Ta powinna być dobra. A teraz przepraszam, muszę wrócić do pracy. Przyjdę później.
Fajne nawet mam współlokatorki. Polubiłam je. Mówiły, że mój Aluś jest bardzo dobrym i miłym lekarzem i że będą go polecały.
- Cześć. - do sali wszedł Kuba
- O hej, szczęść Boże. - uśmiechnęłam się - Nie, nie wierzę. Kuba bez koloratki.
- Tak wyszło. - zaśmiał się - Byłem na wynikach, spotkałem Alka i powiedział, że tu leżysz więc jestem. Jak się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - A jak u ciebie.
-Będę żył.
- No nieeee. - jęknęłam
- No niestety. - westchnął
- No nie ! - wpadł Alek - Czy to ten sławny ksiądz, co nagrał piosenki z OneRepublic ? - prawie że krzyczał
- Cicho tam. - syknął duchowny
- Mogę z księdzem selfie ?
- Dawaj. - zaśmiał się
Alek podszedł do niego i wystawił komórkę nad ich głowy. Uśmiechnęli się szeroko i poszły selfiacze.
- Dziękuję. - był zadowolony - Ale fejm. Wstawię na insta.
- Kogoś ty sobie za męża wzięła? - zaśmiał się Kuba.
- Wiedziałam, że skądś księdza kojarzę. - powiedziała jedna z dziewczyn - Moja siostra jest zachwycona tymi piosenkami. Mogę wziąć dla niej autograf ?
- O matko, ale ja nic takiego nie zrobiłem. No ale dobrze. - uśmiechnął się
W radiu leciała piosenka The Chainsmokers - something just like this. Przyjaciel sobie śpiewał pod nosem co mi się podobało.
- Tak mi śpiewaj. - szepnęłam a on tylko się zaśmiał.
      Godzina 16.02 do sali wpada ubrany Alek.
- Przepraszam za spóźnienie.
- A ty co ?
- Zabieram cię do domu. - uśmiechnął się


- Gawliński - szepnęłam, gdy leżeliśmy już w łóżku
- Taak ?
- Przeze mnie się nie wyspałeś.
- Wyspałem.
- Nie kłam.
- No dobra, nie wyspałem, ale czy to ma znaczenie ? - mamrotał w poduszkę
- Przepraszam cię. - przytuliłam go - Mogłam cię nie budzić.
- Monika, daj spokój. Nie mam Ci tego za złe, ani nic. A teraz idź spać.
- Ale miłe pożegnanie, nie ma co. - westchnęłam
- Dobranoc. - pogłaskał mnie po brzuchu
- Teraz to się wal. - syknęłam i odwróciłam się do niego plecami
- Przepraszam, po prostu jestem zmęczony.
Mruknęłam tylko.
- Monika, no, przepraszam. - podniósł się i popatrzył na mnie
- Idź spać, bo jesteś zmęczony. Nie zawracaj sobie mną głowy. - powiedziałam beznamiętnie
- Najpierw mnie przepraszasz za to, że się nie wyspałem, bo się o ciebie martwiłem , a powinienem spać, a teraz masz mi za złe to, że chcę spać. Hipokrytka jedna. - powiedział szorstko
Zabolały mnie te słowa. Ale najgorsze było to, że mówił prawdę. Po policzku spłynęła mnie łza.
- Przepraszam. - pociągnęłam nosem
Poczułam jak jego dłoń ląduje na mojej piersi. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- I tak cię nie kocham. - szepnęłam

piątek, 24 marca 2017

Rozdział 51

    Z Alkiem jest już lepiej. Nie wymiotuje, nie ma temperatury, tylko jest jeszcze trochę osłabiony. Humorek mu wrócił i ta radość na twarzy.
- Jak Andrzej dzisiaj się miewa ? - zapytał przytulając mnie od tyłu
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i dalej składałam ubrania - A tatuś jak się czuje. - odwróciłam się do niego
- Wspaniale. - wystawił swoje zęby i dał mi buziaka.- Jutro możemy pojechać na zakupy. Dzisiaj jeszcze nie czuję się na siłach.
- Yhym. - mruknęłam
- Filip ma dzisiaj wpaść. - oznajmił dalej mnie przytulając - Kochanie, a może byś sobie usiadła ? Będzie Ci lepiej.
- Nie chcę. - odwróciłam się do niego i złapałam za ręce - A może pooglądamy ślub ? Jeszcze nie widziałam nagrania.
- Masz nagranie od listopada i jeszcze nie oglądałaś ? - był zdziwiony
- Nie. - uśmiechnęłam się - Bez Ciebie jakoś nie mogłam.
- Oj kochanie. - wpatrywał się we mnie - No to oglądajmy.
Na początku był zwiastun, gdzie Alek był w pracy i w kitlu, a ja w stroju ratownika medycznego, później przenieśliśmy się na łąkę, później urywki z kościoła no i kilka scen z wesela. Już od początku mi się podobało. Wtuliłam się w mojego męża i z uśmiechem wspominałam tamten dzień. Na przygotowaniach ciągle byliśmy uśmiechnięci, na luzie. Jak przyjechał po mnie, było widać po mnie wielką radość. Tak mega przystojnie wyglądał, że masakra. Przed kościołem też nam odwalało. Ale moment jak wchodziliśmy do kościoła z Kubą był przepiękny. W oczach stanęły mi łzy. A jak mówiliśmy przysięgę i widać było po nas radość i miłość mocniej przytuliłam się do ukochanego.
- Co jest kochanie ? - pogładził mnie po plechach
- Wtedy stałeś się moim mężem. - otarłam łzę - A ja Cię tak kocham. Tak bardzo mocno.
- Ja ciebie też. - szepnął
Reszta filmu też była znakomita. Było dużo śmiechu, ale także i wzruszeń. Miło tak powspominać najpiękniejszy dzień w życiu. Później przejrzeliśmy zdjęcia, które były niesamowite.
- Gawliński, jak dobrze, że na tamtym festynie kazałeś mi za sobą iść. - westchnęłam
- Czy ja wiem... Dla kogo dla kogo dobrze, to dobrze...
- No wiesz co. - jęknęłam i oderwałam się od niego - Wypchaj się staruchu brzydki.
- No ej. - zaśmiał się - Dopiero co mówiłaś, że mnie kochasz.
- Zmieniłam zdanie. - "urażona" wyszłam z salonu i poszłam do kuchni
Zaczęłam szykować jakieś przekąski, bo lada moment miał zjawić się brat.
- Nie mów, że naprawdę się obraziłaś. - rozbawiony podszedł do mnie
Stałam dalej z poważną twarzą, że niby jestem urażona i przesypywałam chipsy do miski.
- Wariata. - podszedł do mnie i zaczął całować w szyję.
Zaczęłam się zginać, bo mnie to gilgotało.
- Gawliński, no. - śmiałam się - Przestań staruchu.
On jeszcze bardziej zaczął mnie łaskotać.
- No dobra, dobra. - piszczałam ze śmiechu - Przepraszam, jesteś najprzystojniejszy i najlepszy na świecie. Ideał mężczyzny, męża i ojca.
Przestał i dał mi buziaka. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - puścił mi oczko
- Moja dupcia. - klepnęłam go w tyłek jak odchodził i uśmiechnęłam się
- Nie prowokuj. - pogroził palcem i otworzył drzwi.
- Siemanko. - w mieszkaniu rozniósł się wesoły głos Filipa
- Hej. - krzyknęłam
- Jak się czujesz ? - podszedł do mnie i przytuliłam się do niego
- Dobrze. Mały nie wariuje. Weźmiesz chipsy ? - podałam mu miskę
      Pokazaliśmy bratu najlepsze momenty z wesela, co wywołało u niego sporo śmiechu.
Akurat jak szłam do łazienki, ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Anię.
- Hej. - przytuliłam się do niej.
- Hej. - weszła uśmiechnięta
- Wchodź. - wpuściłam ją. - Rozgość się. W salonie jest Alek i Filip. Ja zaraz przyjdę.- zniknęłam w łazience
   Jakoś tak dziwnie czułam się dzisiaj w towarzystwie Ani. Niby śmiała się, żartowała, ale wiedziałam, że coś z nią jest nie tak.
- Masło ? - zwróciłam się do niej kiedy się zbierała
Popatrzyła się na mnie.
- Wszystko w porządku ?
Uśmiechnęła się, ale zaraz na twarzy pojawił jej się grymas i buchnęła płaczem.
- Ja nie chcę tam jechać. - szlochała
Zanim zdążyłam zareagować, to Filip zamknął ją już w swoich objęciach. Popatrzył się na mnie, a ja mu tylko posłałam spojrzenie z wyrzutem. Miał nie robić nic, co by jej dawało nadzieję. A teraz właśnie popełnił największy błąd. Podeszłam do niej i przejęłam ją od brata.
- Ja tam nie mam nikogo. Kilka dni jest spoko, ale żeby tam mieszkać, to jest masakra. Nie mam tam rodziny, przyjaciół, żadnego chłopaka. Nie wytrzymuję tego. Cholernie tęsknię za wami. Ale z drugiej strony to moje marzenie i nie chcę go zaprzepaścić. Nie wiem co mam robić. - wpatrywała się w moje oczy
- Musisz to na spokojnie przemyśleć. My zawsze jesteśmy z tobą i doskonale o tym wiesz. Jak tam polecisz i coś będzie się działo, wystarczy że powiesz, to ja przylecę. Mówię to naprawdę. Ciąża nic tu nie wnosi. Moim zdaniem powinnaś tam wrócić. Też strasznie za tobą tęsknię, ale mamy internet. Częściej będziemy do siebie dzwonić i będzie dobrze. - pogładziłam jej ramię
- Ja też chętnie przylecę. - walnął Filip
- Dziękuję, zawsze byłeś dla mnie jak brat. -uśmiechnęła się- Oczywiście zapraszam, wpadajcie.


NASTĘPNY DZIEŃ

     Dzień zapowiadał się ładnie. Wspólnie z mężem zjedliśmy śniadanie i byliśmy w drodze do galerii. Jak mi brakowało Alka za kierownicą. Zawsze spokojnie podchodził do prowadzenia. Szczególnie teraz, kiedy śnieg sypał, a na ulicach było pełno lodu.
- Alek, siku mi się chce. - oznajmiłam chwile po odjeździe.
- Dopiero co wyjechaliśmy. - pisnął
- No wiem. Ale chce mi się siku. - wierciłam się na fotelu
- Nie wytrzymasz kilka minut ? Zaraz będziemy na miejscu. - popatrzył na mnie z troską
- Nie wiem. - jęknęłam
- Wytrzymaj. - złapał mnie za rękę - Kocham cię.

- Zapnij się, zimno jest ! - kazał mi przed wyjściem
- Daj spokój tylko kilka kroków. A poza tym zaraz się posikam ! - jęczałam
- Chora będziesz. - westchnął
- I mokra! Do jasnej cholery Gawliński ja sikam ! - szybko wysiadłam z samochodu i kierowałam się w stronę galerii
To chyba było najtrudniejsze wyzwanie w moim życiu ! Robiłam wszystko, żeby nie popuścić. Po chwili dobiegł do mnie mąż i weszliśmy do środka. Od razu obrałam kurs na toalety i w mgnieniu oka znaleźliśmy się u celu.
Wizyta w toalecie przyniosła mi wieeeelką ulgę. Ukochany czekał na mnie przed wejściem do toalety. Zbliżyłam się do niego.
- Pociągasz mnie i mam teraz na ciebie taką ochotę. - szepnęłam to rozkosznie
On się tylko zaśmiał i złapał moją dłoń.
- Teraz zakupy. - dał mi buziaka i poszliśmy na sklepy.
Ten czas był miło spędzony. Chodziliśmy ze złączonymi dłońmi, ciągle uśmiechnięci. Alek pomagał mi wybrać ubrania, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
Akurat mierzyłam koszulkę.
- Alek, wejdź na chwilę. - rzekłam do męża czekającego pod przymierzalnią.
- Co się stało ? - wszedł
Uśmiechnęłam się szeroko i zasłoniłam zasłonę. Rzuciłam się na jego szyję i wpiłam w jego ciepłe wargi. Odwzajemnił moje pocałunki i po chwili oderwał się i zaczął śmiać.
- Głupolka. - dał mi buziaka i popatrzył w lustro. - Bierz tą koszulkę, fajna jest.
Wędrując po galerii, w pewnym momemcie dostrzegłam znajomą mi postać. Przystanęłam i zrobiłam duże oczy.
- Co jest? - wpatrywał się we mnie mąż
- Gabryśka! - krzyknęłam i zaczęłam iść w jej stronę.
- Monika! - zadowoliła się i wpadłyśmy sobie w ramiona.
- Czemu nie mówiłaś, że dzisiaj przyjeżdżasz ? - byłam podekscytowana
- Miała być niespodzianka. - zaśmiała się - Ale oczywiście Monisia musiała iść do galerii i wszystko diabli wzięli.
- No musiałam ! Już taka gruba jestem - objęłam brzuch - Masakra.
- Nie przesadzaj. Ślicznie wyglądasz. Hej Alek. - zwróciła się do mojego męża - A właśnie - cofnęła się i objęła jakiegoś mężczyznę - To jest Denis, mój chłopak.
- Cześć. - radosna podałam mu dłoń - Monika jestem
- Alek. - Gawliński uścisnął jego dłoń
- Miło mi. - uśmiechnął się - Wiele o was słyszałem.
- Mam nadzieję, że dobre rzeczy.- popatrzyłam na przyjaciółkę.
- A da się o was inne?- puściła mi oczko
- Ja co chwilę mam ochotę to zabić. - uśmiechnęłam się
- Ale go nie zabiłaś. - stwierdził Denis
- Wpadniecie do nas ? - zaproponowałam
- Ymm, może jutro. Dzisiaj mamy jeszcze dużo spraw do załatwienia. To my będziemy lecieć. Do jutra.- przytuliła się i odeszli
   Wróciliśmy do domu pełni energii. Od razu wzięłam się do rozpakowywania zakupów, bo ma do nas dzisiaj wpaść Kuba. Podobały mi się strasznie te ciuchy, które kupiliśmy. Na szafce leżała czapka Cubsów. Założyłam ją i przeglądałam się lustrze. Podobało mi się jak wyglądałam. Rozpuszczone włosy i czapka z daszkiem to idalne połączenie. Uśmiechnięta poszłam do salonu, gdzie siedział mój mąż. Gdy weszłam do pomieszczenia przeniósł na mnie swój wzrok. Jego źrenice się rozszerzyły i na ustach zagościł uśmiech.
- Wyglądasz ślicznie. - wyciągnął do mnie ręcę, w które się wpasowałam - Czekaj zrobię Ci zdjęcie.
Wyciągnął telefon, szeroko się uśmiechnęłam i zrobił mi zdjęcie z góry.
- Pokaż. - przechyliłam telefon do siebie - Matko, jakie super!
- Mega. Ustawię na tapetę i wyślę znajomkom z USA.
- Pozdrów ich. - wtuliłam się w niego
Rozbrzmiał się dzwonek do drzwi i zaraz w mieszkaniu rozniósł się wesoły głos księdza:
- Szczęść Boże, hej, cześć wam.
- Szczęść Boże! - krzyknęłam - Chodź do salonu.
Po chwili pojawił się zadowolony przykaciel.
- Ooooo, jak słodko. - popatrzył się na nas - Cześć. - podał rękę Alkowi - Elo -potarmosił mi włosy.
- Co tam? Jak tam? Jak zdrowie? - zapytałam
- Dobrze. - usadowił się w fotelu - Z dnia na dzień czuję się zdrowszy. Ej w ogóle, pełno osób pisze mi na inście, żebym zrobił live'a.
- Zrób ! - ożywiłam się
- A jak to się robi? - przeglądał coś na telefonie - O chyba tu.



Nacisnąłem odpowiednią ikonę i zaraz po tym wszystko już się nagrywało. Patrzyłem na liczbę w rogu, która mówiła ile osób mnie ogląda. Jak na razie była aż jedna osoba. Jednak z czasem liczba wzrastała.
- Cześć wszystkim. -przywitałem się - Wiele osób prosiło mnie, żebym zrobił live'a, więc jestem. Jest już was ponad 200! Jestem w gościach u Moniki. - przełączyłem kamerkę na przyjaciółkę, która pomachała. - Nie wiem co mam tu mówić, więc zadawajcie mi pytania.
Do pokoju wszedł Alek śpiewając Let me love you Justina Biebera. Popatrzyłem na niego i zacząłem się śmiać.
- Kurcze...- westchnął - Jestem sławny ?
Leciały same komentarze: miszcz, wejście smoka, itp.
- Myślę, że tak. - zaśmiałem się
Dostawałem mnóstwo pytań. Niektóre były naprawdę ciekawe i z chęcią na nie odpowiadałem. Co robi Monika z Alkiem ? Odwróciłem kamerkę, która pokazała małżeństwo, które siedzi na końcach kanapy. Czy oni są w separacji ? 
- Nie, nie jesteśmy. - krzyknęła Monika - Ale mam go dosyć.
- Też cię kocham. - puścił jej oczko Gawliński
Sieeeeemka !! <3 zobaczyłem wiadomość od Emilki.
- O! Emilka jest z nami. - powiedziałem
- Siemka !! - krzyczeli
Znowu wciągnąłem się w odpowiadanie. Po kilkunastu minutach oderwałem się i popatrzyłem co robi małżeństwo. Monika była lekko oparta o Alka. Oglądali coś w telewizji. Była to jakaś operacja, którą oglądali z ciekawością i dyskutowali.
- A, takie tam rodzinne oglądanie. - pokazałem wszystkim, co leci.
- No co, operacja złamania uda. - pisnął ortopeda - Przynajmniej sobie pooglądać mogę.
- Bo wiecie, ten oto tu pan jest ortopedą. - pokazałem jego osobę - I to bardzo dobrym. A do tego jest wspaniałym człowiekiem.
- No już tak nie słodź. - popatrzył na mnie


   Zamknęłam drzwi za Kubą i poszłam do salonu.
- Fajnie tak jest mieć cię cały czas przy sobie. - westchnęłam
- Ale już niedługo. - uśmiechnął się - Od 6 stycznia wracam na szpital.
Podbiegłam do niego, usiadłam na podłodze i mocno przytuliłam się do jego nogi.
- Nigdzie cię nie puszczę. - rzekłam
Teraz tak sobie myślę, że ja mam dopiero 24 lata. Mam już wspaniałego męża i dziecko w drodze. Czasami czuję się, jakbym miała mniej lat, jakbym była jeszcze nastolatką. Alek ma 28 lat, czego nigdy bym nie powiedziała.
- Jaka słodka dziewczynka. - pogłaskał mnie po głowie - Chodź. - wyciągnął do mnie ręce.
Wstałam powoli i przytuliłam się do niego.
- I ty masz 24 lata. - westchnął
- A ty 28.
- Kocham Cię. - na te słowa poczułam motylki w brzuchu
Wystarczą dwa słowa i od razu czuję się szczęśliwsza. Delikatnie złączyłam nasze wargi.
- Jesteś najwspanialszą rzeczą jaką kiedykolwiek miałam.