piątek, 9 października 2015

Rozdział 5

       Kolejne 3 dni zleciały w tym cholernym szpitalu. Zamknięta w czterech ścianach, które tak bardzo dobijają. Na zewnątrz nie wyjdę, bo noga daje mi nieźle w kość. Sala jest dla mnie samotnym więzieniem, przez te wszystkie dni nie miałam żadnego "sąsiada"... Rodzina i przyjaciele odwiedzają mnie to fakt, ale przecież ciągle nie mogą tu być, mają swoje zajęcia. Jeszcze ten lekarz... Dalej prowadzę z nim wojnę. Nie lubię go, młody, arogancki, egoistyczny plecak. W pojęciu plecach chodzi mi o to, że do tej pracy dostał się dzięki znajomością, dzięki tatusiowi czy mamusi. Z resztą on też okazuje mi swoją wrogość do mnie. Przynajmniej z tym mam jakąś zabawę. Jeden egzamin na studiach już mi przepadł, a następny jest pojutrze. Z nim też mogę się pożegnać, bo ten palant wszystko zrobi, aby mi dokopać.
     Ta cała sytuacja już mnie przerasta. Jedno złamanie, a tak potrafi uprzykrzyć życie... Jestem z tym sama, tak naprawdę. Mi nic nie dają te słowa pociechy od innych. Z tą nogą to jeszcze, ale najgorsze to chyba to, że chłopak mnie zostawił dla innej. To zawsze u niego miałam wsparcie, on potrafił poprawić mi humor. A teraz go nie ma. Dlaczego ja się tam na miejscu nie wykrwawiłam ? Dlaczego ta krew tak wolno wytryskiwała z mojej tętnicy ?? W tedy było by wszystko okej. Przeniosłabym się na tamten świat, gdzie nie ma cierpienia, zmartwień. Czuwałabym nad moimi bliskimi z góry  i czekała na nich. A gdyby tak samemu sobie pomóc w przeniesieniu się na tamten świat ?
       Z założonymi słuchawkami na uszach, leżałam na boku i popłakując. Wyciągnęłam rękę i przyłożyłam do niej nożyk. Niestety tylko to miałam pod ręką. Najtrudniejsza decyzja w życiu... Przycisnęłam nożyk i ... Poczułam na moim ramieniu czyjeś palce. Moje słuchawki zjechały z moich uszu z czyjąś pomocą.
- Nie rób tego. - usłyszałam spokojny, męski głos. - Chcesz pokazać, że jesteś słabeuszem ? Naprawdę to nie jest ucieczka. Chłopak będzie niezadowolony.
- Nie mam chłopaka. - szlochałam
- Przepraszam, myślałem, że taka dziewczyna jak ty skradła czyjeś serce.
- Romantyk się znalazł. - warknęłam
- Dobra, mam tu twój wypis. Jesteś wolna i możesz już sobie iść. Nie będę już cię dręczył. W końcu się ciebie pozbyłem. - po tych słowach opuścił salę.
I taki o to właśnie jest mój lekarz. Cudowny prawda ?
          Pakowanie poszło mi szybko, bo chciałam być jak najkrócej w tym przeklętym miejscu. Jednak jeszcze trochę musiałam poczekać na transport do domu, który zapewniał mi Filip. Miał mi też przywieść kule, bo bez nich to nigdzie się nie przemieszczę. Wybrałam numer do Ani i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po krótkim czasie odebrała.
- Hallo ?
- Hej Masełko. A kto dzisiaj wychodzi ze szpitala ?
- O jak super ! To co opijamy to ? - zaśmiała się
- Jasne ! Ja gdzieś z Filipem będę w galerii za jakieś pół godziny, bo muszę dresy kupić. - oznajmiłam
- A to spoko. Właśnie jestem na zakupach, więc poczekam na was i się spotkamy. A jak tam z tym Gawlińskim ?
- A weź przestań... - westchnęłam. - Jak dał mi wypis to powiedział, że w końcu się mnie pozbył. No co za typ.Jak tak w ogóle można powiedzieć do swojego pacjenta ?
- No dokładnie. I to jeszcze do ciebie... On powinien się kleić do ciebie, nosić na rękach, a nie..
- Ha ha ha. On pewnie ma jakąś piękność nad pięknościami. Na takie zwykłe jak ja nie popatrzy.
- Ej ale szczerze, to on mega ciacho jest. Fajnie razem wyglądacie.
- Masło...
- Wiem, wiem. Ty a weź do niego pójdź i zapytaj się o co mu chodzi. - rzekła
- E tam. Nie chce mi się.
- Wiesz co, ja kończę, bo spotkałam koleżankę. Zobaczymy się za chwilę. Paaaa
- Pa. - rozłączyłam się
Siedzenie i czekanie na krzesełku na korytarzu nie było fajną czynnością. Nie dość, że niewygodnie to jeszcze nudno. Po kilku minutach moja ciekawość jednak zaprowadziła mnie pod gabinet doktorka. Niepewnie zapukałam i usłyszałam proszę. Zawahałam się, ale w ostateczności uchyliłam drzwi. Kiedy uniósł swój wzrok znad papierów, trochę się zdziwił jak mnie zobaczył.
- Co cię tu sprowadza ?
- Bo ja chciałam... Albo nieważne... - odwróciłam się.
- Nie, nie, nie, zostań. Pytaj, wal śmiało. - stanął przede mną. - Nie gryzę.
- No tu bym się spierała.
- Dobra, gadaj o co chodzi.
- O co tak panu naprawdę chodzi ? Czemu pan ciągle utrudnia, robi nazłość. Dlaczego nie wypuścił mnie pan wcześniej, żebym mogła normalnie zaliczyć egzamin ?
- Robiłem to dla cieb, przepraszam pani dobra. Nie chciałem, żeby coś się pani poważniejszego stało. Coś jeszcze ?
- Nie, nie dziękuję.  - zaskoczona szepnęłam i złapałam za klamkę.- A mogę z panem zdjęcie ?
- Żeby dzieci straszyć ? Spoko.
- To zawyłam brata, żeby zrobił.
Uchyliłam drzwi i zawołałam brata, który właśnie przyszedł.
           W drodze do galerii byłam nieobecna. Ciągle myślałam o doktorze. On to wszystko robił dla mnie ? Chciał dla mnie dobrze ? Czy to tylko jego wymówka.
      Chodzenie po tych sklepach stwarzało mi wiele bólu. No ale muszę mieć luźnie spodnie, bo z tą nogą wystarczy jeden lekki ruch i ryczysz z bólu.
Zgłodniało nam się trochę, więc poszliśmy do KFC. Przed nami w kolejce stał wysoooooki mężczyzna. Tak od tyłu wydawała mi się jakaś znajoma sylwetka. Ale może coś mi się wydaje. Filip niechcący kopnął moją kulę, a ja się zachwiałam i lekko uderzyłam tamtego mężczyznę. On oczywiście się odwrócił, a ja myślałam, że mnie coś trafi.
- O proszę, pani Monika. Już się pani za mną stęskniła ?
- Nie.
- Radziłbym nauczyć się chodzić o kulach, bo kogoś pani zabije. - westchnął i odwrócił się.
- Dobra Filip już nie jestem głodna, wracajmy do domu.
- No ok.
W domu od razu zamknęłam się w pokoju. Wygodnie położyłam się w łóżku i zaczęłam odpoczywać. Jest dopiero 19 a ja jestem już padnięta. Wzięłam piżamę i poszłam pod prysznic. Trochę było tam męczenia się, ale w miarę szybko mi to poszło. Rodzice jeszcze nawet nie wrócili, Weronika jest u koleżanki, a Filip coś ogląda.
- Filip idę spać. - oznajmiłam mu.
- Już ? - popatrzył na zegarek.
- Tak, jestem padnięta po tym dniu.
- No dobra. - podszedł do mnie i dał buziaka w czoło. - Miłych snów.
- Dzięki.
Taki mi jakoś dziwnie tutaj w domu... Jakoś czegoś mi brak. O nie... Ten brak to Gawliński. Dotknęłam miejsce, gdzie mnie dzisiaj dotknął. W moim brzuchu zrobiło się tak jakoś dziwnie.. Taka jakby motylki. Wzięłam telefon i otworzyłam zdjęcie z nim. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Nie wiedziałam dokładnie jakie. Brakuje mi go, brakuje tych docinek... Ale trzeba o nim zapomnieć. Po co w ogóle o nim myślę ?

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 4

     Obudziłam się i pierwsze o czym pomyślałam to był strach przed śmiercią. Nie wiedziałam dlaczego wzięli mnie na stół... Postanowiłam poczekać na lekarza i zapytać go. Popatrzyłam na moje udo i spostrzegłam na nim nowe ślady operacji... Na zabicie czasu wzięłam z szafki notatki ze studiów i czytałam je. Jednak coś nie dawało mi się skupić. Zamknęłam oczy, a moja wyobraźnia przedstawiła mi obraz lekarza. Z lekka się zdziwiłam... dlaczego on ?
- Dzień dobry. - usłyszałam jego głos. -Jak się Pani czuje ?
- Dobrze. - westchnęłam - A co się właściwie stało ?
- Zrobił się zakrzep. Chwilę później mogło dojść do martwicy... A chyba wie Pani do czego prowadzi martwica ?
Kiwnęłam potwierdzająco.
- Ale wszystko się udało. Za 2 - 3 dni będziemy próbować chodzić. Znaczy bez obciążenia nogi. Trzeba stawiać Panią w pozycji pionowej, aby nie było żadnych odleżyn...
- I będę mogła już wyjść z tego cholernego szpitala ?
- Za jakieś 4 dni dopiero. - oznajmił. - Mogę zobaczyć nogę ?
- Jeśli pan musi. - westchnęłam i odsłoniłam ją.
Zaczął oglądać udo, potem dotykał i skończył na przyciśnięciu kolana.
- Wszystko ok. Jak coś się będzie działo, to proszę wołać. - rzekł na odchodne.
Matko, przecież ja jutro mam zaliczenie na studiach ! Zawołałam pielęgniarkę.
- Może mi Pani przynieść papier o zwolnienie na żądanie ? - poprosiłam
Po chwili wróciła z odpowiednim dokumentem. Zaczęłam go wypełniać. Oczywiście wszystkie moje dane, typ urazu, itp. Jeszcze tylko podpis lekarza prowadzącego i finito.
- No siemanko ! - w sali rozniosło się wesołe powitanie Gabryśki
- Hej. - przytuliłam się do niej. - Hej Masło.
- Co tam ? - zapytała
- Szkoda gadać. - westchnęłam - W nocy znowu byłam na stole...
- Matko, co się stało ?! - zerwała się Gabi
- Jakiś tam zakrzep był. Ale już niby wszystko jest dobrze.
- A to co ? - wzięła Ania do ręki papiery.
- Muszę do jutra wyjść, bo jutro mam zaliczenia. Właśnie, możesz zawołać tu doktora Gawlińskiego ?
Przyjaciółka zniknęła za drzwiami.
- Monika.... Muszę coś ci powiedzieć... - zaczęła Gabi - Bo ja... Mam chłopaka.
- To super ! - przytuliłam się do niej. - Jaki jest ?
- Super. Znasz go.
- Znam ? Czyli kto ?
- Słuchaj...
- Chciała mnie Pani widzieć ? - do sali wszedł doktor a za nim Ania.
- Tak. Proszę. - wręczyłam mu papiery. -Mam nadzieję, że podpisze Pan.
- Jak się Pani czuje ?
- Dobrze.
Popatrzył na przyjaciółki i wyszedł.
- Mmm przystojniak. - poruszała brwiami Ania.
- Uważaj, bo Marcin się dowie.- puściłam jej oczko.
Zaczęłyśmy się śmiać. I tak zleciało nam kilka godzin.
  Potem przyszedł czas na badania, a potem czytałam sobie materiały. Odwidzili mnie też rodzice z Filipem i tak dzień leciał.
Kiedy rozmawiałam z rodziną, przerwał nam lekarz. Wręczył mi papier.
NIE WYRAŻAM ZGODY i jego podpis.
- Co za debil ! - wkurzyłam się - No frajer, no !
- Nie zgodził się ? - zapytał brat
- Nie. - do oczy naszły mi łzy
- Spokojnie, zaliczysz w drugim terminie. - przytulił mnie. - Sorki,ale musimy już lecieć.
Pożegnałam się z nimi.
      Cały czas byłam wkurzona na tego ćwoka. Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę dla niego miła.

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 3

           Kiedy się przebudziłam, byłam taka nieprzytomna. Nie rozpoznawałam miejsca w którym jestem. Po jakiejś minucie, spostrzegłam się, że leżę w szpitalu. No i wszystko wróciło. Wspomnienia z wczorajszego dnia, słowa Dawida i ... no właśnie, co było dalej ? Nic nie pamiętam. Poczułam ból w udzie. Podniosłam kołdrę i ujrzałam tam ślady operacji. Na rękach miałam liczne obtarcia, to samo było z brzuchem. Ciekawe co z twarzą. Odnalazłam na stoliku telefon i przyjrzałam się jak do lusterka. Tak samo była oszpecona. Jak ja wyglądam ?! W dodatku Dawid... Byłam w kompletnym dołku. Zaczęłam płakać. Dlaczego tam się nie wykrwawiłam?! Tak by było lepiej. Drzwi do sali się otworzyły, a ja jak patrzyłam w sufit tak patrzyłam.
- Widzę, że obudziła się Pani. -usłyszałam męski głos - Nazywam się Aleksander Gawliński i jestem Pani lekarzem ortopedą prowadzącym. Jak się Pani czuje ?
- A jak mam się do cholery czuć ?! A tak w ogóle co się stało ?
- Potrącił Panią samochód. Zdiagnozowano wieloodłamowe złamanie wewnątrzstawowe obwodowej nasady kości udowej. Oczywiście byliśmi zmuszeni przeprowadzić operację. Zastosowaliśmy u pani zespolenie dzięki płytą LISS. Jest to taka płyta...
- Wiem co to jest. - przerwałam mu. Studiuję na Unierku medycznym.
- W takim razie nie będę przeszkadzał. - rzekł i wyszedł.
No super... Najgorsze złamanie jakie może być ! Nie ma gorszego...
- Córciu. - usłyszałam głos mamy.
Popatrzyłam w jej stronę. Towarzyszył jej jeszcze tato i Weronika.
- Jak się czujesz ?
- Boli trochę. - uśmiechnęłam się lekko. - Ile trwała operacja ?
- 5 godzin... Ale masz dobrego lekarza. Tylko zastanawia mnie dlaczego jako lekarz prowadzący jest ortopeda... - westchnęła
- Bo to jest jak każdy inny lekarz, tylko że ze specjalizacją ortopedii. - obwieściłam.
- Przeraża mnie to medyczne gadanie. - zaśmiała się
Dobrze, że siedzieli ze mną dość długo, nie myślałam tyle o bólu i tamtych wydarzeniach. Jednak po 3 godzinach musieli wracać do pracy, a Weronika musiała się uczyć. I tak zostałam sama. Lecz nie na długo. Do dali wszedł lekarz. Zobaczyłam na plakietce Alelsander Gawliński. Dopiero teraz zobaczyłam jak on wygląda. Mlody chłopak. Brązowe włosy oraz oczy w takim samym kolorze. W dodatku wysoki ok. 190 cm, w dodatku chudy. Jednym słowem: przystojniak.

Jednak w ogóle się nie uśmiechał. Był taki sztywny... 
- Jak się Pani czuje ? 
- Dobrze, ale boli.
- No musi boleć. Proszę patrzeć na mojego palca i go śledzić. Yhym dobrze. Wszystko jest w pożądku. - oznajmił. - Jakby coś się działo, to proszę wołać. 
Matko, wiecznie naburmuszony. Ale przyznać trzeba, że urody Bozia mu nie żałowała. Jak go zobaczyłam poczułam się tak dziwnie... Czułam takie motylki w brzuchu. Ale pewnie mi się zdaje, bo to raczej zaskoczenie. 
- Hej malutka. - usłyszałam radosny głos brata.
- Filip ! - ucieszyłam się na jego widok,  a on przytulił mnie. - Co ty tu robisz ?
- Odwiedzam moją siostrę.
- Ale przecież masz badania w Poznaniu.
- Już nie. Zrezygnowałem z nich.
- Co ?! Oszalałeś ?! 
- Spokojnie. Będą jeszcze nie raz. Ty jesteś ważniejsza. - pocałował mnie w czoło.
W tym samym momencie wszedł lekarz.
- Przepraszam. - powiedział i wyszedł
- Mój prowadzący. - westchnęłam
- Uuu. - zaśmiał się brat.
Nasza pogawędka trwała jakieś 2 godz. 
     Chciał zasnąć, ale to miejsce mi w tym nie pomagało... Lerzałam już tak z godzinę... Nagle zaczęła strasznie boleć mnie noga. Nie mogłam wytrzymać. 
- Siostro ! - krzyknęłam 
Po chwili przyszła jakaś kobieta.
- Proszę zawołać doktora Gawlińskiego. Szybko ! 
Cała zwijałam sie z bólu. Do sali wadł ortopeda.
- Boli, bardzo boli. - płakałam.
Zajrzał pod kołdrę i dotchnął nogi. 
- Siostro, proszę szykować salę operacyjną. - oznajmił i wyszedł.
Jak to usłyszałam, mało co nie zemdlałam. Zaraz po tym zabrali moje łóżko i wieźli mnie przez korytarz. Koło mnie znalazł się Pan Aleksander. Pokazałam mu, żeby się nachylił. Zrobił to. 
- Panie doktorze, złapie mnie pan za rękę ? Strasznie się boję. 
Ten nic... Dalej szedł z kamienną miną. Chwile po tym leżałam już na stole opracyjnym, nie wiedząc co się dzieje...

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 2

      7 godzina a budzik dzwoni niemiłosiernie. Dzisiaj szkoła od 9 do 16... Zaspana przeciągam się przy czym głośno ziewam. Niechętnie oczywiście zwlekam się z łóżka i podchodzę do szafki. Wyciągam z niej strój ratownika medycznego i biorę go do łazienki. Tam prysznic, mycie zębów, ubieranie się i czesanie. Po porannej toalecie udałam się do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam mleko, a z szafki mussli. Zmieszałam to w talerzu i usiadłam przy stole. Do kuchni wszedł tato.
- Smacznego. - rzekł
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się
- Jedziesz ze mną ? Mam po drodze twoją szkołę.
- Okej.
- To za 5 min. czekam na ciebie w samochodzie. - oznajmił i wyszedł.
Po skończeniu posiłku zrobiłam sobie kanapki do szkoły. Poszłam do pokoju po torbę i byłam gotowa do wyjścia. Założyłam moje ulubione adidasy oraz kurtkę i opuściłam dom. Tato siedział już w samochodzie. Zajęłam miejsce pasażera i ruszyliśmy. Lubię jeździć z tatą. Zawsze poprawia mi humor. I tym razem też tak było.
- Dzięki. - krzyknęłam zamykając drzwi.
          Od razu po szkole pojechałam do runku na spotkanie z Dawiem. Niestety zaczął padać deszcz i troche zmokłam zanim doszłam do knjpki. Ale to i tak nie zepsuło mojego podekscytownia. W środku rozejrzałam się i ujrzałam chłopaka w stałym miejscu. Z wielkim uśmiechem podeszłam do niego i przywitałam się:
-hej.
- cześć. - odparł. - Muszę ci coś powiedzieć.
- Okej. - uśmiechnęłam się
- To jest Bernadeta. - wskazał na idącą w naszą stronę dziewczynę. - Bernadeta jest moją nową dziewczyną. Zrywam z tobą.
- Ale jak to zrywasz ze mną ? - łza spłynęła mi po policzku
- Nie kocham cię, tyle. - westchnął
To co usłyszałam, zawaliło mój świat. Mój ukochany chłopak zostawił mnie dla innej. Pospiesznie opiuściłam kajpę i szlochając podąrzałam w stronę domu. Nie wierzę, że to się stało. Dla niego poświęciłabym życie, a on co? Bernadetke poznaje. A wszyscy wokół mi mówili, że on nie jest dla mnie, a ja byłam ślepa. Dlaczego ich nie posłuchałam ? I jeszcze jak na złość zaczął padać deszcz. Ale to jest najmniejsze zmartwienie. Nie ma Filipa i nie mam z kim pogadać. On jedyny szanował mój wybór jakim był Dawid. Nigdy mnie za to nie "zrąbał". Wyciągnęłam telefon i trzęsącymi się dłońmi, udało mi się wybrać jego numer. Po kilku sygnałałch odebrał.
- No hej sis. - usłyszałam jego radosny głos
- Hej. - szlochnęłam
- Monika co się stało ? - od razu zmienił ton na poważny.
- Dawid ze mną zerwał.
- Przykro mi mała. - westchnął - Jak się czujesz ?
- A jak mam się czuć ? - jęknęłam
- Ehh... wiesz co ? Olej go. Widocznie nie był ciebie wart. Może byłaś jedną z wielu jego dziewczyn... A to możliwe, bo on właśnie był typem takiego dupka. - ciągnął - Dobrze, że to się stało teraz, bo później bardziej by bolało. Kiedyś to musiało nastąpić. To nie jest mężczyzna na zawsze.
- Filip... wiesz, że cię kocham ? - uśmiechnęłam się
- Już mi kiedyś to mówiłaś. - rozbrzmiał się jego śmiech.
- Dziękuję Ci za tę rozmowę. W ogóle dziękuję Ci za to, że jesteś przy mnie.
- Od tego chyba jestem, nie ?
- Tak. Kochany starszy brat.- westchnęłam. - Twoja dziewczyna będzie miała szczęście.
- A przestań, bo się zarumienię. Ty znajdziesz sobie lepszego. I będzie tak samo cię kochał jak ja. A ty jego. I zapomnisz o swoim starym bracie...
- Ja o tobie nigdy nie zapomnę Filip, nigdy ! Zawszę będę przy tobię. Nic nas nie rozłączy.
I w tej chwili zza rogu wyjechał samochód, który wpadł w poślizg. Widziałam tylko, jak spanikowany kierowca wykręca kierownicą. Po tym poczułam wielki ból. Poleciałam kilka metrów i upadłam na plecy. Z telefonu usłyszałam głos Filipa. To była ostatnia rzecz jaką słyszałam. Po tym tylko wielki ból przeszywający całe ciało, a najbardziej w prawym biodrze. Jednak po chwili wszystko ustąpiło. Strach, ból, niemoc. Zrobiło się tak miło, ciepło...


I jak się podoba ? :)

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 1

         Zegarek wskazuje 8.30 a ja już siedzę w samochodzie. No ale czego nie robi się dla kochanego braciszka... Na szczęście studia dzisiaj na 12, więc mogę z nim na spokojnie się pożegnać.
Zostawiłam auto przed jego blokiem i udałam się na schody. Wymyślił, że będzie mieszkał na drugim piętrze i teraz muszę tyle chodzić... Stanęłam przed jego drzwiami i nacisnęłam dzwonek. Po dłuższej chwili w drzwiach ukazał się zaspany Filip.
- Witaj mój kochany braciszku. - przytuliłam się do niego
- Hej mała. - ziewnął i pogłaskał mnie po plecach.
- Nie lubię jak tak do mnie mówisz. - westchnęłam
- Ale takie są fakty. - puścił mi oczko. - Masz 1,65m., Weronika 1,75., mama 1,6m., tato 1,82m., a ja 1,85m., poszłaś po mamie.
- Nie wkurzaj mnie. Ty jeszcze w piżamie ?
- Obudziłaś mnie, więc trudno bym nie był.
- Dobra idź się ubierz, a ja zrobię ci śniadanie. - westchnęłam
Rzuciłam kurtkę na krzesło i podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam na szafki wszystkie składniki, które są potrzebne do omleta.
Zdążyłam zrobić ciasto i rozgrzać patelnię, a on jeszcze się nie ubrał. Trochę mnie to denerwowało, ale i tak go kocham. On jest kochanym, starszym bratem. Zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Czasami w internecie są zdjęcia jak starszy brat opiekuje się młodszą siostrą. Ja właśnie takiego mam. Chciał nawet, żebym z nim mieszkała w jego mieszkaniu, lecz ja nie chciałam się narzucać. Pamiętam te czasy, jak Weronika się urodziła. Byłam bardzo zazdrosna o Filipa, bo przecież to MÓJ starszy brat. Jednak z biegiem czasu zrozumiałam, że nie jestem sama i muszę się nim dzielić. Jakoś jak miałam 10 lat, musieliśmy się z bratem zajmować Weroniką. W tedy bardzo na niego się obraziłam. Z resztą nie tylko na niego, bo na rodziców i na siostrę też. Wszystko to spowodował fakt, że w ogóle nie było czasu dla mnie i Filipa. Tylko Weronika, Weronika i Weronika. Pamiętam jak po 2 tygodniach tej "spiny" przyszedł do mnie do pokoju, kiedy ja płakałam. Jeśli myślicie, że mnie pocieszał to jesteście w błędzie. Myślisz, że jesteś sama ?! Że ja tylko jestem dla ciebie ?! Ogarnij się ! Jeżeli dalej tak będziesz się zachowywać, to nie licz na to, że będę dla ciebie miły. Weronika potrzebuje miłości, a nie walki. Czyli wolisz ją ode mnie ? Tak. Te słowa naprawdę mnie zabolały. Często sobie je przypominam i w tedy ogarnia mnie smutek, czuję się jak odrzutek. Bo przecież najmłodszy zawsze ma najlepiej u rodziców, a Filip to jedyny syn.
- Monika, co się stało ? - podszedł do mnie brat
- Nic. - szepnęłam
Nigdy go nie zapytałam o to, czy to była prawda. Bałam się, że tak. Ale i tak się tak czułam, w końcu to powiedział.
- No przecież widzę, że jednak coś musi być. Mi możesz powiedzieć wszystko. Ja wysłucham.
- Naprawdę ?
- A czy kiedyś było inaczej ? - objął mnie ramieniem. - A teraz mów.
Chwila zawahania. Zapytać go, czy nie zapytać ? A jak to tylko pogorszy sprawę ? Jak się na mnie zezłości ? Już w tedy w ogóle będę przybita. No ale cóż... raz się żyje. Wzięłam głęboki wdech i wydusiłam z siebie:
- Naprawdę wolisz Weronikę ode mnie ?
Zdziwienie szybko zagościło na jego twarzy.
- Ale skąd taki pomysł ?
- Filip, ja do tej pory pamiętam to, jak wydarłeś się na mnie, że jestem egoistką i że wolisz Weronikę. Wiesz jak te słowa cholernie mnie zabolały ?! I nadal bolą. Zawsze jak wracają te wspomnienia, chce mi się płakać. Jak widać tym razem nie wytrzymałam. - szlochałam
- Monika... - westchnął - To było jakieś 14 lat temu, a ty to wciąż rozpamiętujesz ?
- Czyli jednak to prawda... - odsunęłam się od niego.
- Nie ! To jest gówno prawda. Nie widzisz, że większość czasu spędzam z tobą ?! Nie zauważyłaś, że o tobie wiem prawie wszystko, a o niej prawie nic ? Oczywiście, kocham was obie i to bardzo mocno. Jesteście moimi siostrami, młodszymi siostrami. Moje kochane oczka w głowie. Ale nie widzisz tego, że Weronika jest inna niż ty ? Ty jesteś taka rodzinna, mimo twojej starości przytulasz się do starszego brata, większość czasu spędzasz z rodziną. A ona ? Ona gania z przyjaciółkami i chłopakami. W miejscu publicznym nie przytuli się do mnie, a co dopiero do rodziców, bo siara przecież. Ona woli towarzystwo znajomych. Owszem, dobrze się dogadujemy, ale jednak większą więź mam z tobą...
Po tych słowach byłam wkurzona na siebie. Jak ja mogłam go oskarżyć o coś takiego ? Jak jak mogłam to powiedzieć do mojego pierwszego przyjaciela ? Te wyrzuty spowodowały kolejną falę płaczu.
- Filip, przepraszam Cię. Przepraszam, że zwątpiłam w ciebie. Przepraszam za to pytanie. Jak ja w ogóle mogłam o to zapytać. Przepraszam. - wytarłam łzy. - Ja już lepiej sobie pójdę.
- O nie, nie, nie kochana, zostajesz tutaj. - złapał mnie za rękę. - Mam do odjazdu jeszcze 2 godziny i ten czas spędzę z moją kochaną siostrą. - zamknął mnie w swoich ramionach. - Co ty na to, żeby razem pojechać na wakacje ? Tylko ty i ja ? Załatwię wolne w lipcu.
- No nie wiem... Rodzice będą się pluć, że nie bierzemy Weroniki.
- E tam, ona pewnie pojedzie gdzieś z przyjaciółmi.
- Zobaczmy. - uśmiechnęłam się
           Wszystko co dobre, kiedyś się kończy... Bardzo szybko zleciał mi ten wspólny czas. Staliśmy pod jego samochodem i się żegnaliśmy.
- Będę tęskniła. - przytuliłam się do niego.
- Ja też. Ale Poznań to nie koniec świata. - zaśmiał się - Będę dzwonił codziennie. Trzymaj się. - pocałował mnie w czoło i wsiadł do auta.
Pomachał mu na pożegnanie i wsiadłam do swojego pojazdu. Na szczęście ulice Łodzi nie były zatłoczone i spokojnie dojechałam pod budynek mojej szkoły. Zadowolona wbiegłam po schodkach i weszłam do budynku. Podeszłam pod salę w której mam mieć pierwsze zajęcia. Do rozpoczęcia zostało 20 minut, więc wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego chłopaka. Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Hallo.
- No hej Dawidku. Co tam u ciebie ?
- A dobrze. Wiesz co, nie mogę teraz rozmawiać. Cześć.- rozłączył się
Co to do cholery miało być ?! Prawda, jest czasami chamski, ale coś takiego jeszcze mi się nie zdarzyło. Może po prostu ma zły dzień... Coś w pracy się stało i nie ma humoru. Pewnie tak... Później do niego zadzwonię. Wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam sobie powtarzać.
          Leżałam na łóżku i zaczęłam pisać sms do brata: Miałeś dzwo i w tym samym czasie na ekranie wyświetliło się jego zdjęcie i rozbrzmiał się mój dzwonek. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę i telefon przyłożyłam do ucha.
- Wygonie leży się na łóżku ? - zaśmiał się
- Tak, a skąd ty wiesz ?
- Kochana, znam twój grafik lepiej niż ty.
- No no. - zaczęłam się śmiać. - Dobra, lepiej opowiadaj co tam u ciebie. Jak droga ?
- A spoko. Jakoś dojechałem i właśnie obczjałem mój pokój. Jest nawet całkiem fajny. Wyślę ci potem fotki na fb. Jak było na studiach.
- Dobrze, dobrze.
- No to dobrze. - wyczułam przez telefon, że się uśmiecha. - Wiesz co Monia... Muszę kończyć, bo mam spotkanie. Jeszcze później popiszemy na fejsie. Buziaki, pa pa.
- No buziaczki i powodzenia. - cmoknęłam do słuchawki.
- Dziękuję, pa. - rozłączył się.
Znudzona poszłam przed telewizor. Zastałam tam tatę. Usiadłam koło niego na kanapie.
- Co tam ? - zapytał
- A właśnie dzwonił Filip. Mówił, że fajny pokój i że zaraz ma spotkanie.
- To dobrze. Ale dlaczego on zawsze dzwoni do ciebie a nie do nas ?
- Oj nie zawsze. - uśmiechnęłam się - Gdzie Weronika ?
- Nie wiem, wyszła gdzieś bez mówienia. - westchnął - Przynajmniej chociaż ty zostajesz ze staruszkami.
- Oj tato, Filip też często przesiaduje. Dłużej czasu spędza u nas niż w swoim mieszkaniu. - zaśmiałam się
- Fakt. - zaśmiał się.
- A co wam tu tak śmieszno ? - do pokoju weszła mama
- A nic takiego. - rzekł tato. - Filip dzwonił do Mońki.
- I co mówił ?
- Że pokój fajny i że ma spotkanie. Później ma pisać.
- Nie myślałaś o wakacjach z Filipem ? - zapytała rodzicielka
- Nieee, przecież jeszcze jest Weronika. - oznajmiłam
- Przestań... Należy wam się wspólny czas. Monika już o was nie myśli. Myśli tylko o tym jak gdzieś się wyrwać ze znajomymi. Oczywiście kocha was, ale woli towarzystwo przyjaciół...
- Mamo nie mów tak... Ona. - i moją wypowiedź przerwał dźwięk  mojego dzwonka telefonu. - przepraszam- wstałam i wyszłam z salonu.
- Cześć Monia, masz jutro czas o 16 ? - usłyszałam Dawida
- Hej. Tak, a co ?
- Spotkamy się na rynku, w naszej knajpce ?
- Jasne.
- To jesteśmy umówieni. Pa. - rozłączył się.
Ciekawe co jest powodem tego spotkania. A może chce się oświadczyć ? To by było wspaniałe. To jest nasze ulubione miejsce, co może być prawdą. Ale jestem szczęśliwa. Mój ukochany mężczyzna przypieczętuje naszą miłość !

wtorek, 7 lipca 2015

Prolog

KWIECIEŃ 2015

    Godzina 8.30 a ja już na dworze... Ale tak to jest, jak się chciało studiować... Na szczęście dni robiły się coraz cieplejsze i można było się przerzucić na cieńsze kurtki. Siedząc na przystanku powtarzałam sobie notatki z ostatnich zajęć. Myśl, że taka nauka jeszcze tylko do lipca dodawała mi otuchy. A później próby dostania pracy jako ratownik medyczny. Tak, ale najpierw trzeba obronić pracę magisterską... Myślę, że się uda.
      Wykłady na szczęście wykłady leciały szybko, co nie popsuło mojego humoru. Jeszcze lepszy humor miałam, kiedy przed uniwerkiem ujrzałam postać mojego chłopaka.
- Cześć kochanie. - dałam mu buziaka
- Cześć. Jak było na zajęciach ? - zapytał
- Dobrze. Za wyjątkiem głodu. Oczywiście zapomniałam śniadania, a wiesz, że nie lubię tych kanapek ze sklepu. - westchnęłam
- To chodźmy do Maca.
- Nie, nie mogę. Obiecałam mamie, że będę na obiedzie, więc muszę iść. Odprowadzisz mnie ?
- No dobra. - na jego twarzy pojawił się grymas.
- Dawid, jak nie chcesz, to nie idź. - rzekłam.
- Dobra. To uważaj na siebie. - po tych słowach odszedł
No co za pajac ! Nawet się nie pożegnał ! A z tym odprowadzeniem, to z grzeczności powinien ze mną pójść... Ale to cały Dawid...
      Zdenerwowana weszłam do domu i rzuciłam torbę w kąt. Szybko ściągnęłam kurtkę i kierowałam się do swojego pokoju.
- Cześć córciu. - przywitała mnie mama. - Co się stało ?
- Nieważne. - westchnęłam
- Znowu Dawid coś wymyślił ?
- Tak. Jest Filip ?
- W salonie.
Poszłam do pomieszczenia wskazanego przez mamę. Na kanapie leżał brat.
- Siemanko. Co to się stało, że do nas wpadłeś ? - zapytałam
- Głodny byłem. - zaśmiał się
- I co, dobry obiad ? - uśmiechnęłam się
- Nie jadłem, bo czekałem na ciebie i Weronikę.
- To chodź. - oznajmiłam i udaliśmy się do kuchni.
Każdy zajął swoje miejsce i mogliśmy przystąpić do obiadu.
- Monika, mówię ci że ten Dawid nie jest dla ciebie. - zaczęła mama.
- Jesteśmy razem już 2 lata. Poza tym, czy musimy o nim rozmawiać ? Ja go kocham i nic tego nie zmieni.
Zapanowała cisza. Nikt nie lubi tego tematu, bo wszyscy nie przepadają za moim chłopakiem i nie chcą, żebym z nim była.
- Muszę jutro wyjechać na 2 tygodnie z pracy. - ciszę przerwał brat. - Możecie zająć się moim mieszkaniem ?
- Zajmę się. - rzekłam - Z Weroniką będziemy chodziły, nie ? - popatrzyłam się na siostrę.
- Jasne. - uśmiechnęła się. - Jak w pracy tato ?
- A dobrze, dobrze. Jutro mam bardzo ważną rozprawę, więc muszę iść się do niej przygotować. Dziękuję za obiad. - wstał i odszedł do swojego domowego "biura".
- Jak na studiach ? - to pytanie brat skierował do mnie.
- Spoko. Właśnie... Mam jutro ważny egzamin. - wstałam. - Muszę iść się uczyć. Wpadnę jutro rano się pożegnać. - puściłam mu oczko.
Wymyśliłam tę wymówkę, aby się od nich uwolnić. Nie miałam humoru na rodzinne pogaduszki. Owszem kocham to, ale nie dzisiaj. Dawid zniszczył mi samopoczucie. W ogóle ostatnio zachowuje się jakoś dziwnie. Położyłam się wygodnie na łóżku i rozmyślałam dalej. Coraz mniej czasu ze sobą spędzamy, mniej rozmawiamy... Pewnie to przez moje studia. Teraz więcej egzaminów, co powoduje więcej nauki, a to zabiera czas na zabawy. Popatrzyłam na zegarek. Jeszcze 30 min, miałam do spotkania z przyjaciółkami w galerii. Zaczęłam się szykować.
        Spotkałam się z Anią i Gabryśką pod kinem.
- To, co włóczymy się po sklepach. - zaproponowałam.
Obie przystały na tą propozycję. Chodziłyśmy pomiędzy wieszakami z różnorodnymi ubraniami. Co chwilę przyglądałam się jakiejś bluzce. Jednak żadna nie wpadła mi w oko... Za to Gabryśka miała już 3 wybrane. Opowiedziałam im o moich przemyśleniach co do Dawida. One sugerowały mi zerwanie. Też go nie lubią. Ale ja go kocham i tego nie zrobię. I tak 3 godziny przechodziłyśmy.
Na dworze było już ciemnawo, więc trzeba było wracać do domu. Nie lubię sama włóczyć się po Łodzi (tam mieszkam) jak się ściemni.


I tak wygląda każdy mój dzień.
szkoła -> dom -> przyjaciółki -> nauka -> spanie.
no i czasami spotkania z Dawidem.



I jak ? Podoba się ? :)