sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 28

2 TYGODNIE PÓŹNIEJ

Ostatnie dni były spokojne i udane. Pisałam ten oficjalny egzamin na ratownika medycznego, po którym dostanę uprawnienia do zawodu, oczywiście jeśli zdam. Ale analizując w domu odpowiedzi, to jakieś 98% załapię. Praktyka też mi poszła w miarę dobrze. Egzaminatorzy nie dali mi odczuć tego, że mam niesprawną nogę, ale nawet mi pomagali. Byli pełni podziwu, że się nie poddałam i próbuję zaliczyć.
Alek dzisiaj wieczorem wyjeżdża do Niemiec na jakieś szkolenie. W ogóle mi się to nie spodobało, no ale nie mogę go ograniczać. Będę robiła wszystko, aby mógł się doskonalić i realizować. Jego szczęście jest dla mnie najważniejsze.
- Pojedziemy do galerii ? Muszę kupić sobie Conversy, bo tamte mi się rozwaliły. - chłopak zrobił maślane oczy, jak kot ze Shreka
- Kocham Cię. - zanurzyłam palce w jego włosach
- No Monika. - jęknął
- Przecież Ci odpowiedziałam. - zachichotałam - Miłość oznacza, że zawsze będziemy razem. A wyznanie kocham cię, jest najwspanialszym sposobem okazania miłości. - pocałowałam jego czubek głowy.
- Słodko. - uśmiechnął się - Dobra, ruszaj tą swoją szanowną i jedziemy. Chcę się jeszcze zdrzemnąć przed podróżą.
      Długo nie zawitaliśmy w sklepie, bo chłopak wziął pierwsze trampki, przymierzył je i kupił. Wziął typowe czarne, niskie. Oczywiście prezentował mi je dłużej, niż przymierzał, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało.
Pokonywaliśmy kolejne metry "korytarza" galerii, kiedy znaleźliśmy się koło sklepu z ciuchami, który bardzo lubię.
- Wejdziemy na chwilę ? - zapytałam
- Na chwilę możemy. - uśmiechnął się i weszliśmy
Przeglądałam wiele ubrań, lecz jakoś żadne mi się nie spodobało. Pod koniec zwiedzania wpadała mi w oko szara koszulka, z serduszkiem jako balon na prawym boku, a pod nim niby ciągnący się sznureczek.
- Przymierzę ją tak szybciutko, okej ? - popatrzyłam na chłopaka - Albo dobra, nie. Wracajmy już, żebyś się przespał.
- Mierz. To tylko chwilka, nie ? - uśmiechnął się
- Tylko chwilka.
Pośpiesznie zajęłam przymierzalnie i zwinnymi ruchami zmieniłam koszulki. Przyjrzałam się w lustrze i odsłoniłam zasłonę.
- Iii ? - zaprezentowałam się chłopakowi
W jego oku dostrzegłam blask. Na twarzy przemknął delikatny uśmiech.
- Ślicznie wygląda na Tobie.
Te słowa naprawdę mnie wzruszyły. Zasłoniłam zasłonę i szybko się przebrałam.
- A na ile ty tam jedziesz ? - zapytałam wychodząc.
- 5 dni.
- Yhym. - zasmuciłam się
- A co ? Coś jest ważnego w tych dniach ? - zapytał
- Nie, nie. Trochę długo. - próbowałam się uśmiechać, ale mi nie wychodziło.
Tak naprawdę, to za 4 dni mam urodziny. Zasmuciło mnie to, że o tym nie pamięta, no ale trudno... Zaprosiłam kilku znajomych na takie małe przyjęcie urodzinowe. Ma być ono w takie na luzie. Nie chcę, żeby goście byli elegancko ubrani i brali ze sobą prezenty. Chcę tylko z nimi posiedzieć, porozmawiać, no i może trochę potańczyć.
Przeszukałam swoje kieszenie, w celu znalezienia portfela. Nie miałam go. Pewnie dałam Alkowi.
- Alek, daj mi mój portfel. - zwróciłam się do chłopaka
- Ale ja nie mam twojego.
- Jak to ? - zaniepokoiłam się - Pewnie zostawiłam w domu - westchnęłam - Dobra, to idę ją odłorzyć.
- Przecież Ci zapłacę.
- Nie trzeba.
- Ale ty marudzisz. Bierz ją.
Podałam koszulkę kasjerce i czekałam, aż wszystko zapakuje. Doktor podał banknot i czekał na resztę.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka jak opuściliśmy sklep. - Oddam Ci jak wrócimy.
- Przestań. Nie musisz oddawać.
- Oddam Ci. - upierałam się
- Nie będę się kłócił o jakieś 17 złotych ! - zaśmiał się - Potraktuj to jako prezent.
- Z jakiej okazji ? - byłam pełna nadziei.
- No nie wiem. - westchnął - Jaka może być okazja... - zamyślił się - O ! Wiem ! Za to, że jesteś taka kochana. - objął mnie ramieniem
- Dziękuję. - dałam mu buziaka i złączyłam nasze dłonie
Szliśmy uśmiechnięci do wyjścia z galerii. Nagle poczułam wibracje w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go i popatrzyłam na wyświetlacz. Padre Kuba. Chwilę się zawahałam, bo od tej wizyty w domu nie rozmawiałam z nim. Jednak po chwili odebrałam:
- Halo ?
- Cześć Monika. - usłyszałam - Mam do Ciebie sprawę...
- Słucham. - zdziwiłam się
- Masz może jutro wolny czas ?
- Tak. A co ?
- Bo organizuję jutro wyjazd dzieciaków ode mnie z parafii na wycieczkę. I czy mogłabyś pojechać z nami, jako ratownik medyczny ? Jest u nas taka jedna mama, co ma świra na punkcie bezpieczeństwa. Dużo tam do chodzenia nie będzie, tylko z autobusu na plac, gdzie będziemy mieć ognisko i gdzie będą zabawy.
- No okej. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Wyjazd o 10 z przed plebanii. Mam po Ciebie przyjechać ?
- Nie, sama dam radę. - powiedziałam
- To do jutra.
- No. - rzuciłam i rozłączyłam się.
Popatrzyłam na chłopaka, który wciąż się uśmiechał.
- Co się wydarzyło, kiedy Kuba był u Ciebie ? - zapytał
- A co miało się wydarzyć ?
- Nie wiem co, ale wiem, że coś było.
- Możemy o tym porozmawiać w samochodzie ?
    Opowiedziałam mu wszystko, nawet to, że byliśmy razem. Nie skomentował tej całej sytuacji.
Dojechaliśmy do jego mieszkania i od razu poszliśmy do sypialni. Na łóżku leżała jakaś granatowa koszulka. Podniosłam ją i ujrzałam koszulkę z uniwersytetu łódzkiego, z nazwiskiem Gawliński na plecach.
- Jaka śliczna. - trzymałam ją w dłoniach
- Moja ulubiona. - podszedł do mnie
- Chciałabym taką.
- Idziesz spać ? - zapytał
- Mogę się położyć koło Ciebie.
Położyłam się wygonie, a chłopak oparł głowę na moim brzuchu. Zaczęłam gładzić jego włosy. Widziałam jak jego powieki robią się coraz cięższe. Po chwili zmorzył go sen.
        Stałam przed domem oparta o drzwi samochodu Gawlińskiego.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam i dałam mu buziaka
- Ty na siebie też. Będę dzwonił w wolnej chwili.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - puścił mi oczko i odjechał.
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz