POŁOWA SIERPNIA
Przez ostatni miesiąc sporo się działo. Wiele przygotowań do ślubu i wesela. Jak tradycja nakazuje tato kupił mi suknię. Oczywiście Alek jej nie widział i nie zobaczy aż do ślubu.
Wybraliśmy się również na ten koncert Remediego i Manuela. Skakaliśmy ze spadochronem, co przyniosło nam niezłą frajdę. Jako że jestem osobą lubiącą zabawę i ryzyko, to nie przerażała mnie wizja skoku. Ani trochę się nie zawahałam, tak samo jak pozostała trójka. Skok to jest wspaniałe przeżycie.
Mój Aluś wrócił z pracy po 20 i stwierdził, że jak ma 4 dni wolnego, to jedziemy nad morze. Nie byłam co do tego przekonana, ale po kilku minutach zdołał mnie przekonać. Do tego Michał przywiózł na wakacje Majkę, bo Zuzia pojechała na kolonię, a oni pracowali. Żeby małej nie było smutno, zaoferowaliśmy rodzicom Gawlińskiego, że ją zabierzemy ze sobą.
Wyjechaliśmy o 4 rano. Mała zasnęła od razu w foteliku. Oparłam się wygonie o zagłówek i wyglądałam za okno wypatrując za czymś w tych ciemnościach.
- Ty coś spałeś ? - przyglądałam się skupionej twarzy ukochanego.
- Z godzinę. - uśmiechnął się
- Jesteś nienormalny. - westchnęłam - Cieszę się, że tam jedziemy. To będą nasze pierwsze wspólne wakacje, - uśmiechnęłam się.
Wystawił do mnie dłoń, a ja położyłam na niej moją. Ścisnął ją i przytknął do swoich warg.
- Jesteś taki przystojny. - westchnęłam
Nagle samochód zaczął zjeżdżać i zatrzymał się na poboczu. Zdezorientowana rozglądałam się. Chłopak złapał moją twarz i złączył masze wargi w namiętnym pocałunku.
- Przepraszam. - oderwał się ode mnie i wpatrywał w moje oczy. - Podnieciłaś mnie i nie wytrzymałem.
- Przecież nic się nie stało. - posłałam mu uśmiech
- Jesteś śliczna. - wystawił rząd swoich białych zębów i ruszyliśmy.
- Jak tam w pracy ? - zapytałam
- Dobrze. - urwał - Ale potrzebowałem tego urlopu. Muszę trochę odpocząć od tych wszystkich... - zawahał się - Czasami mam wszystkiego dość. Mam ochotę wybiec z tego szpitala, wydrzeć się i nigdy tam nie wrócić. Ale nie mogę. Czasami żałuję, że wybrałem ten zawód. To jest na prawdę cholernie ciężki zawód. Czasami boję się, że nie dam rady. - te ostatnie zdanie wyszeptał
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - poklepałam jego ramie
- Wiem. - uśmiechnął się lekko - Ale to nie jest takie proste. Wiesz sama, że pracę zostawiamy w szpitalu, a sprawy rodzinne w domu. Nie mogę z tobą rozmawiać o wszystkim, bo obowiązuje mnie tajemnica. Jednak staram się dzielić się z tobą wszystkim i może czasami zawodzę, ja na prawdę się staram.
- Wiem Alek. Nigdy mnie nie zawiodłeś.
- Chcę bajkę. - z tyłu samochodu dobiegł zaspany głosik dziewczynki
- A jaką? - zapytałam
- Krecika.
Wyszukałam na internecie bajkę i ustawiłam, żeby automatycznie rozpoczął się kolejny odcinek. Dałam małej telefon, a ta rozpromieniła się.
Po 2 godzinach jazdy zjechaliśmy na przystanek. Poszliśmy do toalety, później coś przekąsiliśmy. Kiedy Alek oparł się o samochód, to przytuliłam się do niego.
Do celu dotarliśmy przed 9. Z łatwością dotarliśmy na miejsce, bo w dzieciństwie bywaliśmy w tej miejscowości. Na szczęście nasz pokój był wolny i zaraz po przyjezdzie mogliśmy do niego wejść. Kiedy wyciągaliśmy torby Majka zaczęła biegać i w pewnym momencie wybiegła na uliczkę.
- Majka ! - krzyknął na nią Alek i od razu do niej ruszył - Co ja ci mówiłem o bieganiu?
- Pseplasam. - mała spuściła głowę i złapała go za rękę
- O, a kogoż my tu mamy. - z budynku wyszło kilka osób.
- Cześć wam. - zadowolił się Gawliński na widok rodziny - Cześć ciocia, cześć wujek. - podał rękę mężczyźnie - ciocia Ula z wujkiem też są ?
- Tak, tak.
- Długo jesteście? - chłopak był zadowolony
- Tydzień. Właśnie dzisiaj wieczorem wyjeżdżamy.
- Szkoda. My tylko na cztety dni, ale zawsze to już coś. - uśmiechnął się.
Po wniesieniu toreb, Alek rzucił się na łóżko i pozostał w bezruchu.
- Idę spać. - oznajmił
- Wujek, ale jest dzień. - zachichotała Maja
Rodzinka zaprosiła nas na kawę, a że my grzeczne osóbki, to nie odmówiliśmy i poszliśmy tam. Kuzynki obrały sobie Alka za cel i ciągle robiły sobie z nim snapy. Jemu oczywiście to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie ! Był w siódmym niebie.
Dzień był ciepły i słoneczny, więc wyjście na plaże było obowiązkowe. Rozłożyliśmy się całą rodzinką. Wygodnie położyłam się koło ukochanego i zamknęłam oczy. Czułam się cudownie. Szum fal działał na mnie kojąco. Chłopak położył się na brzuchu, a jego ręka wylądowała na moim brzuchu. Nie miałam nic przeciwko temu. Lubię czuć jego bliskość. Jego obięcia są moją ostoją. Promienie słońca delikatnie muskały moje ciało. Do moich uszu co chwilę dobiegał śmiech radosnej Majki. Dzięki nastolatką mogłam mieć chwilę dla siebie. Na skroni czułam miarowy oddech chłopaka. Zasnął. Delikatnie wzięłam jego rękę i ułożyłam ją koło jego głowy. Oparłam się na łokciach i popatrzyłam na jego plecy. Z tak grzejącym słońcem szybko staną się czerwone i będzie cierpiał. Dobrałam się do plecaka, w którym odnalazłam krem do opalania. Wycisnęłam niewielką ilość na dłoń i uklęknęłam nad jego plecami. Delikatnie położyłam dłonie i rozprowadzałam krem. Gawliński poruszył się i podniósł ociężałe powieki.
- Śpij. - rzekłam kojąco - Posmaruję cię, bo później będziesz jęczał.
Uśmiechnął się tylko i ponownie pogrążył się w śnie.
Z plaży zeszliśmy po 15, ze względu na małą. Pewnie gdyby nie ona, zostalibyśmy jeszcze do 17. No ale sami się na to pisaliśmy.
Po pysznym obiedzie wybraliśmy się na spacer.
Pożegnaliśmy rodzinkę i poszliśmy do pokoju. W sumie to był pokój z mniejszym pokoikiem i łazienką. Oczywiście Majka bała się sama spać, to siedziałam z nią dopóki nie zaśnie.
NASTĘPNY DZIEŃ
Przywitało nas szare niebo za oknem. Odebrało mi to najmniejsze ochoty do wstawania, ale przewróciłam się na drugi bok i od razu się rozpromieniłam. Pogrążony w śnie chłopak wyglądał tak niewinnie. Nieprzezwyciężona pokusa wysłała moją dłoń na jego policzek. Pod palcami czułam jego zarost, który dodawał mu tyle męskości. Po chwili kąciki jego ust powędrowały do góry.
- Dzień dobry kochanie. - przywitałam się
- Dzień dobry. - mruknął i dał mi buziaka
Majka dała o sobie znać. Alek po nią poszedł, a ja udałam się do toalety.
Śniadanie zjedliśmy z apetytem i udaliśmy się na wycieczkę do miejscowości obok, która była oddalona o niecałe 2 kilometry. Mała w połowie drogi straciła siły, wiec dobry wujek wziął ją na barana, co ją zachwyciło. Musieliśmy zahaczyć o napotkany plac zabaw, bo inaczej skończyłoby się to krzykiem Majki przez następne minuty. Ale widok tej radości na jej twarzy wybaczał wszystko. Poczułam się przez chwilę, jakby to była moja córka.
Cały dzień byliśmy poza domem. Dlatego zaraz po prysznicu mała padła jak zabita.
Leżałam w łóżku i czekałam na mojego ukochanego. Wyszedł z łazienki w samych bokserkach i podszedł do łóżka.
Jego wyrzeźbione ciało tak mnie pociągało. Położył się koło mnie i wbił wzrok w sufit. Zrzuciłam z siebie kołdrę i usiadłam na Alku. Jego brązowe oczy przeniosły się na mnie. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Pochyliłam się nad nim i złączyłam nasze wargi. Spokojne pocałunki przerodziły się w namiętne. Włożył dłonie pod moją koszulkę, której zaraz się pozbył. Zaraz po tym oboje byliśmy nadzy.
- Jesteś tego pewna ? - sterczał nade mną
Kiwnęłam tylko głową.
- Ciociaaaaaa ! - rozległ się krzyk z drugiego pokoju
- Kurwa. - szepnął chłopak i położył się koło mnie
Po raz pierwszy słyszałam przekleństwo z jego ust. Nie dziwię się, bo sama byłam zła. Pośpiesznie założyłam majtki i koszulkę i pobiegłam do pokoiku. Majka oddychała bardzo szybko i szlochała. Usiadłam na skraju łóżka i przytuliłam ją.
- Chcesz spać z nami ? - zapytałam
- Mhm. - mruknęła wtulona we mnie
Wzięłam ją na ręce i zaprowadziłam do naszego pokoju. Alek leżał na boku i nawet nie drgnął jak przyszłyśmy. Był zdenerwowany i to bardzo. Położyłam małą między nas i zaczęłam opowiadać bajkę.
Sorki za wszelakie błedy, ale znowu pisałam na telefonie xd
Plis kom :)
czwartek, 25 sierpnia 2016
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Rozdział 31
- Monika, jedziesz ze mną na turniej ? - do pokoju wpadła siostra
- Oczywiście. Jedziemy autobusem, czy idziemy ?
- Idziemy. - puściła mi oczko - Jesteś gotowa ?
- Tak. - uśmiechnęłam się i podeszłam do drzwi
Na szczęście do boisk mieliśmy niedaleko. Pogoda była wręcz idealna do gry w plażówkę. Słońce świeciło, ale nie było gorąco.
Na miejscu rozłożyłam sobie koc koło drzewa z bardzo dobrym widokiem na boisko. Wystawiłam nogi do słońca i wygodnie się położyłam. Popatrzyłam na zegarek i trochę się zmartwiłam.
Była za 5 dziewiąta, a Alka jeszcze nie ma. Widziałam jak Weronika nerwowo rozgląda się przy stoliku sędziów.
- Gdzie jesteś? - napisałam do niego sms'a
Nie otrzymywałam żadnej wiadomości, a minuty leciały. Popatrzyłam w stronę Werki i zobaczyłam jak sędzia patrzy na zegarek i smutno patrzy na moją siostrę. Ze spuszczoną głową snuła się w moją stronę. Usiadła na kocu i westchnęła.
- Może kiedyś się uda. - wymusiła uśmiech
- Myślę, że jak dasz mu wcześniej znać, to tak zmieni grafik, żeby z Tobą zagrać. - pocieszałam ją - Widziałam jak się cieszył, że go zaprosiłaś.
- Serio ?
- Tak. - uśmiechnęłam się
Z głośników dobiegały komunikaty sędziego. Pierwszy mecz zagra drużyna ,,kozaki" przeciwko drużynie ,,szwagry".
- Przecież my nie gramy.- westchnęła młoda
Dostrzegłam wysoką, chudą postać mężczyzny, który odbiera koszulki.
- Wiesz, głupi zawsze ma szczęście. - puściłam jej oczko
- Mhm. - mruknęła
Uśmiechnęłam się szeroko do mężczyzny kierującego się w naszą stronę.
- Hej. - wyciągnęłam do niego ręce.
Uśmiechnięty opadł na koc i pocałował mnie.
- Hej. - odrzekł - Masz tu koszulkę i lecimy grać. - podał Weronice strój
- Fajnie, że jesteś. Dziękuję. - siostra była rozpromieniona
- Nie mogłem Cię wystawić do wiatru. A teraz jedziemy z nim ! - podał jej dłoń i wstała
- Powodzenia. - zwróciłam się do nich.
Nie mogłam skupić się na meczu, bo ciągle obserwowałam seksowne ciało Gawlińskiego. Jego chuda lecz umięśniona postura zawładnęła mną. Poruszał się tak zwinnie po boisku. Raz jak się rzucił, to nie udało mu się obronić. Koszulka podwinęła mu się i jak wstawał dostrzegłam jego wyrzeźbiony brzuch. Pociągał mnie. W mojej głowie pojawiła się wizja, jak jeżdżę dłońmi po jego korpusie. Czuję ciepło jego skóry. Wzbudza to u mnie lekkie podniecenie. Muszę się opanować i skupić na meczu. Zorientowałam się, że mecz właśnie dobiegł końca. Po wesołych minach mojej drużyny, wywnioskowałam, że to oni zwyciężyli.
- Ładny mecz. - uśmiechnęłam się do zwycięzców mrużąc przy tym oczy.
- Mecz jak mecz, ale jaki zawodnik ładny. - poruszał brwiami i przeczesał palcami włosy
- No, przystojny był ten z kozaków. - udałam rozmarzoną
Chłopak wydał z siebie chrząknięcie i udawał, że się rozgląda.
- O, przystojny jesteś. Może pójdziemy po turnieju do knajpki ? Postawię Ci kawę. - patrzyłam się na niego uwodzicielsko
- Postawić to ty wiesz co mi możesz. - cmoknął w powietrzu i puścił szatański uśmiech
- Ja idę do koleżanki na chwilę. - oznajmiła Weronika i pośpiesznie powędrowała gdzieś na prawo.
Lustrowałam mojego narzeczonego od góry do dołu. Był tak niesamowicie zbudowany. Miał mięśnie, ale nie były one przesadnie wielkie, co wyglądało u niego seksi. Pot pobłyskiwał na jego ramionach, co mnie pociągało, chociaż nie wiem dlaczego. Może to przez to, że mam okres, a jak wiadomo w tym stanie wszystko jest takie... inne. Na samą myśl o okresie, powrócił ból w podbrzuszu. Przyszedł tak nagle i z takim impetem, że nie zdołałam tego ukryć i syknęłam robiąc przy tym grymas. Widziałam jak brązowe oczy Alka z jakiegoś celu jego obserwowania natychmiast skupiają się na mnie.
- Co się stało ? - pyta wyraźnie zmartwiony
- Przytulisz mnie ? - wymusiłam lekki uśmiech, ale wydaje mi się, że nie wyglądało to wspaniale.
Podszedł do mnie od tyłu i usiadł mając mnie pomiędzy jego nogami. Oparłam się o jego tors, a on objął mnie w talii. Czułam ciepło jego ciała, zapach potu na jego skórze. Ale mi to nie przeszkadzało.
- Co się stało ? - pocałował mnie głowę i przyłożył policzek do moich włosów.
- Okres. - jęknęłam
- Biedactwo moje. - powiedział to jak do dziecka, kiedy się udeży - Nie musiałaś przychodzić.
- Ale chciałam. - szepnęłam - Nie będziesz miał kłopotów, że wcześniej wyszedłeś ?
- Nie wiem. - zaśmiał się - Ale zrobiłbym wszystko, żeby tu być.
- Jesteś kochany. - jego splecione palce z moimi przyciągnęłam do ust i delikanie pocałowałam.
Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Czułam jego delikatny oddech. Było tak przyjemnie. Nie chciałam go nigdzie puścić. Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie pojawił się tamten dzień, w którym zaczęliśmy chodzić. Jego nieśmiałość, spięcie i słodkość. Na wspomnienie naszego spacerku, gdzie Alek delikatnie smyrał palcami moją dłoń, bo nie był pewny czy możemy je złączyć, ciarki przeszywają moje ciało. Chłopak chyba coś wyczuł, bo jego uścisk mojej dłoni staje się mocniejszy.
Po jakiś kilkunatu minutach poczułam ciepłe wargi chłopaka na moim uchu.
- Czekaj kochanie, muszę już iść. - zaczął cofać swoje ręce
Ale ja je złapałm i nie chciałam puścić.
- Alek... - zamruczałam - Jesteś taki seksowny.
- Miło mi to słyszeć z twoich ust. - czułam, że się uśmiecha
- Rozwalcie ich. - zadarłam głowę, aby dać mu buziaka i puściłam go
Przez kolejne mecze udawało mi się skupiać na meczu, a nie na postaci Gawlińskiego. Walczyli dzielnie i wydawało się, że grają ze sobą przez dłuższy czas. Ostatecznie zajęli drugie miejsce. I tak bardzo się z tego cieszyliśmy. Jak na pierwszy raz, to i tak wysoka pozycja.
- Oluuuś. - przeciągnęłam słodko jego imię, kiedy składali koc.
- Hmm? - mruknął nie przerywając czynności
- Mam ochotę na gofra z bitą śmietaną i owocami. - przytuliłam się do niego, zadzierając głowę z uśmiechem.
- I co ja Ci na to poradzę? - objął mnie ramieniem
- No nie wiem. - westchnęłam dalej się uśmiechając
- To chyba muszę Cię zabrać na te gofry. - wpatrywał się we mnie radosny
- Dziękuję! - wspięłam się na palce i czekałam, aż złączy nasze wargi, bo oczywiście mój wzrost nie pozwalał na swobodne dosięgnięcie celu. - Jedziesz z nami ? - popatrzyłam na siostrę
- A mogę ? - była lekko zdziwiona
- No a czemu nie ? Zawsze możesz.
- To chętnie. - posłała ciepły uśmiech
- Zadzwonię do Filipa i powiem, żeby dołączył. - wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam odpowiedni numer.
Rozsiadłam się wygodnie w knajpkowym fotelu. Czułam jak zza lady wydobywa się zapach świeżutkich goferków. Na samą myśl ślinka ciekła.
- Więc zamawiam 2 gofry z bitą śmietaną i owocami i 3 kawy mrożone ? - był gotowy do startu
- A ty nie jesz ? - uniosłam brwi
- Nie. - uśmiechnął się
- Dlaczego ?
- Bo nie.
- Ale Olek. - jęczałam
- Nie i koniec. - bronił się
- Matko, ale jesteś kutasem. - westchnęł i odwróciłam głowę, żeby na niego nie patrzeć.
Widziałam jak na twarzy Weroniki maluje się zaskoczenie. Wiem, że trochę przesadziłam, no ale dla mnie jest to wkurzające, jak ktoś zaprasza cię na coś, a sam tego nie je. No bez jaj. Wiem, że chciał dla mnie dobrze i spełnił moją zachciankę. Ale wkurzyłam się.
Dostałam sms'a od brata, że zaraz będzie, więc domówiłam dla niego to samo, co dla nas. Ku mojemu zaskoczeniu Alek też miał gofra. Jednak widziałam po nim, że jest mu smutno i złości się na mnie. W sumie nie dziwię się, bo jak mi by ktoś powiedział, że jestem kutasem, też bym się wkurzyła i nawet coś odszczekała. Ale on jest za dobrym człowiekiem, żeby coś odpowiedzieć.
Filip przyszedł jakiś taki dziwny. Wydawał się być przestraszony i spięty. Bardzo często rozglądał się, a po naszych gwałtownych ruchach podskakiwał na fotelu. Starał się maskować i ciągle się uśmiechał i rozmawiałm. Ja nie dałam się nabrać na te sztuczki. Wiedziałam, że to przez wojsko i że trudno mu być wśród zwykłych ludzi.
Po pysznych gofrach pojechaliśmy do mieszkania chłopaka. Tak jak się umawiali, wzięli piwo do salonu i wygodnie rozłożyli się na kanapie. Ja zabrałam Werkę do sypialni i leżałyśmy na łóżku wpatrując się w sufit.
- Monika. - zaczęła - Mogę cię o coś zapytać ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się
- Ale o coś osobistego.
- Wal śmiało.
- Jak wyglądał twój pierwszy raz ?
Zaskoczyło mnie to pytanie. I nie byłam dokładnie pewna czy chodziło jej o całowanie, czy coś większego.
- Chodzi ci o...
- seks. - dokończyła za mnie
- Właściwie, to nie miałam jeszcze pierwszego razu. - uśmiechnęłam się, ale czułam, że na twarzy pojawiają mi się wypieki
Ciekawe dlaczego pyta... Może ona już jest po i chce porównać. Albo dostała propozycję i się zastanawia nad nią.
- Czyli ty z Alkiem jeszcze nic ?- oparła się na łokciu i przyglądała mojej twarzy
- Nic. - westchnęłam - Głównie to przez nogę. Ale chyba też chcę dopiero po ślubie.
- Dobry jest. - przyznała
- Sama go podziwiam.
- Kocha Cię i to bardzo. - położyła się spowrotem
- A ja jego. A ty młoda ? Baraszkowałaś już ?
- Nie. - zaśmiała się
Po dwóch godzinach pogawędek Filip przyszedł i oznajmił, że chce wracać. Zabrał Weronikę i poszli. Ja zostałam, bo czułam się okropnie.
- Wiem, że jesteś na mnie wkurzony i to rozumiem. Nie mam nic na swoją obronę. Jednak chcę abyś wiedział, że jest mi bardzo głupio. Nie wiem jak mogłam tak do ciebie powiedzieć. - do oczu napłynęły mi łzy. - Zraniłam Cię i to bez powodu. Dzięki temu przecież nic nie mogłam osiągnąć. Przepraszam. - szepnęłam i łza spłynęła mi po policzku
Alek długo się nie zastanawiając zamknął mnie w swoim mocnym uścisku.
- Dlaczego ty mi tak łatwo wybaczasz ? - tuliłam go
- Bo cię kocham wariacie. - uśmiechnął się - Bo cię kocham
Kom. Kom. Kom :)
PS. Sory za błędy, ale telefon ich nie pokazuje xD
Elo !
Była za 5 dziewiąta, a Alka jeszcze nie ma. Widziałam jak Weronika nerwowo rozgląda się przy stoliku sędziów.
- Gdzie jesteś? - napisałam do niego sms'a
Nie otrzymywałam żadnej wiadomości, a minuty leciały. Popatrzyłam w stronę Werki i zobaczyłam jak sędzia patrzy na zegarek i smutno patrzy na moją siostrę. Ze spuszczoną głową snuła się w moją stronę. Usiadła na kocu i westchnęła.
- Może kiedyś się uda. - wymusiła uśmiech
- Myślę, że jak dasz mu wcześniej znać, to tak zmieni grafik, żeby z Tobą zagrać. - pocieszałam ją - Widziałam jak się cieszył, że go zaprosiłaś.
- Serio ?
- Tak. - uśmiechnęłam się
Z głośników dobiegały komunikaty sędziego. Pierwszy mecz zagra drużyna ,,kozaki" przeciwko drużynie ,,szwagry".
- Przecież my nie gramy.- westchnęła młoda
Dostrzegłam wysoką, chudą postać mężczyzny, który odbiera koszulki.
- Wiesz, głupi zawsze ma szczęście. - puściłam jej oczko
- Mhm. - mruknęła
Uśmiechnęłam się szeroko do mężczyzny kierującego się w naszą stronę.
- Hej. - wyciągnęłam do niego ręce.
Uśmiechnięty opadł na koc i pocałował mnie.
- Hej. - odrzekł - Masz tu koszulkę i lecimy grać. - podał Weronice strój
- Fajnie, że jesteś. Dziękuję. - siostra była rozpromieniona
- Nie mogłem Cię wystawić do wiatru. A teraz jedziemy z nim ! - podał jej dłoń i wstała
- Powodzenia. - zwróciłam się do nich.
Nie mogłam skupić się na meczu, bo ciągle obserwowałam seksowne ciało Gawlińskiego. Jego chuda lecz umięśniona postura zawładnęła mną. Poruszał się tak zwinnie po boisku. Raz jak się rzucił, to nie udało mu się obronić. Koszulka podwinęła mu się i jak wstawał dostrzegłam jego wyrzeźbiony brzuch. Pociągał mnie. W mojej głowie pojawiła się wizja, jak jeżdżę dłońmi po jego korpusie. Czuję ciepło jego skóry. Wzbudza to u mnie lekkie podniecenie. Muszę się opanować i skupić na meczu. Zorientowałam się, że mecz właśnie dobiegł końca. Po wesołych minach mojej drużyny, wywnioskowałam, że to oni zwyciężyli.
- Ładny mecz. - uśmiechnęłam się do zwycięzców mrużąc przy tym oczy.
- Mecz jak mecz, ale jaki zawodnik ładny. - poruszał brwiami i przeczesał palcami włosy
- No, przystojny był ten z kozaków. - udałam rozmarzoną
Chłopak wydał z siebie chrząknięcie i udawał, że się rozgląda.
- O, przystojny jesteś. Może pójdziemy po turnieju do knajpki ? Postawię Ci kawę. - patrzyłam się na niego uwodzicielsko
- Postawić to ty wiesz co mi możesz. - cmoknął w powietrzu i puścił szatański uśmiech
- Ja idę do koleżanki na chwilę. - oznajmiła Weronika i pośpiesznie powędrowała gdzieś na prawo.
Lustrowałam mojego narzeczonego od góry do dołu. Był tak niesamowicie zbudowany. Miał mięśnie, ale nie były one przesadnie wielkie, co wyglądało u niego seksi. Pot pobłyskiwał na jego ramionach, co mnie pociągało, chociaż nie wiem dlaczego. Może to przez to, że mam okres, a jak wiadomo w tym stanie wszystko jest takie... inne. Na samą myśl o okresie, powrócił ból w podbrzuszu. Przyszedł tak nagle i z takim impetem, że nie zdołałam tego ukryć i syknęłam robiąc przy tym grymas. Widziałam jak brązowe oczy Alka z jakiegoś celu jego obserwowania natychmiast skupiają się na mnie.
- Co się stało ? - pyta wyraźnie zmartwiony
- Przytulisz mnie ? - wymusiłam lekki uśmiech, ale wydaje mi się, że nie wyglądało to wspaniale.
Podszedł do mnie od tyłu i usiadł mając mnie pomiędzy jego nogami. Oparłam się o jego tors, a on objął mnie w talii. Czułam ciepło jego ciała, zapach potu na jego skórze. Ale mi to nie przeszkadzało.
- Co się stało ? - pocałował mnie głowę i przyłożył policzek do moich włosów.
- Okres. - jęknęłam
- Biedactwo moje. - powiedział to jak do dziecka, kiedy się udeży - Nie musiałaś przychodzić.
- Ale chciałam. - szepnęłam - Nie będziesz miał kłopotów, że wcześniej wyszedłeś ?
- Nie wiem. - zaśmiał się - Ale zrobiłbym wszystko, żeby tu być.
- Jesteś kochany. - jego splecione palce z moimi przyciągnęłam do ust i delikanie pocałowałam.
Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Czułam jego delikatny oddech. Było tak przyjemnie. Nie chciałam go nigdzie puścić. Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie pojawił się tamten dzień, w którym zaczęliśmy chodzić. Jego nieśmiałość, spięcie i słodkość. Na wspomnienie naszego spacerku, gdzie Alek delikatnie smyrał palcami moją dłoń, bo nie był pewny czy możemy je złączyć, ciarki przeszywają moje ciało. Chłopak chyba coś wyczuł, bo jego uścisk mojej dłoni staje się mocniejszy.
Po jakiś kilkunatu minutach poczułam ciepłe wargi chłopaka na moim uchu.
- Czekaj kochanie, muszę już iść. - zaczął cofać swoje ręce
Ale ja je złapałm i nie chciałam puścić.
- Alek... - zamruczałam - Jesteś taki seksowny.
- Miło mi to słyszeć z twoich ust. - czułam, że się uśmiecha
- Rozwalcie ich. - zadarłam głowę, aby dać mu buziaka i puściłam go
Przez kolejne mecze udawało mi się skupiać na meczu, a nie na postaci Gawlińskiego. Walczyli dzielnie i wydawało się, że grają ze sobą przez dłuższy czas. Ostatecznie zajęli drugie miejsce. I tak bardzo się z tego cieszyliśmy. Jak na pierwszy raz, to i tak wysoka pozycja.
- Oluuuś. - przeciągnęłam słodko jego imię, kiedy składali koc.
- Hmm? - mruknął nie przerywając czynności
- Mam ochotę na gofra z bitą śmietaną i owocami. - przytuliłam się do niego, zadzierając głowę z uśmiechem.
- I co ja Ci na to poradzę? - objął mnie ramieniem
- No nie wiem. - westchnęłam dalej się uśmiechając
- To chyba muszę Cię zabrać na te gofry. - wpatrywał się we mnie radosny
- Dziękuję! - wspięłam się na palce i czekałam, aż złączy nasze wargi, bo oczywiście mój wzrost nie pozwalał na swobodne dosięgnięcie celu. - Jedziesz z nami ? - popatrzyłam na siostrę
- A mogę ? - była lekko zdziwiona
- No a czemu nie ? Zawsze możesz.
- To chętnie. - posłała ciepły uśmiech
- Zadzwonię do Filipa i powiem, żeby dołączył. - wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam odpowiedni numer.
Rozsiadłam się wygodnie w knajpkowym fotelu. Czułam jak zza lady wydobywa się zapach świeżutkich goferków. Na samą myśl ślinka ciekła.
- Więc zamawiam 2 gofry z bitą śmietaną i owocami i 3 kawy mrożone ? - był gotowy do startu
- A ty nie jesz ? - uniosłam brwi
- Nie. - uśmiechnął się
- Dlaczego ?
- Bo nie.
- Ale Olek. - jęczałam
- Nie i koniec. - bronił się
- Matko, ale jesteś kutasem. - westchnęł i odwróciłam głowę, żeby na niego nie patrzeć.
Widziałam jak na twarzy Weroniki maluje się zaskoczenie. Wiem, że trochę przesadziłam, no ale dla mnie jest to wkurzające, jak ktoś zaprasza cię na coś, a sam tego nie je. No bez jaj. Wiem, że chciał dla mnie dobrze i spełnił moją zachciankę. Ale wkurzyłam się.
Dostałam sms'a od brata, że zaraz będzie, więc domówiłam dla niego to samo, co dla nas. Ku mojemu zaskoczeniu Alek też miał gofra. Jednak widziałam po nim, że jest mu smutno i złości się na mnie. W sumie nie dziwię się, bo jak mi by ktoś powiedział, że jestem kutasem, też bym się wkurzyła i nawet coś odszczekała. Ale on jest za dobrym człowiekiem, żeby coś odpowiedzieć.
Filip przyszedł jakiś taki dziwny. Wydawał się być przestraszony i spięty. Bardzo często rozglądał się, a po naszych gwałtownych ruchach podskakiwał na fotelu. Starał się maskować i ciągle się uśmiechał i rozmawiałm. Ja nie dałam się nabrać na te sztuczki. Wiedziałam, że to przez wojsko i że trudno mu być wśród zwykłych ludzi.
Po pysznych gofrach pojechaliśmy do mieszkania chłopaka. Tak jak się umawiali, wzięli piwo do salonu i wygodnie rozłożyli się na kanapie. Ja zabrałam Werkę do sypialni i leżałyśmy na łóżku wpatrując się w sufit.
- Monika. - zaczęła - Mogę cię o coś zapytać ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się
- Ale o coś osobistego.
- Wal śmiało.
- Jak wyglądał twój pierwszy raz ?
Zaskoczyło mnie to pytanie. I nie byłam dokładnie pewna czy chodziło jej o całowanie, czy coś większego.
- Chodzi ci o...
- seks. - dokończyła za mnie
- Właściwie, to nie miałam jeszcze pierwszego razu. - uśmiechnęłam się, ale czułam, że na twarzy pojawiają mi się wypieki
Ciekawe dlaczego pyta... Może ona już jest po i chce porównać. Albo dostała propozycję i się zastanawia nad nią.
- Czyli ty z Alkiem jeszcze nic ?- oparła się na łokciu i przyglądała mojej twarzy
- Nic. - westchnęłam - Głównie to przez nogę. Ale chyba też chcę dopiero po ślubie.
- Dobry jest. - przyznała
- Sama go podziwiam.
- Kocha Cię i to bardzo. - położyła się spowrotem
- A ja jego. A ty młoda ? Baraszkowałaś już ?
- Nie. - zaśmiała się
Po dwóch godzinach pogawędek Filip przyszedł i oznajmił, że chce wracać. Zabrał Weronikę i poszli. Ja zostałam, bo czułam się okropnie.
- Wiem, że jesteś na mnie wkurzony i to rozumiem. Nie mam nic na swoją obronę. Jednak chcę abyś wiedział, że jest mi bardzo głupio. Nie wiem jak mogłam tak do ciebie powiedzieć. - do oczu napłynęły mi łzy. - Zraniłam Cię i to bez powodu. Dzięki temu przecież nic nie mogłam osiągnąć. Przepraszam. - szepnęłam i łza spłynęła mi po policzku
Alek długo się nie zastanawiając zamknął mnie w swoim mocnym uścisku.
- Dlaczego ty mi tak łatwo wybaczasz ? - tuliłam go
- Bo cię kocham wariacie. - uśmiechnął się - Bo cię kocham
Kom. Kom. Kom :)
PS. Sory za błędy, ale telefon ich nie pokazuje xD
Elo !
sobota, 20 sierpnia 2016
Rozdział 30
Przyznam, że byłam wściekła na rodziców, gdy obudzili mnie o 6 rano. Ale jednak ze względu na to, że to moje urodziny, to nie okazałam im tego i szybko wybaczyłam.
- Przepraszam córeczko, że tak szybko, ale jedziemy z tatą na delegację i wrócimy jutro wieczorem. - usiadła na skraju łóżka.
Niewyspana przecierałam oczy i próbowałam skupić się na ich słowach.
- Wszystkiego najlepszego, Monika. - mama przytuliła mnie do siebie - Dużo zdrówka, spełnia marzeń, no i szczególnie szczęścia z Alkiem, żeby wam się układało.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się, a w oczach pojawiły mi się łzy.
Naprawdę błam szczęśliwa. Jej słowa były szczere, prosto z serca. To da się wyczuć. Byłam jej bardzo wdzięczna. Równie dobrze mogli wyjechać bez słowa i wysłać mi życzenia sms'em, albo w ogóle ich nie składać.
- 100 lat córeczko. - przytulił mnie tato - A tutaj, taki prezencik od nas.
Zza pleców wyciągnął niewielką torebkę ozdobną i wręczył mi ją. Zaciekawiona zerknęłam do niej i ujrzałam jakieś dwie karteczki. Sięgnęłam po nie i mocno się ożywiłam.
- Dziękuję wam ! Dziękuję ! Dziękuję ! Dziękuję ! - piszczałam
- To dobrze, że się podoba.
- Ale skąd wiedzieliście, że lubię Remady-iego i Manu-ela ? - byłam podekscytowana
- Takie rzeczy się wie, córka. - puścił mi oczko tato - Luśka, jedziemy, bo się spóźnimy.
- Dziękuję wam jeszcze raz. Miłej drogi.
- Dziękujemy i miłego świętowania.
Po wyjściu rodziców postanowiłam dalej pójść spać. Obudziłam się dopiero po 11. Czułam się wyśmienicie. Zadowolona przeciągnęłam się i poszłam coś zjeść.
Młoda pojechała ze mną na zakupy. Dużo osób nie będzie, no ale jednak trzeba ich ugościć.
Pogoda dopisuje, więc przyjęcie będzie na ogródku. Wszystko poukładałyśmy i miałam chwilę dla siebie. Jedynie kogo zabraknie mi na przyjęciu, to Alek. Oczywiście Filipa też bym chciała, ale tu już się przyzwyczaiłam, że go nie ma.Zabijając czas odpisywałam na życzenia na Facebook'u. Ciągle nerwowo zerkałam na telefon i sprawdzałam czy nie dostałam wiadomości. Alek dzisiaj jeszcze do mnie nie napisał. Chyba jednak zapomniał o moich urodzinach...
Dzwonek do drzwi. Szybko poderwałam się i poszłam otworzyć. Moim oczom ukazała się Ania z Marcinem.
- Hej ! - przywitałam się radośnie - Wchodźcie.
- No to kochanie, wszystkiego najlepszego, dużooooo zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń i dużooo miłości, aby z Alkiem wam się układało i żebyście mięli jak najwięcej czasu na baraszkowanie. - poruszała brwiami i przytuliła mnie
- Dziękuję bardzo. - zaśmiałam się
- Ja dołączam się do życzeń. - przytulił mnie Marcin - I prezencik. - wręczył mi kopertę
- Dziękuję, ale nie trzeba było, przecież mówiłam. - uśmiechnęłam się
- Nie marudź. - cmoknął w powietrzu Marcin - Otwieraj, no !
Zaciekawiona odkleiłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę.
- Wy chyba sobie jaja robicie. - zrobiłam wielkie oczy i przeniosłam wzrok na nich.
- Nope.- na twarzy przyjaciółki pojawił się diabelski uśmiech
- Skok ze spadochronem dla dwóch osób. Droższego się nie dało ?
- Dało. I odmowy nie przyjmujemy, bo my też mamy wykupiony, więc idziemy razem.
- Dziękuję wam. - przytuliłam ich - A teraz zapraszam na ogród. Tak się składa, że jesteście pierwszymi gośćmi.
- Monika, co się dzieje ? - zapytała Ania, kiedy Marcin rozmawiał przez telefon
- Nic. - uśmiechnęłam się
- No przecież widzę.
- Bo Alek nie odezwał się do mnie od rana. - westchnęłam - I obawiam się, że on nie pamięta, że mam dzisiaj urodziny.
- Może jest zajęty. Z tego nie możesz wnioskować, że nie pamięta. - złapała mnie za rękę.
- Masło, jak spacerowaliśmy przed jego wyjazdem, to nie pamiętał o nich.
Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi. Kolejnym gościem okazał się być Kuba. Przywitałam się z nim i zaprowadziłam do pozostałych.
- A, zapomniałbym. - podał mi prezent zapakowany w papier ozdobny.
- Nie trzeba było. - jęknęłam - Ale dziękuję bardzo. - dałam mu buziaka w policzek
Patrzył na mnie tak jakoś inaczej.
Przyszedł jeszcze Kamil i moja siostrzyczka. Dostałam od niej zdjęcie w wielki formacie, które przedstawiało Olka i mnie jak byliśmy dziećmi. Bardzo mi się podobało.
Siedzieliśmy wszyscy i rozmawialiśmy.
- Monika. - chrząknęła Weronika i popatrzyła na kogoś za moimi plecami.
Ciekawa odwróciłam się. Mój jakże szery uśmiech, nagle zniknął.
- Cześć. Możemy porozmawiać ? - patrzyła na mnie nie pewnie
Kiwnęłam głową i podeszłam do niej.
- Chciałam Cię naprawdę przeprosić. Jest mi głupio, że tak postąpiłam. Byłam głupia. Bardzo mi brakuje naszej przyjaźni. - stała ze spuszczoną głową - Wybaczysz mi ?
Nie byłam gotowa na tą rozmowę. Było mi jej bardzo szkoda i wiem, że mówiła prawdę i żałowała.
- No jasne, Gabson. - przytuliłam się do niej
- Dziękuję. - uśmiechnęła się szeroko - Wszystkiego najlepszego
- Dziękuję. Zostaniesz ?
- Jasne.
Zadowolona, że wszystko się między nami ułożyło zajęłam miejsce koło Kuby i dalej rozmawialiśmy. Bo jakiejś godzinie pogaduch każdy zajął się czym chciał, a ja stałam przy stoliku z chipsami i bujałam się do rytmu lecącej piosenki.
- Wszystkiego najlepszego. - kojący szept dobiegł zza moich pleców.
Stanęłam nieruchomo i po kilku sekundach odwróciłam się na pięcie.
- Alek ! - pisnęłam i wskoczyłam na niego, łapiąc za jego szyję i obejmując nogami jego pas.
Przytuliłam się do niego, zanurzyłam palce w jego czuprynie i cieszyłam się chwilą. Jego dłoń opadła na mojej głowie, a druga spoczęła na plecach. Napłynęły mi do oczu łzy.
- Nie powinieneś być na szkoleniu ? - zapytałam wciąż tuląc się do niego
- Nie, powinienem być tu, z tobą. - pogładził moje plecy.
- Kocham Cię. - szepnęłam i dałam mu buziaka.
- Dobra, schodź. - puścił mnie, ale ja nadal trzymałam się jego szyi - No Monika.
Niechętnie odczepiłam się od niego i zadarłam głowę, aby przypatrzeć się jego twarzy.
- No to wszystkiego najlepszego i dużo zdrówka, żeby nóżka już cię nie bolała i pociechy z chłopaka. - wziął ze stolika obok wielki bukiet czerwonych róż i zapakowany prezent.
- Matko, dziękuję ! - przytuliłam się mocno do niego
Wzięłam kwiaty i zaciągnęłam się ich przepięknym zapachem.
- A co do prezentu, to nie miałem pomysłu i jeszcze sobie coś znajdziesz. - wziął ode mnie kwiaty, abym mogła rozpakować.
Zaciekawiona starałam się jak najszybciej rozdzierać papier. W końcu po dłuższej walce z papierem dostrzegłam granatowy materiał. Wzięłam koszulkę i rozłożyłam w powietrzu. Moim oczom ukazała się ta koszulka Alka z uniwersytetu, która tak strasznie mi się podobała.
- Aaaa! Nie wierzę ! - zaczęłam skakać z radości - Dziękuję ! Dziękuję ! Dziękuję ! - znowu się do niego przytuliłam
Moja siostrzyczka jest taka zdolna i upiekła dla mnie przepysznego torta.
- Jutro, będziemy leżeć caaaały dzień. - zwróciłam się zadowolona do chłopaka.
- O nie kochana, jutro nie mam czasu.
Zasmuciła mnie ta wiadomość, ale nie dałam nic po sobie poznać.
- No elo ! - rozległ się wesoły męski głos przy budynku.
Momentalnie wstałam i odwróciłam się.
- Filip. - szepnęłam, a do oczu napłynęły mi łzy.
Oparłam się o ramie Alka i przeszłam nad ławką. Mimo lekkiego bólu w nodze biegłam w stronę Filipa. Z szerokim uśmiechem rozłożył ręce i czekał na mnie. Wpadłam w jego ramiona i mocno przytuliłam się.
- Braciszku. - szepnęłam
- Nie becz młoda. - poklepał mnie po plecach i odsunął się - Masz tutaj od braciszka.
Podał mi misia żołnierza i książkę.
- Jaki słodki - uśmiechnęłam się
Popatrzyłam na tytuł książki. Tajne akcje snajperów GROM.
- Wiem, że lubisz GROMowców, więc... - ciągle się uśmiechał
Nie wiem dlaczego, ale otworzyłam ją i na pierwszej stronie ujrzałam napisy długopisem. Z okazji urodzin najlepsze życzenia od żołnierzy GROM. i kilka bazgrołów, które robią za autografy.
- Dziękuję ! - pisnęłam i przytuliłam go
- No to ten, wszystkiego najlepszego, zdrówka, szczęścia, miłości, pociechy z brata, no i dużo dzieciaczków, bo chcę być wujkiem.
- No wiesz... Nie mam odpowiedniego kandydata na tatę... - westchnęłam
- A po co tato ? - puścił mi oczko i zaczęliśmy się śmiać - Cześć malutka - przytulił Werkę - Siema byku. - przybił sztamę z moim chłopakiem. - Co tam słychać ?
- A nic ciekawego. Trzeba pójść na piwo, to pogadamy.
- Dobry pomysł. To co, jutro po południu ?
- Jasne. - uśmiechnął się chłopak
- Ej - pisnęłam - A mi mówiłeś, że nie masz czasu. I ja zostanę sama, super.
- Oj tam. - objął mnie ramieniem chłopak.
Zrzuciłam jego rękę.
- Ja sobie jutro idę gdzieś z Kubą. Co nie ? - podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu.
Zapatrzony w telefon najwidoczniej nie śledził wydarzeń.
- Yy sory, ale jestem zajęty. - rzucił
Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja westchnęłam i udawałam smutną.
- Wytrzymasz tą chwilę. - pogładził mnie po plecach chłopak
- Zostaw mnie. - jęknęłam i odsunęłam się od niego
Wiedziałam, że Olek co chwilę zerka w moją stronę ze smutkiem. Pomyślałam sobie, że to dobra okazja, aby wręczyć znajomym zaproszenia na ślub. Przeprosiłam ich na chwilę i poszłam do pokoju. Chodź na chwilę do mnie ;) wysłałam sms'a do chłopaka i szukałam odpowiednich zaproszeń. Po chwili przyszedł z delikatnym uśmiechem. Wiedziałam, że jest smutny i wiedziałam, że to przeze mnie.
- Damy im zaproszenia ? - podniosłam koperty
- Można. - mruknął
- No chodź. - złapałam za jego rękę i przyciągnęłam do siebie - Tęskniłam przystojniaku.
- Wiem. - uśmiechnął się i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku - Ja też. - wyszeptał
Wyszliśmy do gości ze złączonymi rękami.
- Więc, chcieliśmy was zaprosić na nasz ślub i wesele. - zwróciłam się do wszystkich
- Woo hoo. - wydobyła z siebie Gabryśka. - Wiecie co ? Będziecie mieć takie śliczne dzieci.
- No bez przesady. Po Monice też coś odziedziczą. - odparł Alek
- Jesteś niemiły. - wygięłam usta w podkówkę
- Oj wiesz, że cię kocham. - pocałował mnie w czubek głowy
Leżeliśmy na moim łóżku i oglądaliśmy jakiś program. Miałam głowę na jego klatce piersiowej.
- Mogę posiedzieć z wami ? - weszła Weronika
- Jasne. Kładź się. - zrobiłam jej miejsce koło mnie.
- Alek... - zaczęła - A robisz jutro o 10 ?
- Kończę pracę, a co ?
- A bo jest turniej w siatkę plażową i pomyślałam, że moglibyśmy zagrać, no ale...
- Postaram się przyjść.
- Naprawdę ? - ożywiła się
- Tak. Ale nie obiecuję.
- Dziękuję.
Leżąc tak, poczułam się w końcu jak starsza siostra.
- Przepraszam córeczko, że tak szybko, ale jedziemy z tatą na delegację i wrócimy jutro wieczorem. - usiadła na skraju łóżka.
Niewyspana przecierałam oczy i próbowałam skupić się na ich słowach.
- Wszystkiego najlepszego, Monika. - mama przytuliła mnie do siebie - Dużo zdrówka, spełnia marzeń, no i szczególnie szczęścia z Alkiem, żeby wam się układało.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się, a w oczach pojawiły mi się łzy.
Naprawdę błam szczęśliwa. Jej słowa były szczere, prosto z serca. To da się wyczuć. Byłam jej bardzo wdzięczna. Równie dobrze mogli wyjechać bez słowa i wysłać mi życzenia sms'em, albo w ogóle ich nie składać.
- 100 lat córeczko. - przytulił mnie tato - A tutaj, taki prezencik od nas.
Zza pleców wyciągnął niewielką torebkę ozdobną i wręczył mi ją. Zaciekawiona zerknęłam do niej i ujrzałam jakieś dwie karteczki. Sięgnęłam po nie i mocno się ożywiłam.
- Dziękuję wam ! Dziękuję ! Dziękuję ! Dziękuję ! - piszczałam
- To dobrze, że się podoba.
- Ale skąd wiedzieliście, że lubię Remady-iego i Manu-ela ? - byłam podekscytowana
- Takie rzeczy się wie, córka. - puścił mi oczko tato - Luśka, jedziemy, bo się spóźnimy.
- Dziękuję wam jeszcze raz. Miłej drogi.
- Dziękujemy i miłego świętowania.
Po wyjściu rodziców postanowiłam dalej pójść spać. Obudziłam się dopiero po 11. Czułam się wyśmienicie. Zadowolona przeciągnęłam się i poszłam coś zjeść.
Młoda pojechała ze mną na zakupy. Dużo osób nie będzie, no ale jednak trzeba ich ugościć.
Pogoda dopisuje, więc przyjęcie będzie na ogródku. Wszystko poukładałyśmy i miałam chwilę dla siebie. Jedynie kogo zabraknie mi na przyjęciu, to Alek. Oczywiście Filipa też bym chciała, ale tu już się przyzwyczaiłam, że go nie ma.Zabijając czas odpisywałam na życzenia na Facebook'u. Ciągle nerwowo zerkałam na telefon i sprawdzałam czy nie dostałam wiadomości. Alek dzisiaj jeszcze do mnie nie napisał. Chyba jednak zapomniał o moich urodzinach...
Dzwonek do drzwi. Szybko poderwałam się i poszłam otworzyć. Moim oczom ukazała się Ania z Marcinem.
- Hej ! - przywitałam się radośnie - Wchodźcie.
- No to kochanie, wszystkiego najlepszego, dużooooo zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń i dużooo miłości, aby z Alkiem wam się układało i żebyście mięli jak najwięcej czasu na baraszkowanie. - poruszała brwiami i przytuliła mnie
- Dziękuję bardzo. - zaśmiałam się
- Ja dołączam się do życzeń. - przytulił mnie Marcin - I prezencik. - wręczył mi kopertę
- Dziękuję, ale nie trzeba było, przecież mówiłam. - uśmiechnęłam się
- Nie marudź. - cmoknął w powietrzu Marcin - Otwieraj, no !
Zaciekawiona odkleiłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę.
- Wy chyba sobie jaja robicie. - zrobiłam wielkie oczy i przeniosłam wzrok na nich.
- Nope.- na twarzy przyjaciółki pojawił się diabelski uśmiech
- Skok ze spadochronem dla dwóch osób. Droższego się nie dało ?
- Dało. I odmowy nie przyjmujemy, bo my też mamy wykupiony, więc idziemy razem.
- Dziękuję wam. - przytuliłam ich - A teraz zapraszam na ogród. Tak się składa, że jesteście pierwszymi gośćmi.
- Monika, co się dzieje ? - zapytała Ania, kiedy Marcin rozmawiał przez telefon
- Nic. - uśmiechnęłam się
- No przecież widzę.
- Bo Alek nie odezwał się do mnie od rana. - westchnęłam - I obawiam się, że on nie pamięta, że mam dzisiaj urodziny.
- Może jest zajęty. Z tego nie możesz wnioskować, że nie pamięta. - złapała mnie za rękę.
- Masło, jak spacerowaliśmy przed jego wyjazdem, to nie pamiętał o nich.
Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi. Kolejnym gościem okazał się być Kuba. Przywitałam się z nim i zaprowadziłam do pozostałych.
- A, zapomniałbym. - podał mi prezent zapakowany w papier ozdobny.
- Nie trzeba było. - jęknęłam - Ale dziękuję bardzo. - dałam mu buziaka w policzek
Patrzył na mnie tak jakoś inaczej.
Przyszedł jeszcze Kamil i moja siostrzyczka. Dostałam od niej zdjęcie w wielki formacie, które przedstawiało Olka i mnie jak byliśmy dziećmi. Bardzo mi się podobało.
Siedzieliśmy wszyscy i rozmawialiśmy.
- Monika. - chrząknęła Weronika i popatrzyła na kogoś za moimi plecami.
Ciekawa odwróciłam się. Mój jakże szery uśmiech, nagle zniknął.
- Cześć. Możemy porozmawiać ? - patrzyła na mnie nie pewnie
Kiwnęłam głową i podeszłam do niej.
- Chciałam Cię naprawdę przeprosić. Jest mi głupio, że tak postąpiłam. Byłam głupia. Bardzo mi brakuje naszej przyjaźni. - stała ze spuszczoną głową - Wybaczysz mi ?
Nie byłam gotowa na tą rozmowę. Było mi jej bardzo szkoda i wiem, że mówiła prawdę i żałowała.
- No jasne, Gabson. - przytuliłam się do niej
- Dziękuję. - uśmiechnęła się szeroko - Wszystkiego najlepszego
- Dziękuję. Zostaniesz ?
- Jasne.
Zadowolona, że wszystko się między nami ułożyło zajęłam miejsce koło Kuby i dalej rozmawialiśmy. Bo jakiejś godzinie pogaduch każdy zajął się czym chciał, a ja stałam przy stoliku z chipsami i bujałam się do rytmu lecącej piosenki.
- Wszystkiego najlepszego. - kojący szept dobiegł zza moich pleców.
Stanęłam nieruchomo i po kilku sekundach odwróciłam się na pięcie.
- Alek ! - pisnęłam i wskoczyłam na niego, łapiąc za jego szyję i obejmując nogami jego pas.
Przytuliłam się do niego, zanurzyłam palce w jego czuprynie i cieszyłam się chwilą. Jego dłoń opadła na mojej głowie, a druga spoczęła na plecach. Napłynęły mi do oczu łzy.
- Nie powinieneś być na szkoleniu ? - zapytałam wciąż tuląc się do niego
- Nie, powinienem być tu, z tobą. - pogładził moje plecy.
- Kocham Cię. - szepnęłam i dałam mu buziaka.
- Dobra, schodź. - puścił mnie, ale ja nadal trzymałam się jego szyi - No Monika.
Niechętnie odczepiłam się od niego i zadarłam głowę, aby przypatrzeć się jego twarzy.
- No to wszystkiego najlepszego i dużo zdrówka, żeby nóżka już cię nie bolała i pociechy z chłopaka. - wziął ze stolika obok wielki bukiet czerwonych róż i zapakowany prezent.
- Matko, dziękuję ! - przytuliłam się mocno do niego
Wzięłam kwiaty i zaciągnęłam się ich przepięknym zapachem.
- A co do prezentu, to nie miałem pomysłu i jeszcze sobie coś znajdziesz. - wziął ode mnie kwiaty, abym mogła rozpakować.
Zaciekawiona starałam się jak najszybciej rozdzierać papier. W końcu po dłuższej walce z papierem dostrzegłam granatowy materiał. Wzięłam koszulkę i rozłożyłam w powietrzu. Moim oczom ukazała się ta koszulka Alka z uniwersytetu, która tak strasznie mi się podobała.
- Aaaa! Nie wierzę ! - zaczęłam skakać z radości - Dziękuję ! Dziękuję ! Dziękuję ! - znowu się do niego przytuliłam
Moja siostrzyczka jest taka zdolna i upiekła dla mnie przepysznego torta.
- Jutro, będziemy leżeć caaaały dzień. - zwróciłam się zadowolona do chłopaka.
- O nie kochana, jutro nie mam czasu.
Zasmuciła mnie ta wiadomość, ale nie dałam nic po sobie poznać.
- No elo ! - rozległ się wesoły męski głos przy budynku.
Momentalnie wstałam i odwróciłam się.
- Filip. - szepnęłam, a do oczu napłynęły mi łzy.
Oparłam się o ramie Alka i przeszłam nad ławką. Mimo lekkiego bólu w nodze biegłam w stronę Filipa. Z szerokim uśmiechem rozłożył ręce i czekał na mnie. Wpadłam w jego ramiona i mocno przytuliłam się.
- Braciszku. - szepnęłam
- Nie becz młoda. - poklepał mnie po plecach i odsunął się - Masz tutaj od braciszka.
Podał mi misia żołnierza i książkę.
- Jaki słodki - uśmiechnęłam się
Popatrzyłam na tytuł książki. Tajne akcje snajperów GROM.
- Wiem, że lubisz GROMowców, więc... - ciągle się uśmiechał
Nie wiem dlaczego, ale otworzyłam ją i na pierwszej stronie ujrzałam napisy długopisem. Z okazji urodzin najlepsze życzenia od żołnierzy GROM. i kilka bazgrołów, które robią za autografy.
- Dziękuję ! - pisnęłam i przytuliłam go
- No to ten, wszystkiego najlepszego, zdrówka, szczęścia, miłości, pociechy z brata, no i dużo dzieciaczków, bo chcę być wujkiem.
- No wiesz... Nie mam odpowiedniego kandydata na tatę... - westchnęłam
- A po co tato ? - puścił mi oczko i zaczęliśmy się śmiać - Cześć malutka - przytulił Werkę - Siema byku. - przybił sztamę z moim chłopakiem. - Co tam słychać ?
- A nic ciekawego. Trzeba pójść na piwo, to pogadamy.
- Dobry pomysł. To co, jutro po południu ?
- Jasne. - uśmiechnął się chłopak
- Ej - pisnęłam - A mi mówiłeś, że nie masz czasu. I ja zostanę sama, super.
- Oj tam. - objął mnie ramieniem chłopak.
Zrzuciłam jego rękę.
- Ja sobie jutro idę gdzieś z Kubą. Co nie ? - podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu.
Zapatrzony w telefon najwidoczniej nie śledził wydarzeń.
- Yy sory, ale jestem zajęty. - rzucił
Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja westchnęłam i udawałam smutną.
- Wytrzymasz tą chwilę. - pogładził mnie po plecach chłopak
- Zostaw mnie. - jęknęłam i odsunęłam się od niego
Wiedziałam, że Olek co chwilę zerka w moją stronę ze smutkiem. Pomyślałam sobie, że to dobra okazja, aby wręczyć znajomym zaproszenia na ślub. Przeprosiłam ich na chwilę i poszłam do pokoju. Chodź na chwilę do mnie ;) wysłałam sms'a do chłopaka i szukałam odpowiednich zaproszeń. Po chwili przyszedł z delikatnym uśmiechem. Wiedziałam, że jest smutny i wiedziałam, że to przeze mnie.
- Damy im zaproszenia ? - podniosłam koperty
- Można. - mruknął
- No chodź. - złapałam za jego rękę i przyciągnęłam do siebie - Tęskniłam przystojniaku.
- Wiem. - uśmiechnął się i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku - Ja też. - wyszeptał
Wyszliśmy do gości ze złączonymi rękami.
- Więc, chcieliśmy was zaprosić na nasz ślub i wesele. - zwróciłam się do wszystkich
- Woo hoo. - wydobyła z siebie Gabryśka. - Wiecie co ? Będziecie mieć takie śliczne dzieci.
- No bez przesady. Po Monice też coś odziedziczą. - odparł Alek
- Jesteś niemiły. - wygięłam usta w podkówkę
- Oj wiesz, że cię kocham. - pocałował mnie w czubek głowy
Leżeliśmy na moim łóżku i oglądaliśmy jakiś program. Miałam głowę na jego klatce piersiowej.
- Mogę posiedzieć z wami ? - weszła Weronika
- Jasne. Kładź się. - zrobiłam jej miejsce koło mnie.
- Alek... - zaczęła - A robisz jutro o 10 ?
- Kończę pracę, a co ?
- A bo jest turniej w siatkę plażową i pomyślałam, że moglibyśmy zagrać, no ale...
- Postaram się przyjść.
- Naprawdę ? - ożywiła się
- Tak. Ale nie obiecuję.
- Dziękuję.
Leżąc tak, poczułam się w końcu jak starsza siostra.
wtorek, 9 sierpnia 2016
Rozdział 29
Po kilku godzinach snu, czułam się wyspana. Ubrałam się w strój ratownika medycznego i udałam się do kuchni. Dawno nie jadłam owsianki, więc postanowiłam tym się posilić. Nagle do domu wparowała rozpromieniona Weronika.
- Hej. - przywitała się - Patrz, co mam. - wyciągnęła do mnie małą tekturkę
Ujrzałam na niej jej zdjęcie portretowe i jej dane.
- Nie mówiłaś, że zdałaś ! - pisnęłam - Gratuluję ! - przytuliłam ją
- A no, dwa tygodnie temu mi się udało. - usiadła
- To super. Zawieziesz mnie zaraz gdzieś. - puściłam jej oczko
W jej oczach zobaczyłam przerażenie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - westchnęła
- Będzie dobrze. - uśmiechnęłam się
Odnalazłam w pokoju kluczyki do mojego audi. Wzięłam plecak apteczkę i wyszłam na dwór. Rzuciłam siostrze kluczyki i poszłam otworzyć bramę. Widziałam jak niepewnie wsiada i usadawia się.
- Monika, wyjedź mi, proszę. - wyszła po chwili
Nie chciałam się sprzeciwiać i poszłam do samochodu. Zasiadając za kierownicą poczułam się tak jakoś... wspaniale. Od wypadku nie kierowałam jeszcze samochodem. Odpaliłam audicę i powoli opuściłam naszą posesję.
Jazda siostry była bardzo ostrożna, ale bardzo dobra. Nie bała się nadepnąć na gaz, chyba ma to po nas.
Na miejsce dotarłam 15 minut przed wyjazdem.
- Tylko mi jej nie skasuj. - zaśmiałam się i zamknęłam drzwi samochodu.
Pomachałam jeszcze siostrze na pożegnanie i udałam się do grupki przed wejściem na plebanie. Kuba mówił, że jedzie z dzieciakami... A to już nie takie dzieciaki. Wszyscy praktycznie to nastolatkowie. Wszyscy byli bardzo radośni.
- Szczęść Boże. - w drzwiach pojawił się młody duchowny - Gdzie reszta ?
Zaczęli coś tam tłumaczyć, ja za bardzo się nie przysłuchiwałam.
- O. A tu mamy naszą panią ratownik medyczną. - uśmiechnął się - Poznajcie panią Monikę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się
Jazda autobusem z tymi dzieciakami, to czysta przyjemność. Co chwilę słychać jakieś rozmowy i śpiewy, które wypełniają cały autobus, dzięki czemu unosi się radość. Siedziałam na samym przodzie koło Kuby, ale w ogóle z nim nie rozmawiałam. Często gdzieś szedł na tyły, albo rozmawiał z kimś.
Dzieciaki rozumiały się bez słów i bardzo szybko się organizowały. Co chwilę wymyślały jakieś zabawy i bardzo dobrze się przy tym bawili. Z przenośnego głośnika, który był naprawdę bardzo głośny leciała Macarena. Przypatrywałam się Jakubowi, który ruszał się bardzo zwinnie. Ciągle się uśmiechał i wygłupiał.
- Teraz lecimy z osiołkiem ! - krzyknęła jakaś dziewczyna i natychmiast wszyscy ustawiali się w kółku.
Znałam zabawę w osiołka, bo nasza klasa w liceum uwielbiała różne zabawy. Podszedł do mnie jakiś chłopak i zaprosił do zabawy.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęłam się - Popatrzę na was.
- No dawaj. - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Nie opierałam się i stanęłam w kółku. Na początku klaskałam tylko w dłonie, ale po kilku sekundach ożywiłam się i radośnie śpiewałam. Dziewczyna będąca w środku zatrzymała się przy jakimś chłopaku w krótkich spodenkach i seledynowej koszulce. Po chwili spostrzegłam się, że to Kuba. Ściągnął sutannę i tak jakoś dziwnie na niego się patrzyło. Biegał dookoła wraz z dziewczyną, która go wybrała. Gdy kończyliśmy śpiewać po raz drugi biegnie, biegnie mały osioł na twarzy Kuby ujrzałam diabelski uśmiech skierowany do mnie. Zatrzymał się przy mnie i stanął bardzo blisko. Zaczęliśmy wyginać się w określonych kierunkach, a przy bok, bok, bok, nawet się dotknęliśmy.
Pod dwóch godzinach zabawy rozpaliliśmy ognisko. Większość siedziała przy ogniu i smażyła kiełbaski. Ja siedziałam na ławce z kilkoma dziewczynami i Kubą.
- Proszę księdzaaa. - zaczęła jedna
- Tak ? - lekko się uśmiechnął
- Miał ksiądz kiedyś dziewczynę ?
Widziałam jak na jego twarzy pojawia się zmieszanie. Dziewczyny uważnie wpatrywały się w niego.
- Tak. - uśmiechnął się
- A kochał ją ksiądz ?
- Oczywiście.
- To przez nią wylądował ksiądz w seminarium ?
- Nie.
- A utrzymują z nią ksiądz kontakt ? - była bardzo dociekliwa
- Tak. Normalnie rozmawiamy, przyjaźnimy się. Wiem, że jest szczęśliwa i wychodzi niedługo za mąż.
- A jak ma na imię ?
- A może jeszcze mam Ci podać jej nazwisko i adres zamieszkania ? - zaśmiał się
Przeniósł wzrok na mnie i posłał uśmiech. Odwzajemniłam gest.
Duchowny zaproponował, że mnie odwiezie, a ja na to przystałam. Rozmawialiśmy na różne tematy. Zatrzymał się pod domem i zapadła cisza.
- Tu podziękowanie za pomoc. - podał mi kopertę.
- Nie trzeba naprawdę.
- Nie marudź.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z koperty tekturkę.
Było to zdjęcie, na którym dajemy sobie buziaka.
- Podobało Ci się, więc... - patrzył na mnie niepewnie
- Dziękuję. - przytuliłam go - Pojutrze robię takie malutkie przyjęcie urodzinowe dla znajomych. Przyjdziesz ?
- Chętnie.
- Dziękuję i do zobaczenia.
- Pa. - uśmiechnął się
- A no, dwa tygodnie temu mi się udało. - usiadła
- To super. Zawieziesz mnie zaraz gdzieś. - puściłam jej oczko
W jej oczach zobaczyłam przerażenie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - westchnęła
- Będzie dobrze. - uśmiechnęłam się
Odnalazłam w pokoju kluczyki do mojego audi. Wzięłam plecak apteczkę i wyszłam na dwór. Rzuciłam siostrze kluczyki i poszłam otworzyć bramę. Widziałam jak niepewnie wsiada i usadawia się.
- Monika, wyjedź mi, proszę. - wyszła po chwili
Nie chciałam się sprzeciwiać i poszłam do samochodu. Zasiadając za kierownicą poczułam się tak jakoś... wspaniale. Od wypadku nie kierowałam jeszcze samochodem. Odpaliłam audicę i powoli opuściłam naszą posesję.
Jazda siostry była bardzo ostrożna, ale bardzo dobra. Nie bała się nadepnąć na gaz, chyba ma to po nas.
Na miejsce dotarłam 15 minut przed wyjazdem.
- Tylko mi jej nie skasuj. - zaśmiałam się i zamknęłam drzwi samochodu.
Pomachałam jeszcze siostrze na pożegnanie i udałam się do grupki przed wejściem na plebanie. Kuba mówił, że jedzie z dzieciakami... A to już nie takie dzieciaki. Wszyscy praktycznie to nastolatkowie. Wszyscy byli bardzo radośni.
- Szczęść Boże. - w drzwiach pojawił się młody duchowny - Gdzie reszta ?
Zaczęli coś tam tłumaczyć, ja za bardzo się nie przysłuchiwałam.
- O. A tu mamy naszą panią ratownik medyczną. - uśmiechnął się - Poznajcie panią Monikę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się
Jazda autobusem z tymi dzieciakami, to czysta przyjemność. Co chwilę słychać jakieś rozmowy i śpiewy, które wypełniają cały autobus, dzięki czemu unosi się radość. Siedziałam na samym przodzie koło Kuby, ale w ogóle z nim nie rozmawiałam. Często gdzieś szedł na tyły, albo rozmawiał z kimś.
Dzieciaki rozumiały się bez słów i bardzo szybko się organizowały. Co chwilę wymyślały jakieś zabawy i bardzo dobrze się przy tym bawili. Z przenośnego głośnika, który był naprawdę bardzo głośny leciała Macarena. Przypatrywałam się Jakubowi, który ruszał się bardzo zwinnie. Ciągle się uśmiechał i wygłupiał.
- Teraz lecimy z osiołkiem ! - krzyknęła jakaś dziewczyna i natychmiast wszyscy ustawiali się w kółku.
Znałam zabawę w osiołka, bo nasza klasa w liceum uwielbiała różne zabawy. Podszedł do mnie jakiś chłopak i zaprosił do zabawy.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęłam się - Popatrzę na was.
- No dawaj. - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Nie opierałam się i stanęłam w kółku. Na początku klaskałam tylko w dłonie, ale po kilku sekundach ożywiłam się i radośnie śpiewałam. Dziewczyna będąca w środku zatrzymała się przy jakimś chłopaku w krótkich spodenkach i seledynowej koszulce. Po chwili spostrzegłam się, że to Kuba. Ściągnął sutannę i tak jakoś dziwnie na niego się patrzyło. Biegał dookoła wraz z dziewczyną, która go wybrała. Gdy kończyliśmy śpiewać po raz drugi biegnie, biegnie mały osioł na twarzy Kuby ujrzałam diabelski uśmiech skierowany do mnie. Zatrzymał się przy mnie i stanął bardzo blisko. Zaczęliśmy wyginać się w określonych kierunkach, a przy bok, bok, bok, nawet się dotknęliśmy.
Pod dwóch godzinach zabawy rozpaliliśmy ognisko. Większość siedziała przy ogniu i smażyła kiełbaski. Ja siedziałam na ławce z kilkoma dziewczynami i Kubą.
- Proszę księdzaaa. - zaczęła jedna
- Tak ? - lekko się uśmiechnął
- Miał ksiądz kiedyś dziewczynę ?
Widziałam jak na jego twarzy pojawia się zmieszanie. Dziewczyny uważnie wpatrywały się w niego.
- Tak. - uśmiechnął się
- A kochał ją ksiądz ?
- Oczywiście.
- To przez nią wylądował ksiądz w seminarium ?
- Nie.
- A utrzymują z nią ksiądz kontakt ? - była bardzo dociekliwa
- Tak. Normalnie rozmawiamy, przyjaźnimy się. Wiem, że jest szczęśliwa i wychodzi niedługo za mąż.
- A jak ma na imię ?
- A może jeszcze mam Ci podać jej nazwisko i adres zamieszkania ? - zaśmiał się
Przeniósł wzrok na mnie i posłał uśmiech. Odwzajemniłam gest.
Duchowny zaproponował, że mnie odwiezie, a ja na to przystałam. Rozmawialiśmy na różne tematy. Zatrzymał się pod domem i zapadła cisza.
- Tu podziękowanie za pomoc. - podał mi kopertę.
- Nie trzeba naprawdę.
- Nie marudź.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z koperty tekturkę.
Było to zdjęcie, na którym dajemy sobie buziaka.
- Podobało Ci się, więc... - patrzył na mnie niepewnie
- Dziękuję. - przytuliłam go - Pojutrze robię takie malutkie przyjęcie urodzinowe dla znajomych. Przyjdziesz ?
- Chętnie.
- Dziękuję i do zobaczenia.
- Pa. - uśmiechnął się
sobota, 6 sierpnia 2016
Rozdział 28
2 TYGODNIE PÓŹNIEJ
Ostatnie dni były spokojne i udane. Pisałam ten oficjalny egzamin na ratownika medycznego, po którym dostanę uprawnienia do zawodu, oczywiście jeśli zdam. Ale analizując w domu odpowiedzi, to jakieś 98% załapię. Praktyka też mi poszła w miarę dobrze. Egzaminatorzy nie dali mi odczuć tego, że mam niesprawną nogę, ale nawet mi pomagali. Byli pełni podziwu, że się nie poddałam i próbuję zaliczyć.
Alek dzisiaj wieczorem wyjeżdża do Niemiec na jakieś szkolenie. W ogóle mi się to nie spodobało, no ale nie mogę go ograniczać. Będę robiła wszystko, aby mógł się doskonalić i realizować. Jego szczęście jest dla mnie najważniejsze.
- Pojedziemy do galerii ? Muszę kupić sobie Conversy, bo tamte mi się rozwaliły. - chłopak zrobił maślane oczy, jak kot ze Shreka
- Kocham Cię. - zanurzyłam palce w jego włosach
- No Monika. - jęknął
- Przecież Ci odpowiedziałam. - zachichotałam - Miłość oznacza, że zawsze będziemy razem. A wyznanie kocham cię, jest najwspanialszym sposobem okazania miłości. - pocałowałam jego czubek głowy.
- Słodko. - uśmiechnął się - Dobra, ruszaj tą swoją szanowną i jedziemy. Chcę się jeszcze zdrzemnąć przed podróżą.
Długo nie zawitaliśmy w sklepie, bo chłopak wziął pierwsze trampki, przymierzył je i kupił. Wziął typowe czarne, niskie. Oczywiście prezentował mi je dłużej, niż przymierzał, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało.
Pokonywaliśmy kolejne metry "korytarza" galerii, kiedy znaleźliśmy się koło sklepu z ciuchami, który bardzo lubię.
- Wejdziemy na chwilę ? - zapytałam
- Na chwilę możemy. - uśmiechnął się i weszliśmy
Przeglądałam wiele ubrań, lecz jakoś żadne mi się nie spodobało. Pod koniec zwiedzania wpadała mi w oko szara koszulka, z serduszkiem jako balon na prawym boku, a pod nim niby ciągnący się sznureczek.
- Przymierzę ją tak szybciutko, okej ? - popatrzyłam na chłopaka - Albo dobra, nie. Wracajmy już, żebyś się przespał.
- Mierz. To tylko chwilka, nie ? - uśmiechnął się
- Tylko chwilka.
Pośpiesznie zajęłam przymierzalnie i zwinnymi ruchami zmieniłam koszulki. Przyjrzałam się w lustrze i odsłoniłam zasłonę.
- Iii ? - zaprezentowałam się chłopakowi
W jego oku dostrzegłam blask. Na twarzy przemknął delikatny uśmiech.
- Ślicznie wygląda na Tobie.
Te słowa naprawdę mnie wzruszyły. Zasłoniłam zasłonę i szybko się przebrałam.
- A na ile ty tam jedziesz ? - zapytałam wychodząc.
- 5 dni.
- Yhym. - zasmuciłam się
- A co ? Coś jest ważnego w tych dniach ? - zapytał
- Nie, nie. Trochę długo. - próbowałam się uśmiechać, ale mi nie wychodziło.
Tak naprawdę, to za 4 dni mam urodziny. Zasmuciło mnie to, że o tym nie pamięta, no ale trudno... Zaprosiłam kilku znajomych na takie małe przyjęcie urodzinowe. Ma być ono w takie na luzie. Nie chcę, żeby goście byli elegancko ubrani i brali ze sobą prezenty. Chcę tylko z nimi posiedzieć, porozmawiać, no i może trochę potańczyć.
Przeszukałam swoje kieszenie, w celu znalezienia portfela. Nie miałam go. Pewnie dałam Alkowi.
- Alek, daj mi mój portfel. - zwróciłam się do chłopaka
- Ale ja nie mam twojego.
- Jak to ? - zaniepokoiłam się - Pewnie zostawiłam w domu - westchnęłam - Dobra, to idę ją odłorzyć.
- Przecież Ci zapłacę.
- Nie trzeba.
- Ale ty marudzisz. Bierz ją.
Podałam koszulkę kasjerce i czekałam, aż wszystko zapakuje. Doktor podał banknot i czekał na resztę.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka jak opuściliśmy sklep. - Oddam Ci jak wrócimy.
- Przestań. Nie musisz oddawać.
- Oddam Ci. - upierałam się
- Nie będę się kłócił o jakieś 17 złotych ! - zaśmiał się - Potraktuj to jako prezent.
- Z jakiej okazji ? - byłam pełna nadziei.
- No nie wiem. - westchnął - Jaka może być okazja... - zamyślił się - O ! Wiem ! Za to, że jesteś taka kochana. - objął mnie ramieniem
- Dziękuję. - dałam mu buziaka i złączyłam nasze dłonie
Szliśmy uśmiechnięci do wyjścia z galerii. Nagle poczułam wibracje w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go i popatrzyłam na wyświetlacz. Padre Kuba. Chwilę się zawahałam, bo od tej wizyty w domu nie rozmawiałam z nim. Jednak po chwili odebrałam:
- Halo ?
- Cześć Monika. - usłyszałam - Mam do Ciebie sprawę...
- Słucham. - zdziwiłam się
- Masz może jutro wolny czas ?
- Tak. A co ?
- Bo organizuję jutro wyjazd dzieciaków ode mnie z parafii na wycieczkę. I czy mogłabyś pojechać z nami, jako ratownik medyczny ? Jest u nas taka jedna mama, co ma świra na punkcie bezpieczeństwa. Dużo tam do chodzenia nie będzie, tylko z autobusu na plac, gdzie będziemy mieć ognisko i gdzie będą zabawy.
- No okej. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Wyjazd o 10 z przed plebanii. Mam po Ciebie przyjechać ?
- Nie, sama dam radę. - powiedziałam
- To do jutra.
- No. - rzuciłam i rozłączyłam się.
Popatrzyłam na chłopaka, który wciąż się uśmiechał.
- Co się wydarzyło, kiedy Kuba był u Ciebie ? - zapytał
- A co miało się wydarzyć ?
- Nie wiem co, ale wiem, że coś było.
- Możemy o tym porozmawiać w samochodzie ?
Opowiedziałam mu wszystko, nawet to, że byliśmy razem. Nie skomentował tej całej sytuacji.
Dojechaliśmy do jego mieszkania i od razu poszliśmy do sypialni. Na łóżku leżała jakaś granatowa koszulka. Podniosłam ją i ujrzałam koszulkę z uniwersytetu łódzkiego, z nazwiskiem Gawliński na plecach.
- Jaka śliczna. - trzymałam ją w dłoniach
- Moja ulubiona. - podszedł do mnie
- Chciałabym taką.
- Idziesz spać ? - zapytał
- Mogę się położyć koło Ciebie.
Położyłam się wygonie, a chłopak oparł głowę na moim brzuchu. Zaczęłam gładzić jego włosy. Widziałam jak jego powieki robią się coraz cięższe. Po chwili zmorzył go sen.
Stałam przed domem oparta o drzwi samochodu Gawlińskiego.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam i dałam mu buziaka
- Ty na siebie też. Będę dzwonił w wolnej chwili.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - puścił mi oczko i odjechał.
Ostatnie dni były spokojne i udane. Pisałam ten oficjalny egzamin na ratownika medycznego, po którym dostanę uprawnienia do zawodu, oczywiście jeśli zdam. Ale analizując w domu odpowiedzi, to jakieś 98% załapię. Praktyka też mi poszła w miarę dobrze. Egzaminatorzy nie dali mi odczuć tego, że mam niesprawną nogę, ale nawet mi pomagali. Byli pełni podziwu, że się nie poddałam i próbuję zaliczyć.
Alek dzisiaj wieczorem wyjeżdża do Niemiec na jakieś szkolenie. W ogóle mi się to nie spodobało, no ale nie mogę go ograniczać. Będę robiła wszystko, aby mógł się doskonalić i realizować. Jego szczęście jest dla mnie najważniejsze.
- Pojedziemy do galerii ? Muszę kupić sobie Conversy, bo tamte mi się rozwaliły. - chłopak zrobił maślane oczy, jak kot ze Shreka
- Kocham Cię. - zanurzyłam palce w jego włosach
- No Monika. - jęknął
- Przecież Ci odpowiedziałam. - zachichotałam - Miłość oznacza, że zawsze będziemy razem. A wyznanie kocham cię, jest najwspanialszym sposobem okazania miłości. - pocałowałam jego czubek głowy.
- Słodko. - uśmiechnął się - Dobra, ruszaj tą swoją szanowną i jedziemy. Chcę się jeszcze zdrzemnąć przed podróżą.
Długo nie zawitaliśmy w sklepie, bo chłopak wziął pierwsze trampki, przymierzył je i kupił. Wziął typowe czarne, niskie. Oczywiście prezentował mi je dłużej, niż przymierzał, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało.
Pokonywaliśmy kolejne metry "korytarza" galerii, kiedy znaleźliśmy się koło sklepu z ciuchami, który bardzo lubię.
- Wejdziemy na chwilę ? - zapytałam
- Na chwilę możemy. - uśmiechnął się i weszliśmy
Przeglądałam wiele ubrań, lecz jakoś żadne mi się nie spodobało. Pod koniec zwiedzania wpadała mi w oko szara koszulka, z serduszkiem jako balon na prawym boku, a pod nim niby ciągnący się sznureczek.
- Przymierzę ją tak szybciutko, okej ? - popatrzyłam na chłopaka - Albo dobra, nie. Wracajmy już, żebyś się przespał.
- Mierz. To tylko chwilka, nie ? - uśmiechnął się
- Tylko chwilka.
Pośpiesznie zajęłam przymierzalnie i zwinnymi ruchami zmieniłam koszulki. Przyjrzałam się w lustrze i odsłoniłam zasłonę.
- Iii ? - zaprezentowałam się chłopakowi
W jego oku dostrzegłam blask. Na twarzy przemknął delikatny uśmiech.
- Ślicznie wygląda na Tobie.
Te słowa naprawdę mnie wzruszyły. Zasłoniłam zasłonę i szybko się przebrałam.
- A na ile ty tam jedziesz ? - zapytałam wychodząc.
- 5 dni.
- Yhym. - zasmuciłam się
- A co ? Coś jest ważnego w tych dniach ? - zapytał
- Nie, nie. Trochę długo. - próbowałam się uśmiechać, ale mi nie wychodziło.
Tak naprawdę, to za 4 dni mam urodziny. Zasmuciło mnie to, że o tym nie pamięta, no ale trudno... Zaprosiłam kilku znajomych na takie małe przyjęcie urodzinowe. Ma być ono w takie na luzie. Nie chcę, żeby goście byli elegancko ubrani i brali ze sobą prezenty. Chcę tylko z nimi posiedzieć, porozmawiać, no i może trochę potańczyć.
Przeszukałam swoje kieszenie, w celu znalezienia portfela. Nie miałam go. Pewnie dałam Alkowi.
- Alek, daj mi mój portfel. - zwróciłam się do chłopaka
- Ale ja nie mam twojego.
- Jak to ? - zaniepokoiłam się - Pewnie zostawiłam w domu - westchnęłam - Dobra, to idę ją odłorzyć.
- Przecież Ci zapłacę.
- Nie trzeba.
- Ale ty marudzisz. Bierz ją.
Podałam koszulkę kasjerce i czekałam, aż wszystko zapakuje. Doktor podał banknot i czekał na resztę.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka jak opuściliśmy sklep. - Oddam Ci jak wrócimy.
- Przestań. Nie musisz oddawać.
- Oddam Ci. - upierałam się
- Nie będę się kłócił o jakieś 17 złotych ! - zaśmiał się - Potraktuj to jako prezent.
- Z jakiej okazji ? - byłam pełna nadziei.
- No nie wiem. - westchnął - Jaka może być okazja... - zamyślił się - O ! Wiem ! Za to, że jesteś taka kochana. - objął mnie ramieniem
- Dziękuję. - dałam mu buziaka i złączyłam nasze dłonie
Szliśmy uśmiechnięci do wyjścia z galerii. Nagle poczułam wibracje w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go i popatrzyłam na wyświetlacz. Padre Kuba. Chwilę się zawahałam, bo od tej wizyty w domu nie rozmawiałam z nim. Jednak po chwili odebrałam:
- Halo ?
- Cześć Monika. - usłyszałam - Mam do Ciebie sprawę...
- Słucham. - zdziwiłam się
- Masz może jutro wolny czas ?
- Tak. A co ?
- Bo organizuję jutro wyjazd dzieciaków ode mnie z parafii na wycieczkę. I czy mogłabyś pojechać z nami, jako ratownik medyczny ? Jest u nas taka jedna mama, co ma świra na punkcie bezpieczeństwa. Dużo tam do chodzenia nie będzie, tylko z autobusu na plac, gdzie będziemy mieć ognisko i gdzie będą zabawy.
- No okej. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Wyjazd o 10 z przed plebanii. Mam po Ciebie przyjechać ?
- Nie, sama dam radę. - powiedziałam
- To do jutra.
- No. - rzuciłam i rozłączyłam się.
Popatrzyłam na chłopaka, który wciąż się uśmiechał.
- Co się wydarzyło, kiedy Kuba był u Ciebie ? - zapytał
- A co miało się wydarzyć ?
- Nie wiem co, ale wiem, że coś było.
- Możemy o tym porozmawiać w samochodzie ?
Opowiedziałam mu wszystko, nawet to, że byliśmy razem. Nie skomentował tej całej sytuacji.
Dojechaliśmy do jego mieszkania i od razu poszliśmy do sypialni. Na łóżku leżała jakaś granatowa koszulka. Podniosłam ją i ujrzałam koszulkę z uniwersytetu łódzkiego, z nazwiskiem Gawliński na plecach.
- Jaka śliczna. - trzymałam ją w dłoniach
- Moja ulubiona. - podszedł do mnie
- Chciałabym taką.
- Idziesz spać ? - zapytał
- Mogę się położyć koło Ciebie.
Położyłam się wygonie, a chłopak oparł głowę na moim brzuchu. Zaczęłam gładzić jego włosy. Widziałam jak jego powieki robią się coraz cięższe. Po chwili zmorzył go sen.
Stałam przed domem oparta o drzwi samochodu Gawlińskiego.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam i dałam mu buziaka
- Ty na siebie też. Będę dzwonił w wolnej chwili.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - puścił mi oczko i odjechał.
czwartek, 4 sierpnia 2016
Rozdział 27
Będę za 5 min ;) ta wiadomość od: padre Kuba wyrwała mnie ze snu. Zerwałam się na równe nogi i natychmiast poleciałam ubrać się do łazienki. Chyba nigdy tak szybko się nie ubrałam. Wbiegłam do salonu i zaczęłam sprzątać, bo rodzinka nie pozostawiła za sobą porządku. Czułam się, jakby ta wizyta to sprawa życia. Po domu rozszedł się dzwonek. Byłam cała spanikowana. Złapałam za kulę i popędziłam do przedpokoju. Wzięłam głęboki wdech i pociągnęłam drzwi. Moim oczom ukazał się uśmiechnięty ksiądz.
- Hej. - przywitał się
- Hej. Wchodź. - odsunęłam się i przepuściłam go
Wszedł do środka, a ja zamknęłam drzwi. Odwróciłam się do niego i bez chwili zastanowienia przytuliłam go. Delikatnie pogładził moje plecy i oderwał się.
- To co tam słychać ? - zapytał opadając na krzesło przy stole.
- A wszystko w porządku. - westchnęłam
- Kłamcą to ty jesteś słabym. - skwitował - Mów co się stało.
- Nie wyspałam się.
- A co było przyczyną, że się nie wyspałaś ?
- Pokłóciłam się z Alkiem. - szepnęłam i spuściłam wzrok
Czułam jak na mojej twarzy wychodzą wypieki, a do oczu napływają łzy.
- Chcesz coś do picia ? - szybko wyrwałam
- Nie, dziękuję.
- A co tam u Ciebie ?
Nasza dalsza rozmowa przebiegała bez komplikacji. Jednak czułam się dziwnie. Wiedziałam, że nie rozmawia ze mną jako przyjaciel, tylko jako ksiądz. Dawało mi to pewną granicę, która była dla mnie niekomfortowa.
- Dlaczego się ograniczasz ? - walnęłam prosto z mostu
Widziałam, że totalnie zaskoczyło go to pytanie. Siedział chwile wpatrując się w stół, po czym dał krótką odpowiedź:
- Bo jestem księdzem.
- A. Czyli jak rozmawiasz z Kamilem czy siostrą, to też się tak ograniczasz ? - byłam lekko zdenerwowana
Ogólnie wtedy bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, po całym tym zajściu z Aleksandrem.
- Nie, oni są dla mnie bliscy i przy nich nie muszę.
To co powiedział spowodowało u mnie wybuch.
- Rozumiem. Jestem dla Ciebie nikim ważnym. - wstałam - Ja nadal pamiętam jak na tamtej imprezie zaczepiali mnie tamci palanci. Cholernie się bałam, bo oni byli nawaleni i dobierali się do mnie. I przyszedłeś ty, uratowałeś mnie. Przytuliłeś mnie. Potem byliśmy cały czas. Obejmowałeś mnie. Dałeś buziaka w czoło. Wiesz, że byłeś moją pierwszą miłością ? Zakochałam się w Tobie. Byłeś taki wspaniały. Paczyłeś na mnie z taką czułością. Pocałowaliśmy się nawet kilka razy. - na te wspomnienia popłynęła mi łza po policzku.
- Monika...- zaczął, ale przerwał mu dzwonek do drzwi
Pospieszyłam tam od razu. Przed moimi oczami widniała postać Gawlińskiego.
- Hej. - szepnął
- Hej. - nie mogłam patrzeć mu w oczy - Wejdź.
- Chciałbym coś Ci powiedzieć. Mogę ? - stanął przede mną
Skinęłam głową.
- Byłem u babci.
- I co u niej ? - popatrzyłam na niego
- Na cmentarzu. - oznajmił
- Przepraszam. - spuściłam wzrok
- Kazała mi tu przyjechać. Chciałem Ci podziękować. Dzięki Tobie nawróciłem się. Myślisz, że przed pogrzebem chodziłem co niedzielę do kościoła ? Raczej to była okazjonalna wizyta. Zawsze była jakaś dobra wymówka: to praca, a to mecz, czasami mi się nie chciało. Nie czułem żadnej potrzeby, żeby tam iść. U Komunii byłem ostatni raz 4 lata temu, jak musiałem dać papierek o byciu chrzestnym. To tylko dzięki Tobie poszedłem na pogrzeb i zrozumiałem coś bardzo ważnego. Odkąd umarł mój dziadek, babcia darzyła mnie ze wszystkich największą miłością. Miałem wtedy 12 lat. Nikt nie dawał mi tyle miłości, co ona. Oczywiście, rodzice też kochają mnie mocno, ale jednak ta miłość jest taka sama jak do Michała czy Maćka. Kiedy byłem u niej i opowiadałem jej o Tobie, w jej oczach zobaczyłem łzy. Powiedziała do mnie, że to właśnie ta jedyna i że to już czas. Nie rozumiałem dokładnie, co miała na myśli mówiąc: już czas. Dwa dni później odeszła. Byłem wtedy wkurzony na Boga. Obiecałem sobie, że już nigdy nie będę Go uznawać i chodzić do Jego domu. Jednak ty to zmieniłaś. Dzięki Tobie pojednałem się z nim i odkryłem, to co najpiękniejsze. Już wiem, co powiedziała mi babcia. Bóg dał mi Ciebie, tą, która daje mi swoją miłość. Dlatego misja babci dobiegła końca i spokojnie mogła mnie zostawić. Teraz już jestem pewien jednego. Chcę wziąć z Tobą ślub. Nie po to, żeby było to prawnie, ale po to, aby podziękować Bogu za naszą miłość i przypieczętować ją. Chcę iść z Tobą przez życie. Wiem, że miłość, to coś wspaniałego. Ale i także kłótnie, których będzie pełno. To też poświęcenia i cierpienia, na które jestem gotowy. Dzięki miłości będziemy mieć dzieci. Dzięki niej będę szedł przez życie tylko z Tobą - tą jedyną. Każde cierpienie ma sens i zazwyczaj jest ono wynagradzane. Ja już ma nagrodę do końca życia i o tym będę przypominał sobie przy każdym kolejnym cierpieniu. Kocham Cię.
- To są najpiękniejsze słowa, jakie słyszałam. - szepnęłam i zaczęłam szlochać. - Proszę, wybacz mi.
- Nie wiem o czym mówisz. - uśmiechnął się - Ja też muszę prosić o przebaczenie, za wszystko.
- Kocham Cię.- przytuliłam się do niego - Jak noga ?
- Lepiej. - pogładził moje plecy - Mam jednak złą wiadomość. Bo mieliśmy w tym tygodniu iść na nauki przedślubne, ale ja nie mogę. Zmienił mi się grafik i nic nie mogę zrobić.
- Oj trudno.- westchnęłam
- Jadłaś już coś ?
- Nie.
- To coś Ci zrobię. - pocałował mnie w czoło
- Dobra, ale najpierw chodź. - pociągnęłam go do salonu.
Widziałam jego zmieszanie.
- To Kuba, mój... przyjaciel. - zaczęłam - Kuba, to mój narzeczony Alek.
- Miło mi. - wyciągnął dłoń ksiądz. - Podpiszę wam ten papier o naukach. Po raz pierwszy słyszałem tak piękne słowa o małżeństwie i miłości. Tylko, że i tak będziemy musieli się spotkać na jakieś 2 godzinki i z wami porozmawiam.
- Ratujesz mi życie już drugi raz. - rzekł Olek
- Drugi ? - podniosłam brew
- W liceum taki jeden chciał się na mnie zemścić i oskarżył mnie o kradzież. Już prawie wszytko było zakończone, oczywiście ja byłem winny, no ale Kuba przyszedł i zeznał, że wszystko widział i że to nie ja. - uśmiechnął się lekarz
- To wy sobie porozmawiajcie, a ja pójdę sobie coś zrobić do jedzenia. - oznajmiłam
- Ja Ci miałem zrobić. - jęknął chłopak
- Poradzę sobie. - puściłam mu oczko i poszłam do kuchni
Chciałam, żeby Kuba już sobie poszedł. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać i słyszeć jego głosu. Wiem, że nie widzieliśmy się długi czas, no ale jednak...
Usiadłam koło mojego chłopaka, który był pochłonięty rozmową. Delikatnie położyłam dłoń na jego przedramieniu, które spoczywało na jego nodze. Moje palce powędrowały na jego dłoń i przejechałam nimi po jej wnętrzu. Jego ręka drgnęła i zesztywniała. Wplątałam swoje palce w jego, a on zamknął dłoń.
- Ja już będę szedł. - wstał duchowny i podał rękę Alkowi - Cześć.
Ja mu nie odpowiedziałam i nawet się na niego nie popatrzyłam.
- Tęskniłam. - przytuliłam się do chłopaka, gdy tylko drzwi się zamknęły
- Ja też. - oparł głowę na mojej - Zaraz muszę lecieć do pracy.
- Ja Cię nigdzie nie puszczę. - ściaśniłam mocniej nasze dłonie.
- No ktoś musi pracować. - zaśmiał się - Muszę mieć skądś pieniądze na róże dla Ciebie, nie ?
- Nie musisz. Możesz być nawet biedny, a ja i tak będę Cię kochała.
- Czyli róż mam Ci już nie kupywać ?
- Jak chcesz. - westchnęłam - Słonecznik też może być.
- Jak ja Cię kocham. - zachichotał i pocałował mnie w głowę. - Przyjadę do Ciebie wieczorem, po pracy, może być ?
- Mhm. O której ? - zapytałam
- Kończę o 20 moja droga.
- Więc mój tani będę czekała.
- Lecę. - podniósł się - Miłego dnia piękna. - objął mnie w pasie i wpatrywał się w moje oczy.
- Miłej pracy przystojniaczku. - wspięłam się na palce i dałam mu buziaka. - zrobimy snapa ?
- Dawaj szybko.
Wyciągnęłam telefon i ustawiłam przed naszymi twarzami. Ja się uśmiechnęłam, a Alek przymknął jedno oko i wystawił język. Dodałam je.
- Dobra, lecę kochanie. Pa. - podszedł do drzwi
- No ale Alek jeszcze jedno, jak dajesz mi buziaka. - nagrywałam to przednią kamerką
Podszedł do mnie i pocałował w policzek.
- Kocham Cię. - rzucił przed zamknięciem drzwi.
Cały dzień zleciał mi bardzo szybko. Oglądałam filmy, ugotowałam obiad i poszłam na zakupy. W towarzystwie rodziców zjadłam obiad. Na nich zawsze mogę liczyć. Pomogłam tacie przy jego papierkach z pracy. Dostałam snapa od Kuby, ale bałam się go otworzyć. Nie wiem dlaczego, w ogóle powiedziałam mu o przeszłości. Przecież on jest księdzem i mu nic nie wolno. Po jakiejś godzinie przełamałam się i nacisnęłam na czerwony kwadracik przy jego nazwie. Ujrzałam zdjęcie zrobione naszej fotografii, na której dajemy sobie buziaka. Kompletnie mnie to zaskoczyło. Nie wiedziałam nawet, że ktoś nam zrobił takie zdjęcie. On był moim pierwszym chłopakiem. Pokazał mi co to miłość. Dawał mi bezpieczeństwo w swoich ramionach. Ale rozstaliśmy się. W zgodzie, bo mieliśmy wrócić do siebie za parę lat, bo nie za bardzo wtedy wyglądaliśmy razem. Różnica wieku była bardzo widoczna. Niestety nasze drogi się rozeszły. Na te wspomnienia zaczęłam szlochać. Wysłałam mu czarnego snapa z napisem: nigdy o Tobie nie zapomnę, ładne zdjęcie :) On przeczytał, ale już nie odpisał.
Oglądaliśmy z rodzicami telewizję, kiedy rozbrzmiał się dzwonek.
- Kogo tu przywiało o tej godzinie ? - westchnął tato i poszedł otworzyć.
Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 20,48.
- A ! Dobry wieczór ! - usłyszałam wesoły głos taty.
Po chwili do salonu wszedł mój chłopak.
- Alek ! - pisnęłam i rzuciłam się na jego szyję.
- Mówiłem, że przyjadę. - szeroko się uśmiechnął i przytulił mnie
- Wiem, ale się stęskniłam. Jadłeś coś ?
- Tak, tak.
- A może jesteś głodny ? Zrobię Ci coś pysznego.
- Dziękuję kochanie, ale nie jestem głodny.
- To siadaj. - pociągnęłam go za sobą na kanapę.
Chłopak wdał się w rozmowę z moim tatą, a ja wygrzebałam z jego kieszeni jego telefon. Niestety tak jak ja ma ustawioną blokadę na palca. Przyłożyłam dwa razy swój, ale nie wchodziło.
- Alusiu, odblokujesz mi ? - jęknęłam błagalnie
Wziął telefon i przyłożył palec. Oddał mi odblokowany telefon. Popatrzyłam na jego tapetę. Byłam na niej ja, jak się śmieję. Było to słodkie z jego strony.
- Mogę ustawić też swój palec ? - zapytałam
- Mhm. - mruknął pomiędzy słowami skierowanymi do przyszłego teścia
Zadowolona weszłam w ustawienia i dodałam odcisk swojego palca. Nacisnęłam na ikonkę galerii i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Kilka naszych, Mai i Zuzi, jakieś widoki i kilka innych. Pod koniec galerii natchnęłam się na zdjęcie jego byłej, dalej było ich wspólne zdjęcie. Kątem oka dostrzegłam, że patrzy się na moje poczynania. Nacisnęłam na ikonkę kosza. Wyskoczył komunikat, czy potwierdzam. Popatrzyłam na ukochanego.
- Usuń, usuń. - uśmiechnął się
Zostawiłam jego telefon i oparłam się o tors Gawlińskiego. Miarowe bicie serca uspakajało mnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam wtulona w chłopaka.
- Hej. - przywitał się
- Hej. Wchodź. - odsunęłam się i przepuściłam go
Wszedł do środka, a ja zamknęłam drzwi. Odwróciłam się do niego i bez chwili zastanowienia przytuliłam go. Delikatnie pogładził moje plecy i oderwał się.
- To co tam słychać ? - zapytał opadając na krzesło przy stole.
- A wszystko w porządku. - westchnęłam
- Kłamcą to ty jesteś słabym. - skwitował - Mów co się stało.
- Nie wyspałam się.
- A co było przyczyną, że się nie wyspałaś ?
- Pokłóciłam się z Alkiem. - szepnęłam i spuściłam wzrok
Czułam jak na mojej twarzy wychodzą wypieki, a do oczu napływają łzy.
- Chcesz coś do picia ? - szybko wyrwałam
- Nie, dziękuję.
- A co tam u Ciebie ?
Nasza dalsza rozmowa przebiegała bez komplikacji. Jednak czułam się dziwnie. Wiedziałam, że nie rozmawia ze mną jako przyjaciel, tylko jako ksiądz. Dawało mi to pewną granicę, która była dla mnie niekomfortowa.
- Dlaczego się ograniczasz ? - walnęłam prosto z mostu
Widziałam, że totalnie zaskoczyło go to pytanie. Siedział chwile wpatrując się w stół, po czym dał krótką odpowiedź:
- Bo jestem księdzem.
- A. Czyli jak rozmawiasz z Kamilem czy siostrą, to też się tak ograniczasz ? - byłam lekko zdenerwowana
Ogólnie wtedy bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, po całym tym zajściu z Aleksandrem.
- Nie, oni są dla mnie bliscy i przy nich nie muszę.
To co powiedział spowodowało u mnie wybuch.
- Rozumiem. Jestem dla Ciebie nikim ważnym. - wstałam - Ja nadal pamiętam jak na tamtej imprezie zaczepiali mnie tamci palanci. Cholernie się bałam, bo oni byli nawaleni i dobierali się do mnie. I przyszedłeś ty, uratowałeś mnie. Przytuliłeś mnie. Potem byliśmy cały czas. Obejmowałeś mnie. Dałeś buziaka w czoło. Wiesz, że byłeś moją pierwszą miłością ? Zakochałam się w Tobie. Byłeś taki wspaniały. Paczyłeś na mnie z taką czułością. Pocałowaliśmy się nawet kilka razy. - na te wspomnienia popłynęła mi łza po policzku.
- Monika...- zaczął, ale przerwał mu dzwonek do drzwi
Pospieszyłam tam od razu. Przed moimi oczami widniała postać Gawlińskiego.
- Hej. - szepnął
- Hej. - nie mogłam patrzeć mu w oczy - Wejdź.
- Chciałbym coś Ci powiedzieć. Mogę ? - stanął przede mną
Skinęłam głową.
- Byłem u babci.
- I co u niej ? - popatrzyłam na niego
- Na cmentarzu. - oznajmił
- Przepraszam. - spuściłam wzrok
- Kazała mi tu przyjechać. Chciałem Ci podziękować. Dzięki Tobie nawróciłem się. Myślisz, że przed pogrzebem chodziłem co niedzielę do kościoła ? Raczej to była okazjonalna wizyta. Zawsze była jakaś dobra wymówka: to praca, a to mecz, czasami mi się nie chciało. Nie czułem żadnej potrzeby, żeby tam iść. U Komunii byłem ostatni raz 4 lata temu, jak musiałem dać papierek o byciu chrzestnym. To tylko dzięki Tobie poszedłem na pogrzeb i zrozumiałem coś bardzo ważnego. Odkąd umarł mój dziadek, babcia darzyła mnie ze wszystkich największą miłością. Miałem wtedy 12 lat. Nikt nie dawał mi tyle miłości, co ona. Oczywiście, rodzice też kochają mnie mocno, ale jednak ta miłość jest taka sama jak do Michała czy Maćka. Kiedy byłem u niej i opowiadałem jej o Tobie, w jej oczach zobaczyłem łzy. Powiedziała do mnie, że to właśnie ta jedyna i że to już czas. Nie rozumiałem dokładnie, co miała na myśli mówiąc: już czas. Dwa dni później odeszła. Byłem wtedy wkurzony na Boga. Obiecałem sobie, że już nigdy nie będę Go uznawać i chodzić do Jego domu. Jednak ty to zmieniłaś. Dzięki Tobie pojednałem się z nim i odkryłem, to co najpiękniejsze. Już wiem, co powiedziała mi babcia. Bóg dał mi Ciebie, tą, która daje mi swoją miłość. Dlatego misja babci dobiegła końca i spokojnie mogła mnie zostawić. Teraz już jestem pewien jednego. Chcę wziąć z Tobą ślub. Nie po to, żeby było to prawnie, ale po to, aby podziękować Bogu za naszą miłość i przypieczętować ją. Chcę iść z Tobą przez życie. Wiem, że miłość, to coś wspaniałego. Ale i także kłótnie, których będzie pełno. To też poświęcenia i cierpienia, na które jestem gotowy. Dzięki miłości będziemy mieć dzieci. Dzięki niej będę szedł przez życie tylko z Tobą - tą jedyną. Każde cierpienie ma sens i zazwyczaj jest ono wynagradzane. Ja już ma nagrodę do końca życia i o tym będę przypominał sobie przy każdym kolejnym cierpieniu. Kocham Cię.
- To są najpiękniejsze słowa, jakie słyszałam. - szepnęłam i zaczęłam szlochać. - Proszę, wybacz mi.
- Nie wiem o czym mówisz. - uśmiechnął się - Ja też muszę prosić o przebaczenie, za wszystko.
- Kocham Cię.- przytuliłam się do niego - Jak noga ?
- Lepiej. - pogładził moje plecy - Mam jednak złą wiadomość. Bo mieliśmy w tym tygodniu iść na nauki przedślubne, ale ja nie mogę. Zmienił mi się grafik i nic nie mogę zrobić.
- Oj trudno.- westchnęłam
- Jadłaś już coś ?
- Nie.
- To coś Ci zrobię. - pocałował mnie w czoło
- Dobra, ale najpierw chodź. - pociągnęłam go do salonu.
Widziałam jego zmieszanie.
- To Kuba, mój... przyjaciel. - zaczęłam - Kuba, to mój narzeczony Alek.
- Miło mi. - wyciągnął dłoń ksiądz. - Podpiszę wam ten papier o naukach. Po raz pierwszy słyszałem tak piękne słowa o małżeństwie i miłości. Tylko, że i tak będziemy musieli się spotkać na jakieś 2 godzinki i z wami porozmawiam.
- Ratujesz mi życie już drugi raz. - rzekł Olek
- Drugi ? - podniosłam brew
- W liceum taki jeden chciał się na mnie zemścić i oskarżył mnie o kradzież. Już prawie wszytko było zakończone, oczywiście ja byłem winny, no ale Kuba przyszedł i zeznał, że wszystko widział i że to nie ja. - uśmiechnął się lekarz
- To wy sobie porozmawiajcie, a ja pójdę sobie coś zrobić do jedzenia. - oznajmiłam
- Ja Ci miałem zrobić. - jęknął chłopak
- Poradzę sobie. - puściłam mu oczko i poszłam do kuchni
Chciałam, żeby Kuba już sobie poszedł. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać i słyszeć jego głosu. Wiem, że nie widzieliśmy się długi czas, no ale jednak...
Usiadłam koło mojego chłopaka, który był pochłonięty rozmową. Delikatnie położyłam dłoń na jego przedramieniu, które spoczywało na jego nodze. Moje palce powędrowały na jego dłoń i przejechałam nimi po jej wnętrzu. Jego ręka drgnęła i zesztywniała. Wplątałam swoje palce w jego, a on zamknął dłoń.
- Ja już będę szedł. - wstał duchowny i podał rękę Alkowi - Cześć.
Ja mu nie odpowiedziałam i nawet się na niego nie popatrzyłam.
- Tęskniłam. - przytuliłam się do chłopaka, gdy tylko drzwi się zamknęły
- Ja też. - oparł głowę na mojej - Zaraz muszę lecieć do pracy.
- Ja Cię nigdzie nie puszczę. - ściaśniłam mocniej nasze dłonie.
- No ktoś musi pracować. - zaśmiał się - Muszę mieć skądś pieniądze na róże dla Ciebie, nie ?
- Nie musisz. Możesz być nawet biedny, a ja i tak będę Cię kochała.
- Czyli róż mam Ci już nie kupywać ?
- Jak chcesz. - westchnęłam - Słonecznik też może być.
- Jak ja Cię kocham. - zachichotał i pocałował mnie w głowę. - Przyjadę do Ciebie wieczorem, po pracy, może być ?
- Mhm. O której ? - zapytałam
- Kończę o 20 moja droga.
- Więc mój tani będę czekała.
- Lecę. - podniósł się - Miłego dnia piękna. - objął mnie w pasie i wpatrywał się w moje oczy.
- Miłej pracy przystojniaczku. - wspięłam się na palce i dałam mu buziaka. - zrobimy snapa ?
- Dawaj szybko.
Wyciągnęłam telefon i ustawiłam przed naszymi twarzami. Ja się uśmiechnęłam, a Alek przymknął jedno oko i wystawił język. Dodałam je.
- Dobra, lecę kochanie. Pa. - podszedł do drzwi
- No ale Alek jeszcze jedno, jak dajesz mi buziaka. - nagrywałam to przednią kamerką
Podszedł do mnie i pocałował w policzek.
- Kocham Cię. - rzucił przed zamknięciem drzwi.
Cały dzień zleciał mi bardzo szybko. Oglądałam filmy, ugotowałam obiad i poszłam na zakupy. W towarzystwie rodziców zjadłam obiad. Na nich zawsze mogę liczyć. Pomogłam tacie przy jego papierkach z pracy. Dostałam snapa od Kuby, ale bałam się go otworzyć. Nie wiem dlaczego, w ogóle powiedziałam mu o przeszłości. Przecież on jest księdzem i mu nic nie wolno. Po jakiejś godzinie przełamałam się i nacisnęłam na czerwony kwadracik przy jego nazwie. Ujrzałam zdjęcie zrobione naszej fotografii, na której dajemy sobie buziaka. Kompletnie mnie to zaskoczyło. Nie wiedziałam nawet, że ktoś nam zrobił takie zdjęcie. On był moim pierwszym chłopakiem. Pokazał mi co to miłość. Dawał mi bezpieczeństwo w swoich ramionach. Ale rozstaliśmy się. W zgodzie, bo mieliśmy wrócić do siebie za parę lat, bo nie za bardzo wtedy wyglądaliśmy razem. Różnica wieku była bardzo widoczna. Niestety nasze drogi się rozeszły. Na te wspomnienia zaczęłam szlochać. Wysłałam mu czarnego snapa z napisem: nigdy o Tobie nie zapomnę, ładne zdjęcie :) On przeczytał, ale już nie odpisał.
Oglądaliśmy z rodzicami telewizję, kiedy rozbrzmiał się dzwonek.
- Kogo tu przywiało o tej godzinie ? - westchnął tato i poszedł otworzyć.
Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 20,48.
- A ! Dobry wieczór ! - usłyszałam wesoły głos taty.
Po chwili do salonu wszedł mój chłopak.
- Alek ! - pisnęłam i rzuciłam się na jego szyję.
- Mówiłem, że przyjadę. - szeroko się uśmiechnął i przytulił mnie
- Wiem, ale się stęskniłam. Jadłeś coś ?
- Tak, tak.
- A może jesteś głodny ? Zrobię Ci coś pysznego.
- Dziękuję kochanie, ale nie jestem głodny.
- To siadaj. - pociągnęłam go za sobą na kanapę.
Chłopak wdał się w rozmowę z moim tatą, a ja wygrzebałam z jego kieszeni jego telefon. Niestety tak jak ja ma ustawioną blokadę na palca. Przyłożyłam dwa razy swój, ale nie wchodziło.
- Alusiu, odblokujesz mi ? - jęknęłam błagalnie
Wziął telefon i przyłożył palec. Oddał mi odblokowany telefon. Popatrzyłam na jego tapetę. Byłam na niej ja, jak się śmieję. Było to słodkie z jego strony.
- Mogę ustawić też swój palec ? - zapytałam
- Mhm. - mruknął pomiędzy słowami skierowanymi do przyszłego teścia
Zadowolona weszłam w ustawienia i dodałam odcisk swojego palca. Nacisnęłam na ikonkę galerii i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Kilka naszych, Mai i Zuzi, jakieś widoki i kilka innych. Pod koniec galerii natchnęłam się na zdjęcie jego byłej, dalej było ich wspólne zdjęcie. Kątem oka dostrzegłam, że patrzy się na moje poczynania. Nacisnęłam na ikonkę kosza. Wyskoczył komunikat, czy potwierdzam. Popatrzyłam na ukochanego.
- Usuń, usuń. - uśmiechnął się
Zostawiłam jego telefon i oparłam się o tors Gawlińskiego. Miarowe bicie serca uspakajało mnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam wtulona w chłopaka.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Rozdział 26
Idziemy do mnie do kościoła, trzeba podejść do księdza ;) Bądź zaraz wysłałam wiadomość do mojego chłopaka. Trzeba coś w końcu załatwiać ze ślubem. Mam mecz na 11.30 ;) Więc nic z tego :* zaczął się wykręcać. A msza jest na 10. Będzie trwała góra 45 min, więc na luzie się wyrobimy :* Przyjeżdżaj już Gawliński. Na jego odpowiedź nie czekałam długo Dobra, dobra, już jadę.
Po 10 minutach dostałam sms'a, że czeka już pod domem.
Na szczęście z księdzem poszło nam szybko i łatwo. Powiedział nam co i jak.
Dojechaliśmy na boisko sportowe w miejscowości, w której mieszka babcia Alka. Zaczął dzwonić mi telefon. Połączenie prywatne, to zapewne Filip.
- Przyjdziesz zaraz na ławkę ? - zapytał Olek
Pokiwałam twierdząco głową, a on dał mi buziaka.
- Halo. - odebrałam z radością
- Siemka kochany wariacie. - usłyszałam wesoły głos brata - Co tam u Ciebie ?
- A dobrze, dobrze. Właśnie jestem na meczu Alka. A u Ciebie ?
- Spoko. Przyzwyczaiłem się już. Tylko tęsknię za wami. - westchnął
- Ja za Tobą też braciszku. Wiesz co ? - zamilkłam - Jestem z Ciebie dumna Filip.
- Miło. - wyczułam, że się uśmiecha
Dzisiaj miał jakiś luźniejszy dzień, bo rozmawiał ze mną prawie 10 minut, a zazwyczaj rozmowa kończy się na dwóch minutach. Zawsze miałam szacunek do żołnierzy, ale teraz, jak Filip jest w wojsku, mój szacunek znacznie wzrósł. Wiem, z czym tak naprawdę się spotykają, jaki muszą włożyć w to wysiłek i ile ich to kosztuje. Zawsze jak spotykam jakiegoś żołnierza, to staram mu się mówić dzień dobry, bo dla mnie jest przyjacielem. Pamiętam jak kiedyś byłam na pielgrzymce w Krakowie i padał deszcz. Akurat jadłam obiad na wynos siedząc na jakimś murku w rynku. W jakimś momencie przechodził koło mnie żołnierz. Pamiętam jego wzrok i usta, które ułożyły się w delikatny uśmiech i powiedziały mi cicho smacznego. Nagle wtedy zapomniałam o deszczu i na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Rozpromieniona odrzekłam mu Dziękuję! Znaczyło to dla mnie bardzo wiele. Jedno słowo, a potrafi zdziałać tyle dobrego.
Podniosłam wzrok i dostrzegłam, że drużyny jeszcze się rozgrzewają. Delikatnie wygramoliłam się z samochodu i wyciągnęłam kule. Rozglądałam się za jakąś wolną ławeczką i ujrzałam taką obok "rogu". Zajęłam ją i wygodnie ustawiłam nogę. Drużyna zaczęła już się ustawiać na linii do wyjścia na boisko. Nie zdążyłam nawet dać Alkowi kopa na szczęście, czy buziaka... Weszli wszyscy na środek i na znak sędziego przywitali się z publicznością, która liczyła około 20 osób. Fajnie wyglądały te ich okrzyki.
Oglądałam mojego chłopaka w akcji i nie dowierzałam. Nie wiedziałam, że jest tak dobry, tak zwinny i szybki. Śmiesznie wyglądało jak lecieli do niego niscy przeciwnicy. W pewnym momencie, Alek zapuścił się na 10 metr przeciwnika, a w jego stronę leciała piłka na wysokości klatki piersiowej. Długo się nie zastanawiając podskoczył i wykonując tak zwaną przewrotkę, cisnął nią w bramkę. Bramkarz nie miał szans i tym o to sposobem padł pierwszy gol. Bardzo się cieszył, co wyraził okrzykiem i biegiem do kolegów. Pogratulowałam mu oklaskami, jak i publiczność.
W czterdziestej minucie spotkania walczył z kimś sam na sam o piłkę. Było takie zamieszanie, że po chwili zorientowałam się, że Gawliński leży na ziemi i trzyma się za nogę z grymasem na buzi. Wyglądało mi to na coś poważnego. Koledzy pomogli mu zejść z boiska i usiadł za linią. Podszedł do niego trener i podał zamrażacz. Wielka, biała chmura poleciała na staw skokowy mojego ukochanego. Widziałam, że strasznie cierpi. Jednak wstał i lekko utykając, pobiegł dalej grać.
Na przerwie nie podszedł do mnie, bo ciągle rozmawiał z trenerem i kolegami.
Zagrał całą drugą połowę i skończyło się na wyniku 1:0. Z uśmiechem zmieszanym z bólem podążał w moją stronę.
OCZAMI ALKA
Noga dawała mi mocno o sobie znać, ale nie mogłem zostawić mojej drużyny. Wygraliśmy i to się liczy. Szedłem w stronę Moniki, kiedy podbiegła do mnie Sylwia - nastolatka, wierna nasza kibicka, córka trenera.
- Alek, mogę z tobą zdjęcie? - zapytała
- Jasne. - uśmiechnąłem się i schyliłem
Ustawiła aparat na przednią kamerkę i ujrzałem nasze twarze.
- Czekaj, bo okropnie wyglądam. - wytarłem pot z czoła i przeczesałem włosy. - Dobra, dawaj.
- Dzięki. - zrobiła zdjęcie. - Mogę dodać na my story ?
- Jasne. - poklepałem ją po ramieniu - Dzięki za kibicowanie, wariacie. - rzekłem na odchodne
Zobaczyłem moją dziewczynę i lekko się uśmiechnąłem.
OCZAMI MONIKI
- Co z nogą ? - zapytałam zmartwiona
- Lekko podkręcona. - ściągnął getry i pokazał lekko spuchniętą kostkę
- Biedactwo. - pogładziłam jego policzek i dałam buziaka. - Piękna bramka.
- Dzięki. - puścił mi oczko - Jedziemy ?
- Jasne.
Chłopak wykąpał się i usiadł koło mnie na kanapie.
- Pokaż mi tą nogę. - powiedziałam i zaczęłam oglądać. - Może zawiąż sobie bandażem.
- Nie trzeba. - uśmiechnął się
- Ale Alek...
- Chyba wiem, co jest dla mnie dobre, nie ?
- No tak, bo ja przecież na tym się nie znam. - westchnęłam
- A ty mi zabandażujesz ? - kąciki jego ust powędrowały do góry
- Z chęcią.
Delikatnie okrążałam jego nogę. Starałam się robić to jak najlepiej.
- Dziękuję. - rzekł po zabiegu.
Zbliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze wargi. Nie mogąc się oprzeć dawałam mu kolejne buziaki, co przerodził się w namiętne pocałunki. Delikatnie włożyłam dłoń pod jego koszulkę, po czym ściągnęłam ją. On długo nie czekając zrobił to samo z moją. Nasze spodnie powędrowały na ziemię, a my na łóżku ciągle się całując. Po chwili zsunęłam jego bokserki. Jego dłoń wędrowała po moich plecach, gdy nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Nic sobie z tego nie robiliśmy.
- Alek, to my ! - usłyszeliśmy zza drzwi głos pani Agaty.
Momentalnie oderwaliśmy się od siebie.
- Bierz ciuchy i idź do łazienki. - szepnęłam i zaczęłam się ubierać - Już idę ! - krzyknęłam
W ekspresowym tempie znalazłam się pod drzwiami.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się na widok rodziców chłopaka.
- O dzień dobry. - weszli do środka. - Olka nie ma ?
- Jest w toalecie. - oznajmiłam
- Przyszliśmy w odwiedziny. - poszła do salonu pani Agata - Co porabiacie ?
- A nic szczególnego. Bandażowałam Alkowi kostkę, bo ma lekko podkręconą.
- Co już znowu robił ? - zaśmiał się pan Mariusz
- Na meczu coś zrobił. - usiadłam w fotelu
Oczywiście rodzicom nie śpieszyło się do domu i towarzyszyli nam do 17.12.
Po wyjściu przytuliłam się do chłopaka.
- Twoja mama mówiła coś o sali na wesele. - zaczęłam
- A no tak. Zarezerwowałem taką jedną. Pokażę ci.
Uruchomił laptopa i położył go na stoliku przed nami. Szybko odszukał odpowiedniej strony i pokazał mi zdjęcia. Nie podobało mi się to miejsce. Ale nie wiedziałam, czy mu to powiedzieć.
- Alek...
- No ? - uśmiechnął się
- Nie obraź się, ale ona mi się nie podoba. - patrzyłam na niego niepewnie
- No, ale mamy już ją zarezerwowaną. Więc nie masz wyjścia.
- Ale ona mi się nie podoba ! - pisnęłam - Ja tam nie chcę mieć wesela. Mogłeś zapytać mnie o zdanie. W końcu, to nasze wspólne święto...
- Jak zwykle coś ci się nie podoba...
- No tak ! Przepraszam, że jestem szczera i coś mi się nie podoba ! - podniosłam głos - Może najlepiej ty wszystko sam zorganizuj i kup mi suknię, zaproś moją rodzinę i ich usadź !
- O co ci chodzi ? - nie wytrzymał i wybuchł
- O to, że w ogóle nie zapytałeś się o moje zdanie debilu !
- Debilu ?!
- A co, głuchy jesteś? - kłóciliśmy się
- Mam cię dość ! Nie dość, że chcę dla ciebie dobrze, to jeszcze mnie wyzywasz ! Wielka pani świata się znalazła. Może jeszcze mam ci pokłony składać ?!
- Ty już nic nie musisz. - warknęłam i podążałam do drzwi
- Dokąd idziesz ? - zapytał
- Do domu.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba, sama sobie poradzę.
- Odwiozę cię. - naciskał
Przez całą drogę się do niego nie odezwałam, ani nie popatrzyłam. Wychodząc trzasnęłam drzwiami i szybko weszłam do domu.
Dostałam wiadomość od Ani. Hejo :* Co tam u Ciebie ? :) Nie chciało mi się rozmawiać, więc nie owijałam w bawełnę. Pokłóciłam się z Alkiem i nie chcę o tym rozmawiać. Na szczęście zrozumiała Ok, to nie będę Ci przeszkadzała, na pewno wolisz być sama. Zobaczysz, wszystko się ułoży ;) Trzymaj się, paaa. Zawsze ją kochałam Dziękuję, paa :* <3
- Miło. - wyczułam, że się uśmiecha
Dzisiaj miał jakiś luźniejszy dzień, bo rozmawiał ze mną prawie 10 minut, a zazwyczaj rozmowa kończy się na dwóch minutach. Zawsze miałam szacunek do żołnierzy, ale teraz, jak Filip jest w wojsku, mój szacunek znacznie wzrósł. Wiem, z czym tak naprawdę się spotykają, jaki muszą włożyć w to wysiłek i ile ich to kosztuje. Zawsze jak spotykam jakiegoś żołnierza, to staram mu się mówić dzień dobry, bo dla mnie jest przyjacielem. Pamiętam jak kiedyś byłam na pielgrzymce w Krakowie i padał deszcz. Akurat jadłam obiad na wynos siedząc na jakimś murku w rynku. W jakimś momencie przechodził koło mnie żołnierz. Pamiętam jego wzrok i usta, które ułożyły się w delikatny uśmiech i powiedziały mi cicho smacznego. Nagle wtedy zapomniałam o deszczu i na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Rozpromieniona odrzekłam mu Dziękuję! Znaczyło to dla mnie bardzo wiele. Jedno słowo, a potrafi zdziałać tyle dobrego.
Podniosłam wzrok i dostrzegłam, że drużyny jeszcze się rozgrzewają. Delikatnie wygramoliłam się z samochodu i wyciągnęłam kule. Rozglądałam się za jakąś wolną ławeczką i ujrzałam taką obok "rogu". Zajęłam ją i wygodnie ustawiłam nogę. Drużyna zaczęła już się ustawiać na linii do wyjścia na boisko. Nie zdążyłam nawet dać Alkowi kopa na szczęście, czy buziaka... Weszli wszyscy na środek i na znak sędziego przywitali się z publicznością, która liczyła około 20 osób. Fajnie wyglądały te ich okrzyki.
Oglądałam mojego chłopaka w akcji i nie dowierzałam. Nie wiedziałam, że jest tak dobry, tak zwinny i szybki. Śmiesznie wyglądało jak lecieli do niego niscy przeciwnicy. W pewnym momencie, Alek zapuścił się na 10 metr przeciwnika, a w jego stronę leciała piłka na wysokości klatki piersiowej. Długo się nie zastanawiając podskoczył i wykonując tak zwaną przewrotkę, cisnął nią w bramkę. Bramkarz nie miał szans i tym o to sposobem padł pierwszy gol. Bardzo się cieszył, co wyraził okrzykiem i biegiem do kolegów. Pogratulowałam mu oklaskami, jak i publiczność.
W czterdziestej minucie spotkania walczył z kimś sam na sam o piłkę. Było takie zamieszanie, że po chwili zorientowałam się, że Gawliński leży na ziemi i trzyma się za nogę z grymasem na buzi. Wyglądało mi to na coś poważnego. Koledzy pomogli mu zejść z boiska i usiadł za linią. Podszedł do niego trener i podał zamrażacz. Wielka, biała chmura poleciała na staw skokowy mojego ukochanego. Widziałam, że strasznie cierpi. Jednak wstał i lekko utykając, pobiegł dalej grać.
Na przerwie nie podszedł do mnie, bo ciągle rozmawiał z trenerem i kolegami.
Zagrał całą drugą połowę i skończyło się na wyniku 1:0. Z uśmiechem zmieszanym z bólem podążał w moją stronę.
OCZAMI ALKA
Noga dawała mi mocno o sobie znać, ale nie mogłem zostawić mojej drużyny. Wygraliśmy i to się liczy. Szedłem w stronę Moniki, kiedy podbiegła do mnie Sylwia - nastolatka, wierna nasza kibicka, córka trenera.
- Alek, mogę z tobą zdjęcie? - zapytała
- Jasne. - uśmiechnąłem się i schyliłem
Ustawiła aparat na przednią kamerkę i ujrzałem nasze twarze.
- Czekaj, bo okropnie wyglądam. - wytarłem pot z czoła i przeczesałem włosy. - Dobra, dawaj.
- Dzięki. - zrobiła zdjęcie. - Mogę dodać na my story ?
- Jasne. - poklepałem ją po ramieniu - Dzięki za kibicowanie, wariacie. - rzekłem na odchodne
Zobaczyłem moją dziewczynę i lekko się uśmiechnąłem.
OCZAMI MONIKI
- Co z nogą ? - zapytałam zmartwiona
- Lekko podkręcona. - ściągnął getry i pokazał lekko spuchniętą kostkę
- Biedactwo. - pogładziłam jego policzek i dałam buziaka. - Piękna bramka.
- Dzięki. - puścił mi oczko - Jedziemy ?
- Jasne.
Chłopak wykąpał się i usiadł koło mnie na kanapie.
- Pokaż mi tą nogę. - powiedziałam i zaczęłam oglądać. - Może zawiąż sobie bandażem.
- Nie trzeba. - uśmiechnął się
- Ale Alek...
- Chyba wiem, co jest dla mnie dobre, nie ?
- No tak, bo ja przecież na tym się nie znam. - westchnęłam
- A ty mi zabandażujesz ? - kąciki jego ust powędrowały do góry
- Z chęcią.
Delikatnie okrążałam jego nogę. Starałam się robić to jak najlepiej.
- Dziękuję. - rzekł po zabiegu.
Zbliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze wargi. Nie mogąc się oprzeć dawałam mu kolejne buziaki, co przerodził się w namiętne pocałunki. Delikatnie włożyłam dłoń pod jego koszulkę, po czym ściągnęłam ją. On długo nie czekając zrobił to samo z moją. Nasze spodnie powędrowały na ziemię, a my na łóżku ciągle się całując. Po chwili zsunęłam jego bokserki. Jego dłoń wędrowała po moich plecach, gdy nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Nic sobie z tego nie robiliśmy.
- Alek, to my ! - usłyszeliśmy zza drzwi głos pani Agaty.
Momentalnie oderwaliśmy się od siebie.
- Bierz ciuchy i idź do łazienki. - szepnęłam i zaczęłam się ubierać - Już idę ! - krzyknęłam
W ekspresowym tempie znalazłam się pod drzwiami.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się na widok rodziców chłopaka.
- O dzień dobry. - weszli do środka. - Olka nie ma ?
- Jest w toalecie. - oznajmiłam
- Przyszliśmy w odwiedziny. - poszła do salonu pani Agata - Co porabiacie ?
- A nic szczególnego. Bandażowałam Alkowi kostkę, bo ma lekko podkręconą.
- Co już znowu robił ? - zaśmiał się pan Mariusz
- Na meczu coś zrobił. - usiadłam w fotelu
Oczywiście rodzicom nie śpieszyło się do domu i towarzyszyli nam do 17.12.
Po wyjściu przytuliłam się do chłopaka.
- Twoja mama mówiła coś o sali na wesele. - zaczęłam
- A no tak. Zarezerwowałem taką jedną. Pokażę ci.
Uruchomił laptopa i położył go na stoliku przed nami. Szybko odszukał odpowiedniej strony i pokazał mi zdjęcia. Nie podobało mi się to miejsce. Ale nie wiedziałam, czy mu to powiedzieć.
- Alek...
- No ? - uśmiechnął się
- Nie obraź się, ale ona mi się nie podoba. - patrzyłam na niego niepewnie
- No, ale mamy już ją zarezerwowaną. Więc nie masz wyjścia.
- Ale ona mi się nie podoba ! - pisnęłam - Ja tam nie chcę mieć wesela. Mogłeś zapytać mnie o zdanie. W końcu, to nasze wspólne święto...
- Jak zwykle coś ci się nie podoba...
- No tak ! Przepraszam, że jestem szczera i coś mi się nie podoba ! - podniosłam głos - Może najlepiej ty wszystko sam zorganizuj i kup mi suknię, zaproś moją rodzinę i ich usadź !
- O co ci chodzi ? - nie wytrzymał i wybuchł
- O to, że w ogóle nie zapytałeś się o moje zdanie debilu !
- Debilu ?!
- A co, głuchy jesteś? - kłóciliśmy się
- Mam cię dość ! Nie dość, że chcę dla ciebie dobrze, to jeszcze mnie wyzywasz ! Wielka pani świata się znalazła. Może jeszcze mam ci pokłony składać ?!
- Ty już nic nie musisz. - warknęłam i podążałam do drzwi
- Dokąd idziesz ? - zapytał
- Do domu.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba, sama sobie poradzę.
- Odwiozę cię. - naciskał
Przez całą drogę się do niego nie odezwałam, ani nie popatrzyłam. Wychodząc trzasnęłam drzwiami i szybko weszłam do domu.
Dostałam wiadomość od Ani. Hejo :* Co tam u Ciebie ? :) Nie chciało mi się rozmawiać, więc nie owijałam w bawełnę. Pokłóciłam się z Alkiem i nie chcę o tym rozmawiać. Na szczęście zrozumiała Ok, to nie będę Ci przeszkadzała, na pewno wolisz być sama. Zobaczysz, wszystko się ułoży ;) Trzymaj się, paaa. Zawsze ją kochałam Dziękuję, paa :* <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)