2 TYGODNIE PÓŹNIEJ
Ostatnie dni były spokojne i udane. Pisałam ten oficjalny egzamin na ratownika medycznego, po którym dostanę uprawnienia do zawodu, oczywiście jeśli zdam. Ale analizując w domu odpowiedzi, to jakieś 98% załapię. Praktyka też mi poszła w miarę dobrze. Egzaminatorzy nie dali mi odczuć tego, że mam niesprawną nogę, ale nawet mi pomagali. Byli pełni podziwu, że się nie poddałam i próbuję zaliczyć.
Alek dzisiaj wieczorem wyjeżdża do Niemiec na jakieś szkolenie. W ogóle mi się to nie spodobało, no ale nie mogę go ograniczać. Będę robiła wszystko, aby mógł się doskonalić i realizować. Jego szczęście jest dla mnie najważniejsze.
- Pojedziemy do galerii ? Muszę kupić sobie Conversy, bo tamte mi się rozwaliły. - chłopak zrobił maślane oczy, jak kot ze Shreka
- Kocham Cię. - zanurzyłam palce w jego włosach
- No Monika. - jęknął
- Przecież Ci odpowiedziałam. - zachichotałam - Miłość oznacza, że zawsze będziemy razem. A wyznanie kocham cię, jest najwspanialszym sposobem okazania miłości. - pocałowałam jego czubek głowy.
- Słodko. - uśmiechnął się - Dobra, ruszaj tą swoją szanowną i jedziemy. Chcę się jeszcze zdrzemnąć przed podróżą.
Długo nie zawitaliśmy w sklepie, bo chłopak wziął pierwsze trampki, przymierzył je i kupił. Wziął typowe czarne, niskie. Oczywiście prezentował mi je dłużej, niż przymierzał, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało.
Pokonywaliśmy kolejne metry "korytarza" galerii, kiedy znaleźliśmy się koło sklepu z ciuchami, który bardzo lubię.
- Wejdziemy na chwilę ? - zapytałam
- Na chwilę możemy. - uśmiechnął się i weszliśmy
Przeglądałam wiele ubrań, lecz jakoś żadne mi się nie spodobało. Pod koniec zwiedzania wpadała mi w oko szara koszulka, z serduszkiem jako balon na prawym boku, a pod nim niby ciągnący się sznureczek.
- Przymierzę ją tak szybciutko, okej ? - popatrzyłam na chłopaka - Albo dobra, nie. Wracajmy już, żebyś się przespał.
- Mierz. To tylko chwilka, nie ? - uśmiechnął się
- Tylko chwilka.
Pośpiesznie zajęłam przymierzalnie i zwinnymi ruchami zmieniłam koszulki. Przyjrzałam się w lustrze i odsłoniłam zasłonę.
- Iii ? - zaprezentowałam się chłopakowi
W jego oku dostrzegłam blask. Na twarzy przemknął delikatny uśmiech.
- Ślicznie wygląda na Tobie.
Te słowa naprawdę mnie wzruszyły. Zasłoniłam zasłonę i szybko się przebrałam.
- A na ile ty tam jedziesz ? - zapytałam wychodząc.
- 5 dni.
- Yhym. - zasmuciłam się
- A co ? Coś jest ważnego w tych dniach ? - zapytał
- Nie, nie. Trochę długo. - próbowałam się uśmiechać, ale mi nie wychodziło.
Tak naprawdę, to za 4 dni mam urodziny. Zasmuciło mnie to, że o tym nie pamięta, no ale trudno... Zaprosiłam kilku znajomych na takie małe przyjęcie urodzinowe. Ma być ono w takie na luzie. Nie chcę, żeby goście byli elegancko ubrani i brali ze sobą prezenty. Chcę tylko z nimi posiedzieć, porozmawiać, no i może trochę potańczyć.
Przeszukałam swoje kieszenie, w celu znalezienia portfela. Nie miałam go. Pewnie dałam Alkowi.
- Alek, daj mi mój portfel. - zwróciłam się do chłopaka
- Ale ja nie mam twojego.
- Jak to ? - zaniepokoiłam się - Pewnie zostawiłam w domu - westchnęłam - Dobra, to idę ją odłorzyć.
- Przecież Ci zapłacę.
- Nie trzeba.
- Ale ty marudzisz. Bierz ją.
Podałam koszulkę kasjerce i czekałam, aż wszystko zapakuje. Doktor podał banknot i czekał na resztę.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka jak opuściliśmy sklep. - Oddam Ci jak wrócimy.
- Przestań. Nie musisz oddawać.
- Oddam Ci. - upierałam się
- Nie będę się kłócił o jakieś 17 złotych ! - zaśmiał się - Potraktuj to jako prezent.
- Z jakiej okazji ? - byłam pełna nadziei.
- No nie wiem. - westchnął - Jaka może być okazja... - zamyślił się - O ! Wiem ! Za to, że jesteś taka kochana. - objął mnie ramieniem
- Dziękuję. - dałam mu buziaka i złączyłam nasze dłonie
Szliśmy uśmiechnięci do wyjścia z galerii. Nagle poczułam wibracje w kieszeni moich spodni. Wyciągnęłam go i popatrzyłam na wyświetlacz. Padre Kuba. Chwilę się zawahałam, bo od tej wizyty w domu nie rozmawiałam z nim. Jednak po chwili odebrałam:
- Halo ?
- Cześć Monika. - usłyszałam - Mam do Ciebie sprawę...
- Słucham. - zdziwiłam się
- Masz może jutro wolny czas ?
- Tak. A co ?
- Bo organizuję jutro wyjazd dzieciaków ode mnie z parafii na wycieczkę. I czy mogłabyś pojechać z nami, jako ratownik medyczny ? Jest u nas taka jedna mama, co ma świra na punkcie bezpieczeństwa. Dużo tam do chodzenia nie będzie, tylko z autobusu na plac, gdzie będziemy mieć ognisko i gdzie będą zabawy.
- No okej. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Wyjazd o 10 z przed plebanii. Mam po Ciebie przyjechać ?
- Nie, sama dam radę. - powiedziałam
- To do jutra.
- No. - rzuciłam i rozłączyłam się.
Popatrzyłam na chłopaka, który wciąż się uśmiechał.
- Co się wydarzyło, kiedy Kuba był u Ciebie ? - zapytał
- A co miało się wydarzyć ?
- Nie wiem co, ale wiem, że coś było.
- Możemy o tym porozmawiać w samochodzie ?
Opowiedziałam mu wszystko, nawet to, że byliśmy razem. Nie skomentował tej całej sytuacji.
Dojechaliśmy do jego mieszkania i od razu poszliśmy do sypialni. Na łóżku leżała jakaś granatowa koszulka. Podniosłam ją i ujrzałam koszulkę z uniwersytetu łódzkiego, z nazwiskiem Gawliński na plecach.
- Jaka śliczna. - trzymałam ją w dłoniach
- Moja ulubiona. - podszedł do mnie
- Chciałabym taką.
- Idziesz spać ? - zapytał
- Mogę się położyć koło Ciebie.
Położyłam się wygonie, a chłopak oparł głowę na moim brzuchu. Zaczęłam gładzić jego włosy. Widziałam jak jego powieki robią się coraz cięższe. Po chwili zmorzył go sen.
Stałam przed domem oparta o drzwi samochodu Gawlińskiego.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam i dałam mu buziaka
- Ty na siebie też. Będę dzwonił w wolnej chwili.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - puścił mi oczko i odjechał.
sobota, 6 sierpnia 2016
czwartek, 4 sierpnia 2016
Rozdział 27
Będę za 5 min ;) ta wiadomość od: padre Kuba wyrwała mnie ze snu. Zerwałam się na równe nogi i natychmiast poleciałam ubrać się do łazienki. Chyba nigdy tak szybko się nie ubrałam. Wbiegłam do salonu i zaczęłam sprzątać, bo rodzinka nie pozostawiła za sobą porządku. Czułam się, jakby ta wizyta to sprawa życia. Po domu rozszedł się dzwonek. Byłam cała spanikowana. Złapałam za kulę i popędziłam do przedpokoju. Wzięłam głęboki wdech i pociągnęłam drzwi. Moim oczom ukazał się uśmiechnięty ksiądz.
- Hej. - przywitał się
- Hej. Wchodź. - odsunęłam się i przepuściłam go
Wszedł do środka, a ja zamknęłam drzwi. Odwróciłam się do niego i bez chwili zastanowienia przytuliłam go. Delikatnie pogładził moje plecy i oderwał się.
- To co tam słychać ? - zapytał opadając na krzesło przy stole.
- A wszystko w porządku. - westchnęłam
- Kłamcą to ty jesteś słabym. - skwitował - Mów co się stało.
- Nie wyspałam się.
- A co było przyczyną, że się nie wyspałaś ?
- Pokłóciłam się z Alkiem. - szepnęłam i spuściłam wzrok
Czułam jak na mojej twarzy wychodzą wypieki, a do oczu napływają łzy.
- Chcesz coś do picia ? - szybko wyrwałam
- Nie, dziękuję.
- A co tam u Ciebie ?
Nasza dalsza rozmowa przebiegała bez komplikacji. Jednak czułam się dziwnie. Wiedziałam, że nie rozmawia ze mną jako przyjaciel, tylko jako ksiądz. Dawało mi to pewną granicę, która była dla mnie niekomfortowa.
- Dlaczego się ograniczasz ? - walnęłam prosto z mostu
Widziałam, że totalnie zaskoczyło go to pytanie. Siedział chwile wpatrując się w stół, po czym dał krótką odpowiedź:
- Bo jestem księdzem.
- A. Czyli jak rozmawiasz z Kamilem czy siostrą, to też się tak ograniczasz ? - byłam lekko zdenerwowana
Ogólnie wtedy bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, po całym tym zajściu z Aleksandrem.
- Nie, oni są dla mnie bliscy i przy nich nie muszę.
To co powiedział spowodowało u mnie wybuch.
- Rozumiem. Jestem dla Ciebie nikim ważnym. - wstałam - Ja nadal pamiętam jak na tamtej imprezie zaczepiali mnie tamci palanci. Cholernie się bałam, bo oni byli nawaleni i dobierali się do mnie. I przyszedłeś ty, uratowałeś mnie. Przytuliłeś mnie. Potem byliśmy cały czas. Obejmowałeś mnie. Dałeś buziaka w czoło. Wiesz, że byłeś moją pierwszą miłością ? Zakochałam się w Tobie. Byłeś taki wspaniały. Paczyłeś na mnie z taką czułością. Pocałowaliśmy się nawet kilka razy. - na te wspomnienia popłynęła mi łza po policzku.
- Monika...- zaczął, ale przerwał mu dzwonek do drzwi
Pospieszyłam tam od razu. Przed moimi oczami widniała postać Gawlińskiego.
- Hej. - szepnął
- Hej. - nie mogłam patrzeć mu w oczy - Wejdź.
- Chciałbym coś Ci powiedzieć. Mogę ? - stanął przede mną
Skinęłam głową.
- Byłem u babci.
- I co u niej ? - popatrzyłam na niego
- Na cmentarzu. - oznajmił
- Przepraszam. - spuściłam wzrok
- Kazała mi tu przyjechać. Chciałem Ci podziękować. Dzięki Tobie nawróciłem się. Myślisz, że przed pogrzebem chodziłem co niedzielę do kościoła ? Raczej to była okazjonalna wizyta. Zawsze była jakaś dobra wymówka: to praca, a to mecz, czasami mi się nie chciało. Nie czułem żadnej potrzeby, żeby tam iść. U Komunii byłem ostatni raz 4 lata temu, jak musiałem dać papierek o byciu chrzestnym. To tylko dzięki Tobie poszedłem na pogrzeb i zrozumiałem coś bardzo ważnego. Odkąd umarł mój dziadek, babcia darzyła mnie ze wszystkich największą miłością. Miałem wtedy 12 lat. Nikt nie dawał mi tyle miłości, co ona. Oczywiście, rodzice też kochają mnie mocno, ale jednak ta miłość jest taka sama jak do Michała czy Maćka. Kiedy byłem u niej i opowiadałem jej o Tobie, w jej oczach zobaczyłem łzy. Powiedziała do mnie, że to właśnie ta jedyna i że to już czas. Nie rozumiałem dokładnie, co miała na myśli mówiąc: już czas. Dwa dni później odeszła. Byłem wtedy wkurzony na Boga. Obiecałem sobie, że już nigdy nie będę Go uznawać i chodzić do Jego domu. Jednak ty to zmieniłaś. Dzięki Tobie pojednałem się z nim i odkryłem, to co najpiękniejsze. Już wiem, co powiedziała mi babcia. Bóg dał mi Ciebie, tą, która daje mi swoją miłość. Dlatego misja babci dobiegła końca i spokojnie mogła mnie zostawić. Teraz już jestem pewien jednego. Chcę wziąć z Tobą ślub. Nie po to, żeby było to prawnie, ale po to, aby podziękować Bogu za naszą miłość i przypieczętować ją. Chcę iść z Tobą przez życie. Wiem, że miłość, to coś wspaniałego. Ale i także kłótnie, których będzie pełno. To też poświęcenia i cierpienia, na które jestem gotowy. Dzięki miłości będziemy mieć dzieci. Dzięki niej będę szedł przez życie tylko z Tobą - tą jedyną. Każde cierpienie ma sens i zazwyczaj jest ono wynagradzane. Ja już ma nagrodę do końca życia i o tym będę przypominał sobie przy każdym kolejnym cierpieniu. Kocham Cię.
- To są najpiękniejsze słowa, jakie słyszałam. - szepnęłam i zaczęłam szlochać. - Proszę, wybacz mi.
- Nie wiem o czym mówisz. - uśmiechnął się - Ja też muszę prosić o przebaczenie, za wszystko.
- Kocham Cię.- przytuliłam się do niego - Jak noga ?
- Lepiej. - pogładził moje plecy - Mam jednak złą wiadomość. Bo mieliśmy w tym tygodniu iść na nauki przedślubne, ale ja nie mogę. Zmienił mi się grafik i nic nie mogę zrobić.
- Oj trudno.- westchnęłam
- Jadłaś już coś ?
- Nie.
- To coś Ci zrobię. - pocałował mnie w czoło
- Dobra, ale najpierw chodź. - pociągnęłam go do salonu.
Widziałam jego zmieszanie.
- To Kuba, mój... przyjaciel. - zaczęłam - Kuba, to mój narzeczony Alek.
- Miło mi. - wyciągnął dłoń ksiądz. - Podpiszę wam ten papier o naukach. Po raz pierwszy słyszałem tak piękne słowa o małżeństwie i miłości. Tylko, że i tak będziemy musieli się spotkać na jakieś 2 godzinki i z wami porozmawiam.
- Ratujesz mi życie już drugi raz. - rzekł Olek
- Drugi ? - podniosłam brew
- W liceum taki jeden chciał się na mnie zemścić i oskarżył mnie o kradzież. Już prawie wszytko było zakończone, oczywiście ja byłem winny, no ale Kuba przyszedł i zeznał, że wszystko widział i że to nie ja. - uśmiechnął się lekarz
- To wy sobie porozmawiajcie, a ja pójdę sobie coś zrobić do jedzenia. - oznajmiłam
- Ja Ci miałem zrobić. - jęknął chłopak
- Poradzę sobie. - puściłam mu oczko i poszłam do kuchni
Chciałam, żeby Kuba już sobie poszedł. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać i słyszeć jego głosu. Wiem, że nie widzieliśmy się długi czas, no ale jednak...
Usiadłam koło mojego chłopaka, który był pochłonięty rozmową. Delikatnie położyłam dłoń na jego przedramieniu, które spoczywało na jego nodze. Moje palce powędrowały na jego dłoń i przejechałam nimi po jej wnętrzu. Jego ręka drgnęła i zesztywniała. Wplątałam swoje palce w jego, a on zamknął dłoń.
- Ja już będę szedł. - wstał duchowny i podał rękę Alkowi - Cześć.
Ja mu nie odpowiedziałam i nawet się na niego nie popatrzyłam.
- Tęskniłam. - przytuliłam się do chłopaka, gdy tylko drzwi się zamknęły
- Ja też. - oparł głowę na mojej - Zaraz muszę lecieć do pracy.
- Ja Cię nigdzie nie puszczę. - ściaśniłam mocniej nasze dłonie.
- No ktoś musi pracować. - zaśmiał się - Muszę mieć skądś pieniądze na róże dla Ciebie, nie ?
- Nie musisz. Możesz być nawet biedny, a ja i tak będę Cię kochała.
- Czyli róż mam Ci już nie kupywać ?
- Jak chcesz. - westchnęłam - Słonecznik też może być.
- Jak ja Cię kocham. - zachichotał i pocałował mnie w głowę. - Przyjadę do Ciebie wieczorem, po pracy, może być ?
- Mhm. O której ? - zapytałam
- Kończę o 20 moja droga.
- Więc mój tani będę czekała.
- Lecę. - podniósł się - Miłego dnia piękna. - objął mnie w pasie i wpatrywał się w moje oczy.
- Miłej pracy przystojniaczku. - wspięłam się na palce i dałam mu buziaka. - zrobimy snapa ?
- Dawaj szybko.
Wyciągnęłam telefon i ustawiłam przed naszymi twarzami. Ja się uśmiechnęłam, a Alek przymknął jedno oko i wystawił język. Dodałam je.
- Dobra, lecę kochanie. Pa. - podszedł do drzwi
- No ale Alek jeszcze jedno, jak dajesz mi buziaka. - nagrywałam to przednią kamerką
Podszedł do mnie i pocałował w policzek.
- Kocham Cię. - rzucił przed zamknięciem drzwi.
Cały dzień zleciał mi bardzo szybko. Oglądałam filmy, ugotowałam obiad i poszłam na zakupy. W towarzystwie rodziców zjadłam obiad. Na nich zawsze mogę liczyć. Pomogłam tacie przy jego papierkach z pracy. Dostałam snapa od Kuby, ale bałam się go otworzyć. Nie wiem dlaczego, w ogóle powiedziałam mu o przeszłości. Przecież on jest księdzem i mu nic nie wolno. Po jakiejś godzinie przełamałam się i nacisnęłam na czerwony kwadracik przy jego nazwie. Ujrzałam zdjęcie zrobione naszej fotografii, na której dajemy sobie buziaka. Kompletnie mnie to zaskoczyło. Nie wiedziałam nawet, że ktoś nam zrobił takie zdjęcie. On był moim pierwszym chłopakiem. Pokazał mi co to miłość. Dawał mi bezpieczeństwo w swoich ramionach. Ale rozstaliśmy się. W zgodzie, bo mieliśmy wrócić do siebie za parę lat, bo nie za bardzo wtedy wyglądaliśmy razem. Różnica wieku była bardzo widoczna. Niestety nasze drogi się rozeszły. Na te wspomnienia zaczęłam szlochać. Wysłałam mu czarnego snapa z napisem: nigdy o Tobie nie zapomnę, ładne zdjęcie :) On przeczytał, ale już nie odpisał.
Oglądaliśmy z rodzicami telewizję, kiedy rozbrzmiał się dzwonek.
- Kogo tu przywiało o tej godzinie ? - westchnął tato i poszedł otworzyć.
Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 20,48.
- A ! Dobry wieczór ! - usłyszałam wesoły głos taty.
Po chwili do salonu wszedł mój chłopak.
- Alek ! - pisnęłam i rzuciłam się na jego szyję.
- Mówiłem, że przyjadę. - szeroko się uśmiechnął i przytulił mnie
- Wiem, ale się stęskniłam. Jadłeś coś ?
- Tak, tak.
- A może jesteś głodny ? Zrobię Ci coś pysznego.
- Dziękuję kochanie, ale nie jestem głodny.
- To siadaj. - pociągnęłam go za sobą na kanapę.
Chłopak wdał się w rozmowę z moim tatą, a ja wygrzebałam z jego kieszeni jego telefon. Niestety tak jak ja ma ustawioną blokadę na palca. Przyłożyłam dwa razy swój, ale nie wchodziło.
- Alusiu, odblokujesz mi ? - jęknęłam błagalnie
Wziął telefon i przyłożył palec. Oddał mi odblokowany telefon. Popatrzyłam na jego tapetę. Byłam na niej ja, jak się śmieję. Było to słodkie z jego strony.
- Mogę ustawić też swój palec ? - zapytałam
- Mhm. - mruknął pomiędzy słowami skierowanymi do przyszłego teścia
Zadowolona weszłam w ustawienia i dodałam odcisk swojego palca. Nacisnęłam na ikonkę galerii i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Kilka naszych, Mai i Zuzi, jakieś widoki i kilka innych. Pod koniec galerii natchnęłam się na zdjęcie jego byłej, dalej było ich wspólne zdjęcie. Kątem oka dostrzegłam, że patrzy się na moje poczynania. Nacisnęłam na ikonkę kosza. Wyskoczył komunikat, czy potwierdzam. Popatrzyłam na ukochanego.
- Usuń, usuń. - uśmiechnął się
Zostawiłam jego telefon i oparłam się o tors Gawlińskiego. Miarowe bicie serca uspakajało mnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam wtulona w chłopaka.
- Hej. - przywitał się
- Hej. Wchodź. - odsunęłam się i przepuściłam go
Wszedł do środka, a ja zamknęłam drzwi. Odwróciłam się do niego i bez chwili zastanowienia przytuliłam go. Delikatnie pogładził moje plecy i oderwał się.
- To co tam słychać ? - zapytał opadając na krzesło przy stole.
- A wszystko w porządku. - westchnęłam
- Kłamcą to ty jesteś słabym. - skwitował - Mów co się stało.
- Nie wyspałam się.
- A co było przyczyną, że się nie wyspałaś ?
- Pokłóciłam się z Alkiem. - szepnęłam i spuściłam wzrok
Czułam jak na mojej twarzy wychodzą wypieki, a do oczu napływają łzy.
- Chcesz coś do picia ? - szybko wyrwałam
- Nie, dziękuję.
- A co tam u Ciebie ?
Nasza dalsza rozmowa przebiegała bez komplikacji. Jednak czułam się dziwnie. Wiedziałam, że nie rozmawia ze mną jako przyjaciel, tylko jako ksiądz. Dawało mi to pewną granicę, która była dla mnie niekomfortowa.
- Dlaczego się ograniczasz ? - walnęłam prosto z mostu
Widziałam, że totalnie zaskoczyło go to pytanie. Siedział chwile wpatrując się w stół, po czym dał krótką odpowiedź:
- Bo jestem księdzem.
- A. Czyli jak rozmawiasz z Kamilem czy siostrą, to też się tak ograniczasz ? - byłam lekko zdenerwowana
Ogólnie wtedy bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, po całym tym zajściu z Aleksandrem.
- Nie, oni są dla mnie bliscy i przy nich nie muszę.
To co powiedział spowodowało u mnie wybuch.
- Rozumiem. Jestem dla Ciebie nikim ważnym. - wstałam - Ja nadal pamiętam jak na tamtej imprezie zaczepiali mnie tamci palanci. Cholernie się bałam, bo oni byli nawaleni i dobierali się do mnie. I przyszedłeś ty, uratowałeś mnie. Przytuliłeś mnie. Potem byliśmy cały czas. Obejmowałeś mnie. Dałeś buziaka w czoło. Wiesz, że byłeś moją pierwszą miłością ? Zakochałam się w Tobie. Byłeś taki wspaniały. Paczyłeś na mnie z taką czułością. Pocałowaliśmy się nawet kilka razy. - na te wspomnienia popłynęła mi łza po policzku.
- Monika...- zaczął, ale przerwał mu dzwonek do drzwi
Pospieszyłam tam od razu. Przed moimi oczami widniała postać Gawlińskiego.
- Hej. - szepnął
- Hej. - nie mogłam patrzeć mu w oczy - Wejdź.
- Chciałbym coś Ci powiedzieć. Mogę ? - stanął przede mną
Skinęłam głową.
- Byłem u babci.
- I co u niej ? - popatrzyłam na niego
- Na cmentarzu. - oznajmił
- Przepraszam. - spuściłam wzrok
- Kazała mi tu przyjechać. Chciałem Ci podziękować. Dzięki Tobie nawróciłem się. Myślisz, że przed pogrzebem chodziłem co niedzielę do kościoła ? Raczej to była okazjonalna wizyta. Zawsze była jakaś dobra wymówka: to praca, a to mecz, czasami mi się nie chciało. Nie czułem żadnej potrzeby, żeby tam iść. U Komunii byłem ostatni raz 4 lata temu, jak musiałem dać papierek o byciu chrzestnym. To tylko dzięki Tobie poszedłem na pogrzeb i zrozumiałem coś bardzo ważnego. Odkąd umarł mój dziadek, babcia darzyła mnie ze wszystkich największą miłością. Miałem wtedy 12 lat. Nikt nie dawał mi tyle miłości, co ona. Oczywiście, rodzice też kochają mnie mocno, ale jednak ta miłość jest taka sama jak do Michała czy Maćka. Kiedy byłem u niej i opowiadałem jej o Tobie, w jej oczach zobaczyłem łzy. Powiedziała do mnie, że to właśnie ta jedyna i że to już czas. Nie rozumiałem dokładnie, co miała na myśli mówiąc: już czas. Dwa dni później odeszła. Byłem wtedy wkurzony na Boga. Obiecałem sobie, że już nigdy nie będę Go uznawać i chodzić do Jego domu. Jednak ty to zmieniłaś. Dzięki Tobie pojednałem się z nim i odkryłem, to co najpiękniejsze. Już wiem, co powiedziała mi babcia. Bóg dał mi Ciebie, tą, która daje mi swoją miłość. Dlatego misja babci dobiegła końca i spokojnie mogła mnie zostawić. Teraz już jestem pewien jednego. Chcę wziąć z Tobą ślub. Nie po to, żeby było to prawnie, ale po to, aby podziękować Bogu za naszą miłość i przypieczętować ją. Chcę iść z Tobą przez życie. Wiem, że miłość, to coś wspaniałego. Ale i także kłótnie, których będzie pełno. To też poświęcenia i cierpienia, na które jestem gotowy. Dzięki miłości będziemy mieć dzieci. Dzięki niej będę szedł przez życie tylko z Tobą - tą jedyną. Każde cierpienie ma sens i zazwyczaj jest ono wynagradzane. Ja już ma nagrodę do końca życia i o tym będę przypominał sobie przy każdym kolejnym cierpieniu. Kocham Cię.
- To są najpiękniejsze słowa, jakie słyszałam. - szepnęłam i zaczęłam szlochać. - Proszę, wybacz mi.
- Nie wiem o czym mówisz. - uśmiechnął się - Ja też muszę prosić o przebaczenie, za wszystko.
- Kocham Cię.- przytuliłam się do niego - Jak noga ?
- Lepiej. - pogładził moje plecy - Mam jednak złą wiadomość. Bo mieliśmy w tym tygodniu iść na nauki przedślubne, ale ja nie mogę. Zmienił mi się grafik i nic nie mogę zrobić.
- Oj trudno.- westchnęłam
- Jadłaś już coś ?
- Nie.
- To coś Ci zrobię. - pocałował mnie w czoło
- Dobra, ale najpierw chodź. - pociągnęłam go do salonu.
Widziałam jego zmieszanie.
- To Kuba, mój... przyjaciel. - zaczęłam - Kuba, to mój narzeczony Alek.
- Miło mi. - wyciągnął dłoń ksiądz. - Podpiszę wam ten papier o naukach. Po raz pierwszy słyszałem tak piękne słowa o małżeństwie i miłości. Tylko, że i tak będziemy musieli się spotkać na jakieś 2 godzinki i z wami porozmawiam.
- Ratujesz mi życie już drugi raz. - rzekł Olek
- Drugi ? - podniosłam brew
- W liceum taki jeden chciał się na mnie zemścić i oskarżył mnie o kradzież. Już prawie wszytko było zakończone, oczywiście ja byłem winny, no ale Kuba przyszedł i zeznał, że wszystko widział i że to nie ja. - uśmiechnął się lekarz
- To wy sobie porozmawiajcie, a ja pójdę sobie coś zrobić do jedzenia. - oznajmiłam
- Ja Ci miałem zrobić. - jęknął chłopak
- Poradzę sobie. - puściłam mu oczko i poszłam do kuchni
Chciałam, żeby Kuba już sobie poszedł. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać i słyszeć jego głosu. Wiem, że nie widzieliśmy się długi czas, no ale jednak...
Usiadłam koło mojego chłopaka, który był pochłonięty rozmową. Delikatnie położyłam dłoń na jego przedramieniu, które spoczywało na jego nodze. Moje palce powędrowały na jego dłoń i przejechałam nimi po jej wnętrzu. Jego ręka drgnęła i zesztywniała. Wplątałam swoje palce w jego, a on zamknął dłoń.
- Ja już będę szedł. - wstał duchowny i podał rękę Alkowi - Cześć.
Ja mu nie odpowiedziałam i nawet się na niego nie popatrzyłam.
- Tęskniłam. - przytuliłam się do chłopaka, gdy tylko drzwi się zamknęły
- Ja też. - oparł głowę na mojej - Zaraz muszę lecieć do pracy.
- Ja Cię nigdzie nie puszczę. - ściaśniłam mocniej nasze dłonie.
- No ktoś musi pracować. - zaśmiał się - Muszę mieć skądś pieniądze na róże dla Ciebie, nie ?
- Nie musisz. Możesz być nawet biedny, a ja i tak będę Cię kochała.
- Czyli róż mam Ci już nie kupywać ?
- Jak chcesz. - westchnęłam - Słonecznik też może być.
- Jak ja Cię kocham. - zachichotał i pocałował mnie w głowę. - Przyjadę do Ciebie wieczorem, po pracy, może być ?
- Mhm. O której ? - zapytałam
- Kończę o 20 moja droga.
- Więc mój tani będę czekała.
- Lecę. - podniósł się - Miłego dnia piękna. - objął mnie w pasie i wpatrywał się w moje oczy.
- Miłej pracy przystojniaczku. - wspięłam się na palce i dałam mu buziaka. - zrobimy snapa ?
- Dawaj szybko.
Wyciągnęłam telefon i ustawiłam przed naszymi twarzami. Ja się uśmiechnęłam, a Alek przymknął jedno oko i wystawił język. Dodałam je.
- Dobra, lecę kochanie. Pa. - podszedł do drzwi
- No ale Alek jeszcze jedno, jak dajesz mi buziaka. - nagrywałam to przednią kamerką
Podszedł do mnie i pocałował w policzek.
- Kocham Cię. - rzucił przed zamknięciem drzwi.
Cały dzień zleciał mi bardzo szybko. Oglądałam filmy, ugotowałam obiad i poszłam na zakupy. W towarzystwie rodziców zjadłam obiad. Na nich zawsze mogę liczyć. Pomogłam tacie przy jego papierkach z pracy. Dostałam snapa od Kuby, ale bałam się go otworzyć. Nie wiem dlaczego, w ogóle powiedziałam mu o przeszłości. Przecież on jest księdzem i mu nic nie wolno. Po jakiejś godzinie przełamałam się i nacisnęłam na czerwony kwadracik przy jego nazwie. Ujrzałam zdjęcie zrobione naszej fotografii, na której dajemy sobie buziaka. Kompletnie mnie to zaskoczyło. Nie wiedziałam nawet, że ktoś nam zrobił takie zdjęcie. On był moim pierwszym chłopakiem. Pokazał mi co to miłość. Dawał mi bezpieczeństwo w swoich ramionach. Ale rozstaliśmy się. W zgodzie, bo mieliśmy wrócić do siebie za parę lat, bo nie za bardzo wtedy wyglądaliśmy razem. Różnica wieku była bardzo widoczna. Niestety nasze drogi się rozeszły. Na te wspomnienia zaczęłam szlochać. Wysłałam mu czarnego snapa z napisem: nigdy o Tobie nie zapomnę, ładne zdjęcie :) On przeczytał, ale już nie odpisał.
Oglądaliśmy z rodzicami telewizję, kiedy rozbrzmiał się dzwonek.
- Kogo tu przywiało o tej godzinie ? - westchnął tato i poszedł otworzyć.
Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 20,48.
- A ! Dobry wieczór ! - usłyszałam wesoły głos taty.
Po chwili do salonu wszedł mój chłopak.
- Alek ! - pisnęłam i rzuciłam się na jego szyję.
- Mówiłem, że przyjadę. - szeroko się uśmiechnął i przytulił mnie
- Wiem, ale się stęskniłam. Jadłeś coś ?
- Tak, tak.
- A może jesteś głodny ? Zrobię Ci coś pysznego.
- Dziękuję kochanie, ale nie jestem głodny.
- To siadaj. - pociągnęłam go za sobą na kanapę.
Chłopak wdał się w rozmowę z moim tatą, a ja wygrzebałam z jego kieszeni jego telefon. Niestety tak jak ja ma ustawioną blokadę na palca. Przyłożyłam dwa razy swój, ale nie wchodziło.
- Alusiu, odblokujesz mi ? - jęknęłam błagalnie
Wziął telefon i przyłożył palec. Oddał mi odblokowany telefon. Popatrzyłam na jego tapetę. Byłam na niej ja, jak się śmieję. Było to słodkie z jego strony.
- Mogę ustawić też swój palec ? - zapytałam
- Mhm. - mruknął pomiędzy słowami skierowanymi do przyszłego teścia
Zadowolona weszłam w ustawienia i dodałam odcisk swojego palca. Nacisnęłam na ikonkę galerii i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Kilka naszych, Mai i Zuzi, jakieś widoki i kilka innych. Pod koniec galerii natchnęłam się na zdjęcie jego byłej, dalej było ich wspólne zdjęcie. Kątem oka dostrzegłam, że patrzy się na moje poczynania. Nacisnęłam na ikonkę kosza. Wyskoczył komunikat, czy potwierdzam. Popatrzyłam na ukochanego.
- Usuń, usuń. - uśmiechnął się
Zostawiłam jego telefon i oparłam się o tors Gawlińskiego. Miarowe bicie serca uspakajało mnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam wtulona w chłopaka.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Rozdział 26
Idziemy do mnie do kościoła, trzeba podejść do księdza ;) Bądź zaraz wysłałam wiadomość do mojego chłopaka. Trzeba coś w końcu załatwiać ze ślubem. Mam mecz na 11.30 ;) Więc nic z tego :* zaczął się wykręcać. A msza jest na 10. Będzie trwała góra 45 min, więc na luzie się wyrobimy :* Przyjeżdżaj już Gawliński. Na jego odpowiedź nie czekałam długo Dobra, dobra, już jadę.
Po 10 minutach dostałam sms'a, że czeka już pod domem.
Na szczęście z księdzem poszło nam szybko i łatwo. Powiedział nam co i jak.
Dojechaliśmy na boisko sportowe w miejscowości, w której mieszka babcia Alka. Zaczął dzwonić mi telefon. Połączenie prywatne, to zapewne Filip.
- Przyjdziesz zaraz na ławkę ? - zapytał Olek
Pokiwałam twierdząco głową, a on dał mi buziaka.
- Halo. - odebrałam z radością
- Siemka kochany wariacie. - usłyszałam wesoły głos brata - Co tam u Ciebie ?
- A dobrze, dobrze. Właśnie jestem na meczu Alka. A u Ciebie ?
- Spoko. Przyzwyczaiłem się już. Tylko tęsknię za wami. - westchnął
- Ja za Tobą też braciszku. Wiesz co ? - zamilkłam - Jestem z Ciebie dumna Filip.
- Miło. - wyczułam, że się uśmiecha
Dzisiaj miał jakiś luźniejszy dzień, bo rozmawiał ze mną prawie 10 minut, a zazwyczaj rozmowa kończy się na dwóch minutach. Zawsze miałam szacunek do żołnierzy, ale teraz, jak Filip jest w wojsku, mój szacunek znacznie wzrósł. Wiem, z czym tak naprawdę się spotykają, jaki muszą włożyć w to wysiłek i ile ich to kosztuje. Zawsze jak spotykam jakiegoś żołnierza, to staram mu się mówić dzień dobry, bo dla mnie jest przyjacielem. Pamiętam jak kiedyś byłam na pielgrzymce w Krakowie i padał deszcz. Akurat jadłam obiad na wynos siedząc na jakimś murku w rynku. W jakimś momencie przechodził koło mnie żołnierz. Pamiętam jego wzrok i usta, które ułożyły się w delikatny uśmiech i powiedziały mi cicho smacznego. Nagle wtedy zapomniałam o deszczu i na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Rozpromieniona odrzekłam mu Dziękuję! Znaczyło to dla mnie bardzo wiele. Jedno słowo, a potrafi zdziałać tyle dobrego.
Podniosłam wzrok i dostrzegłam, że drużyny jeszcze się rozgrzewają. Delikatnie wygramoliłam się z samochodu i wyciągnęłam kule. Rozglądałam się za jakąś wolną ławeczką i ujrzałam taką obok "rogu". Zajęłam ją i wygodnie ustawiłam nogę. Drużyna zaczęła już się ustawiać na linii do wyjścia na boisko. Nie zdążyłam nawet dać Alkowi kopa na szczęście, czy buziaka... Weszli wszyscy na środek i na znak sędziego przywitali się z publicznością, która liczyła około 20 osób. Fajnie wyglądały te ich okrzyki.
Oglądałam mojego chłopaka w akcji i nie dowierzałam. Nie wiedziałam, że jest tak dobry, tak zwinny i szybki. Śmiesznie wyglądało jak lecieli do niego niscy przeciwnicy. W pewnym momencie, Alek zapuścił się na 10 metr przeciwnika, a w jego stronę leciała piłka na wysokości klatki piersiowej. Długo się nie zastanawiając podskoczył i wykonując tak zwaną przewrotkę, cisnął nią w bramkę. Bramkarz nie miał szans i tym o to sposobem padł pierwszy gol. Bardzo się cieszył, co wyraził okrzykiem i biegiem do kolegów. Pogratulowałam mu oklaskami, jak i publiczność.
W czterdziestej minucie spotkania walczył z kimś sam na sam o piłkę. Było takie zamieszanie, że po chwili zorientowałam się, że Gawliński leży na ziemi i trzyma się za nogę z grymasem na buzi. Wyglądało mi to na coś poważnego. Koledzy pomogli mu zejść z boiska i usiadł za linią. Podszedł do niego trener i podał zamrażacz. Wielka, biała chmura poleciała na staw skokowy mojego ukochanego. Widziałam, że strasznie cierpi. Jednak wstał i lekko utykając, pobiegł dalej grać.
Na przerwie nie podszedł do mnie, bo ciągle rozmawiał z trenerem i kolegami.
Zagrał całą drugą połowę i skończyło się na wyniku 1:0. Z uśmiechem zmieszanym z bólem podążał w moją stronę.
OCZAMI ALKA
Noga dawała mi mocno o sobie znać, ale nie mogłem zostawić mojej drużyny. Wygraliśmy i to się liczy. Szedłem w stronę Moniki, kiedy podbiegła do mnie Sylwia - nastolatka, wierna nasza kibicka, córka trenera.
- Alek, mogę z tobą zdjęcie? - zapytała
- Jasne. - uśmiechnąłem się i schyliłem
Ustawiła aparat na przednią kamerkę i ujrzałem nasze twarze.
- Czekaj, bo okropnie wyglądam. - wytarłem pot z czoła i przeczesałem włosy. - Dobra, dawaj.
- Dzięki. - zrobiła zdjęcie. - Mogę dodać na my story ?
- Jasne. - poklepałem ją po ramieniu - Dzięki za kibicowanie, wariacie. - rzekłem na odchodne
Zobaczyłem moją dziewczynę i lekko się uśmiechnąłem.
OCZAMI MONIKI
- Co z nogą ? - zapytałam zmartwiona
- Lekko podkręcona. - ściągnął getry i pokazał lekko spuchniętą kostkę
- Biedactwo. - pogładziłam jego policzek i dałam buziaka. - Piękna bramka.
- Dzięki. - puścił mi oczko - Jedziemy ?
- Jasne.
Chłopak wykąpał się i usiadł koło mnie na kanapie.
- Pokaż mi tą nogę. - powiedziałam i zaczęłam oglądać. - Może zawiąż sobie bandażem.
- Nie trzeba. - uśmiechnął się
- Ale Alek...
- Chyba wiem, co jest dla mnie dobre, nie ?
- No tak, bo ja przecież na tym się nie znam. - westchnęłam
- A ty mi zabandażujesz ? - kąciki jego ust powędrowały do góry
- Z chęcią.
Delikatnie okrążałam jego nogę. Starałam się robić to jak najlepiej.
- Dziękuję. - rzekł po zabiegu.
Zbliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze wargi. Nie mogąc się oprzeć dawałam mu kolejne buziaki, co przerodził się w namiętne pocałunki. Delikatnie włożyłam dłoń pod jego koszulkę, po czym ściągnęłam ją. On długo nie czekając zrobił to samo z moją. Nasze spodnie powędrowały na ziemię, a my na łóżku ciągle się całując. Po chwili zsunęłam jego bokserki. Jego dłoń wędrowała po moich plecach, gdy nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Nic sobie z tego nie robiliśmy.
- Alek, to my ! - usłyszeliśmy zza drzwi głos pani Agaty.
Momentalnie oderwaliśmy się od siebie.
- Bierz ciuchy i idź do łazienki. - szepnęłam i zaczęłam się ubierać - Już idę ! - krzyknęłam
W ekspresowym tempie znalazłam się pod drzwiami.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się na widok rodziców chłopaka.
- O dzień dobry. - weszli do środka. - Olka nie ma ?
- Jest w toalecie. - oznajmiłam
- Przyszliśmy w odwiedziny. - poszła do salonu pani Agata - Co porabiacie ?
- A nic szczególnego. Bandażowałam Alkowi kostkę, bo ma lekko podkręconą.
- Co już znowu robił ? - zaśmiał się pan Mariusz
- Na meczu coś zrobił. - usiadłam w fotelu
Oczywiście rodzicom nie śpieszyło się do domu i towarzyszyli nam do 17.12.
Po wyjściu przytuliłam się do chłopaka.
- Twoja mama mówiła coś o sali na wesele. - zaczęłam
- A no tak. Zarezerwowałem taką jedną. Pokażę ci.
Uruchomił laptopa i położył go na stoliku przed nami. Szybko odszukał odpowiedniej strony i pokazał mi zdjęcia. Nie podobało mi się to miejsce. Ale nie wiedziałam, czy mu to powiedzieć.
- Alek...
- No ? - uśmiechnął się
- Nie obraź się, ale ona mi się nie podoba. - patrzyłam na niego niepewnie
- No, ale mamy już ją zarezerwowaną. Więc nie masz wyjścia.
- Ale ona mi się nie podoba ! - pisnęłam - Ja tam nie chcę mieć wesela. Mogłeś zapytać mnie o zdanie. W końcu, to nasze wspólne święto...
- Jak zwykle coś ci się nie podoba...
- No tak ! Przepraszam, że jestem szczera i coś mi się nie podoba ! - podniosłam głos - Może najlepiej ty wszystko sam zorganizuj i kup mi suknię, zaproś moją rodzinę i ich usadź !
- O co ci chodzi ? - nie wytrzymał i wybuchł
- O to, że w ogóle nie zapytałeś się o moje zdanie debilu !
- Debilu ?!
- A co, głuchy jesteś? - kłóciliśmy się
- Mam cię dość ! Nie dość, że chcę dla ciebie dobrze, to jeszcze mnie wyzywasz ! Wielka pani świata się znalazła. Może jeszcze mam ci pokłony składać ?!
- Ty już nic nie musisz. - warknęłam i podążałam do drzwi
- Dokąd idziesz ? - zapytał
- Do domu.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba, sama sobie poradzę.
- Odwiozę cię. - naciskał
Przez całą drogę się do niego nie odezwałam, ani nie popatrzyłam. Wychodząc trzasnęłam drzwiami i szybko weszłam do domu.
Dostałam wiadomość od Ani. Hejo :* Co tam u Ciebie ? :) Nie chciało mi się rozmawiać, więc nie owijałam w bawełnę. Pokłóciłam się z Alkiem i nie chcę o tym rozmawiać. Na szczęście zrozumiała Ok, to nie będę Ci przeszkadzała, na pewno wolisz być sama. Zobaczysz, wszystko się ułoży ;) Trzymaj się, paaa. Zawsze ją kochałam Dziękuję, paa :* <3
- Miło. - wyczułam, że się uśmiecha
Dzisiaj miał jakiś luźniejszy dzień, bo rozmawiał ze mną prawie 10 minut, a zazwyczaj rozmowa kończy się na dwóch minutach. Zawsze miałam szacunek do żołnierzy, ale teraz, jak Filip jest w wojsku, mój szacunek znacznie wzrósł. Wiem, z czym tak naprawdę się spotykają, jaki muszą włożyć w to wysiłek i ile ich to kosztuje. Zawsze jak spotykam jakiegoś żołnierza, to staram mu się mówić dzień dobry, bo dla mnie jest przyjacielem. Pamiętam jak kiedyś byłam na pielgrzymce w Krakowie i padał deszcz. Akurat jadłam obiad na wynos siedząc na jakimś murku w rynku. W jakimś momencie przechodził koło mnie żołnierz. Pamiętam jego wzrok i usta, które ułożyły się w delikatny uśmiech i powiedziały mi cicho smacznego. Nagle wtedy zapomniałam o deszczu i na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Rozpromieniona odrzekłam mu Dziękuję! Znaczyło to dla mnie bardzo wiele. Jedno słowo, a potrafi zdziałać tyle dobrego.
Podniosłam wzrok i dostrzegłam, że drużyny jeszcze się rozgrzewają. Delikatnie wygramoliłam się z samochodu i wyciągnęłam kule. Rozglądałam się za jakąś wolną ławeczką i ujrzałam taką obok "rogu". Zajęłam ją i wygodnie ustawiłam nogę. Drużyna zaczęła już się ustawiać na linii do wyjścia na boisko. Nie zdążyłam nawet dać Alkowi kopa na szczęście, czy buziaka... Weszli wszyscy na środek i na znak sędziego przywitali się z publicznością, która liczyła około 20 osób. Fajnie wyglądały te ich okrzyki.
Oglądałam mojego chłopaka w akcji i nie dowierzałam. Nie wiedziałam, że jest tak dobry, tak zwinny i szybki. Śmiesznie wyglądało jak lecieli do niego niscy przeciwnicy. W pewnym momencie, Alek zapuścił się na 10 metr przeciwnika, a w jego stronę leciała piłka na wysokości klatki piersiowej. Długo się nie zastanawiając podskoczył i wykonując tak zwaną przewrotkę, cisnął nią w bramkę. Bramkarz nie miał szans i tym o to sposobem padł pierwszy gol. Bardzo się cieszył, co wyraził okrzykiem i biegiem do kolegów. Pogratulowałam mu oklaskami, jak i publiczność.
W czterdziestej minucie spotkania walczył z kimś sam na sam o piłkę. Było takie zamieszanie, że po chwili zorientowałam się, że Gawliński leży na ziemi i trzyma się za nogę z grymasem na buzi. Wyglądało mi to na coś poważnego. Koledzy pomogli mu zejść z boiska i usiadł za linią. Podszedł do niego trener i podał zamrażacz. Wielka, biała chmura poleciała na staw skokowy mojego ukochanego. Widziałam, że strasznie cierpi. Jednak wstał i lekko utykając, pobiegł dalej grać.
Na przerwie nie podszedł do mnie, bo ciągle rozmawiał z trenerem i kolegami.
Zagrał całą drugą połowę i skończyło się na wyniku 1:0. Z uśmiechem zmieszanym z bólem podążał w moją stronę.
OCZAMI ALKA
Noga dawała mi mocno o sobie znać, ale nie mogłem zostawić mojej drużyny. Wygraliśmy i to się liczy. Szedłem w stronę Moniki, kiedy podbiegła do mnie Sylwia - nastolatka, wierna nasza kibicka, córka trenera.
- Alek, mogę z tobą zdjęcie? - zapytała
- Jasne. - uśmiechnąłem się i schyliłem
Ustawiła aparat na przednią kamerkę i ujrzałem nasze twarze.
- Czekaj, bo okropnie wyglądam. - wytarłem pot z czoła i przeczesałem włosy. - Dobra, dawaj.
- Dzięki. - zrobiła zdjęcie. - Mogę dodać na my story ?
- Jasne. - poklepałem ją po ramieniu - Dzięki za kibicowanie, wariacie. - rzekłem na odchodne
Zobaczyłem moją dziewczynę i lekko się uśmiechnąłem.
OCZAMI MONIKI
- Co z nogą ? - zapytałam zmartwiona
- Lekko podkręcona. - ściągnął getry i pokazał lekko spuchniętą kostkę
- Biedactwo. - pogładziłam jego policzek i dałam buziaka. - Piękna bramka.
- Dzięki. - puścił mi oczko - Jedziemy ?
- Jasne.
Chłopak wykąpał się i usiadł koło mnie na kanapie.
- Pokaż mi tą nogę. - powiedziałam i zaczęłam oglądać. - Może zawiąż sobie bandażem.
- Nie trzeba. - uśmiechnął się
- Ale Alek...
- Chyba wiem, co jest dla mnie dobre, nie ?
- No tak, bo ja przecież na tym się nie znam. - westchnęłam
- A ty mi zabandażujesz ? - kąciki jego ust powędrowały do góry
- Z chęcią.
Delikatnie okrążałam jego nogę. Starałam się robić to jak najlepiej.
- Dziękuję. - rzekł po zabiegu.
Zbliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze wargi. Nie mogąc się oprzeć dawałam mu kolejne buziaki, co przerodził się w namiętne pocałunki. Delikatnie włożyłam dłoń pod jego koszulkę, po czym ściągnęłam ją. On długo nie czekając zrobił to samo z moją. Nasze spodnie powędrowały na ziemię, a my na łóżku ciągle się całując. Po chwili zsunęłam jego bokserki. Jego dłoń wędrowała po moich plecach, gdy nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Nic sobie z tego nie robiliśmy.
- Alek, to my ! - usłyszeliśmy zza drzwi głos pani Agaty.
Momentalnie oderwaliśmy się od siebie.
- Bierz ciuchy i idź do łazienki. - szepnęłam i zaczęłam się ubierać - Już idę ! - krzyknęłam
W ekspresowym tempie znalazłam się pod drzwiami.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się na widok rodziców chłopaka.
- O dzień dobry. - weszli do środka. - Olka nie ma ?
- Jest w toalecie. - oznajmiłam
- Przyszliśmy w odwiedziny. - poszła do salonu pani Agata - Co porabiacie ?
- A nic szczególnego. Bandażowałam Alkowi kostkę, bo ma lekko podkręconą.
- Co już znowu robił ? - zaśmiał się pan Mariusz
- Na meczu coś zrobił. - usiadłam w fotelu
Oczywiście rodzicom nie śpieszyło się do domu i towarzyszyli nam do 17.12.
Po wyjściu przytuliłam się do chłopaka.
- Twoja mama mówiła coś o sali na wesele. - zaczęłam
- A no tak. Zarezerwowałem taką jedną. Pokażę ci.
Uruchomił laptopa i położył go na stoliku przed nami. Szybko odszukał odpowiedniej strony i pokazał mi zdjęcia. Nie podobało mi się to miejsce. Ale nie wiedziałam, czy mu to powiedzieć.
- Alek...
- No ? - uśmiechnął się
- Nie obraź się, ale ona mi się nie podoba. - patrzyłam na niego niepewnie
- No, ale mamy już ją zarezerwowaną. Więc nie masz wyjścia.
- Ale ona mi się nie podoba ! - pisnęłam - Ja tam nie chcę mieć wesela. Mogłeś zapytać mnie o zdanie. W końcu, to nasze wspólne święto...
- Jak zwykle coś ci się nie podoba...
- No tak ! Przepraszam, że jestem szczera i coś mi się nie podoba ! - podniosłam głos - Może najlepiej ty wszystko sam zorganizuj i kup mi suknię, zaproś moją rodzinę i ich usadź !
- O co ci chodzi ? - nie wytrzymał i wybuchł
- O to, że w ogóle nie zapytałeś się o moje zdanie debilu !
- Debilu ?!
- A co, głuchy jesteś? - kłóciliśmy się
- Mam cię dość ! Nie dość, że chcę dla ciebie dobrze, to jeszcze mnie wyzywasz ! Wielka pani świata się znalazła. Może jeszcze mam ci pokłony składać ?!
- Ty już nic nie musisz. - warknęłam i podążałam do drzwi
- Dokąd idziesz ? - zapytał
- Do domu.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba, sama sobie poradzę.
- Odwiozę cię. - naciskał
Przez całą drogę się do niego nie odezwałam, ani nie popatrzyłam. Wychodząc trzasnęłam drzwiami i szybko weszłam do domu.
Dostałam wiadomość od Ani. Hejo :* Co tam u Ciebie ? :) Nie chciało mi się rozmawiać, więc nie owijałam w bawełnę. Pokłóciłam się z Alkiem i nie chcę o tym rozmawiać. Na szczęście zrozumiała Ok, to nie będę Ci przeszkadzała, na pewno wolisz być sama. Zobaczysz, wszystko się ułoży ;) Trzymaj się, paaa. Zawsze ją kochałam Dziękuję, paa :* <3
poniedziałek, 25 lipca 2016
Rozdział 25
OCZAMI ALKA
Nie przyzwyczajony do długiego spania, zerwałem się z łóżka kilka minut przed 6. Mój humor poprawił się, gdy ujrzałem pogrążoną w śnie twarz Moniki. Na ten widok szeroko się uśmiechnąłem. Mam niesamowite szczęście, mając ją przy sobie. Moje życie bardzo się zmieniło dzięki niej. Wziąłem z szafy szare spodenki, koszulkę do biegania i szarą bluzę z zielonymi wstawkami. Kiedy ujrzałem w lustrze odbicie mojej twarzy trochę się przestraszyłem. Broda długa, że niedługo będę wyglądał jak sułtan w imperium osmańskim, a z włosów niedługo będzie można robić warkoczyki. Muszę dzisiaj się tym zająć. Monice to też się nie podobało, a jednak jej zdanie jest najważniejsze, bo to jej mam się podobać, a nie sobie.
Lubię biegać rano. Powietrze jest rześkie, w miarę mało ludzi pląta się po chodnikach lub wozi się swoimi samochodami. Z resztą dzisiaj jest sobota, więc ruch jest o wiele mniejszy niż w tygodniu. Jednak wszyscy ci, których mijałem byli szarzy, bez jakiejkolwiek energii i zapału do życia. Biegłem moją ulubioną trasą. Dobiegłem do miejsca, gdzie zazwyczaj przeciągam się i wracam do domu. Oparłem nogę na murku i przeniosłem na nią cały ciężar ciała. Odwróciłem głowę w stronę przystanku autobusowego i dostrzegłem grupkę szarych ludzi oraz tę dziewczynę co kiedyś. Znowu była uśmiechnięta. Popatrzyła się w moją stronę, więc jej pomachałem. Odwzajemniła gest, co jeszcze bardziej rozjaśniło jej twarz. Powróciłem do rozciągania mięśni. Dlaczego takich ludzi jest tak mało?
Wracając podbiegłem do kwiaciarni koło mojego osiedla. Wybrałem czerwoną różę i zapłaciłem za nią przemiłej pani. Po cichu wszedłem do domu. Położyłem róże na szafce i dosłownie na palcach udałem się do sypialni po czystą bieliznę. Jednak okazało się, że moja ukochana już nie śpi i przeciąga się na łóżku.
OCZAMI MONIKI
Obudziłam się przed 8, ale byłam wyspana. Z lekkim uśmiechem odwróciłam się do mojego kochanego chłopaka. Jednak nie zastałam go tam. Może poszedł do łazienki, albo do kuchni. Jednak nie słyszałam żadnych szmerów. Nagle usłyszałam jak zamki od drzwi wejściowych otwierają się i chwilę po tym rozległy się dźwięki delikatnie stawianych kroków. Moim oczom ukazał się Gawliński lekko spocony w sportowym stroju. Starał się iść cicho, jednak gdy zobaczył, że nie śpię, przystanął i mocno się uśmiechnął.
- Hej kochanie.- przywitał się - Czemu nie śpisz ?
- Bo zabrano mi mojego misia. - zrobiłam smutną minę
- Ojojoj. - udawał zmartwionego i podszedł do łóżka.
Wyciągnęłam ręce w jego stronę, a on delikatnie opadł na łóżko i wpasował się w moje ramiona.
- Czekaj, bo mi trochę gorąco. - podniósł się i ściągnął bluzę, po czym znowu się położył i dał mi buziaka.
Wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Włożyłam rękę pod jego koszulkę i delikatnie jeździłam po jego ciele. Jego kąciki ust lekko powędrowały do góry. Leżeliśmy tak w ciszy, starając się zasnąć. Jednak jedno nie dawało mi spokoju.
- Alek, dlaczego nie powiedziałeś mojej rodzinie, że próbowałam podciąć sobie żyły ? Ani psychologowi ? - walnęłam prosto z mostu.
Wpatrywałam się w niego, a on uśmiechnął się nie podnosząc powiek.
- Bo obowiązuje mnie tajemnica lekarska. - mruknął
- Nie kłam. Takie rzeczy musisz zgłaszać. Jak nie rodzinie, to przynajmniej psychologowi. - Byłam coraz bardziej zaciekawiona
- Oj Monika, daj spokój.
- No Alek, mów. - klepnęłam go w brzuch
- Bo nie chciałem Ci robić gnoju. Robiłem wszystko dla twojego dobra.
- Wszystko ? A przez kogo nie mogłam zaliczyć egzaminu ? - lekko się zdenerwowałam na to wspomnienie
- Ale to było dla twojego zdrowia. Nie mogłem pozwolić, aby coś Ci się stało. Pomyśl tylko, nie przestrzegałem zasad, specjalnie dla Ciebie. Moim obowiązkiem jest zgłoszenie próby samobójstwa, ale tego nie zrobiłem, bo mi na Tobie zależało. Robiłem wszystko, żeby było Ci jak najlepiej. Może byłem niemiły, ale to przez głupie lekarskie zasady. Byłem w Tobie zakochany i nie mogłem pozwolić na to, abyś przechodziła przez męczarnie. - posyłał mi spokojne spojrzenie.
- Ryzykowałeś dla obcej dziewczyny ? - byłam pełna podziwu
Widziałam jak jego policzki zalewają się różem.
- Kocham Cię. - szepnęłam i pocałowałam jego czoło.
- O właśnie. - wyswobodził się z uścisku i wyszedł
Po chwili wrócił z czerwoną różą w ręku.
- Proszę. - wręczył mi ją
- Dziękuję ! - pisnęłam - Jest śliczna. - dałam mu buziaka - Gdzie ty byłeś ?
- Pobiegać. - pogłaskał mnie po policzku - Idziemy spać, czy na śniadanie ?
- Yyy śniadanie - uśmiechnęłam się
Po prysznicu Alka i pysznym śniadaniu przenieśliśmy się do salonu. Usiadłam wygonie na kanapie i wzięłam telefon do ręki. Sprawdzałam różne portale społecznościowe. Kątem oka dostrzegłam, że Olek wygrzebał piłkę do nożnej i zaczął kopać nią o ścianę. Co chwilę robił jakieś triki. Widać, że bardzo sprawia mu to przyjemność, czuł się w żywiole.
- Kiedy grasz jakiś mecz? - zapytałam
- Jutro. Jedziesz ze mną ?
- Chętnie. - uśmiechnęłam się
- Pokażę Ci coś.
Usiadł na podłodze i włączył telewizor. Tam wszedł na yt i odnalazł kanał FailArmy i włączył niedawno dodany filmik.
- Tego jeszcze nie wdziałem. - oznajmił i zaczęliśmy oglądać
Niektóre wypadki ludzi są naprawdę śmieszne. W pewnym momencie Alek tak zaczął się śmiać, że położył się na podłodze i zwinął w kłębek. Całe mieszkanie wypełniło się jego śmiechem. Po raz pierwszy widziałam go w takim stanie. Dopiero teraz pokazał swoją osobowość. Po chwili cała jego buzia była czerwona, a po policzkach ciekły łzy. Ten widok naprawdę mnie cieszył.
- Dobra, koniec tego. - uspokoił się po kilku minutach
Wstał i włączył programy telewizyjne. Położył się koło mnie, jednak zaraz oparł głowę o moją klatkę piersiową i spokojnie oglądał TV. Jedną dłoń wsunęłam pod jego, którą trzymał na swoim brzuchu, a drugą delikatnie gładziłam jego głowę.
- Jedziemy zaraz do babci. - oznajmił po kilkuminutowej ciszy
- My czyli kto ? - zapytałam
- No ty i ja.
- Aluś, ale ja się umówiłam z Anią. - westchnęłam
- To dojedziesz później. - powiedział spokojnie.
- No ciekawe jak.
- Autobusem. - uśmiechnął się - Powiem Ci którym i gdzie masz wysiąść.
- No nie wiem. - wahałam się
- Proszę. - zrobił słodkie oczka
- Dobra. - westchnęłam i zanurzyłam palce w jego czuprynie - Zawieziesz mnie do galerii ?
- A mam inne wyjście ? -zaśmiał się
Dawno nie widziałam się z moją przyjaciółką. Gdy ją zobaczyłam na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Mocno się przytuliłyśmy i zajęłyśmy miejsce w kawiarni. Zamówiłam moją ulubioną szarlotkę z bitą śmietaną. Nie mogłyśmy się nagadać.
Stałam na dworcu i z niecierpliwością czekałam na autobus. Trochę się stresowałam tą podróżą. W końcu po kilku minutach czekania, przyjechał duży pojazd. Upewniłam się czy to dokładnie ten i weszłam do środka.
- Dzień dobry. - zwróciłam się do kierowcy, który grzebał coś po swojej lewej stronie.
Odwrócił się do mnie i spojrzał na moją osobę.
- Kamil ! - powiedziałam radośnie
- O, Monika ! Hej ! - wstał i delikatnie mnie przytulił - Siadaj, zaraz Cię skasuję. - puścił mi oczko, a ja zajęłam miejsce za nim.
Kamil to mój przyjaciel za czasów liceum. Jest bratem koleżanki z klasy i poznałam go na jej imprezie. Był jako opiekun, bo jest starszy ode mnie o 3 lata. Ma też brata bliźniaka i zawsze byli identyczni. Bardzo mało osób potrafiło ich rozpoznać i ja byłam w tej grupce. Ciekawe czy teraz też mają identyczną fryzurę i tak samo wymodelowany zarost.
- Co tam u Ciebie ? - zapytał, gdy ruszyliśmy
- A spoko. - uśmiechnęłam się
- Co się stało w nogę ?
- Jakiś debil mnie potrącił. - zaśmiałam się - Przy tym złamał mi nasadę kości udowej. Ale wszystko idzie dobrze. A co tam u Ciebie ?
- Dobrze, dobrze. - uśmiechnął się
- Twoja firma autobusowa ?
- Tak.
- Zawsze o tym marzyłeś. - wracały do mnie wspomnienia. - Masz jakąś dziewczynę ?
- Tak, Dominikę. A ty jak tam ? Dalej jesteś z tym Dawidem ?
- Nie, już z tym debilem nie jestem. - oznajmiłam - Ale mam chłopaka.
- Uuuu, który to taki szczęściarz ?
- Alek Gawliński, może znasz, starszy ode mnie o 4 lata.
- No kojarzę. To ten taki super mózg, nie ? On ciągle się uczył i był taki spokojny. Ale on kończył liceum, jak ja kończyłem pierwszą klasę.
- Taa, bo przeskoczył z pierwszej gimnazjum do trzeciej.
- To sobie znalazłaś. A co teraz robi ?
- Jest ortopedą. - westchnęłam - Ale jest bardzo kochany.
- Czyli poznaliście się w szpitalu ? - kąciki ust powędrowały mu do góry
- Tak.
- A właśnie, a co ty porabiasz ?
- Kończę studia ratownika medycznego. - poinformowałam go - Ej, a co u Kuby ?
- Zaraz zobaczysz.
Nasza rozmowa była bardzo luźna. Właśnie dlatego go polubiłam. Można z nim rozmawiać na każdy temat, on słuchał i zawsze starał się pomóc.
Autobus zatrzymał się na przystanku na obrzeżach miasta. Do środka wsiadła jakaś kobieta, a za nią młody ksiądz, ubrany w czarne spodnie, wysokie czarne Conversy i czarną koszulę z krótkim rękawkiem i koloratką oczywiście.
- Przepraszam, mogę ? - zwrócił się do mnie, bo chciał zająć miejsce.
Był mega przystojny.
- Kuba ! - ożywiłam się
Przeniósł na mnie powoli wzrok
Nie przyzwyczajony do długiego spania, zerwałem się z łóżka kilka minut przed 6. Mój humor poprawił się, gdy ujrzałem pogrążoną w śnie twarz Moniki. Na ten widok szeroko się uśmiechnąłem. Mam niesamowite szczęście, mając ją przy sobie. Moje życie bardzo się zmieniło dzięki niej. Wziąłem z szafy szare spodenki, koszulkę do biegania i szarą bluzę z zielonymi wstawkami. Kiedy ujrzałem w lustrze odbicie mojej twarzy trochę się przestraszyłem. Broda długa, że niedługo będę wyglądał jak sułtan w imperium osmańskim, a z włosów niedługo będzie można robić warkoczyki. Muszę dzisiaj się tym zająć. Monice to też się nie podobało, a jednak jej zdanie jest najważniejsze, bo to jej mam się podobać, a nie sobie.
Lubię biegać rano. Powietrze jest rześkie, w miarę mało ludzi pląta się po chodnikach lub wozi się swoimi samochodami. Z resztą dzisiaj jest sobota, więc ruch jest o wiele mniejszy niż w tygodniu. Jednak wszyscy ci, których mijałem byli szarzy, bez jakiejkolwiek energii i zapału do życia. Biegłem moją ulubioną trasą. Dobiegłem do miejsca, gdzie zazwyczaj przeciągam się i wracam do domu. Oparłem nogę na murku i przeniosłem na nią cały ciężar ciała. Odwróciłem głowę w stronę przystanku autobusowego i dostrzegłem grupkę szarych ludzi oraz tę dziewczynę co kiedyś. Znowu była uśmiechnięta. Popatrzyła się w moją stronę, więc jej pomachałem. Odwzajemniła gest, co jeszcze bardziej rozjaśniło jej twarz. Powróciłem do rozciągania mięśni. Dlaczego takich ludzi jest tak mało?
Wracając podbiegłem do kwiaciarni koło mojego osiedla. Wybrałem czerwoną różę i zapłaciłem za nią przemiłej pani. Po cichu wszedłem do domu. Położyłem róże na szafce i dosłownie na palcach udałem się do sypialni po czystą bieliznę. Jednak okazało się, że moja ukochana już nie śpi i przeciąga się na łóżku.
OCZAMI MONIKI
Obudziłam się przed 8, ale byłam wyspana. Z lekkim uśmiechem odwróciłam się do mojego kochanego chłopaka. Jednak nie zastałam go tam. Może poszedł do łazienki, albo do kuchni. Jednak nie słyszałam żadnych szmerów. Nagle usłyszałam jak zamki od drzwi wejściowych otwierają się i chwilę po tym rozległy się dźwięki delikatnie stawianych kroków. Moim oczom ukazał się Gawliński lekko spocony w sportowym stroju. Starał się iść cicho, jednak gdy zobaczył, że nie śpię, przystanął i mocno się uśmiechnął.
- Hej kochanie.- przywitał się - Czemu nie śpisz ?
- Bo zabrano mi mojego misia. - zrobiłam smutną minę
- Ojojoj. - udawał zmartwionego i podszedł do łóżka.
Wyciągnęłam ręce w jego stronę, a on delikatnie opadł na łóżko i wpasował się w moje ramiona.
- Czekaj, bo mi trochę gorąco. - podniósł się i ściągnął bluzę, po czym znowu się położył i dał mi buziaka.
Wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Włożyłam rękę pod jego koszulkę i delikatnie jeździłam po jego ciele. Jego kąciki ust lekko powędrowały do góry. Leżeliśmy tak w ciszy, starając się zasnąć. Jednak jedno nie dawało mi spokoju.
- Alek, dlaczego nie powiedziałeś mojej rodzinie, że próbowałam podciąć sobie żyły ? Ani psychologowi ? - walnęłam prosto z mostu.
Wpatrywałam się w niego, a on uśmiechnął się nie podnosząc powiek.
- Bo obowiązuje mnie tajemnica lekarska. - mruknął
- Nie kłam. Takie rzeczy musisz zgłaszać. Jak nie rodzinie, to przynajmniej psychologowi. - Byłam coraz bardziej zaciekawiona
- Oj Monika, daj spokój.
- No Alek, mów. - klepnęłam go w brzuch
- Bo nie chciałem Ci robić gnoju. Robiłem wszystko dla twojego dobra.
- Wszystko ? A przez kogo nie mogłam zaliczyć egzaminu ? - lekko się zdenerwowałam na to wspomnienie
- Ale to było dla twojego zdrowia. Nie mogłem pozwolić, aby coś Ci się stało. Pomyśl tylko, nie przestrzegałem zasad, specjalnie dla Ciebie. Moim obowiązkiem jest zgłoszenie próby samobójstwa, ale tego nie zrobiłem, bo mi na Tobie zależało. Robiłem wszystko, żeby było Ci jak najlepiej. Może byłem niemiły, ale to przez głupie lekarskie zasady. Byłem w Tobie zakochany i nie mogłem pozwolić na to, abyś przechodziła przez męczarnie. - posyłał mi spokojne spojrzenie.
- Ryzykowałeś dla obcej dziewczyny ? - byłam pełna podziwu
Widziałam jak jego policzki zalewają się różem.
- Kocham Cię. - szepnęłam i pocałowałam jego czoło.
- O właśnie. - wyswobodził się z uścisku i wyszedł
Po chwili wrócił z czerwoną różą w ręku.
- Proszę. - wręczył mi ją
- Dziękuję ! - pisnęłam - Jest śliczna. - dałam mu buziaka - Gdzie ty byłeś ?
- Pobiegać. - pogłaskał mnie po policzku - Idziemy spać, czy na śniadanie ?
- Yyy śniadanie - uśmiechnęłam się
Po prysznicu Alka i pysznym śniadaniu przenieśliśmy się do salonu. Usiadłam wygonie na kanapie i wzięłam telefon do ręki. Sprawdzałam różne portale społecznościowe. Kątem oka dostrzegłam, że Olek wygrzebał piłkę do nożnej i zaczął kopać nią o ścianę. Co chwilę robił jakieś triki. Widać, że bardzo sprawia mu to przyjemność, czuł się w żywiole.
- Kiedy grasz jakiś mecz? - zapytałam
- Jutro. Jedziesz ze mną ?
- Chętnie. - uśmiechnęłam się
- Pokażę Ci coś.
Usiadł na podłodze i włączył telewizor. Tam wszedł na yt i odnalazł kanał FailArmy i włączył niedawno dodany filmik.
- Tego jeszcze nie wdziałem. - oznajmił i zaczęliśmy oglądać
Niektóre wypadki ludzi są naprawdę śmieszne. W pewnym momencie Alek tak zaczął się śmiać, że położył się na podłodze i zwinął w kłębek. Całe mieszkanie wypełniło się jego śmiechem. Po raz pierwszy widziałam go w takim stanie. Dopiero teraz pokazał swoją osobowość. Po chwili cała jego buzia była czerwona, a po policzkach ciekły łzy. Ten widok naprawdę mnie cieszył.
- Dobra, koniec tego. - uspokoił się po kilku minutach
Wstał i włączył programy telewizyjne. Położył się koło mnie, jednak zaraz oparł głowę o moją klatkę piersiową i spokojnie oglądał TV. Jedną dłoń wsunęłam pod jego, którą trzymał na swoim brzuchu, a drugą delikatnie gładziłam jego głowę.
- Jedziemy zaraz do babci. - oznajmił po kilkuminutowej ciszy
- My czyli kto ? - zapytałam
- No ty i ja.
- Aluś, ale ja się umówiłam z Anią. - westchnęłam
- To dojedziesz później. - powiedział spokojnie.
- No ciekawe jak.
- Autobusem. - uśmiechnął się - Powiem Ci którym i gdzie masz wysiąść.
- No nie wiem. - wahałam się
- Proszę. - zrobił słodkie oczka
- Dobra. - westchnęłam i zanurzyłam palce w jego czuprynie - Zawieziesz mnie do galerii ?
- A mam inne wyjście ? -zaśmiał się
Dawno nie widziałam się z moją przyjaciółką. Gdy ją zobaczyłam na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Mocno się przytuliłyśmy i zajęłyśmy miejsce w kawiarni. Zamówiłam moją ulubioną szarlotkę z bitą śmietaną. Nie mogłyśmy się nagadać.
Stałam na dworcu i z niecierpliwością czekałam na autobus. Trochę się stresowałam tą podróżą. W końcu po kilku minutach czekania, przyjechał duży pojazd. Upewniłam się czy to dokładnie ten i weszłam do środka.
- Dzień dobry. - zwróciłam się do kierowcy, który grzebał coś po swojej lewej stronie.
Odwrócił się do mnie i spojrzał na moją osobę.
- Kamil ! - powiedziałam radośnie
- O, Monika ! Hej ! - wstał i delikatnie mnie przytulił - Siadaj, zaraz Cię skasuję. - puścił mi oczko, a ja zajęłam miejsce za nim.
Kamil to mój przyjaciel za czasów liceum. Jest bratem koleżanki z klasy i poznałam go na jej imprezie. Był jako opiekun, bo jest starszy ode mnie o 3 lata. Ma też brata bliźniaka i zawsze byli identyczni. Bardzo mało osób potrafiło ich rozpoznać i ja byłam w tej grupce. Ciekawe czy teraz też mają identyczną fryzurę i tak samo wymodelowany zarost.
- Co tam u Ciebie ? - zapytał, gdy ruszyliśmy
- A spoko. - uśmiechnęłam się
- Co się stało w nogę ?
- Jakiś debil mnie potrącił. - zaśmiałam się - Przy tym złamał mi nasadę kości udowej. Ale wszystko idzie dobrze. A co tam u Ciebie ?
- Dobrze, dobrze. - uśmiechnął się
- Twoja firma autobusowa ?
- Tak.
- Zawsze o tym marzyłeś. - wracały do mnie wspomnienia. - Masz jakąś dziewczynę ?
- Tak, Dominikę. A ty jak tam ? Dalej jesteś z tym Dawidem ?
- Nie, już z tym debilem nie jestem. - oznajmiłam - Ale mam chłopaka.
- Uuuu, który to taki szczęściarz ?
- Alek Gawliński, może znasz, starszy ode mnie o 4 lata.
- No kojarzę. To ten taki super mózg, nie ? On ciągle się uczył i był taki spokojny. Ale on kończył liceum, jak ja kończyłem pierwszą klasę.
- Taa, bo przeskoczył z pierwszej gimnazjum do trzeciej.
- To sobie znalazłaś. A co teraz robi ?
- Jest ortopedą. - westchnęłam - Ale jest bardzo kochany.
- Czyli poznaliście się w szpitalu ? - kąciki ust powędrowały mu do góry
- Tak.
- A właśnie, a co ty porabiasz ?
- Kończę studia ratownika medycznego. - poinformowałam go - Ej, a co u Kuby ?
- Zaraz zobaczysz.
Nasza rozmowa była bardzo luźna. Właśnie dlatego go polubiłam. Można z nim rozmawiać na każdy temat, on słuchał i zawsze starał się pomóc.
Autobus zatrzymał się na przystanku na obrzeżach miasta. Do środka wsiadła jakaś kobieta, a za nią młody ksiądz, ubrany w czarne spodnie, wysokie czarne Conversy i czarną koszulę z krótkim rękawkiem i koloratką oczywiście.
- Przepraszam, mogę ? - zwrócił się do mnie, bo chciał zająć miejsce.
Był mega przystojny.
- Kuba ! - ożywiłam się
Przeniósł na mnie powoli wzrok
on
- Monika ! - delikatnie mnie przytulił
- Dalej jesteście identyczni. - przyznałam - Zostałeś księdzem ?
- Tak jakoś wyszło. - zaśmiał się
- Tyle przystojności się zmarnowało. - westchnęłam, po czym się roześmialiśmy
- Gdzie jedziesz ?- zapytał
- Do babci chłopaka. - oznajmiłam - A ty ?
- Dotrzymuję towarzystwa Kamilowi. Jak mam wolny czas, to tak z nim jeżdżę.
- Ja jak mam wolny czas, to siedzę na necie. - zaśmiałam się
- I co tam robisz ?
- No różne rzeczy. Sprawdzam fejsa, instagrama, snapa...
- Jak się nazywasz na inscie i snapie ? - zapytał
- No nie mów, że masz tam konta.
- No mam. - uśmiechnął się
Dojechaliśmy do wioski, w której mam wysiąść.
- Miał po mnie wyjść. - westchnęłam, kiedy nie widziałam Olka na przystanku
- Pomogę Ci. - złapał za kule Jakub i wysiadł z autobusu.
Powoli wyszłam z pojazdu i stanęłam przed duchownym.
- To jesteśmy umówieni na poniedziałek. - uśmiechnęłam się
- Tak. - potwierdził - Pa malutka
- Pa. - przytuliłam się do niego
Wzięłam od niego kule i dostrzegłam Alka. Z szerokim uśmiechem podeszłam do niego.
- Hej. - dał mi buziaka
- Hej misiaczku. - złapałam go za rękę.
Wyglądał teraz tak jakoś przystojniej. Może to przez tą flanelową koszulę w kratę ? A nie ! Był u fryzjera i przystrzygł brodę.
- Przystojnie wyglądasz.
- Yhym, tylko szkoda, że tulił Cię jakiś inny. - zasmucił się
- Oj Aluś, to tylko kolega. A poza tym jest księdzem. - puściłam mu oczko - Ale i tak ty najlepiej przytulasz i jesteś najprzystojniejszy.
- Dobra, dobra. A tak w ogóle to poznasz moją rodzinkę, bo przyjechali z Dolnego Śląska.
- Nieeee. - jęknęłam - Ja się wstydzę.
- Nie ma czego malutka. - przyciągnął mnie do siebie - To tylko ciocia z wujkiem i druga ciocia z wujkiem i dwie kuzynki nastolatki, które ciągle siedzą ze sobą i mają genialne pomysły. Ale są fajne. Są jeszcze dwaj kuzyni, jeden ma 20 lat, a drugi 13. Będzie dobrze.
Zatrzymałam się przed drzwiami do pomieszczenia, gdzie wszyscy siedzieli. Chłopak wszedł i nie zwrócił uwagi, że przystanęłam.
- Chciałbym przestawić wam moją dziewczynę. - przerwał rozmowy Alek
Kiedy zobaczył, że nadal stoję, złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
- To jest moja Monika. - przedstawił mnie
- Dzień dobry. - powiedziałam nieśmiało
Wszyscy zaczęli mnie ciepło witać i przedstawiać się.
Siedzieliśmy przy stole i rozmawialismy na różne tematy. Polubiłam tą rodzinkę.
- Zostaniesz z dziewczynami ? Muszę iść na traktor. - objął mnie ramieniem
- Traktor ?
- No... Cały dzień byłem dzisiaj na polu. Często pomagam babci przy gospodarce.
- No dobra, tylko szybko.
- Postaram się- dał mi buziaka - Opiekujcie się nią. - zwrócił się do dziewczyn i wyszedł.
- To co lubicie robić? - przerwałam ciszę
- Ja lubię oglądać filmy. - odpowiedziała młodsza - Ania
- Ja grać w siatkę, chodzić do straży i czytać o wojsku i samolotach. - powiedziała Emilka
- Mam kuzyna co chodzi do licemu lotniczego. - uśmiechnęłam się
- W Dęblinie ? - wyprostowała się
- Tak
- A ile ma lat ? - poruszała brwiami
- 17- zaśmiałam się - I jest naprawdę bardzo fajny i przystojny.
- Kiedy macie wesele ?
- We wrześniu. - oznajmiłam
- Serio ? - zdziwiły się - Nikt nic nie mówił
- Tak wyszło.
Po 30 minutach wrócił mój chłopak.
- My będziemy się zbierać. - podał mi rękę - Dzięki dziewczyny za opiekę nad moją dziewką
- Spoko. - uśmiechnęły się
- Macie tu od dobrego kuzyna. - wyciągnął do nich po 50 zł - Dawno was nie widziałem
- Nie trzeba. - broniły się
- Bierzcie. Kupcie sobie coś.
- Dzięki. - przytuliły się do niego
- Też bym chciała mieć takiego kuzyna. - westchnęłam
- Ty swoje dostaniesz wieczorem. - puścił mi oczko
- Mhm, tylko że nie idę dzisiaj do Ciebie. - oznajmiłam
- Dlaczego? - posmutniał
- Bo nie zasłużyłeś
Chłopak pojechał do mnie. Poszliśmy do mojego pokoju i położyliśmy się na łóżku.
- Moniczkooo. - usłyszałam głos mamy
- Tak?
- Jest u Ciebie Alek ?
- Może. A co ?
Chwilę później w drzwiach stanęła moja przyszła teściowa
- Mamo, co ty tutaj robisz ? - nie krył zdziwienia
- Przyszłam w odwiedziny do Lucyny. Synku. - zaczęła milutko - Zawiózłbyś nas na festyn ? Proszę. Tato jest w pracy i Mietek też.
Chłopak popatrzył na mnie. Podniosłam tylko ramiona.
- No dobra.
Jechaliśmy Passatem mojego ukochanego.
- Matko, Alek! Zabijesz nas. - tak reagowała na dużą prędkość Gawlińska
- Moi tak samo jeżdżą. A szczególnie Filip i Monika. - oznajmiła moja mama - Szeleńcy
- Szaleńcem to jest Alek, bo jest ze mną. - odezwałam się
- Ta yhy. A kto się tuli do doktora, jak prszyszedł na wizytę ?
- No kto ? - nie wiedziałam o co chodzi
- No ty. Nie pamiętasz jak się rzuciłaś na mnie ?
- Oj dobra. A kto lajkował moje wszystkie zdjęcia ?
- A kto zaczął snapować ?
- Ty. - stwierdziłam
- O nie, nie, nie. Ja Cię tylko zaprosiłem. A to ty wysłałas snapa do jutra. A ja wysłałem zdjęcie stóp z dopiskiem domek, a ty napisałas aww te stopy. Ja napisałem, że twoje też niezłe, a ty wysłałaś mi swoje selfie z dziubkiem dziękując i ja Ci takie też wysłałem. -opowiadał
- Ty to tak szczegółowo pamiętasz ? - przeraziłam się
- No
- A kto ustawił na tapetę swoje selfie ? - zaczęłam atak
- Oj tam. - uśmiechnął się i wpatrywał we mnie - Oboje się nie lubiliśmy.
Jego głowa lekko drgnęła i po chwili wahania dał mi buziaka.
Zabawa trwała w najlepsze. Skoczna muzyka roznosiła się po całej wiosce. W pewnym momencie Alek wziął mnie do tańca. Bujaliśmy się objęci.
Zostałam u siebie w domu na noc. Przed snem wzięłam telefon do ręki i zaczęłam przeglądać profil Kubu na instagramie. Szalony z niego człowiek. Po zdjęciach widać, że takim luźnym jest księdzem. Włączyłam jego zdjęcie i wspominałam dawne czasy.
- Yhym, tylko szkoda, że tulił Cię jakiś inny. - zasmucił się
- Oj Aluś, to tylko kolega. A poza tym jest księdzem. - puściłam mu oczko - Ale i tak ty najlepiej przytulasz i jesteś najprzystojniejszy.
- Dobra, dobra. A tak w ogóle to poznasz moją rodzinkę, bo przyjechali z Dolnego Śląska.
- Nieeee. - jęknęłam - Ja się wstydzę.
- Nie ma czego malutka. - przyciągnął mnie do siebie - To tylko ciocia z wujkiem i druga ciocia z wujkiem i dwie kuzynki nastolatki, które ciągle siedzą ze sobą i mają genialne pomysły. Ale są fajne. Są jeszcze dwaj kuzyni, jeden ma 20 lat, a drugi 13. Będzie dobrze.
Zatrzymałam się przed drzwiami do pomieszczenia, gdzie wszyscy siedzieli. Chłopak wszedł i nie zwrócił uwagi, że przystanęłam.
- Chciałbym przestawić wam moją dziewczynę. - przerwał rozmowy Alek
Kiedy zobaczył, że nadal stoję, złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie.
- To jest moja Monika. - przedstawił mnie
- Dzień dobry. - powiedziałam nieśmiało
Wszyscy zaczęli mnie ciepło witać i przedstawiać się.
Siedzieliśmy przy stole i rozmawialismy na różne tematy. Polubiłam tą rodzinkę.
- Zostaniesz z dziewczynami ? Muszę iść na traktor. - objął mnie ramieniem
- Traktor ?
- No... Cały dzień byłem dzisiaj na polu. Często pomagam babci przy gospodarce.
- No dobra, tylko szybko.
- Postaram się- dał mi buziaka - Opiekujcie się nią. - zwrócił się do dziewczyn i wyszedł.
- To co lubicie robić? - przerwałam ciszę
- Ja lubię oglądać filmy. - odpowiedziała młodsza - Ania
- Ja grać w siatkę, chodzić do straży i czytać o wojsku i samolotach. - powiedziała Emilka
- Mam kuzyna co chodzi do licemu lotniczego. - uśmiechnęłam się
- W Dęblinie ? - wyprostowała się
- Tak
- A ile ma lat ? - poruszała brwiami
- 17- zaśmiałam się - I jest naprawdę bardzo fajny i przystojny.
- Kiedy macie wesele ?
- We wrześniu. - oznajmiłam
- Serio ? - zdziwiły się - Nikt nic nie mówił
- Tak wyszło.
Po 30 minutach wrócił mój chłopak.
- My będziemy się zbierać. - podał mi rękę - Dzięki dziewczyny za opiekę nad moją dziewką
- Spoko. - uśmiechnęły się
- Macie tu od dobrego kuzyna. - wyciągnął do nich po 50 zł - Dawno was nie widziałem
- Nie trzeba. - broniły się
- Bierzcie. Kupcie sobie coś.
- Dzięki. - przytuliły się do niego
- Też bym chciała mieć takiego kuzyna. - westchnęłam
- Ty swoje dostaniesz wieczorem. - puścił mi oczko
- Mhm, tylko że nie idę dzisiaj do Ciebie. - oznajmiłam
- Dlaczego? - posmutniał
- Bo nie zasłużyłeś
Chłopak pojechał do mnie. Poszliśmy do mojego pokoju i położyliśmy się na łóżku.
- Moniczkooo. - usłyszałam głos mamy
- Tak?
- Jest u Ciebie Alek ?
- Może. A co ?
Chwilę później w drzwiach stanęła moja przyszła teściowa
- Mamo, co ty tutaj robisz ? - nie krył zdziwienia
- Przyszłam w odwiedziny do Lucyny. Synku. - zaczęła milutko - Zawiózłbyś nas na festyn ? Proszę. Tato jest w pracy i Mietek też.
Chłopak popatrzył na mnie. Podniosłam tylko ramiona.
- No dobra.
Jechaliśmy Passatem mojego ukochanego.
- Matko, Alek! Zabijesz nas. - tak reagowała na dużą prędkość Gawlińska
- Moi tak samo jeżdżą. A szczególnie Filip i Monika. - oznajmiła moja mama - Szeleńcy
- Szaleńcem to jest Alek, bo jest ze mną. - odezwałam się
- Ta yhy. A kto się tuli do doktora, jak prszyszedł na wizytę ?
- No kto ? - nie wiedziałam o co chodzi
- No ty. Nie pamiętasz jak się rzuciłaś na mnie ?
- Oj dobra. A kto lajkował moje wszystkie zdjęcia ?
- A kto zaczął snapować ?
- Ty. - stwierdziłam
- O nie, nie, nie. Ja Cię tylko zaprosiłem. A to ty wysłałas snapa do jutra. A ja wysłałem zdjęcie stóp z dopiskiem domek, a ty napisałas aww te stopy. Ja napisałem, że twoje też niezłe, a ty wysłałaś mi swoje selfie z dziubkiem dziękując i ja Ci takie też wysłałem. -opowiadał
- Ty to tak szczegółowo pamiętasz ? - przeraziłam się
- No
- A kto ustawił na tapetę swoje selfie ? - zaczęłam atak
- Oj tam. - uśmiechnął się i wpatrywał we mnie - Oboje się nie lubiliśmy.
Jego głowa lekko drgnęła i po chwili wahania dał mi buziaka.
Zabawa trwała w najlepsze. Skoczna muzyka roznosiła się po całej wiosce. W pewnym momencie Alek wziął mnie do tańca. Bujaliśmy się objęci.
Zostałam u siebie w domu na noc. Przed snem wzięłam telefon do ręki i zaczęłam przeglądać profil Kubu na instagramie. Szalony z niego człowiek. Po zdjęciach widać, że takim luźnym jest księdzem. Włączyłam jego zdjęcie i wspominałam dawne czasy.
wtorek, 12 lipca 2016
Rozdział 24
3 DNI PÓŹNIEJ
Po raz ostatni mojego chłopaka widziałam, jak odprowadzał siostrę do pokoju. Przez te kilka dni wysłaliśmy do siebie kilka wiadomości i nic poza tym. Strasznie za nim tęskniłam i za jego uściskiem. Przez ten czas nie odzywałam się do nikogo, a szczególnie do mojej rodziny. Jeszcze dzisiaj ma do nas przyjechać ciocia z wujkiem i ich nastoletnim synem. Ekran mojego telefonu zaświecił się, co oznaczało, że dostałam Snapa. Bez większych chęci wzięłam go do ręki i przesunęłam palcem po ekranie. Nacisnęłam na aplikację i ukazał mi się nadawca. Aluś<3 Podekscytowana nacisnęłam na jego nazwę i wyświetliło mi się jego zdjęcie. Zdjęcie w lustrze po kąpieli z podpisem Można iść spać . Wywnioskowałam, że jest nagi. Ściągnęłam moją koszulkę i lekko zsunęłam stanik. Zrobiłam sexi minę i ustawiłam odpowiednio aparat. Uchwyciłam to na fotografii i wysłałam mu. Zaraz po tym przy jego nazwie trójkącik zrobił się pusty i natychmiast dostałam odpowiedź. Leżał już pod kołdrą i napisał Nie prowokuj ;) Uśmiechnęłam się lekko i zakryłam aparat, aby uzyskać czarne tło. Narysowałam na nim serce i napisałam Kocham Cię :*, a następnie wysłałam. Na odpowiedź nie czekałam długo. Ja Ciebie też moja ślicznotko <3 Moja odpowiedź była błyskawiczna Miłych snów mój przystojniaku :*<3 Dziękuję :D :3 <3
I od tamtej chwili dałam mu spokój, bo biedaczyna na nogach był 16 godzin... Godzina 11, a ja jeszcze w łóżku... Zebrałam się bardzo mozolnie i udałam się do łazienki. Tam bez żadnych chęci załatwiłam poranne sprawy i poczłapałam do kuchni. Byłam tak leniwa, że stać mnie było tylko na płatki z mlekiem. Z opartą na ręce głowie, powoli przeżuwałam śniadanie. Kompletnie nie zwracałam uwagi na krzątającą się mamę, która pospiesznie sprzątała dom.
Po kilkuminutowej medytacji nad talerzem odstawiłam go do zmywarki i poszłam do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy jakieś ubrania i założyłam je. Z szafy wystawał rękaw jakieś czarnej bluzy, której właścicielką na pewno nie byłam ja. Wyciągnęłam ją i poczułam zapach moich ulubionych męskich perfum. Nie mam pojęcia, kiedy chłopak ją tu zostawił. Dostrzegłam na plecach jakąś plamę i zaniosłam ją do łazienki wraz z moimi brudnymi rzeczami. Wrzuciłam wszystko do pralki, dodałam proszku, płynu do płukania, którego zapach tak bardzo uwielbiam i puściłam pranie. Po całym domu rozniósł się dźwięk dzwonka. I po chwili usłyszałam głosy witających się ludzi. Pełna niechęci wyszłam do nich i przywitałam się. Ciotka normalnie tryskała energią, ściskała wszystkich, jakbyśmy się nie widzieli lata. Fakt, że ostatni raz nasze spotkanie było rok temu, ale bez przesady...
- Jak tam zdrówko Moniczko ? - radośnie zwróciła się do mnie
- A dobrze. - mruknęłam i oddaliłam się do mojego pokoju
Nie miałam ochoty z nimi siedzieć. Chociaż szkoda mi było kuzyna Arka, bo sam musi siedzieć tam ze starszymi. Postanowiłam pójść do salonu tylko zw względu na młodego. Zajęłam miejsce na kanapie koło niego.
- To ile ty już masz lat ? - zaczęłam rozmowę
- 17. - uśmiechnął się
- Uuu, czyli pierwsza klasa szkoły średniej. A liceum czy technikum ?
- liceum. - uśmiechnął się
- A gdzie ?- jego osoba była naprawdę ciekawa
- W Dęblinie.
- To to liceum lotnicze ? - ożywiłam się
- Tak.
- No to mów jak jest !
Jego nieśmiałość znikała z minuty na minutę i ciekawie opowiadał o szkolę. Chce później być pilotem śmigłowców. Fajnie, że ma już cel w życiu i do niego dąży.
Tak się z nim zagadałam, że minęło 4 godziny. Poszliśmy zjeść pyszne jedzenie przygotowane przez mamę, a potem wszyscy przenieśliśmy się do salonu przed telewizor. Teraz siedziałam na kanapie wraz z mamą. Leciał jakiś film, który kompletnie mnie nie interesował. Rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Tato wstał i poszedł otworzyć drzwi. Po chwili usłyszałam dobrze znajomy mi głos:
- Jak Weronika ? - zapytał
- A już lepiej. - odpowiedział tato - Wyszła gdzieś ze znajomymi. Siadaj.
- Dzień dobry. - weszli do salonu
- A dzień dobry ! - wstała mama - Siadaj Aleczku, siadaj. - wskazała miejsce koło siebie czyli jednocześnie koło mnie.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, byłam wkurzona. Usiadł koło mnie i nawet nic nie powiedział.
- A co tam Monika u Pawełka ? - wyrwała mnie z zamyślenia ciocia
- Jakiego Pawła ? - nie wiedziałam o co jej chodzi
- No twojego chłopaka.
- Już dawno z nim nie jestem. - odpowiedziałam szybko
Już o więcej mnie nie pytała. Wszyscy siedzieliśmy w milczeniu. Dyskretnie poparzyłam na mojego chłopaka. Przyglądał się mi. Posyłał mi delikatny uśmiech, jednak na mnie to nie działało. Po chwili jednak coś się we mnie zmieniło i szeroko się do niego uśmiechnęłam.
- Wybawco ty nasz ! - klasnęła w dłonie mama - Uśmiechnięła się pierwszy raz od wtorku.
Alek popatrzył na mnie, a ja tylko ruszyłam ramionami. Kiedy wszyscy wrócili do oglądania, delikatnie wplotłam palce w palce Gawlińskiego. Zacieśnił nasz uścisk i uśmiechnął pod nosem.
- A właśnie, list jakiś do Ciebie przyszedł. - wstała mama i poszła do kuchni.
Zaraz wróciła i podała mi białą kopertę. Popatrzyłam na pismo nadawcy. Od razu wiedziałam od kogo. Pospiesznie rozerwałam kopertę i wyciągnęłam z niej złożoną kartkę.
Po raz ostatni mojego chłopaka widziałam, jak odprowadzał siostrę do pokoju. Przez te kilka dni wysłaliśmy do siebie kilka wiadomości i nic poza tym. Strasznie za nim tęskniłam i za jego uściskiem. Przez ten czas nie odzywałam się do nikogo, a szczególnie do mojej rodziny. Jeszcze dzisiaj ma do nas przyjechać ciocia z wujkiem i ich nastoletnim synem. Ekran mojego telefonu zaświecił się, co oznaczało, że dostałam Snapa. Bez większych chęci wzięłam go do ręki i przesunęłam palcem po ekranie. Nacisnęłam na aplikację i ukazał mi się nadawca. Aluś<3 Podekscytowana nacisnęłam na jego nazwę i wyświetliło mi się jego zdjęcie. Zdjęcie w lustrze po kąpieli z podpisem Można iść spać . Wywnioskowałam, że jest nagi. Ściągnęłam moją koszulkę i lekko zsunęłam stanik. Zrobiłam sexi minę i ustawiłam odpowiednio aparat. Uchwyciłam to na fotografii i wysłałam mu. Zaraz po tym przy jego nazwie trójkącik zrobił się pusty i natychmiast dostałam odpowiedź. Leżał już pod kołdrą i napisał Nie prowokuj ;) Uśmiechnęłam się lekko i zakryłam aparat, aby uzyskać czarne tło. Narysowałam na nim serce i napisałam Kocham Cię :*, a następnie wysłałam. Na odpowiedź nie czekałam długo. Ja Ciebie też moja ślicznotko <3 Moja odpowiedź była błyskawiczna Miłych snów mój przystojniaku :*<3 Dziękuję :D :3 <3
I od tamtej chwili dałam mu spokój, bo biedaczyna na nogach był 16 godzin... Godzina 11, a ja jeszcze w łóżku... Zebrałam się bardzo mozolnie i udałam się do łazienki. Tam bez żadnych chęci załatwiłam poranne sprawy i poczłapałam do kuchni. Byłam tak leniwa, że stać mnie było tylko na płatki z mlekiem. Z opartą na ręce głowie, powoli przeżuwałam śniadanie. Kompletnie nie zwracałam uwagi na krzątającą się mamę, która pospiesznie sprzątała dom.
Po kilkuminutowej medytacji nad talerzem odstawiłam go do zmywarki i poszłam do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy jakieś ubrania i założyłam je. Z szafy wystawał rękaw jakieś czarnej bluzy, której właścicielką na pewno nie byłam ja. Wyciągnęłam ją i poczułam zapach moich ulubionych męskich perfum. Nie mam pojęcia, kiedy chłopak ją tu zostawił. Dostrzegłam na plecach jakąś plamę i zaniosłam ją do łazienki wraz z moimi brudnymi rzeczami. Wrzuciłam wszystko do pralki, dodałam proszku, płynu do płukania, którego zapach tak bardzo uwielbiam i puściłam pranie. Po całym domu rozniósł się dźwięk dzwonka. I po chwili usłyszałam głosy witających się ludzi. Pełna niechęci wyszłam do nich i przywitałam się. Ciotka normalnie tryskała energią, ściskała wszystkich, jakbyśmy się nie widzieli lata. Fakt, że ostatni raz nasze spotkanie było rok temu, ale bez przesady...
- Jak tam zdrówko Moniczko ? - radośnie zwróciła się do mnie
- A dobrze. - mruknęłam i oddaliłam się do mojego pokoju
Nie miałam ochoty z nimi siedzieć. Chociaż szkoda mi było kuzyna Arka, bo sam musi siedzieć tam ze starszymi. Postanowiłam pójść do salonu tylko zw względu na młodego. Zajęłam miejsce na kanapie koło niego.
- To ile ty już masz lat ? - zaczęłam rozmowę
- 17. - uśmiechnął się
- Uuu, czyli pierwsza klasa szkoły średniej. A liceum czy technikum ?
- liceum. - uśmiechnął się
- A gdzie ?- jego osoba była naprawdę ciekawa
- W Dęblinie.
- To to liceum lotnicze ? - ożywiłam się
- Tak.
- No to mów jak jest !
Jego nieśmiałość znikała z minuty na minutę i ciekawie opowiadał o szkolę. Chce później być pilotem śmigłowców. Fajnie, że ma już cel w życiu i do niego dąży.
Tak się z nim zagadałam, że minęło 4 godziny. Poszliśmy zjeść pyszne jedzenie przygotowane przez mamę, a potem wszyscy przenieśliśmy się do salonu przed telewizor. Teraz siedziałam na kanapie wraz z mamą. Leciał jakiś film, który kompletnie mnie nie interesował. Rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Tato wstał i poszedł otworzyć drzwi. Po chwili usłyszałam dobrze znajomy mi głos:
- Jak Weronika ? - zapytał
- A już lepiej. - odpowiedział tato - Wyszła gdzieś ze znajomymi. Siadaj.
- Dzień dobry. - weszli do salonu
- A dzień dobry ! - wstała mama - Siadaj Aleczku, siadaj. - wskazała miejsce koło siebie czyli jednocześnie koło mnie.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, byłam wkurzona. Usiadł koło mnie i nawet nic nie powiedział.
- A co tam Monika u Pawełka ? - wyrwała mnie z zamyślenia ciocia
- Jakiego Pawła ? - nie wiedziałam o co jej chodzi
- No twojego chłopaka.
- Już dawno z nim nie jestem. - odpowiedziałam szybko
Już o więcej mnie nie pytała. Wszyscy siedzieliśmy w milczeniu. Dyskretnie poparzyłam na mojego chłopaka. Przyglądał się mi. Posyłał mi delikatny uśmiech, jednak na mnie to nie działało. Po chwili jednak coś się we mnie zmieniło i szeroko się do niego uśmiechnęłam.
- Wybawco ty nasz ! - klasnęła w dłonie mama - Uśmiechnięła się pierwszy raz od wtorku.
Alek popatrzył na mnie, a ja tylko ruszyłam ramionami. Kiedy wszyscy wrócili do oglądania, delikatnie wplotłam palce w palce Gawlińskiego. Zacieśnił nasz uścisk i uśmiechnął pod nosem.
- A właśnie, list jakiś do Ciebie przyszedł. - wstała mama i poszła do kuchni.
Zaraz wróciła i podała mi białą kopertę. Popatrzyłam na pismo nadawcy. Od razu wiedziałam od kogo. Pospiesznie rozerwałam kopertę i wyciągnęłam z niej złożoną kartkę.
Droga Moniko
Siostrzyczko ty moja ukochana, wiem, że się o mnie martwisz, lecz jest to niepotrzebne. Nic mi nie jest, jedynie dają mocny wycisk, no ale to wojsko :D
Tęsknię trochę za wygodnym łóżkiem i pysznymi obiadkami, ale chłopaki mówią, że szybko się przyzwyczaję. Gorąco tu jest i jestem już spalony, ale do tego też się da przyzwyczaić. Ponoć :D Tęsknię też za Tobą jak i rodzinką. Oczywiście za Alusiem również ;)
Apropo Alka. Podpytałem kilku starszych żołnierzy i powiedzieli, że nazwisko Gawliński jest tu bardzo szanowane. Bardzo wiele zawdzięczają Maćkowi i złego słowa o nim nie mogą powiedzieć. Bardzo dobrze go wspominają. Mówią, że był bardzo, ale to bardzo odważny i oddany ojczyźnie. Nigdy nie odmawiał pomocy, no i był wspaniałym lekarzem. Ponoć często mówił o swoim bracie bliźniaku. W kopercie jest prezent dla Olka ;)
A teraz tajne, tylko dla Cibie
Poniżej daję Ci adres, na który możesz pisać listy ;) Nie mogę Ci powiedzieć gdzie jestem... Ale możesz być pewna, że listy dostanę :) No i oczywiście w adresie moje imię i nazwisko xD
Następna rzecz to to, że starałem się dostać do GROM-u i udało mi się i teraz startuję na snajpera. To tylko możesz powiedzieć tylko Alkowi, bo to jest ściśle tajne. I kolejna rzecz. Na moim komputerze jest folder IG. Są tam zdjęcia, które chciałbym dodać na instagrama. Więc jak będziesz miała trochę wolnego czasu, to dodaj jedno co kilka dni/tygodni. Powinno wystarczyć. Login i hasło masz w folderze ;) Powodzenia :*
Kocham Cię,
Filip
Uśmiechnęłam się na te słowa, które przeczytałam.
- No mów, co tam u niego. - zwrócił się do mnie tato.
- A pisze, żeby się nie martwić, że ma wycisk, ale to przecież wojsko. Tęskni za łóżkiem i obiadami, ale da się przyzwyczaić, no i za nami tęskni i za Alusiem też. - tu się zaśmiałam - A teraz przeczytam: Apropo Alka. Podpytałem kilku starszych żołnierzy i powiedzieli, że nazwisko Gawliński jest tu bardzo szanowane. Bardzo wiele zawdzięczają Maćkowi i złego słowa o nim nie mogą powiedzieć. Bardzo dobrze go wspominają. Mówią, że był bardzo, ale to bardzo odważny i oddany ojczyźnie. Nigdy nie odmawiał pomocy, no i był wspaniałym lekarzem. Ponoć często mówił o swoim bracie bliźniaku. - z koperty wyciągnęłam zdjęcie i wręczyłam je doktorkowi - Prezent dla Ciebie.
Widziałam, jak w jego oczach zbierają się łzy. Na zdjęciu był Maciek w stroju żołnierza z karabinem w ręku skierowanym ku górze, a drugą rękę miał zgiętą i dłoń skierowaną do góry, lecz tylko wyprostowany był kciuk i palec wskazujący.
- To był nasz znak. - oznajmił uśmiechając się - Jak będziesz pisała do Filipa, to bardzo mu podziękuj.
- A właśnie Monika. - wtrąciła się mama - Jest taka mała sprawa. Ciocia z wujkiem i Arkiem zostają u nas na noc. I czy byś mogła udostępnić im swój pokój ? Bo Arek by poszedł do Filipa pokoju.
Kompletnie zaskoczyło mnie to pytanie i nie wiedziałam co powiedzieć. A co ze mną ? Mam spać na kanapie ?
- Ona się zgadza. - powiedział za mnie Alek - Wezmę ją do siebie.
Na te słowa szeroko się uśmiechnęłam.
- To jak tak, to muszę trochę posprzątać. - wstałam i złapałam Olka za rękę - Chodź.
Weszliśmy do pokoju i jak tylko zamknęły się drzwi za chłopakiem, mocno się do niego przytuliłam.
- Tęskniłam za Tobą.
- Ja za Tobą też.
Nie mogąc się dłużej powstrzymać, złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku.
- Chyba mocno się stęskniłaś, bo to było mocne. - szepnął, kiedy oderwaliśmy się od siebie
- Yhym. Dawno Cię nie widziałam, co świadczy twoja czupryna i zarośnięta broda. - pogładziłam go po policzku.
- Oj tam, oj tam. - zaśmiał się - Chyba nie jest tak źle ?
- Jest. - puściłam mu oczko - Ale dla mnie i tak jesteś najprzystojniejszym i najgorętszym mężczyzną na świecie. - złapałam za jego koszulkę
- No właśnie. A co to za Snapy rano ? - złapał mnie w talii
- Sam zacząłeś kochany.
- Ja ? Niby jak ? - mówił to rozkosznie z uśmiechem
- Byłeś nagi. - szepnęłam mu na ucho i włożyłam rękę pod jego koszulkę.
- No to co.
- No to nic. - pocałowałam go - Dobra, trochę trzeba posprzątać.
Zbierałam wszystkie rzeczy i dawałam je na swoje miejsce. Alek tylko siedział na łóżku i przyglądał się moim pracą. Raz rzuciłam w niego poduszką, na co tylko się zaśmiał.
Po jakiś 30 minutach mój pokój świecił czystością. Usiadłam koło Gawlińskiego, kiedy zadzwonił do niego telefon. Udało mi się dojrzeć, że dzwoni do niego jakaś Ada. Usiadłam okrakiem na jego kolanach i zdążył powiedzieć tylko "halo", a ja złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku. Na początku się nie opierał i odpowiadał jej krótko, pomiędzy pocałunkami. Jednak po chwili, chyba mu się to nie spodobało i złapał za moje nadgarstki i zrzucił mnie na łóżko nie przestając rozmawiać. Przycisnął mi ręce do klatki piersiowej i tak sterczał nade mną. Zaczął mnie boleć ten uścisk i do tego zgięta noga.
- Olek to boli ! Puść mnie ! - pisnęłam
Gdy uczynił moje polecenie, odepchnęłam jego ręce i wyszłam z pokoju. Poszłam do ogródka za domem. Tam przystanęłam przy ławce i oparłam się plecami o jej oparcie.
OCZAMI ALKA
Gdy rozmawiałem z koleżanką z pracy, Monika namiętnie mnie całowała, co z początku naprawdę było bardzo przyjemne. Jednak później stało się uciążliwe i zakończyłem to. Bardziej skupiłem się na rozmowie i nie uświadomiłem sobie sprawy, że za mocno ją ściskam. Puściłem ją, tak jak prosiła, ale ona zdenerwowana natychmiast opuściła pokój. Dałem dokończyć myśl koleżance i zakończyłem rozmowę pod pretekstem dzwonka do drzwi. Wyszedłem jej natychmiast szukać.
- Była tu Monika ? - zapytałem zgromadzonych w salonie
Pokiwali głowami zaprzeczając.
- Ale pewnie w ogrodzie. - powiedział mi pan Mietek
Poszedłem tak, gdzie powiedział mi przyszły teściu. I rzeczywiście tam była. Podszedłem do niej i delikatnie położyłem dłoń na ramieniu, lecz ona ją strąciła.
- Jak chcesz. - westchnąłem - Będę szedł, bo widzę, że nic tu po mnie. I jak dalej chcesz, to przyjedź do mnie na noc.
OCZAMI MONIKI
Alek zaczął odchodzić, ale złapałam go za rękę.
- Nie idź proszę. - szepnęłam, a on przystanął i odwrócił się, wyswobadzając swoją rękę.
Przytuliłam się do niego, ale on ani drgnął. Stał ze spuszczonymi rękami i chłodną miną. Aż przypomniał mi się Olek , jak przyszedł do mnie na wizytę i się do niego przytuliłam.
- Przepraszam Alek, przepraszam.Tak, jestem zazdrosna i to bardzo. Przepraszam za te moje fochy. Przepraszam za wszystko. A jak chcesz iść, to idź.
- Bez Ciebie nigdzie się nie ruszam. - przytulił mnie - Przepraszam, że cie zabolało. A tak w ogóle, to ja też cholernie jestem o Ciebie zazdrosny.
- No i jesteśmy kwita. - dałam mu buziaka - I proszę Cię, ogól się, bo mnie drapiesz.
- To już jutro. A teraz jedziemy już ?
- Tak. - splotłam nasze dłonie i udaliśmy się do naszego pokoju.
Wzięłam potrzebne rzeczy i poszliśmy do salonu pożegnać się.
Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do sklepu.
Umyta szykowałam się do mycia zębów, gdy Alek wparował do łazienki w samych bokserkach. Pocałował mnie w czubek głowy i wziął swoją szczoteczkę. Stykaliśmy się ciałami i myliśmy zęby. Swoje miny widzieliśmy w lustrze.
- Padam na ryj. - westchnął, wycierając swoją twarz - Umyję się i idziemy spać. - dał mi buziaka w czoło i opuściłam łazienkę.
Poszłam do sypialni i delikatnie uklękłam przy łóżku, przenosząc ciężar ciała na ręce oparte na łóżku. Zaczęłam się modlić. Po chwili poczułam jak ktoś przyklęka koło mnie. Wyrwana z modlitwy, odwracam się w tamtą stronę i lekko się uśmiechnęłam. Mój chłopak postanowił pójść w moje ślady. Zadowolona powróciłam do poprzedniej czynności.
Powoli podniosłam się i opadłam na łóżko. Po chwili mój chłopak wstał i przeciągnął się.
- Mogę spać w bokserkach ? - zapytał
- A czemu nie ? - zaśmiałam się
Położył się koło mnie i dał buziaka.
- Dobranoc. - szepnął
- Dobranoc. - wtuliłam się w jego nagi tors i zasnęłam
- Bez Ciebie nigdzie się nie ruszam. - przytulił mnie - Przepraszam, że cie zabolało. A tak w ogóle, to ja też cholernie jestem o Ciebie zazdrosny.
- No i jesteśmy kwita. - dałam mu buziaka - I proszę Cię, ogól się, bo mnie drapiesz.
- To już jutro. A teraz jedziemy już ?
- Tak. - splotłam nasze dłonie i udaliśmy się do naszego pokoju.
Wzięłam potrzebne rzeczy i poszliśmy do salonu pożegnać się.
Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do sklepu.
Umyta szykowałam się do mycia zębów, gdy Alek wparował do łazienki w samych bokserkach. Pocałował mnie w czubek głowy i wziął swoją szczoteczkę. Stykaliśmy się ciałami i myliśmy zęby. Swoje miny widzieliśmy w lustrze.
- Padam na ryj. - westchnął, wycierając swoją twarz - Umyję się i idziemy spać. - dał mi buziaka w czoło i opuściłam łazienkę.
Poszłam do sypialni i delikatnie uklękłam przy łóżku, przenosząc ciężar ciała na ręce oparte na łóżku. Zaczęłam się modlić. Po chwili poczułam jak ktoś przyklęka koło mnie. Wyrwana z modlitwy, odwracam się w tamtą stronę i lekko się uśmiechnęłam. Mój chłopak postanowił pójść w moje ślady. Zadowolona powróciłam do poprzedniej czynności.
Powoli podniosłam się i opadłam na łóżko. Po chwili mój chłopak wstał i przeciągnął się.
- Mogę spać w bokserkach ? - zapytał
- A czemu nie ? - zaśmiałam się
Położył się koło mnie i dał buziaka.
- Dobranoc. - szepnął
- Dobranoc. - wtuliłam się w jego nagi tors i zasnęłam
niedziela, 10 lipca 2016
Rozdział 23
Miałam koszmary związanie z Filipem na misji. Nie mogłam spać, a jak zasnęłam, to zaraz budził mnie kolejny koszmar.
Miałam zaliczenia na studiach od 8... Dotarłam tam przed czasem i dołączyłam do grupki moich znajomych, którzy rozmawiali na różne tematy. To zawsze pomagało nam odstresować się przed egzaminami.
Na szczęście udało mi się zaliczyć bez żadnego problemu. Zegarek wskazywał 12.07. W południe mój chłopak miał przyjechać po mnie pod szkołę, aby spędzić ze sobą trochę czasu. Nagle rozbrzmiał się dzwonek mojego telefonu.
- Halo. - odebrałam
- Cześć córciu. - usłyszałam lekko spanikowany głos mamy. - Dzwonili do mnie ze szkoły Weronki. Prosili, żeby po nią podjechać, bo po wyjściu z sali maturalnej zemdlała. Czy moglibyście z Olkiem ją odebrać ? Ja mam rozprawę, a tato jest w biurze, lecz bez samochodu.
- No dobra. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Kochana jesteś. - rozłączyła się
Wybrałam numer Alka i wysłałam mu wiadomość, żeby podjechał pod liceum. Na szczęście było położone blisko mojej uczelni. Chłodziłam do tej samej szkoły co siostra, z resztą Alek chyba też. Powoli przemierzałam łódzkie chodniki. Pogoda nie rozpieszczała, słońce za chmurami, do tego silny wiatr i niska temperatura.
Pod szkołą Werki dostrzegłam samochód Gawlińskiego, ale właściciela nigdzie nie było. Przed wejściem też go nie widziałam. Może czeka w środku... Powoli weszłam do budynku i wyglądałam za nimi. Tu ich nie było. Podążałam w głąb placówki, mijając elegancko ubranych uczniów. W końcu dostrzegłam ich dwójkę, lecz rozmawiali z jakimś mężczyzną.
OCZAMI ALKA
Skończyłem poranne wizyty i o 12 miałem spotkać się z Moniką na chwilę, bo później cały dzień mamy zajęty i o wspólnym czasie nie ma mowy. Lecz gdy jechałem pod jej uczelnię, napisała mi, że musimy jeszcze odebrać Weronikę, bo zemdlała. Udałem się do mojej starej szkoły. Nigdzie nie widziałem mojej dziewczyny, więc myślałem, że jest już w środku. Nie widziałem sióstr na horyzoncie. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Weroniki. Po chwili usłyszałem jej głos:
- Słucham
- Gdzie jesteś ? - zapytałem
- W sali fizycznej, wiesz gdzie to ?
- Tak, tak. Już idę. - oznajmiłem i rozłączyłem się
Przemierzając korytarze liceum, zacząłem sobie przypominać czasy szkolne. Jak ja bym chciał wrócić do tamtych czasów... Doszedłem do mojej byłej klasy i przez lekko uchylone drzwi dostrzegłem moją przyszłą szwagierkę w towarzystwie jakiejś koleżanki. Uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka.
- Jak się czujesz ? - zapytałem
- Lepiej. - posłała mi lekki uśmiech
- Jadłaś coś dzisiaj ? - zadawałem jej pytania
- Nie. - skrzywiła się
- No to dziewczyno, mamy przyczynę zemdlenia. - westchnąłem - No chyba, że jesteś w ciąży, albo bardzo się stresowałaś, no albo masz guza mózgu ?
- Ale ty jesteś głupi. - prychnęła
- Wiem. - uśmiechnąłem się - A Moniki tu nie było ?
- Nie.
- Dobra, to chodź. - wziąłem od niej torebkę i przepuściłem w drzwiach.
Szliśmy w milczeniu. Widziałem jak moja osoba wywołuje zainteresowanie wśród maturzystek.
- O Weronika ! Szukałem Cię. - podszedł do nas starszy Pan - Jak się czujesz ?
- Lepiej. -uśmiechnęła się
- To dobrze, to dobrze. - pokiwał głową.- A pana skądś kojarzę. - popatrzył na mnie - A no tak ! Alek Gawliński, mój wychowane ! - uradował się i podał mi rękę.
- Miło pana widzieć. - uścisnąłem ją
- A więc wziąłeś się za Żurkową ? - zaśmiał się
- A no tak. - zawtórowałem mu.
- I co tam porabiasz ? - widać, że faktycznie się cieszy
- A leczę sobie ludzi.
- Uuu pan doktor ? A tak zwykły ?
- Ortopeda.
- Oooo, a kto to do nas idzie ! - dostrzegł kogoś za moimi plecami
Odwróciłem się i dostrzegłem moją dziewczynę. Posłałem jej uśmiech, ale nie zwracała na mnie uwagi.
- Dzień dobry. - przytuliła się do mężczyzny
- A co to się stało ? - popatrzył na jej nogę
- Mały wypadeczek. - zachichotała
OCZAMI MONIKI
Miło tak spotkać swojego wychowawcę po kilku latach.
- I pewnie Alek Cię składał. - zaśmiał się
- No niestety.- westchnęłam - I teraz ciągle mam go na głowie.
- Oj chyba nie jest tak źle. - objął mnie ramieniem ukochany
- No, może być. - dałam mu buziaka
- O matko, to już ta godzina. - przeraził się profesor - Dobra dzieciaki. Bardzo fajnie było was widzieć, ale muszę już pędzić. - Uśmiechnął się i pośpiesznie udał się w głąb szkoły.
- Idziemy przyjemniaczki. - obwieściłam i ruszyliśmy.
Do domu weszłam lekko zdenerwowana, bu musiałam siedzieć z tyłu, bo Weronika lepiej czuje się z przodu. I zostało mi z chłopakiem tylko 15 minut. Zaprowadził siostrę do pokoju i chwilę z nią rozmawiał. Do domu wrócili rodzice.
- O Moniczko, proszę Cię, pójdź do pani Teresy i daj jej papiery. - wręczyła mi teczkę
- A ty nie możesz ? - jęknęłam
- Nie. Muszę iść do Weroniki.
Wkurzona wyszłam z domu i podążałam chodnikiem do naszej sąsiadki. Po 2 minutach byłam na miejscu. Nacisnęłam dzwonek i czekałam na kobietę.
- Dzień dobry. - zaczęłam, gdy otworzyła drzwi - Mama kazała przekazać
- O dziękuję bardzo. - uśmiechnęła się. - Poczekaj chwilę, a przyniosę Ci coś dla niej.
Stałam tam i nerwowo tupałam nogą, chociaż sprawiało mi to ból. Czekałam na nią kilka minut. Zdenerwowana wracałam do domu. Płakać mi się chciało, jak zobaczyłam, że pod domem nie ma samochodu Alka.
- Gdzie Alek ? - zapytałam podając mamie papiery
- Pojechał. Mówił, że ma naukę.
- No dzięki wam wielkie ! - podniosłam głos - Ani chwili nie mieliśmy dla siebie.
Obrażona poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
Miałam zaliczenia na studiach od 8... Dotarłam tam przed czasem i dołączyłam do grupki moich znajomych, którzy rozmawiali na różne tematy. To zawsze pomagało nam odstresować się przed egzaminami.
Na szczęście udało mi się zaliczyć bez żadnego problemu. Zegarek wskazywał 12.07. W południe mój chłopak miał przyjechać po mnie pod szkołę, aby spędzić ze sobą trochę czasu. Nagle rozbrzmiał się dzwonek mojego telefonu.
- Halo. - odebrałam
- Cześć córciu. - usłyszałam lekko spanikowany głos mamy. - Dzwonili do mnie ze szkoły Weronki. Prosili, żeby po nią podjechać, bo po wyjściu z sali maturalnej zemdlała. Czy moglibyście z Olkiem ją odebrać ? Ja mam rozprawę, a tato jest w biurze, lecz bez samochodu.
- No dobra. - westchnęłam
- Dziękuję Ci. Kochana jesteś. - rozłączyła się
Wybrałam numer Alka i wysłałam mu wiadomość, żeby podjechał pod liceum. Na szczęście było położone blisko mojej uczelni. Chłodziłam do tej samej szkoły co siostra, z resztą Alek chyba też. Powoli przemierzałam łódzkie chodniki. Pogoda nie rozpieszczała, słońce za chmurami, do tego silny wiatr i niska temperatura.
Pod szkołą Werki dostrzegłam samochód Gawlińskiego, ale właściciela nigdzie nie było. Przed wejściem też go nie widziałam. Może czeka w środku... Powoli weszłam do budynku i wyglądałam za nimi. Tu ich nie było. Podążałam w głąb placówki, mijając elegancko ubranych uczniów. W końcu dostrzegłam ich dwójkę, lecz rozmawiali z jakimś mężczyzną.
OCZAMI ALKA
Skończyłem poranne wizyty i o 12 miałem spotkać się z Moniką na chwilę, bo później cały dzień mamy zajęty i o wspólnym czasie nie ma mowy. Lecz gdy jechałem pod jej uczelnię, napisała mi, że musimy jeszcze odebrać Weronikę, bo zemdlała. Udałem się do mojej starej szkoły. Nigdzie nie widziałem mojej dziewczyny, więc myślałem, że jest już w środku. Nie widziałem sióstr na horyzoncie. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Weroniki. Po chwili usłyszałem jej głos:
- Słucham
- Gdzie jesteś ? - zapytałem
- W sali fizycznej, wiesz gdzie to ?
- Tak, tak. Już idę. - oznajmiłem i rozłączyłem się
Przemierzając korytarze liceum, zacząłem sobie przypominać czasy szkolne. Jak ja bym chciał wrócić do tamtych czasów... Doszedłem do mojej byłej klasy i przez lekko uchylone drzwi dostrzegłem moją przyszłą szwagierkę w towarzystwie jakiejś koleżanki. Uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka.
- Jak się czujesz ? - zapytałem
- Lepiej. - posłała mi lekki uśmiech
- Jadłaś coś dzisiaj ? - zadawałem jej pytania
- Nie. - skrzywiła się
- No to dziewczyno, mamy przyczynę zemdlenia. - westchnąłem - No chyba, że jesteś w ciąży, albo bardzo się stresowałaś, no albo masz guza mózgu ?
- Ale ty jesteś głupi. - prychnęła
- Wiem. - uśmiechnąłem się - A Moniki tu nie było ?
- Nie.
- Dobra, to chodź. - wziąłem od niej torebkę i przepuściłem w drzwiach.
Szliśmy w milczeniu. Widziałem jak moja osoba wywołuje zainteresowanie wśród maturzystek.
- O Weronika ! Szukałem Cię. - podszedł do nas starszy Pan - Jak się czujesz ?
- Lepiej. -uśmiechnęła się
- To dobrze, to dobrze. - pokiwał głową.- A pana skądś kojarzę. - popatrzył na mnie - A no tak ! Alek Gawliński, mój wychowane ! - uradował się i podał mi rękę.
- Miło pana widzieć. - uścisnąłem ją
- A więc wziąłeś się za Żurkową ? - zaśmiał się
- A no tak. - zawtórowałem mu.
- I co tam porabiasz ? - widać, że faktycznie się cieszy
- A leczę sobie ludzi.
- Uuu pan doktor ? A tak zwykły ?
- Ortopeda.
- Oooo, a kto to do nas idzie ! - dostrzegł kogoś za moimi plecami
Odwróciłem się i dostrzegłem moją dziewczynę. Posłałem jej uśmiech, ale nie zwracała na mnie uwagi.
- Dzień dobry. - przytuliła się do mężczyzny
- A co to się stało ? - popatrzył na jej nogę
- Mały wypadeczek. - zachichotała
OCZAMI MONIKI
Miło tak spotkać swojego wychowawcę po kilku latach.
- I pewnie Alek Cię składał. - zaśmiał się
- No niestety.- westchnęłam - I teraz ciągle mam go na głowie.
- Oj chyba nie jest tak źle. - objął mnie ramieniem ukochany
- No, może być. - dałam mu buziaka
- O matko, to już ta godzina. - przeraził się profesor - Dobra dzieciaki. Bardzo fajnie było was widzieć, ale muszę już pędzić. - Uśmiechnął się i pośpiesznie udał się w głąb szkoły.
- Idziemy przyjemniaczki. - obwieściłam i ruszyliśmy.
Do domu weszłam lekko zdenerwowana, bu musiałam siedzieć z tyłu, bo Weronika lepiej czuje się z przodu. I zostało mi z chłopakiem tylko 15 minut. Zaprowadził siostrę do pokoju i chwilę z nią rozmawiał. Do domu wrócili rodzice.
- O Moniczko, proszę Cię, pójdź do pani Teresy i daj jej papiery. - wręczyła mi teczkę
- A ty nie możesz ? - jęknęłam
- Nie. Muszę iść do Weroniki.
Wkurzona wyszłam z domu i podążałam chodnikiem do naszej sąsiadki. Po 2 minutach byłam na miejscu. Nacisnęłam dzwonek i czekałam na kobietę.
- Dzień dobry. - zaczęłam, gdy otworzyła drzwi - Mama kazała przekazać
- O dziękuję bardzo. - uśmiechnęła się. - Poczekaj chwilę, a przyniosę Ci coś dla niej.
Stałam tam i nerwowo tupałam nogą, chociaż sprawiało mi to ból. Czekałam na nią kilka minut. Zdenerwowana wracałam do domu. Płakać mi się chciało, jak zobaczyłam, że pod domem nie ma samochodu Alka.
- Gdzie Alek ? - zapytałam podając mamie papiery
- Pojechał. Mówił, że ma naukę.
- No dzięki wam wielkie ! - podniosłam głos - Ani chwili nie mieliśmy dla siebie.
Obrażona poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
poniedziałek, 4 lipca 2016
Rozdział 22
Nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, co chwilę zmieniałam pozycję i nic nie dawało skutku. Wzięłam telefon i sprawdziłam która godzina. 1.27. No super. Włączyłam wifi i weszłam na messengera. Zobaczyłam, że mój ukochany jest dostępny. Nacisnęłam na jego profil i napisałam śpisz ? Po krótkiej chwili dostałam odpowiedź Nie. Co się stało misia ? Jak on potrafi wyczuć, że jest coś nie tak.
- Nie chcę, żeby Filip wyjeżdżał. Martwię się o niego. No i nie mogę spać xd
- Oj kochanie, to jego decyzja...
- Nie boisz się o niego ? - byłam trochę zdziwiona jego postawą.
- Oczywiście, że się boję. I to bardzo. Nie chcę znowu stracić brata... Rozmawiałem z nim, ale nie da sobie przegadać. On od zawsze chciał to zrobić.
- Oluś, ja nie zniosłabym tego, jeśli... no wiesz... Filip zginie
- Nawet tak nie myśl !
- Dobra Aluś, ja idę się przejść. Kocham Cię :*
Powoli zebrałam się z łóżka. Założyłam moje ulubione spodnie dresowe i bluzę. Spojrzałam na telefon i dostrzegłam wiadomość od chłopaka.
- Jest późno, nie chodź nigdzie sama. Może coś Ci się stać...
- Oj oj. Pa :*
Nic sobie nie robiłam z jego zdania. Po cichu przedostałam się do przedpokoju i założyłam buty. Na
szczęście nikt nie usłyszał jak wychodzę. Dookoła było ciemno i cicho. Jednak nie myślałam o jakimkolwiek strachu. Powoli podążałam w stronę parku. Bardzo nie chciałam puścić Filip na misję... Jak mu coś się stanie będę miała wyrzuty, że to przeze mnie. Boję się strasznie. Wiem, co się stało z Maćkiem i to samo może być z moim braciszkiem.
Usiadłam na ławeczce w parku. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak się boję. Nie wiem co się czai za drzewem, czy nawet dwa metry za mną. Chłodny wiatr przeszył moje ciało, co spowodowało u mnie dreszcze. Nagle zobaczyłam zarys jakiejś postaci. Po wysokiej sylwetce wywnioskowałam, że mężczyzna. Szedł w moją stronę, a ja zamarłam. W mojej głowie pojawiło się milion myśli. A jeśli on chce mnie zgwałcić ? Ja nie mam szans na walkę z nim. Byłam cała sparaliżowana. Mój oddech był teraz z trzy razy szybszy niż normalnie.
- Nie bój się. - odezwał się do mnie jakieś kilka metrów ode mnie.
Jednak moje serce nadal próbowało wydostać się z klatki piersiowej. Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie mnie pocałował.
- Dlaczego ty mnie nie słuchasz ? - Usiadł koło mnie i mocno przytulił - Ty cała drżysz.
- Trochę mi zimno. - oparłam głowę o jego klatkę piersiową. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - dał mi buziaka w głowę.
OCZAMI FILIPA
Usłyszałem stukot kul Moniki w przedpokoju. Po cichu sprawdziłem, co ona robi. Wyszła z domu, tak sama, w nocy. Trochę to dla mnie było podejrzane. Szybko się ubrałem i wyszedłem za nią. Trzymałem odpowiedni dystans, bo chciałem zobaczyć, co ona kombinuje. Przystanąłem, kiedy ona usiadła na ławce w parku. Zastanawiałem się co mam zrobić. Po chwili namysłu postanowiłem do niej podejść. Jednak jak ruszyłem, dostrzegłem jakąś postać zmierzającą w jej kierunku. Zatrzymałem się i obserwowałem rozwój wydarzeń. To był jakiś chłopak. Czy ona zdradza Olka ?! Jak ona może mu to robić. Ten buziaczek na powitanie, to ewidentnie świadczy o tym, że coś ich łączy. Jeszcze powiedziała mu, że go kocha... Nie mogłem w to uwierzyć i na to patrzeć. Zdenerwowany podszedłem do tej ławki. Monika tylko podskoczyła ze strachu, a jej kochaś powoli podniósł na mnie wzrok.
- Filip nie strasz nas. - Monika tylko westchnęła - Co ty tu robisz ?
- Raczej powiedz mi, co ty tu robisz. - cały się gotowałem
On nadal siedział w tym kapturze. Co najgorsze, żadne z nich się nie przejęło tym, że ich nakryłem.
- Yyy, wyszłam sobie na spacer. - obwieściła spokojnie
- Na spacer ? I obściskujesz się z jakimś facetem ?! Masz zamiar powiedzieć o tym Olkowi ?
- Ale o czym? - teraz to on zabrał głos
OCZAMI MONIKI
Nie wiedziałam o co chodzi Filipowi.
- Olek ? - brat był zdziwiony
- Nie, papież. - powiedział sarkastycznie mój chłopak
- Chłopie, nie poznałem cię. - zaśmiał się
- Czy ty myślałeś, że ja zdradzam mojego Alusia ? - zapytałam
- No nie ukrywam, że przeszło mi to przez głowę.
- Debil. Ślub we wrześniu, a ja mam go zdradzać. Śmiechłam.
- Jaki ślub ? - usiadł koło nas Filip
- No mój i Olka.
- Wiedziałem, że z was wariaty, ale nie aż takie. - zaśmiał się
- Wracamy ? Bo trochę mi zimno. - wtuliłam się mocniej w Olka
Oboje zaczęli wstawać.
Ubrałam się cieplej, wzięłam koce i położyliśmy się na dworze pod gołym niebem. Wspominaliśmy nasze dzieciństwo. Położyłam głowę na piersi mojego chłopaka i splotłam nasze dłonie. Było tak cicho, spokojnie.
OCZAMI OLKA
Bardzo lubię spędzać czas z Filipem. Zawsze znajdziemy wspólny temat i rozumiemy się bez słów. Monika zasnęła, a my gadaliśmy i gadaliśmy.
- Która godzina ? - zapytałem
- 3. - poinformował mnie przyjaciel
- Ja będę się zbierał. - delikatnie się podnosiłem, aby nie obudzić mojej kochanej. - Zostałbym dłużej, no ale praca od rana.
- Jeszcze kiedyś pogadamy. - wyczułem, że się uśmiechnął
Ostrożnie wziąłem na ręce Monikę i kierowałem się do jej pokoju. Położyłem ją na łóżku i delikatnie musnąłem jej usta. Gdy podchodziłem do drzwi usłyszałem jej szept:
- Oluś, zostań u mnie.
Przystanąłem i zacząłem analizować jej słowa. Czemu by nie ?
- Okej. - odparłem po chwili zastanowienia - Tylko pójdę powiedzieć Filipowi, że zostaję i może zamknąć dom.
Wszedłem do pokoju przyjaciela. Wpatrywał się w widok za oknem. Widać, że ten wyjazd jest dla niego bardzo ciężki. Podszedłem do niego i objąłem go ramieniem.
- Boję się. - szepnął
- Ja też. westchnąłem
- Olek. - odwrócił się do mnie - Zajmij się proszę Moniką. Nie pozwól, żeby coś jej się stało. Uważaj też na Werkę i moich rodziców. Proszę Cię. - jego głos się załamywał
- Zajmę się nimi. - przytuliłem go - Ale obiecaj mi, że ty też będziesz na siebie uważał i wrócisz cały i zdrowy. Bo nie chcę stracić kolejnego brata przez jakieś głupie wojsko. - łzy ciekły mi po policzkach
- Postaram się stary. - poklepał mnie po plecach - Zostajesz u Moniki ?
- Tak. Będę do niej wracał. - pożegnałem się z nim i wróciłem do dziewczyny.
Na mój widok szeroko się uśmiechnęła i zrobiła dla mnie miejsce. Zająłem swoje miejsce, a ona mocno się do mnie przytuliła. Gładziłem jej włosy, a ona powoli odpływała do krainy snów.
Nie mogłem spać tej nocy. Ciągle myślałem o Filipie i jego słowach.
OCZAMI MONIKI
- Kochanie. - docierał do mnie słodki głos chłopaka
Uśmiechnęłam się i mocno przeciągnęłam. Moim oczom ukazał się Olek.
- Będę szedł. - złapał mnie za dłoń.
- Która godzina ? - zapytałam
- przed 6.
- To może pojedziesz z moim tatą ? Nie będziesz tyle szedł. Tylko nie wiem o której on jedzie. - usiadłam koło niego. - A tak w ogóle, to hej. - dałam mu buziaka.
- Hej, hej. - przytulił mnie - Dobra Monikson, ja lecę.
- No czekaj, zapytam się taty.
- Przecież twoich rodziców nie ma. - zaśmiał się
- Fakt.
- Idę, bo spóźnię się do pracy. Pa. - złączył nasze wargi
- Pa.
Obserwowałam przez okno postać mojego ukochanego. W pewnym momencie odwrócił się w stronę okna, szeroko się uśmiechnął i pomachał do mnie. Kąciki ust skierowały mi się ku górze i odwzajemniłam gest. Zaczęłam szykować się na studia. Pakowałam wszystkie potrzebne książki i zeszyty.
Nawet przyjemnie leciał mi dzisiaj dzień na studiach. Ostatnie wykłady w mojej karierze studenta. Profesor bardzo ciekawie prowadził wykład i nie ukrywam, że wczułam się. Jakoś godzinę przed końcem moich zajęć zaczął dzwonić mi telefon. Na wyświetlaczu ukazało mi się zdjęcie mojego ukochanego. Musi to być naprawdę coś ważnego, bo on wie, że podczas wykładów do mnie się nie dzwoni. Schyliłam się, aby ukryć się przed wykładowcą.
- Halo. - szepnęłam
- No hej kochanie. Mam do Ciebie romansik. - usłyszałam jego radosny głos. - Czy mogłabyś mi przywieść jakąś witaminę C i theraflu do prywatnej ? Bo coś mnie rozkłada i nie chcę zarażać pacjentów.
- Alek, jestem na studiach. - szepnęłam
- Serio ? Jejku, zapomniałem. Przepraszam Cię naprawdę. To już nic. Jakoś dam sobie radę. Miłej nauki. I jeszcze raz przepraszam. Pa
- No pa. - rozłączyłam się i jakby nigdy nic wyprostowałam się na krześle i uważnie słuchałam profesora.
Po zakończonych wykładach wstąpiłam do apteki położonej obok naszej uczelni. Kupiłam to co zażyczył sobie chłopak i udałam się na przystanek autobusowy.
Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Usiadłam sobie na krzesełku w poczekalni. Naprzeciwko mnie były drzwi o gabinety ginekologicznego. Nawet nigdy nie zwróciłam uwagi, że tu jest ginekolog. Nagle drzwi się otworzyły i wyszedł z nich młody, wysoki mężczyzna. Posła mi szczery uśmiech.
- Pani do mnie ? - zapytał
- Nie. - uśmiechnęłam się
- To szkoda. - powiedział i udał się do recepcji.
Bardzo miłym człowiekiem się wydaje. Słyszałam jak wraca do swojego gabinetu i podniosłam na niego wzrok.
- U, a co to się w nóżkę stało ? - przystanął przy mnie i wskazał na moją nogę, która była w stabilizatorze
- A mały wypadeczek. - uśmiechnęłam się
- Kość udowa ? - widać było, że naprawdę go to ciekawi.
- No tak można powiedzieć. Dokładnie to wieloodłamowe złamanie wewnątrz stawowe obwodowej nasady kości stawowej.
Zrobił wielkie oczy i patrzył na mnie z przerażeniem.
- To chyba oznacza coś poważnego. - zaśmiał się - Czyli do ortopedy Pani się wybiera.
- A no. - potwierdziłam
- A do którego ? - prowadził ze mną luźną rozmowę
- Do doktora Gawlińskiego.
Dostrzegłam, że na jego twarzy pojawia się zakłopotanie.
- Aleksandra. - szybko dodałam
- Bardzo dobry ortopeda. - oparł się o ścianę - I bardzo fajny człowiek.
Do moich uszu doszedł dźwięk zamykających się drzwi, który dochodził ze strony gabinetu ortopedy. Przeniosłam wzrok w tamtym kierunku i zobaczyłam Alka. Podążał w naszą stronę z nosem w papierach. Nagle przystaną, na jego twarzy pojawił się grymas i po chwili rozległo się bardzo głośne "AAPSIIU". Osoby w poczekalni życzyli mu zdrowia, a ten tylko szedł dalej śmiejąc się i dziękując. Podszedł do ginekologa i podali sobie ręce.
- Cześć. Jak tam praca ? - zaczął ortopeda
- Cześć. A spoko, jakoś leci. Tutaj Pani do Ciebie. - wskazał na mnie
- A ja Pani nie mam na liście. - Olek puścił mi oczko
- To nie. - wstałam - Masz. - cisnęłam w niego reklamówką z lekami
- Nie musiałaś. - uśmiechnął się - Dziękuję. - puścił mi oczko
Tylko lekko wykrzywiłam usta w delikatny uśmiech, bo nie ukrywam, że oczekiwałam jakiegoś buziaka albo przytulasa.
- No chodź tu. - wyciągnął do mnie rękę i mocno przytulił.
Wpatrywałam się w jego brązowe oczyska.
- No dobra. - westchnął i złączył nasze wargi - Kacper, to jest moja dziewczyna Monika. - przedstawił mnie koledze
- Miło mi - uścisnął moją dłoń - To co, jakieś badanko ? - popatrzył na nas rozbawiony
- Nieee. - zaśmiał się Olek - Na razie nic nie planujemy, ale może kiedyś...
- No to zapraszam. Dobra, robota czeka. Miło było poznać. - uśmiechnął się i wszedł do swojego gabinetu.
- Jak wracasz do domu ? - zapytał
- Filip na mnie czeka. A ty długo jeszcze ?
- Godzinę z hakiem. - westchnął
- Dobra, ja lecę. Nie zatrzymuję Cię, bo pacjenci czekają. Pa - dałam mu buziaka
- Pa. i dziękuję jeszcze raz.
Po pysznym obiedzie poszliśmy z Filipem oglądać telewizję. Leciała jakaś dobra komedia, więc było sporo śmiechu.
W pewnym momencie przyszedł do mnie sms. Zaraz u Ciebie będę ;) taką wiadomość wysłał mi chłopak. Postanowiłam poczekać na niego na dworze. Przystanęłam przy bramce naszego ogrodzenia i wypatrywałam go. Po chwili dostrzegłam kolarza w zielonym stroju, jadącego w moją stronę. Podjechał do mnie i dał mi żółwika.
- Gdzie jedziesz ? - zapytałam
- Na przejażdżkę gdzieś za Łódź. - oznajmił
- Sam ?
- Nie, po drodze zgarniam kolegę.
- Jak długo tam będziesz ?
-Jakieś dwie trzy godziny. - puścił mi oczko
- Tak długo ? - jęknęłam - No dobra, jedź. - westchnęłam
- Jak tylko wrócę, to przyjadę do Ciebie. - dał mi buziaka - Do zobaczenia
- No, miłej przejażdżki. - pomachałam mu
Zostałam sobie na dworze przed domem wraz z Filipem, który robił porządki w garażu. Rozłożyłam sobie krzesło przed garażem i obserwowałam poczynania brata. Przynajmniej dotrzymywałam mu towarzystwa, miał z kim pogadać. Napadła mnie taka wielka chęć przejażdżki autem, ale żebym to ja prowadziła. Bardzo za tym tęskniłam.
Pod naszą posesję podjechał jakiś srebrny samochód i zatrzymał się. Zastanawiając się kto to, wstałam i podeszłam bliżej płotu. Z pojazdu wysiadł jakiś blondyn i otworzył tylne drzwi.
- Cześć. - przywitał się trzymając córkę za rękę.
- Hej. - uśmiechnęłam się na ich widok.
- Jest u Ciebie mój brachol ? - zapytał pełen nadziei
- Nie, dopiero co pojechał z kolegą na kolarzówce. - oznajmiłam
- Kurde. Dobra, to nic. Dzięki.
- A co się stało ? - widziałam, że coś jest nie tak
- A bo musimy pojechać z żoną załatwić ważną sprawę i gdzieś musimy zostawić Majkę. Myślałem, że Olek się nią zajmie. Ale dobra, jakoś poradzimy.
- Zostaw ją u mnie. - zaproponowałam - Siedzę sama z Filipem, więc nudno nie będzie.
- Naprawdę ? Jesteś cudowna. - szeroko się uśmiechnął i delikatnie pchnął córkę w moją stronę. - Zostaniesz z ciocią i niedługo po Ciebie przyjedziemy, okej ?
- Mhm. -mruknęła mała i podała mi rękę.
Do Mai podszedł Filip i kucnął przed nią.
- Cześć, jestem Filip. - podał jej rękę - A ty mała ślicznoto jak masz na imię ? - słyszałam jak brat przyjaźnie rozmawia z blondyneczką.
- Michał, czy wszystko u was w porządku ? - zbliżyłam się do mojego przyszłego szwagra
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Tylko musimy coś załatwić, a wiesz jak to z dzieckiem...
- Rozumiem.
- Nie mam pojęcia ile nam tam zejdzie. - westchnął - Ale postaramy się wrócić jak najszybciej.
- Spokojnie, może nawet u mnie spać. Dla mnie to sama przyjemność. Z resztą Filip raczej też nie ma nic przeciwko. - odwróciłam się w stronę brata, który spacerował z Mają za rękę i coś jej pokazywał.
- Dziękuję Ci jeszcze raz. - puścił mi oczko - Pa Maja - pomachał dziewczynce. - Pa
- Pa.
Poczekałam aż Gawlińscy odjadą i dołączyłam do brata i dziewczynki.
- No to Majeczko, co chcesz robić ? - zapytałam
- Bawić sie w chofanego. - radośnie podbiegła do mnie.
- No dobra. To ty pierwsza się chowaj, a ja Cię poszukam.
Mała pobiegła gdzieś za mnie, a ja uśmiechnęłam się do Filipa.
- Mała Cię polubiła.
- A kto by mnie nie lubił ? - puścił mi oczko
Stwierdziłam, że już odpowiednia ilość czasu minęła do znalezienia odpowiedniej kryjówki. Odwróciłam się i od razu dostrzegłam chrześnicę Olka za małym krzaczkiem.
- Gdzie ta Majka jest. - udałam się w drugą stronę od kryjówki.
Ciągle udawałam, że jej nie widzę i snułam się przez całe podwórko. Po kilku minutach podeszłam do niej.
- O tu jesteś. Ale dobrze się ukryłaś !
Mała bardzo się śmiała.
- A dlacego ty mas takie coś i z tym chodzisz ? - dotknęła moje kule
- To są kule. Muszę z nimi chodzić, bo mam złamaną nóżkę i nie mogę stawać na niej, bo mnie strasznie boli.
- Ojej, ale stjaszne. - malutka posmutniała i przytuliła się do mojej nogi - Ciocia, muse do kibelka.
- No to chodź. - złapałam ją za rękę i podążałyśmy do domu. Wpuściłam Maję do środka i zaprowadziłam do toalety. Pomogłam jej usiąść i przytrzymywałam ją, bo jej malutki tyłeczek wpadałby do środka.
Gawlińska bardzo niepewnie poruszała się po domu. Widać, że czuje się obco.
- Chcesz jakieś bajki ? - zapytałam jak spostrzegłam, że blondyneczka co chwilę zerka na telewizor.
- Yhym. - pokiwała zadowolona głową.
Programów dziecięcych długo nie szukałam, bo często Filipem lubimy sobie pooglądać bajki. Akurat leciał krecik, którego bardzo uwielbiamy. Usiadłam koło Mai i zaciekawiona jak dziecko oglądałam wraz z nią. Dzisiejsze bajki są bardzo słabe. Jednym słowem są głupie. Nie to co kiedyś, np. krecik, koziołek matołek, smerfy czy nawet gumisie.
- Monia, mama dzwoniła, że trzeba pójść na zakupy. - przechodzący brat do swojego pokoju przekazał nam informacje.
- Maja, pójdziemy do sklepu i kupimy coś do jedzenia, okej ? - pogładziłam małej włosy
- A Filip z nami pójdzie ? - szepnęła mi to na ucho zawstydzona
- No nie wiem, zapytaj go.
- Nie, ty się zapytaj. Ja się wstydzę. - mała wciąż się uśmiechała
- Filip ! - krzyknęłam - Idziesz z nami ?
- Mogę pójść. - usłyszałam za moimi plecami, co spowodowało u mnie podskok ze strachu
- Chcesz żebym dostała zawału ?!
- To co, idziemy ? - zapytał
- Tak tak, chodź Majciu. - złapałam ją za rękę i udałyśmy się do przedpokoju.
- Założyć Ci buty ? - brat podszedł do Gawlińskiej
Zadowolona pokiwała głową i oparła się o ramię kucającego mężczyzny.
W drodze do sklepu Majka ciągle biegała wokół nas. Była pełna energii i we wspaniałym humorze. W sklepie pomagała nam szukać danego produktu, a jak znalazła przybijała nam piątkę. Po jakiejś godzinie zakupów za czym idzie spaceru, wróciliśmy do domu, ale od razu udaliśmy się na podwórko z tyłu domu. Filip bawił się z córką Michała w ganianego, a ja przycupnęłam sobie na tarasie, obserwując ich zabawę. Jednak chcąc uchwycić te chwile, udałam się do pokoju brata po aparat. Miałam dylemat którą wziąć, bo miał na wyposażeniu trzy lustrzanki, a ja nie wiedziałam, która będzie do tego najlepsza. Po chwili namysłu wzięłam tą co leżała po środku.
Jakoś udawało mi się uchwycić ich w ruchu.
- Mam pomysł. - zdyszany Filip przystanął na moment - A może pójdziemy do mnie i urządzimy sobie małą sesję zdjęciową ?
- Zdjęcia ? - mała natychmiast się wyprostowała - Tak ! Tak ! Tak ! - podskakiwała radośnie.
Nasza trójka udała się do pokoju brata. Usiadłyśmy wygodnie na jego łóżku i bacznie obserwowałyśmy jak przygotowuje stanowisko. Chwile później wszystko było już gotowe.
- No to najpierw Maja. - uśmiechnął się - Stań o tutaj. - wskazał jej miejsce na tle. - O super. A teraz patrz w aparat i pozuj jak chcesz.
Mała na początku nie wiedziała co ma robić i stała sztywno uśmiechając się. Jednak po kilku błyskach fleszu zaczęła się rozkręcać i wyginać swoje ciałko w różne pozy. Dużo się przy tym uśmialiśmy. Potem miałyśmy wspólne zdjęcia, nawet ja miałam swoje. Zabrałam aparat bratu i próbowałam im zrobić jak najlepsze fotografie. Będę tęskniła za jego uśmiechem. Za to będę miała ich roześmiana zdjęcie. Na końcu Majka z moją pomocą zrobiła zdjęcie Filipowi.
- Teraz pójdziemy na dwór i coś porysujemy, okej ? - bawiłam się jej loczkami.
- Dobzie. - przystała na moją propozycję
- Chodź jeszcze do mnie. - zaciągnęłam ją do mojego pokoju
Wynalazłam jakieś kartki i podałam je małej. Z szuflady wzięłam jakieś kredki i wyszłyśmy na dwór. Rozłożyłyśmy się na stole i zaczęłyśmy rysować. Bardzo pochłonęła ją ta czynność, że przez pół godziny słowem się nie odezwała. Dopiero jak przyszedł Filip z wywołanymi zdjęciami ożywiła się.
- Ja pójdę zrobić coś do jedzenia. - oznajmiłam i udałam się do kuchni.
Nie wiem dokładnie co mała lubi, więc robiłam kanapki z różnymi dodatkami. Pokroiłam również kilka owoców i wrzuciłam je do miski, tworząc sałatkę owocową.
OCZAMI OLKA
Po udanym treningu pojechałem do domu wziąć kąpiel i przebrać się. Odświeżony wsiadłem do samochodu i pojechałem do mojej dziewczyny. Wchodząc na posesje Żurków usłyszałem śmiech dziecka za domem. Udałem się w miejsce, z którego dochodziły śmiechy. Zastałem tam Filipa i słodką blondyneczkę.
- A co ty tu robisz ? - zapytałem wesoło, podchodząc do chrześnicy
- Wujcio ! - pisnęła i wystawiła do mnie ręce
Podniosłem ją i dałem buziaka.
- To co ty tu robisz ? - byłem ciekawy jej obecnością
- No bo, tatuś i mamusia gdzieś pojechali i chcieli mnie zostafić tobie. Ale Ciebie nie było i ciocia mnie wzięła. - mówiła energicznie.
- Ach ta ciocia. - uśmiechnąłem się - A gdzie ona jest ? - popatrzyłem na Filipa i przybiliśmy sobie sztamę
- W kuchni. - obwieścił mi
- To ja idę jej pomóc. - postawiłem Maję i udałem się do kuchni.
Monika stała przy szafce i wyciągała szklanki. Podszedłem do niej po cichu i zamknąłem w objęciach.
OCZAMI MONIKI
Wciągałam szklanki na napój, kiedy ktoś mocno przytulił mnie od tyłu.
- No w końcu. - oparłam głowę o jego tors, zamknęłam oczy i zamknięta w ramionach ukochanego, rozkoszowałam się chwilą. Czułam jak jego oddech schodzi powili do mojej szyi. Poczułam delikatne muśnięcie jego warg. Powoli odwróciłam się do niego i podniosłam brew. On tylko się uśmiechnął i złączył nasze wargi. Z delikatnych buziaków przechodziliśmy do namiętnych pocałunków. Jednak coś mi mówiło, że nie jesteśmy sami. Uchyliłam oko i za Alkiem przy wejściu do kuchni dostrzegłam Filipa. Puściłam do niego oczko i zanurzając dłoń we włosach chłopaka przyciągnęłam go mocniej do siebie. Tak mi brakowało jego czułości. Dotarło do nas chrząknięcie i oderwaliśmy się od siebie. Gawliński uśmiechnął się i odwrócił do brata.
- Mało się nie zjedliście. - zaśmiał się Filip
- No no. A właśnie, bierz kanapki. - podałam mu talerz. - A ty sałatkę i talerze - zwróciłam się do Alka
Posłusznie wzięli wyznaczone przekąski i wyszli na dwór.
Po pół godziny przyjechał już starszy z braci Gawlińskich po swoją córę. Wszyscy poszliśmy się pożegnać.
- Uważaj na siebie jak będziesz na wojnie. - przytuliła się do Filipa Majka, kiedy ten wziął ją na ręce.
Zszokowało nas to wszystkich.
- Skąd wiesz, że jestem żołnierzem ? - nie krył swojego zdziwienia brat
- Widziałam u Ciebie ubranie żołnierza. - uśmiechnęła się mała - Dziękuję za zdjęcia.
- Nie ma za co.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam to bratu, tuląc się do niego na dworcu.
- Ty na siebie też.
Dałam mu buziaka i podeszłam do rodziców. Mama objęła mnie ramieniem, a ja oparłam o nią głowę. Pomachaliśmy wszyscy wsiadającemu do pociągu Filipowi. Zaraz po tym pociąg odjechał.
- Uciekam do pracy. Pa - dał mi buziaka chłopak i poleciał jak oparzony
Tato objął mnie ramieniem i powoli kroczyliśmy ku wyjściu.
- Nie chcę, żeby Filip wyjeżdżał. Martwię się o niego. No i nie mogę spać xd
- Oj kochanie, to jego decyzja...
- Nie boisz się o niego ? - byłam trochę zdziwiona jego postawą.
- Oczywiście, że się boję. I to bardzo. Nie chcę znowu stracić brata... Rozmawiałem z nim, ale nie da sobie przegadać. On od zawsze chciał to zrobić.
- Oluś, ja nie zniosłabym tego, jeśli... no wiesz... Filip zginie
- Nawet tak nie myśl !
- Dobra Aluś, ja idę się przejść. Kocham Cię :*
Powoli zebrałam się z łóżka. Założyłam moje ulubione spodnie dresowe i bluzę. Spojrzałam na telefon i dostrzegłam wiadomość od chłopaka.
- Jest późno, nie chodź nigdzie sama. Może coś Ci się stać...
- Oj oj. Pa :*
Nic sobie nie robiłam z jego zdania. Po cichu przedostałam się do przedpokoju i założyłam buty. Na
szczęście nikt nie usłyszał jak wychodzę. Dookoła było ciemno i cicho. Jednak nie myślałam o jakimkolwiek strachu. Powoli podążałam w stronę parku. Bardzo nie chciałam puścić Filip na misję... Jak mu coś się stanie będę miała wyrzuty, że to przeze mnie. Boję się strasznie. Wiem, co się stało z Maćkiem i to samo może być z moim braciszkiem.
Usiadłam na ławeczce w parku. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak się boję. Nie wiem co się czai za drzewem, czy nawet dwa metry za mną. Chłodny wiatr przeszył moje ciało, co spowodowało u mnie dreszcze. Nagle zobaczyłam zarys jakiejś postaci. Po wysokiej sylwetce wywnioskowałam, że mężczyzna. Szedł w moją stronę, a ja zamarłam. W mojej głowie pojawiło się milion myśli. A jeśli on chce mnie zgwałcić ? Ja nie mam szans na walkę z nim. Byłam cała sparaliżowana. Mój oddech był teraz z trzy razy szybszy niż normalnie.
- Nie bój się. - odezwał się do mnie jakieś kilka metrów ode mnie.
Jednak moje serce nadal próbowało wydostać się z klatki piersiowej. Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie mnie pocałował.
- Dlaczego ty mnie nie słuchasz ? - Usiadł koło mnie i mocno przytulił - Ty cała drżysz.
- Trochę mi zimno. - oparłam głowę o jego klatkę piersiową. - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - dał mi buziaka w głowę.
OCZAMI FILIPA
Usłyszałem stukot kul Moniki w przedpokoju. Po cichu sprawdziłem, co ona robi. Wyszła z domu, tak sama, w nocy. Trochę to dla mnie było podejrzane. Szybko się ubrałem i wyszedłem za nią. Trzymałem odpowiedni dystans, bo chciałem zobaczyć, co ona kombinuje. Przystanąłem, kiedy ona usiadła na ławce w parku. Zastanawiałem się co mam zrobić. Po chwili namysłu postanowiłem do niej podejść. Jednak jak ruszyłem, dostrzegłem jakąś postać zmierzającą w jej kierunku. Zatrzymałem się i obserwowałem rozwój wydarzeń. To był jakiś chłopak. Czy ona zdradza Olka ?! Jak ona może mu to robić. Ten buziaczek na powitanie, to ewidentnie świadczy o tym, że coś ich łączy. Jeszcze powiedziała mu, że go kocha... Nie mogłem w to uwierzyć i na to patrzeć. Zdenerwowany podszedłem do tej ławki. Monika tylko podskoczyła ze strachu, a jej kochaś powoli podniósł na mnie wzrok.
- Filip nie strasz nas. - Monika tylko westchnęła - Co ty tu robisz ?
- Raczej powiedz mi, co ty tu robisz. - cały się gotowałem
On nadal siedział w tym kapturze. Co najgorsze, żadne z nich się nie przejęło tym, że ich nakryłem.
- Yyy, wyszłam sobie na spacer. - obwieściła spokojnie
- Na spacer ? I obściskujesz się z jakimś facetem ?! Masz zamiar powiedzieć o tym Olkowi ?
- Ale o czym? - teraz to on zabrał głos
OCZAMI MONIKI
Nie wiedziałam o co chodzi Filipowi.
- Olek ? - brat był zdziwiony
- Nie, papież. - powiedział sarkastycznie mój chłopak
- Chłopie, nie poznałem cię. - zaśmiał się
- Czy ty myślałeś, że ja zdradzam mojego Alusia ? - zapytałam
- No nie ukrywam, że przeszło mi to przez głowę.
- Debil. Ślub we wrześniu, a ja mam go zdradzać. Śmiechłam.
- Jaki ślub ? - usiadł koło nas Filip
- No mój i Olka.
- Wiedziałem, że z was wariaty, ale nie aż takie. - zaśmiał się
- Wracamy ? Bo trochę mi zimno. - wtuliłam się mocniej w Olka
Oboje zaczęli wstawać.
Ubrałam się cieplej, wzięłam koce i położyliśmy się na dworze pod gołym niebem. Wspominaliśmy nasze dzieciństwo. Położyłam głowę na piersi mojego chłopaka i splotłam nasze dłonie. Było tak cicho, spokojnie.
OCZAMI OLKA
Bardzo lubię spędzać czas z Filipem. Zawsze znajdziemy wspólny temat i rozumiemy się bez słów. Monika zasnęła, a my gadaliśmy i gadaliśmy.
- Która godzina ? - zapytałem
- 3. - poinformował mnie przyjaciel
- Ja będę się zbierał. - delikatnie się podnosiłem, aby nie obudzić mojej kochanej. - Zostałbym dłużej, no ale praca od rana.
- Jeszcze kiedyś pogadamy. - wyczułem, że się uśmiechnął
Ostrożnie wziąłem na ręce Monikę i kierowałem się do jej pokoju. Położyłem ją na łóżku i delikatnie musnąłem jej usta. Gdy podchodziłem do drzwi usłyszałem jej szept:
- Oluś, zostań u mnie.
Przystanąłem i zacząłem analizować jej słowa. Czemu by nie ?
- Okej. - odparłem po chwili zastanowienia - Tylko pójdę powiedzieć Filipowi, że zostaję i może zamknąć dom.
Wszedłem do pokoju przyjaciela. Wpatrywał się w widok za oknem. Widać, że ten wyjazd jest dla niego bardzo ciężki. Podszedłem do niego i objąłem go ramieniem.
- Boję się. - szepnął
- Ja też. westchnąłem
- Olek. - odwrócił się do mnie - Zajmij się proszę Moniką. Nie pozwól, żeby coś jej się stało. Uważaj też na Werkę i moich rodziców. Proszę Cię. - jego głos się załamywał
- Zajmę się nimi. - przytuliłem go - Ale obiecaj mi, że ty też będziesz na siebie uważał i wrócisz cały i zdrowy. Bo nie chcę stracić kolejnego brata przez jakieś głupie wojsko. - łzy ciekły mi po policzkach
- Postaram się stary. - poklepał mnie po plecach - Zostajesz u Moniki ?
- Tak. Będę do niej wracał. - pożegnałem się z nim i wróciłem do dziewczyny.
Na mój widok szeroko się uśmiechnęła i zrobiła dla mnie miejsce. Zająłem swoje miejsce, a ona mocno się do mnie przytuliła. Gładziłem jej włosy, a ona powoli odpływała do krainy snów.
Nie mogłem spać tej nocy. Ciągle myślałem o Filipie i jego słowach.
OCZAMI MONIKI
- Kochanie. - docierał do mnie słodki głos chłopaka
Uśmiechnęłam się i mocno przeciągnęłam. Moim oczom ukazał się Olek.
- Będę szedł. - złapał mnie za dłoń.
- Która godzina ? - zapytałam
- przed 6.
- To może pojedziesz z moim tatą ? Nie będziesz tyle szedł. Tylko nie wiem o której on jedzie. - usiadłam koło niego. - A tak w ogóle, to hej. - dałam mu buziaka.
- Hej, hej. - przytulił mnie - Dobra Monikson, ja lecę.
- No czekaj, zapytam się taty.
- Przecież twoich rodziców nie ma. - zaśmiał się
- Fakt.
- Idę, bo spóźnię się do pracy. Pa. - złączył nasze wargi
- Pa.
Obserwowałam przez okno postać mojego ukochanego. W pewnym momencie odwrócił się w stronę okna, szeroko się uśmiechnął i pomachał do mnie. Kąciki ust skierowały mi się ku górze i odwzajemniłam gest. Zaczęłam szykować się na studia. Pakowałam wszystkie potrzebne książki i zeszyty.
Nawet przyjemnie leciał mi dzisiaj dzień na studiach. Ostatnie wykłady w mojej karierze studenta. Profesor bardzo ciekawie prowadził wykład i nie ukrywam, że wczułam się. Jakoś godzinę przed końcem moich zajęć zaczął dzwonić mi telefon. Na wyświetlaczu ukazało mi się zdjęcie mojego ukochanego. Musi to być naprawdę coś ważnego, bo on wie, że podczas wykładów do mnie się nie dzwoni. Schyliłam się, aby ukryć się przed wykładowcą.
- Halo. - szepnęłam
- No hej kochanie. Mam do Ciebie romansik. - usłyszałam jego radosny głos. - Czy mogłabyś mi przywieść jakąś witaminę C i theraflu do prywatnej ? Bo coś mnie rozkłada i nie chcę zarażać pacjentów.
- Alek, jestem na studiach. - szepnęłam
- Serio ? Jejku, zapomniałem. Przepraszam Cię naprawdę. To już nic. Jakoś dam sobie radę. Miłej nauki. I jeszcze raz przepraszam. Pa
- No pa. - rozłączyłam się i jakby nigdy nic wyprostowałam się na krześle i uważnie słuchałam profesora.
Po zakończonych wykładach wstąpiłam do apteki położonej obok naszej uczelni. Kupiłam to co zażyczył sobie chłopak i udałam się na przystanek autobusowy.
Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Usiadłam sobie na krzesełku w poczekalni. Naprzeciwko mnie były drzwi o gabinety ginekologicznego. Nawet nigdy nie zwróciłam uwagi, że tu jest ginekolog. Nagle drzwi się otworzyły i wyszedł z nich młody, wysoki mężczyzna. Posła mi szczery uśmiech.
- Pani do mnie ? - zapytał
- Nie. - uśmiechnęłam się
- To szkoda. - powiedział i udał się do recepcji.
Bardzo miłym człowiekiem się wydaje. Słyszałam jak wraca do swojego gabinetu i podniosłam na niego wzrok.
- U, a co to się w nóżkę stało ? - przystanął przy mnie i wskazał na moją nogę, która była w stabilizatorze
- A mały wypadeczek. - uśmiechnęłam się
- Kość udowa ? - widać było, że naprawdę go to ciekawi.
- No tak można powiedzieć. Dokładnie to wieloodłamowe złamanie wewnątrz stawowe obwodowej nasady kości stawowej.
Zrobił wielkie oczy i patrzył na mnie z przerażeniem.
- To chyba oznacza coś poważnego. - zaśmiał się - Czyli do ortopedy Pani się wybiera.
- A no. - potwierdziłam
- A do którego ? - prowadził ze mną luźną rozmowę
- Do doktora Gawlińskiego.
Dostrzegłam, że na jego twarzy pojawia się zakłopotanie.
- Aleksandra. - szybko dodałam
- Bardzo dobry ortopeda. - oparł się o ścianę - I bardzo fajny człowiek.
Do moich uszu doszedł dźwięk zamykających się drzwi, który dochodził ze strony gabinetu ortopedy. Przeniosłam wzrok w tamtym kierunku i zobaczyłam Alka. Podążał w naszą stronę z nosem w papierach. Nagle przystaną, na jego twarzy pojawił się grymas i po chwili rozległo się bardzo głośne "AAPSIIU". Osoby w poczekalni życzyli mu zdrowia, a ten tylko szedł dalej śmiejąc się i dziękując. Podszedł do ginekologa i podali sobie ręce.
- Cześć. Jak tam praca ? - zaczął ortopeda
- Cześć. A spoko, jakoś leci. Tutaj Pani do Ciebie. - wskazał na mnie
- A ja Pani nie mam na liście. - Olek puścił mi oczko
- To nie. - wstałam - Masz. - cisnęłam w niego reklamówką z lekami
- Nie musiałaś. - uśmiechnął się - Dziękuję. - puścił mi oczko
Tylko lekko wykrzywiłam usta w delikatny uśmiech, bo nie ukrywam, że oczekiwałam jakiegoś buziaka albo przytulasa.
- No chodź tu. - wyciągnął do mnie rękę i mocno przytulił.
Wpatrywałam się w jego brązowe oczyska.
- No dobra. - westchnął i złączył nasze wargi - Kacper, to jest moja dziewczyna Monika. - przedstawił mnie koledze
- Miło mi - uścisnął moją dłoń - To co, jakieś badanko ? - popatrzył na nas rozbawiony
- Nieee. - zaśmiał się Olek - Na razie nic nie planujemy, ale może kiedyś...
- No to zapraszam. Dobra, robota czeka. Miło było poznać. - uśmiechnął się i wszedł do swojego gabinetu.
- Jak wracasz do domu ? - zapytał
- Filip na mnie czeka. A ty długo jeszcze ?
- Godzinę z hakiem. - westchnął
- Dobra, ja lecę. Nie zatrzymuję Cię, bo pacjenci czekają. Pa - dałam mu buziaka
- Pa. i dziękuję jeszcze raz.
Po pysznym obiedzie poszliśmy z Filipem oglądać telewizję. Leciała jakaś dobra komedia, więc było sporo śmiechu.
W pewnym momencie przyszedł do mnie sms. Zaraz u Ciebie będę ;) taką wiadomość wysłał mi chłopak. Postanowiłam poczekać na niego na dworze. Przystanęłam przy bramce naszego ogrodzenia i wypatrywałam go. Po chwili dostrzegłam kolarza w zielonym stroju, jadącego w moją stronę. Podjechał do mnie i dał mi żółwika.
- Gdzie jedziesz ? - zapytałam
- Na przejażdżkę gdzieś za Łódź. - oznajmił
- Sam ?
- Nie, po drodze zgarniam kolegę.
- Jak długo tam będziesz ?
-Jakieś dwie trzy godziny. - puścił mi oczko
- Tak długo ? - jęknęłam - No dobra, jedź. - westchnęłam
- Jak tylko wrócę, to przyjadę do Ciebie. - dał mi buziaka - Do zobaczenia
- No, miłej przejażdżki. - pomachałam mu
Zostałam sobie na dworze przed domem wraz z Filipem, który robił porządki w garażu. Rozłożyłam sobie krzesło przed garażem i obserwowałam poczynania brata. Przynajmniej dotrzymywałam mu towarzystwa, miał z kim pogadać. Napadła mnie taka wielka chęć przejażdżki autem, ale żebym to ja prowadziła. Bardzo za tym tęskniłam.
Pod naszą posesję podjechał jakiś srebrny samochód i zatrzymał się. Zastanawiając się kto to, wstałam i podeszłam bliżej płotu. Z pojazdu wysiadł jakiś blondyn i otworzył tylne drzwi.
- Cześć. - przywitał się trzymając córkę za rękę.
- Hej. - uśmiechnęłam się na ich widok.
- Jest u Ciebie mój brachol ? - zapytał pełen nadziei
- Nie, dopiero co pojechał z kolegą na kolarzówce. - oznajmiłam
- Kurde. Dobra, to nic. Dzięki.
- A co się stało ? - widziałam, że coś jest nie tak
- A bo musimy pojechać z żoną załatwić ważną sprawę i gdzieś musimy zostawić Majkę. Myślałem, że Olek się nią zajmie. Ale dobra, jakoś poradzimy.
- Zostaw ją u mnie. - zaproponowałam - Siedzę sama z Filipem, więc nudno nie będzie.
- Naprawdę ? Jesteś cudowna. - szeroko się uśmiechnął i delikatnie pchnął córkę w moją stronę. - Zostaniesz z ciocią i niedługo po Ciebie przyjedziemy, okej ?
- Mhm. -mruknęła mała i podała mi rękę.
Do Mai podszedł Filip i kucnął przed nią.
- Cześć, jestem Filip. - podał jej rękę - A ty mała ślicznoto jak masz na imię ? - słyszałam jak brat przyjaźnie rozmawia z blondyneczką.
- Michał, czy wszystko u was w porządku ? - zbliżyłam się do mojego przyszłego szwagra
- Tak, tak. - uśmiechnął się - Tylko musimy coś załatwić, a wiesz jak to z dzieckiem...
- Rozumiem.
- Nie mam pojęcia ile nam tam zejdzie. - westchnął - Ale postaramy się wrócić jak najszybciej.
- Spokojnie, może nawet u mnie spać. Dla mnie to sama przyjemność. Z resztą Filip raczej też nie ma nic przeciwko. - odwróciłam się w stronę brata, który spacerował z Mają za rękę i coś jej pokazywał.
- Dziękuję Ci jeszcze raz. - puścił mi oczko - Pa Maja - pomachał dziewczynce. - Pa
- Pa.
Poczekałam aż Gawlińscy odjadą i dołączyłam do brata i dziewczynki.
- No to Majeczko, co chcesz robić ? - zapytałam
- Bawić sie w chofanego. - radośnie podbiegła do mnie.
- No dobra. To ty pierwsza się chowaj, a ja Cię poszukam.
Mała pobiegła gdzieś za mnie, a ja uśmiechnęłam się do Filipa.
- Mała Cię polubiła.
- A kto by mnie nie lubił ? - puścił mi oczko
Stwierdziłam, że już odpowiednia ilość czasu minęła do znalezienia odpowiedniej kryjówki. Odwróciłam się i od razu dostrzegłam chrześnicę Olka za małym krzaczkiem.
- Gdzie ta Majka jest. - udałam się w drugą stronę od kryjówki.
Ciągle udawałam, że jej nie widzę i snułam się przez całe podwórko. Po kilku minutach podeszłam do niej.
- O tu jesteś. Ale dobrze się ukryłaś !
Mała bardzo się śmiała.
- A dlacego ty mas takie coś i z tym chodzisz ? - dotknęła moje kule
- To są kule. Muszę z nimi chodzić, bo mam złamaną nóżkę i nie mogę stawać na niej, bo mnie strasznie boli.
- Ojej, ale stjaszne. - malutka posmutniała i przytuliła się do mojej nogi - Ciocia, muse do kibelka.
- No to chodź. - złapałam ją za rękę i podążałyśmy do domu. Wpuściłam Maję do środka i zaprowadziłam do toalety. Pomogłam jej usiąść i przytrzymywałam ją, bo jej malutki tyłeczek wpadałby do środka.
Gawlińska bardzo niepewnie poruszała się po domu. Widać, że czuje się obco.
- Chcesz jakieś bajki ? - zapytałam jak spostrzegłam, że blondyneczka co chwilę zerka na telewizor.
- Yhym. - pokiwała zadowolona głową.
Programów dziecięcych długo nie szukałam, bo często Filipem lubimy sobie pooglądać bajki. Akurat leciał krecik, którego bardzo uwielbiamy. Usiadłam koło Mai i zaciekawiona jak dziecko oglądałam wraz z nią. Dzisiejsze bajki są bardzo słabe. Jednym słowem są głupie. Nie to co kiedyś, np. krecik, koziołek matołek, smerfy czy nawet gumisie.
- Monia, mama dzwoniła, że trzeba pójść na zakupy. - przechodzący brat do swojego pokoju przekazał nam informacje.
- Maja, pójdziemy do sklepu i kupimy coś do jedzenia, okej ? - pogładziłam małej włosy
- A Filip z nami pójdzie ? - szepnęła mi to na ucho zawstydzona
- No nie wiem, zapytaj go.
- Nie, ty się zapytaj. Ja się wstydzę. - mała wciąż się uśmiechała
- Filip ! - krzyknęłam - Idziesz z nami ?
- Mogę pójść. - usłyszałam za moimi plecami, co spowodowało u mnie podskok ze strachu
- Chcesz żebym dostała zawału ?!
- To co, idziemy ? - zapytał
- Tak tak, chodź Majciu. - złapałam ją za rękę i udałyśmy się do przedpokoju.
- Założyć Ci buty ? - brat podszedł do Gawlińskiej
Zadowolona pokiwała głową i oparła się o ramię kucającego mężczyzny.
W drodze do sklepu Majka ciągle biegała wokół nas. Była pełna energii i we wspaniałym humorze. W sklepie pomagała nam szukać danego produktu, a jak znalazła przybijała nam piątkę. Po jakiejś godzinie zakupów za czym idzie spaceru, wróciliśmy do domu, ale od razu udaliśmy się na podwórko z tyłu domu. Filip bawił się z córką Michała w ganianego, a ja przycupnęłam sobie na tarasie, obserwując ich zabawę. Jednak chcąc uchwycić te chwile, udałam się do pokoju brata po aparat. Miałam dylemat którą wziąć, bo miał na wyposażeniu trzy lustrzanki, a ja nie wiedziałam, która będzie do tego najlepsza. Po chwili namysłu wzięłam tą co leżała po środku.
Jakoś udawało mi się uchwycić ich w ruchu.
- Mam pomysł. - zdyszany Filip przystanął na moment - A może pójdziemy do mnie i urządzimy sobie małą sesję zdjęciową ?
- Zdjęcia ? - mała natychmiast się wyprostowała - Tak ! Tak ! Tak ! - podskakiwała radośnie.
Nasza trójka udała się do pokoju brata. Usiadłyśmy wygodnie na jego łóżku i bacznie obserwowałyśmy jak przygotowuje stanowisko. Chwile później wszystko było już gotowe.
- No to najpierw Maja. - uśmiechnął się - Stań o tutaj. - wskazał jej miejsce na tle. - O super. A teraz patrz w aparat i pozuj jak chcesz.
Mała na początku nie wiedziała co ma robić i stała sztywno uśmiechając się. Jednak po kilku błyskach fleszu zaczęła się rozkręcać i wyginać swoje ciałko w różne pozy. Dużo się przy tym uśmialiśmy. Potem miałyśmy wspólne zdjęcia, nawet ja miałam swoje. Zabrałam aparat bratu i próbowałam im zrobić jak najlepsze fotografie. Będę tęskniła za jego uśmiechem. Za to będę miała ich roześmiana zdjęcie. Na końcu Majka z moją pomocą zrobiła zdjęcie Filipowi.
- Teraz pójdziemy na dwór i coś porysujemy, okej ? - bawiłam się jej loczkami.
- Dobzie. - przystała na moją propozycję
- Chodź jeszcze do mnie. - zaciągnęłam ją do mojego pokoju
Wynalazłam jakieś kartki i podałam je małej. Z szuflady wzięłam jakieś kredki i wyszłyśmy na dwór. Rozłożyłyśmy się na stole i zaczęłyśmy rysować. Bardzo pochłonęła ją ta czynność, że przez pół godziny słowem się nie odezwała. Dopiero jak przyszedł Filip z wywołanymi zdjęciami ożywiła się.
- Ja pójdę zrobić coś do jedzenia. - oznajmiłam i udałam się do kuchni.
Nie wiem dokładnie co mała lubi, więc robiłam kanapki z różnymi dodatkami. Pokroiłam również kilka owoców i wrzuciłam je do miski, tworząc sałatkę owocową.
OCZAMI OLKA
Po udanym treningu pojechałem do domu wziąć kąpiel i przebrać się. Odświeżony wsiadłem do samochodu i pojechałem do mojej dziewczyny. Wchodząc na posesje Żurków usłyszałem śmiech dziecka za domem. Udałem się w miejsce, z którego dochodziły śmiechy. Zastałem tam Filipa i słodką blondyneczkę.
- A co ty tu robisz ? - zapytałem wesoło, podchodząc do chrześnicy
- Wujcio ! - pisnęła i wystawiła do mnie ręce
Podniosłem ją i dałem buziaka.
- To co ty tu robisz ? - byłem ciekawy jej obecnością
- No bo, tatuś i mamusia gdzieś pojechali i chcieli mnie zostafić tobie. Ale Ciebie nie było i ciocia mnie wzięła. - mówiła energicznie.
- Ach ta ciocia. - uśmiechnąłem się - A gdzie ona jest ? - popatrzyłem na Filipa i przybiliśmy sobie sztamę
- W kuchni. - obwieścił mi
- To ja idę jej pomóc. - postawiłem Maję i udałem się do kuchni.
Monika stała przy szafce i wyciągała szklanki. Podszedłem do niej po cichu i zamknąłem w objęciach.
OCZAMI MONIKI
Wciągałam szklanki na napój, kiedy ktoś mocno przytulił mnie od tyłu.
- No w końcu. - oparłam głowę o jego tors, zamknęłam oczy i zamknięta w ramionach ukochanego, rozkoszowałam się chwilą. Czułam jak jego oddech schodzi powili do mojej szyi. Poczułam delikatne muśnięcie jego warg. Powoli odwróciłam się do niego i podniosłam brew. On tylko się uśmiechnął i złączył nasze wargi. Z delikatnych buziaków przechodziliśmy do namiętnych pocałunków. Jednak coś mi mówiło, że nie jesteśmy sami. Uchyliłam oko i za Alkiem przy wejściu do kuchni dostrzegłam Filipa. Puściłam do niego oczko i zanurzając dłoń we włosach chłopaka przyciągnęłam go mocniej do siebie. Tak mi brakowało jego czułości. Dotarło do nas chrząknięcie i oderwaliśmy się od siebie. Gawliński uśmiechnął się i odwrócił do brata.
- Mało się nie zjedliście. - zaśmiał się Filip
- No no. A właśnie, bierz kanapki. - podałam mu talerz. - A ty sałatkę i talerze - zwróciłam się do Alka
Posłusznie wzięli wyznaczone przekąski i wyszli na dwór.
Po pół godziny przyjechał już starszy z braci Gawlińskich po swoją córę. Wszyscy poszliśmy się pożegnać.
- Uważaj na siebie jak będziesz na wojnie. - przytuliła się do Filipa Majka, kiedy ten wziął ją na ręce.
Zszokowało nas to wszystkich.
- Skąd wiesz, że jestem żołnierzem ? - nie krył swojego zdziwienia brat
- Widziałam u Ciebie ubranie żołnierza. - uśmiechnęła się mała - Dziękuję za zdjęcia.
- Nie ma za co.
- Uważaj na siebie. - szepnęłam to bratu, tuląc się do niego na dworcu.
- Ty na siebie też.
Dałam mu buziaka i podeszłam do rodziców. Mama objęła mnie ramieniem, a ja oparłam o nią głowę. Pomachaliśmy wszyscy wsiadającemu do pociągu Filipowi. Zaraz po tym pociąg odjechał.
- Uciekam do pracy. Pa - dał mi buziaka chłopak i poleciał jak oparzony
Tato objął mnie ramieniem i powoli kroczyliśmy ku wyjściu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
