Dzisiaj wreszcie się wyspałam. Nie martwiłam się o nic. Byłam bardzo szczęśliwa. Rodzice bardzo dobrze przyjęli Olka. Na wspomnienie o naszym pierwszym pocałunku mimowolnie pojawiał mi się uśmiech, a w brzuchu latały motylki. Wzięłam telefon do ręki i szeroko się uśmiechnęłam na widok zdjęcia. Włączyłam wifi i po chwili rozbrzmiał się dźwięk przychodzącej wiadomości na messengerze. Wyświetliło się zdjęcie Ani i Gabryśki. Napisały w naszej utworzonej grupie. Pytały o mojego chłopaka. Na początku nie chciałam im powiedzieć, ale w końcu się przełamałam.
Ania: No mów !!
Ja: Gawliński ;)
Gabrysia: No ej. Powiedz
Ja: No ale powiedziałam
Ania: Żartuj sobie dalej -,-
Powiedziałam im i mi nie wierzą. W sumie to się nie dziwię... Nieźle na początku na niego najeżdżałam, tak na niego gadałam, wyzywałam... A teraz ? Świata za nim nie widzę. Najwspanialszy człowiek na świecie. Jak to się mówi: kto się czubi ten się lubi. Dziewczyny ciągle mnie męczyły, żebym im powiedziała i to wszędzie gdzie możliwe, na fb, snapie, przez sms'y. Powoli już mnie to denerwowało. Lekko się wkurzyłam i wyłączyłam internet. Przeciągnęłam się i wygrzebałam się z łóżka. Wzięłam kule i wyszłam z pokoju. Usłyszałam jak Filip rozmawia z kimś w salonie. Pewnie gada przez telefon. W kuchni nie było nic gotowego na śniadanie, a że mi się nic nie chciało robić to wzięłam banana.
- Filip ! A gdzie jest dla mnie śniadanie ? - krzyknęłam i zmierzałam w stronę salonu
- Sama sobie zrób. - prychnął
- O ty mendo jedna. - podeszłam do niego - To ja wczoraj o 7 rano robiłam ci naleśniki, a ty dzisiaj dla mnie nic nie zrobiłeś. Też ci tak powiem jak będziesz coś chciał. - cisnęłam w niego skórką od banana i zaśmiałam się
- Widzisz jaką mam kochaną siostrę. - westchnął Filip do kogoś, kto siedzi na kanapie za moimi plecami.
- Ups. - szepnęłam
Jednak po chwili przemogłam się i odwróciłam. Ku mojemu zdziwieniu siedział tam mój chłopak. Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do niego. Zanurzyłam dłoń w jego włosach i siadając mu na kolana złączyłam nasze wargi w dłuższym buziaku.
- Co tu robisz ? - zapytałam wtulając się w niego
- Przyjechałem pogadać z Filipem. Trzeba nadrobić te kilkanaście lat. - uśmiechnął się
- No właśnie, przyjechał do mnie. - chrząknął brat
- Dobra, już idę. - westchnęłam i wstałam
Chłopak tylko się na mnie popatrzył i uśmiechnął. Usiadłam wygodnie przy stole w jadalni, gdzie miałam dobry widok na mojego partnera. Na stole leżała gazeta z wiadomościami. Widocznie tato rano ją tu zostawił. Wzięłam ją, bo trzeba się dowiedzieć, co na tym świecie się dzieje. Parę pierwszych stron była nudna, więc szybko je przerzuciłam. Natrafiłam na ciekawy artykuł o młodych talentach plastycznych. W trakcie czytania poczułam jak robi mi się niedobrze i zbiera na wymioty. Rzuciłam gazetę na stół, lecz zanim się pozbierałam i wzięłam kule, zdążyłam zwymiotować na podłogę.
- Filip. - jęknęłam - Przyniesiesz mi wiadro i ścierę ?
- Znowu się zrzygałaś ?! - pisnął
- Noo.
- O matko. - westchnął wchodząc do jadalni. - A może ty jesteś w ciąży ?
- Ta, samozapłodnienie. - zaśmiałam się
Podszedł do mnie Olek i zaczął gładzić mnie po plecach.
- Filip powiedział znowu. Kiedy jeszcze wymiotowałaś ? - zapytał
- Praktycznie codziennie. To po tych tabletkach na nogę.
- Czemu do mnie nie przyszłaś ? - zaśmiał się - Zmieniłbym je.
- Wtedy jeszcze nie byłam w tobie tak zakochana. I za żadną cholerę nie weszłabym do twojego gabinetu. Na szczęście dzisiaj była już ostatnia. - uśmiechnęłam się
- Biedactwo. - przytulił mnie
- Radziłabym się nie przytulać, bo troszkę śmierdzę.
- Uwierz mi, że miałem styczność z gorszymi rzeczami. - pocałował mnie w głowę.
Brat przyszedł ze ścierką i wiadrem. Wzięłam to od niego i zaczęłam sprzątać. Do moich ulubionych zajęć to nie należy. A oni stali nade mną i się patrzyli. Ale nic nie mówiłam, bo wiem, że to nie jest przyjemnie.
- Daj. - kucnął koło mnie Alek i wyciągnął rękę po ścierkę.
- Nie no, daj spokój. Jesteś tu gościem i nie będziesz sprzątał, w dodatku po mnie. - rzekłam
- No daj. - nalegał. - A ty idź się przebierz.
Niechętnie podałam mu szmatę i poszłam do łazienki. Przemyłam buzię i umyłam zęby. Tak trochę niezręcznie będzie mi dawać chłopakowi buziaka. Brudne ciuchy wrzuciłam od razu do pralki i założyłam moje ulubione dresy i luźną koszulkę.
- Mogę wejść ? - pod drzwiami stał brat
- Tak, tak. - odparłam
Wszedł z wiadrem i brudną ścierą. Wzięłam to od niego i zaczęłam czyścić. Po zakończonym czyszczeniu nalałam wody z płynem do wiadra i wyniosłam je do jadalni. Powoli usiadłam na podłodze i zaczęłam myć.
Po opanowanej sytuacji siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś serial. Złączyłam moją dłoń z Olka i po chwili zrobiłam zdjęcie na Snapchat'a. Chwilę po tym przyszedł Snap od Ani, żebym wysłała selfie z nim. I zrobiłam, ale w miejscu twarzy Alka wstawiłam uśmiechniętą buźkę.
- Perfekto. - zaśmiał się lekarz.
Nie spodobało się to przyjaciółce, a mnie rozbawiło.
- Jedziemy zaraz, nie ? - odezwał się po długiej ciszy Gawliński.
- Gdzie ? - popatrzyłam na niego
- No najpierw do mnie, a później na obiad do moich rodziców.
- Jaki obiad ? - podskoczyłam
- No u moich rodziców. - zaśmiał się - Co ? Zapomniałem Ci powiedzieć ?
Kiwnęłam głową.
- Dasz radę. - szturchnął mnie brat
- No dobra. - westchnęłam - To ja idę się przebrać.
Byliśmy już w drodze do rodziców chłopaka. Mega się stresowałam tym spotkaniem. Jak oni mnie przyjmą ? A jak mnie nie polubią ? Milion myśli krążyło mi po głowie. Ciągle patrzyłam się przed siebie obserwując poczynania kierowców. Przeniosłam wzrok na mojego partnera. Skupiony prowadził samochód. Ukradkiem wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie na Snapie, które pobrałam. Strasznie mi się spodobało, był taki skupiony. Wysłałam je tylko Filipowi, Weronice i osobie widniejącej na nim z podpisem Olek szofer <3
- Czy ty zrobiłaś mi zdjęcie ? - zapytał
- Może. - zaśmiałam się. - Oleeek...
- Nom.
- Stresuję się. - szepnęłam
Popatrzył na mnie wesołym spojrzeniem. - Nie ma czego - pocałował mnie
- Dlaczego stoimy ? - zapytałam
- Bo jesteśmy na miejscu.
Wyjrzałam zza szybę i ujrzałam domek jednorodzinny. Nieduży o białym kolorze, bardzo ładny.
- Ładny. - uśmiechnęłam się
- Powiesz to Mariuszowi i Agacie. - puścił mi oczko i opuścił pojazd
Chwilę potem jego postać stała już przed moimi, otwartymi drzwiami. Podał mi rękę i pomógł wstać. Złapałam jego dłoń i powoli podążaliśmy do domku. Przed drzwiami wzięłam głęboki wdech, a chłopak dał mi buziaka. W środku pomógł mi zdjąć kurtkę i powiesił ją na wieszaku.
- Gotowa ? - splótł nasze dłonie
Kiwnęłam głową i pociągnął mnie za sobą.
- Cześć wam. - przywitał się Alek z małżeństwem, które leżało na kanapie przed telewizorem.
- O już jesteście ! - energicznie podniosła się kobieta. - Witamy, witamy.
- Mamo, tato to moja dziewczyna Monika. - przedstawił mnie
- Miło mi cię poznać. - z uśmiechem podała mi rękę gospodyni
- Mi również.
- A my się czasem nie znamy ? - podszedł mężczyzna
- Byłam raz u Pana na konsultacji, bo Olka nie było. - uśmiechnęłam się
- A no tak. To ta mała wredota. - zaśmiał się - Nie pałałaś w tedy miłością do mojego syna.
- A on do mnie.
- Oj dobra, dobra. Ważne co teraz, a nie kiedyś. - wykręcił się młody Gawliński.
- No właśnie. Pewnie głodni jesteście. - powiedziała kobieta - Chodźmy do stołu.
Tak mi jakoś dziwnie znajomo wyglądało danie główne.
- Robiłam dzisiaj porządki w kuchni i odkopałam przepis na makaron. Dała mi go kiedyś bardzo dobra znajoma. Wiem, że Olek lubi makaron, to myślę czemu nie. - opowiadała z fascynacją
Oczywiście wiem o jaką dobrą znajomą jej chodzi i wszystko słuchałam z uśmiechem.
- Szkoda, że utraciliśmy kontakt. Bardzo fajna rodzinka. Najstarszego mieli syna Filipka, z wieku Olka. Większość czasu spędzali ze sobą. Mieli też dwie córeczki. Ta starsza taka fajniutka była, bo ta mała to dopiero co się urodziła przed naszym wyjazdem. Pamiętam jak ta starsza latała za Olkiem i mówiła że to jej chłopak. Słodkie to było.
- Mamo. - śmiał się Olek
- Czekaj, czekaj. A ty masz na nazwisko Żurek, prawda ? - popatrzyła na mnie kobieta
- Tak. - potwierdziłam
- A znasz może Lucynę i Mietka ? - zapytała
- Znam. - uśmiechnęłam się
- Tak ? A kim dla ciebie są ?
- Rodzicami. - odparłam
Olek buchnął śmiechem i nie mógł przestać. Nie powiem, mnie też rozbawiła mnie ta sytuacja.
- To żeś się Agata popisała. - zachichotał gospodarz
- No tak od razu moja wina. Skąd miałam wiedzieć, że to ona ? - podniosła głos
- Przecież tylko się śmieję. - westchnął Pan Mariusz
- No już właśnie widzę ten twój śmiech. - była zła
- Kobieto, o co ci chodzi ? - podniósł głos mężczyzna
- Jak o co mi chodzi ?! Czy ty zawsze musisz wszystko krytykować to co ja zrobię ?!
- Przecież nic nie powiedziałem !
- Czy wy musicie ciągle się kłócić ?! - krzyknął Olek - Moglibyście chociaż raz zachować się normalnie przy Monice. Moglibyście zrobić to dla mnie. Ale nie, przecież nie można być normalnym!
Zdenerwowany wstał od stołu i złapał mnie za rękę.
- Chodź, pokażę ci resztę domu.
Zaprowadził mnie na schody, którymi udaliśmy się na górę.
- Przepraszam za nich. - spuścił głowę. - Ostatnio ciągle się kłócą i myślałem, że może to coś zmieni. Przepraszam Cię. To był jednak zły pomysł.
- Nic się nie stało, Olek. - położyłam dłoń na jego policzku. - To nie twoja wina.
Przytuliłam go, żeby nie czuł się winny.
- Tu jest mój pokój. - uchylił drzwi i wpuścił mnie
Weszłam do środka i oparłam się o ścianę. Kiedy Olek zamknął drzwi, przyciągnęłam go za koszulę i zaczęłam go namiętnie całować. Nie protestował. Powoli przemieszczaliśmy się na łóżko, gdzie opadłam a on był nade mną. Jedną rękę zanurzył w moich włosach, a drugą trzymał na mojej talii. Nie był porywczy i nie wpychał swoich rąk pod koszulkę. Bardzo mi się to w nim podobało. Po namiętnych pocałunkach chłopak położył się koło mnie, a ja położyłam głowę na jego piersi. Głaskał mnie po głowie, to było takie przyjemne.
- Monika... Kocham Cię. - wyznał po chwili ciszy
Zaskoczyły mnie te słowa. Bardzo poważne są te słowa. Pokazują, że on naprawdę coś do mnie czuje i poważnie wszystko traktuje. W sumie ja też, ale jakoś bałam się tych słów.
- Ja ciebie też. - szepnęłam po chwili zastanawiania
Poczułam jak mocniej mnie do siebie przytula.
- Jutro jadę do Michała i wracam dopiero w niedzielę. - westchnął
- A ja jutro jadę do wujka w odwiedziny i też wracamy dopiero w niedzielę. - przejechałam paltem po jego brzuchu. - Nie wiem, jak bez ciebie wytrzymam.
- Ja tak samo. - uśmiechnął się
- A ty czasem nie masz nocki ?
- Mam. Ale tato ma prowadzić.
- Dobra, idziemy do twoich rodziców, czy wracamy ? - podniosłam się
- Yyy nic z tego.
- Dobra to wracamy. - podałam mu rękę - Pojedziesz do domu i się prześpisz przed pracą. Musisz być wypoczęty mój doktorku.
- Nie muszę. - wstał - Ale jak nie chcesz tu być, to wracajmy
- Nie że nie chcę, ale martwię się o Ciebie. Ostatnio mało sypiasz. - bawiłam się jego koszulą
- Kochana jesteś. - dał mi buziaka. - Dobra, zbieramy się
Zeszliśmy na dół, gdzie atmosfera była już w miarę dobra.
- Przepraszamy, za to wszystko. - zaczęła kobieta
- Nic się nie stało- uśmiechnęłam się
- Stało się, stało. - rzekł mężczyzna - Ale mam nadzieję, że dasz nam jeszcze jedną szansę.
- Oczywiście.
- Ale to kiedy indziej. - powiedział Olek. - My już jedziemy. Mamy jeszcze kilka innych spraw.
Podjechaliśmy pod mój dom.
- Jak wrócisz to grzecznie pójdziesz spać, tak ? - złapałam jego twarz
- Nie opłaca mi się, bo zanim dojadę to stracę jakieś 20 minut i zostanie mi tylko 3 godziny, bo będę musiał jechać.
- To zostań u mnie. - zaproponowałam
- Nie, nie będę robił problemu. Ale dziękuję.
- Oluś no... Proszę Cię zostań. Będziesz sobie smacznie spał, a ja pouczę się na studia. Oluś. - popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem
- Ehh niech ci będzie. - odpiął pasy i wysiadł, po czym otworzył mi drzwi.
- Dziękuję - odparłam wesoło i dałam mu buziaka.
Weszliśmy do domu, ale nikt nas nie widział, więc prosto udaliśmy się do mojego pokoju.
- Kładź się. - nakazałam chłopakowi
Posłusznie wykonał moje polecnie.
- Dobranoc. - dał mi buziaka
Wzięłam swoje notatki i usiadłam koło niego. W jednej ręce czymałam kartki, a drugą głaskałam go po głowie. Bardzo szybko złapał go sen.
Bardzo szybko minęły też 3 godziny. Poszłam do kuchni i spakowałam chłopakowi dzisiejszy obiad. Wszystko ładnie dałam do plastikowego pojemniczka. Poszłam go powili budzić. Delikatnie szturchałam nim.
- Olek wstawaj. - mówiłam do niego, ale bez efektu - Kochanie, bo się spóźnisz.
- Powiedziałaś do mnie kochanie. - z szerokim uśmiechem odwrócił się do mnie.
- Przypadkowo- droczyłam się z nim - Dobra, wstawaj. Tu masz jedzenie. - podałam mu pudełko.
- Dziękuję. - pocałował mnie - To będę leciał. - westchnął
- Odprowadzę cię do drzwi. - oznajmiłam
W salonie siedzieli rodzice i oglądali telewizor.
- Dobry wieczór - przywitał się Olek
- O cześć. - krzyknął tato - Oglądacie z nami ?
- Ja niestety nie mogę, praca wzywa. - rzekł Olek zakładając kurtkę.
- To widzimy się dopiero w niedzielę wieczorem ? - przytuliłam go
- Na to wygląda. - dał mi buziaka - Będę tęsknił
- Ja też. Miłej pracy ! - pomachałam mu
niedziela, 17 stycznia 2016
piątek, 15 stycznia 2016
Rozdział 12
W ogóle nie mogłam spać. Ciągle myślałam o spotkaniu Olka z moimi rodzicami. Przecież oni go znają ze szpitala. Wyrobiłam w nich złe zdanie o nim. Nie przepadali za osobą mojego lekarza, bo też wiedzieli w jaki sposób mnie traktował.
Przespałam może góra 4 godziny. O 7 rano byłam już ubrana i w trakcie konsumowania naleśników. Do kuchni wszedł zaspany Filip.
- Siema młoda. A ty co tak wcześnie ? - przytulił mnie
- Spać nie mogę. - uśmiechnęłam się - Chcesz naleśnika ?
- Jasne. Stresujesz się przed obiadem ? - lekko się uśmiechnął
- Tak. - westchnęłam
- Fajny jest ? - zapytał
- Bardzo. Taki troskliwy i słodki.
- Jak ma na imię ?
- Nie powiem.
- No dawaj. Mi możesz. - jęczał
- Nie.
- To chociaż kim jest.
- Spadaj.
- Ale jesteś. A ja też mogę przyjść na obiad ?
- No, a czemu nie ?
- Bo to poznanie twojego chłopaka z rodzicami naszymi najukochańszymi. - potarmosił mi włosy. - Czego ty się boisz ?
- Że go nie zaakceptujecie.
- Nie będę robił problemów. - dał mi buziaka w czoło. - Dziękuję za pyszne śniadanko.
- Spoko. - zaśmiałam się i poszłam do pokoju.
Położyłam się wygodnie na łóżku i wzięłam telefon do ręki. 7.12. Olek dopiero godzinę temu wrócił do domu. Usłyszałam, że na korytarzu rodzice szykują się do wyjścia, więc szybko wstałam i podeszłam do nich.
- Mamo, jak będziesz wracała do domu to kup makaron. Zrobię na obiad. - rzekłam
- Dobrze. O której przyjdzie ten szczęściarz ? - uśmiechnęła się
- 16.30 - wymusiłam uśmiech. - Miłej pracy.
- Dziękujemy. - rzekł tato i wyszli.
Przedpołudnie ciągnęło mi się i ciągnęło. Nie wiem dlaczego się tym tak stresowałam. Postanowiłam posprzątać cały dom. Zaczęłam od swojego pokoju, w którym spędziłam sporą ilość czasu. Wyrzucałam wszystkie pamiątki i zdjęcia związane z Dawidem. Przychodziło mi to z łatwością, ponieważ nic nie czułam do tego chłopaka. Od kiedy jestem z Alkiem czuję się jak nowo narodzona. Wprowadził do mojego życia pełno radości, uśmiechu i chęci do życia. Jego uśmiech jest zaraźliwy. Jest całkiem innym człowiekiem niż w szpitalu. Ale z tego co wiem, w pracy to jest taki kochany i wesoły. Jednie dla mnie był takim dupkiem. Myśląc o tym robi mi się trochę smutno, lecz z drugiej strony czuję się wyjątkowo, bo to tylko dla mnie taki był. Powiedzenie Nie oceniaj książki po okładce sprawdza się !
Zawsze wyobrażałam sobie idealnego faceta i był całkiem inny niż ten jakim jest Gawliński. Szczerze mówiąc myliłam się do tego ideału, ponieważ ideałem jest niejaki Aleksander G. Na każde nasze spotkanie czekam z niecierpliwością, tak jak, np. dzieci czekają na św. Mikołaja.
Chyba ten pokój nigdy nie był taki czysty. Co nuda potrafi zrobić z człowiekiem... Koło 11 dopiero weszłam do salonu, aby tam posprzątać. Tutaj jednak dużo do roboty nie ma. Szybko wytarłam kurze i wszystko poukładałam na swoim miejscu. Później w obroty wzięłam kuchnię i przedpokój. Domowe porządki zakończyłam koło 13. Nawet szybko mi zleciał ten czas. Jeszcze tylko 3.5 godz. do spotkania. Wygodnie położyłam się na kanapie w salonie i włączyłam telewizor na programach muzycznych. Muszę się jakoś rozluźnić... Nie mogłam wysiedzieć na jednym miejscu. Przypomniałam sobie, że jeszcze nie uporządkowałam łazienki. Szorowałam wszystko dokładnie jak nigdy. Z transu wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Wzięłam telefon i odczytałam wiadomość Hej :* Co tam ? od: Gawliński Hej :* A nic ciekawego... Trochę się nudzę, więc sprzątam xD odpowiedziałam mu. Chwilę potem zaczął dzwonić mój telefon.
- Cześć przystojniaku. - odebrałam
- No hej piękna. - usłyszałam
- Czemu nie śpisz ? - zapytałam
- A czemu miałbym spać ? - zaśmiał się - Jest po 15 i muszę się szykować. Monika... A jak mnie nie polubią ? - westchnął
- No to będziesz miał problem. - zaśmiałam się. - Na mnie możesz liczyć, będę przy tobie zawsze. Wiesz, że ja też się bardzo stresuję ? Przez to cały dom posprzątałam.
- Dlaczego się stresujesz ? To chyba ja powinienem.
- Oluś... Bo wiesz, że oni cię poznali w szpitalu... I tam dobrego wrażenia na nich nie wywarłeś... Ale zobaczysz, że cię pokochają.
- Dzięki Miśka. Dobra ja będę kończył, bo muszę się wystroić. Do zobaczenia.
- Pa. - westchnęłam i rozłączyłam się.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że mu o tym powiedziałam... Do domu wszedł Filip z za nim Weronika. A no tak, brat zabrał ją ze szkoły.
- Hej. - dał mi buziaka. - Co na obiad ?
- Makaron.
- Ten pyszny mamy ? - w jego oczach zobaczyłam błysk.
- Ta, poproszę ją. - uśmiechnęłam się. - Oni jeszcze nie wrócili ?
- Nie było auta przed domem. - oznajmił. - Dobra, idziemy do salonu, bo mam pojedynek z Werką na taniec.
Poszłam za nimi i rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Włączyli telewizor i konsole, po czym zaczęli wybierać muzykę. Na razie się rozgrzewali. Jak zwykle jakieś wygłupy i wygibasy.
- Cześć dzieciaki ! - rodzice wrócili z pracy.
- Cześć ! - krzyknęliśmy
Poszłam do kuchni, gdzie mama rozpakowywała zakupy.
- Zrobisz ten pyszny makaron ? - prosiłam rodzicielkę
- No nie wiem. - westchnęła
- No proszę, oczarujesz go swoim daniem. A on lubi makaron i jest tak samo jak ja makaronowym żarłokiem.
- Już dobrze, dobrze. - uśmiechnęła się - Przygotuj mi garnek z wodą i postaw na gazie.
Zrobiłam wszystko co mi kazała i poszłam przygotować stół w jadalni. Miłe uczucie, kiedy na stole rozkładasz o jedno więcej nakrycie. Kiedy wszystko było gotowe poszłam do pokoju popatrzeć jak moje rodzeństwo toczy ze sobą walkę na taniec. Szli łeb w łeb. Z każdą minutą mój żołądek był coraz bardziej ściśnięty z tego stresu. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Zerwałam się i szybko przemieściłam się o kulach, aby otworzyć. Pchnęłam drzwi i ujrzałam mojego chłopaka. Uśmiechał się szeroko. Wyglądał jak zawsze, jednak coś mi nie pasowało.
- Hej. - przywitał się
- Hej. Wchodź. - wpuściłam go
Wszedł do środka, ściągnął kurtkę, którą powiesił na wieszaku i mocno mnie przytulił. Już wiem co mi w nim nie pasowało. Jest zestresowany.
- Chodź. - złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
Stanęliśmy w wejściu do salonu.
- Filip i Weronika. Grają, bo założyli się kto jest lepszy. - rzekłam. - Dawaj Werka, pokaż staruchowi gdzie raki zimują.
- Ty uważaj sobie mała. - ostrzegł mnie brat nie przerywając.
Poczułam jak Olek mocniej ściska mi dłoń. Popatrzyłam się na niego i uśmiechnęłam się, aby dodać mu otuchy. Pojedynek dobiegł końca i ostatecznie Filip okazał się być lepszy.
- Jestem mistrzem. - zaśmiał się brat, ale kiedy zobaczył mojego partnera mina mu zrzedła.
- Filip to jest Olek, Olek to jest Filip. - przedstawiłam ich sobie.
Podali sobie rękę, jednak w oczach Fifiego widziałam taką jakby złość.
- A to Weronika. - wskazałam na siostrę
Nastała niezręczna cisza. Chłopak coraz bardziej się denerwował, bo rękę już prawie miałam zmiażdżoną przez jego uścisk.
- To, co idziemy coś zjeść ? - szybko coś wypaliłam
Kiwnęli tylko głowami weszliśmy do jadalni. Rodzice dalej krzątali się w kuchni.
- Mamo. - chrząknął brat.
Zadziałało, bo po chwili byli już koło nas.
- Mamo, tato to jest mój chłopak Olek.
- O Pan doktor. - uśmiechnęła się mama mimo zdziwienia.
- Miło mi. - podali sobie ręce z ojcem.
- To co, siadajmy do stołu. - powiedziała mama.
Początek spożywania posiłku odbywał się w ciszy. Tak trochę głupio mi było.
- No pytać się nie będę, gdzie się poznaliście. - zaśmiał się tato. - Studiował Pan w Łodzi ?
- Tak. - ortopeda ciągle się uśmiechał.
- A skąd Pan jest ?
- Z Łodzi.
- Mogę Panu mówić na ty ?
- Jak najbardziej.
- A jak na ciebie mówią ? Olek ? Alek ? - zapytała mama
- Tak i tak. Obie mi pasują.
- A Aleks ?
- Raczej nie lubię.
- A twoi rodzice czym się zajmują ? - tym razem tato był ciekawy
- Mama ma swoją firmę transportową, a tato też jest ortopedą. - odpowiadał ciągle uśmiechnięty chłopak
- Rodzeństwo masz ? - nagle odezwał się Filip
- Tak. Starszego brata.
Reszta obiadu przebiegała w miłej atmosferze. Jedynie siostra była jakaś taka smutna. W sumie Filip też był tak jakoś wrogo nastawiony. Ciągle wpatrywał się w mojego partnera.
- Aleks, lubisz pomidorówkę ? - zapytał brat
- Nie przepadam.
Filip wstał i poszedł do swojego pokoju. Popatrzyłam na chłopaka. Uśmiechnął się do mnie a ja do niego. Po chwili brat wpadł do jadalni z jakąś puszką i staną przy Olku.
- Wstań. - warknął do Gawlińskiego
- Yyyy Filip ? - popatrzyłam przerażona
- Wstań. - mówił stanowczo.
Chłopak posłusznie uczynił to, co mu nakazał.
- Wiesz co to ?! - wręczył mojemu partnerowi tę puszkę
Alek obracał ja w rękach i po chwili położył na stole. Sięgnął do swojej tylnej kieszeni i wyciągnął portfel. Po chwili grzebania w nim wyciągnął jakieś dwa patyczki. Wziął puszkę i pod nosem mówił sobie jakiś wierszyk, przy czym w odpowiednich miejscach w odpowiedni sposób poruszał patyczkami. Po chwili wieczko otworzyło się. Ze środka chłopak wyciągnął jakąś karteczkę. Zobaczyłam, że to jest zdjęcie.
- Przyjaciółmi będziemy na zawsze. Jeśli wyciągniesz to zdjęcie, to znaczy, że tak jest dalej. Pamiętasz ? - rzekł Filip
- Jak bym mógł zapomnieć. - westchnął Olek
- Tęskniłem za tobą stary. - "przytulili się" do siebie. - To już 18 lat
- To wy się znacie ? - zapytała mama
- Mamo, to jest Olek. Twój Oluś najukochańszy. No Gawliński. Mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa.
- Matko, Olek jak ty wyrosłeś ! - zadowoliła się mama - Może chodźmy do salonu, to spokojnie porozmawiamy.
Wszyscy na to przystali. Po chwili siedziałam lekko wtulona w chłopaku.
- Jak było w Niemczech ? - pytał brat
- Beznadziejnie. Jak wyjechaliśmy to postanowiłem sobie, że nigdy nie będę mówił po niemiecku i nie będę im się podporządkowywał. No i tak się zaprałem, że mojej szkole niemieckiej nic się nie uczyłem. Mówiłem i pisałem tylko po polsku, chociaż nie mogłem. Nie słuchałem nauczycieli, ciągle dostawałem najgorsze oceny. Rodzice byli na mnie źli, ale o to mi chodziło. Jedynych słów jakich nauczyłem się po niemiecku, to przekleństwa i wyzwiska. których używałem do wyzywania Niemców. W końcu dyrekcja ze mną nie wytrzymała i mnie wywalili. Rodzicie nie mieli wyjścia i zapisali mnie do polskiej szkoły. Jednak tam zamknąłem się w sobie. Całe dnie przesiadywałem w pokoju i uczyłem się. Nie miałem żadnych kolegów. Do gimnazjum chodziłem rok, bo z pierwszej klasy od razu przenieśli mnie do 3. Do liceum chodziłem już w Polsce. Rodzicom nie wyszło zagranicą no i wróciliśmy. Później studia, no i tak żyję. - opowiedział całą historię.
- A wy zawsze byliście takimi łobuzami. Co chwilę z twoimi rodzicami byliśmy u dyrektora na dywaniku. - śmiała się mama
- Pamiętasz jak zepsuliśmy klamkę babie od historii jak była w toalecie ? - zapytał Filip
- No pewnie. Gawliński i Żurek ! Ja was kiedyś dopadnę ! - przytoczył słowa chłopak - Od razu wiedziała kto to zrobił.
- A wiesz Moniczko, że ty w Olku byłaś zakochana ? - popatrzyła na mnie mama - Zawsze tylko chodziłaś za nim, a ci tylko się denerwowali. Mówiłaś, że to twój chłopak i kiedyś wyjdziesz za niego za mąż. W dniu pożegnania przytuliłaś go i powiedziałaś: kiedyś i tak będziesz moim mężem. O i tutaj na zdjęciu. - podała mi tekturkę - Olek powiedział że jesteś dla niego za młoda, ale że przytulić cię może. No i właśnie ten przytulas jest na zdjęciu.
- Nie mówiłeś, że nas znasz. - odwróciłam się do chłopaka
- Nie byłem pewien do końca, aż do dzisiaj. - uśmiechnął się
- Ale widzisz, jestem twoją dziewczyną. - dałam mu buziaka w policzek.
Reszta rozmów i wspomnień była przyjemna. Ciągle się śmialiśmy. Z każdą kolejną minutą, coraz bardziej zakochiwałam się w Gawlińskim. Jednak wszystko co dobre, musi się skończyć.
- Muszę wam coś powiedzieć. - stanął przed wszystkimi Filip - Idę do wojska.
Zatkało mnie totalnie. Zezłościłam się na niego i wyszłam z salonu. Poszłam do siebie i zaczęłam płakać.
- Monika, wyjdź. - dobijał się brat
- Wal się egoisto ! Pomyślałeś o mnie ?! Zostawisz mnie tu samą ! A ty będziesz na wojnie i możesz zginąć.
Po tych słowach odpuścił.
OCZAMI OLKA
Monika bardzo źle zareagowała na tą wiadomość. W sumie się nie dziwię. Są z sobą bardzo zżyci, a tu nagle Filip postanawia narazić się na śmierć. Pamiętam jak byliśmy mali i oboje mówiliśmy, że pójdziemy razem do wojska. Jednak moje myślenie trochę się zmieniło i teraz nie zostawiłbym mojej dziewczyny. Tak dziwnie się czułem. Była cisza. Taki jeszcze zestresowany podszedłem pod jej drzwi.
- Monika, ja idę. - oznajmiłem i zacząłem odchodzić.
Usłyszałem jak drzwi za mną otwierają się.
- Czekaj. - szlochnęła
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
OCZAMI MONIKI
W jego ramionach znalazłam ukojenie.
- Do pracy masz na 20 ? - zapytałam
- Tak i muszę już jechać. - westchnął
- Miałeś mi wypisać maść.
- Mogę Ci nawet teraz przepisać. Tylko że jej nie ma w aptekach, są do dyspozycji tylko ortopedów, więc mam ją u siebie w gabinecie. Jak kiedyś przyjedziesz do mnie, albo ja do Ciebie to dam ci ją.
- Mam lepszy pomysł. Pojadę teraz z tobą. - wyszczerzyłam się do niego
- Okej. - pogładził mi plecy. - A jak wrócisz ?
- Filip przyjedziesz zaraz po mnie do szpitala. - rzekłam i wyszliśmy z chłopakiem.
Przed domem zobaczyłam zaparkowanego Volkswagena Passata B8.
- Matko, to Passat b ósemka. - powiedziałam - Moja miłość
- To czemu masz Audi ? - zaśmiał się
- Bo mam słabość do Audi i Passatów.
- Wsiadaj. - otworzył mi drzwi
Dojechaliśmy pod szpital i tam czekałam na chłopaka. Nie chciał, żebym się męczyła z nogą i chodziła po schodach tylko po maść. Po chwili zobaczyłam biegnącą sylwetkę mojego chłopaka.
- Proszę. - wręczył mi pudełeczko.
- Dziękuję. - rzuciłam mu się na szyję. - To miłej pracy.
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
Odwróciłam się na pięcie o odchodziłam.
- Monika ? - zawołał mnie
Przystanęłam i popatrzyłam na niego. Podszedł do mnie i położył swoje ręce na mojej twarzy. Wpatrywał się w moje oczy i po chwili złączył nasze wargi. Serce waliło mi jak młot, a w brzuchu latały motylki. Trwaliśmy w namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie. Jego oczy błyszczały ze szczęścia. Uśmiechnęłam się szeroko i dałam mu buziaka na pożegnanie. Odnalazłam brata i podeszłam na niego. Czekał na mnie przy samochodzie. Ciągle byłam w cudownym nastroju.
- Coś taka rozpromieniona ? - zapytał
- Olek po raz pierwszy mnie pocałował. - uśmiechnęłam się
- I jak było ? - zaśmiał się
- Niesamowicie. - westchnęłam. - Filip przepraszam cię za to w domu. To ja bardziej jestem egoistką bo patrzyłam na siebie, a nie na ciebie. Cieszy mnie to, że chcesz być w wojsku, jednak nie zmienia to faktu, że będę się o ciebie martwiła. Przepraszam.
- Spoko. - potarmosił mi włosy.
Weszłam do domu i poszłam się od razu myć. Byłam już trochę zmęczona.
Po kąpieli poszłam do Filipa, bo mnie do siebie wołał. Weszłam do jego pokoju. Pełno tam sprzętu fotograficznego. Brat pasjonuje się fotografią i ma profesjonalne sprzęty. Tło do zdjęć i wiele innych jakiś dupereli.
- Patrz. - pokazał mi coś na laptopie.
Podeszłam bliżej i ujrzałam zdjęcie, na którym jestem z Olkiem i się całujemy.
- Dziękuję. - pisnęłam i dałam mu buziaka w policzek. - Ująłeś nasz pierwszy pocałunek ! Zgraj mi to na telefon.
Po chwili fotografia była już na moim urządzeniu. Ustawiłam je jako tapetę i wysłałam mms'em chłopakowi. Weszłam na fb i kliknęłam na mój profil. W końcu zrobię to. Zmieniłam swój statut na w związku. Jednak nie dodałam z kim. Lubię jak ludzie dwoją się i troją nad tym kto z kim jest. Długo na komentarze nie musiałam czekać. Szczęścia ! a drugie to Kto to taki ? Nie odpowiadałam na żadne wpisy. Może jutro jak będę miała humor. Na dobranoc dostałam wiadomość od chłopaka, że zdjęcie super i życzył mi dobrej nocy.
Przespałam może góra 4 godziny. O 7 rano byłam już ubrana i w trakcie konsumowania naleśników. Do kuchni wszedł zaspany Filip.
- Siema młoda. A ty co tak wcześnie ? - przytulił mnie
- Spać nie mogę. - uśmiechnęłam się - Chcesz naleśnika ?
- Jasne. Stresujesz się przed obiadem ? - lekko się uśmiechnął
- Tak. - westchnęłam
- Fajny jest ? - zapytał
- Bardzo. Taki troskliwy i słodki.
- Jak ma na imię ?
- Nie powiem.
- No dawaj. Mi możesz. - jęczał
- Nie.
- To chociaż kim jest.
- Spadaj.
- Ale jesteś. A ja też mogę przyjść na obiad ?
- No, a czemu nie ?
- Bo to poznanie twojego chłopaka z rodzicami naszymi najukochańszymi. - potarmosił mi włosy. - Czego ty się boisz ?
- Że go nie zaakceptujecie.
- Nie będę robił problemów. - dał mi buziaka w czoło. - Dziękuję za pyszne śniadanko.
- Spoko. - zaśmiałam się i poszłam do pokoju.
Położyłam się wygodnie na łóżku i wzięłam telefon do ręki. 7.12. Olek dopiero godzinę temu wrócił do domu. Usłyszałam, że na korytarzu rodzice szykują się do wyjścia, więc szybko wstałam i podeszłam do nich.
- Mamo, jak będziesz wracała do domu to kup makaron. Zrobię na obiad. - rzekłam
- Dobrze. O której przyjdzie ten szczęściarz ? - uśmiechnęła się
- 16.30 - wymusiłam uśmiech. - Miłej pracy.
- Dziękujemy. - rzekł tato i wyszli.
Przedpołudnie ciągnęło mi się i ciągnęło. Nie wiem dlaczego się tym tak stresowałam. Postanowiłam posprzątać cały dom. Zaczęłam od swojego pokoju, w którym spędziłam sporą ilość czasu. Wyrzucałam wszystkie pamiątki i zdjęcia związane z Dawidem. Przychodziło mi to z łatwością, ponieważ nic nie czułam do tego chłopaka. Od kiedy jestem z Alkiem czuję się jak nowo narodzona. Wprowadził do mojego życia pełno radości, uśmiechu i chęci do życia. Jego uśmiech jest zaraźliwy. Jest całkiem innym człowiekiem niż w szpitalu. Ale z tego co wiem, w pracy to jest taki kochany i wesoły. Jednie dla mnie był takim dupkiem. Myśląc o tym robi mi się trochę smutno, lecz z drugiej strony czuję się wyjątkowo, bo to tylko dla mnie taki był. Powiedzenie Nie oceniaj książki po okładce sprawdza się !
Zawsze wyobrażałam sobie idealnego faceta i był całkiem inny niż ten jakim jest Gawliński. Szczerze mówiąc myliłam się do tego ideału, ponieważ ideałem jest niejaki Aleksander G. Na każde nasze spotkanie czekam z niecierpliwością, tak jak, np. dzieci czekają na św. Mikołaja.
Chyba ten pokój nigdy nie był taki czysty. Co nuda potrafi zrobić z człowiekiem... Koło 11 dopiero weszłam do salonu, aby tam posprzątać. Tutaj jednak dużo do roboty nie ma. Szybko wytarłam kurze i wszystko poukładałam na swoim miejscu. Później w obroty wzięłam kuchnię i przedpokój. Domowe porządki zakończyłam koło 13. Nawet szybko mi zleciał ten czas. Jeszcze tylko 3.5 godz. do spotkania. Wygodnie położyłam się na kanapie w salonie i włączyłam telewizor na programach muzycznych. Muszę się jakoś rozluźnić... Nie mogłam wysiedzieć na jednym miejscu. Przypomniałam sobie, że jeszcze nie uporządkowałam łazienki. Szorowałam wszystko dokładnie jak nigdy. Z transu wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Wzięłam telefon i odczytałam wiadomość Hej :* Co tam ? od: Gawliński Hej :* A nic ciekawego... Trochę się nudzę, więc sprzątam xD odpowiedziałam mu. Chwilę potem zaczął dzwonić mój telefon.
- Cześć przystojniaku. - odebrałam
- No hej piękna. - usłyszałam
- Czemu nie śpisz ? - zapytałam
- A czemu miałbym spać ? - zaśmiał się - Jest po 15 i muszę się szykować. Monika... A jak mnie nie polubią ? - westchnął
- No to będziesz miał problem. - zaśmiałam się. - Na mnie możesz liczyć, będę przy tobie zawsze. Wiesz, że ja też się bardzo stresuję ? Przez to cały dom posprzątałam.
- Dlaczego się stresujesz ? To chyba ja powinienem.
- Oluś... Bo wiesz, że oni cię poznali w szpitalu... I tam dobrego wrażenia na nich nie wywarłeś... Ale zobaczysz, że cię pokochają.
- Dzięki Miśka. Dobra ja będę kończył, bo muszę się wystroić. Do zobaczenia.
- Pa. - westchnęłam i rozłączyłam się.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że mu o tym powiedziałam... Do domu wszedł Filip z za nim Weronika. A no tak, brat zabrał ją ze szkoły.
- Hej. - dał mi buziaka. - Co na obiad ?
- Makaron.
- Ten pyszny mamy ? - w jego oczach zobaczyłam błysk.
- Ta, poproszę ją. - uśmiechnęłam się. - Oni jeszcze nie wrócili ?
- Nie było auta przed domem. - oznajmił. - Dobra, idziemy do salonu, bo mam pojedynek z Werką na taniec.
Poszłam za nimi i rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Włączyli telewizor i konsole, po czym zaczęli wybierać muzykę. Na razie się rozgrzewali. Jak zwykle jakieś wygłupy i wygibasy.
- Cześć dzieciaki ! - rodzice wrócili z pracy.
- Cześć ! - krzyknęliśmy
Poszłam do kuchni, gdzie mama rozpakowywała zakupy.
- Zrobisz ten pyszny makaron ? - prosiłam rodzicielkę
- No nie wiem. - westchnęła
- No proszę, oczarujesz go swoim daniem. A on lubi makaron i jest tak samo jak ja makaronowym żarłokiem.
- Już dobrze, dobrze. - uśmiechnęła się - Przygotuj mi garnek z wodą i postaw na gazie.
Zrobiłam wszystko co mi kazała i poszłam przygotować stół w jadalni. Miłe uczucie, kiedy na stole rozkładasz o jedno więcej nakrycie. Kiedy wszystko było gotowe poszłam do pokoju popatrzeć jak moje rodzeństwo toczy ze sobą walkę na taniec. Szli łeb w łeb. Z każdą minutą mój żołądek był coraz bardziej ściśnięty z tego stresu. Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi. Zerwałam się i szybko przemieściłam się o kulach, aby otworzyć. Pchnęłam drzwi i ujrzałam mojego chłopaka. Uśmiechał się szeroko. Wyglądał jak zawsze, jednak coś mi nie pasowało.
- Hej. - przywitał się
- Hej. Wchodź. - wpuściłam go
Wszedł do środka, ściągnął kurtkę, którą powiesił na wieszaku i mocno mnie przytulił. Już wiem co mi w nim nie pasowało. Jest zestresowany.
- Chodź. - złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
Stanęliśmy w wejściu do salonu.
- Filip i Weronika. Grają, bo założyli się kto jest lepszy. - rzekłam. - Dawaj Werka, pokaż staruchowi gdzie raki zimują.
- Ty uważaj sobie mała. - ostrzegł mnie brat nie przerywając.
Poczułam jak Olek mocniej ściska mi dłoń. Popatrzyłam się na niego i uśmiechnęłam się, aby dodać mu otuchy. Pojedynek dobiegł końca i ostatecznie Filip okazał się być lepszy.
- Jestem mistrzem. - zaśmiał się brat, ale kiedy zobaczył mojego partnera mina mu zrzedła.
- Filip to jest Olek, Olek to jest Filip. - przedstawiłam ich sobie.
Podali sobie rękę, jednak w oczach Fifiego widziałam taką jakby złość.
- A to Weronika. - wskazałam na siostrę
Nastała niezręczna cisza. Chłopak coraz bardziej się denerwował, bo rękę już prawie miałam zmiażdżoną przez jego uścisk.
- To, co idziemy coś zjeść ? - szybko coś wypaliłam
Kiwnęli tylko głowami weszliśmy do jadalni. Rodzice dalej krzątali się w kuchni.
- Mamo. - chrząknął brat.
Zadziałało, bo po chwili byli już koło nas.
- Mamo, tato to jest mój chłopak Olek.
- O Pan doktor. - uśmiechnęła się mama mimo zdziwienia.
- Miło mi. - podali sobie ręce z ojcem.
- To co, siadajmy do stołu. - powiedziała mama.
Początek spożywania posiłku odbywał się w ciszy. Tak trochę głupio mi było.
- No pytać się nie będę, gdzie się poznaliście. - zaśmiał się tato. - Studiował Pan w Łodzi ?
- Tak. - ortopeda ciągle się uśmiechał.
- A skąd Pan jest ?
- Z Łodzi.
- Mogę Panu mówić na ty ?
- Jak najbardziej.
- A jak na ciebie mówią ? Olek ? Alek ? - zapytała mama
- Tak i tak. Obie mi pasują.
- A Aleks ?
- Raczej nie lubię.
- A twoi rodzice czym się zajmują ? - tym razem tato był ciekawy
- Mama ma swoją firmę transportową, a tato też jest ortopedą. - odpowiadał ciągle uśmiechnięty chłopak
- Rodzeństwo masz ? - nagle odezwał się Filip
- Tak. Starszego brata.
Reszta obiadu przebiegała w miłej atmosferze. Jedynie siostra była jakaś taka smutna. W sumie Filip też był tak jakoś wrogo nastawiony. Ciągle wpatrywał się w mojego partnera.
- Aleks, lubisz pomidorówkę ? - zapytał brat
- Nie przepadam.
Filip wstał i poszedł do swojego pokoju. Popatrzyłam na chłopaka. Uśmiechnął się do mnie a ja do niego. Po chwili brat wpadł do jadalni z jakąś puszką i staną przy Olku.
- Wstań. - warknął do Gawlińskiego
- Yyyy Filip ? - popatrzyłam przerażona
- Wstań. - mówił stanowczo.
Chłopak posłusznie uczynił to, co mu nakazał.
- Wiesz co to ?! - wręczył mojemu partnerowi tę puszkę
Alek obracał ja w rękach i po chwili położył na stole. Sięgnął do swojej tylnej kieszeni i wyciągnął portfel. Po chwili grzebania w nim wyciągnął jakieś dwa patyczki. Wziął puszkę i pod nosem mówił sobie jakiś wierszyk, przy czym w odpowiednich miejscach w odpowiedni sposób poruszał patyczkami. Po chwili wieczko otworzyło się. Ze środka chłopak wyciągnął jakąś karteczkę. Zobaczyłam, że to jest zdjęcie.
- Przyjaciółmi będziemy na zawsze. Jeśli wyciągniesz to zdjęcie, to znaczy, że tak jest dalej. Pamiętasz ? - rzekł Filip
- Jak bym mógł zapomnieć. - westchnął Olek
- Tęskniłem za tobą stary. - "przytulili się" do siebie. - To już 18 lat
- To wy się znacie ? - zapytała mama
- Mamo, to jest Olek. Twój Oluś najukochańszy. No Gawliński. Mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa.
- Matko, Olek jak ty wyrosłeś ! - zadowoliła się mama - Może chodźmy do salonu, to spokojnie porozmawiamy.
Wszyscy na to przystali. Po chwili siedziałam lekko wtulona w chłopaku.
- Jak było w Niemczech ? - pytał brat
- Beznadziejnie. Jak wyjechaliśmy to postanowiłem sobie, że nigdy nie będę mówił po niemiecku i nie będę im się podporządkowywał. No i tak się zaprałem, że mojej szkole niemieckiej nic się nie uczyłem. Mówiłem i pisałem tylko po polsku, chociaż nie mogłem. Nie słuchałem nauczycieli, ciągle dostawałem najgorsze oceny. Rodzice byli na mnie źli, ale o to mi chodziło. Jedynych słów jakich nauczyłem się po niemiecku, to przekleństwa i wyzwiska. których używałem do wyzywania Niemców. W końcu dyrekcja ze mną nie wytrzymała i mnie wywalili. Rodzicie nie mieli wyjścia i zapisali mnie do polskiej szkoły. Jednak tam zamknąłem się w sobie. Całe dnie przesiadywałem w pokoju i uczyłem się. Nie miałem żadnych kolegów. Do gimnazjum chodziłem rok, bo z pierwszej klasy od razu przenieśli mnie do 3. Do liceum chodziłem już w Polsce. Rodzicom nie wyszło zagranicą no i wróciliśmy. Później studia, no i tak żyję. - opowiedział całą historię.
- A wy zawsze byliście takimi łobuzami. Co chwilę z twoimi rodzicami byliśmy u dyrektora na dywaniku. - śmiała się mama
- Pamiętasz jak zepsuliśmy klamkę babie od historii jak była w toalecie ? - zapytał Filip
- No pewnie. Gawliński i Żurek ! Ja was kiedyś dopadnę ! - przytoczył słowa chłopak - Od razu wiedziała kto to zrobił.
- A wiesz Moniczko, że ty w Olku byłaś zakochana ? - popatrzyła na mnie mama - Zawsze tylko chodziłaś za nim, a ci tylko się denerwowali. Mówiłaś, że to twój chłopak i kiedyś wyjdziesz za niego za mąż. W dniu pożegnania przytuliłaś go i powiedziałaś: kiedyś i tak będziesz moim mężem. O i tutaj na zdjęciu. - podała mi tekturkę - Olek powiedział że jesteś dla niego za młoda, ale że przytulić cię może. No i właśnie ten przytulas jest na zdjęciu.
- Nie mówiłeś, że nas znasz. - odwróciłam się do chłopaka
- Nie byłem pewien do końca, aż do dzisiaj. - uśmiechnął się
- Ale widzisz, jestem twoją dziewczyną. - dałam mu buziaka w policzek.
Reszta rozmów i wspomnień była przyjemna. Ciągle się śmialiśmy. Z każdą kolejną minutą, coraz bardziej zakochiwałam się w Gawlińskim. Jednak wszystko co dobre, musi się skończyć.
- Muszę wam coś powiedzieć. - stanął przed wszystkimi Filip - Idę do wojska.
Zatkało mnie totalnie. Zezłościłam się na niego i wyszłam z salonu. Poszłam do siebie i zaczęłam płakać.
- Monika, wyjdź. - dobijał się brat
- Wal się egoisto ! Pomyślałeś o mnie ?! Zostawisz mnie tu samą ! A ty będziesz na wojnie i możesz zginąć.
Po tych słowach odpuścił.
OCZAMI OLKA
Monika bardzo źle zareagowała na tą wiadomość. W sumie się nie dziwię. Są z sobą bardzo zżyci, a tu nagle Filip postanawia narazić się na śmierć. Pamiętam jak byliśmy mali i oboje mówiliśmy, że pójdziemy razem do wojska. Jednak moje myślenie trochę się zmieniło i teraz nie zostawiłbym mojej dziewczyny. Tak dziwnie się czułem. Była cisza. Taki jeszcze zestresowany podszedłem pod jej drzwi.
- Monika, ja idę. - oznajmiłem i zacząłem odchodzić.
Usłyszałem jak drzwi za mną otwierają się.
- Czekaj. - szlochnęła
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
OCZAMI MONIKI
W jego ramionach znalazłam ukojenie.
- Do pracy masz na 20 ? - zapytałam
- Tak i muszę już jechać. - westchnął
- Miałeś mi wypisać maść.
- Mogę Ci nawet teraz przepisać. Tylko że jej nie ma w aptekach, są do dyspozycji tylko ortopedów, więc mam ją u siebie w gabinecie. Jak kiedyś przyjedziesz do mnie, albo ja do Ciebie to dam ci ją.
- Mam lepszy pomysł. Pojadę teraz z tobą. - wyszczerzyłam się do niego
- Okej. - pogładził mi plecy. - A jak wrócisz ?
- Filip przyjedziesz zaraz po mnie do szpitala. - rzekłam i wyszliśmy z chłopakiem.
Przed domem zobaczyłam zaparkowanego Volkswagena Passata B8.
- Matko, to Passat b ósemka. - powiedziałam - Moja miłość
- To czemu masz Audi ? - zaśmiał się
- Bo mam słabość do Audi i Passatów.
- Wsiadaj. - otworzył mi drzwi
Dojechaliśmy pod szpital i tam czekałam na chłopaka. Nie chciał, żebym się męczyła z nogą i chodziła po schodach tylko po maść. Po chwili zobaczyłam biegnącą sylwetkę mojego chłopaka.
- Proszę. - wręczył mi pudełeczko.
- Dziękuję. - rzuciłam mu się na szyję. - To miłej pracy.
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
Odwróciłam się na pięcie o odchodziłam.
- Monika ? - zawołał mnie
Przystanęłam i popatrzyłam na niego. Podszedł do mnie i położył swoje ręce na mojej twarzy. Wpatrywał się w moje oczy i po chwili złączył nasze wargi. Serce waliło mi jak młot, a w brzuchu latały motylki. Trwaliśmy w namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie. Jego oczy błyszczały ze szczęścia. Uśmiechnęłam się szeroko i dałam mu buziaka na pożegnanie. Odnalazłam brata i podeszłam na niego. Czekał na mnie przy samochodzie. Ciągle byłam w cudownym nastroju.
- Coś taka rozpromieniona ? - zapytał
- Olek po raz pierwszy mnie pocałował. - uśmiechnęłam się
- I jak było ? - zaśmiał się
- Niesamowicie. - westchnęłam. - Filip przepraszam cię za to w domu. To ja bardziej jestem egoistką bo patrzyłam na siebie, a nie na ciebie. Cieszy mnie to, że chcesz być w wojsku, jednak nie zmienia to faktu, że będę się o ciebie martwiła. Przepraszam.
- Spoko. - potarmosił mi włosy.
Weszłam do domu i poszłam się od razu myć. Byłam już trochę zmęczona.
Po kąpieli poszłam do Filipa, bo mnie do siebie wołał. Weszłam do jego pokoju. Pełno tam sprzętu fotograficznego. Brat pasjonuje się fotografią i ma profesjonalne sprzęty. Tło do zdjęć i wiele innych jakiś dupereli.
- Patrz. - pokazał mi coś na laptopie.
Podeszłam bliżej i ujrzałam zdjęcie, na którym jestem z Olkiem i się całujemy.
- Dziękuję. - pisnęłam i dałam mu buziaka w policzek. - Ująłeś nasz pierwszy pocałunek ! Zgraj mi to na telefon.
Po chwili fotografia była już na moim urządzeniu. Ustawiłam je jako tapetę i wysłałam mms'em chłopakowi. Weszłam na fb i kliknęłam na mój profil. W końcu zrobię to. Zmieniłam swój statut na w związku. Jednak nie dodałam z kim. Lubię jak ludzie dwoją się i troją nad tym kto z kim jest. Długo na komentarze nie musiałam czekać. Szczęścia ! a drugie to Kto to taki ? Nie odpowiadałam na żadne wpisy. Może jutro jak będę miała humor. Na dobranoc dostałam wiadomość od chłopaka, że zdjęcie super i życzył mi dobrej nocy.
piątek, 8 stycznia 2016
Rozdział 11
Pobudka o 9 nie należała do przyjemnych... Może pospałam długo, ale myśl, że trzeba iść na studia odbierała mi siły. Niechętnie się ubrałam i spakowałam wszystkie materiały.
Prawie spóźniłam się na autobus przez moją nogę... Ale na szczęście był tam jakiś miły pan, który zatrzymał dla mnie transport.
Zajęcia mi się dłużyły. Czułam się bardzo źle... Dostałam okres i brzuch bardzo mocno dawał o sobie znać. Siedziałam tam jak za jakąś karę. Na szczęście moja grupa jest bardzo fajna i w pewnym stopniu poprawiała mi humor.
O 14.20 byliśmy już wolni. Postanowiłam zrobić niespodziankę mojemu chłopakowi i odwiedzę go. Trochę się stresowałam, bo za bardzo nie wiem gdzie on mieszka... Jednak coś mi kiedyś wspominał o mieszkaniu.
Dotarłam na osiedle. Podeszłam pod odpowiedni blok i czytałam nazwiska przy domofonie. Przedostatnie nazwisko należało do Olka. Chwile zawahania i przycisnęłam guzik. Po chwili usłyszałam głos kobiety:
- Kto tam ?
- Dzień dobry. Jestem dziewczyną Olka Gawlińskiego, pani sąsiada. Chciałam zrobić mu niespodziankę, a nie mam kluczy. Czy mogłaby mi pani otworzyć ?
- Oczywiście. - rzekła
- Dziękuję.
I usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Blok posiadał 2 piętra, a Alek oczywiście musiał mieć mieszkanie na ostatnim. Trochę mi zajęło wspinanie się pod odpowiedni drzwi. Kiedy byłam u celu nacisnęłam dzwonek. Po chwili w drzwiach stanął chłopak.
- Monika. Hej ! - uśmiechnął się - Wchodź. - przepuścił mnie
Z uśmiechem weszłam do jego mieszkania.
- Co cię tu sprowadza ? - przytulił mnie
- Wracam ze studiów i pomyślałam, że zrobię Ci niespodziankę. - westchnęłam
- Co się stało ? - zapytał
- Nic. - popatrzyłam na niego
- Przecież widzę.
Tylko westchnęłam kiedy ściągałam kurtkę. Wziął ją ode mnie i powiesił na wieszaku.
- Chodź do salonu. - położył rękę na moich plecach.
Jego mieszkanie było takie przestronne i jasne. Gustownie urządzone. Podobało mi się.
- To powiesz mi, o co chodzi ? - zapytał
- Bardzo źle się czuję. - jęknęłam
- Okres ?
- yhym. Brzuch mnie strasznie boli, do tego noga...
- Zaraz coś wymyślimy. - uśmiechnął się. - Siadaj. - wskazał na kanapę
Z chęcią przystałam na jego propozycję.
- A ty co robisz ? - zapytałam
- Właśnie wypełniałem papiery. - popatrzył na laptopa i stos kartek. - Zrobię kakao z piankami, okej ? Tak na poprawę humoru.
- Dobra.
Chłopak wyszedł z salonu, a ja położyłam się na kanapie. Na oparciu leżała jego koszulka. Wzięłam ją i zaciągnęłam się jej zapachem. Olek ma tak śliczne perfumy, jakich jeszcze nigdy nie czułam. Nie zapomnę ich nigdy. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej. Było mi tak wygodnie, przyjemnie i byłam zmęczona. Moje powieki powoli opadały. Mój umysł już nie funkcjonował. Powoli przenosiłam się w krainę snów. Nagle do pokoju wszedł ortopeda i coś powiedział. Ale ja nie zwracałam na to uwagi. Zasypiałam dalej. Po chwili poczułam jak jakiś koc ląduje na moich nogach i zostaje rozciągany po całej długości mojego ciała. Poczułam też jego wargi na moim czole. To było takie miłe. On chyba rzeczywiście coś do mnie czuje. Bardzo się cieszyłam. Jednak po krótkiej chwili zasnęłam.
Uchyliłam lekko powieki i ujrzałam Alka, który skupiony szybko wystukiwał coś na klawiaturze laptopa. Bardzo słodko wygląda kiedy jest skupiony. W pewnym momencie przeniósł swój wzrok na mnie. Jak dostrzegł, że już nie śpię, wystawił rząd swoich białych zębów.
- Jak się spało ? - zapytał
- Przyjemnie. - uśmiechnęłam się
Spostrzegłam się, że dalej przyciskam jego koszulkę do nosa. Przeciągnęłam się powoli i ostrożnie wstałam owinięta kocem. Podeszłam do niego i nachyliłam się nad stołem lustrując papiery.
- Co tu masz ciekawego ? - zapytałam
- Historię pacjentów. - oznajmił
Najchętniej teraz był usadowiła się na jego kolana i mocno przytuliła. Ale nie jestem pewna, czy nasz związek jest na tyle dojrzały, abym posunęła się do takich rzeczy. Oparłam się o stół i czytałam informacje z kart. Nagle na swoich biodrach poczułam jego ręce i pociągnął mnie do siebie. Opadłam na jego kolana. Uśmiechnięta popatrzyłam na jego rozpromienioną twarz. Oparłam głowę o jego tors i mocno się w niego wtuliłam. To było naprawdę wspaniałe uczucie. Czułam się przy nim wyjątkowo. Teraz dziękowałam Panu Bogu, że zesłał mi go na mojego lekarza.
- Teraz mam dla ciebie cały dzień. - rzekł i zamknął laptopa. - To co, kakao ?
- Chętnie.
Oboje wstaliśmy i udaliśmy się do kuchni. Przyglądałam się jego pracy przy napoju. Na jego twarzy ciągle gościł uśmiech.
- Ty masz taki piękny uśmiech. - szepnęłam kładąc dłoń na jego policzku.
Po raz pierwszy odważyłam się na taki wyczyn. Wpatrywaliśmy się w siebie i zaczęliśmy się zbliżać. Kiedy dzieliło nas kilka centymetrów, zaczął gwizdać czajnik. Przestraszyło mnie to i odskoczyłam od niego.
- Spokojnie, to tylko czajnik. - zaśmiał się
Poszłam w jego ślady.
- Głodna ? - zapytał
- Trochę...
Dopiero teraz poczułam, że w moim brzuchu jest pusto.
- Na co masz ochotę ?
- Nie wiem... - westchnęłam
- Yyy mam... - podszedł do lodówki. - ser biały, mleko, jakąś szynkę - wymieniał
- Oluś...- zrobiłam maślane oczy
- Taak? - uśmiechnął się
- Mam ochotę na pizzę. - podeszłam do niego i złapałam za koszulę
- To zamawiamy pizze. - dał mi buziaka w policzek. - Jaką chcesz ?
- Z serem i pieczarkami.
- Moja ulubiona. - potarmosił mi włosy - Już dzwonię.
Dalsza część dnia była wspaniała. Opowiadaliśmy o naszych rodzinach. Dowiedziałam się, że ma starszego brata, jego mam ma firmę transportową, a tato to ortopeda.
- Mam psa. - obwieścił - Zaraz go przyprowadzę.
Po kilku minutach wpadł z pupilem do domu.
- Poznaj Bartosza. - powiedział chłopak kiedy czarny labrador podbiegł do mnie i zaczął mnie lizać.
- Bartosza ? - pogłaskałam go
- No ma na imię Bartosz. - uśmiechnął się. - Wiem, dziwny jestem.
- Trochę. - puściłam mu oczko. - Doktorku... muszę już lecieć. - zrobiłam smutną minę
- Jest dopiero 20. - pisnął
- Aż 20. Mogą się o mnie martwić.
- No dobra... Wracasz autobusem ?
- Tak. Dziękuję za dzisiaj. - przytuliłam się do niego. - A jutro poznasz moich rodziców, na obiedzie i mnie. - dałam mu buziaka w policzek
- Niech ci będzie. - westchnął
- Paaa dziubasku. - pomachałam mu
- Pa pa dziubuniu.
Weszłam do salonu, gdzie wszyscy oglądali telewizor.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się
- No wreszcie. Gdzieś ty się podziewała ? - zwróciła się do mnie mama
- Na studiach. - oznajmiłam
- Przecież studia miałaś do 14.30. - wszyscy na mnie patrzyli
- No. Teraz byłam u chłopaka - uśmiechnęłam się
- Słucham ? - podszedł do mnie Filip
- No byłam u chłopaka.
- Uuu co to za szczęściarz ? - dopytywał
- Nie powiem.
- Znam go ?
- Nie powiem
- No to chociaż powiedz jak ma na imię. - błagał mnie
- Nie.
- Czemu ?
- Jutro go poznacie na obiedzie. Zaprosiłam go do nas. - uśmiechnęłam się
Prawie spóźniłam się na autobus przez moją nogę... Ale na szczęście był tam jakiś miły pan, który zatrzymał dla mnie transport.
Zajęcia mi się dłużyły. Czułam się bardzo źle... Dostałam okres i brzuch bardzo mocno dawał o sobie znać. Siedziałam tam jak za jakąś karę. Na szczęście moja grupa jest bardzo fajna i w pewnym stopniu poprawiała mi humor.
O 14.20 byliśmy już wolni. Postanowiłam zrobić niespodziankę mojemu chłopakowi i odwiedzę go. Trochę się stresowałam, bo za bardzo nie wiem gdzie on mieszka... Jednak coś mi kiedyś wspominał o mieszkaniu.
Dotarłam na osiedle. Podeszłam pod odpowiedni blok i czytałam nazwiska przy domofonie. Przedostatnie nazwisko należało do Olka. Chwile zawahania i przycisnęłam guzik. Po chwili usłyszałam głos kobiety:
- Kto tam ?
- Dzień dobry. Jestem dziewczyną Olka Gawlińskiego, pani sąsiada. Chciałam zrobić mu niespodziankę, a nie mam kluczy. Czy mogłaby mi pani otworzyć ?
- Oczywiście. - rzekła
- Dziękuję.
I usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Blok posiadał 2 piętra, a Alek oczywiście musiał mieć mieszkanie na ostatnim. Trochę mi zajęło wspinanie się pod odpowiedni drzwi. Kiedy byłam u celu nacisnęłam dzwonek. Po chwili w drzwiach stanął chłopak.
- Monika. Hej ! - uśmiechnął się - Wchodź. - przepuścił mnie
Z uśmiechem weszłam do jego mieszkania.
- Co cię tu sprowadza ? - przytulił mnie
- Wracam ze studiów i pomyślałam, że zrobię Ci niespodziankę. - westchnęłam
- Co się stało ? - zapytał
- Nic. - popatrzyłam na niego
- Przecież widzę.
Tylko westchnęłam kiedy ściągałam kurtkę. Wziął ją ode mnie i powiesił na wieszaku.
- Chodź do salonu. - położył rękę na moich plecach.
Jego mieszkanie było takie przestronne i jasne. Gustownie urządzone. Podobało mi się.
- To powiesz mi, o co chodzi ? - zapytał
- Bardzo źle się czuję. - jęknęłam
- Okres ?
- yhym. Brzuch mnie strasznie boli, do tego noga...
- Zaraz coś wymyślimy. - uśmiechnął się. - Siadaj. - wskazał na kanapę
Z chęcią przystałam na jego propozycję.
- A ty co robisz ? - zapytałam
- Właśnie wypełniałem papiery. - popatrzył na laptopa i stos kartek. - Zrobię kakao z piankami, okej ? Tak na poprawę humoru.
- Dobra.
Chłopak wyszedł z salonu, a ja położyłam się na kanapie. Na oparciu leżała jego koszulka. Wzięłam ją i zaciągnęłam się jej zapachem. Olek ma tak śliczne perfumy, jakich jeszcze nigdy nie czułam. Nie zapomnę ich nigdy. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej. Było mi tak wygodnie, przyjemnie i byłam zmęczona. Moje powieki powoli opadały. Mój umysł już nie funkcjonował. Powoli przenosiłam się w krainę snów. Nagle do pokoju wszedł ortopeda i coś powiedział. Ale ja nie zwracałam na to uwagi. Zasypiałam dalej. Po chwili poczułam jak jakiś koc ląduje na moich nogach i zostaje rozciągany po całej długości mojego ciała. Poczułam też jego wargi na moim czole. To było takie miłe. On chyba rzeczywiście coś do mnie czuje. Bardzo się cieszyłam. Jednak po krótkiej chwili zasnęłam.
Uchyliłam lekko powieki i ujrzałam Alka, który skupiony szybko wystukiwał coś na klawiaturze laptopa. Bardzo słodko wygląda kiedy jest skupiony. W pewnym momencie przeniósł swój wzrok na mnie. Jak dostrzegł, że już nie śpię, wystawił rząd swoich białych zębów.
- Jak się spało ? - zapytał
- Przyjemnie. - uśmiechnęłam się
Spostrzegłam się, że dalej przyciskam jego koszulkę do nosa. Przeciągnęłam się powoli i ostrożnie wstałam owinięta kocem. Podeszłam do niego i nachyliłam się nad stołem lustrując papiery.
- Co tu masz ciekawego ? - zapytałam
- Historię pacjentów. - oznajmił
Najchętniej teraz był usadowiła się na jego kolana i mocno przytuliła. Ale nie jestem pewna, czy nasz związek jest na tyle dojrzały, abym posunęła się do takich rzeczy. Oparłam się o stół i czytałam informacje z kart. Nagle na swoich biodrach poczułam jego ręce i pociągnął mnie do siebie. Opadłam na jego kolana. Uśmiechnięta popatrzyłam na jego rozpromienioną twarz. Oparłam głowę o jego tors i mocno się w niego wtuliłam. To było naprawdę wspaniałe uczucie. Czułam się przy nim wyjątkowo. Teraz dziękowałam Panu Bogu, że zesłał mi go na mojego lekarza.
- Teraz mam dla ciebie cały dzień. - rzekł i zamknął laptopa. - To co, kakao ?
- Chętnie.
Oboje wstaliśmy i udaliśmy się do kuchni. Przyglądałam się jego pracy przy napoju. Na jego twarzy ciągle gościł uśmiech.
- Ty masz taki piękny uśmiech. - szepnęłam kładąc dłoń na jego policzku.
Po raz pierwszy odważyłam się na taki wyczyn. Wpatrywaliśmy się w siebie i zaczęliśmy się zbliżać. Kiedy dzieliło nas kilka centymetrów, zaczął gwizdać czajnik. Przestraszyło mnie to i odskoczyłam od niego.
- Spokojnie, to tylko czajnik. - zaśmiał się
Poszłam w jego ślady.
- Głodna ? - zapytał
- Trochę...
Dopiero teraz poczułam, że w moim brzuchu jest pusto.
- Na co masz ochotę ?
- Nie wiem... - westchnęłam
- Yyy mam... - podszedł do lodówki. - ser biały, mleko, jakąś szynkę - wymieniał
- Oluś...- zrobiłam maślane oczy
- Taak? - uśmiechnął się
- Mam ochotę na pizzę. - podeszłam do niego i złapałam za koszulę
- To zamawiamy pizze. - dał mi buziaka w policzek. - Jaką chcesz ?
- Z serem i pieczarkami.
- Moja ulubiona. - potarmosił mi włosy - Już dzwonię.
Dalsza część dnia była wspaniała. Opowiadaliśmy o naszych rodzinach. Dowiedziałam się, że ma starszego brata, jego mam ma firmę transportową, a tato to ortopeda.
- Mam psa. - obwieścił - Zaraz go przyprowadzę.
Po kilku minutach wpadł z pupilem do domu.
- Poznaj Bartosza. - powiedział chłopak kiedy czarny labrador podbiegł do mnie i zaczął mnie lizać.
- Bartosza ? - pogłaskałam go
- No ma na imię Bartosz. - uśmiechnął się. - Wiem, dziwny jestem.
- Trochę. - puściłam mu oczko. - Doktorku... muszę już lecieć. - zrobiłam smutną minę
- Jest dopiero 20. - pisnął
- Aż 20. Mogą się o mnie martwić.
- No dobra... Wracasz autobusem ?
- Tak. Dziękuję za dzisiaj. - przytuliłam się do niego. - A jutro poznasz moich rodziców, na obiedzie i mnie. - dałam mu buziaka w policzek
- Niech ci będzie. - westchnął
- Paaa dziubasku. - pomachałam mu
- Pa pa dziubuniu.
Weszłam do salonu, gdzie wszyscy oglądali telewizor.
- Cześć wszystkim. - przywitałam się
- No wreszcie. Gdzieś ty się podziewała ? - zwróciła się do mnie mama
- Na studiach. - oznajmiłam
- Przecież studia miałaś do 14.30. - wszyscy na mnie patrzyli
- No. Teraz byłam u chłopaka - uśmiechnęłam się
- Słucham ? - podszedł do mnie Filip
- No byłam u chłopaka.
- Uuu co to za szczęściarz ? - dopytywał
- Nie powiem.
- Znam go ?
- Nie powiem
- No to chociaż powiedz jak ma na imię. - błagał mnie
- Nie.
- Czemu ?
- Jutro go poznacie na obiedzie. Zaprosiłam go do nas. - uśmiechnęłam się
czwartek, 7 stycznia 2016
Rozdział 10
Byłam tak podekscytowana wczorajszym dniem, że pobudka o 8 po 4 godzinach spania nie wywołała u mnie negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie, byłam wypoczęta i rozpromieniona jak nigdy. Mocno się przeciągnęłam i wzięłam telefon do ręki. Trochę się zasmuciłam jak zobaczyłam, że nie czeka na mnie żadna wiadomość. Wygrzebałam się z łóżka i poczłapałam do łazienki. Szybka poranna toaleta i byłam w pełni gotowa do funkcjonowania.
Kiedy przygotowywałam śniadanie, usłyszałam jak w moim pokoju dzwoni telefon. Musiałam się spieszyć, bo z moją nogą dotarcie trochę zajmuje. Udało mi się zdążyć odebrać, jednak nie sprawdziłam kto to.
- Słucham. - odezwałam się
- Hejo. Nie obudziłem Cię ? - usłyszałam zaspany głos.
- Hej. Nie, nie. Właśnie robiłam śniadanie. - mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Co dzisiaj robisz?
- Yyy w sumie to nic. A co ?
- Mam dzisiaj nockę. Więc dzień mogę spędzić z pewną wyjątkową dziewczyną. - wyczułam że się uśmiecha
- O, a co to za dziewczyna ?? - zapytałam
- A taka jedna. Jak myślisz, zgodzi się ?
- Może jak ładnie poprosisz i się uśmiechniesz. - zaśmiałam się
- To będę musiał wejść na snapa...
- A może jednak nie musisz.
- Nie no muszę.
- Nie, nie. Nie rozłączaj się. - prosiłam
- Ale wiesz muszę...
- Oluś... - jęknęłam
- O proszę, od złamasa do Olusia. - zaśmiał się
- Mogę tak do cie mówić? - zapytałam
- Jasne. - mruknął. - To jak, dasz się zaprosić na randkę?
- Niech Ci będzie. Ale to zaraz, bo mamy czas do jakiejś 15. Nie wiem dokładnie o której Werka kończy szkołę.
Kiedy przygotowywałam śniadanie, usłyszałam jak w moim pokoju dzwoni telefon. Musiałam się spieszyć, bo z moją nogą dotarcie trochę zajmuje. Udało mi się zdążyć odebrać, jednak nie sprawdziłam kto to.
- Słucham. - odezwałam się
- Hejo. Nie obudziłem Cię ? - usłyszałam zaspany głos.
- Hej. Nie, nie. Właśnie robiłam śniadanie. - mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Co dzisiaj robisz?
- Yyy w sumie to nic. A co ?
- Mam dzisiaj nockę. Więc dzień mogę spędzić z pewną wyjątkową dziewczyną. - wyczułam że się uśmiecha
- O, a co to za dziewczyna ?? - zapytałam
- A taka jedna. Jak myślisz, zgodzi się ?
- Może jak ładnie poprosisz i się uśmiechniesz. - zaśmiałam się
- To będę musiał wejść na snapa...
- A może jednak nie musisz.
- Nie no muszę.
- Nie, nie. Nie rozłączaj się. - prosiłam
- Ale wiesz muszę...
- Oluś... - jęknęłam
- O proszę, od złamasa do Olusia. - zaśmiał się
- Mogę tak do cie mówić? - zapytałam
- Jasne. - mruknął. - To jak, dasz się zaprosić na randkę?
- Niech Ci będzie. Ale to zaraz, bo mamy czas do jakiejś 15. Nie wiem dokładnie o której Werka kończy szkołę.
- To może napisz do niej. -zaproponował
- Nieeee
- Czemu ? -zaczął się śmiać
- A bo nie
- Nie chcesz się rozłączyć?
- Nooo. -westchnęłam
- Oj Monia Monia. Im szybciej tym lepiej.
- No dobra... Zaraz ci napiszę.
- Okej. Do zobaczenia
- Pa pa- rozłączyłam się
Werka, o której dzisiaj kończysz ?? ;) wysłałam wiadomość siostrze. Po chwili przyszła wiadomość Dzisiaj 16.30 ;( Z uśmiechem wystukałam na klawiaturze Mamy czas do 16 :D
- ok. Oh right xd zabieram Cię do kina <3
- O jak super ! :) Będę na miejscu za pół godziny ? :)
- To ja też xd Film wybierzesz ty :* Do widzenia. Pozdrawiam Aleksander Gawliński
Jaki to jest głupek. Uśmiechałam się do tego telefonu jak głupia. Zaczęłam się zbierać, bo zanim dojdę na przystanek to minie trochę czasu.
Jednak na miejscu byłam już po 28 minutach. Podeszłam pod kino, gdzie nie było jeszcze Olka. Przez ten czas przeglądałam repertuar i zastanawiałam się na co możemy pójść.
- Witam. - usłyszałam za sobą znajomy głos.
Odwróciłam się z szerokim uśmiechem. Schylił się i mocno mnie przytulił.
- To jaki ciekawy film wybrałaś ? - zapytał
- W sumie to nie wiem co to są za filmy. - westchnęłam
- To może jakiś horror ? - poruszał brwiami
- Nie, nie przepadam za horrorami.
- No to może komedia ?
- Lepiej. - uśmiechnęłam się
- To idziemy po bilety.
Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Kiedy chłopak kupował bilety usłyszałam swoje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam moją siostrę. Uśmiechnęłam się do niej, ale w środku byłam spanikowana. Przecież jestem ty z Alkiem, a nie chcę, żeby ktoś na razie oo nas wiedział.
- Co ty tu robisz ? - podeszła do mnie z uśmiechem
- A przyszłam do kina. Ile można siedzieć w tym domu. - westchnęłam
- Sama ?
- No a z kim ? - zaśmiałam się - A ty tu co ?
- Z klasą przyszliśmy. - pokazała na sporą grupkę młodzieży. To moja wychowawczyni. - wskazała na jakąś kobietę.
- A to znam ją. Uczyła mnie biologii. - oznajmiłam - Dobra, ja lecę. Bawcie się dobrze.
- A mnie nie przedstawisz tak ślicznej dziewczynie ? - do siostry podszedł jakiś chłopak
- Monika to jest Artur. Artur to moja siostra Monika. Ma 24 lata, więc za stara dla ciebie.
- Miło mi. - podał mi rękę
- Mi również. Pa dzieciaki. - odeszłam od nich.
Gawlińskiego przy kasach już nie było. Poszłam dalej i ujrzałam go przy chłopaku, który kasuje bilety. Był trochę zniecierpliwiony ten mój doktorek.
- Co jest doktorku? - podeszłam do niego
- Nic. - mruknął i dał bilety chłopakowi.
Przez cały film nie odezwaliśmy się do siebie żadnym słowem. Po filmie, który był średni, wyszliśmy do galerii. Nic mu nie mówiąc, kierowałam się do toalety.
- Gdzie idziesz ? - zapytał
- Do toalety.
- Czekaj na mnie. - dogonił mnie i objął mnie w pasie.
- Oluś, tak mi jest niewygodnie. - popatrzyłam się na niego.
- Okej, okej. - uśmiechnął się do mnie
Weszłam do toalety i szybko załatwiłam sprawę. Kiedy myłam ręce do środka weszła Weronika.
- Wiesz na kogo wleciałam ? - zapytała z lekkim uśmiechem
- Yyy na mnie ? - zaśmiałam się
- Też. Ale też na twojego ortopedę.
- Gawlińskiego ? - zapytałam
- Nooo. Wychodził toalety i oberwałam od niego drzwiami. Nawet powiedział przepraszam.
- No widzisz.
- Gdzie teraz idziesz ? - zapytała
- Raczej już do domu. - rzekłam wychodząc z toalety.
Przed toaletami stał Olek. Kurde. Popatrzyłam na niego, a on na mnie.
- Jak film ? - zapytałam siostry
- Fajny, polecam. - uśmiechnęła się - A jak twój ?
- Średni. - jęknęłam
Kątem oka dostrzegłam, że Olek idzie za nami. Przeszłyśmy kawałek galerii, a ten dalej. Odwróciłam się do niego, a on podniósł brew. Jednak przystanął przy jakimś sklepie i przyglądał się wystawie.
- Dobra, ja lecę do reszty. - przytuliła mnie i poszła do koleżanek
Usiadłam na ławkę i odczekałam, aż zniknie z horyzontu, żebym mogła spokojnie podejść do chłopaka.
- Co ty odwalałeś ? - zapytałam kiedy przysiadł się do mnie
- Chodziłem po galerii. - zaczął się śmiać.
- Debil. - dałam mu całusa w policzek
Później zabrał mnie do kawiarni, gdzie jak się okazało sprzedają przepyszną szarlotkę z bitą śmietaną na wierzchu. Olek stwierdził, że to jego ulubiona. Kawa też jest tu dobra. Od dzisiaj to będzie moja ulubiona kawiarnia. Gawliński nazwał ją naszą knajpunią i powiedział, że często będzie mnie tu zabierał. Bardzo miło spędziłam czas. Po pysznym jedzeniu udaliśmy się na spacer. Dobrze było się dotlenić.
- Olek... - zaczęłam
- Słucham.
- Mogę zadać ci pytanie ?
- Dawaj.
- Ale ono będzie głupie...
- To nic, wal śmiało. - uśmiechnął się
- Ile ty masz lat ? - przystanęłam
Zaczął chichotać pod nosem.
- No mówiłam, że jest głupie. - westchnęłam
- Nie, nie. - zaprzeczył po chwili. - 33
- Serio ?
- Serio.
- Matko, 9 lat różnicy. Z takim staruchem się spotykam. - jęknęłam
- Przeszkadza Ci to ? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Nie. - westchnęłam i spuściłam głowę.
- Ale jednak coś jest nie tak. - patrzył na mnie
- No bo ja myślałam, że masz mniej. Dałabym Ci 27. - niepewnie popatrzyłam na niego
- O dziękuję, miło mi, że tak młodo wyglądam. Ale jednak mam 28...
- O ty mendo jedna. - pchnęłam go i zaczęłam się śmiać. - Ale i tak jesteś stary.
Mocno przytuliłam się do niego. Bardzo kochałam to uczucie. Czułam się przy nim tak przyjemnie, bezpiecznie. Bo jak tuliła się do Dawida, to było inaczej. Tak bardziej sztywno i bez uczuć. A on... przekazuje mi swoją całą pozytywną energię, której w sobie ma potężne ilości.
- A ty nie jesteś za młody na bycie ortopedą ? - popatrzyłam na niego
- Nie.
- Jak nie. Przecież w wieku 15/16 lat idziesz do liceum. Tam 3 lata, więc jak wychodzisz masz 19 lat. Studia medyczne 6 lat, czyli 25 lat i 3 lata praktyki czyli 28. Do tego dochodzi rok stażu czyli 29... A ty masz 28.
- Kochana moja, masz takiego mądrego faceta, że w gimnazjum przeskoczył z 1 klasy do 3. - pocałował mnie w czoło.
- Naprawdę ?
- Tak, tak. No i widzisz, mam 28 lat i już normalnie rok pracuję.
- To ja przemilczę... - szepnęłam i wtuliłam się w niego
- Wiesz, że jest 15. ?? - zapytał
- Co ? - szybko oderwałam się od niego - Muszę lecieć.
- Podwiozę Cię. - zaoferował
- Dziękuję bardzo, ale nie. - dałam mu buziaka w policzek - pojadę autobusem. Zaraz tutaj będzie
- No dobra. - westchnął - Do zobaczenia. - przycisnął swoje usta do mojego czoła i odszedł.
Po chwili przyjechał autobus.
W domu byłam 20 po 15. Na szczęście nikogo jeszcze w domu nie było. Szybko udałam się do pokoju i wywaliłam na łóżko notatki ze studiów i założyłam słuchawki na uszy.
- Nieeee
- Czemu ? -zaczął się śmiać
- A bo nie
- Nie chcesz się rozłączyć?
- Nooo. -westchnęłam
- Oj Monia Monia. Im szybciej tym lepiej.
- No dobra... Zaraz ci napiszę.
- Okej. Do zobaczenia
- Pa pa- rozłączyłam się
Werka, o której dzisiaj kończysz ?? ;) wysłałam wiadomość siostrze. Po chwili przyszła wiadomość Dzisiaj 16.30 ;( Z uśmiechem wystukałam na klawiaturze Mamy czas do 16 :D
- ok. Oh right xd zabieram Cię do kina <3
- O jak super ! :) Będę na miejscu za pół godziny ? :)
- To ja też xd Film wybierzesz ty :* Do widzenia. Pozdrawiam Aleksander Gawliński
Jaki to jest głupek. Uśmiechałam się do tego telefonu jak głupia. Zaczęłam się zbierać, bo zanim dojdę na przystanek to minie trochę czasu.
Jednak na miejscu byłam już po 28 minutach. Podeszłam pod kino, gdzie nie było jeszcze Olka. Przez ten czas przeglądałam repertuar i zastanawiałam się na co możemy pójść.
- Witam. - usłyszałam za sobą znajomy głos.
Odwróciłam się z szerokim uśmiechem. Schylił się i mocno mnie przytulił.
- To jaki ciekawy film wybrałaś ? - zapytał
- W sumie to nie wiem co to są za filmy. - westchnęłam
- To może jakiś horror ? - poruszał brwiami
- Nie, nie przepadam za horrorami.
- No to może komedia ?
- Lepiej. - uśmiechnęłam się
- To idziemy po bilety.
Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Kiedy chłopak kupował bilety usłyszałam swoje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam moją siostrę. Uśmiechnęłam się do niej, ale w środku byłam spanikowana. Przecież jestem ty z Alkiem, a nie chcę, żeby ktoś na razie oo nas wiedział.
- Co ty tu robisz ? - podeszła do mnie z uśmiechem
- A przyszłam do kina. Ile można siedzieć w tym domu. - westchnęłam
- Sama ?
- No a z kim ? - zaśmiałam się - A ty tu co ?
- Z klasą przyszliśmy. - pokazała na sporą grupkę młodzieży. To moja wychowawczyni. - wskazała na jakąś kobietę.
- A to znam ją. Uczyła mnie biologii. - oznajmiłam - Dobra, ja lecę. Bawcie się dobrze.
- A mnie nie przedstawisz tak ślicznej dziewczynie ? - do siostry podszedł jakiś chłopak
- Monika to jest Artur. Artur to moja siostra Monika. Ma 24 lata, więc za stara dla ciebie.
- Miło mi. - podał mi rękę
- Mi również. Pa dzieciaki. - odeszłam od nich.
Gawlińskiego przy kasach już nie było. Poszłam dalej i ujrzałam go przy chłopaku, który kasuje bilety. Był trochę zniecierpliwiony ten mój doktorek.
- Co jest doktorku? - podeszłam do niego
- Nic. - mruknął i dał bilety chłopakowi.
Przez cały film nie odezwaliśmy się do siebie żadnym słowem. Po filmie, który był średni, wyszliśmy do galerii. Nic mu nie mówiąc, kierowałam się do toalety.
- Gdzie idziesz ? - zapytał
- Do toalety.
- Czekaj na mnie. - dogonił mnie i objął mnie w pasie.
- Oluś, tak mi jest niewygodnie. - popatrzyłam się na niego.
- Okej, okej. - uśmiechnął się do mnie
Weszłam do toalety i szybko załatwiłam sprawę. Kiedy myłam ręce do środka weszła Weronika.
- Wiesz na kogo wleciałam ? - zapytała z lekkim uśmiechem
- Yyy na mnie ? - zaśmiałam się
- Też. Ale też na twojego ortopedę.
- Gawlińskiego ? - zapytałam
- Nooo. Wychodził toalety i oberwałam od niego drzwiami. Nawet powiedział przepraszam.
- No widzisz.
- Gdzie teraz idziesz ? - zapytała
- Raczej już do domu. - rzekłam wychodząc z toalety.
Przed toaletami stał Olek. Kurde. Popatrzyłam na niego, a on na mnie.
- Jak film ? - zapytałam siostry
- Fajny, polecam. - uśmiechnęła się - A jak twój ?
- Średni. - jęknęłam
Kątem oka dostrzegłam, że Olek idzie za nami. Przeszłyśmy kawałek galerii, a ten dalej. Odwróciłam się do niego, a on podniósł brew. Jednak przystanął przy jakimś sklepie i przyglądał się wystawie.
- Dobra, ja lecę do reszty. - przytuliła mnie i poszła do koleżanek
Usiadłam na ławkę i odczekałam, aż zniknie z horyzontu, żebym mogła spokojnie podejść do chłopaka.
- Co ty odwalałeś ? - zapytałam kiedy przysiadł się do mnie
- Chodziłem po galerii. - zaczął się śmiać.
- Debil. - dałam mu całusa w policzek
Później zabrał mnie do kawiarni, gdzie jak się okazało sprzedają przepyszną szarlotkę z bitą śmietaną na wierzchu. Olek stwierdził, że to jego ulubiona. Kawa też jest tu dobra. Od dzisiaj to będzie moja ulubiona kawiarnia. Gawliński nazwał ją naszą knajpunią i powiedział, że często będzie mnie tu zabierał. Bardzo miło spędziłam czas. Po pysznym jedzeniu udaliśmy się na spacer. Dobrze było się dotlenić.
- Olek... - zaczęłam
- Słucham.
- Mogę zadać ci pytanie ?
- Dawaj.
- Ale ono będzie głupie...
- To nic, wal śmiało. - uśmiechnął się
- Ile ty masz lat ? - przystanęłam
Zaczął chichotać pod nosem.
- No mówiłam, że jest głupie. - westchnęłam
- Nie, nie. - zaprzeczył po chwili. - 33
- Serio ?
- Serio.
- Matko, 9 lat różnicy. Z takim staruchem się spotykam. - jęknęłam
- Przeszkadza Ci to ? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Nie. - westchnęłam i spuściłam głowę.
- Ale jednak coś jest nie tak. - patrzył na mnie
- No bo ja myślałam, że masz mniej. Dałabym Ci 27. - niepewnie popatrzyłam na niego
- O dziękuję, miło mi, że tak młodo wyglądam. Ale jednak mam 28...
- O ty mendo jedna. - pchnęłam go i zaczęłam się śmiać. - Ale i tak jesteś stary.
Mocno przytuliłam się do niego. Bardzo kochałam to uczucie. Czułam się przy nim tak przyjemnie, bezpiecznie. Bo jak tuliła się do Dawida, to było inaczej. Tak bardziej sztywno i bez uczuć. A on... przekazuje mi swoją całą pozytywną energię, której w sobie ma potężne ilości.
- A ty nie jesteś za młody na bycie ortopedą ? - popatrzyłam na niego
- Nie.
- Jak nie. Przecież w wieku 15/16 lat idziesz do liceum. Tam 3 lata, więc jak wychodzisz masz 19 lat. Studia medyczne 6 lat, czyli 25 lat i 3 lata praktyki czyli 28. Do tego dochodzi rok stażu czyli 29... A ty masz 28.
- Kochana moja, masz takiego mądrego faceta, że w gimnazjum przeskoczył z 1 klasy do 3. - pocałował mnie w czoło.
- Naprawdę ?
- Tak, tak. No i widzisz, mam 28 lat i już normalnie rok pracuję.
- To ja przemilczę... - szepnęłam i wtuliłam się w niego
- Wiesz, że jest 15. ?? - zapytał
- Co ? - szybko oderwałam się od niego - Muszę lecieć.
- Podwiozę Cię. - zaoferował
- Dziękuję bardzo, ale nie. - dałam mu buziaka w policzek - pojadę autobusem. Zaraz tutaj będzie
- No dobra. - westchnął - Do zobaczenia. - przycisnął swoje usta do mojego czoła i odszedł.
Po chwili przyjechał autobus.
W domu byłam 20 po 15. Na szczęście nikogo jeszcze w domu nie było. Szybko udałam się do pokoju i wywaliłam na łóżko notatki ze studiów i założyłam słuchawki na uszy.
piątek, 1 stycznia 2016
Rozdział 9
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Jest początek maja, a to oznacza pełno festynów z okazji weekendu majowego. Oczywiście z racji tego, że moje przyjaciółki lubią się bawić, to zabrały mnie na festyn do jakiejś wioski koło Łodzi. Wolimy bardziej skromne, spokojne imprezy niż jakieś huczne dyskoteki.
Zajęłyśmy całą ławkę tylko dla nas. Miałyśmy nad sobą rozłożony parasol, co chroniło nas przed świecącym słońcem, które dawało sporo ciepła jak na początek maja. Kupiłyśmy już sobie po 2 losy, z których dochód idzie na jakiś tam szczytny cel. Bardzo fajne fanty zorganizowali. Ja wylosowałam książkę i jakiś fajny krem do rąk. Bardzo przyjemna muzyka roznosiła się po wiosce.
- Wiecie co... Jacyś faceci się ciągle na nas gapią. - westchnęła Gabryśka.
- Którzy ? - podniosłam głowę.
- Ci za tobą. - oznajmiła.
Odwróciłam się w wyznaczoną stronę. Przy stole siedziało 3 facetów, z czego dwóch rzeczywiście się patrzyło w naszą stronę, a trzeci był odwrócony.
- Nie tacy źli. - uśmiechnęłam się
- To wyrywaj któregoś. - zaśmiały się.
Odwróciłam się jeszcze raz w ich stronę, aby się lepiej im przyjrzeć. Ale to co zobaczyłam totalnie mnie zatkało. Ten trzeci okazał się być moim ortopedą. Przerażona szybko się odwróciłam do moich towarzyszek.
- Jeszcze tego brakowało. - westchnęłam
- Co ? - rzekła Ania
- Nic, nic.
Jednak coś nie dawało mi spokoju i odwróciłam się do niego. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Posłałam mu groźny wzrok i powróciłam do właściwej pozycji.
Od tamtego wydarzenia w moim domu widziałam go tylko raz.
Miałam umówioną wizytę na 17. Cierpliwie czekałam na korytarzu przychodni już od 10 minut, a jego dalej nie było. Moja cierpliwość powoli się kończyła. Po chwili zza rogu wyszedł jakiś starszy mężczyzna.
- Dzień dobry. Pani Monika Żurek ? - zapytał
- Dzień dobry. Tak, to ja.
- Zapraszam do gabinetu. Zastępuję doktora Gawlińskiego. - otworzył drzwi i przepuścił mnie w nich.
- Na jak długo go nie będzie ? - zapytałam
- Tylko dzisiaj. Aktualnie jest na sali operacyjnej. - uśmiechnął się do mnie
- Szkoda. - westchnęłam
Bardzo sympatyczny był ten lekarz. Praktycznie cały czas się uśmiechał, a nie jak ten Oluś. Jednym słowem nadaje się do tego zawodu.
- Proszę się tam położyć. - wskazał mi miejsce.
Posłusznie zajęłam miejsce i delikatnymi ruchami ściągnęłam spodnie.
Badania poszły bardzo szybko. Pan usiadł do biurka i zaczął wypełniać jakieś papiery, a ja spokojnie ubierałam się. Nagle do gabinetu wpadł ten przygłup.
- Już jestem. Była już może tu taka mała, wredota ze złamaniem uda ? - stał przy szafie i przebierał się.
W całym tym pośpiechu nie zauważył, że siedzę w tym gabinecie.
- Tato ? - rzekł
W tym momencie mnie zamurowało. Wiedziałam ! Wiedziałam, że dostał się tu za sprawą znajomości. Zdenerwowana podeszłam do biurka i wzięłam papiery.
- Jak to dobrze, że Pan dobry jest taki przyjemny, przyjazny i milutki. Proszę się nie zdziwić, jak zostanie Pan odsunięty od prowadzenia mojej sprawy. - rzekłam podniesionym głosem i wyszłam.
Po tym jednak nie zdecydowałam się na zmianę lekarza. Nie miałam zbytnio czasu, a przecież czasami ludziom trzeba dać drugą szansę.
- Oho, idą tu. - szepnęła Ania.
Chwilę po tych słowach koło naszego stolika stanęło dwóch facetów. Jego nie było.
- Czy możemy prosić Panie do tańca ? - obdarowali nas uśmiechami
- Jasne. - oznajmiłam - Idźcie tańczyć. Ja niestety nie mogę. - pokazałam na nogę.
Dziewczyny nie dawały się długo namawiać. Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież obie mają chłopaków. Ale co tam. Wpatrywałam się w ich rozweselone twarze. Dobrze się bawili. A co robi mój ukochany doktorek ? Skierowałam się w jego stronę i znowu spotkałam jego spojrzenie. Jednak wykonał on gest, abym poszła za nim. Podniósł się i zaczął iść w stronę kiermaszów. I w tym momencie przyszedł mi sms. Nadawcą był Gawliński. Odczytałam go Chodź na ten mostek za boiskiem. Tylko idź inną drogą niż ja. Trochę zaniepokoiło mnie to cało zdarzenie. Jednak byłam ciekawa czego on ode mnie chce. Podeszłam do przyjaciółek i powiedziałam im, że idę do toalety.
Tak, z początku kierowałam się w daną stronę, jednak potem skręciłam w lewo i udałam się do wyjścia z boiska. Jakieś 50 m przede mną ujrzałam jego. Stał na moście i wpatrywał się w ziemię. Na tyle szybko ile mogłam doczłapałam do niego.
- Słucham. - rzekłam
- Musisz zmienić ortopedę. - popatrzył się na mnie.
- O ! A skąd taki pomysł ? - zapytałam
- Słuchaj... Jestem twoim lekarzem i... I nie mam już sił odpychać cię ode mnie. Zień ortopedę, tak będzie dla Ciebie lepiej. Zapomnisz o mnie i o tych wszystkich doznaniach. Nie ma innego wyjścia. Mówię ci, bądź szczęśliwa i uwolnij się od mojego odpychania.
Spuściłam głowę i analizowałam jego wypowiedź. Po chwili wzięłam się na odwagę.
- Albo... - zaczęłam, jednak nadal nie podniosłam głowy. - Albo przestań mnie odpychać. - wyrzuciłam to z siebie.
Nagle znalazłam się w jego ramionach. Przytulił mnie bardzo mocno.
- Monika, zostaniesz moją dziewczyną ? - zapytał
Oderwałam się od niego i spojrzałam w jego pełne nadziei oczy.
- Chętnie. - uśmiechnęłam się
Na jego twarzy zagościł piękny, szeroki uśmiech.
- Śliczny masz ten uśmiech. - oznajmiłam i przytuliłam się do niego.
- Twój też niczego sobie. - zaśmiał się.
- Ej. - oderwałam się. - Czyli teraz jak jestem twoją dziewczyną mogę powiedzieć Ci wszystko ? -
On kiwnął potwierdzająco. - Ale się nie obrazisz ? - kiwną zaprzeczając. (wyglądało to tak)
- Do tej pory miałam cię za największego chama, dupka i złamasa na świecie. Bardzo mnie zraniłeś swoim zachowanie. I po prostu musisz jakoś zmienić moje podejście do ciebie.
- Nie ma problemu.
- A i mam nadzieję, że nie będziesz dla mnie taki oschły i sztywny ? - zapytałam
- Tak naprawdę jestem inny. -uśmiechnął się. - To co, selfie na pamiątkę ?
- Jasne.
Przytuliłam się do niego, a on wyciągnął tę swoją długą rękę i strzelił fotę.
- Dobra, trzeba wracać, bo się skapną. - westchnął.
- No. - przytaknęłam - A. I na razie nie mówimy nikomu o nas. - zagroziłam palcem.
- Jasne. Monika, za ile wracacie ?
- Nie wiem, a co ?
-Bo może pójdziemy gdzieś razem ? - zaproponował
- Dobra. Powiem im, że mnie noga boli i chcę wracać. Wy pojedźcie trochę później. Spotkamy się w parku przy jeziorku. Tam nikt nas nie spotka. - oznajmiłam
- Zacny plan. - poruszał brwiami. - Dobra, to ty już idź, a ja zaraz przyjdę, żeby nie było podejrzane.
- okej.
Dał mi buziaka w policzek i odeszłam. Czułam się jak w siódmym niebie. Tak naprawdę zrozumiałam, że ta cała moja złość do niego, była spowodowana tym, że się w nim zakochałam. Nie chciałam tego dopuścić do siebie, ale jednak... On miał to samo co ja.
- Dziewczyny, wysadźcie mnie tu. Nie będziecie specjalnie mnie odwoziły. A tutaj jest Filip u kolego i zaraz ma wracać, więc się z nim zabiorę. - oznajmiłam, kiedy byłyśmy koło parku
- Na pewno ? - zapytała Ania
- Tak, tak. - uśmiechnęłam się
Posłusznie zjechała na pobocze.
- Dzięki za dobrą zabawę. - podziękowałam i dałyśmy sobie buziaki na pożegnanie. - Pa. - krzyknęłam zamykając drzwi.
Pomachałam im i udałam się na najbliższą ławkę. Po jakiś 15 min oczekiwania, zauważyłam sylwetkę wysokiego mężczyzny zbliżającego się w moją stronę. Tak, to był on. Z daleka na wierzchu miał zęby.
- I co się tak szczerzysz ? - zapytałam, kiedy był już koło mnie
- A bo zobaczyłem Ciebie. - przytulił mnie. - Idziemy się przejść ?
przytaknęłam na jego propozycję. Szliśmy koło siebie w milczeniu. Jedynie kula, którą się podpierałam wydawała co chwilę dźwięk uderzenia o ziemię. Po przebytych paru metrach poczułam, jak jego palce delikatnie smyrają moją dłoń. Uśmiechnęłam się pod nosem i splotłam nasze dłonie.
- To może opowiedz mi coś więcej o sobie ? - przerwał milczenie. - Tylko to czego już nie wiem ze snapa.
- Jasne. Ale może usiądziemy ? - popatrzyłam na niego
- Noga boli ?
- No. Ale nie przejmuj się. - opadłam na ławkę. - Jestem do tego przyzwyczajona.
Usiadł koło mnie i opuścił ręce na swoje uda, zaciskając je w pięść. Widziałam po nim, że się tresuje. Niepewnie wyciągnęłam rękę, aby złączyć ją z jego. Bez żadnego oporu splątał nasze dłonie i uśmiechnął się.
Po jakiś 2 godzinach naszych opowiadań, robiło się ciemno.
- Zamówię ci taxówkę. - oznajmił
- Nie trzeba. Tutaj jest Filip u kolegi. Zaraz wraca, więc się z nim zabiorę. Ale dziękuję bardzo za troskę. Słodki jesteś.
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Schylisz się na chwilę ? - zapytałam
Wykonał moją prośbę, a ja złożyłam buziaka na jego policzku. On w wdzięczności mocno mnie do siebie przytulił.
- Do jutra. - westchnął, dał mi buziaka w policzek i odszedł.
Po paru metrach odwrócił się i pomachał mi. Odwzajemniłam jego gest. Podeszłam pod bloki i odnalazłam samochód brata.
- A ty co tu robiłaś ? - zapytał przytulając się do mnie.
- Aaaa Ania i Gabryśka zabrały mnie na taki piknik nad jeziorko. - szybko coś wymyśliłam - Nie chciałam, żeby specjalnie jechały mnie odwozić, jak ty byłeś w pobliżu.
- No tak. - wsiedliśmy do pojazdu. - I jak było ? - uśmiechnął się
- Fantastycznie. - zamknęłam oczy opierając się wygodnie o fotel.
Jest początek maja, a to oznacza pełno festynów z okazji weekendu majowego. Oczywiście z racji tego, że moje przyjaciółki lubią się bawić, to zabrały mnie na festyn do jakiejś wioski koło Łodzi. Wolimy bardziej skromne, spokojne imprezy niż jakieś huczne dyskoteki.
Zajęłyśmy całą ławkę tylko dla nas. Miałyśmy nad sobą rozłożony parasol, co chroniło nas przed świecącym słońcem, które dawało sporo ciepła jak na początek maja. Kupiłyśmy już sobie po 2 losy, z których dochód idzie na jakiś tam szczytny cel. Bardzo fajne fanty zorganizowali. Ja wylosowałam książkę i jakiś fajny krem do rąk. Bardzo przyjemna muzyka roznosiła się po wiosce.
- Wiecie co... Jacyś faceci się ciągle na nas gapią. - westchnęła Gabryśka.
- Którzy ? - podniosłam głowę.
- Ci za tobą. - oznajmiła.
Odwróciłam się w wyznaczoną stronę. Przy stole siedziało 3 facetów, z czego dwóch rzeczywiście się patrzyło w naszą stronę, a trzeci był odwrócony.
- Nie tacy źli. - uśmiechnęłam się
- To wyrywaj któregoś. - zaśmiały się.
Odwróciłam się jeszcze raz w ich stronę, aby się lepiej im przyjrzeć. Ale to co zobaczyłam totalnie mnie zatkało. Ten trzeci okazał się być moim ortopedą. Przerażona szybko się odwróciłam do moich towarzyszek.
- Jeszcze tego brakowało. - westchnęłam
- Co ? - rzekła Ania
- Nic, nic.
Jednak coś nie dawało mi spokoju i odwróciłam się do niego. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Posłałam mu groźny wzrok i powróciłam do właściwej pozycji.
Od tamtego wydarzenia w moim domu widziałam go tylko raz.
Miałam umówioną wizytę na 17. Cierpliwie czekałam na korytarzu przychodni już od 10 minut, a jego dalej nie było. Moja cierpliwość powoli się kończyła. Po chwili zza rogu wyszedł jakiś starszy mężczyzna.
- Dzień dobry. Pani Monika Żurek ? - zapytał
- Dzień dobry. Tak, to ja.
- Zapraszam do gabinetu. Zastępuję doktora Gawlińskiego. - otworzył drzwi i przepuścił mnie w nich.
- Na jak długo go nie będzie ? - zapytałam
- Tylko dzisiaj. Aktualnie jest na sali operacyjnej. - uśmiechnął się do mnie
- Szkoda. - westchnęłam
Bardzo sympatyczny był ten lekarz. Praktycznie cały czas się uśmiechał, a nie jak ten Oluś. Jednym słowem nadaje się do tego zawodu.
- Proszę się tam położyć. - wskazał mi miejsce.
Posłusznie zajęłam miejsce i delikatnymi ruchami ściągnęłam spodnie.
Badania poszły bardzo szybko. Pan usiadł do biurka i zaczął wypełniać jakieś papiery, a ja spokojnie ubierałam się. Nagle do gabinetu wpadł ten przygłup.
- Już jestem. Była już może tu taka mała, wredota ze złamaniem uda ? - stał przy szafie i przebierał się.
W całym tym pośpiechu nie zauważył, że siedzę w tym gabinecie.
- Tato ? - rzekł
W tym momencie mnie zamurowało. Wiedziałam ! Wiedziałam, że dostał się tu za sprawą znajomości. Zdenerwowana podeszłam do biurka i wzięłam papiery.
- Jak to dobrze, że Pan dobry jest taki przyjemny, przyjazny i milutki. Proszę się nie zdziwić, jak zostanie Pan odsunięty od prowadzenia mojej sprawy. - rzekłam podniesionym głosem i wyszłam.
Po tym jednak nie zdecydowałam się na zmianę lekarza. Nie miałam zbytnio czasu, a przecież czasami ludziom trzeba dać drugą szansę.
- Oho, idą tu. - szepnęła Ania.
Chwilę po tych słowach koło naszego stolika stanęło dwóch facetów. Jego nie było.
- Czy możemy prosić Panie do tańca ? - obdarowali nas uśmiechami
- Jasne. - oznajmiłam - Idźcie tańczyć. Ja niestety nie mogę. - pokazałam na nogę.
Dziewczyny nie dawały się długo namawiać. Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież obie mają chłopaków. Ale co tam. Wpatrywałam się w ich rozweselone twarze. Dobrze się bawili. A co robi mój ukochany doktorek ? Skierowałam się w jego stronę i znowu spotkałam jego spojrzenie. Jednak wykonał on gest, abym poszła za nim. Podniósł się i zaczął iść w stronę kiermaszów. I w tym momencie przyszedł mi sms. Nadawcą był Gawliński. Odczytałam go Chodź na ten mostek za boiskiem. Tylko idź inną drogą niż ja. Trochę zaniepokoiło mnie to cało zdarzenie. Jednak byłam ciekawa czego on ode mnie chce. Podeszłam do przyjaciółek i powiedziałam im, że idę do toalety.
Tak, z początku kierowałam się w daną stronę, jednak potem skręciłam w lewo i udałam się do wyjścia z boiska. Jakieś 50 m przede mną ujrzałam jego. Stał na moście i wpatrywał się w ziemię. Na tyle szybko ile mogłam doczłapałam do niego.
- Słucham. - rzekłam
- Musisz zmienić ortopedę. - popatrzył się na mnie.
- O ! A skąd taki pomysł ? - zapytałam
- Słuchaj... Jestem twoim lekarzem i... I nie mam już sił odpychać cię ode mnie. Zień ortopedę, tak będzie dla Ciebie lepiej. Zapomnisz o mnie i o tych wszystkich doznaniach. Nie ma innego wyjścia. Mówię ci, bądź szczęśliwa i uwolnij się od mojego odpychania.
Spuściłam głowę i analizowałam jego wypowiedź. Po chwili wzięłam się na odwagę.
- Albo... - zaczęłam, jednak nadal nie podniosłam głowy. - Albo przestań mnie odpychać. - wyrzuciłam to z siebie.
Nagle znalazłam się w jego ramionach. Przytulił mnie bardzo mocno.
- Monika, zostaniesz moją dziewczyną ? - zapytał
Oderwałam się od niego i spojrzałam w jego pełne nadziei oczy.
- Chętnie. - uśmiechnęłam się
Na jego twarzy zagościł piękny, szeroki uśmiech.
- Śliczny masz ten uśmiech. - oznajmiłam i przytuliłam się do niego.
- Twój też niczego sobie. - zaśmiał się.
- Ej. - oderwałam się. - Czyli teraz jak jestem twoją dziewczyną mogę powiedzieć Ci wszystko ? -
On kiwnął potwierdzająco. - Ale się nie obrazisz ? - kiwną zaprzeczając. (wyglądało to tak)
- Do tej pory miałam cię za największego chama, dupka i złamasa na świecie. Bardzo mnie zraniłeś swoim zachowanie. I po prostu musisz jakoś zmienić moje podejście do ciebie.
- Nie ma problemu.
- A i mam nadzieję, że nie będziesz dla mnie taki oschły i sztywny ? - zapytałam
- Tak naprawdę jestem inny. -uśmiechnął się. - To co, selfie na pamiątkę ?
- Jasne.
Przytuliłam się do niego, a on wyciągnął tę swoją długą rękę i strzelił fotę.
- Dobra, trzeba wracać, bo się skapną. - westchnął.
- No. - przytaknęłam - A. I na razie nie mówimy nikomu o nas. - zagroziłam palcem.
- Jasne. Monika, za ile wracacie ?
- Nie wiem, a co ?
-Bo może pójdziemy gdzieś razem ? - zaproponował
- Dobra. Powiem im, że mnie noga boli i chcę wracać. Wy pojedźcie trochę później. Spotkamy się w parku przy jeziorku. Tam nikt nas nie spotka. - oznajmiłam
- Zacny plan. - poruszał brwiami. - Dobra, to ty już idź, a ja zaraz przyjdę, żeby nie było podejrzane.
- okej.
Dał mi buziaka w policzek i odeszłam. Czułam się jak w siódmym niebie. Tak naprawdę zrozumiałam, że ta cała moja złość do niego, była spowodowana tym, że się w nim zakochałam. Nie chciałam tego dopuścić do siebie, ale jednak... On miał to samo co ja.
- Dziewczyny, wysadźcie mnie tu. Nie będziecie specjalnie mnie odwoziły. A tutaj jest Filip u kolego i zaraz ma wracać, więc się z nim zabiorę. - oznajmiłam, kiedy byłyśmy koło parku
- Na pewno ? - zapytała Ania
- Tak, tak. - uśmiechnęłam się
Posłusznie zjechała na pobocze.
- Dzięki za dobrą zabawę. - podziękowałam i dałyśmy sobie buziaki na pożegnanie. - Pa. - krzyknęłam zamykając drzwi.
Pomachałam im i udałam się na najbliższą ławkę. Po jakiś 15 min oczekiwania, zauważyłam sylwetkę wysokiego mężczyzny zbliżającego się w moją stronę. Tak, to był on. Z daleka na wierzchu miał zęby.
- I co się tak szczerzysz ? - zapytałam, kiedy był już koło mnie
- A bo zobaczyłem Ciebie. - przytulił mnie. - Idziemy się przejść ?
przytaknęłam na jego propozycję. Szliśmy koło siebie w milczeniu. Jedynie kula, którą się podpierałam wydawała co chwilę dźwięk uderzenia o ziemię. Po przebytych paru metrach poczułam, jak jego palce delikatnie smyrają moją dłoń. Uśmiechnęłam się pod nosem i splotłam nasze dłonie.
- To może opowiedz mi coś więcej o sobie ? - przerwał milczenie. - Tylko to czego już nie wiem ze snapa.
- Jasne. Ale może usiądziemy ? - popatrzyłam na niego
- Noga boli ?
- No. Ale nie przejmuj się. - opadłam na ławkę. - Jestem do tego przyzwyczajona.
Usiadł koło mnie i opuścił ręce na swoje uda, zaciskając je w pięść. Widziałam po nim, że się tresuje. Niepewnie wyciągnęłam rękę, aby złączyć ją z jego. Bez żadnego oporu splątał nasze dłonie i uśmiechnął się.
Po jakiś 2 godzinach naszych opowiadań, robiło się ciemno.
- Zamówię ci taxówkę. - oznajmił
- Nie trzeba. Tutaj jest Filip u kolegi. Zaraz wraca, więc się z nim zabiorę. Ale dziękuję bardzo za troskę. Słodki jesteś.
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Schylisz się na chwilę ? - zapytałam
Wykonał moją prośbę, a ja złożyłam buziaka na jego policzku. On w wdzięczności mocno mnie do siebie przytulił.
- Do jutra. - westchnął, dał mi buziaka w policzek i odszedł.
Po paru metrach odwrócił się i pomachał mi. Odwzajemniłam jego gest. Podeszłam pod bloki i odnalazłam samochód brata.
- A ty co tu robiłaś ? - zapytał przytulając się do mnie.
- Aaaa Ania i Gabryśka zabrały mnie na taki piknik nad jeziorko. - szybko coś wymyśliłam - Nie chciałam, żeby specjalnie jechały mnie odwozić, jak ty byłeś w pobliżu.
- No tak. - wsiedliśmy do pojazdu. - I jak było ? - uśmiechnął się
- Fantastycznie. - zamknęłam oczy opierając się wygodnie o fotel.
piątek, 18 grudnia 2015
Rozdział 8
- Monika ! - obudziło mnie szturchnięcie i głośnie wypowiedzenie mojego imienia.
Zaspana naciągnęłam na siebie kołdrę.
- Co ? - burknęłam
- Gawliński do Ciebie dzwonił. - rzekła siostra
- Co ? - mruknęłam
- No ten lekarz dzwonił do Ciebie.
- Po co ?
- Nie wiem. Ale się dobijał.
- yhym. Dobra, czego chcesz ? - westchnęłam
- Gdzie masz swoją prostownicę ? - zapytała
- Po co Ci ?
- No a do czego może być potrzebna prostownica ? - zapytała sarkastycznie
- I tylko po to mnie budzisz ? - odwróciłam się w jej stronę
- No. Nie chciałam grzebać w twoich rzeczach.
- Taaa, bo to by był pierwszy raz. - skwitowałam - Tam w szafce. - Kiwnęłam głową
- Dzięki.
Podeszła do szafki i znalazła ją.
- Werka, która godzina ?- zapytałam
- 6.50
- Zabiję cię gnojku jeden. Ale to później, bo teraz mi się nie chce. Miłej nauki. - powiedziałam i przykryłam się kołdrą.
- Dzięki, kochana jesteś.
I wyszła. Było mi cieplutko i cichutko co przyczyniło się do mojego szybkiego zaśnięcia.
Ponowienie obudziłam się po 11. Wreszcie się wyspałam. Ból mi nie doskwierał, dzięki tym nowym tabletką. Są naprawdę dobre. Nie wiem dlaczego, ale od razu po obudzeniu miałam dobry humor. Przeciągnęłam się mocno, co było trochę nieprzemyślane, bo przyniosło to efekt bólu w miejscu złamania. Jednak to nie popsuło mojego samopoczucia. Wzięłam telefon do ręki i odblokowałam go. Młoda oszukała mnie z tym telefonem.
- Filip ! - krzyknęłam
Jednak nikt nie odpowiadał. Uderzyłam się w czoło, kiedy przypomniałam sobie, że Filip z nami nie mieszka. Ciężko mi się przyzwyczaić do tego, bo brat bardzo często jest u nas i często zostaje na noc. Czyli zostałam sama. Nie lubię tego. Wystarczy mi te 2 tygodnie izolowania się od wszystkich. Zaczęłam zbierać się z łóżka. Nagle do pokoju wpadł brat.
- Co się stało ? - zapytał przestraszony.
Jak go zobaczyłam buchnęłam śmiechem. Każdy jego włos sterczał w inną stronę, koszulka podwinięta do połowy brzucha, i na policzku miał chyba odciśniętą poduszkę.
- Co ty tu robisz ? - wydusiłam po chwili z siebie
- Yyy jestem ?
- Nie jesteś w pracy ?
- Nie, mam dzisiaj wolne. - westchnął - To skąd wiedziałaś, że tu jestem ?
- Nie wiedziałam, ale tak z przyzwyczajenia krzyknęłam. Jadłeś już śniadanie ?
- A wyglądam ? - powiedział zmarnowany
Wyciągnęłam do niego ręce. Podszedł do mnie i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego tors.
- Brakowało mi tego. - szepnęłam
- Mi też.
W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. Jak ja mogłam tak postępować wobec niego ? Najbliższa osoba mojego serca, a ja byłam dla niego taka podła.
- Przepraszam. - szlochnęłam
- Oj przestań. Nic się nie stało. - przycisnął mnie do siebie. - Nie płacz, proszę.
- Ale ja byłam taką jędzą dla ciebie, chociaż nic mi nie zrobiłeś. Jestem zwykłą egoistką.
- Skończyłaś ? - westchnął - Idziemy na śniadanie ?
Kiwnęłam głową wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Tylko jeszcze pójdę do toalety. - oznajmiłam
Naszym pierwszym posiłkiem była jajecznica. Oczywiście cała kuchnia była ubabrana w składnikach idących do jajecznicy. Oczywiście Filip musiał to sprzątać, bo zawsze potrafię go tak sobie "urobić". W tym czasie jak on sprzątał, poszłam się ubrać.
Postanowiliśmy pooglądać jakiś fajny film. Oczywiście najpierw szukaliśmy jakiegoś odpowiedniego. Po żmudnych poszukiwaniach postawiliśmy na ,,Snajper". Nie byłam przekonana co do tego filmu, jednak widziałam, że Filipowi bardzo na tym zależy.
Snajper naprawdę mnie wciągnął. Bardzo dobra reżyseria, scenariusz, charakteryzacja i scenografia. Główną postać Chrisa grał jeden z moich ulubionych aktorów - Bradley Cooper. Kocham tego faceta, a szczególnie jego oczyska. Bardzo polecam ten film, przyznam się, że popłakałam się na nim.
Później włączyliśmy PS3 i zaczęliśmy grać w Tekken'a. Oczywiście była zażarta walka. Udawało mi się z nim wygrać. W tedy cieszyłam się jak głupia.
- Cześć dzieciaki. - do domu weszli rodzice
- Cześć. - krzyknęliśmy z Filipem równocześnie, nie przerywając gry.
- A co wy tu robicie ? - do pokoju weszła mama - O ładnie. Pewnie cały dzień się obijaliście ?
- A gdzie tam. - zaśmiał się brat
- Filip, chodź mi pomóż przynieść zakupy z samochodu. - oznajmił tato.
- No już, już. - odparł i skończył ze mną grę wygraną.
- Frajer. - westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.
Położyłam się wygonie na łóżku i puściłam muzykę z telefonu. W pokoju roznosiły się dźwięki Borgeous - Invincible. Kocham tę piosenkę. Rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju.
OCZAMI MAMY
Rozpakowywałam zakupy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam dzisiaj nikogo. Zaciekawiona poszłam otworzyć. Przede mną pojawiła się sylwetka lekarza.
- Dzień dobry. Przywiozłem zdjęcia pani córki, których zapomniała ode mnie odebrać. Jest może w domu ?
- O dzień dobry. Tak, tak , zapraszam. Jest u siebie w pokoju. - oznajmiłam mu i zapukałam do drzwi córki.
- No. - krzyknęła
- Ktoś do ciebie.
- Okej!
- Proszę wejść. - uchyliłam drzwi mężczyźnie.
OCZAMI MONIKI
Po słowach mamy wiedziałam już kto to. Podniosłam się szybko z łóżka i stanęłam koło drzwi. Kiedy wszedł do pokoju trochę się zdziwił, bo nie widział mnie na łóżku przy biurku. Odwrócił się w moją stronę, a ja bez zastanowienia rzuciłam mu się na szyję. Nawet nie wiem dlaczego tak postąpiłam. Ale szybko tego pożałowałam. On tego nie odwzajemnił, dalej ręce miał spuszczone wzdłuż ciała. Odsunęłam się od niego.
- Przepraszam. - szepnęłam i poszłam na łóżko.
- Przywiozłem twoje zdjęcia, które zostawiłaś. - podał mi długą kopertę.
- Dzięki. - mruknęłam
- Jak się czujesz ? - zapytał
- Dobrze.
- Widzę, że chłopak był.- powiedział wskazując na koszulkę, która leżała na łóżku.
- Poczekaj tu chwile. - wzięłam koszulkę i wyszłam z pokoju. - Filip ! Co twoja koszulka robi u mnie w pokoju ?!
- Pewnie leży. - zaśmiał się
- Zabawne. - mruknęłam i cisnęłam ją w brata.
Wróciłam do pokoju.
- Kocham tą piosenkę. - zagadałam
- E tam. Zwykła nuta, dla dziewczyn w dołku, zdesperowanych. - rzekł
Zszokowało mnie to co powiedział. Bardzo mnie to zabolało. Dotyczyło to też mnie, bo przecież jej słucham.
- Wyjdź stąd ! - syknęłam
- Przepraszam, to nie tak miało być.
- Wyjdź !
- Jak chcesz. Ale ja naprawdę przepraszam. - oznajmił i opuścił mój pokój.
Zabolało mnie jego zachowanie. Był dzisiaj dla mnie jakiś taki oschły. A z resztą, czego ja się spodziewałam po facecie, który robił wszystko, żeby mi dowalić ? Co ja sobie w ogóle wyobrażałam ? Położyłam się na łóżku i wróciły mi wspomnienia wczorajszego wieczora. Tyle snapów sobie wysyłaliśmy, było wszystko na luzie. Ten jego uśmiech, jego oczy. Wszystko sprawiało, że jego osoba w jakimś pewnym sensie mnie pociągała. Przyznaję to, że jest naprawdę przystojny. Ta dziewczyna, która skradła jego sercem, ma czym się chwalić. Jednak jest wielkim dupkiem. Żałuję, że go poznałam. Wszystkie piosenki, które teraz leciały, były spokojne, co jeszcze bardziej mnie dołowało. Dobra, koniec tej muzyki. Wzięłam telefon i odblokowałam go. Zatkało mnie jak zobaczyłam tapetę. Na niej było selfie Gawlińskiego, na którym robił dzióbek. Rzuciłam telefonem o łóżko i wyszłam z pokoju. Nie mogłam pokazać po sobie, że coś się stało.
- Jest już obiad ? - zapytałam
- Tak, już możesz brać. - uśmiechnęła się mama.
- Siema wszystkim. - do domu weszła Weronika.
- O Weroniczka. Właśnie obiad już jest. - krzyknęła mama. - Nakładaj sobie.
Z nalaną zupą usadowiłam się wygodnie przy stole.
- A gdzie Filip ? - zapytałam
- Poszedł do domu. Coś tam miał do załatwienia.
- Aha. -westchnęłam
niedziela, 13 grudnia 2015
Rozdział 7
Czas się kręci, czas płynie, a pamięć wciąż żywa... Już dwa tygodnie minęły od mojego wyjścia ze szpitala. Przez ten czas praktycznie z nikim nie rozmawiałam i nie opuszczałam pokoju, no za wyjątkiem jak musiałam się udać do toalety. Moja psychika nie nadawała już się do niczego. Popadłam w totalną depresję. Co chwile miałam jakieś myśli samobójcze, ale jednak coś mnie odciągało.
Przeglądałam Facebook'a kiedy natrafiłam na zdjęcie Dawida. Zaczęłam płakać. Twarz schowałam w poduszkę, która po minucie była cała mokra. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
OCZAMI MAMY
Nie mogłam już wytrzymać z tym zachowaniem Moniki. Zaszyła się w tym pokoju na dobre. Wszystkich odtrąca, nikogo nie słucha, nawet Filipa. Syn bardzo cierpi z tego powodu, bo do tej pory byli z sobą bardzo zżyci. A ona nawet teraz się do niego nie odzywa.
- Słuchaj Mietek, coś z tym musimy zrobić. - powiedziałam przy obiedzie. - Myślałam, żeby zadzwonić do tego lekarza, żeby przyszedł ją zbadać i porozmawiać. Może on jej przegada do tej głowy. Nie mogę patrzeć na to jak ona się męczy.
- Świetny pomysł. Masz tutaj numer do niego. - wręczył mi wizytówkę.
Szybko wystukałam numer na ekranie i zaraz przyłożyłam go do ucha. Po kilku sygnałach odezwał się głos:
- Doktor Aleksander Gawliński, słucham.
- Dzień dobry Panie doktorze. Z tej strony Lucyna Żurek. Jestem mamą Moniki Żurek, nie wiem czy Pan pamięta.
- yyy tak pamiętam. Coś się stało ??
- Tak. Ona od przyjazdu do domu w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju, z nikim nie rozmawia. Wczoraj tylko kazała mi sobie przynieść mocne tabletki przeciwbólowe, bo nie może wytrzymać z nogą. Mam taką prośbę... Czy mógłby Pan przyjechać i ją zbadać ? I tak przy okazji porozmawiać ? Może Panu się coś uda zdziałać...
- No dobrze. Mam czas za pół godziny. Może być ?
- Tak, oczywiście. To do widzenia.
- Do widzenia.
- I co powiedział ? - mąż był zaciekawiony.
- Będzie za pół godziny. - uśmiechnęłam się.
- Kto tu przyjdzie ? - do jadalni weszła Weronika
- Doktor. Może przegada twojej siostrze do tego łba. - rzekł lekko zdenerwowany mąż.
- Wiecie, że Filip też przez to jest w dołku ? Udaje twardego, ale ja widzę co się z nim dzieje. Macie jakiś pomysł, co go pocieszy ? - córka usiadła koło nas.
- Porozmawiajmy z nim tak szczerze. - zaproponowałam
Przez kilkanaście minut ustalaliśmy co począć z synem. Jednak naszą burzę mózgu przerwał dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się młody, wysoki, przystojny mężczyzna.
- Dzień dobry Panie doktorze, zapraszam. - przepuściłam go
Wszedł do środka i był trochę zmieszany.
- My już naprawdę nie wiemy co mamy robić. - westchnęłam. - Tutaj proszę. - wskazałam drzwi do jej pokoju.
OCZAMI MONIKI
- Ktoś do ciebie. - rzekła mama
Nic nie odpowiedziałam, leżałam tak dalej. Drzwi się zamknęły i nastała cisza. Nagle na mojej ręce poczułam czyjeś palce. To był ten sam dotyk, który jak i teraz wywołał ciarki na moim ciele, a w brzuchu zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Niepewnie się obróciłam i ujrzałam mojego ortopedę.
- Dzień dobry. - powiedział
Jak zwykle poważny, zero uśmiechu. Tylko czekałam na jego jakąś docinkę.
- Pani mama prosiła, abym Panią zbadał. - wytłumaczył się.
- Nie potrzebuję badania. - slochnęłam
- Nalegam. - był nieugięty.
- Dobrze. - westchnęłam
Powoli zsunęłam spodnie. Zaczął dotykać miejsce złamania. Robił to tak delikatnie. Uważnie przyglądałam się jego poczynaniom. jego chude, długie palce energicznie jeździły po moim udzie. Jego twarz była skupiona. Seksownie tak wyglądał. Pochyliłam się do przodu bardziej, żeby zobaczyć co teraz robi. On w tej samej chwili odwrócił głowę w moją stronę. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Moje serce waliło tak mocno, że mało nie wypadło mi z klatki piersiowej. Oddech coraz bardziej przyspieszał, a mimo to wpatrywałam się w jego oczy. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wpatrywaliśmy się w tak siebie, kiedy on zaczął powoli się do mnie przybliżać. Kiedy nasze wargi były już prawie złączone, zadzwonił jego telefon. Szybko się wyprostował i odebrał. Ja nie wiedziałam co się stało. Co ja w ogóle robiłam? Patrzyłam na niego, jak on się po tym zachowuje. Jednak stał do mnie placami i nie widziałam jego emocji. Nawet nie słuchałam co mówi, byłam zbyt zajęta wpatrywania się w niego i analizowania całego zajścia.
- Jak się czujesz ? - dopiero po jakiejś chwili dotarło do mnie, że siedzi koło mnie.
- Przepraszam, słucham ? - zwróciłam się do niego
- Jak się czujesz ? - powtórzył
- Dobrze. - kiwnęłam głową
- Na pewno ? Twoja mama mówiła co innego.
- Przesadza.
- No zastając cię w takim stanie, w jakim się zastałem, to chyba bardziej wierzę twojej mamie.
- Ma rację. Ja sobie z tym nie radzę, rozumiesz ? Przerasta mnie to ! Nie chce mi się już żyć ! Po co mnie ratowałeś ?! Co ?! Nie musiałbyś tu teraz siedzieć. Ty miałbyś lżej i ja bym nie musiała się tak cholernie męczyć.
- Myślisz, że ja mam takie lekkie, miłe życie ? Myślisz, że co ? Że jestem ortopedą to mam kasę i wszystko co chcę ? Że żyję jak w siódmym niebie ? Tutaj się mylisz. Tyle co ja codziennie widzę cierpienia, to jest dołujące. Czasami mam ochotę rzucić wszystko, wylecieć z tego cholernego szpitala i wydrzeć się z całego gardła. Ale nie mogę. Muszę być silny. I ty też musisz. Przemyśl to, naprawdę.
- Poczekasz chwilę ? Muszę do toalety.
Kiwną głową, a ja z sykiem zeszłam z łóżka. Ta toaleta była dla mnie czasem do przemyśleń. Polubiłam go, nie wiem dlaczego. Jest całkiem inny niż w szpitalu. Taki otwarty dla mnie, pomaga mi. Kiedy weszłam do pokoju, robił coś na telefonie. Kiedy usłyszał, że stawiam kule koło niego podniósł na mnie wzrok i przeniósł go na mój telefon, który właśnie wydał dźwięk powiadomienia. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam co mi przyszło. Zaproszenie do grona znajomych od użytkownika... i tylko tyle zobaczyłam na pasku powiadomień. Kliknęłam na to i wyświetliła mi się osoba, która mnie zaprasza. Był to niejaki Aleksander Gawliński. Zerknęłam na niego. Była zapatrzony w telefon. Jednak wiedziałam, że czeka na odpowiedź. Po chwili wahania wcisnęłam akceptuj. Jego telefon wydał wibrację, a doktorek się ożywił. Zaczął energicznie przesuwać palcem po ekranie. Po chwili wiedziałam co robi, bo co chwile przychodziło mi, że lajknął moje zdjęcie.
- Możesz przestać ? - rzekłam po chwili
- Ale co ?
- Nie udawaj. Mów, co z moją nogą.
- Wszystko dobrze. Ja muszę już lecieć. - wsunął telefon do kieszeni i wstał.
Kierował się w stronę drzwi, kiedy nagle odwrócił się, podszedł do mnie, dał mi buziaka w policzek i znowu szedł do drzwi.
- Olek ? - zatrzymałam go.
Odwrócił się.
- Uśmiechniesz się chociaż raz do mnie ? - zapytałam
Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki, piękny uśmiech.
- Przyjdziesz jutro ? - moje kąciki ust powędrowały lekko w górę.
Kiwnął głową i wyszedł. Uśmiechnęłam opadłam na łóżku i zanurzyłam się we wspomnieniach jego uśmiechu.
OCZAMI MAMY
- I co z nią Panie doktorze ? - zapytałam
- Dałbym jej jeszcze parę dni. Jak się nie poprawi, to proszę udać się do psychologa.
- A co z nogą??
- Wszystko idzie w dobrym kierunku. Oczywiście naturalne jest to, że mocno boli. Najgorsze jakie może być złamanie. Proszę jej dawać te tabletki 2 razy dziennie. - wręczył mi tabletki.
- Dziękuję. - posłałam mu uśmiech.
- Do widzenia. - uśmiechnął się i wyszedł,
OCZAMI MONIKI
Weszłam na Fb gdzie czekały na mnie powiadomienia, że Olek polubił wszystkie moje zdjęcia. Dodatkowo zaczął obserwować mnie na instagramie i mam zaproszenie na Snapchacie. Użytkownik o nazwie ortoAlek. No trudno się domyśleć któż to taki. Oczywiście na ig też zaczęłam go obserwować. Miał aż jedno zdjęcie, które polubiłam. Na Snapie też przyjęłam jego zaproszenie i zaraz po tym wysłałam zdjęcie z dopiskiem do jutra !
Normalnie byłam rozpromieniona. Przeglądałam jego facebook'owy profil. Dowiedziałam się tylko, że mieszka w Łodzi. Miał tylko dwa zdjęcia. Na profilowym wyszedł seksownie. Tym jego uśmiechem. Na internecie szukałam informacji o nim. Jednak było ich mało. Była jedna opinia i to pozytywna. Przyszło powiadomienie, że dostałam snapa. Szybko go włączyła, ale szybko moja radość prysnęła, bo to nie było on... Masło wysłała snapa z Marcinem. Ja zrobiłam zdj moich nóg i dopisałam: szczęściara xD :P i wysłałam. Jednak po chwili przyszło coś od niego. Nie wahając się otworzyłam go. Na zdjęciu były jego nogi, a on leżał. Dooomek :3 miał takie chude, długie stopy, które mnie urzekły. Tak same jego palce u dłoni są takie, które mnie pociągają. Zasłoniłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Ahh te stopy *.* Nie wiem dlaczego wysłałam mu to. Dopiero po chwili wkurzyłam się na siebie. Podenerwowana wpatrywałam się w czerwony trójkącik, który oznacza wysłane zdjęcie. Nagle zrobił się pusty. Moje serce waliło jak młot. Ciekawe czy coś odpisze. A jak odpisze to pewnie będzie wkurzony i będzie mnie cisnął. Po co ja głupia to zrobiłam ?! I przy jego nazwie pokazał się kwadracik... Wysłał coś. Otworzyć to czy nie ? Ręce mi drżały. Jednak po chwili się przełamałam i nacisnęłam. Twoje też niezłe ;) Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Odwróciłam aparat na kamerkę przednią i zrobiłam dziubek. Dziękuję. i wysłałam. Czy na pewno dobrze zrobiłam ? Znowu obawy powróciły i ten stres. Jednak odpowiedź znowu była pozytywna. On też wysłał selfie z dziubkiem nie ma za co ;* Zrobiłam screena, bo nie mogłam się mu oprzeć. Zaraz przyszło czarne zdj i ejjjjjj !! Usuń to ! Zaczęłam się z nim droczyć, a on ze mną i tak spędziłam cały wieczór na Snapie. W międzyczasie snapowałam też z Anią i Gabryśką. Były zadowolone, że wychodzę z dołka. Jednak nie powiedziałam im o Olku. Nikomu o nim nie powiedziałam.
Jednak tego dnia z pokoju jeszcze nie wyszłam. Nie chciałam, żeby wyszło na jaw to, że to dzięki niemu polepszyło mi się. Jutro zacznę wszystko na nowo.
Przeglądałam Facebook'a kiedy natrafiłam na zdjęcie Dawida. Zaczęłam płakać. Twarz schowałam w poduszkę, która po minucie była cała mokra. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
OCZAMI MAMY
Nie mogłam już wytrzymać z tym zachowaniem Moniki. Zaszyła się w tym pokoju na dobre. Wszystkich odtrąca, nikogo nie słucha, nawet Filipa. Syn bardzo cierpi z tego powodu, bo do tej pory byli z sobą bardzo zżyci. A ona nawet teraz się do niego nie odzywa.
- Słuchaj Mietek, coś z tym musimy zrobić. - powiedziałam przy obiedzie. - Myślałam, żeby zadzwonić do tego lekarza, żeby przyszedł ją zbadać i porozmawiać. Może on jej przegada do tej głowy. Nie mogę patrzeć na to jak ona się męczy.
- Świetny pomysł. Masz tutaj numer do niego. - wręczył mi wizytówkę.
Szybko wystukałam numer na ekranie i zaraz przyłożyłam go do ucha. Po kilku sygnałach odezwał się głos:
- Doktor Aleksander Gawliński, słucham.
- Dzień dobry Panie doktorze. Z tej strony Lucyna Żurek. Jestem mamą Moniki Żurek, nie wiem czy Pan pamięta.
- yyy tak pamiętam. Coś się stało ??
- Tak. Ona od przyjazdu do domu w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju, z nikim nie rozmawia. Wczoraj tylko kazała mi sobie przynieść mocne tabletki przeciwbólowe, bo nie może wytrzymać z nogą. Mam taką prośbę... Czy mógłby Pan przyjechać i ją zbadać ? I tak przy okazji porozmawiać ? Może Panu się coś uda zdziałać...
- No dobrze. Mam czas za pół godziny. Może być ?
- Tak, oczywiście. To do widzenia.
- Do widzenia.
- I co powiedział ? - mąż był zaciekawiony.
- Będzie za pół godziny. - uśmiechnęłam się.
- Kto tu przyjdzie ? - do jadalni weszła Weronika
- Doktor. Może przegada twojej siostrze do tego łba. - rzekł lekko zdenerwowany mąż.
- Wiecie, że Filip też przez to jest w dołku ? Udaje twardego, ale ja widzę co się z nim dzieje. Macie jakiś pomysł, co go pocieszy ? - córka usiadła koło nas.
- Porozmawiajmy z nim tak szczerze. - zaproponowałam
Przez kilkanaście minut ustalaliśmy co począć z synem. Jednak naszą burzę mózgu przerwał dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się młody, wysoki, przystojny mężczyzna.
- Dzień dobry Panie doktorze, zapraszam. - przepuściłam go
Wszedł do środka i był trochę zmieszany.
- My już naprawdę nie wiemy co mamy robić. - westchnęłam. - Tutaj proszę. - wskazałam drzwi do jej pokoju.
OCZAMI MONIKI
- Ktoś do ciebie. - rzekła mama
Nic nie odpowiedziałam, leżałam tak dalej. Drzwi się zamknęły i nastała cisza. Nagle na mojej ręce poczułam czyjeś palce. To był ten sam dotyk, który jak i teraz wywołał ciarki na moim ciele, a w brzuchu zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Niepewnie się obróciłam i ujrzałam mojego ortopedę.
- Dzień dobry. - powiedział
Jak zwykle poważny, zero uśmiechu. Tylko czekałam na jego jakąś docinkę.
- Pani mama prosiła, abym Panią zbadał. - wytłumaczył się.
- Nie potrzebuję badania. - slochnęłam
- Nalegam. - był nieugięty.
- Dobrze. - westchnęłam
Powoli zsunęłam spodnie. Zaczął dotykać miejsce złamania. Robił to tak delikatnie. Uważnie przyglądałam się jego poczynaniom. jego chude, długie palce energicznie jeździły po moim udzie. Jego twarz była skupiona. Seksownie tak wyglądał. Pochyliłam się do przodu bardziej, żeby zobaczyć co teraz robi. On w tej samej chwili odwrócił głowę w moją stronę. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Moje serce waliło tak mocno, że mało nie wypadło mi z klatki piersiowej. Oddech coraz bardziej przyspieszał, a mimo to wpatrywałam się w jego oczy. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wpatrywaliśmy się w tak siebie, kiedy on zaczął powoli się do mnie przybliżać. Kiedy nasze wargi były już prawie złączone, zadzwonił jego telefon. Szybko się wyprostował i odebrał. Ja nie wiedziałam co się stało. Co ja w ogóle robiłam? Patrzyłam na niego, jak on się po tym zachowuje. Jednak stał do mnie placami i nie widziałam jego emocji. Nawet nie słuchałam co mówi, byłam zbyt zajęta wpatrywania się w niego i analizowania całego zajścia.
- Jak się czujesz ? - dopiero po jakiejś chwili dotarło do mnie, że siedzi koło mnie.
- Przepraszam, słucham ? - zwróciłam się do niego
- Jak się czujesz ? - powtórzył
- Dobrze. - kiwnęłam głową
- Na pewno ? Twoja mama mówiła co innego.
- Przesadza.
- No zastając cię w takim stanie, w jakim się zastałem, to chyba bardziej wierzę twojej mamie.
- Ma rację. Ja sobie z tym nie radzę, rozumiesz ? Przerasta mnie to ! Nie chce mi się już żyć ! Po co mnie ratowałeś ?! Co ?! Nie musiałbyś tu teraz siedzieć. Ty miałbyś lżej i ja bym nie musiała się tak cholernie męczyć.
- Myślisz, że ja mam takie lekkie, miłe życie ? Myślisz, że co ? Że jestem ortopedą to mam kasę i wszystko co chcę ? Że żyję jak w siódmym niebie ? Tutaj się mylisz. Tyle co ja codziennie widzę cierpienia, to jest dołujące. Czasami mam ochotę rzucić wszystko, wylecieć z tego cholernego szpitala i wydrzeć się z całego gardła. Ale nie mogę. Muszę być silny. I ty też musisz. Przemyśl to, naprawdę.
- Poczekasz chwilę ? Muszę do toalety.
Kiwną głową, a ja z sykiem zeszłam z łóżka. Ta toaleta była dla mnie czasem do przemyśleń. Polubiłam go, nie wiem dlaczego. Jest całkiem inny niż w szpitalu. Taki otwarty dla mnie, pomaga mi. Kiedy weszłam do pokoju, robił coś na telefonie. Kiedy usłyszał, że stawiam kule koło niego podniósł na mnie wzrok i przeniósł go na mój telefon, który właśnie wydał dźwięk powiadomienia. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam co mi przyszło. Zaproszenie do grona znajomych od użytkownika... i tylko tyle zobaczyłam na pasku powiadomień. Kliknęłam na to i wyświetliła mi się osoba, która mnie zaprasza. Był to niejaki Aleksander Gawliński. Zerknęłam na niego. Była zapatrzony w telefon. Jednak wiedziałam, że czeka na odpowiedź. Po chwili wahania wcisnęłam akceptuj. Jego telefon wydał wibrację, a doktorek się ożywił. Zaczął energicznie przesuwać palcem po ekranie. Po chwili wiedziałam co robi, bo co chwile przychodziło mi, że lajknął moje zdjęcie.
- Możesz przestać ? - rzekłam po chwili
- Ale co ?
- Nie udawaj. Mów, co z moją nogą.
- Wszystko dobrze. Ja muszę już lecieć. - wsunął telefon do kieszeni i wstał.
Kierował się w stronę drzwi, kiedy nagle odwrócił się, podszedł do mnie, dał mi buziaka w policzek i znowu szedł do drzwi.
- Olek ? - zatrzymałam go.
Odwrócił się.
- Uśmiechniesz się chociaż raz do mnie ? - zapytałam
Momentalnie na jego twarzy pojawił się szeroki, piękny uśmiech.
- Przyjdziesz jutro ? - moje kąciki ust powędrowały lekko w górę.
Kiwnął głową i wyszedł. Uśmiechnęłam opadłam na łóżku i zanurzyłam się we wspomnieniach jego uśmiechu.
OCZAMI MAMY
- I co z nią Panie doktorze ? - zapytałam
- Dałbym jej jeszcze parę dni. Jak się nie poprawi, to proszę udać się do psychologa.
- A co z nogą??
- Wszystko idzie w dobrym kierunku. Oczywiście naturalne jest to, że mocno boli. Najgorsze jakie może być złamanie. Proszę jej dawać te tabletki 2 razy dziennie. - wręczył mi tabletki.
- Dziękuję. - posłałam mu uśmiech.
- Do widzenia. - uśmiechnął się i wyszedł,
OCZAMI MONIKI
Weszłam na Fb gdzie czekały na mnie powiadomienia, że Olek polubił wszystkie moje zdjęcia. Dodatkowo zaczął obserwować mnie na instagramie i mam zaproszenie na Snapchacie. Użytkownik o nazwie ortoAlek. No trudno się domyśleć któż to taki. Oczywiście na ig też zaczęłam go obserwować. Miał aż jedno zdjęcie, które polubiłam. Na Snapie też przyjęłam jego zaproszenie i zaraz po tym wysłałam zdjęcie z dopiskiem do jutra !
Normalnie byłam rozpromieniona. Przeglądałam jego facebook'owy profil. Dowiedziałam się tylko, że mieszka w Łodzi. Miał tylko dwa zdjęcia. Na profilowym wyszedł seksownie. Tym jego uśmiechem. Na internecie szukałam informacji o nim. Jednak było ich mało. Była jedna opinia i to pozytywna. Przyszło powiadomienie, że dostałam snapa. Szybko go włączyła, ale szybko moja radość prysnęła, bo to nie było on... Masło wysłała snapa z Marcinem. Ja zrobiłam zdj moich nóg i dopisałam: szczęściara xD :P i wysłałam. Jednak po chwili przyszło coś od niego. Nie wahając się otworzyłam go. Na zdjęciu były jego nogi, a on leżał. Dooomek :3 miał takie chude, długie stopy, które mnie urzekły. Tak same jego palce u dłoni są takie, które mnie pociągają. Zasłoniłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Ahh te stopy *.* Nie wiem dlaczego wysłałam mu to. Dopiero po chwili wkurzyłam się na siebie. Podenerwowana wpatrywałam się w czerwony trójkącik, który oznacza wysłane zdjęcie. Nagle zrobił się pusty. Moje serce waliło jak młot. Ciekawe czy coś odpisze. A jak odpisze to pewnie będzie wkurzony i będzie mnie cisnął. Po co ja głupia to zrobiłam ?! I przy jego nazwie pokazał się kwadracik... Wysłał coś. Otworzyć to czy nie ? Ręce mi drżały. Jednak po chwili się przełamałam i nacisnęłam. Twoje też niezłe ;) Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Odwróciłam aparat na kamerkę przednią i zrobiłam dziubek. Dziękuję. i wysłałam. Czy na pewno dobrze zrobiłam ? Znowu obawy powróciły i ten stres. Jednak odpowiedź znowu była pozytywna. On też wysłał selfie z dziubkiem nie ma za co ;* Zrobiłam screena, bo nie mogłam się mu oprzeć. Zaraz przyszło czarne zdj i ejjjjjj !! Usuń to ! Zaczęłam się z nim droczyć, a on ze mną i tak spędziłam cały wieczór na Snapie. W międzyczasie snapowałam też z Anią i Gabryśką. Były zadowolone, że wychodzę z dołka. Jednak nie powiedziałam im o Olku. Nikomu o nim nie powiedziałam.
Jednak tego dnia z pokoju jeszcze nie wyszłam. Nie chciałam, żeby wyszło na jaw to, że to dzięki niemu polepszyło mi się. Jutro zacznę wszystko na nowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
