Powiem wam, że Ania to jest jednak mega agent. Przez ten cały czas była w Polsce, bo załatwiała zwolnienia lekarskie na jakąś dolegliwość, której nigdy nie miała. Oczywiście była to taka, która uniemożliwiała lot samolotem. Nie chciała tam jechać sama, no ale w końcu musiało do tego dojść. Obudziłam się koło męża, bo dotarł do mnie dźwięk sms'a. Wylatuję dzisiaj wieczorem. Zrobiło mi się trochę smutno, bo oczywiście będę tęskniła za przyjaciółką. O której ? wysłałam zapytanie i udałam się do łazienki.
Szykując śniadanie dostałam odpowiedź: 18, ale muszę być wcześniej 2 godziny ;) Nie mam żadnych planów, więc będę towarzyszyła mojej kochanej.
Przyglądałam się szykującemu się Alkowi. Wsuwał właśnie niebieską koszulę w granatowe spodnie.
- Przystojniak. - podeszłam do niego i objęłam w pasie - Do której dzisiaj robisz ?
- Do 15 przyjemniaczku. - pogłaskał mnie
- O to super. - mruknęłam radośnie - Przed 16 pojedziemy z Anią na lotnisko, bo musi być 2 godziny przed wylotem. Nie chcę, żeby była tam sama.
- Wiesz co. - zaczął - Nie mogę pojechać.
- Niby dlaczego ? - oderwałam się od niego
- Umówiłem się z chłopakami na piwo. - obwieścił
- A może ja mam inne plany. - powiedziałam lekko wkurzona
- A kto powiedział, że mamy mieć te same plany ? - podniósł brew
- Yyy, tak jakby jesteś moim mężem, a małżeństwa zazwyczaj mają te same plany.
- Może po prostu chcę zrobić coś sam ? Może chcę trochę odpocząć od ciebie.
- Odpocząć ode mnie ? - podniosłam głos - No tak oczywiście. Jak ja w ogóle mogłam myśleć, że małżeństwo jest razem i planują razem i mówią sobie o wszystkim. Matko, jaką ja byłam debilką ! - krzyknęłam
- Nie o to mi chodzi. - machał rękami - Przez cały miesiąc byłem przy tobie ! Tylko przy tobie.
- Ale czy ja ci kazałam być cały czas ? Mogłeś się spotykać z przyjaciółmi, nie zabroniłam ci !
- Matko Monika, ale ty jesteś nieznośna !
- Dobra, idź już, bo do pracy się spóźnisz. - warknęłam
- No oczywiście, najlepiej uciekać od wszystkiego.
- Wiesz co? Nie wracaj z tej swojej pracy. Rób sobie co chcesz i z kim chcesz. - zdenerwowana na maksa poszłam do sypialni i trzasnęłam za sobą drzwiami, co spowodowało wielki huk.
Wkurzona, ale i zrozpaczona opadłam na łóżko i schowałam głowę w poduszkach. Doszło do mnie tylko ciche ja pierdole męża i zaraz po tym wyszedł. No zdenerwował mnie, no ! Rozumiem, że chce pobyć z kolegami, no ale mógł mi o tym powiedzieć. Przyjadę po ciebie przed 16 :* wysłałam wiadomość do Ani.
Przez cały dzień robiłam wszystko, żeby nie myśleć o Gawlińskim. Jak tylko przypomniałam sobie oni, to ciśnienie mi skakało i o mało co nie wpadałam w szał. Co za frajer no ! A dopiero co lekarz kazał mi się nie denerwować, bo tak jakby przez to wylądowałam w szpitalu.
- Hej kochanie. - przywitałam się z wsiadającą przyjaciółką
- Hej. - radosna przytuliła mnie - Możemy jechać. Pożegnałam się z rodzicami, więc let's go !
Jeszcze energicznie pomachała rodzicom i odjechałyśmy.
Godzina na lotnisku zleciała nam bardzo szybko. Rozmawiałyśmy o wszystkim i niczym.
- Monia, coś się stało ? Wydajesz się być spięta. - złapała mnie za dłoń
- Pokłóciłam się z Alkiem. - szepnęłam - Ale nie chcę o tym rozmawiać. Wkurzył mnie frajer i tyle.
- Wow, musiało być ostro, bo nigdy nie słyszałam, takich mocnych słów o nim od ciebie. No może, przed tym jak z nim zaczęłaś chodzić. - zaśmiała się
- Będzie mi ciebie brakowało. - szepnęłam
- Mi ciebie też. - przytuliła mnie - Nie chcę tam lecieć sama. Jeszcze ten lot taki dłuuuugi. - westchnęła - Nie chcę, no nie chcę. To jest straszne ! Jesteś mega farciarą, że masz Alka.
- Niesamowitą. - powiedziałam to ironicznie
- Sorki. - wyciągnęła dzwoniący telefon - Mama.
Kiwnęłam głową i zaczęłam przechadzkę. Na krzesełkach siedział jakiś mężczyzna. Widać, że wysoki, dobrze zbudowany, dłuższe blond włosy i niebieskie oczy. Siedział sam, więc usiadłam koło niego.
- Leci Pan do Japonii ? - zapytałam
- Tak. - powiedział wyrwany z transu - A Pani ?
- Nie, nie, ja nie. - zaśmiałam się - Chyba bym nie dała rady - objęłam brzuch
- O, gratuluję. - posłał mi przepiękny uśmiech - Który miesiąc ?
- Szósty. Ale wie Pan co ? Moja przyjaciółka właśnie leci. Całkiem sama, nie ma nikogo, jest taka samotna. No niech tylko Pana na nią popatrzy. - wskazałam na energicznie wymachującą ręką przyjaciółkę, która nadal rozmawiała przez telefon - Mogę Pana o coś prosić ?
- Krzysiek jestem. - podał mi rękę
- Monika. - uścisnęłam ją
- Słucham cię Moniko.
- Więc, mógłbyś się nią zaopiekować podczas lotu ?
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się - Jest szczęściarą, że ma taką troskliwą przyjaciółkę.
- Ee tam. Ale proszę cię, nie skrzywdź jej. Bo wystarczy, że mnie pewien frajer wkurzył.
- Mąż chciał iść na piwo ?
- Tak, ale tu nie o to chodzi. - westchnęłam - No ale tak, to żony są okropne i trzymają mężów pod kloszem.
Zaśmiał się tym swoim grubym głosem.
- Mój brat nie narzeka. - puścił mi oczko
- Jak ma na imię? - zapytałam
- Tomek.
- Czyli ty jesteś wolny ?
- Tak.
- Super. - zadowoliłam się - Dobra, muszę lecieć. - poderwałam się - Miło się rozmawiało. Dzięki i miłego lotu.
- Dzięki. Miło było cię poznać.
- I wzajemnie. A i proszę nie mów jej, że rozmawialiśmy.
Zaśmiał się i kiwnął głową.
No i nastał pożegnania czas. Przytuliłam się mocno do przyjaciółki.
- Będę tęskniła. - łza pociekła mi po policzku
- Ej, nie płacz. - gładziła mnie po plecach - Wszystko będzie dobrze.
- Mhm - mruknęłam
- Masz tu rodzinę i masz wszystko. Ja niestety jestem sama.
- Zobaczysz, poznasz niedługo kogoś wspaniałego i będziesz bardzo szczęśliwa. - pogładziłam jej ramię
Dostrzegłam za jej plecami Krzyśka, który się nam przyglądał.
- Leć, bo się spóźnisz. - powiedziałam
- Zadzwonię jak tylko będę mogła. - dała mi buziaka w policzek - Paa i powodzenia z Alkiem !
Patrzyłam się jak Ania niecierpliwie stoi w kolejce. W pewnym momencie Krzysiek zaczął iść w jej stronę i "niechcący" szturchnął ją, co spowodowało, że z rąk wyleciała jej torba i bilet.
- Przepraszam bardzo. - powiedział i zaczął zbierać jej rzeczy - Pomogę Pani, wezmę tę torbę.
Na ten widok się uśmiechnęłam i odeszłam.
Przynajmniej ona teraz jest szczęśliwa. Mam nadzieję, że chociaż będzie mogła z nim porozmawiać, żeby jej się nie nudziło.
Bez żadnych chęci wróciłam do domu i zasiadłam przy laptopie. Ale czego bym nie zrobiła, tam wszystko było związane z mężem. Wkurzało mnie to i chciałam już wyłączyć urządzenie, ale właśnie dzwoniła do mnie Ania na skype. Bez wahania odebrałam.
- Hej, hej, hej.- powiedziała wesoło
- Hej. - wymusiłam uśmiech - Jak podróż ?
- Jakoś tam leci. Ale to nie jest ważne. Mój jak z Alkiem.
- A jak ma być ?
- No pogodziliście się i wszyscy są szczęśliwi !
- Nie ma go w domu i bardzo dobrze. Jak tylko o nim pomyślę, to coś mnie trafia. Faceci to szuje.
- Nie wszyscy. - puściła mi oczko
- Koło kogo siedzisz ? - zapytałam
Skierowała kamerkę na sąsiada i ujrzałam przystojnego blondyna. Popatrzył się w kamerkę i pomachał mi. Odwzajemniłam gest.
- Monika poznaj Krzyśka. Jest bardzo miły i rozmawia ze mną, więc szybko leci mi czas.
- Miło mi poznać. - uśmiechnęłam się - Miło z jego strony
Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Popatrzyłam w tamtą stronę i po chwili ujrzałam sylwetkę męża.
- Uuuu chyba Aluś wrócić. - zachichotała
Teraz to oni oboje wpatrywali się w ekran.
Alek popatrzył na mnie, ale szybko odwrócił wzrok.
- Wal się frajerze. - westchnęłam
- Kobieto, nawet nic nie powiedziałem ! - pisnął
- Ale jesteś !
- Słuchaj. - podszedł do mnie - Wiem, że jesteś na mnie wściekła, a ja jestem na Ciebie. Ale ja kurwa cię kocham !
Popatrzyłam się na niego ze zdziwieniem. Ten tylko się uśmiechnął i dał mi buziaka i przyłożył swoje czoło do mojego.
- Szanuj mowę. - szepnęłam i dałam mu buziaka.
Z głośników dotarły do nas wesołe okrzyki. Popatrzyłam się tam.
- To oni to widzieli ? - jęknął Alek - No nieeeee. A ta w ogóle, cześć.
- Cześć. - przywitali się - To jest Krzysiek.
Mąż wziął mnie na kolana i zaczął rozmawiać z przyjaciółką.
- Wiesz co Olek ? - westchnęłam jak zasypialiśmy
- Yhym ?
- Bo to ja powiedziałam Krzyśkowi, żeby zajął się Anią. Na lotnisku.
- O ty świnko jedna. - zachichotał i znalazł się nade mną - Myślisz, że coś z tego będzie ?
- Ja nie mam szczęścia do facetów, więc nie wiem. - ruszyłam ramionami
- Jest mi teraz smutno.- wydął usta
- Wiesz, że jesteś najwspanialszy na świecie. - mruknęłam zanurzając palce w jego czuprynę - Gdyby nie ciąża, to teraz bym ściągnęła z ciebie te ubrania. - przygryzłam warkę, a Gawliński się zaśmiał.
- Powiedziałaś do mnie Olek. - wsunął dłoń pod moją koszulkę - I to jest pora na sen, bo wygadujesz głupoty, moja myszko kochana. - dal mi buziaka i położył się koło mnie
- Dobranoc. - powiedziałam
- Dobranoc. - szepnął - Ale przyznam, że sam bym zabaraszkował.
Zaczęłam się śmiać i przytuliłam się do niego.
piątek, 28 kwietnia 2017
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Rozdział 52
Grudzień zleciał w mgnieniu oka. Był to dla mnie wspaniały czas. Zawsze miałam przy sobie Alka i czuję jakbyśmy bardziej się zbliżyli, chociaż myślałam, że jesteśmy ze sobą najbliżej jak się da. Święta spędziliśmy w rodzinnym gronie i było cudownie.
Teraz przyszedł styczeń, a dokładnie 6 - święto Trzech Króli. Nie było to dla mnie żadne pocieszenie.
Spałam w najlepsze, kiedy przebudziło mnie lekkie szturchnie.
- Kochanie. - dotarł do mnie szept
- Która jest godzina ? - jęknęłam
- 5.13
- O matko. - obróciłam się w jego stronę.
Siedział w koszuli w niebiesko-czarną kratkę i do tego czarne spodnie.
- Jadę do pracy. - pogłaskał mnie po plecach
- Nieeeee. - objęłam go w pasie i położyłam głowę na jego kolanach. - Nigdzie cię nie puszczę.
- Już za długo miałem labę. - zaśmiał się - Dajesz dzióba ?
Ułożyłam usta w dzióbek i skierowałam do góry. Poczułam ciepło warg mojego ukochanego.
- Wracam po 16. Trzymajcie się. - pogłaskał mnie
- Miłej pracy. - uśmiechnęłam się i opatuliłam się kołdrą
- Dziękuję. - zadowolony opuścił sypialnię, a po chwili usłyszałam trzask drzwiami na korytarz.
Cieszę się, że poszedł do pracy. Widziałam po nim, że tęskni. Wcale się nie dziwię, bo przecież to jego życie, tylko tym żył przez dłuższy czas. Jednak z tyłu głowy mam jakieś obawy. Boję się o niego, chociaż wiem że nic strasznego mu nie grozi. Może to też dlatego, że przez ostatni miesiąc miałam go przy sobie ? Chciałam jak najszybciej zasnąć, żeby się tym nie zadręczać. Położyłam dłoń na jego poduszce i wyobraziłam sobie, że leży tu koło mnie. Kąciki ust powędrowały mi do góry i po chwili mogłam cieszyć się spokojnym snem.
Oczywiście mądra Monika nie nastawiła sobie budzika i obudziła się tuż po rozpoczęciu mszy.
- Niech to. - szepnęłam i położyłam dłoń na czole
No trudno, pojadę na mszę do Kuby. Ociężale wstałam i powędrowałam do łazienki, gdzie szybko załatwiłam poranne sprawy. Włączyłam wifi i roznosiły się dźwięki powiadomień. Weszłam na instagrama, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka. A mianowicie Kuba dodał zdjęcie.
Z podpisem: Kiedy po raz pierwszy możesz wyjść normalnie na dwór ! :D
Od razu polubiłam je i skomentowałam: <3 <3
Msza zleciała szybko, mimo iż nie prowadził jej Kuba. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam. Niestety przyjaciel przez jakiś czas nie będzie mógł jeszcze odprawiać mszy, co na pewno nie jest dla niego wspaniałą wiadomością.
- Hej. - uśmiechnął się podchodząc do mnie. - Dzisiaj tutaj ?
- Zaspałam. - zaśmiałam się - Ale przynajmniej mogę sobie z tobą porozmawiać. Jak się czujesz bez maseczki ?
- Świetnie. - uśmiechnął się - Ale jakoś tak mi dziwnie. Przyzwyczaiłem się już, więc nie przeszkadzała mi. Ale teraz czuję że żyję.
- Przystojny jesteś. - popatrzyłam na niego - Włoski tak super ci odrosły.
- Dziękuję. - posłał zawstydzony uśmiech - A jak ty się czujesz ? Maleństwo daje w kość ?
- Spoczko. Nie, nie spokojne jest. Wiesz, Alek dzisiaj pierwszy dzień w pracy i tak jakoś czuję się sama.
- Ojej, przecież masz mnie.
- No wiem, wiem. Ale jednak wiesz, tyle go miałam przy sobie, że się przyzwyczaiłam.
- Dasz radę. - puścił mi oczko.
Delikatnie prószył śnieg, co dodawało uroku do naszego spacerku. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się karetka. Jechała bez sygnałów, tak po prostu. Nagle zaczęła przy nas zwalniać, aż się zatrzymała.
Pierwszy dzień w pracy i jak zwykle muszą mnie w coś wkręcić. Jest zima, a co z tym idzie dużo zachorowań. Lekarzy z naszego pogotowia niestety to nie omija, więc wcisnęli mnie na karetkę.
Jak wracaliśmy z jednego wezwania na chodniku dostrzegłem znajome mi twarze.
- Zatrzymaj się na chwilę. - zwróciłem się do kierowcy
- O, to moja koleżanka ze studiów. - ożywiła się ratowniczka medyczna
Wysiadłem uśmiechnięty i podszedłem do spacerowiczów.
- Siemka. - podałem dłoń Kubie
- Cześć, cześć. - ścisnął ją mocno
Chciałem przywitać się z żoną, ale moja partnerka z pracy wzięła już ją w objęcia i nie chciałem im przeszkadzać.
- Co tam u ciebie ? - zapytałam rudowłosą koleżankę
- A dobrze wszystko. - uśmiechnęła się - Jeżdżę sobie w pogotowiu, udało mi się. Lekarz ma dzisiaj pierwszy dzień po długim wolnym. - pokazała na Alka.- Powiem ci, spoko jest. A co tam u ciebie ?
- Aaaa siedzę sobie w domu. - poklepałam się lekko po brzuchu
- Gratuluję ! - zadowoliła się - Nawet nie wiem kiedy, ty zdarzyłaś zajść. A który miesiąc ?
- Szósty się zaczyna.
- To ty już po ślubie ? - zdziwiła się
- Tak. - zaśmiałam się - Niestety już nie mam wolności.
- Tak młodo. - westchnęła - No wiesz co, dlaczego to zrobiłaś ? Jak mogłaś się tak dać ?
- A no widzisz. - popatrzyłam się na Gawlińskiego, który spoglądał na mnie - Jak tam Panie doktorze pierwszy dzień w pracy ?
- A dobrze. - uśmiechnął się - Tylko zastanawia mnie, dlaczego moja żona spaceruje po mrozie.
- Bo ma taką ochotę.- puściłam mu oczko.
- Jest zimno, chora będziesz.
- Nie będę.
- Niech ci będzie.- westchnął i objął mnie ramieniem
- Pójdę dzisiaj do twoich rodziców, więc po pracy do nich przyjedź, a później pojedziemy do moich, okej ?
- A mam inny wybór ? - popatrzył na mnie
- Nie.
- No właśnie. - dał mi buziaka
- To wy jesteście razem ? - zapytała Oliwia
- Tak. - zaśmiałam się
- Dobra, koniec tego dobrego, zbieramy się. - oznajmił Gawliński i dał mi buziaka na odchodne.
Czas u teściów zleciał mi bardzo szybko, ale i miło. Kocham tych ludzi, są naprawdę pogodni i bardzo mili. Kocham z nimi spędzać czas, czuć, że jest się w wspaniałej, kochającej rodzinie.
Alek przyjechał przed 17 i ledwo co zjadł obiad i zaraz już jechaliśmy. Był zmęczony i chciał jak najszybciej wrócić do domu.
Gdy dotarliśmy do moich rodziców, akurat przyjechał też Filip.
- Hej. - przywitaliśmy się
A że śniegu było sporo, długo się nie zastanawiając ulepiłam śnieżkę i rzuciłam w brata.
- Ej ! - tylko się zaśmiał i szykował się do odwetu.
Zaczęłam biec w stronę domu, aby nie zostać obrzuconą. Jednak nie pomyślałam, że jest ślisko i w połowie drogi wyrżnęłam orła. Poleciałam na pupę i troszkę zamortyzowałam lądowanie rękoma.
- Monika. - usłyszałam zdegustowany głos męża. - Nic ci nie jest ?
Szybko się pozbierałam i ze śmiechem pobiegłam do domu. Nie powiem, lewy nadgarstek trochę mnie bolał, ale to nic takiego.
- Dziecko, musisz uważać, w ciąży jesteś. - podeszła do mnie mama, gdy ściągałam buty.
- Też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się
- Nic ci nie jest ? - do środka wpadł przejęty Alek i od razu podszedł do mnie
- Nie. - uśmiechnęłam się - Spokojnie.
Po odwiedzinach wróciliśmy do domu. Gawliński zaraz po powrocie poszedł się myć, a ja przeglądałam co słychać w sieci. Jednak jak on wyszedł, zajęłam jego miejsce, bo jakoś też czułam że padam na twarz.
- Dobranoc. - szepnęłam wplątując nogi w jego
- Dobranoc. - wyczułam że się uśmiecha
Poczułam mocny ból w brzuchu. Zerwałam się i szybko usiadłam. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Oddychałam nerwowo i gładziłam brzuch, który nie przestawał boleć.
- Alek. - szturchałam męża - Alek, obudź się.
- Mmmm? - mruknął
- Alek proszę cię. - szeptałam spanikowana
Szybko podniósł głowę, a jeszcze szybciej usiadł koło mnie.
- Co się dzieje ? - patrzył na mnie uważnie
- Brzuch mnie strasznie boli. - skrzywiłam się
- Spokojnie, oddychaj głęboko. - gładził mnie po ramieniu. - oprzyj się. - pomógł mi się przesunąć do oparcia. - Zadzwonię po karetkę.
Mąż wszystko z opanowaniem powiedział do telefonu i po chwili wystukiwał nowy numer.
- Kacper ? Cześć, przepraszam, że o 2 w nocy, ale Monika ma straszne bóle brzucha. Zadzwoniłem już po karetkę. Tak. To super, jesteś wielki. No. Do zobaczenia. Dzięki. Cześć. Kacper przyjedzie do szpitala, wiec o nic nie musisz się martwić.
Jak tylko wjechaliśmy do szpitala, przy drzwiach stał Kacper. Ratownik medyczny przekazał mu moje parametry, z których wynikało że mam tylko lekko podniesione ciśnienie.
- Jak się czujesz ? - zawrócił się do mnie
- Słabo. - westchnęłam
- Spokojnie, zaraz zobaczymy co się dzieje. - posłał mi uśmiech
- Przepraszam, że cię tu ściągnęliśmy
- Nie ma sprawy i tak nie spałem. A ty doktorku. - popatrzył na Gawlińskiego - Możesz wracać do domu spać, I tak na razie będziemy robić badania, więc jesteś zbędny.
- Chcę być przy Monice.
- Jedź. - poleciłam mu - Nic mi nie będzie. Rano przyjdziesz.
- No dobra. - westchnął i dał mi buziaka - Trzymaj się, kocham cię.
Przed szóstą rano przyszedł Kacper z wynikami.
- Więc... - usiadł koło mnie - Dlaczego się stresujesz ?
- Nie stresuję się. - uśmiechnęłam się
- Monika mów. Obiecuję, że nic nie powiem Alkowi. Ten ból był wywołany przez stres, wszystko jest w porządku. Ale nie może się to powtarzać, bo jest to niebezpieczne dla dziecka.
- No może się trochę stresuję tym, że Alek poszedł do pracy.
- Serio ? - zaśmiał się - Nie możesz tak, Monia.
- Kacper ty nic nie rozumiesz. Ty nie wiesz, co ja przeszłam, kiedy był na misji. W każdej minucie zastanawiałam się, czy on żyje. 3 dni przed powrotem zadzwonił do mnie. W pewnym momencie padły strzały, nikt się nie odzywał. Przez kolejne trzy dni nie dawał znaku życia. Myślałam, że stało się najgorsze. Później jak już był w domu musiałam przecierpieć jego wahania nastroju, musiałam być silna. Nawet nie masz pojęcia jak mnie to stresowało. Ale nikt się o mnie nie martwił, jedynie przyjaciel, który miał guza.
- Matko, Monika nie wiedziałem. Przepraszam. - pogładził moją dłoń
- Wiec proszę nie mówi nic Alkowi.
- Oczywiście.
Na sali leżałam z pięcioma innymi kobietami w ciąży. Czułam się lepiej i szczerze mówiąc mogłabym już wyjść. Koło 10 do sali wparował młody, uśmiechnięty lekarz.
- Dzień dobry. - przywitał się ze wszystkimi i podszedł do pacjentki po drugiej stronie sali.
Kiedy przechodził koło mnie zaczepiłam go:
- Panie doktorze?
- Tak ? - popatrzył na mnie z uśmiechem
- Czy może Pan zawołać mojego męża ?
- Oczywiście.
Opuścił salę, żeby od razu do niej wrócić. Podszedł do mnie uśmiechnięty.
- Hej. - dał mi buziaka - Jak się czujesz?
- Spoko.
- I jak wyniki. - W porządku. Dzisiaj już wychodzę.
- Super. - usiadł koło mnie na łóżku. - Tylko nie wiem jak załatwimy transport. - zamyślił się - Twoich rodziców nie ma, moi pracują... Ja miałem mieć do 16, ale chcą żebym był do 18... A wypis najpóźniej dają do 16... Coś wymyślę.
- Wezmę taxówkę. - oznajmiłam
- O nie, nie, nie.
- A w ogóle wiesz, co mówił lekarz? Że mąż ma mi gotować obiady. - uśmiechnęłam się
- O to już widzę, jak będziesz jadła. - zaczął się śmiać.
- Jak dzisiaj wrócę, to usmażysz mi takie pyszne naleśniki. - mówiłam rozmarzona
- Ty, ty, ty, ty się czasem nie zagalopowałaś ?
- Dobra, weź już Gawliński idź. - pchnęłam go
- No dobra, zrobię i te naleśniki. - splótł palce z moimi
Syknęłam, bo była to lewa ręka.
- Widziałem. - powiedział- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że cię boli ? - wpatrywał się we mnie
- Bo to nic takiego.
- Przecież jest stłuczony nadgarstek. - przyglądał się mu - Zaraz przyniosę ci maść.
Po kilkunastu minutach wrócił.
- Wiesz jak trudno jest znaleźć coś dla kobiety w ciąży ? Masakra. Ta powinna być dobra. A teraz przepraszam, muszę wrócić do pracy. Przyjdę później.
Fajne nawet mam współlokatorki. Polubiłam je. Mówiły, że mój Aluś jest bardzo dobrym i miłym lekarzem i że będą go polecały.
- Cześć. - do sali wszedł Kuba
- O hej, szczęść Boże. - uśmiechnęłam się - Nie, nie wierzę. Kuba bez koloratki.
- Tak wyszło. - zaśmiał się - Byłem na wynikach, spotkałem Alka i powiedział, że tu leżysz więc jestem. Jak się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - A jak u ciebie.
-Będę żył.
- No nieeee. - jęknęłam
- No niestety. - westchnął
- No nie ! - wpadł Alek - Czy to ten sławny ksiądz, co nagrał piosenki z OneRepublic ? - prawie że krzyczał
- Cicho tam. - syknął duchowny
- Mogę z księdzem selfie ?
- Dawaj. - zaśmiał się
Alek podszedł do niego i wystawił komórkę nad ich głowy. Uśmiechnęli się szeroko i poszły selfiacze.
- Dziękuję. - był zadowolony - Ale fejm. Wstawię na insta.
- Kogoś ty sobie za męża wzięła? - zaśmiał się Kuba.
- Wiedziałam, że skądś księdza kojarzę. - powiedziała jedna z dziewczyn - Moja siostra jest zachwycona tymi piosenkami. Mogę wziąć dla niej autograf ?
- O matko, ale ja nic takiego nie zrobiłem. No ale dobrze. - uśmiechnął się
W radiu leciała piosenka The Chainsmokers - something just like this. Przyjaciel sobie śpiewał pod nosem co mi się podobało.
- Tak mi śpiewaj. - szepnęłam a on tylko się zaśmiał.
Godzina 16.02 do sali wpada ubrany Alek.
- Przepraszam za spóźnienie.
- A ty co ?
- Zabieram cię do domu. - uśmiechnął się
- Gawliński - szepnęłam, gdy leżeliśmy już w łóżku
- Taak ?
- Przeze mnie się nie wyspałeś.
- Wyspałem.
- Nie kłam.
- No dobra, nie wyspałem, ale czy to ma znaczenie ? - mamrotał w poduszkę
- Przepraszam cię. - przytuliłam go - Mogłam cię nie budzić.
- Monika, daj spokój. Nie mam Ci tego za złe, ani nic. A teraz idź spać.
- Ale miłe pożegnanie, nie ma co. - westchnęłam
- Dobranoc. - pogłaskał mnie po brzuchu
- Teraz to się wal. - syknęłam i odwróciłam się do niego plecami
- Przepraszam, po prostu jestem zmęczony.
Mruknęłam tylko.
- Monika, no, przepraszam. - podniósł się i popatrzył na mnie
- Idź spać, bo jesteś zmęczony. Nie zawracaj sobie mną głowy. - powiedziałam beznamiętnie
- Najpierw mnie przepraszasz za to, że się nie wyspałem, bo się o ciebie martwiłem , a powinienem spać, a teraz masz mi za złe to, że chcę spać. Hipokrytka jedna. - powiedział szorstko
Zabolały mnie te słowa. Ale najgorsze było to, że mówił prawdę. Po policzku spłynęła mnie łza.
- Przepraszam. - pociągnęłam nosem
Poczułam jak jego dłoń ląduje na mojej piersi. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- I tak cię nie kocham. - szepnęłam
Teraz przyszedł styczeń, a dokładnie 6 - święto Trzech Króli. Nie było to dla mnie żadne pocieszenie.
Spałam w najlepsze, kiedy przebudziło mnie lekkie szturchnie.
- Kochanie. - dotarł do mnie szept
- Która jest godzina ? - jęknęłam
- 5.13
- O matko. - obróciłam się w jego stronę.
Siedział w koszuli w niebiesko-czarną kratkę i do tego czarne spodnie.
- Jadę do pracy. - pogłaskał mnie po plecach
- Nieeeee. - objęłam go w pasie i położyłam głowę na jego kolanach. - Nigdzie cię nie puszczę.
- Już za długo miałem labę. - zaśmiał się - Dajesz dzióba ?
Ułożyłam usta w dzióbek i skierowałam do góry. Poczułam ciepło warg mojego ukochanego.
- Wracam po 16. Trzymajcie się. - pogłaskał mnie
- Miłej pracy. - uśmiechnęłam się i opatuliłam się kołdrą
- Dziękuję. - zadowolony opuścił sypialnię, a po chwili usłyszałam trzask drzwiami na korytarz.
Cieszę się, że poszedł do pracy. Widziałam po nim, że tęskni. Wcale się nie dziwię, bo przecież to jego życie, tylko tym żył przez dłuższy czas. Jednak z tyłu głowy mam jakieś obawy. Boję się o niego, chociaż wiem że nic strasznego mu nie grozi. Może to też dlatego, że przez ostatni miesiąc miałam go przy sobie ? Chciałam jak najszybciej zasnąć, żeby się tym nie zadręczać. Położyłam dłoń na jego poduszce i wyobraziłam sobie, że leży tu koło mnie. Kąciki ust powędrowały mi do góry i po chwili mogłam cieszyć się spokojnym snem.
Oczywiście mądra Monika nie nastawiła sobie budzika i obudziła się tuż po rozpoczęciu mszy.
- Niech to. - szepnęłam i położyłam dłoń na czole
No trudno, pojadę na mszę do Kuby. Ociężale wstałam i powędrowałam do łazienki, gdzie szybko załatwiłam poranne sprawy. Włączyłam wifi i roznosiły się dźwięki powiadomień. Weszłam na instagrama, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka. A mianowicie Kuba dodał zdjęcie.
Z podpisem: Kiedy po raz pierwszy możesz wyjść normalnie na dwór ! :D
Od razu polubiłam je i skomentowałam: <3 <3
Msza zleciała szybko, mimo iż nie prowadził jej Kuba. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam. Niestety przyjaciel przez jakiś czas nie będzie mógł jeszcze odprawiać mszy, co na pewno nie jest dla niego wspaniałą wiadomością.
- Hej. - uśmiechnął się podchodząc do mnie. - Dzisiaj tutaj ?
- Zaspałam. - zaśmiałam się - Ale przynajmniej mogę sobie z tobą porozmawiać. Jak się czujesz bez maseczki ?
- Świetnie. - uśmiechnął się - Ale jakoś tak mi dziwnie. Przyzwyczaiłem się już, więc nie przeszkadzała mi. Ale teraz czuję że żyję.
- Przystojny jesteś. - popatrzyłam na niego - Włoski tak super ci odrosły.
- Dziękuję. - posłał zawstydzony uśmiech - A jak ty się czujesz ? Maleństwo daje w kość ?
- Spoczko. Nie, nie spokojne jest. Wiesz, Alek dzisiaj pierwszy dzień w pracy i tak jakoś czuję się sama.
- Ojej, przecież masz mnie.
- No wiem, wiem. Ale jednak wiesz, tyle go miałam przy sobie, że się przyzwyczaiłam.
- Dasz radę. - puścił mi oczko.
Delikatnie prószył śnieg, co dodawało uroku do naszego spacerku. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się karetka. Jechała bez sygnałów, tak po prostu. Nagle zaczęła przy nas zwalniać, aż się zatrzymała.
Pierwszy dzień w pracy i jak zwykle muszą mnie w coś wkręcić. Jest zima, a co z tym idzie dużo zachorowań. Lekarzy z naszego pogotowia niestety to nie omija, więc wcisnęli mnie na karetkę.
Jak wracaliśmy z jednego wezwania na chodniku dostrzegłem znajome mi twarze.
- Zatrzymaj się na chwilę. - zwróciłem się do kierowcy
- O, to moja koleżanka ze studiów. - ożywiła się ratowniczka medyczna
Wysiadłem uśmiechnięty i podszedłem do spacerowiczów.
- Siemka. - podałem dłoń Kubie
- Cześć, cześć. - ścisnął ją mocno
Chciałem przywitać się z żoną, ale moja partnerka z pracy wzięła już ją w objęcia i nie chciałem im przeszkadzać.
- Co tam u ciebie ? - zapytałam rudowłosą koleżankę
- A dobrze wszystko. - uśmiechnęła się - Jeżdżę sobie w pogotowiu, udało mi się. Lekarz ma dzisiaj pierwszy dzień po długim wolnym. - pokazała na Alka.- Powiem ci, spoko jest. A co tam u ciebie ?
- Aaaa siedzę sobie w domu. - poklepałam się lekko po brzuchu
- Gratuluję ! - zadowoliła się - Nawet nie wiem kiedy, ty zdarzyłaś zajść. A który miesiąc ?
- Szósty się zaczyna.
- To ty już po ślubie ? - zdziwiła się
- Tak. - zaśmiałam się - Niestety już nie mam wolności.
- Tak młodo. - westchnęła - No wiesz co, dlaczego to zrobiłaś ? Jak mogłaś się tak dać ?
- A no widzisz. - popatrzyłam się na Gawlińskiego, który spoglądał na mnie - Jak tam Panie doktorze pierwszy dzień w pracy ?
- A dobrze. - uśmiechnął się - Tylko zastanawia mnie, dlaczego moja żona spaceruje po mrozie.
- Bo ma taką ochotę.- puściłam mu oczko.
- Jest zimno, chora będziesz.
- Nie będę.
- Niech ci będzie.- westchnął i objął mnie ramieniem
- Pójdę dzisiaj do twoich rodziców, więc po pracy do nich przyjedź, a później pojedziemy do moich, okej ?
- A mam inny wybór ? - popatrzył na mnie
- Nie.
- No właśnie. - dał mi buziaka
- To wy jesteście razem ? - zapytała Oliwia
- Tak. - zaśmiałam się
- Dobra, koniec tego dobrego, zbieramy się. - oznajmił Gawliński i dał mi buziaka na odchodne.
Czas u teściów zleciał mi bardzo szybko, ale i miło. Kocham tych ludzi, są naprawdę pogodni i bardzo mili. Kocham z nimi spędzać czas, czuć, że jest się w wspaniałej, kochającej rodzinie.
Alek przyjechał przed 17 i ledwo co zjadł obiad i zaraz już jechaliśmy. Był zmęczony i chciał jak najszybciej wrócić do domu.
Gdy dotarliśmy do moich rodziców, akurat przyjechał też Filip.
- Hej. - przywitaliśmy się
A że śniegu było sporo, długo się nie zastanawiając ulepiłam śnieżkę i rzuciłam w brata.
- Ej ! - tylko się zaśmiał i szykował się do odwetu.
Zaczęłam biec w stronę domu, aby nie zostać obrzuconą. Jednak nie pomyślałam, że jest ślisko i w połowie drogi wyrżnęłam orła. Poleciałam na pupę i troszkę zamortyzowałam lądowanie rękoma.
- Monika. - usłyszałam zdegustowany głos męża. - Nic ci nie jest ?
Szybko się pozbierałam i ze śmiechem pobiegłam do domu. Nie powiem, lewy nadgarstek trochę mnie bolał, ale to nic takiego.
- Dziecko, musisz uważać, w ciąży jesteś. - podeszła do mnie mama, gdy ściągałam buty.
- Też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się
- Nic ci nie jest ? - do środka wpadł przejęty Alek i od razu podszedł do mnie
- Nie. - uśmiechnęłam się - Spokojnie.
Po odwiedzinach wróciliśmy do domu. Gawliński zaraz po powrocie poszedł się myć, a ja przeglądałam co słychać w sieci. Jednak jak on wyszedł, zajęłam jego miejsce, bo jakoś też czułam że padam na twarz.
- Dobranoc. - szepnęłam wplątując nogi w jego
- Dobranoc. - wyczułam że się uśmiecha
Poczułam mocny ból w brzuchu. Zerwałam się i szybko usiadłam. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Oddychałam nerwowo i gładziłam brzuch, który nie przestawał boleć.
- Alek. - szturchałam męża - Alek, obudź się.
- Mmmm? - mruknął
- Alek proszę cię. - szeptałam spanikowana
Szybko podniósł głowę, a jeszcze szybciej usiadł koło mnie.
- Co się dzieje ? - patrzył na mnie uważnie
- Brzuch mnie strasznie boli. - skrzywiłam się
- Spokojnie, oddychaj głęboko. - gładził mnie po ramieniu. - oprzyj się. - pomógł mi się przesunąć do oparcia. - Zadzwonię po karetkę.
Mąż wszystko z opanowaniem powiedział do telefonu i po chwili wystukiwał nowy numer.
- Kacper ? Cześć, przepraszam, że o 2 w nocy, ale Monika ma straszne bóle brzucha. Zadzwoniłem już po karetkę. Tak. To super, jesteś wielki. No. Do zobaczenia. Dzięki. Cześć. Kacper przyjedzie do szpitala, wiec o nic nie musisz się martwić.
Jak tylko wjechaliśmy do szpitala, przy drzwiach stał Kacper. Ratownik medyczny przekazał mu moje parametry, z których wynikało że mam tylko lekko podniesione ciśnienie.
- Jak się czujesz ? - zawrócił się do mnie
- Słabo. - westchnęłam
- Spokojnie, zaraz zobaczymy co się dzieje. - posłał mi uśmiech
- Przepraszam, że cię tu ściągnęliśmy
- Nie ma sprawy i tak nie spałem. A ty doktorku. - popatrzył na Gawlińskiego - Możesz wracać do domu spać, I tak na razie będziemy robić badania, więc jesteś zbędny.
- Chcę być przy Monice.
- Jedź. - poleciłam mu - Nic mi nie będzie. Rano przyjdziesz.
- No dobra. - westchnął i dał mi buziaka - Trzymaj się, kocham cię.
Przed szóstą rano przyszedł Kacper z wynikami.
- Więc... - usiadł koło mnie - Dlaczego się stresujesz ?
- Nie stresuję się. - uśmiechnęłam się
- Monika mów. Obiecuję, że nic nie powiem Alkowi. Ten ból był wywołany przez stres, wszystko jest w porządku. Ale nie może się to powtarzać, bo jest to niebezpieczne dla dziecka.
- No może się trochę stresuję tym, że Alek poszedł do pracy.
- Serio ? - zaśmiał się - Nie możesz tak, Monia.
- Kacper ty nic nie rozumiesz. Ty nie wiesz, co ja przeszłam, kiedy był na misji. W każdej minucie zastanawiałam się, czy on żyje. 3 dni przed powrotem zadzwonił do mnie. W pewnym momencie padły strzały, nikt się nie odzywał. Przez kolejne trzy dni nie dawał znaku życia. Myślałam, że stało się najgorsze. Później jak już był w domu musiałam przecierpieć jego wahania nastroju, musiałam być silna. Nawet nie masz pojęcia jak mnie to stresowało. Ale nikt się o mnie nie martwił, jedynie przyjaciel, który miał guza.
- Matko, Monika nie wiedziałem. Przepraszam. - pogładził moją dłoń
- Wiec proszę nie mówi nic Alkowi.
- Oczywiście.
Na sali leżałam z pięcioma innymi kobietami w ciąży. Czułam się lepiej i szczerze mówiąc mogłabym już wyjść. Koło 10 do sali wparował młody, uśmiechnięty lekarz.
- Dzień dobry. - przywitał się ze wszystkimi i podszedł do pacjentki po drugiej stronie sali.
Kiedy przechodził koło mnie zaczepiłam go:
- Panie doktorze?
- Tak ? - popatrzył na mnie z uśmiechem
- Czy może Pan zawołać mojego męża ?
- Oczywiście.
Opuścił salę, żeby od razu do niej wrócić. Podszedł do mnie uśmiechnięty.
- Hej. - dał mi buziaka - Jak się czujesz?
- Spoko.
- I jak wyniki. - W porządku. Dzisiaj już wychodzę.
- Super. - usiadł koło mnie na łóżku. - Tylko nie wiem jak załatwimy transport. - zamyślił się - Twoich rodziców nie ma, moi pracują... Ja miałem mieć do 16, ale chcą żebym był do 18... A wypis najpóźniej dają do 16... Coś wymyślę.
- Wezmę taxówkę. - oznajmiłam
- O nie, nie, nie.
- A w ogóle wiesz, co mówił lekarz? Że mąż ma mi gotować obiady. - uśmiechnęłam się
- O to już widzę, jak będziesz jadła. - zaczął się śmiać.
- Jak dzisiaj wrócę, to usmażysz mi takie pyszne naleśniki. - mówiłam rozmarzona
- Ty, ty, ty, ty się czasem nie zagalopowałaś ?
- Dobra, weź już Gawliński idź. - pchnęłam go
- No dobra, zrobię i te naleśniki. - splótł palce z moimi
Syknęłam, bo była to lewa ręka.
- Widziałem. - powiedział- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że cię boli ? - wpatrywał się we mnie
- Bo to nic takiego.
- Przecież jest stłuczony nadgarstek. - przyglądał się mu - Zaraz przyniosę ci maść.
Po kilkunastu minutach wrócił.
- Wiesz jak trudno jest znaleźć coś dla kobiety w ciąży ? Masakra. Ta powinna być dobra. A teraz przepraszam, muszę wrócić do pracy. Przyjdę później.
Fajne nawet mam współlokatorki. Polubiłam je. Mówiły, że mój Aluś jest bardzo dobrym i miłym lekarzem i że będą go polecały.
- Cześć. - do sali wszedł Kuba
- O hej, szczęść Boże. - uśmiechnęłam się - Nie, nie wierzę. Kuba bez koloratki.
- Tak wyszło. - zaśmiał się - Byłem na wynikach, spotkałem Alka i powiedział, że tu leżysz więc jestem. Jak się czujesz ?
- Dobrze. - uśmiechnęłam się - A jak u ciebie.
-Będę żył.
- No nieeee. - jęknęłam
- No niestety. - westchnął
- No nie ! - wpadł Alek - Czy to ten sławny ksiądz, co nagrał piosenki z OneRepublic ? - prawie że krzyczał
- Cicho tam. - syknął duchowny
- Mogę z księdzem selfie ?
- Dawaj. - zaśmiał się
Alek podszedł do niego i wystawił komórkę nad ich głowy. Uśmiechnęli się szeroko i poszły selfiacze.
- Dziękuję. - był zadowolony - Ale fejm. Wstawię na insta.
- Kogoś ty sobie za męża wzięła? - zaśmiał się Kuba.
- Wiedziałam, że skądś księdza kojarzę. - powiedziała jedna z dziewczyn - Moja siostra jest zachwycona tymi piosenkami. Mogę wziąć dla niej autograf ?
- O matko, ale ja nic takiego nie zrobiłem. No ale dobrze. - uśmiechnął się
W radiu leciała piosenka The Chainsmokers - something just like this. Przyjaciel sobie śpiewał pod nosem co mi się podobało.
- Tak mi śpiewaj. - szepnęłam a on tylko się zaśmiał.
Godzina 16.02 do sali wpada ubrany Alek.
- Przepraszam za spóźnienie.
- A ty co ?
- Zabieram cię do domu. - uśmiechnął się
- Gawliński - szepnęłam, gdy leżeliśmy już w łóżku
- Taak ?
- Przeze mnie się nie wyspałeś.
- Wyspałem.
- Nie kłam.
- No dobra, nie wyspałem, ale czy to ma znaczenie ? - mamrotał w poduszkę
- Przepraszam cię. - przytuliłam go - Mogłam cię nie budzić.
- Monika, daj spokój. Nie mam Ci tego za złe, ani nic. A teraz idź spać.
- Ale miłe pożegnanie, nie ma co. - westchnęłam
- Dobranoc. - pogłaskał mnie po brzuchu
- Teraz to się wal. - syknęłam i odwróciłam się do niego plecami
- Przepraszam, po prostu jestem zmęczony.
Mruknęłam tylko.
- Monika, no, przepraszam. - podniósł się i popatrzył na mnie
- Idź spać, bo jesteś zmęczony. Nie zawracaj sobie mną głowy. - powiedziałam beznamiętnie
- Najpierw mnie przepraszasz za to, że się nie wyspałem, bo się o ciebie martwiłem , a powinienem spać, a teraz masz mi za złe to, że chcę spać. Hipokrytka jedna. - powiedział szorstko
Zabolały mnie te słowa. Ale najgorsze było to, że mówił prawdę. Po policzku spłynęła mnie łza.
- Przepraszam. - pociągnęłam nosem
Poczułam jak jego dłoń ląduje na mojej piersi. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- I tak cię nie kocham. - szepnęłam
piątek, 24 marca 2017
Rozdział 51
Z Alkiem jest już lepiej. Nie wymiotuje, nie ma temperatury, tylko jest jeszcze trochę osłabiony. Humorek mu wrócił i ta radość na twarzy.
- Jak Andrzej dzisiaj się miewa ? - zapytał przytulając mnie od tyłu
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i dalej składałam ubrania - A tatuś jak się czuje. - odwróciłam się do niego
- Wspaniale. - wystawił swoje zęby i dał mi buziaka.- Jutro możemy pojechać na zakupy. Dzisiaj jeszcze nie czuję się na siłach.
- Yhym. - mruknęłam
- Filip ma dzisiaj wpaść. - oznajmił dalej mnie przytulając - Kochanie, a może byś sobie usiadła ? Będzie Ci lepiej.
- Nie chcę. - odwróciłam się do niego i złapałam za ręce - A może pooglądamy ślub ? Jeszcze nie widziałam nagrania.
- Masz nagranie od listopada i jeszcze nie oglądałaś ? - był zdziwiony
- Nie. - uśmiechnęłam się - Bez Ciebie jakoś nie mogłam.
- Oj kochanie. - wpatrywał się we mnie - No to oglądajmy.
Na początku był zwiastun, gdzie Alek był w pracy i w kitlu, a ja w stroju ratownika medycznego, później przenieśliśmy się na łąkę, później urywki z kościoła no i kilka scen z wesela. Już od początku mi się podobało. Wtuliłam się w mojego męża i z uśmiechem wspominałam tamten dzień. Na przygotowaniach ciągle byliśmy uśmiechnięci, na luzie. Jak przyjechał po mnie, było widać po mnie wielką radość. Tak mega przystojnie wyglądał, że masakra. Przed kościołem też nam odwalało. Ale moment jak wchodziliśmy do kościoła z Kubą był przepiękny. W oczach stanęły mi łzy. A jak mówiliśmy przysięgę i widać było po nas radość i miłość mocniej przytuliłam się do ukochanego.
- Co jest kochanie ? - pogładził mnie po plechach
- Wtedy stałeś się moim mężem. - otarłam łzę - A ja Cię tak kocham. Tak bardzo mocno.
- Ja ciebie też. - szepnął
Reszta filmu też była znakomita. Było dużo śmiechu, ale także i wzruszeń. Miło tak powspominać najpiękniejszy dzień w życiu. Później przejrzeliśmy zdjęcia, które były niesamowite.
- Gawliński, jak dobrze, że na tamtym festynie kazałeś mi za sobą iść. - westchnęłam
- Czy ja wiem... Dla kogo dla kogo dobrze, to dobrze...
- No wiesz co. - jęknęłam i oderwałam się od niego - Wypchaj się staruchu brzydki.
- No ej. - zaśmiał się - Dopiero co mówiłaś, że mnie kochasz.
- Zmieniłam zdanie. - "urażona" wyszłam z salonu i poszłam do kuchni
Zaczęłam szykować jakieś przekąski, bo lada moment miał zjawić się brat.
- Nie mów, że naprawdę się obraziłaś. - rozbawiony podszedł do mnie
Stałam dalej z poważną twarzą, że niby jestem urażona i przesypywałam chipsy do miski.
- Wariata. - podszedł do mnie i zaczął całować w szyję.
Zaczęłam się zginać, bo mnie to gilgotało.
- Gawliński, no. - śmiałam się - Przestań staruchu.
On jeszcze bardziej zaczął mnie łaskotać.
- No dobra, dobra. - piszczałam ze śmiechu - Przepraszam, jesteś najprzystojniejszy i najlepszy na świecie. Ideał mężczyzny, męża i ojca.
Przestał i dał mi buziaka. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - puścił mi oczko
- Moja dupcia. - klepnęłam go w tyłek jak odchodził i uśmiechnęłam się
- Nie prowokuj. - pogroził palcem i otworzył drzwi.
- Siemanko. - w mieszkaniu rozniósł się wesoły głos Filipa
- Hej. - krzyknęłam
- Jak się czujesz ? - podszedł do mnie i przytuliłam się do niego
- Dobrze. Mały nie wariuje. Weźmiesz chipsy ? - podałam mu miskę
Pokazaliśmy bratu najlepsze momenty z wesela, co wywołało u niego sporo śmiechu.
Akurat jak szłam do łazienki, ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Anię.
- Hej. - przytuliłam się do niej.
- Hej. - weszła uśmiechnięta
- Wchodź. - wpuściłam ją. - Rozgość się. W salonie jest Alek i Filip. Ja zaraz przyjdę.- zniknęłam w łazience
Jakoś tak dziwnie czułam się dzisiaj w towarzystwie Ani. Niby śmiała się, żartowała, ale wiedziałam, że coś z nią jest nie tak.
- Masło ? - zwróciłam się do niej kiedy się zbierała
Popatrzyła się na mnie.
- Wszystko w porządku ?
Uśmiechnęła się, ale zaraz na twarzy pojawił jej się grymas i buchnęła płaczem.
- Ja nie chcę tam jechać. - szlochała
Zanim zdążyłam zareagować, to Filip zamknął ją już w swoich objęciach. Popatrzył się na mnie, a ja mu tylko posłałam spojrzenie z wyrzutem. Miał nie robić nic, co by jej dawało nadzieję. A teraz właśnie popełnił największy błąd. Podeszłam do niej i przejęłam ją od brata.
- Ja tam nie mam nikogo. Kilka dni jest spoko, ale żeby tam mieszkać, to jest masakra. Nie mam tam rodziny, przyjaciół, żadnego chłopaka. Nie wytrzymuję tego. Cholernie tęsknię za wami. Ale z drugiej strony to moje marzenie i nie chcę go zaprzepaścić. Nie wiem co mam robić. - wpatrywała się w moje oczy
- Musisz to na spokojnie przemyśleć. My zawsze jesteśmy z tobą i doskonale o tym wiesz. Jak tam polecisz i coś będzie się działo, wystarczy że powiesz, to ja przylecę. Mówię to naprawdę. Ciąża nic tu nie wnosi. Moim zdaniem powinnaś tam wrócić. Też strasznie za tobą tęsknię, ale mamy internet. Częściej będziemy do siebie dzwonić i będzie dobrze. - pogładziłam jej ramię
- Ja też chętnie przylecę. - walnął Filip
- Dziękuję, zawsze byłeś dla mnie jak brat. -uśmiechnęła się- Oczywiście zapraszam, wpadajcie.
NASTĘPNY DZIEŃ
Dzień zapowiadał się ładnie. Wspólnie z mężem zjedliśmy śniadanie i byliśmy w drodze do galerii. Jak mi brakowało Alka za kierownicą. Zawsze spokojnie podchodził do prowadzenia. Szczególnie teraz, kiedy śnieg sypał, a na ulicach było pełno lodu.
- Alek, siku mi się chce. - oznajmiłam chwile po odjeździe.
- Dopiero co wyjechaliśmy. - pisnął
- No wiem. Ale chce mi się siku. - wierciłam się na fotelu
- Nie wytrzymasz kilka minut ? Zaraz będziemy na miejscu. - popatrzył na mnie z troską
- Nie wiem. - jęknęłam
- Wytrzymaj. - złapał mnie za rękę - Kocham cię.
- Zapnij się, zimno jest ! - kazał mi przed wyjściem
- Daj spokój tylko kilka kroków. A poza tym zaraz się posikam ! - jęczałam
- Chora będziesz. - westchnął
- I mokra! Do jasnej cholery Gawliński ja sikam ! - szybko wysiadłam z samochodu i kierowałam się w stronę galerii
To chyba było najtrudniejsze wyzwanie w moim życiu ! Robiłam wszystko, żeby nie popuścić. Po chwili dobiegł do mnie mąż i weszliśmy do środka. Od razu obrałam kurs na toalety i w mgnieniu oka znaleźliśmy się u celu.
Wizyta w toalecie przyniosła mi wieeeelką ulgę. Ukochany czekał na mnie przed wejściem do toalety. Zbliżyłam się do niego.
- Pociągasz mnie i mam teraz na ciebie taką ochotę. - szepnęłam to rozkosznie
On się tylko zaśmiał i złapał moją dłoń.
- Teraz zakupy. - dał mi buziaka i poszliśmy na sklepy.
Ten czas był miło spędzony. Chodziliśmy ze złączonymi dłońmi, ciągle uśmiechnięci. Alek pomagał mi wybrać ubrania, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
Akurat mierzyłam koszulkę.
- Alek, wejdź na chwilę. - rzekłam do męża czekającego pod przymierzalnią.
- Co się stało ? - wszedł
Uśmiechnęłam się szeroko i zasłoniłam zasłonę. Rzuciłam się na jego szyję i wpiłam w jego ciepłe wargi. Odwzajemnił moje pocałunki i po chwili oderwał się i zaczął śmiać.
- Głupolka. - dał mi buziaka i popatrzył w lustro. - Bierz tą koszulkę, fajna jest.
Wędrując po galerii, w pewnym momemcie dostrzegłam znajomą mi postać. Przystanęłam i zrobiłam duże oczy.
- Co jest? - wpatrywał się we mnie mąż
- Gabryśka! - krzyknęłam i zaczęłam iść w jej stronę.
- Monika! - zadowoliła się i wpadłyśmy sobie w ramiona.
- Czemu nie mówiłaś, że dzisiaj przyjeżdżasz ? - byłam podekscytowana
- Miała być niespodzianka. - zaśmiała się - Ale oczywiście Monisia musiała iść do galerii i wszystko diabli wzięli.
- No musiałam ! Już taka gruba jestem - objęłam brzuch - Masakra.
- Nie przesadzaj. Ślicznie wyglądasz. Hej Alek. - zwróciła się do mojego męża - A właśnie - cofnęła się i objęła jakiegoś mężczyznę - To jest Denis, mój chłopak.
- Cześć. - radosna podałam mu dłoń - Monika jestem
- Alek. - Gawliński uścisnął jego dłoń
- Miło mi. - uśmiechnął się - Wiele o was słyszałem.
- Mam nadzieję, że dobre rzeczy.- popatrzyłam na przyjaciółkę.
- A da się o was inne?- puściła mi oczko
- Ja co chwilę mam ochotę to zabić. - uśmiechnęłam się
- Ale go nie zabiłaś. - stwierdził Denis
- Wpadniecie do nas ? - zaproponowałam
- Ymm, może jutro. Dzisiaj mamy jeszcze dużo spraw do załatwienia. To my będziemy lecieć. Do jutra.- przytuliła się i odeszli
Wróciliśmy do domu pełni energii. Od razu wzięłam się do rozpakowywania zakupów, bo ma do nas dzisiaj wpaść Kuba. Podobały mi się strasznie te ciuchy, które kupiliśmy. Na szafce leżała czapka Cubsów. Założyłam ją i przeglądałam się lustrze. Podobało mi się jak wyglądałam. Rozpuszczone włosy i czapka z daszkiem to idalne połączenie. Uśmiechnięta poszłam do salonu, gdzie siedział mój mąż. Gdy weszłam do pomieszczenia przeniósł na mnie swój wzrok. Jego źrenice się rozszerzyły i na ustach zagościł uśmiech.
- Wyglądasz ślicznie. - wyciągnął do mnie ręcę, w które się wpasowałam - Czekaj zrobię Ci zdjęcie.
Wyciągnął telefon, szeroko się uśmiechnęłam i zrobił mi zdjęcie z góry.
- Pokaż. - przechyliłam telefon do siebie - Matko, jakie super!
- Mega. Ustawię na tapetę i wyślę znajomkom z USA.
- Pozdrów ich. - wtuliłam się w niego
Rozbrzmiał się dzwonek do drzwi i zaraz w mieszkaniu rozniósł się wesoły głos księdza:
- Szczęść Boże, hej, cześć wam.
- Szczęść Boże! - krzyknęłam - Chodź do salonu.
Po chwili pojawił się zadowolony przykaciel.
- Ooooo, jak słodko. - popatrzył się na nas - Cześć. - podał rękę Alkowi - Elo -potarmosił mi włosy.
- Co tam? Jak tam? Jak zdrowie? - zapytałam
- Dobrze. - usadowił się w fotelu - Z dnia na dzień czuję się zdrowszy. Ej w ogóle, pełno osób pisze mi na inście, żebym zrobił live'a.
- Zrób ! - ożywiłam się
- A jak to się robi? - przeglądał coś na telefonie - O chyba tu.
Nacisnąłem odpowiednią ikonę i zaraz po tym wszystko już się nagrywało. Patrzyłem na liczbę w rogu, która mówiła ile osób mnie ogląda. Jak na razie była aż jedna osoba. Jednak z czasem liczba wzrastała.
- Cześć wszystkim. -przywitałem się - Wiele osób prosiło mnie, żebym zrobił live'a, więc jestem. Jest już was ponad 200! Jestem w gościach u Moniki. - przełączyłem kamerkę na przyjaciółkę, która pomachała. - Nie wiem co mam tu mówić, więc zadawajcie mi pytania.
Do pokoju wszedł Alek śpiewając Let me love you Justina Biebera. Popatrzyłem na niego i zacząłem się śmiać.
- Kurcze...- westchnął - Jestem sławny ?
Leciały same komentarze: miszcz, wejście smoka, itp.
- Myślę, że tak. - zaśmiałem się
Dostawałem mnóstwo pytań. Niektóre były naprawdę ciekawe i z chęcią na nie odpowiadałem. Co robi Monika z Alkiem ? Odwróciłem kamerkę, która pokazała małżeństwo, które siedzi na końcach kanapy. Czy oni są w separacji ?
- Nie, nie jesteśmy. - krzyknęła Monika - Ale mam go dosyć.
- Też cię kocham. - puścił jej oczko Gawliński
Sieeeeemka !! <3 zobaczyłem wiadomość od Emilki.
- O! Emilka jest z nami. - powiedziałem
- Siemka !! - krzyczeli
Znowu wciągnąłem się w odpowiadanie. Po kilkunastu minutach oderwałem się i popatrzyłem co robi małżeństwo. Monika była lekko oparta o Alka. Oglądali coś w telewizji. Była to jakaś operacja, którą oglądali z ciekawością i dyskutowali.
- A, takie tam rodzinne oglądanie. - pokazałem wszystkim, co leci.
- No co, operacja złamania uda. - pisnął ortopeda - Przynajmniej sobie pooglądać mogę.
- Bo wiecie, ten oto tu pan jest ortopedą. - pokazałem jego osobę - I to bardzo dobrym. A do tego jest wspaniałym człowiekiem.
- No już tak nie słodź. - popatrzył na mnie
Zamknęłam drzwi za Kubą i poszłam do salonu.
- Fajnie tak jest mieć cię cały czas przy sobie. - westchnęłam
- Ale już niedługo. - uśmiechnął się - Od 6 stycznia wracam na szpital.
Podbiegłam do niego, usiadłam na podłodze i mocno przytuliłam się do jego nogi.
- Nigdzie cię nie puszczę. - rzekłam
Teraz tak sobie myślę, że ja mam dopiero 24 lata. Mam już wspaniałego męża i dziecko w drodze. Czasami czuję się, jakbym miała mniej lat, jakbym była jeszcze nastolatką. Alek ma 28 lat, czego nigdy bym nie powiedziała.
- Jaka słodka dziewczynka. - pogłaskał mnie po głowie - Chodź. - wyciągnął do mnie ręce.
Wstałam powoli i przytuliłam się do niego.
- I ty masz 24 lata. - westchnął
- A ty 28.
- Kocham Cię. - na te słowa poczułam motylki w brzuchu
Wystarczą dwa słowa i od razu czuję się szczęśliwsza. Delikatnie złączyłam nasze wargi.
- Jesteś najwspanialszą rzeczą jaką kiedykolwiek miałam.
- Jak Andrzej dzisiaj się miewa ? - zapytał przytulając mnie od tyłu
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i dalej składałam ubrania - A tatuś jak się czuje. - odwróciłam się do niego
- Wspaniale. - wystawił swoje zęby i dał mi buziaka.- Jutro możemy pojechać na zakupy. Dzisiaj jeszcze nie czuję się na siłach.
- Yhym. - mruknęłam
- Filip ma dzisiaj wpaść. - oznajmił dalej mnie przytulając - Kochanie, a może byś sobie usiadła ? Będzie Ci lepiej.
- Nie chcę. - odwróciłam się do niego i złapałam za ręce - A może pooglądamy ślub ? Jeszcze nie widziałam nagrania.
- Masz nagranie od listopada i jeszcze nie oglądałaś ? - był zdziwiony
- Nie. - uśmiechnęłam się - Bez Ciebie jakoś nie mogłam.
- Oj kochanie. - wpatrywał się we mnie - No to oglądajmy.
Na początku był zwiastun, gdzie Alek był w pracy i w kitlu, a ja w stroju ratownika medycznego, później przenieśliśmy się na łąkę, później urywki z kościoła no i kilka scen z wesela. Już od początku mi się podobało. Wtuliłam się w mojego męża i z uśmiechem wspominałam tamten dzień. Na przygotowaniach ciągle byliśmy uśmiechnięci, na luzie. Jak przyjechał po mnie, było widać po mnie wielką radość. Tak mega przystojnie wyglądał, że masakra. Przed kościołem też nam odwalało. Ale moment jak wchodziliśmy do kościoła z Kubą był przepiękny. W oczach stanęły mi łzy. A jak mówiliśmy przysięgę i widać było po nas radość i miłość mocniej przytuliłam się do ukochanego.
- Co jest kochanie ? - pogładził mnie po plechach
- Wtedy stałeś się moim mężem. - otarłam łzę - A ja Cię tak kocham. Tak bardzo mocno.
- Ja ciebie też. - szepnął
Reszta filmu też była znakomita. Było dużo śmiechu, ale także i wzruszeń. Miło tak powspominać najpiękniejszy dzień w życiu. Później przejrzeliśmy zdjęcia, które były niesamowite.
- Gawliński, jak dobrze, że na tamtym festynie kazałeś mi za sobą iść. - westchnęłam
- Czy ja wiem... Dla kogo dla kogo dobrze, to dobrze...
- No wiesz co. - jęknęłam i oderwałam się od niego - Wypchaj się staruchu brzydki.
- No ej. - zaśmiał się - Dopiero co mówiłaś, że mnie kochasz.
- Zmieniłam zdanie. - "urażona" wyszłam z salonu i poszłam do kuchni
Zaczęłam szykować jakieś przekąski, bo lada moment miał zjawić się brat.
- Nie mów, że naprawdę się obraziłaś. - rozbawiony podszedł do mnie
Stałam dalej z poważną twarzą, że niby jestem urażona i przesypywałam chipsy do miski.
- Wariata. - podszedł do mnie i zaczął całować w szyję.
Zaczęłam się zginać, bo mnie to gilgotało.
- Gawliński, no. - śmiałam się - Przestań staruchu.
On jeszcze bardziej zaczął mnie łaskotać.
- No dobra, dobra. - piszczałam ze śmiechu - Przepraszam, jesteś najprzystojniejszy i najlepszy na świecie. Ideał mężczyzny, męża i ojca.
Przestał i dał mi buziaka. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - puścił mi oczko
- Moja dupcia. - klepnęłam go w tyłek jak odchodził i uśmiechnęłam się
- Nie prowokuj. - pogroził palcem i otworzył drzwi.
- Siemanko. - w mieszkaniu rozniósł się wesoły głos Filipa
- Hej. - krzyknęłam
- Jak się czujesz ? - podszedł do mnie i przytuliłam się do niego
- Dobrze. Mały nie wariuje. Weźmiesz chipsy ? - podałam mu miskę
Pokazaliśmy bratu najlepsze momenty z wesela, co wywołało u niego sporo śmiechu.
Akurat jak szłam do łazienki, ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Anię.
- Hej. - przytuliłam się do niej.
- Hej. - weszła uśmiechnięta
- Wchodź. - wpuściłam ją. - Rozgość się. W salonie jest Alek i Filip. Ja zaraz przyjdę.- zniknęłam w łazience
Jakoś tak dziwnie czułam się dzisiaj w towarzystwie Ani. Niby śmiała się, żartowała, ale wiedziałam, że coś z nią jest nie tak.
- Masło ? - zwróciłam się do niej kiedy się zbierała
Popatrzyła się na mnie.
- Wszystko w porządku ?
Uśmiechnęła się, ale zaraz na twarzy pojawił jej się grymas i buchnęła płaczem.
- Ja nie chcę tam jechać. - szlochała
Zanim zdążyłam zareagować, to Filip zamknął ją już w swoich objęciach. Popatrzył się na mnie, a ja mu tylko posłałam spojrzenie z wyrzutem. Miał nie robić nic, co by jej dawało nadzieję. A teraz właśnie popełnił największy błąd. Podeszłam do niej i przejęłam ją od brata.
- Ja tam nie mam nikogo. Kilka dni jest spoko, ale żeby tam mieszkać, to jest masakra. Nie mam tam rodziny, przyjaciół, żadnego chłopaka. Nie wytrzymuję tego. Cholernie tęsknię za wami. Ale z drugiej strony to moje marzenie i nie chcę go zaprzepaścić. Nie wiem co mam robić. - wpatrywała się w moje oczy
- Musisz to na spokojnie przemyśleć. My zawsze jesteśmy z tobą i doskonale o tym wiesz. Jak tam polecisz i coś będzie się działo, wystarczy że powiesz, to ja przylecę. Mówię to naprawdę. Ciąża nic tu nie wnosi. Moim zdaniem powinnaś tam wrócić. Też strasznie za tobą tęsknię, ale mamy internet. Częściej będziemy do siebie dzwonić i będzie dobrze. - pogładziłam jej ramię
- Ja też chętnie przylecę. - walnął Filip
- Dziękuję, zawsze byłeś dla mnie jak brat. -uśmiechnęła się- Oczywiście zapraszam, wpadajcie.
NASTĘPNY DZIEŃ
Dzień zapowiadał się ładnie. Wspólnie z mężem zjedliśmy śniadanie i byliśmy w drodze do galerii. Jak mi brakowało Alka za kierownicą. Zawsze spokojnie podchodził do prowadzenia. Szczególnie teraz, kiedy śnieg sypał, a na ulicach było pełno lodu.
- Alek, siku mi się chce. - oznajmiłam chwile po odjeździe.
- Dopiero co wyjechaliśmy. - pisnął
- No wiem. Ale chce mi się siku. - wierciłam się na fotelu
- Nie wytrzymasz kilka minut ? Zaraz będziemy na miejscu. - popatrzył na mnie z troską
- Nie wiem. - jęknęłam
- Wytrzymaj. - złapał mnie za rękę - Kocham cię.
- Zapnij się, zimno jest ! - kazał mi przed wyjściem
- Daj spokój tylko kilka kroków. A poza tym zaraz się posikam ! - jęczałam
- Chora będziesz. - westchnął
- I mokra! Do jasnej cholery Gawliński ja sikam ! - szybko wysiadłam z samochodu i kierowałam się w stronę galerii
To chyba było najtrudniejsze wyzwanie w moim życiu ! Robiłam wszystko, żeby nie popuścić. Po chwili dobiegł do mnie mąż i weszliśmy do środka. Od razu obrałam kurs na toalety i w mgnieniu oka znaleźliśmy się u celu.
Wizyta w toalecie przyniosła mi wieeeelką ulgę. Ukochany czekał na mnie przed wejściem do toalety. Zbliżyłam się do niego.
- Pociągasz mnie i mam teraz na ciebie taką ochotę. - szepnęłam to rozkosznie
On się tylko zaśmiał i złapał moją dłoń.
- Teraz zakupy. - dał mi buziaka i poszliśmy na sklepy.
Ten czas był miło spędzony. Chodziliśmy ze złączonymi dłońmi, ciągle uśmiechnięci. Alek pomagał mi wybrać ubrania, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
Akurat mierzyłam koszulkę.
- Alek, wejdź na chwilę. - rzekłam do męża czekającego pod przymierzalnią.
- Co się stało ? - wszedł
Uśmiechnęłam się szeroko i zasłoniłam zasłonę. Rzuciłam się na jego szyję i wpiłam w jego ciepłe wargi. Odwzajemnił moje pocałunki i po chwili oderwał się i zaczął śmiać.
- Głupolka. - dał mi buziaka i popatrzył w lustro. - Bierz tą koszulkę, fajna jest.
Wędrując po galerii, w pewnym momemcie dostrzegłam znajomą mi postać. Przystanęłam i zrobiłam duże oczy.
- Co jest? - wpatrywał się we mnie mąż
- Gabryśka! - krzyknęłam i zaczęłam iść w jej stronę.
- Monika! - zadowoliła się i wpadłyśmy sobie w ramiona.
- Czemu nie mówiłaś, że dzisiaj przyjeżdżasz ? - byłam podekscytowana
- Miała być niespodzianka. - zaśmiała się - Ale oczywiście Monisia musiała iść do galerii i wszystko diabli wzięli.
- No musiałam ! Już taka gruba jestem - objęłam brzuch - Masakra.
- Nie przesadzaj. Ślicznie wyglądasz. Hej Alek. - zwróciła się do mojego męża - A właśnie - cofnęła się i objęła jakiegoś mężczyznę - To jest Denis, mój chłopak.
- Cześć. - radosna podałam mu dłoń - Monika jestem
- Alek. - Gawliński uścisnął jego dłoń
- Miło mi. - uśmiechnął się - Wiele o was słyszałem.
- Mam nadzieję, że dobre rzeczy.- popatrzyłam na przyjaciółkę.
- A da się o was inne?- puściła mi oczko
- Ja co chwilę mam ochotę to zabić. - uśmiechnęłam się
- Ale go nie zabiłaś. - stwierdził Denis
- Wpadniecie do nas ? - zaproponowałam
- Ymm, może jutro. Dzisiaj mamy jeszcze dużo spraw do załatwienia. To my będziemy lecieć. Do jutra.- przytuliła się i odeszli
Wróciliśmy do domu pełni energii. Od razu wzięłam się do rozpakowywania zakupów, bo ma do nas dzisiaj wpaść Kuba. Podobały mi się strasznie te ciuchy, które kupiliśmy. Na szafce leżała czapka Cubsów. Założyłam ją i przeglądałam się lustrze. Podobało mi się jak wyglądałam. Rozpuszczone włosy i czapka z daszkiem to idalne połączenie. Uśmiechnięta poszłam do salonu, gdzie siedział mój mąż. Gdy weszłam do pomieszczenia przeniósł na mnie swój wzrok. Jego źrenice się rozszerzyły i na ustach zagościł uśmiech.
- Wyglądasz ślicznie. - wyciągnął do mnie ręcę, w które się wpasowałam - Czekaj zrobię Ci zdjęcie.
Wyciągnął telefon, szeroko się uśmiechnęłam i zrobił mi zdjęcie z góry.
- Pokaż. - przechyliłam telefon do siebie - Matko, jakie super!
- Mega. Ustawię na tapetę i wyślę znajomkom z USA.
- Pozdrów ich. - wtuliłam się w niego
Rozbrzmiał się dzwonek do drzwi i zaraz w mieszkaniu rozniósł się wesoły głos księdza:
- Szczęść Boże, hej, cześć wam.
- Szczęść Boże! - krzyknęłam - Chodź do salonu.
Po chwili pojawił się zadowolony przykaciel.
- Ooooo, jak słodko. - popatrzył się na nas - Cześć. - podał rękę Alkowi - Elo -potarmosił mi włosy.
- Co tam? Jak tam? Jak zdrowie? - zapytałam
- Dobrze. - usadowił się w fotelu - Z dnia na dzień czuję się zdrowszy. Ej w ogóle, pełno osób pisze mi na inście, żebym zrobił live'a.
- Zrób ! - ożywiłam się
- A jak to się robi? - przeglądał coś na telefonie - O chyba tu.
Nacisnąłem odpowiednią ikonę i zaraz po tym wszystko już się nagrywało. Patrzyłem na liczbę w rogu, która mówiła ile osób mnie ogląda. Jak na razie była aż jedna osoba. Jednak z czasem liczba wzrastała.
- Cześć wszystkim. -przywitałem się - Wiele osób prosiło mnie, żebym zrobił live'a, więc jestem. Jest już was ponad 200! Jestem w gościach u Moniki. - przełączyłem kamerkę na przyjaciółkę, która pomachała. - Nie wiem co mam tu mówić, więc zadawajcie mi pytania.
Do pokoju wszedł Alek śpiewając Let me love you Justina Biebera. Popatrzyłem na niego i zacząłem się śmiać.
- Kurcze...- westchnął - Jestem sławny ?
Leciały same komentarze: miszcz, wejście smoka, itp.
- Myślę, że tak. - zaśmiałem się
Dostawałem mnóstwo pytań. Niektóre były naprawdę ciekawe i z chęcią na nie odpowiadałem. Co robi Monika z Alkiem ? Odwróciłem kamerkę, która pokazała małżeństwo, które siedzi na końcach kanapy. Czy oni są w separacji ?
- Nie, nie jesteśmy. - krzyknęła Monika - Ale mam go dosyć.
- Też cię kocham. - puścił jej oczko Gawliński
Sieeeeemka !! <3 zobaczyłem wiadomość od Emilki.
- O! Emilka jest z nami. - powiedziałem
- Siemka !! - krzyczeli
Znowu wciągnąłem się w odpowiadanie. Po kilkunastu minutach oderwałem się i popatrzyłem co robi małżeństwo. Monika była lekko oparta o Alka. Oglądali coś w telewizji. Była to jakaś operacja, którą oglądali z ciekawością i dyskutowali.
- A, takie tam rodzinne oglądanie. - pokazałem wszystkim, co leci.
- No co, operacja złamania uda. - pisnął ortopeda - Przynajmniej sobie pooglądać mogę.
- Bo wiecie, ten oto tu pan jest ortopedą. - pokazałem jego osobę - I to bardzo dobrym. A do tego jest wspaniałym człowiekiem.
- No już tak nie słodź. - popatrzył na mnie
Zamknęłam drzwi za Kubą i poszłam do salonu.
- Fajnie tak jest mieć cię cały czas przy sobie. - westchnęłam
- Ale już niedługo. - uśmiechnął się - Od 6 stycznia wracam na szpital.
Podbiegłam do niego, usiadłam na podłodze i mocno przytuliłam się do jego nogi.
- Nigdzie cię nie puszczę. - rzekłam
Teraz tak sobie myślę, że ja mam dopiero 24 lata. Mam już wspaniałego męża i dziecko w drodze. Czasami czuję się, jakbym miała mniej lat, jakbym była jeszcze nastolatką. Alek ma 28 lat, czego nigdy bym nie powiedziała.
- Jaka słodka dziewczynka. - pogłaskał mnie po głowie - Chodź. - wyciągnął do mnie ręce.
Wstałam powoli i przytuliłam się do niego.
- I ty masz 24 lata. - westchnął
- A ty 28.
- Kocham Cię. - na te słowa poczułam motylki w brzuchu
Wystarczą dwa słowa i od razu czuję się szczęśliwsza. Delikatnie złączyłam nasze wargi.
- Jesteś najwspanialszą rzeczą jaką kiedykolwiek miałam.
piątek, 10 marca 2017
Rozdział 50
Obudził mnie dźwięk spadającego czegoś na ziemię. Podniosłam powiekę, ale nikogo w pokoju nie było. Nawet Alka, który powinien spać koło mnie. Przeciągnęłam się mocno i wpatrywałam się w sufit.
- Hej. - do pokoju wszedł uśmiechnięty mąż z tacą, na której było śniadanie
- Hej kochanie. - uśmiechnęłam się
Postawił tacę na szafkę koło łóżka i złączył nasze wargi. To było przyjemne poczuć ciepło jego warg. Alek z każdą chwilą całował mnie namiętniej. Czułam jak jego chude palce jadą po moich plecach.
- Aluś. - szepnęłam pomiędzy pocałunkami - Dzisiaj nie. Nie mam ochoty.
Momentalnie przestał mnie całować i wyprostował się. Na jego twarzy pojawił się grymas złości.
- Kochanie, ale chyba nie jesteś zły ? - wpatrywałam się w niego - Aluś, no. - przybliżyłam się do niego.
Ale on gwałtownie się obrócił i wyszedł z pokoju. Pognałam od razu za nim. Zastałam go w łazience kucającego przy toalecie. Podeszłam do niego i delikatnie pogładziłam jego plecy.
- Monika, wyjdź proszę. Nie chcę, żebyś na to patrzyła. Jeszcze mogę cię czymś zarazić. - mruknął
- Jestem do tego przyzwyczajona. - zaśmiałam się
- Zjedz śniadanie. - wstał i popatrzył na mnie
- Ja chcę z tobą. - trzepotałam rzęsami i wtuliłam się w jego tors.
Po chwili objął mnie swoimi rękami, a na mojej twarzy pojawił się mimowolnie uśmiech.
- Idź jedz. Ja zaraz przyjdę. - poklepał mnie po tyłku
Popatrzyłam się na niego z uśmiechem, lecz zaraz spoważniałam. Był blady jak ściana, a pod oczami miał wory.
- Wyglądasz okropnie. - przeraziłam się
- Dzięki.
- Pokaż mi się tu. - przyłożyłam rękę do jego czoła - No kolego. Masz gorączkę. Już mi natychmiast do łóżka wygrzewać się !
- Dobrze, dobrze. Tylko daj mi przepłukać buzię.
Wyszłam z łazienki zmartwiona. Mąż wyglądał bardzo marnie. Dopadła go jakaś grypa żołądkowa, albo coś. Zaczęłam jeść przepyszne śniadanie. Przyszło widmo mojego lubego i od razu padło na łóżko.
- Jak się czujesz ? - zanurzyłam palce w jego czuprynie
- Słabo. - burknął
- Widać. Zjedz chociaż trochę.
- Nie mam ochoty.
- Zaraz znajdę jakieś lekarstwa i ci przyniosę. - poderwałam się i wzięłam naczynia po śniadaniu
W szafce z lekami nie widziałam żadnych odpowiednich. Tylko jakieś jedne, ale to nie wystarczy. Wzięłam je i poszłam do mojego poszkodowanego.
- Jest tylko to doktorku. - podałam mu pigułkę i termometr - Pójdę do apteki i kupię jakieś inne.
- Nie trzeba. - uśmiechnął się i łyknął tabletkę
- Dobra, ja muszę zadzwonić do Gabryśki. Idę do salonu.
- A mogę ja pójść ? Pooglądam sobie telewizor, a ty zostaniesz tutaj. - patrzył na mnie szklistymi oczami
- No dobra, niech ci będzie. - westchnęłam niby z niechęcią
- Kocham cię. - pocałował mnie w czoło i wziął kołdrę. - Pozdrów ją.
Nie mogłam się nagadać z moją przyjaciółką. Opowiadała mi o swojej pracy. Jest bardzo zadowolona. Poznała tam jakiegoś chłopaka i od miesiąca już są razem. Oburzyłam się, że nie pochwaliła się tym wcześniej. Gdy go opisywała, robiła to z takim zachwytem, że wiedziałam, że mega jej się podoba. W dodatku jest on Polakiem, ale urodził się w Niemczech i cały czas tam mieszka. Potrafi mówić po polsku. Był u babci w Polsce kilka razy, ale przez jakieś ostanie 15 lat nie był. On ma 25 lat. Jednak Gabi ma taki dar przekonywania, że przystał na to, że odwiedzi swoją babcię i przy okazji pozna jej rodziców. Mają przyjechać za kilka dni. Bardzo się z tego cieszyłam, bo jednak już długo nie widziałam Jarsaj.
Nawet nie wiem kiedy minęła godzina na naszej rozmowie. Wzięłam ciuchy i ubrałam się. Poszłam do salonu i co tam zastałam lekko mnie zaniepokoiło. Alek wyglądał bardzo źle. Ledwo patrzył na oczy, był cały blady skulony w kulkę i się lekko trząsł.
- Kochanie, ja idę po te leki. - przysiadłam koło niego, na skraju kanapy. - Moje biedactwo kochane. - głaskałam go - Załatwię to jak najszybciej.
- Moniaaa? - rzekł słabo
- Tak?
- Nie chcę cię wykorzystywać, ale kupisz po drodze ten dobry sok ?
- Oczywiście. Zaraz wracam. - dałam mu buziaka w czoło i wyszłam
Dzień nie był przyjemny. Temperatura była w okolicy 0, dodatkowo było ponuro, co wysysało z człowieka energię do życia. Ciągle myślałam o mężu. Taki biedny, leży sam w domu. Szkoda mi go.
Czasami warto zdać ratownictwo medyczne, bo wiedziałam jakie leki są najlepsze i wzięłam je.
W sklepie nabrałam kilka rzeczy do koszyka i jeszcze poszłam po sucharki.
- Hej Moniczko. - usłyszałam znajomy głos
- Cześć. - burknęłam
- Co tam u ciebie słychać ?
- Nic.
- Ładnie ci w tej ciąży. A wyobraź sobie mnie jako tatusia tego dziecka. No przecież piękna rodzinka z nas by była.
- To by było najbardziej poszkodowane dziecko mając takiego ojca. - uśmiechnęłam się
- Oj Monia, spokojnie. Wiem, że dalej mnie kochasz, a nie tego doktorka. - położył dłoń na moim ramieniu
- Nie dotykaj mnie. - warknęłam, ale on nic z tego sobie nie robił - Dawid odpuść !
Jednak on zamiast odpuszczać objął mnie ramieniem.
- Zostaw mnie ! - prawie już krzyczałam, wyrywając się z jego objęć
A ludzie, jak to ludzie, udawali, że tego nie widzą, choć kątem oka patrzyli na całe zdarzenie. Byłam na nich wkurzona, bo nie pomogą kobiecie w ciąży.
- Zostaw ją. - usłyszałam głos mężczyzny
Szybko odsunęłam się od mojego ex, który właśnie był ubezwładniany i kładziony na podłogę.
- Zbliż się do niej chociaż na 2 metry, a obiecuję ci, że tak cię załatwię, że się nie pozbierasz do końca życia. - mówił twardo mój wybawiciel - Jeszcze raz a pożałujesz, rozumiesz ?
- Tak. - wyjęczał Dawid z twarzą przy posadzce.
- No. - wstał mężczyzna i podszedł do mnie. - Nic ci nie jest ?
- Nie. - uśmiechnęłam się - Damian dziękuję ci, jesteś moim wybawcą. Dobrze jest mieć czasami znajomych w policji. - zaśmiałam się - Bo jak widać na ludzi nie ma co liczyć. - to specjalnie powiedziałam głośniej, żeby zbiorowisko usłyszało
- Trzeba być największym debilem na świecie, żeby nie pomóc kobiecie w ciąży. - powiedział to wkurzony patrząc się na wszystkich - Żal mi tych ludzi. Na pewno jesteś cała ? - popatrzył na mnie
- Tak. - uśmiechnęłam się, lecz zebrało mi się na płacz i przytuliłam się do niego. - Ja się tak bałam. -szlochałam
- Ciiii.- gładził mnie po plecach
- Dziękuję ci. - szepnęłam
- Spoko.
- Dobrze wyglądam? - przetarłam oczy i popatrzyłam na niego
- No, nawet. - uśmiechnął się - To co, idziemy do kasy ?
Kiwnęłam głową i ruszyliśmy.
Przy kasie widziałam, że Damian cały chodzi. No i w końcu wybuchł.
- Gdzie do cholery są wasi ochroniarze ?! - podniósł głos - Dlaczego nikt nie zareagował na to, że jakiś facet napastuje ciężarną ?!
Ta kobieta za kasą patrzyła się przestraszona na Damiana, że nawet nie mrugnęła.
- Nie zostawię tak tego. Wszyscy się doigracie. - rzucił na odchodne i opuściliśmy supermarket.
- Wkurzyli mnie. - zaśmiał się
Poczułam mocny ból w brzuchu. Przystanęłam i lekko się zgięłam oddychając głęboko.
- Wszystko w porządku? - podszedł do mnie funkcjonariusz
Kiwnęłam twierdząco głową i dochodziłam do siebie.
- Odprowadzę cię. - złapał mnie pod rękę i wziął ode mnie reklamówki - Co tam u Aleczka?
- Chory jest. Byłam kupić jakieś lekarstwa i przy okazji jakieś jedzenie. - pokazałam na reklamówki
- No co ty. A co mu jest?
- Chyba grypa żołądkowa.- westchnęłam
- No to macie jazdę.
- A co tam u Elizy? - zapytałam
- A dobrze. Żyje jakoś. Pojechała własnie do rodziny. Ja niestety wolnego nie dostałem i musiała pojechać sama. - westchnął
- To może wejdziesz? - zaproponowałam kiedy stanęliśmy pod naszym blokiem.
- To najwyżej za godzinę przyjadę. Aleczek niech się ogarnie i wpadam. - dał mi buziaka w policzek - Do później.
- Paaaa. - pomachałam mu i weszłam do bloku.
Oczywiście wdrapywanie się po schodach dało mi mocno w kość. W ciąży kondycja znacznie mi spadła, szybko się męczę. Zdyszana weszłam do mieszkania, a z pokoju doszło mnie tylko ciche jęknięcie: kuurna mać. W te pędy pognałam zobaczyć, co tam się wydarzyło. Zastałam tam wstającego męża, który ledwo stoi na nogach. Popatrzyłam na podłogę, na której były jego wymiociny.
- Kładź się. - pokazałam mu na kanapę - Ja posprzątam.
- Nie, ja muszę do toalety. - powiedział i szybko zniknął mi z oczu.
Poszłam do kuchni i rozpakowałam zakupy. Przygotowałam wszystkie lekarstwa jakie musi wziąć Alek i zaniosłam je do salonu. Nie zastałam go tam, więc poszłam do łazienki. Stał przed lustrem i wpatrywał się w swoją bladą twarz.
- Masz już tam przygotowane lekarstwa. - pogładziłam go po plecach
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
Widziałam, że był to szczery uśmiech.
- Kocham cię głupku. - zaśmiałam się i przytuliłam do niego
- Kruszynka moja kochaniutka. - pocałował mnie w czubek głowy - Ja posprzątam.
- Chyba w śnie. - prychnęłam i zaczęłam nalewać wody do wiadra. - Idź mi stąd.
- Już mnie nie kochasz ? - jęknął i wyszedł ze spuszczoną głową
- Damian ma zaraz przyjść.- oznajmiłam to wycierając podłogę
- Okej. - westchnął - Gdzie ty go widziałaś?
- A w sklepie wpadliśmy na siebie. - uśmiechnęłam się
Jednak w środku byłam roztrzęsiona przypominając sobie ten incydent w sklepie. Czy on nie potrafi zrozumieć, że go nie kocham i teraz mam Alusia ? Bałam się, że on coś chce mi zrobić. Na wiele rzeczy go stać, więc... Ale dzięki Damianowi wszystko skończyło się dobrze. Tylko był to dla mnie dodatkowy stres, który nie jest sprzymierzeńcem w moim stanie.
- Wszystko w porządku ? - z zamyślenia wyrwał mnie mąż
- Tak, tak. - popatrzyłam się na niego i uśmiechnęłam
- Mieliśmy nie mieć przed sobą tajemnic. - westchnął i obrócił się na drugi bok.
Szybko dokończyłam mycie podłogi i poszłam do łazienki. Wszystko wylałam wypłukałam i umyłam ręce. Wzięłam głęboki oddech i połam do salonu. Przystanęłam przy kanapie i długo się nie zastanawiając położyłam się koło męża i wtuliłam w jego plecy. Znowu wszystko powróciło i zaczęłam płakać.Gawliński natychmiastowo odwrócił się do mnie.
- Co się stało ?
- W sklepie przyczepił się do mnie Dawid. Zaczął mnie obejmować, a ja strasznie się bałam. - szlochałam - Na szczęście był Damian i go położył na ziemi.
- Moja biedna. - pocałował mnie w czoło i mocno przytulił - Mam coś z tym zrobić ?
- Nie, nie chcę, żebyśmy dodatkowo mieli z nim coś wspólnego.
- Nie chcę nic mówić kochanie, ale wolałbym żebyś nie leżała ze mną. Możesz się zarazić.
- Mogę robić co chcę. - szepnęłam i przymknęłam oczy
Delikatnie jeździłam palcami po jego włosach. Czuję się przy nim taka bezpieczna. A teraz wiem, że muszę przy nim być, jest dla mnie najważniejszy. Jego wiecznie roześmiane oczy, teraz są zgaszone, wiecznie wygięte w górę usta, teraz są z zimna zaciśnięte. Wiecznie rozpromieniona twarz, teraz jest blada, pokryta bólem i bez żadnej radości.
- Idę przygotować jakieś przekąski. - dałam mu buziaka w policzek i wstałam. - Prześpij się trochę, żeby mieć siłę na rozmowę z Damianem.
Przyszedł przyjaciel i od razu mieszkanie wypełniło się radością. Alek mimo słabości był rozpromieniony i śmiał się w niebo głosy.
- Stęskniłem się za Tobą. - rzekł Alek
- Zaraz się rozpłaczę. - zaśmiał się - Nie no, też mi ciebie brakowało. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem. Ale jestem dumny chłopie.
Po spotkaniu musiałam zadzwonić do mamy Agaty. Zmartwiła się, że jej synuś jest chory i chciała przyjeżdżać, no ale udało mi się ją przekonać, że damy sobie radę.
- Aluśśśś. - położyłam się koło niego. - Bo musimy pojechać na zakupy.
- Yhym. - mruknął
- Bo jestem gruba i już się w ubrania nie mieszczę.
- Możesz wziąć moje. - zachichotał
- Śmiej się, śmiej. - burknęłam - Ale kochanie naprawdę. Jestem strasznie gruba. Wyglądam strasznie.
- To jest normalne w ciąży. - przytulił mnie - Dla mnie i tak jesteś piękna. Pojedziemy i kupimy ciuszki dla mojej najukochańszej żony na świecie.
- Kocham cię. - pocałowałam go
- Ja ciebie też. - wtulił się w moją klatkę piersiową
Wydawał się być taki bezbronny. Gładziłam jego włosy, a on jeździł delikatnie po moim brzuchu. To było takie miłe. Czułam, że jesteśmy rodziną i za kilka miesięcy będziemy mieli małą kruszynkę koło siebie.
- Hej. - do pokoju wszedł uśmiechnięty mąż z tacą, na której było śniadanie
- Hej kochanie. - uśmiechnęłam się
Postawił tacę na szafkę koło łóżka i złączył nasze wargi. To było przyjemne poczuć ciepło jego warg. Alek z każdą chwilą całował mnie namiętniej. Czułam jak jego chude palce jadą po moich plecach.
- Aluś. - szepnęłam pomiędzy pocałunkami - Dzisiaj nie. Nie mam ochoty.
Momentalnie przestał mnie całować i wyprostował się. Na jego twarzy pojawił się grymas złości.
- Kochanie, ale chyba nie jesteś zły ? - wpatrywałam się w niego - Aluś, no. - przybliżyłam się do niego.
Ale on gwałtownie się obrócił i wyszedł z pokoju. Pognałam od razu za nim. Zastałam go w łazience kucającego przy toalecie. Podeszłam do niego i delikatnie pogładziłam jego plecy.
- Monika, wyjdź proszę. Nie chcę, żebyś na to patrzyła. Jeszcze mogę cię czymś zarazić. - mruknął
- Jestem do tego przyzwyczajona. - zaśmiałam się
- Zjedz śniadanie. - wstał i popatrzył na mnie
- Ja chcę z tobą. - trzepotałam rzęsami i wtuliłam się w jego tors.
Po chwili objął mnie swoimi rękami, a na mojej twarzy pojawił się mimowolnie uśmiech.
- Idź jedz. Ja zaraz przyjdę. - poklepał mnie po tyłku
Popatrzyłam się na niego z uśmiechem, lecz zaraz spoważniałam. Był blady jak ściana, a pod oczami miał wory.
- Wyglądasz okropnie. - przeraziłam się
- Dzięki.
- Pokaż mi się tu. - przyłożyłam rękę do jego czoła - No kolego. Masz gorączkę. Już mi natychmiast do łóżka wygrzewać się !
- Dobrze, dobrze. Tylko daj mi przepłukać buzię.
Wyszłam z łazienki zmartwiona. Mąż wyglądał bardzo marnie. Dopadła go jakaś grypa żołądkowa, albo coś. Zaczęłam jeść przepyszne śniadanie. Przyszło widmo mojego lubego i od razu padło na łóżko.
- Jak się czujesz ? - zanurzyłam palce w jego czuprynie
- Słabo. - burknął
- Widać. Zjedz chociaż trochę.
- Nie mam ochoty.
- Zaraz znajdę jakieś lekarstwa i ci przyniosę. - poderwałam się i wzięłam naczynia po śniadaniu
W szafce z lekami nie widziałam żadnych odpowiednich. Tylko jakieś jedne, ale to nie wystarczy. Wzięłam je i poszłam do mojego poszkodowanego.
- Jest tylko to doktorku. - podałam mu pigułkę i termometr - Pójdę do apteki i kupię jakieś inne.
- Nie trzeba. - uśmiechnął się i łyknął tabletkę
- Dobra, ja muszę zadzwonić do Gabryśki. Idę do salonu.
- A mogę ja pójść ? Pooglądam sobie telewizor, a ty zostaniesz tutaj. - patrzył na mnie szklistymi oczami
- No dobra, niech ci będzie. - westchnęłam niby z niechęcią
- Kocham cię. - pocałował mnie w czoło i wziął kołdrę. - Pozdrów ją.
Nie mogłam się nagadać z moją przyjaciółką. Opowiadała mi o swojej pracy. Jest bardzo zadowolona. Poznała tam jakiegoś chłopaka i od miesiąca już są razem. Oburzyłam się, że nie pochwaliła się tym wcześniej. Gdy go opisywała, robiła to z takim zachwytem, że wiedziałam, że mega jej się podoba. W dodatku jest on Polakiem, ale urodził się w Niemczech i cały czas tam mieszka. Potrafi mówić po polsku. Był u babci w Polsce kilka razy, ale przez jakieś ostanie 15 lat nie był. On ma 25 lat. Jednak Gabi ma taki dar przekonywania, że przystał na to, że odwiedzi swoją babcię i przy okazji pozna jej rodziców. Mają przyjechać za kilka dni. Bardzo się z tego cieszyłam, bo jednak już długo nie widziałam Jarsaj.
Nawet nie wiem kiedy minęła godzina na naszej rozmowie. Wzięłam ciuchy i ubrałam się. Poszłam do salonu i co tam zastałam lekko mnie zaniepokoiło. Alek wyglądał bardzo źle. Ledwo patrzył na oczy, był cały blady skulony w kulkę i się lekko trząsł.
- Kochanie, ja idę po te leki. - przysiadłam koło niego, na skraju kanapy. - Moje biedactwo kochane. - głaskałam go - Załatwię to jak najszybciej.
- Moniaaa? - rzekł słabo
- Tak?
- Nie chcę cię wykorzystywać, ale kupisz po drodze ten dobry sok ?
- Oczywiście. Zaraz wracam. - dałam mu buziaka w czoło i wyszłam
Dzień nie był przyjemny. Temperatura była w okolicy 0, dodatkowo było ponuro, co wysysało z człowieka energię do życia. Ciągle myślałam o mężu. Taki biedny, leży sam w domu. Szkoda mi go.
Czasami warto zdać ratownictwo medyczne, bo wiedziałam jakie leki są najlepsze i wzięłam je.
W sklepie nabrałam kilka rzeczy do koszyka i jeszcze poszłam po sucharki.
- Hej Moniczko. - usłyszałam znajomy głos
- Cześć. - burknęłam
- Co tam u ciebie słychać ?
- Nic.
- Ładnie ci w tej ciąży. A wyobraź sobie mnie jako tatusia tego dziecka. No przecież piękna rodzinka z nas by była.
- To by było najbardziej poszkodowane dziecko mając takiego ojca. - uśmiechnęłam się
- Oj Monia, spokojnie. Wiem, że dalej mnie kochasz, a nie tego doktorka. - położył dłoń na moim ramieniu
- Nie dotykaj mnie. - warknęłam, ale on nic z tego sobie nie robił - Dawid odpuść !
Jednak on zamiast odpuszczać objął mnie ramieniem.
- Zostaw mnie ! - prawie już krzyczałam, wyrywając się z jego objęć
A ludzie, jak to ludzie, udawali, że tego nie widzą, choć kątem oka patrzyli na całe zdarzenie. Byłam na nich wkurzona, bo nie pomogą kobiecie w ciąży.
- Zostaw ją. - usłyszałam głos mężczyzny
Szybko odsunęłam się od mojego ex, który właśnie był ubezwładniany i kładziony na podłogę.
- Zbliż się do niej chociaż na 2 metry, a obiecuję ci, że tak cię załatwię, że się nie pozbierasz do końca życia. - mówił twardo mój wybawiciel - Jeszcze raz a pożałujesz, rozumiesz ?
- Tak. - wyjęczał Dawid z twarzą przy posadzce.
- No. - wstał mężczyzna i podszedł do mnie. - Nic ci nie jest ?
- Nie. - uśmiechnęłam się - Damian dziękuję ci, jesteś moim wybawcą. Dobrze jest mieć czasami znajomych w policji. - zaśmiałam się - Bo jak widać na ludzi nie ma co liczyć. - to specjalnie powiedziałam głośniej, żeby zbiorowisko usłyszało
- Trzeba być największym debilem na świecie, żeby nie pomóc kobiecie w ciąży. - powiedział to wkurzony patrząc się na wszystkich - Żal mi tych ludzi. Na pewno jesteś cała ? - popatrzył na mnie
- Tak. - uśmiechnęłam się, lecz zebrało mi się na płacz i przytuliłam się do niego. - Ja się tak bałam. -szlochałam
- Ciiii.- gładził mnie po plecach
- Dziękuję ci. - szepnęłam
- Spoko.
- Dobrze wyglądam? - przetarłam oczy i popatrzyłam na niego
- No, nawet. - uśmiechnął się - To co, idziemy do kasy ?
Kiwnęłam głową i ruszyliśmy.
Przy kasie widziałam, że Damian cały chodzi. No i w końcu wybuchł.
- Gdzie do cholery są wasi ochroniarze ?! - podniósł głos - Dlaczego nikt nie zareagował na to, że jakiś facet napastuje ciężarną ?!
Ta kobieta za kasą patrzyła się przestraszona na Damiana, że nawet nie mrugnęła.
- Nie zostawię tak tego. Wszyscy się doigracie. - rzucił na odchodne i opuściliśmy supermarket.
- Wkurzyli mnie. - zaśmiał się
Poczułam mocny ból w brzuchu. Przystanęłam i lekko się zgięłam oddychając głęboko.
- Wszystko w porządku? - podszedł do mnie funkcjonariusz
Kiwnęłam twierdząco głową i dochodziłam do siebie.
- Odprowadzę cię. - złapał mnie pod rękę i wziął ode mnie reklamówki - Co tam u Aleczka?
- Chory jest. Byłam kupić jakieś lekarstwa i przy okazji jakieś jedzenie. - pokazałam na reklamówki
- No co ty. A co mu jest?
- Chyba grypa żołądkowa.- westchnęłam
- No to macie jazdę.
- A co tam u Elizy? - zapytałam
- A dobrze. Żyje jakoś. Pojechała własnie do rodziny. Ja niestety wolnego nie dostałem i musiała pojechać sama. - westchnął
- To może wejdziesz? - zaproponowałam kiedy stanęliśmy pod naszym blokiem.
- To najwyżej za godzinę przyjadę. Aleczek niech się ogarnie i wpadam. - dał mi buziaka w policzek - Do później.
- Paaaa. - pomachałam mu i weszłam do bloku.
Oczywiście wdrapywanie się po schodach dało mi mocno w kość. W ciąży kondycja znacznie mi spadła, szybko się męczę. Zdyszana weszłam do mieszkania, a z pokoju doszło mnie tylko ciche jęknięcie: kuurna mać. W te pędy pognałam zobaczyć, co tam się wydarzyło. Zastałam tam wstającego męża, który ledwo stoi na nogach. Popatrzyłam na podłogę, na której były jego wymiociny.
- Kładź się. - pokazałam mu na kanapę - Ja posprzątam.
- Nie, ja muszę do toalety. - powiedział i szybko zniknął mi z oczu.
Poszłam do kuchni i rozpakowałam zakupy. Przygotowałam wszystkie lekarstwa jakie musi wziąć Alek i zaniosłam je do salonu. Nie zastałam go tam, więc poszłam do łazienki. Stał przed lustrem i wpatrywał się w swoją bladą twarz.
- Masz już tam przygotowane lekarstwa. - pogładziłam go po plecach
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
Widziałam, że był to szczery uśmiech.
- Kocham cię głupku. - zaśmiałam się i przytuliłam do niego
- Kruszynka moja kochaniutka. - pocałował mnie w czubek głowy - Ja posprzątam.
- Chyba w śnie. - prychnęłam i zaczęłam nalewać wody do wiadra. - Idź mi stąd.
- Już mnie nie kochasz ? - jęknął i wyszedł ze spuszczoną głową
- Damian ma zaraz przyjść.- oznajmiłam to wycierając podłogę
- Okej. - westchnął - Gdzie ty go widziałaś?
- A w sklepie wpadliśmy na siebie. - uśmiechnęłam się
Jednak w środku byłam roztrzęsiona przypominając sobie ten incydent w sklepie. Czy on nie potrafi zrozumieć, że go nie kocham i teraz mam Alusia ? Bałam się, że on coś chce mi zrobić. Na wiele rzeczy go stać, więc... Ale dzięki Damianowi wszystko skończyło się dobrze. Tylko był to dla mnie dodatkowy stres, który nie jest sprzymierzeńcem w moim stanie.
- Wszystko w porządku ? - z zamyślenia wyrwał mnie mąż
- Tak, tak. - popatrzyłam się na niego i uśmiechnęłam
- Mieliśmy nie mieć przed sobą tajemnic. - westchnął i obrócił się na drugi bok.
Szybko dokończyłam mycie podłogi i poszłam do łazienki. Wszystko wylałam wypłukałam i umyłam ręce. Wzięłam głęboki oddech i połam do salonu. Przystanęłam przy kanapie i długo się nie zastanawiając położyłam się koło męża i wtuliłam w jego plecy. Znowu wszystko powróciło i zaczęłam płakać.Gawliński natychmiastowo odwrócił się do mnie.
- Co się stało ?
- W sklepie przyczepił się do mnie Dawid. Zaczął mnie obejmować, a ja strasznie się bałam. - szlochałam - Na szczęście był Damian i go położył na ziemi.
- Moja biedna. - pocałował mnie w czoło i mocno przytulił - Mam coś z tym zrobić ?
- Nie, nie chcę, żebyśmy dodatkowo mieli z nim coś wspólnego.
- Nie chcę nic mówić kochanie, ale wolałbym żebyś nie leżała ze mną. Możesz się zarazić.
- Mogę robić co chcę. - szepnęłam i przymknęłam oczy
Delikatnie jeździłam palcami po jego włosach. Czuję się przy nim taka bezpieczna. A teraz wiem, że muszę przy nim być, jest dla mnie najważniejszy. Jego wiecznie roześmiane oczy, teraz są zgaszone, wiecznie wygięte w górę usta, teraz są z zimna zaciśnięte. Wiecznie rozpromieniona twarz, teraz jest blada, pokryta bólem i bez żadnej radości.
- Idę przygotować jakieś przekąski. - dałam mu buziaka w policzek i wstałam. - Prześpij się trochę, żeby mieć siłę na rozmowę z Damianem.
Przyszedł przyjaciel i od razu mieszkanie wypełniło się radością. Alek mimo słabości był rozpromieniony i śmiał się w niebo głosy.
- Stęskniłem się za Tobą. - rzekł Alek
- Zaraz się rozpłaczę. - zaśmiał się - Nie no, też mi ciebie brakowało. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem. Ale jestem dumny chłopie.
Po spotkaniu musiałam zadzwonić do mamy Agaty. Zmartwiła się, że jej synuś jest chory i chciała przyjeżdżać, no ale udało mi się ją przekonać, że damy sobie radę.
- Aluśśśś. - położyłam się koło niego. - Bo musimy pojechać na zakupy.
- Yhym. - mruknął
- Bo jestem gruba i już się w ubrania nie mieszczę.
- Możesz wziąć moje. - zachichotał
- Śmiej się, śmiej. - burknęłam - Ale kochanie naprawdę. Jestem strasznie gruba. Wyglądam strasznie.
- To jest normalne w ciąży. - przytulił mnie - Dla mnie i tak jesteś piękna. Pojedziemy i kupimy ciuszki dla mojej najukochańszej żony na świecie.
- Kocham cię. - pocałowałam go
- Ja ciebie też. - wtulił się w moją klatkę piersiową
Wydawał się być taki bezbronny. Gładziłam jego włosy, a on jeździł delikatnie po moim brzuchu. To było takie miłe. Czułam, że jesteśmy rodziną i za kilka miesięcy będziemy mieli małą kruszynkę koło siebie.
czwartek, 23 lutego 2017
Rozdział 49
Oczywiście jak mi się chce spać, to dzieciaczkowi oczywiście odwrotnie. Kopanie przerwało mi cudowny sen. Popatrzyłam się na zegarek i szybko się zdziwiłam, bo wskazywał on 10. Tak długo spałam, a w ogóle tego nie czuję. Przewróciłam się na drugi bok i ujrzałam pogrążoną w śnie twarz ukochanego. Wyglądał tak słodko, niewinnie. W końcu zasnął i może odpocząć, bo po powrocie cały czas jest spięty. Rozumiem to, bo na pewno miał tam szokujące wydarzenia. Jak ja się cieszę, że on nareszcie wrócił. Mogę być spokojna, że nic mu się nie stanie, nie żyję w ciągłym stresie.
- Jesteś piękna. - z zamyślenia wyrwał mnie łagodny głos męża.
Uśmiechnęłam się szeroko i delikatnie przyłożyłam moje wargi do jego. Zanurzył palce w moich włosach i z minuty na minutę pocałunki stawały się bardziej namiętne.
- Stanął ci. - zachichotałam
Popatrzył na mnie i opadł na łóżko.
- To chyba dobrze, że na twój widok tak się dzieje, nie ? - delikatnie się uśmiechnął
- No raczej. - pogładziłam jego twarz - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- Idę się ubierać stary. - poklepałam go po brzuchu i wstałam
- Nie musiałaś mi tego wypominać. - w końcu to powiedział
Puściłam mu buziaka i zadowolona wyszłam do łazienki. Obmyłam twarz i wzięłam się za ubieranie. Oczywiście nie mogło być perfekto, bo zapomniałam wziąć stanika.
- Alek, przynieś mi proszę biustonosz. - krzyknęłam
- Biustonosz ? Po co ci ? Lepiej bez. - usłyszałam odpowiedź
- No Olek, proszę. - niecierpliwiłam się
- Ale po co ci ?
- Alek kurde no ! Bo już mi jest zimno !
Nie słyszałam żadnego odzewu. Wkurzona założyłam koszulkę i wyszłam z łazienki. Zastałam tam męża z pustymi rękami. To mnie jeszcze bardziej wkurzyło i idąc jak taran "pociągnęłam go z bara" i poszłam do sypialni. Ściągnęłam koszulkę i założyłam biustonosz.
- Kochanie - wszedł mąż
- Zostaw mnie. - warknęłam
- No matko, co ty taka spięta jesteś ?
- No przepraszam bardzo. - odwróciłam się do niego - Ty nie jesteś kobietą w ciąży i nie masz wahań nastroju, apetytu i wszystkiego. Kobietą, której mąż i brat wyjechali na misję i musiała zostać sama. Dodatkowo jej najlepsze przyjaciółki rozjechały się po świecie. I na dodatek jej przyjaciel miał guza mózgu, który mógł go zabić ! Nie musiałeś patrzeć na jego cierpienie i to jak ubywa go ! Nie byłeś ze wszystkim sam ! Nie zamartwiałeś się w każdej sekundzie, czy gdzieś tam jacyś ludzie nie zabiją ci męża ! No ale, tak nie mam prawa być spięta, bo dlaczego ?! Mam wszystkiego dosyć Gawliński, rozumiesz ? Dosyć! - ze łzami w oczach wywrzeszczałam mu to w twarz i pośpiesznie opuściłam sypialnię.
W przedpokoju zastałam lekko zaskoczonego Filipa.Nie wiedziałam gdzie mam się udać, więc zamknęłam się w łazience. Usiadłam na podłodze opierając się o pralkę i zaczęłam płakać. To wszystko kłębiło się we mnie odkąd wrócił Alek. Nie chciałam mu o niczym mówić, bo wiem, że on teraz ma bardzo trudny okres i nie chciałam go dodatkowo martwić.
- Monika otwórz, proszę cię. - usłyszałam łagodny głos Gawlińskiego
Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale miałam ściśnięte gardło.
- Kocham cię. - oznajmił
Jak ja mogłam tak na niego nawrzeszczeć ?! Jestem okropną żoną. Jak zwykle nie mogę opanować swoich emocji. A jeszcze kilka minut temu wszystko było tak wspaniale.
- Siostra, wszystko w porządku ? - dotarły do mnie słowa Filipa
Podpierając się o kosz, wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam brata.
- Czekaj. - minęłam go i szybko udałam się do salonu
Tam zastałam Alka stojącego na środku pokoju z pilotem i wpatrującego się w telewizor. Zerknął na mnie ukradkiem i znowu przeniósł wzrok na urządzenie. Pośpiesznie podeszłam do niego i rzuciłam się na jego szyję. Kątem oka dostrzegłam zdziwienie na jego twarzy.
- Przepraszam. - szepnęłam - Przepraszam, ale to wszystko we mnie się kłębiło.
- Nic się nie stało. - gładził moje plecy - To ja przepraszam. Nawet porozmawiałem z tobą tak spokojnie, nie dałem ci szansy na wyrzucenie tego wszystkiego z siebie. Zapomnijmy o tym, dobrze? - popatrzył na mnie wesołymi oczami
- Yhym. - uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka. - Brakowało mi tych przytulasków.
- Mi też. - mruknął - Już wszystko okej ?
- Tak. - kiwnęłam głową i popatrzyłam na niego.
Delikatnie wytarł mokre miejsce pod moimi oczami.
- Porozmawiamy wieczorem ? - zapytał
- Oczywiście. - pisnęłam - Czekaj. Przecież wieczorem idziemy na koncert.
- Fakt. - zaśmiał się - Dasz się zaprosić jutro na randkę, Moniko ?
- Z chęcią Aleksandrze. Wchodzisz Filip ? - krzyknęłam
- Nie chciałem przeszkadzać.- uśmiechnął się - Jesteście parą idealną.
- No no no. - puściłam mu oczko - Co tam słychać u ciebie? - opadłam wygodnie na kanapę
- W porządku, w porządku. Mam sprawę. - widziałam jego zmieszanie - Bo ja się chyba zakochałem.
Popatrzyłam na Alka i klasnęłam w dłonie. Szybko przysiadłam przy nim.
- No mów.- byłam podekscytowana
- No jest miła, wesoła, bruneta, brązowe oczy. - z mojej twarzy zszedł uśmiech
Przecież Masło tak nie wygląda. Ona jest śliczną blondynką o niebieskich oczach.
- I chciałbym ją zaprosić na rankę, ale nie wiem jak. - popatrzył się na mnie
- Zapytaj. - zaśmiałam się, aby nie pokazać mu że coś jest nie tak.
- No dobra, ale gdzie mam ją zabrać ?
- No nie wiem, do kina, jakiejś restauracji. Wymyśl coś. - poklepałam go po plecach - I koniecznie daj czerwoną różę, Ania je lubi.
Popatrzył na mnie jakby czegoś nie zrozumiał. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, co powiedziałam.
- Ja pójdę coś zrobić do jedzenia, bo jeszcze śniadania nie jadłam, a Andrzej jest też głodny. - poderwałam się, ale brat złapał mnie za nadgarstek
- Gadaj.
- Chyba już za dużo i tak powiedziałam. - szepnęłam i popatrzyłam na Alka
- Zrobię śniadanie. - puścił mi buziaka i wyszedł
- Ty chamie ! - krzyknęłam i usiadłam koło brata - No bo ja myślałam, że ty coś do Ani... Widziałam jak wczoraj zerkaliście na siebie. A po niej widać, że wpadłeś jej w oko.
- Kurwa. - szepnął - Ale ja chyba nic do niej nie czuję. Monika, ja nie chcę skrzywdzić tej dziewczyny. Wiesz, że ja ją mam za siostrę.
- Nic jej nie mów, może jej przejdzie. - westchnęłam i potarłam jego ramię.
- Przepraszam, jak wysłałem jej fałszywy znak, czy coś. - spuścił głowę
- Nic się nie stało. - pogłaskałam go -Tylko nie rób jej nadziei.
Były jeszcze dwie godziny do koncertu, ale mu już wyjechaliśmy, bo jeszcze musimy zabrać Kubę. Jak wiadomo na drogach bywa różnie, więc nie wiadomo, czy nas korek nie dopadnie.
Na szczęście tak się nie stało i ze sporym wyprzedzeniem byliśmy na miejscu. Sprawnie przeszliśmy przez kontrole i szukaliśmy naszego sektora. Okazało się, że stoimy pod samiuśką sceną.
- Fajnie wyglądasz w tej maseczce. - zwróciłam się do przyjaciela
- Dzięki. - zaśmiał się - Nie wierzę, że jestem przed samą sceną. Jesteście kochani.
W końcu na scenę zaczęli wychodzić członkowie zespołu. Byłam podekscytowana, że mogę zobaczyć ich na żywo. Są naprawdę świetnymi muzykami, co daje ten zarąbisty zespół. Kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki piosenki, na hali słychać same piski.
Cudownie jest słuchać ulubionej muzyki na żywo. Przymknąć oczy i rozkoszować się muzyką. Wspaniałym widokiem było, jak podczas piosenki ,,Human" i ,,Heaven" Kuba robi się "wyzwolony" i z radością śpiewa razem z Ryanem.
W pewnym momencie Ryan zabrał głos.
- Co powiedzie na Counting stars ? - w odpowiedzi dostał piski - Też mi się podoba. Ale tym razem to będzie coś innego. Pewnego dnia dostaliśmy wiadomość od jednej dziewczyny. Wysłała nam filmik, na którym trzech panów wykonuje naszą piosenkę. Powiem wam, to było coś niesamowitego. Wiem, że jeden z nich na pewno tu jest. I chciałem przeprosić tą dziewczynę, że nie odpisałem, ale mamy sporo roboty i nie miałem kiedy. To teraz Counting stars !
I na scenie wyświetliła się scena z naszego wesela. Zrobiłam duże oczy i przyłożyłam dłoń do ust.
- Zatłuc to za mało. - szepnął mi Alek
- Jesteś niemożliwa! - zaśmiał się Kuba
Miło to oglądało się na tak wielkim ekranie. I jeszcze aplauz tylu ludzi. Widziałam łzy w oczach męża.
Było mi smutno, jak ucichły dźwięki ostatniej piosenki.
- Było czadersko. - uśmiechnęłam się
- Przepraszam. - podszedł do nas ochroniarz. - Mam was zaprowadzić do zespołu.
- Nie rozumiem. - rzekł Alek
- Ten wokalista poprosił, żeby was przyprowadzić.
Popatrzyliśmy na siebie, ale postanowiliśmy pójść za nim.
Na miejscu zastaliśmy cały zespół.
- Hej. - podszedł do nas uśmiechnięty Ryan - Miło was widzieć.
- I wzajemnie. - zaśmiałam się
- Wasze wykonanie było mega.
- Dziękujemy. - zwrócił się Alek - Ale twoje lepsze.
- Mam propozycję. Nagrajcie ze mną kilka piosenek. - wskazał na studio
- Ja myślę, że Kubie to się należy. - skazał na duchownego, który oczywiście miał koloratkę
- Nie, to chyba nie jest dobry pomysł. - spuścił głowę przyjaciel
- No dawaj ! - szturchnęłam go - Kuba no !
- Okej. - zgodził się
Ryan wszystko mu wytłumaczył i weszli do pomieszczenia, gdzie się nagrywa. Na pierwszy rzut poszło ,,Lift me up"
Ryan
If I told you I was down I was down would you help me
Told you I was down I was down would you lift me up
I need your strength I’ll be up someday
If I told you I was down I was down would you lift me up
I have this human love
It shattered once or twice
It pulls me up and down
If it’s filled with jagged ice
Everyday I’m wanting something I ain’t havin’ mmhm mmhm
Kuba
I have this human heart
My mother told me so
She said this shit can go to pieces boy be careful
But you and me and me and you got something magic mmhm
So I say to you
Ryan
If I told you I was down I was down would you help me
Told you I was down I was down would you lift me up
I need your strength I’ll be up someday
If I told you I was down I was down would you lift me up
Kuba
If I told you I was broke I was broke would you fix me
Told you I was down to the line would you lift me up
I need your strength I’ll be up someday
If I told you I was down I was down would you lift me up
Lift me up, lift me up, lift me up, lift me up
I have this human love
My mother told me so
She said this world could bring you down so don’t be swinging low
Cause you and me and me and you got something magic mmhm
So I say to you
Ryan
If I told you I was down I was down would you help me
Told you I was down I was down would you lift me up
I need your strength I’ll be up someday
If I told you I was down I was down would you lift me up
Lift me up, lift me up, lift me up, lift me up
Kuba
I got my problems but I don’t need you to solve them and I don’t care
Like it in that all my shit is right there
I wear my issues like tattoos across my chest
And people notice I tell them you ain’t seen nothing yet
Brother lift me, brother lift me
Lift me up and be my strength I’ll be up someday
If I told you I was down, I was down
Lift me up, lift me up, lift me up, lift me up
Tyan
I got my problems but I don’t need you to solve them and I don’t care
Like it in that all my shit is right there
I wear my issues like tattoos across my chest
And people notice I tell them you ain’t seen nothing yet
Brother lift me
Kuba przyznał, że on woli niższe dźwięki, więc w miarę ustawili sobie tekst. Strasznie podobało mi się to wykonanie. Widać po przyjacielu, że jest spięty i nie rusza się tak swobodnie jak Ryan. Na drugi ogień poszedł kawałek Let's Hurt Tonight
Kuba
When, when we came home
Worn to the bones
I told myself, "this could get rough"
Ryan
And when, when I was off, which happened a lot
You came to me and said, "that's enough"
Kuba
Oh I know that this love is pain
But we can't cut it from out these veins, no
Ryan
So I'll hit the lights and you lock the doors
We ain't leaving this room 'til we both feel more
Don't walk away, don't roll your eyes
They say love is pain, well darling, let's hurt tonight
Kuba
When, when you came home
Worn to the bones
I told myself, "this could be rough"
Ryan
Oh, I know you're feeling insane
Tell me something that I can explain, oh
Kuba
I'll hit the lights and you lock the doors
Tell me all of the things that you couldn't before
Don't walk away, don't roll your eyes
They say love is pain, well darling, let's hurt tonight
If this love is pain, well darling, let's hurt, oh tonight
Ryan
So you hit the lights and I'll lock the doors
Let's say all of the things that we couldn't before
I won't walk away, won't roll my eyes
They say love is pain, well darling, let's hurt tonight
Kuba
If this love is pain, then honey let's love tonight
Przy drugim refrenie, jak śpiewał Kuba popłynęły mi łzy. To było tak mocne, że dostałam gęsiej skórki. To naprawdę było bardzo miło z ich strony, że zaproponowali coś takiego. Pokazuje to jakimi wspaniałymi ludźmi są.
sobota, 18 lutego 2017
Rozdział 48
Budziłam się kilkakrotnie w nocy, z powodu koszmarów, w których Alek wyjeżdżał albo ginął na wojnie. Za każdym razem krzyczałam imię mojego męża i za każdym razem, budził mnie głos ukochanego i jego dotyk. Gdy obudziłam się o 9, to było już normalnie. Twarz miałam schowaną w torsie Gawlińskiego, a jego dłoń delikatnie jeździła po moich plecach. Z lekkim uśmiechem wynurzyłam się i popatrzyłam na twarz męża. Posłał mi szczery uśmiech, a ja dałam mu buziaka.
- Spałeś coś dzisiaj ? - zaśmiałam się
- Troszeczkę. - westchnął
- Przepraszam, że Cię budziłam. - przytuliłam się do niego
- Nie przepraszaj głuptasie. - zaczął gładzić moje włosy - Nie budziłaś mnie, bo nie spałem. A poza tym, to muszę być przy tobie, bo zawaliłem wszystko na maksa. No i cię kocham kotek i obiecywałem.
- Nie zawaliłeś.- podniosłam się i wpatrywałam w jego brązowe oczyska - Nie myśl o tym, bo ja już zapomniałam. Ale nie ukrywam, że potrzebuję Twojej obecności. - uśmiechnęłam się i delikatnie go pocałowałam.
Przyłożył dłoń do mojej twarzy i kciukiem delikatnie jeździł po moim policzku. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Alek. - rzekłam i zamarłam w miejscu.
- Co się stało ? - patrzył na mnie z niepokojem.
- Poczułam kopnięcie. - popatrzyłam się na niego, a potem na brzuch. - Po raz pierwszy poczułam kopnięcie.
Zaczęłam piszczeć z radości i usiadłam koło mężczyzny podciągając podkoszulek.
- No kochanie, zrób tak jeszcze raz. - byłam rozpromieniona i położyłam dłoń na brzuchu
Złapałam za dłoń Alka i przyciągnęłam ją na właściwe miejsce. Popatrzył się na mnie i uśmiechnął.
Siedzieliśmy, ale nic się nie działo. Zaczęło mi się nudzić. Ale po 10 minutach czekania Alek ożywił się i położył głowę na moją klatkę piersiową.
- Moje dwa skarby kochane. - szepnął
Złożyłam pocałunek na jego skroni i zaczęłam gładzić jego włosy. Nagle zza ściany zaczęły dochodzić do nas jęki i okrzyki. Popatrzyliśmy się na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Twoja była widzę nie próżnuje. To nie pierwszy raz.
- O matko. - zaczął się śmiać i zatopił twarz w poduszkach - Ciekawe kogo sobie wynalazła.
Po pysznym śniadaniu poszliśmy na spacer. Dni robiły się zimniejsze i krótsze. Na szczęście mam już przy sobie mojego kochanego męża i nie muszę się niczym martwić. Takie dotlenienie zrobiło mi naprawdę bardzo dobrze. Czułam się jakoś żywsza i mocniejsza.
Przed 17 oglądaliśmy telewizję. Nic ciekawego nie puszczali, co nie było dla mnie dobre, bo zaczęła mnie boleć głowa i noga. Oczywiście nie mówiłam o tym Oleczkowi, bo nie chciałam go martwić.
- Muszę jechać do szpitala, załatwić parę spraw. - przytknął usta do mojego czoła - Wracam jak najszybciej. Jesteś piękna.
Gdy wyszedł odetchnęłam i skulona położyłam się na kanapie. Czułam jakby moja głowa miała zaraz eksplodować, a kość z uda wyjść na zewnątrz. Okropne uczucie. Kilka razy myślałam, że nie wytrzymam, lecz zaraz przechodziło. Jednak po chwili znowu był napad bólu i koło się zamykało.
Musiałam stracić poczucie czasu i długo tak leżeć, po na ręce poczułam palce mojego męża.
- Co się stało kochanie ? - zapytał przestraszony
- Głowa mnie boli i do tego noga. - skrzywiłam się.
- Chcesz jakieś tabletki ?
- Nieeee. - jęknęłam- Już mi lepiej.
- Siadaj. - pomógł mi się oprzeć - Pokazuj tą nogę.
Zsunęłam spodnie i przyglądałam się czynnościom ortopedy. Jego zwinne palce energicznie jeździły po moim udzie, co wywoływało u mnie ciarki.
- Wszystko jest ok. - popatrzył się na mnie - Mocno boli ?
- Już mniej. - poczochrałam jego włosy
Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
- Pójdę. - dał mi buziaka i zniknął
Szybko wsunęłam spodnie, bo usłyszałam głos siostry. Doprowadziłam się do ładu i usiadłam prosto na kanapie. Do salonu wparowały 3 osoby. Alek poruszał brwiami i podszedł do mnie.
- Chciałam wam przedstawić mojego chłopaka. - zaczęła Weronika - To jest Rafał. Rafał to jest moja siostra Monika i jej mąż Alek.
- Miło mi panie kurierze. - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
- Mi również. - ładnie się uśmiechnął się
- Siadajcie. - pokazałam im kanapę - Zaraz coś przyszykuję.
- Siadaj. - pokazał mi Gawliński - Musisz odpoczywać.
- Oho, coś chce. - zwróciłam się do młodych
- Do twarzy ci w ciąży. - rzucił Rafał
- Dzięki. - zaczęłam się śmiać
- Ładnie razem wyglądacie. - puściłam im oczko - Wiedziałam, że coś z tego będzie.
Miło nam się rozmawiało, bo Rafał też należy do grupy śmieszków, więc szybko podłapaliśmy wspólne tematy.
Znowu dzwonek do drzwi.
- Zaprosiłem kumpla z wojska. - oznajmił Alek i poszedł otworzyć
Po chwili było słychać wesołe męskie głosy i pojawili się w salonie.
- Siemaaaa. - radośnie powiedział Filip i podszedł do mnie - Moja mała, duża siostrzyczka.
- Mój braciszek najukochańszy. Wiesz co się stało ? - pytałam ożywiona
- Oświeć mnie.
- Dzisiaj po raz pierwszy poczułam kopnięcie. - mówiłam z satysfakcją
- No co ty, oszukujesz.
- Mówi prawdę. - poklepał go po ramieniu Alek - Monika, znasz Krzyśka. - wskazał na mężczyznę.
To ten sam, co przyszedł z listem dla Alka. Uśmiechnął się serdecznie i uścisnął moją dłoń.
Jak ja już dawno się tak nie śmiałam. Oczywiście do ruchu wszedł alkohol, więc dodatkowo przyczyniło się do śmiesznych opowieści. Ale jak zadzwonił kolejny raz dzwonek, to nikt nie wiedział kto to. Oczywiście troskliwy mąż poszedł otworzyć. Nie byłam w stanie wyłapać głosu przybyłej osoby. Ale jak stanęła w salonie, oczy mało co mi nie wyszły.
- Masłoooo !! - pisnęłam i podbiegłam do niej i mocno się przytuliłam - Jak ja tęskniłam.
- Ja też. - mówiła zadowolona - Jak ty ślicznie wyglądasz. - całą mnie zlustrowała - Przycięłaś włosy. - dotknęła je - I jaki brzuszek śliczny.
- Ty też jakoś inaczej wyglądasz. Siadaj kochana. - pokazałam na kanapę, która była wolna, bo każdy przeniósł się na fotele albo krzesła.
Widziałam ten błysk w oku Ani, kiedy popatrzyła się na Filipa. Brat niby nic, ale ukradkiem spoglądał na przyjaciółkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyobraziłam sobie ich razem. Byliby świetną parą. Kazałam przyjaciółce szczegółowo opowiadać, co u niej słychać. Z fascynacją opowiadała o pracy i Japonii. Ale przyznała, że chciałby wrócić, bo jest tam sama i to jest strasznie dołujące. W sumie się nie dziwię. Ja bym tygodnia nie wytrzymała bez bliskich. Jak się jest z chłopakiem to jeszcze może być, ale jak się jest samemu, to przerąbane. Ale jak powiedziała ile ona zarabia, to myślałam, że zejdę. Naszą rozmowę przerwał dzwonek.
- Proszę ! - krzyknęłam i powróciłam do rozmowy.
Po chwili wszedł mężczyzna z krótkimi włosami, ale nie przesadnie. Dodatkowo miał maseczkę, więc widać było jego niebieskie oczy. Poczułam jak zbierają mi się łzy. Wstałam i szybko się w niego wtuliłam.
- Włosy ci odrosły. - zatopiłam palce w jego włosach i zaśmiałam się
- Nawet. - śmiał się
- Siadaj. - pokazałam mu miejsce na kanapie
- Nie, ja tylko na chwilę.
- Kubaaaaa. - jęczałam
- No dobra. - westchnął - Ale najpierw to. - pokazał białą kopertę
- Siema brachu. - podszedł Alek i przybili sobie sztamę - Jak dobrze Cię widzieć.
- Ciebie też. Tak więc. - ściągnął maseczkę, a ja zasłoniłam usta dłonią
- Kuba bez brody. - prawie że krzyknęłam
- No weź. - jęknął - Nie dobijaj. Dobra, teraz ja. Wiecie jak miło mi się zrobiło, jak obudziłem się w szpitalu i na szafce czekał na mnie prezent. Z ciekawością go otworzyłem i jak ujrzałem pełno owoców, to od razu powróciły mi siły. A jeszcze jak wyciągnąłem pudełko maseczek, to humor miałem w 100 procentach poprawiony. I te mega skarpetki w wzory. - było widać po nim radość. - Ale jak wyciągnąłem tą kopertę, to już trochę czułem się nie dobrze, że tak dużo rzeczy dostałem. No ale jak wyciągnąłem zawartość, to już było za wiele. Ja nie mogę tego przyjąć.
- Dlaczego nam to mówisz ? - zapytałam - Przecież, my nie mamy nic z tym wspólnego.
- No weźcie, naprawdę. Trzy bilety na OneRepublic i to jeszcze VIPowskie. Macie swoje wydatki.
- To był pomysł Alka. - prychnęłam - Ja tylko powiedziałam, że ich lubisz.
- Dziękuję bardzo, ale to za drogi prezent. - podał mi kopertę - Przyjmę go pod jednym warunkiem. Pójdziecie ze mną.
Popatrzyłam na męża.
- To było z zamiarem, że zabierzesz rodzeństwo. - odparł Olek
- Oni nie lubią takiej muzyki. Wasz wybór.
- Wchodzę w to jak w dym. - puściłam mu oczko.
- Nie mam wyboru. - zaśmiał się Alek.
- Możemy porozmawiać ? - Kuba popatrzył na doktora
- Jasne. - uśmiechnął się i poszli do kuchni
OCZAMI ALKA
Poszliśmy do kuchni, bo Kuba coś chciał.
- Chciałem cię przeprosić. - zaczął - Przepraszam, że przez moją chorobę zabierałem Monice czas. Chociaż wiedz, że ja nie chciałem tego, bo przecież wiem że jest w ciąży i to jest dla niej bardzo duże obciążenie. I chciałem też podziękować za wszystko. Dzięki tobie mogłem być tak szybko poddany leczeniu. Codziennie dziękuję Panu za to, że dał Monice tak wspaniałego męża, który pomaga byłemu jego żony. Dziękuję. - w jego oczach ujrzałem łzy
- Spoko stary. - przytuliłem go - Przyjaciele są po to, żeby sobie pomagać. Ja też chciałem Ci podziękować. Bo byłeś przy niej, kiedy mnie nie było. To chyba było jedyne co ją trzymało w kupie. Nawet nie wiesz jak ona jest zachwycona twoją opowieścią o Bogu i Niebie. Codziennie sobie puszcza nagranie przed snem.
- Nagrała to ? - zdziwił się
- Nooo. Dobra, wracamy do reszty ?
OCZAMI MONIKI
Widziałam w oczach Masła tą niechęć do osoby Kuby. Ona za nim nie przepadała, winiła go za to, że się rozstaliśmy, że rozwalił mi życie. Chociaż ja nic takiego nie czułam, bo przecież razem podjęliśmy decyzję i było to w drodze pokojowej. Jeszcze siedział teraz koło niej, wiec pewnie cała się gotowała.
- Czy ty kiedykolwiek ściągasz tą koloratkę ? - zapytałam ze śmiechem
- Czasami się zdarza. - zaśmiał się - Ej, ty to Ania, nie ? - zwrócił się do przyjaciółki
- Yhym. - burknęła
Widziałam, że odpuścił i włączył się do ogólnej rozmowy. Było bardzo śmiesznie. Wspaniale patrzyło się na roześmiane twarze najbliższych. A szczególnie męża i Kuby, który niedawno był przykuty do szpitalnego łóżka. I te nieśmiałe spoglądanie na siebie między Filipem a Masłem. To było takie słodkie. Widziałam też, jak Ania przygląda się wesołemu duchownemu.
- Skąd ty bierzesz tyle pozytywnej energii ? - zapytała go
- Z góry. - uśmiechnął się
- Jesteś taki miły dla każdego. - westchnęła - Nawet dla mnie.
- A dlaczego miałbym nie być ?
- Bo jestem dla ciebie taką zołzą i jestem wściekła na ciebie.
- Ja na Ciebie nie jestem. - puścił jej oczko - Wiem, że nie lubisz mnie przez, to że rozstaliśmy się z Moniką.
- Jest mi głupio. - spuściła głowę - Jak widzę ją z Alkiem, to cieszę się, że znalazła sobie tak wspaniałego męża i dowaliła ci tym. Ale teraz wiem, że jesteście przyjaciółmi i ty też się z tego cieszysz, że ma Alka. Przepraszam.
- Spoko. - zaśmiał się - W końcu mogę odetchnąć z ulgą, że nie masz mnie za wroga. Zagadasz w końcu do tego Filipa ?
- O co ci chodzi ?- zmarszczyła czoło
- No przecież widać to na kilometr !
Popatrzyła na mnie, a ja kiwnęłam głową na potwierdzenie.
- Spałeś coś dzisiaj ? - zaśmiałam się
- Troszeczkę. - westchnął
- Przepraszam, że Cię budziłam. - przytuliłam się do niego
- Nie przepraszaj głuptasie. - zaczął gładzić moje włosy - Nie budziłaś mnie, bo nie spałem. A poza tym, to muszę być przy tobie, bo zawaliłem wszystko na maksa. No i cię kocham kotek i obiecywałem.
- Nie zawaliłeś.- podniosłam się i wpatrywałam w jego brązowe oczyska - Nie myśl o tym, bo ja już zapomniałam. Ale nie ukrywam, że potrzebuję Twojej obecności. - uśmiechnęłam się i delikatnie go pocałowałam.
Przyłożył dłoń do mojej twarzy i kciukiem delikatnie jeździł po moim policzku. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Alek. - rzekłam i zamarłam w miejscu.
- Co się stało ? - patrzył na mnie z niepokojem.
- Poczułam kopnięcie. - popatrzyłam się na niego, a potem na brzuch. - Po raz pierwszy poczułam kopnięcie.
Zaczęłam piszczeć z radości i usiadłam koło mężczyzny podciągając podkoszulek.
- No kochanie, zrób tak jeszcze raz. - byłam rozpromieniona i położyłam dłoń na brzuchu
Złapałam za dłoń Alka i przyciągnęłam ją na właściwe miejsce. Popatrzył się na mnie i uśmiechnął.
Siedzieliśmy, ale nic się nie działo. Zaczęło mi się nudzić. Ale po 10 minutach czekania Alek ożywił się i położył głowę na moją klatkę piersiową.
- Moje dwa skarby kochane. - szepnął
Złożyłam pocałunek na jego skroni i zaczęłam gładzić jego włosy. Nagle zza ściany zaczęły dochodzić do nas jęki i okrzyki. Popatrzyliśmy się na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Twoja była widzę nie próżnuje. To nie pierwszy raz.
- O matko. - zaczął się śmiać i zatopił twarz w poduszkach - Ciekawe kogo sobie wynalazła.
Po pysznym śniadaniu poszliśmy na spacer. Dni robiły się zimniejsze i krótsze. Na szczęście mam już przy sobie mojego kochanego męża i nie muszę się niczym martwić. Takie dotlenienie zrobiło mi naprawdę bardzo dobrze. Czułam się jakoś żywsza i mocniejsza.
Przed 17 oglądaliśmy telewizję. Nic ciekawego nie puszczali, co nie było dla mnie dobre, bo zaczęła mnie boleć głowa i noga. Oczywiście nie mówiłam o tym Oleczkowi, bo nie chciałam go martwić.
- Muszę jechać do szpitala, załatwić parę spraw. - przytknął usta do mojego czoła - Wracam jak najszybciej. Jesteś piękna.
Gdy wyszedł odetchnęłam i skulona położyłam się na kanapie. Czułam jakby moja głowa miała zaraz eksplodować, a kość z uda wyjść na zewnątrz. Okropne uczucie. Kilka razy myślałam, że nie wytrzymam, lecz zaraz przechodziło. Jednak po chwili znowu był napad bólu i koło się zamykało.
Musiałam stracić poczucie czasu i długo tak leżeć, po na ręce poczułam palce mojego męża.
- Co się stało kochanie ? - zapytał przestraszony
- Głowa mnie boli i do tego noga. - skrzywiłam się.
- Chcesz jakieś tabletki ?
- Nieeee. - jęknęłam- Już mi lepiej.
- Siadaj. - pomógł mi się oprzeć - Pokazuj tą nogę.
Zsunęłam spodnie i przyglądałam się czynnościom ortopedy. Jego zwinne palce energicznie jeździły po moim udzie, co wywoływało u mnie ciarki.
- Wszystko jest ok. - popatrzył się na mnie - Mocno boli ?
- Już mniej. - poczochrałam jego włosy
Nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
- Pójdę. - dał mi buziaka i zniknął
Szybko wsunęłam spodnie, bo usłyszałam głos siostry. Doprowadziłam się do ładu i usiadłam prosto na kanapie. Do salonu wparowały 3 osoby. Alek poruszał brwiami i podszedł do mnie.
- Chciałam wam przedstawić mojego chłopaka. - zaczęła Weronika - To jest Rafał. Rafał to jest moja siostra Monika i jej mąż Alek.
- Miło mi panie kurierze. - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
- Mi również. - ładnie się uśmiechnął się
- Siadajcie. - pokazałam im kanapę - Zaraz coś przyszykuję.
- Siadaj. - pokazał mi Gawliński - Musisz odpoczywać.
- Oho, coś chce. - zwróciłam się do młodych
- Do twarzy ci w ciąży. - rzucił Rafał
- Dzięki. - zaczęłam się śmiać
- Ładnie razem wyglądacie. - puściłam im oczko - Wiedziałam, że coś z tego będzie.
Miło nam się rozmawiało, bo Rafał też należy do grupy śmieszków, więc szybko podłapaliśmy wspólne tematy.
Znowu dzwonek do drzwi.
- Zaprosiłem kumpla z wojska. - oznajmił Alek i poszedł otworzyć
Po chwili było słychać wesołe męskie głosy i pojawili się w salonie.
- Siemaaaa. - radośnie powiedział Filip i podszedł do mnie - Moja mała, duża siostrzyczka.
- Mój braciszek najukochańszy. Wiesz co się stało ? - pytałam ożywiona
- Oświeć mnie.
- Dzisiaj po raz pierwszy poczułam kopnięcie. - mówiłam z satysfakcją
- No co ty, oszukujesz.
- Mówi prawdę. - poklepał go po ramieniu Alek - Monika, znasz Krzyśka. - wskazał na mężczyznę.
To ten sam, co przyszedł z listem dla Alka. Uśmiechnął się serdecznie i uścisnął moją dłoń.
Jak ja już dawno się tak nie śmiałam. Oczywiście do ruchu wszedł alkohol, więc dodatkowo przyczyniło się do śmiesznych opowieści. Ale jak zadzwonił kolejny raz dzwonek, to nikt nie wiedział kto to. Oczywiście troskliwy mąż poszedł otworzyć. Nie byłam w stanie wyłapać głosu przybyłej osoby. Ale jak stanęła w salonie, oczy mało co mi nie wyszły.
- Masłoooo !! - pisnęłam i podbiegłam do niej i mocno się przytuliłam - Jak ja tęskniłam.
- Ja też. - mówiła zadowolona - Jak ty ślicznie wyglądasz. - całą mnie zlustrowała - Przycięłaś włosy. - dotknęła je - I jaki brzuszek śliczny.
- Ty też jakoś inaczej wyglądasz. Siadaj kochana. - pokazałam na kanapę, która była wolna, bo każdy przeniósł się na fotele albo krzesła.
Widziałam ten błysk w oku Ani, kiedy popatrzyła się na Filipa. Brat niby nic, ale ukradkiem spoglądał na przyjaciółkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyobraziłam sobie ich razem. Byliby świetną parą. Kazałam przyjaciółce szczegółowo opowiadać, co u niej słychać. Z fascynacją opowiadała o pracy i Japonii. Ale przyznała, że chciałby wrócić, bo jest tam sama i to jest strasznie dołujące. W sumie się nie dziwię. Ja bym tygodnia nie wytrzymała bez bliskich. Jak się jest z chłopakiem to jeszcze może być, ale jak się jest samemu, to przerąbane. Ale jak powiedziała ile ona zarabia, to myślałam, że zejdę. Naszą rozmowę przerwał dzwonek.
- Proszę ! - krzyknęłam i powróciłam do rozmowy.
Po chwili wszedł mężczyzna z krótkimi włosami, ale nie przesadnie. Dodatkowo miał maseczkę, więc widać było jego niebieskie oczy. Poczułam jak zbierają mi się łzy. Wstałam i szybko się w niego wtuliłam.
- Włosy ci odrosły. - zatopiłam palce w jego włosach i zaśmiałam się
- Nawet. - śmiał się
- Siadaj. - pokazałam mu miejsce na kanapie
- Nie, ja tylko na chwilę.
- Kubaaaaa. - jęczałam
- No dobra. - westchnął - Ale najpierw to. - pokazał białą kopertę
- Siema brachu. - podszedł Alek i przybili sobie sztamę - Jak dobrze Cię widzieć.
- Ciebie też. Tak więc. - ściągnął maseczkę, a ja zasłoniłam usta dłonią
- Kuba bez brody. - prawie że krzyknęłam
- No weź. - jęknął - Nie dobijaj. Dobra, teraz ja. Wiecie jak miło mi się zrobiło, jak obudziłem się w szpitalu i na szafce czekał na mnie prezent. Z ciekawością go otworzyłem i jak ujrzałem pełno owoców, to od razu powróciły mi siły. A jeszcze jak wyciągnąłem pudełko maseczek, to humor miałem w 100 procentach poprawiony. I te mega skarpetki w wzory. - było widać po nim radość. - Ale jak wyciągnąłem tą kopertę, to już trochę czułem się nie dobrze, że tak dużo rzeczy dostałem. No ale jak wyciągnąłem zawartość, to już było za wiele. Ja nie mogę tego przyjąć.
- Dlaczego nam to mówisz ? - zapytałam - Przecież, my nie mamy nic z tym wspólnego.
- No weźcie, naprawdę. Trzy bilety na OneRepublic i to jeszcze VIPowskie. Macie swoje wydatki.
- To był pomysł Alka. - prychnęłam - Ja tylko powiedziałam, że ich lubisz.
- Dziękuję bardzo, ale to za drogi prezent. - podał mi kopertę - Przyjmę go pod jednym warunkiem. Pójdziecie ze mną.
Popatrzyłam na męża.
- To było z zamiarem, że zabierzesz rodzeństwo. - odparł Olek
- Oni nie lubią takiej muzyki. Wasz wybór.
- Wchodzę w to jak w dym. - puściłam mu oczko.
- Nie mam wyboru. - zaśmiał się Alek.
- Możemy porozmawiać ? - Kuba popatrzył na doktora
- Jasne. - uśmiechnął się i poszli do kuchni
OCZAMI ALKA
Poszliśmy do kuchni, bo Kuba coś chciał.
- Chciałem cię przeprosić. - zaczął - Przepraszam, że przez moją chorobę zabierałem Monice czas. Chociaż wiedz, że ja nie chciałem tego, bo przecież wiem że jest w ciąży i to jest dla niej bardzo duże obciążenie. I chciałem też podziękować za wszystko. Dzięki tobie mogłem być tak szybko poddany leczeniu. Codziennie dziękuję Panu za to, że dał Monice tak wspaniałego męża, który pomaga byłemu jego żony. Dziękuję. - w jego oczach ujrzałem łzy
- Spoko stary. - przytuliłem go - Przyjaciele są po to, żeby sobie pomagać. Ja też chciałem Ci podziękować. Bo byłeś przy niej, kiedy mnie nie było. To chyba było jedyne co ją trzymało w kupie. Nawet nie wiesz jak ona jest zachwycona twoją opowieścią o Bogu i Niebie. Codziennie sobie puszcza nagranie przed snem.
- Nagrała to ? - zdziwił się
- Nooo. Dobra, wracamy do reszty ?
OCZAMI MONIKI
Widziałam w oczach Masła tą niechęć do osoby Kuby. Ona za nim nie przepadała, winiła go za to, że się rozstaliśmy, że rozwalił mi życie. Chociaż ja nic takiego nie czułam, bo przecież razem podjęliśmy decyzję i było to w drodze pokojowej. Jeszcze siedział teraz koło niej, wiec pewnie cała się gotowała.
- Czy ty kiedykolwiek ściągasz tą koloratkę ? - zapytałam ze śmiechem
- Czasami się zdarza. - zaśmiał się - Ej, ty to Ania, nie ? - zwrócił się do przyjaciółki
- Yhym. - burknęła
Widziałam, że odpuścił i włączył się do ogólnej rozmowy. Było bardzo śmiesznie. Wspaniale patrzyło się na roześmiane twarze najbliższych. A szczególnie męża i Kuby, który niedawno był przykuty do szpitalnego łóżka. I te nieśmiałe spoglądanie na siebie między Filipem a Masłem. To było takie słodkie. Widziałam też, jak Ania przygląda się wesołemu duchownemu.
- Skąd ty bierzesz tyle pozytywnej energii ? - zapytała go
- Z góry. - uśmiechnął się
- Jesteś taki miły dla każdego. - westchnęła - Nawet dla mnie.
- A dlaczego miałbym nie być ?
- Bo jestem dla ciebie taką zołzą i jestem wściekła na ciebie.
- Ja na Ciebie nie jestem. - puścił jej oczko - Wiem, że nie lubisz mnie przez, to że rozstaliśmy się z Moniką.
- Jest mi głupio. - spuściła głowę - Jak widzę ją z Alkiem, to cieszę się, że znalazła sobie tak wspaniałego męża i dowaliła ci tym. Ale teraz wiem, że jesteście przyjaciółmi i ty też się z tego cieszysz, że ma Alka. Przepraszam.
- Spoko. - zaśmiał się - W końcu mogę odetchnąć z ulgą, że nie masz mnie za wroga. Zagadasz w końcu do tego Filipa ?
- O co ci chodzi ?- zmarszczyła czoło
- No przecież widać to na kilometr !
Popatrzyła na mnie, a ja kiwnęłam głową na potwierdzenie.
poniedziałek, 13 lutego 2017
Rozdział 47
6 GRUDNIA
Przez ostatnie dni nie miałam żadnego kontaktu z Alkiem, nie dawał jakich kolwiek oznak życia. Strasznie się bałam, że coś mu się stało. Jednak nikt z wojska jeszcze do mnie nie przyjechał, więc jest nadzieja. Najgorsze scenariusze przychodziły mi do głowy i to one wydawały się być tymi prawdziwymi.
O śnie nie było mowy, a jak już mi się udało, to miałam jakiś koszmar i gwałtownie się budziłam. Wiele razy wylewałam łzy, bo już mam wszystkiego dość, nie mam siły, a do tego ciągle trzyma mnie myśl, że mój mąż nie żyje. On nie może mnie teraz zostawić, nie dam sobie rady.
O 13 miała przylecieć zmiana Alka, wieć trochę wcześniej muszę być na miejscu.
Zapakowałam starannie wszystkie prezenty. Nie miałam pomysłów, co mogę podarować bliskim i mam zamiar leprze prezenty sprawić im pod choinkę.
Dotarłam do celu w bardzo dobrym czasie, czego się nie spodziewałam. Stanęłam przed salą i patrzyłam się przed szybę.
- Śpi teraz. - podeszła do mnie pielęgnkarla.
- Tak, widzę. - uśmiechnęłam się - Jak się czuje ?
- Dzisiaj mówił, że dobrze.
- To dobrze. - westchnęłam - Czy może Pani mu to zanieść? - dałam jej w miarę duże pudełko.
- Jasnę. - uśmiechnęła się
- Dziękuję.
Wpatrywałam się w jego bladą twarz pogrążoną we śnie. Jak dobrze, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Byłam wdzięczna Panu, że jeszcze go nie wziął do siebie. Jest bardzo silny. Mimo poważnego stanu jego zdrowia, nie chce aby całą uwagę skupiać na jego osobie. Zawsze był skromny i nie dążył do tego, żeby być w centrum.
Zestresowana weszłam na płytę, gdzie mają przylecieć żołnierze. Po lewej stronie stało kilkanaście kobiet, które rozmawiały między sobą. Zapewne żony wojskowych, które się znają i mogą na siebie liczyć. Mój żołądek z każdą sekundą był bardziej zaciśnięty. Nerwowo bawiłam się palcami i wpatrywałam się w dal. Po chwili na horyzoncie pojawił się transportowiec, który sprawnie wylądował. Zaraz po tym zaczęli się pojawiać pierwsi wojskowi. Podchodzili do swoich partnerek i byli szczęśliwi. Moim oczom ukazał się Filip. Poważny w okularach przeciwsłonecznych. Oczywiście odróżniał się od innych, bo pozostali mieli inny model. Szedł w moją stronę, a ja szeroko się uśmiechnęłam.
- Siostra ! - zadowolił się i rozłożył ręce, a ja zawiesiłam się na jego szyi.
- Mój braciszek. Wiesz jak ja za Tobą tęskniłam?
- Ja za Tobą bardziej. Jak ty ślicznie wyglądasz. - dotknął końcówek moich krótszych włosów.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka. - Gdzie Alek? - zapytałam rozdlądając sie.
- Nie wiem. Nie widziałem go. - oznajmił
Zrobiło mi się słabo. Wpatrywałam się w wyjście transportowca, jednak za każdym razem wychodził ktoś inny. Po kilku minutach już nikt nie wychodził. Wszyscy stali ze swoimi połówkami.
- Filip. - szepnęłam i po policzku pociekła mi łza.
Widziałam jak tamci ukradkiem spoglądają na moją osobę. Brat objął mnie ramieniem, a ja schowałam twarz.
- Jak do niego dzwoniłam, to zaczęła się jakaś strzelanina. Nie rozłączył się i wszystko słyszałam. - szlochałam
Brat mnie odwrócił i przez łzy ujrzałam smukłą, wysoką postać idącą w naszą stronę. Złapał za ramkę okularów (takie same jak Filip) i w tym samym momencie, któryś z żołnierzy zrobił tak głośne aułłłłłł jak na początku CSI Miami. Z dziarskim uśmiechem maszerował w naszą stronę.
- Alek. - szepnęłam i rzuciłam się biegiem
Skoczyłam na niego i obróciliśmy się. Radosna wpatrywałam się w jego twarz.
- Zabiję Cię. - szepnęłam przez łzy - Ale to później. - i po raz pierwszy po tak długiej przerwie dałam mu buziaka.
- Pięknie wyglądasz kochanie. - szepnął i postawił mnie na ziemię. - Trochę Andrzej cię obciąża. - pogładził brzuch.
- Jak ja tęskniłam. - splotłam nasze dłonie, a on wziął torby
Zobaczyłam, że Filip robi nam zdjęcia, więc szeroko się uśmiechnęłam.
- Jak dobrze, że już wróciliście moje wariaty. - byłam bardzo zadowolona
- Nie masz pojęcia, jak my się cieszymy, że wróciliśmy. - westchnął mąż - Jedziemy ?
Kiwnęłam głową i ruszyliśmy przed siebie. Na odchodne chłopaki pomachali pozostałym.
Wsiedliśmy do samochodu, a ja odpaliłam silnik.
- Najpierw do Twoich rodziców. - oznajmiłam i kierowałam się do celu.
Zatrzymaliśmy się pod domem i w oczach Alka zobaczyłam wielką radość.
- W bagażniku są prezenty. Nie miałam kompletnie głowy do prezentów. - westchnęłam
- Przepraszam Monika, przepraszam. - spuścił głowę Gawliński - Mogłem chociaż do ciebie zadzwonić.
- Zamknij się Gawliński. - syknęłam i wyszłam z pojazdu.
Widziałam jak chłopaki posyłają sobie szydercze uśmiechy.
Zadzwoniłam dzwonkiem, ale nie czekałam na reakcję i weszłam do środka.
- Dzień dobry. - krzyknęłam radośnie - Święty Mikołaj przyszedł.
Z kuchni wyłonili się właściciele domu.
- A cześć Moniczko. - przywitała się mama, ale jak zobaczyła moich towarzyszy, zastygła.
- Mamo. - podszedł do niej Alek i mocno przytulił
- Mój synuś kochany. - w jej oczach było widać łzy wzruszenia - Filipku kochany. - wycałowała brata.
Miło spędziliśmy czas u teściów. Było bardzo wesoło, jednak po 2 godzinach pojechaliśmy do moich rodziców. Ich reakcje były bardzo podobne do poprzedników.
Siedzieliśmy przy stole i spożywaliśmy pyszne sałatki przygotowane przez mamę. Delikatnie jeździłam stopą po łydce męża, a on delikatnie się uśmiechał.
Rodzice poszli przed telewizor, Filip do pokoju, a Werka wyszła gdzieś na miasto. My natomiast udaliśmy się do mojego pokoju. Alek usiadł na łóżku, a ja uklękłam na łóżku mając jego nogi między moimi. Zaczęłam go namiętnie całować.
- Pociągasz mnie w tym mundurze. - wyszeptałam pomiędzy pocałunkami - Ale wolę cię bez niego.
Zaczęłam ściągać jego bluzę.
- Ale tak tutaj ? - spojrzał na mnie
- Yolo. - zaśmiałam się i dalej go całowałam.
Jak mi tego brakowało. Tej bliskości z Alusiem.
- Ale już nie rozwalaj się jak żaba na liściu, bo zaraz coś będą podejrzewać. - poklepałam go po brzuchu i zaczęłam się ubierać
- Jesteś taka piękna. - pocałował mnie w szyję.
- A ty przystojny. - potarmosiłam jego czuprynę - Ubieraj się, no!
Po chwili wprowadzałam ostatnie poprawki w wyglądzie męża i wyszliśmy z pokoju. Filip siedział sam w jadalni. Siedział to za ładnie powiedziane, rozwalił się na nim. Przeglądał coś na smartphonie, ale przestał gdy weszliśmy.
- Nie wierze. - uśmiechnął się. - Nie wierzę. - zaczął się śmiać.
- Ale o co ci chodzi ? - zapytałam niby nie wiedząc o co chodzi
Alek jednak nie był w stanie ukryć uśmiechu.
- Wariaty. - śmiał się brat
- A co tu się dzieje ? - wszedł tato
- A nic. - rzekł Filip - Tak sobie rozmawiamy.
- Mam ochotę na kawę mrożoną. - szepnął mi mąż - Ale taką pyszną.
- My będziemy się zbierać. - oznajmiłam.
- Dzięki za prezenty. - uśmiechnął się tato
Pojechaliśmy do galerii, gdzie jest nasza knajpunia. Staliśmy przy kasie i patrzyliśmy na spis.
- Co podać ? - podeszła do nas młoda ekspedientka
- Yyyy poproszę mrożoną kawę z bitą śmietaną i do tego... - Alek zaczął zamawiać ale w języku angielskim
- Alek. - szturchnęłam go
- Co ? - popatrzył na mnie - A. - zaczął się śmiać. - Przepraszam bardzo, ale dawno nie rozmawiałem po polsku. Więc poproszę kawę mrożoną z bitą śmietaną, do tego szarlotkę również z bitą śmietaną. A ty co chcesz ? - teraz głos należał do mnie
- Loda. - patrzyłam na zamrażarkę
- Loda kochanie, to wieczorem. -puścił mi oczko
- Głupek. - dałam mu kuksańca i zaczęłam się śmiać
- Więc, co chcesz ?
- No loda.
- Przecież już mówiłem.
- Ale kochanie, ja chcę porządną gałkę, którą mogę się nacieszyć i zasmakować, która da mi rozkosz.- uśmiechnęłam się
- No dobra. - odchrząknął i spoważniał - To poprosimy tą gałkę. Zapewne cytrynową.
Potwierdziłam kiwnięciem, a pani kasjerka miała z nas niezły ubaw.
- Coś jeszcze ?
- Koktajl owocowy.
Usiedliśmy do stolika i wpatrywałam się w męża.
- Kocham cię. - szepnęłam
- Ja ciebie też. Co z Kubą?
- Wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się - Jest bardzo silny.
- Jakim jestem debilem. - szepnął - Zostawiłem Cię samą. Tyle przeszłaś. Bardzo Cię przepraszam i nie wiem, jak Ci to wynagrodzę.
- Tym że będziesz. - złapałam jego dłoń
- Pseplasam. - podszedł do nas chłopczyk - Czy pan jest zołmieszem?
- Tak. - uśmiechnał się serdecznie mąż
- I był pan na wojnie? - mały patrzył się dużymi, brązowymi oczami
- Tak jakby. - zaśmiał się
- A mogę z panem zdjęcie?
- Jasne. - Alek wziął malca na kolana i popatrzył się w obiektyw.
- Ja muszę do toalety. - szepnęłam i odeszłam od stolika.
Jak wróciłam mąż wręczył mi czerwoną różę.
Wróciliśmy do domu, gdzie radosny Bartosz wskoczył na właściciela.
- Cześć stary. - zadowolił się Gawliński - widzę, że przeprosiliście się z Monisią.
- Przynajmniej miałam towarzysza do gadania. - puściłam mu oczko i opadłam na kanapę. - Jestem wykończona.
- To myć się i spać. - stanął przede mną.
- Cieszę się, że wróciłeś. W końcu mogę spokojnie spać. - uśmiechnęłam się
- Co mogę zrobić, żeby Ci to wynagrodzić ?
- Uśmiechnij się.
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Tęskniłam za tym.
Powoli zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował.
Leżałam w łózku wtulona w tors Alka. Byłam zmęczona i chciałam spać, ale z drugiej strony chciałam z nim być jak najdłużej. Delikatnie gładził mnie po plecach, co dawało mi poczucie bezpieczeństwa.
Obudziłam się w nocy, sama. Nie powiem, przestraszyłam się. Ale z salonu dochodziła cicha muzyka. Wygrzebałam się z łóżka i zaspana poczłapałm skąd wydobywał się dźwięk. Na kanapie siedział skulony Alek z kolamami podciągniętymi pod brodę. Zatroskana usiadłam koło niego i zaczęłam głaskać jego włosy.
- Wszystko będzie dobrze. - mówiłam łagodnie - Damy radę. Przejdziemy przez to razem. Kocham cię. - dałam mu buziaka w skroń
- Znowu się mną zamartwiasz. - jęknął
- Jestem twoją żoną i przysięgałam, że będę z Tobą w trudach. I wiedz kochanie, że zawsze możesz na mnie liczyć.
Ukochany zamknął mnie w uścisku. Tak mi go było szkoda, bo wiem jakie on teraz piekło przechodzi.
- Zatańczysz ze mną ? - wstałam i odnalazłam odpowiednią piosenkę.
Wstał powoli i delikatnie złapał moją dłoń, a drugą położył na tali. Kołysaliśmy się w rytm muzyki o 4 w nocy.
Przez ostatnie dni nie miałam żadnego kontaktu z Alkiem, nie dawał jakich kolwiek oznak życia. Strasznie się bałam, że coś mu się stało. Jednak nikt z wojska jeszcze do mnie nie przyjechał, więc jest nadzieja. Najgorsze scenariusze przychodziły mi do głowy i to one wydawały się być tymi prawdziwymi.
O śnie nie było mowy, a jak już mi się udało, to miałam jakiś koszmar i gwałtownie się budziłam. Wiele razy wylewałam łzy, bo już mam wszystkiego dość, nie mam siły, a do tego ciągle trzyma mnie myśl, że mój mąż nie żyje. On nie może mnie teraz zostawić, nie dam sobie rady.
O 13 miała przylecieć zmiana Alka, wieć trochę wcześniej muszę być na miejscu.
Zapakowałam starannie wszystkie prezenty. Nie miałam pomysłów, co mogę podarować bliskim i mam zamiar leprze prezenty sprawić im pod choinkę.
Dotarłam do celu w bardzo dobrym czasie, czego się nie spodziewałam. Stanęłam przed salą i patrzyłam się przed szybę.
- Śpi teraz. - podeszła do mnie pielęgnkarla.
- Tak, widzę. - uśmiechnęłam się - Jak się czuje ?
- Dzisiaj mówił, że dobrze.
- To dobrze. - westchnęłam - Czy może Pani mu to zanieść? - dałam jej w miarę duże pudełko.
- Jasnę. - uśmiechnęła się
- Dziękuję.
Wpatrywałam się w jego bladą twarz pogrążoną we śnie. Jak dobrze, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Byłam wdzięczna Panu, że jeszcze go nie wziął do siebie. Jest bardzo silny. Mimo poważnego stanu jego zdrowia, nie chce aby całą uwagę skupiać na jego osobie. Zawsze był skromny i nie dążył do tego, żeby być w centrum.
Zestresowana weszłam na płytę, gdzie mają przylecieć żołnierze. Po lewej stronie stało kilkanaście kobiet, które rozmawiały między sobą. Zapewne żony wojskowych, które się znają i mogą na siebie liczyć. Mój żołądek z każdą sekundą był bardziej zaciśnięty. Nerwowo bawiłam się palcami i wpatrywałam się w dal. Po chwili na horyzoncie pojawił się transportowiec, który sprawnie wylądował. Zaraz po tym zaczęli się pojawiać pierwsi wojskowi. Podchodzili do swoich partnerek i byli szczęśliwi. Moim oczom ukazał się Filip. Poważny w okularach przeciwsłonecznych. Oczywiście odróżniał się od innych, bo pozostali mieli inny model. Szedł w moją stronę, a ja szeroko się uśmiechnęłam.
- Siostra ! - zadowolił się i rozłożył ręce, a ja zawiesiłam się na jego szyi.
- Mój braciszek. Wiesz jak ja za Tobą tęskniłam?
- Ja za Tobą bardziej. Jak ty ślicznie wyglądasz. - dotknął końcówek moich krótszych włosów.
- Dziękuję. - dałam mu buziaka. - Gdzie Alek? - zapytałam rozdlądając sie.
- Nie wiem. Nie widziałem go. - oznajmił
Zrobiło mi się słabo. Wpatrywałam się w wyjście transportowca, jednak za każdym razem wychodził ktoś inny. Po kilku minutach już nikt nie wychodził. Wszyscy stali ze swoimi połówkami.
- Filip. - szepnęłam i po policzku pociekła mi łza.
Widziałam jak tamci ukradkiem spoglądają na moją osobę. Brat objął mnie ramieniem, a ja schowałam twarz.
- Jak do niego dzwoniłam, to zaczęła się jakaś strzelanina. Nie rozłączył się i wszystko słyszałam. - szlochałam
Brat mnie odwrócił i przez łzy ujrzałam smukłą, wysoką postać idącą w naszą stronę. Złapał za ramkę okularów (takie same jak Filip) i w tym samym momencie, któryś z żołnierzy zrobił tak głośne aułłłłłł jak na początku CSI Miami. Z dziarskim uśmiechem maszerował w naszą stronę.
- Alek. - szepnęłam i rzuciłam się biegiem
Skoczyłam na niego i obróciliśmy się. Radosna wpatrywałam się w jego twarz.
- Zabiję Cię. - szepnęłam przez łzy - Ale to później. - i po raz pierwszy po tak długiej przerwie dałam mu buziaka.
- Pięknie wyglądasz kochanie. - szepnął i postawił mnie na ziemię. - Trochę Andrzej cię obciąża. - pogładził brzuch.
- Jak ja tęskniłam. - splotłam nasze dłonie, a on wziął torby
Zobaczyłam, że Filip robi nam zdjęcia, więc szeroko się uśmiechnęłam.
- Jak dobrze, że już wróciliście moje wariaty. - byłam bardzo zadowolona
- Nie masz pojęcia, jak my się cieszymy, że wróciliśmy. - westchnął mąż - Jedziemy ?
Kiwnęłam głową i ruszyliśmy przed siebie. Na odchodne chłopaki pomachali pozostałym.
Wsiedliśmy do samochodu, a ja odpaliłam silnik.
- Najpierw do Twoich rodziców. - oznajmiłam i kierowałam się do celu.
Zatrzymaliśmy się pod domem i w oczach Alka zobaczyłam wielką radość.
- W bagażniku są prezenty. Nie miałam kompletnie głowy do prezentów. - westchnęłam
- Przepraszam Monika, przepraszam. - spuścił głowę Gawliński - Mogłem chociaż do ciebie zadzwonić.
- Zamknij się Gawliński. - syknęłam i wyszłam z pojazdu.
Widziałam jak chłopaki posyłają sobie szydercze uśmiechy.
Zadzwoniłam dzwonkiem, ale nie czekałam na reakcję i weszłam do środka.
- Dzień dobry. - krzyknęłam radośnie - Święty Mikołaj przyszedł.
Z kuchni wyłonili się właściciele domu.
- A cześć Moniczko. - przywitała się mama, ale jak zobaczyła moich towarzyszy, zastygła.
- Mamo. - podszedł do niej Alek i mocno przytulił
- Mój synuś kochany. - w jej oczach było widać łzy wzruszenia - Filipku kochany. - wycałowała brata.
Miło spędziliśmy czas u teściów. Było bardzo wesoło, jednak po 2 godzinach pojechaliśmy do moich rodziców. Ich reakcje były bardzo podobne do poprzedników.
Siedzieliśmy przy stole i spożywaliśmy pyszne sałatki przygotowane przez mamę. Delikatnie jeździłam stopą po łydce męża, a on delikatnie się uśmiechał.
Rodzice poszli przed telewizor, Filip do pokoju, a Werka wyszła gdzieś na miasto. My natomiast udaliśmy się do mojego pokoju. Alek usiadł na łóżku, a ja uklękłam na łóżku mając jego nogi między moimi. Zaczęłam go namiętnie całować.
- Pociągasz mnie w tym mundurze. - wyszeptałam pomiędzy pocałunkami - Ale wolę cię bez niego.
Zaczęłam ściągać jego bluzę.
- Ale tak tutaj ? - spojrzał na mnie
- Yolo. - zaśmiałam się i dalej go całowałam.
Jak mi tego brakowało. Tej bliskości z Alusiem.
- Ale już nie rozwalaj się jak żaba na liściu, bo zaraz coś będą podejrzewać. - poklepałam go po brzuchu i zaczęłam się ubierać
- Jesteś taka piękna. - pocałował mnie w szyję.
- A ty przystojny. - potarmosiłam jego czuprynę - Ubieraj się, no!
Po chwili wprowadzałam ostatnie poprawki w wyglądzie męża i wyszliśmy z pokoju. Filip siedział sam w jadalni. Siedział to za ładnie powiedziane, rozwalił się na nim. Przeglądał coś na smartphonie, ale przestał gdy weszliśmy.
- Nie wierze. - uśmiechnął się. - Nie wierzę. - zaczął się śmiać.
- Ale o co ci chodzi ? - zapytałam niby nie wiedząc o co chodzi
Alek jednak nie był w stanie ukryć uśmiechu.
- Wariaty. - śmiał się brat
- A co tu się dzieje ? - wszedł tato
- A nic. - rzekł Filip - Tak sobie rozmawiamy.
- Mam ochotę na kawę mrożoną. - szepnął mi mąż - Ale taką pyszną.
- My będziemy się zbierać. - oznajmiłam.
- Dzięki za prezenty. - uśmiechnął się tato
Pojechaliśmy do galerii, gdzie jest nasza knajpunia. Staliśmy przy kasie i patrzyliśmy na spis.
- Co podać ? - podeszła do nas młoda ekspedientka
- Yyyy poproszę mrożoną kawę z bitą śmietaną i do tego... - Alek zaczął zamawiać ale w języku angielskim
- Alek. - szturchnęłam go
- Co ? - popatrzył na mnie - A. - zaczął się śmiać. - Przepraszam bardzo, ale dawno nie rozmawiałem po polsku. Więc poproszę kawę mrożoną z bitą śmietaną, do tego szarlotkę również z bitą śmietaną. A ty co chcesz ? - teraz głos należał do mnie
- Loda. - patrzyłam na zamrażarkę
- Loda kochanie, to wieczorem. -puścił mi oczko
- Głupek. - dałam mu kuksańca i zaczęłam się śmiać
- Więc, co chcesz ?
- No loda.
- Przecież już mówiłem.
- Ale kochanie, ja chcę porządną gałkę, którą mogę się nacieszyć i zasmakować, która da mi rozkosz.- uśmiechnęłam się
- No dobra. - odchrząknął i spoważniał - To poprosimy tą gałkę. Zapewne cytrynową.
Potwierdziłam kiwnięciem, a pani kasjerka miała z nas niezły ubaw.
- Coś jeszcze ?
- Koktajl owocowy.
Usiedliśmy do stolika i wpatrywałam się w męża.
- Kocham cię. - szepnęłam
- Ja ciebie też. Co z Kubą?
- Wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się - Jest bardzo silny.
- Jakim jestem debilem. - szepnął - Zostawiłem Cię samą. Tyle przeszłaś. Bardzo Cię przepraszam i nie wiem, jak Ci to wynagrodzę.
- Tym że będziesz. - złapałam jego dłoń
- Pseplasam. - podszedł do nas chłopczyk - Czy pan jest zołmieszem?
- Tak. - uśmiechnał się serdecznie mąż
- I był pan na wojnie? - mały patrzył się dużymi, brązowymi oczami
- Tak jakby. - zaśmiał się
- A mogę z panem zdjęcie?
- Jasne. - Alek wziął malca na kolana i popatrzył się w obiektyw.
- Ja muszę do toalety. - szepnęłam i odeszłam od stolika.
Jak wróciłam mąż wręczył mi czerwoną różę.
Wróciliśmy do domu, gdzie radosny Bartosz wskoczył na właściciela.
- Cześć stary. - zadowolił się Gawliński - widzę, że przeprosiliście się z Monisią.
- Przynajmniej miałam towarzysza do gadania. - puściłam mu oczko i opadłam na kanapę. - Jestem wykończona.
- To myć się i spać. - stanął przede mną.
- Cieszę się, że wróciłeś. W końcu mogę spokojnie spać. - uśmiechnęłam się
- Co mogę zrobić, żeby Ci to wynagrodzić ?
- Uśmiechnij się.
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Tęskniłam za tym.
Powoli zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował.
Leżałam w łózku wtulona w tors Alka. Byłam zmęczona i chciałam spać, ale z drugiej strony chciałam z nim być jak najdłużej. Delikatnie gładził mnie po plecach, co dawało mi poczucie bezpieczeństwa.
Obudziłam się w nocy, sama. Nie powiem, przestraszyłam się. Ale z salonu dochodziła cicha muzyka. Wygrzebałam się z łóżka i zaspana poczłapałm skąd wydobywał się dźwięk. Na kanapie siedział skulony Alek z kolamami podciągniętymi pod brodę. Zatroskana usiadłam koło niego i zaczęłam głaskać jego włosy.
- Wszystko będzie dobrze. - mówiłam łagodnie - Damy radę. Przejdziemy przez to razem. Kocham cię. - dałam mu buziaka w skroń
- Znowu się mną zamartwiasz. - jęknął
- Jestem twoją żoną i przysięgałam, że będę z Tobą w trudach. I wiedz kochanie, że zawsze możesz na mnie liczyć.
Ukochany zamknął mnie w uścisku. Tak mi go było szkoda, bo wiem jakie on teraz piekło przechodzi.
- Zatańczysz ze mną ? - wstałam i odnalazłam odpowiednią piosenkę.
Wstał powoli i delikatnie złapał moją dłoń, a drugą położył na tali. Kołysaliśmy się w rytm muzyki o 4 w nocy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
